Przed Google Earth, a nawet przed fotografią lotniczą

Czołga się, a więc jest to smok.

Czołgi FT-17 Renault pod Dźwińskiem (Dyneburgiem). Źródło: Wikipedia

„W sztabie Armii gen. Hallera i wśród oficerów Polaków przydzielonych do pułku zastanawiano się, jaka nazwę należy nadać pierwszej polskiej jednostce pancernej najnowocześniejszej wówczas i zwycięskiej broni I wojny światowej” napisał w 1969 roku w Londynie mjr Bogdan Jeżewski, ówczesny podchorąży tego Pułku. „Nazwa francuska chars blindés albo chars d’assaut, przetłumaczalna na język polski jako pułk rydwanów lub wozów pancernych czy szturmowych nie była przyjęta. Ówczesna nazwa angielska tank miała już w języku polskim inne znaczenie. Ten wóz pancerny dzięki gąsienicom mogący się poruszać po bezdrożach, pokonujący naturalne i sztuczne przeszkody podobny był do czołgającego się smoka. Nic więc dziwnego, że gdy z projektem nazwy czołg wystąpił por. Władysław Kohutnicki […] została ona przyjęta i zatwierdzona, a smok ponadto stał się godłem pułku przez cały czas jego istnienia. Obok więc nazwy francuskiej (która przetrwała do 15 października 1919 roku, to jest do przejścia pułku pod dowództwo polskie), pojawiła się nazwa polska: 1 pułk czołgów, początkowo z dodatkiem – polskich”?

cytat: Polska zbrojna. Historia nr 1/2, 2017

 

Scruton radzi co pić by filozofować :)

Roger Scruton, Piję więc jestem. Przewodnik filozofa po winach, Wydawnictwo Aletheia, 2011

Dodatek. Co pić do czego.

(…)

Na poboczu naszej drogi widuję puszki po piwie, butelki po wodzie i po whisky oraz kanony po sokach, ale nigdy nie widziałem butelki po winie. Jeżeli zezwierzęcenie można złożyć na karb jakiejś zezwierzęcającej mikstury, to i w taktownym zachowaniu naszych amatorów wina wypada dostrzec świadectwo cnoty moralnej trunku, który piją.

PLATON. Wśród dialogów Platońskich zawsze znajdziemy odpowiedni do dowolnie wybranego wina. Szlachetny klaret poprowadzi nas w należycie niespiesznym tempie przez Państwo, podczas gdy przy lekturze Fajdrosa bardziej odpowiednim towarzyszem jest lekkie rosé, a znów Filebowi sprawiedliwość odda wyłącznie przenikliwie wytrawna manzanilla. Prawa skorzystają dzięki krzepkiemu burgundowi, który natchnie odwagą i zapali zielone światło nieuchronnej woli czynienia opuszczeń. Natomiast w przypadku wzniosłej x, wprost przeciwnie, tylko trunek lekki i półsłodki pomoże uchwycić cząstkę wesołości kompanii i przepić do każdego uczestnika w chwili, kiedy wstaje, by przemówić.
U Homera wino jest zawsze słodkie, chociaż poeta porównuje je bodaj chętniej do pocałunków i miłych słów niż do dojrzałych granatów. Jakikolwiek gust miał Homer, nowoczesny zwyczaj wymaga, aby wina słodkie były skoncentrowane, gęste, o wydatnym miodnym nosie i by niczym syrop spływały długo i kleiście w wyschnięte gardziele, Wina półsłodkie tego rodzaju, jakie uwodziły moje podmiejskie ciotki, traktuje się półpoważnie i niemal nikt nie znajduje dla nich zastosowania ani jako trunków samych w sobie, ani jako dodatku do posiłku.

Jedną z ofiar tego uprzedzenia jest vouvray, wino robione na północ od Loary na 5000 akrów winnic w rozległej dolinie Brenna. Stary zwyczaj zezwala na tłoczenie wina wytrawnego, słodkiego bądź półsłodkiego w zależności od sezonu. Podstawowym surowcem są jagody chenin blanc, wzbogacane niekiedy dodatkiem arbois lub sauvignon, samo wino, jeżeli jest słodkie, dojrzewa przez długie lata, osiągając niezwykle wielowarstwowy smak – zwłaszcza gdy powstało z jagód wysuszonych przez pleśń szlachetną potraktowanych tak, jak robią to z sémillon w Sauternes. Cukier w wyrafinowanym vouvray jest integralnym składnikiem budowy wina, podobnie jak ornamenty na klasycznej fasadzie. Jego żłobkowane mineralne kolumny, zwieńczone kwietnymi kapitelami, przywodzą na myśl solidną podstawę argumentacji tego rodzaju, jaką zawsze zamierzał przedstawić Platon, złożoną ze zrozumiałych pytań i zaskakujących odpowiedzi. Za to zawsze trzeba cenić Platona nie dlatego, że wyciągał słuszne wnioski, lecz dlatego, że próbował dowieść, iż inne są błędne.

Dionizos i Ariadna (wikimedia.org)

 

ARYSTOTELES. Czytelnicy Metafizyki z pewnością zrozumieją, jeżeli powiem, że jedynym możliwym napitkiem przy tej lekturze jest zwykła woda. Przełkniecie najbardziej suchej ze wszystkich książek w dziejach wymaga mnóstwa płynu i iście spartańskiego hartu w walce ze słowami. Przed otworzeniem Analitykpierwszych warto zaopatrzyć się w imbirowe biskwity. Tylko Etyka nikomachejska jest nieco łatwiejszym zadaniem i do niej jako księgi zawierającej argumenty absolutnie kluczowe w kontekście zaproponowanej przeze mnie koncepcji picia cnotliwego zaleciłbym uroczysty kieliszek lub dwa. Z Etyki skorzystałem w istocie najwięcej przy udziale butelki sauvignon blanc z posiadłości Beringera w Kalifornii jednej z tych założycielskich piwnic kalifornijskich, które zawsze, i przed prohibicją, i po niej, były synonimem dobrego rzemiosła.
(…)

Majmonides tak samo jak Awerroes pragnął służyć ludzkości i wskutek tego on również sporą część życia spędził na wygnaniu. Zgodnie z najzupełniej rozsądną zasada: „najpierw Żydzi” lwią część energii twórczej poświęcił wielkiemu dziełu Powtórzenie Tory, zbierając i komentując wszelkie reguły prawne zawarte bądź utajone w świętych tekstach i w tradycji. Natomiast Przewodnik błądzących jest księgą adresowaną do wszystkich i obok Platońskiej Obrony oraz Boecjuszowego O pocieszeniu należy do tych dziel filozoficznych, które prawdziwie krzepią ducha. Książkę tę pierwszy raz czytałem w l979 roku w Polsce. W epoce komunistycznej wizyta w Polsce wymagała zaiste hartu moralnego. Ilekroć zdarzał się cud i z budki opatrzonej szyldem zapowiadającym piwo zdejmowana okiennice, natychmiast ustawiała się trzystujardowa kolejka spragnionych. W betonowych bunkrach, które udawały, że zaopatrują proletariat w żywność, w sposób najzupełniej losowy i nieprzewidywalny trafiał się bułgarski sikacz. Posiadacz waluty zachodniej mógł dołączyć do kolejki przed tuzexem (czechosłowacki odpowiednik Pewexu), czyli sklepem. w którym nomenklatura wymieniała przywileje na dobra konsumpcyjne, gdzie, wcale nie tanio, można było dostać whisky, a czasem nawet liche wino hiszpańskie. Na ogół jednak, zwłaszcza na prowincji, trzeba było pokrzepiać się wytwarzana przez państwo wódką. Nadzieja na znalezienie odrobiny wermutu w celu zabicia szpitalnego posmaku wódki była wątła, a jeżeli już się trafił, to ciepły i podawany w ilościach mających uciszyć wszelkie narzekania. Ogólna strategia „władz”, jak komicznie się określały, polegała na wytwarzaniu społecznego kaca tak ciężkiego i uporczywego, by zagłuszył wszelkie bolączki codzienności. Po czterech dniach spędzonych w takich warunkach na prowincji dzień z Majmonidesem w parku okalającym krakowską starówkę był prawdziwym błogosławieństwem. l jakimś trafem w restauracji, do której udałem się wieczorem, aby dokończyć lekturę, mieli dostawę jugosłowiańskiego cabernet sauvignon. Była to najwyżej namiastka wina. Niemniej pomogła mi zrozumieć, że via negativa uważana przez Majmonidesa za jedyna drogę do poznania Boga, a prowadzącą do tego najwyższego celu przez odrzucenie wszystkich orzeczników z naszego języka, o których kolejno dowodzi się, że nie mają ani nie mogą mieć zastosowania do Bytu Najwyższego, ten zaś nawet nie jest bytem, lecz tylko nie jest niebytem – że ta via negativa musi się gdzieś zaczynać. Więc dlaczego nie na dnie kieliszka wina, gdzie niczym muszki owocowe zlatują się nieprzeliczone orzeczniki, czekając na zastosowanie? W tej sytuacji zasób orzeczników szybko znikał i kieliszek wymagał stałego uzupełniania, zanim dowód został ukończony i poprzez gęstniejącą mgłę wejrzałem w nienieistnie Boga.

(…)

BERKELEY; Jeżeli już ktoś musi wchłonąć Berkeleya, niech go popije szklanką dziegciu i na tym zakończy.

(…)

KANT. Chociaż tytuł tej książki (za pośrednictwem Monty Pythona) podsunął Kartezjusz, to Kant sprawił, że zaczęła powstawać. Znajomy zapytał mnie, co u licha mogłoby znaczyć to, że istnieje „kieliszek sam w sobie”, byt noumenalny, którego nie da się ująć zmysłami, a który objawia się tylko „spojrzeniu znikąd”, „naoczności intelektualnej” przysługującej wyłącznie Bogu. Napełniłem kieliszki białym Hermitage Chante Alouette od Charpoutiera ze znakomitego rocznika 1977, którego wyczerpania głęboko żałuję. Następnie przeprowadziliśmy eksperyment polegający na tym, że najpierw przyjrzeliśmy się winu pod światło, powąchaliśmy, dotknęliśmy lśniącej powierzchni palcem, poczym wreszcie wypiliśmy, aby „poznać je w inny sposób”. Bylo tak, jak gdybyśmy przedarli się przez potężne obwałowania zamku i znaleźli w jasno oświetlonej sali, gdzie witali nas serdecznie ludzie we wspaniałych szatach. Oto co próbował wyrazić Kant. Noumen i transcendentalny punkt widzenia są sprzężone, a chociaż nie możemy zająć tego punktu, to przeczuwamy, na czym by to polegało. Rozradowanie, które wzbudza w nas przyjęte wino, jest jak objawienie jego wewnętrzności. I ta wewnętrzność jest ową wewnętrznością w nas – jaźnią transcendentalną i jej niewytłumaczalną wolnością, które zawsze się nam wymykają. Często powtarzam ten eksperyment, pomagając sobie lekturą Kantowskiej Transcendentalnej dedukcji kategorii. Ale nie polecałbym białego hermitage, które, nie dość że koszmarnie drogie, jest w pewnym sensie zbyt bogate, roztacza tak przemożne aromaty miodu i orzecha włoskiego, że wymaga przekąski z ośmiornicy w celu ich ujarzmienia. Zaproponowałbym raczej argentyńskie malbec, tym bardziej że za zawsze ciekawy uważam mariaż Krytyki czystego rozumu i opowiadań Borgesa, które obfitują w kantowskie paradoksy i przekonują, że nie ma potrzeby jechać do Argentyny.

Nie do każdego dzieła Kanta równie łatwo znajdziemy dodatek. Najwyraźniej nic nie dopełni drugiej Krytyki ani pozostałych dzieł etycznych. Jeżeli zaś chodzi o Krytykę władzy sądzenia, gdzie mimochodem wspomina się o „winie kanaryjskim”, to pamiętam, że próbowałem najpierw wschodnioindyjskiego sherry, potem śniadego porto, na koniec zaś madery, co nie zbliżyło mnie jednak ani o krok do zrozumienia Kantowskiego dowodu, że sąd smaku jest powszechny, ale subiektywny, ani do wyprowadzenia „antynomii smaku” należącej z pewnością do najgłębszych i najbardziej kłopotliwych Kantowskich paradoksów, która, o ile w ogóle czemuś ulegnie, to tylko sile perswazji wina.

[Sztuka współczesna] Ryczący automobil jest..?

[Prasówka] „Podświadomy plagiat”

​http://muzykaiprawo.pl/kryptomnezja-polska-czyli-piosenkach-ktore-przypominaja-nam-inne/   

    Termin „podświadomego plagiatu” został użyty w uzasadnieniu wyroku sprawy, o której mowa powyżej. Wiąże się on ze zjawiskiem kryptomnezji. Jest zjawisko psychologiczne, którego objawem jest to, że człowiek przypisuje sobie swoje wspomnienia, jako własne autorskie pomysły. Wydaje się, że z tą przypadłością często zmagają się muzycy na całym świecie. Jesteśmy dalecy od orzekania, ale dla dobra ogółu, aby ostrzec społeczeństwo przed niebezpieczeństwem krpytomnezji pokazujemy, że problem istnieje i dotyka każdego z nas.

“Lost for words” vs “Orła cień”

Oczywiście, że największy hit Various Manx (z 1996 r.) zawiera inspiracje melodią Brytyjczyków (z 1994 r.). Wszelkie inne podobieństwa są przypadkowe :). Podstępni Floydzi mogli nawet tak skonstruować utwór, aby biedny słuchacz zapomniał, że ją kiedykolwiek słyszał. Udało im się to koncertowo, bo wymazanie go z pamięci zajęło polskim twórcom niewiele ponad rok.

 

[Prasówka] Starodruki ze śmietnika trafią do muzeum :)

http://kultura.gazetaprawna.pl/artykuly/1053594,starodruki-smietnik-muzeum-w-ketrzynie.html

Z jednego z pojemników w śmietniku wystawał grzbiet książki w ozdobnej oprawie, pod spodem leżało luzem kilkadziesiąt innych.

„W pierwszej chwili nie wiedziałem, że są one tak stare. Po prostu zaciekawiło mnie nazwisko Woltera na okładce jednej z nich. Dopiero potem zorientowałem się po datach, że zostały wydrukowane przed rewolucją francuską”

[Polecam] O liberum veto, rokoszach i tolerancji w I RP

http://omp.org.pl/artykul.php?artykul=415

Ta instytucja okazała się zabójcza dla ustroju, jednak należy przyjrzeć się pewnym czynnikom, które doprowadziły do pojawienia się jej w polskiej praktyce ustrojowej. Poseł, który korzystał z prawa liberum veto, nie reprezentował w sejmie wyłącznie siebie, lecz był reprezentantem ziemi, która go wybrała. Był to zatem głos posła powiatu takiego to a takiego – tj. wszystkich, którzy wybrali akurat tego szlachcica. Zgłaszane veto na sejmie było w tej koncepcji sprzeciwem części kraju wobec takiej czy innej rozważanej kwestii. Widać tu paralelę do aktualnego ustroju Unii Europejskiej. Przecież gdy dany kraj wetuje pewne decyzje, to nie czyni tego z perspektywy tylko członka danej organizacji, lecz stoi za tym cała rzesza obywateli którzy w domyśle wspólnie sprzeciwiają się danej decyzji. Jednomyślność jest zatem przy pewnych kwestiach wymagana, gdyż inaczej nie zyskałyby one akceptacji w jakimś kraju Unii, a próba narzucenia pewnych rozwiązań głosami większości mogłaby spotkać się z oporem danej lokalnej społeczności, którego przełamanie siłą pozostaje niewyobrażalne. Forsowanie pewnych rozwiązań w oparciu o zdanie większości mogłoby osłabiać UE i wzmacniać tendencje separatystyczne typu Brexit.

Cyber-biuro-kracja u Stanisława Lema

Stanisław Lem „Cyberiada”

„W związku ze sprawą Obywatela, fascykuł Komisji WZRTSP 7 łamane przez 2, łamane przez KK, łamane przez 405, zawiadamia się, iż powstrzymanie się Obywatela, jako sprzeczne z paragrafem 199 ustawy z dnia 19 XVII br., stanowiąc epsod meniętny, powoduje ustanie świadczeń oraz desomowanie, w myśl Rozporządzenia 67 DWKF, nr 1478 łamane przez 2. Od orzeczenia niniejszego przysługuje Obywatelowi odwołanie w trybie nadzwyczajnym do Przewodniczącego Komisji W ciągu dwudziestu czterech godzin”.

(…)

„Nierozpatrzone z powodu braku odp. załączników”. I podpisuje się nieczytelnie.

[Prasówka] Wzorzec kilograma… się zepsuł.

http://www.tvp.info/32976879/wzorzec-kilograma-z-svres-sie-zepsul-naukowcy-zrobia-nowy

Idealna kula krzemu-28 o średnicy 93,75 mm ma ważyć równo kilogram

uid_a2965823a17aa31585aea089a67aedbb1498481304448_width_633_play_0_pos_0_gs_0_height_355

Niewielki walec ze stopu platyny z irydem, który od lat leży w Sèvres pod Paryżem, służy za wzorzec kilograma. Niestety, jest niedokładny – z czasem zyskuje i traci na masie. Naukowcy szykują nowy. Będzie to idealna kula z najczystszego kawałka krzemu kiedykolwiek uzyskanego przez człowieka.

 

[Prasówka] Fałszywy alarm, realne kłopoty

http://www.tvp.info/32900281/doniesli-ze-student-z-wroclawia-konstruuje-bombe-atomowa-ruszyl-proces

Dwaj studenci zawiadomili Państwową Agencję Atomistyki, że ich kolega konstruuje bombę atomową. Fałszywa informacja, która miała być dowcipem, spowodowała akcję policji. W środę przed wrocławskim sądem ruszył proces, w którym oskarżonym grozi do 8 lat więzienia.

(…)

Kwalifikacja czynu
Prokuratura postawiła zarzuty oskarżonym z art. 224a Kodeksu karnego, który mówi: „Kto wiedząc, że zagrożenie nie istnieje, zawiadamia o zdarzeniu, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób lub mieniu w znacznych rozmiarach lub stwarza sytuację, mającą wywołać przekonanie o istnieniu takiego zagrożenia, czym wywołuje czynność instytucji użyteczności publicznej lub organu ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia mającą na celu uchylenie zagrożenia, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8”.
Obrona złożyła wniosek o zmianę kwalifikacji czynu na art. 66 pkt. 1 kodeksu wykroczeń: „Kto ze złośliwości lub swawoli, chcąc wywołać niepotrzebną czynność fałszywym alarmem, informacją lub innym sposobem, wprowadza w błąd instytucję użyteczności publicznej albo inny organ ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny do 1,5 tys. zł”. 

« Older entries