[Prasówka] Fałszywy profesor lub prawdziwy Dyzma…

https://www.tvp.info/29474107/falszywy-profesor-z-pociagiem-do-nauki-edukacje-bedzie-kontynuowal-w-wiezieniu

46-letni Mariusz K., który jako dr hab. Noah Rosenkranz zatrudnił się w pięciu wyższych uczelniach i wykładał prawo (…).

Mężczyzna podawał się za izraelskiego naukowca i nagradzanego prawnika.
Naciągnął szkoły wyższe na ponad 130 tys. za wykłady dla studentów.

(…)

W czasie śledztwa Mariusz K. przyznał się do większości zarzutów.
Przekonywał jednak, że nigdy jego celem nie było dokonanie oszustwa,
ponieważ „prowadził wykłady, więc zarobił pieniądze uczciwie”.

(…)

Roger Scruton (1944-2020) R.I.P.

[Muzyczne zaskoczenia] Szumią jodły… po niemiecku.

czyli Rauschen hör´ ich Tannen leise (oczywiście z opery Halka) w wykonaniu Marcela Wittrischa (1901-1955)

Wcześniejsze wpisy z hasłem „Halka”

1 stycznia 1858 r. Premiera „Halki” Stanisława Moniuszki.

[Znalezione w sieci] Re-premiera filmu „Halka” z 1929

Witaj Nowy Roku…

Zbliża się ku końcowi dopiero trzeci dzień nowego, 2020 roku, a historia sobie przyspieszyła:

wspierane przez Iran bojówki oblegają amerykańską placówkę dyplomatyczną, a w odpowiedzi Stany Zjednoczone zabijają jednego z ważniejszych ludzi w Iranie, Suleimaniego. W USA wybory, więc można się obawiać że sytuacja zmierza ku wojnie, prawdopodobnie toczonej przez „zastępców” wspieranych przez Iran lub USA (proxy war).

Jakby tego było mało Rosja zakręca Białorusi gaz, a szef sztabu armii tajwańskiej ginie w katastrofie lotniczej. Dodajmy że pod koniec zeszłego roku Turcja postanowiła wysłać swoje wojska do Libii.

Jak to szło w tym chińskim przekleństwie?

„Obyś żył w ciekawych czasach.

[Polecam] Pato… emigracja.

Uśmiechnij się (?!) jesteś w nie-ukrytej kamerze…

.. Na szczęście na razie tylko w Chinach.

https://cyfrowa.rp.pl/globalne-interesy/42722-1984-w-2020-roku-rusza-system-totalnej-kontroli-miliarda-ludzi?utm_source=rp&utm_medium=teaser_redirect

1984 w 2020 roku. Rusza system totalnej kontroli miliarda ludzi

(…)

Punkty tracić można oczywiście na wiele sposobów, nie tylko popadając w długi czy łamiąc przepisy ruchu drogowego. Karane jest też m.in.: zbyt długie granie w gry na konsolach, kupowanie zbyt dużej ilości alkoholu czy śmieciowego jedzenia, wyprowadzanie psa bez smyczy lub posiadanie psa, który zbyt dużo szczeka, zamieszczanie „fake newsów” w mediach społecznościowych, wchodzenie na niewłaściwe witryny internetowe a nawet posiadanie internetowego znajomego, który ma niski poziom punktów w systemie kredytu społecznego. System oceny zaczął już obejmować nie tylko ludzi, ale również spółki, które będą przez to musiały bardziej dbać o zadowolenie rządu, by móc przez przeszkód działać w Chinach.

#Readlist2019

Naomi Klein, No logo, Muza 2016, s. 365

„Od czasów pierwszej kampanii reklamowej, która wymyśliła maskotki mające przydawać swojskości masowo wytwarzanym towarom, to właśnie za sprawą marketingu odległość między produktami a miejscem, w którym się je wytwarza, stale rosła. Przytoczmy słynne ostrzeżenie Helen Woodward, guru copywriterów z lat 20.: „Jeśli macie reklamować jakiś produkt, to nigdy nie oglądajcie fabryki, w której powstał […]. Nie przyglądajcie się ludziom przy pracy […], bo jeśli się pozna prawdę o czymkolwiek, rzeczywistą, głęboką prawdę, bardzo trudno jest pisać płytkie bzdury, które to coś mają sprzedać”.

(Link) Szydziliście z efektów specjalnych do serialu „Wiedźmin”. Po latach przeczytajcie wywiad z twórcą!

Efekty specjalne do serialu Wiedźmin w reżyserii Bromskiego komentował chyba każdy, kto oglądał ten serial w momencie jego premierowej emisji. Stało się nawet pewnym banałem komentowanie każdego nowego filmu słowami „byle tylko efekty nie były jak w Wiedźminie”. Tymczasem po 15 latach mamy okazję przeczytać wywiad z jednym z twórców. Wywiad, który wiele wyjaśnia.

https://tech.wp.pl/stworzyl-nieslawnego-smoka-z-wiedzmina-nam-opowiada-o-kulisach-tworzenia-filmu-6186216256382593a

Ocenia pan projekt smoka jako zły. Co jeszcze tam nie grało?
Animacja wyszła w miarę dobrze, ale projekt w całości był po prostu słaby. Zamiast zatrudnić projektantów, którzy byliby na poziomie zachodnim i zrobili coś naprawdę dobrego, postawiono na design rodem ze Smoka Wawelskiego – z brzuszkiem, rodem z bajek i komiksów. To nie wyglądało dobrze i nie było zgodne z opisem z książki. Cała produkcja miała problem ze stroną wizualną. Bardzo często, kiedy robiliśmy ciekawsze projekty, bo cały czas obserwowaliśmy zagraniczne trendy, to już końcowe efekty były cofane przez producentów. Tak było w momencie, kiedy zaczęliśmy pracę nad serialem.
Dlaczego?
Bo uważali, że to źle wygląda, a tak naprawdę było nowoczesne. Mieli pewną blokadę na nowości i pomysł na estetykę rodem z filmów z Panem Kleksem. Preferowali wizję osoby, która robiła gumowe potwory.
Problemem stało się nastawienie producentów.
Oczywiście. Miałem okazję oddawać swoje prace na wystawę dotyczącą sztuki wizualnej w Wiedźminie, którą organizowała moja koleżanka, Anna Gwóźdź. Zebrała stroje i rekwizyty z planu i to po prostu wygląda bardzo słabo. A wtedy był już „Władca Pierścieni”, który ma przecież tyle samo lat co „Wiedźmin”, a dalej ma jedne z najlepszych kostiumów w historii.
Może po prostu kończył się budżet.
Wiadomo, że była to jakaś istotna kwestia, ale producenci mieli naprawdę dużo pieniędzy. Cały czas wszystko rozbijało się o ich myślenie. Przecież to był wtedy najdroższy film w Polsce, ale budżet był marnowany.
Na co?
Powiem tylko, że główny producent trafił jakiś czas później do więzienia. Jako twórca niezależny, gdzie liczy się każda złotówka w procesie tworzenia, mam straszliwą awersję do podejścia dużej kinematografii do wydawania pieniędzy, które często są wyrzucane w błoto.

Boże Narodzenie

polecam artykuł „Praca w fast-foodzie nie hańbi”.

https://krytykapolityczna.pl/kraj/wojcik-praca-w-fast-foodzie-nie-hanbi/?hide_manifest

W debacie publicznej zwykle nie docenia się zawodów wykonywanych przez tradycyjną klasę robotniczą, za to przecenia się zawody typowe dla tak zwanych białych kołnierzyków. Choć to te pierwsze często mają dużo większą społeczną użyteczność. Nie jest to zresztą polska specyfika. David Graeber, antropolog z London School of Economics, opisał to zjawisko w tekście Fenomen gówno wartych prac (opublikowanym w Polsce przez „Nowego Obywatela”) oraz w książce Bullshit Jobs. A Theory, wydanej właśnie w Polsce jako Praca bez sensu. Teoriaprzez Krytykę Polityczną.

(…)

Twierdzenie, że niedawny pracownik fast foodu nie jest godny piastowania de facto najniższego w hierarchii stanowiska w administracji rządowej, jest przejawem zjawiska, które opisał Graeber. Prawda jest taka, że gdyby wszyscy polscy politycy mieli doświadczenie w pracy w fast foodzie, polska polityka byłaby lepsza. Smażenie kurczaków nie tylko uczy pokory i wytrwałości, ale też pozwala dostrzec wiele rzeczy,
których się nie widzi z wysokości biurowca

Wróżba…

http://www.kaczmarski.art.pl/tworczosc/wiersze/wrozba/

Jacek Kaczmarski

Wróżba

Kary nie będzie dla przeciętnych drani,

A lud ofiary złoży nadaremnie.

Morderców będą grzebać z honorami,

Na bruku ulic nędza się wylęgnie.

Pomimo wszystko świat trwać będzie nadal –

W Słońce i Kłamstwo wierzą ludzie prości.

Niedostrzegalna szerzy się zagłada,

A wszystkie ręce lśnią aż od czystości.

Handel, jakich nie było, z chciwością się zmaga,

Na gorycz popytu, na zdradę ceny nie ma.

Uczynków złych i dobrych kołysze się waga

Z pełnymi krwi szalami obiema.

Nieistniejące w milczeniu narasta,

Aż prezydenci i gwiazd korce bledną.

Coś się na pewno wydarzy – to jasne,

Ale nam wtedy będzie wszystko jedno.

Jacek Kaczmarski

28.2.1982

Azyl dla opozycyjnych dziennikarzy. Pismo, które dało zarobić zwolnionym publicystom – TVP Tygodnik – Magazyn widzów i czytelników

https://tygodnik.tvp.pl/45759673/azyl-dla-opozycyjnych-dziennikarzy-pismo-ktore-dalo-zarobic-zwolnionym-publicystom

Po wprowadzeniu stanu wojennego „Niewidomy Spółdzielca” dla wielu znanych dziennikarzy sympatyzujących z Solidarnością stał się enklawą, oazą wolności. Wielu z nich po 13 grudnia 1981 nie przeszło tzw. akcji weryfikacyjnej. (…) Na ratunek przyszły niszowe redakcje, jak właśnie „Niewidomy Spółdzielca”, które spełniły swoją rolę – dzięki nim dziennikarze opozycyjni mieli pracę i nie stracili kontaktu z prasą oficjalną (oprócz tego pisali w prasie podziemnej).

– „Niewidomy Spółdzielca” to najbardziej znane czasopismo tego typu. Warto też wymienić „Wiadomości wędkarskie”, w których swój felieton miała Hanna Krall; w stanie wojennym pisała aluzyjnie, że „kiedy chcemy uciec przed smutną rzeczywistością, to jedziemy na ryby”. Poza tym były różne fuchy dziennikarskie; organizowała je Agencja Omnipress, spółdzielnia pracy założona m.in. przez Macieja Łukasiewicza (późniejszego redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”) – mówi Olaszek.

13 grudnia

1. „Czołgi na ulicach”

Artykuł z nagraniami zarejestrowanymi w Gdańsku przez „Solidarność”. A w nich słyszymy między innymi o użyciu broni przez wojsko.
https://przystanekhistoria.pl/pa2/teksty/60423,Czolgi-na-ulicach-Gdanska.html

2. Komentarz muzyczny

[Cytat] Michael Burleigh „Święta racja. 》Świeckie religie 《XX wieku.”

Drwiny z niezdecydowania autorytetów stały się charakterystyczne od lat sześćdziesiątych. Chciano niemal wierzyć, że coś złego zawsze wisi w powietrzu. W istocie stosunki między Kościołami i totalitarnymi religiami politycznymi były niezmiernie skomplikowane i dlatego ich rekonstrukcja wymaga niemałego wysiłku. W owym czasie niektóre z najwybitniejszych umysłów zmieniły swoje wcześniejsze zapatrywania i to przede wszystkim ta umiejętność, bardziej niż jakakolwiek inna, dowodzi ich wielkości. W przededniu wojny o Kościele katolickim napisało dwóch ludzi, którzy nigdy go zbytnio nie podziwiali ani nie cenili. Jeden z nich, Zygmunt Freud, napisał nawet wcześniej ostry tekst przeciwko religii jako takiej, choć sam powołał do życia dyscyplinę, która stała się rodzajem współczesnego kultu. W lutym 1938 roku Freud napisał, że to właśnie Kościół katolicki „daje silny odpór rozprzestrzenianiu się owego [totalitarnego] zagrożenia dla kultury”. W liście do syna dodał, że ma nadzieję, iż „Kościół katolicki jest bardzo silny i stawi zdecydowany opór”, jednak miesiąc później dzwony kościołów w Austrii miały obwieścić powrót syna marnotrawnego w osobie Führera’“. Dwa lata później przebywający na wygnaniu fizyk Albert Einstein poczynił ważne wyznanie na łamach amerykańskiego pisma „Time”: „Tylko Kościół zdecydowanie się przeciwstawił hitlerowskiej kampanii dławienia prawdy. Nigdy wcześniej nie darzyłem Kościoła szczególnym zainteresowaniem, teraz jednak odczuwam dlań wielki podziw, gdyż tylko jeden Kościół miał odwagę i wytrwałość, by stać po stronie prawdy intelektualnej i wolności moralnej. Dlatego muszę wyznać, że to, czym niegdyś pogardzałem, dziś wychwalam bez zastrzeżeń”.

Góra wyobrażona.

Lodowiec w wiosce Grindelwald i szczyt Wetterhorn w Alpach Berneńskich, Lafond Simon Daniel , 1778

Źródło: http://pauart.pl/app/artwork?id=559674aa0cf2c6aee07b5870

R. Macfarlane, Góry. Stan umysłu, Wydawnictwo Poznańskie 2018

W ciągu trzech wieków w postrzeganiu gór przez mieszkańców Zachodu dokonała się niezwykła rewolucja. Cechy, które wcześniej budziły odrazę, stromizna, odosobnienie, śmiertelne niebezpieczeństwa, zaczęto uznawać za ich największe zalety.

Mamy tu do czynienia z tak radykalną zmianą, że uświadamia nam ona kulturowe w znacznej mierze uwarunkowanie sposobu, w jaki reagujemy na krajobraz. Oznacza to, że kiedy patrzymy na pejzaż, nie postrzegamy tego, co się przed nami znajduje, lecz w dużej mierze to, co naszym zdaniem powinno się tam znajdować. Przypisujemy mu właściwości, których sam w sobie nie ma, na przykład okrucieństwo czy posępność, i stosownie do tego go oceniamy. Innymi słowy, czytamy krajobrazy, interpretujemy ich formy, patrząc na nie przez pryzmat naszego doświadczenia i wspomnień oraz tego, co składa się na naszą wspólną pamięć kulturową.

(…)

Tak więc to, co nazywamy górą, jest połączeniem fizycznych form świata z wyobraźnią ludzi – jest górą wyobrażoną. Z kolei sposob, w jaki ludzie odnoszą się do gór, niewiele ma wspólnego z faktycznymi obiektami ze skały i lodu. Góry są jedynie wypadkowymi geologii. Nie zabijają celowo ani też celowo nie zachwycają, wszelkie właściwości emocjonalne, które miałyby posiadać, są im narzucane przez wyobraźnię człowieka. Góry – podobnie jak pustynie, podbiegunowa tundra, głębokie oceany, dżungle i wszystkie inne rodzaje dzikiego krajobrazu, które tak bardzo uromantyczniliśmy – po prostu istnieją, pozostają na swoim miejscu, a ich fizyczne struktury ulegają stopniowemu przemodelowaniu pod wpływem sił geologicznych i atmosferycznych; istnieją niezależnie od naszych wyobrażeń. Są jednak również wytworami ludzkiego postrzegania, od wieków były powoływane do istnienia siłą wyobraźni.

[Polecam „Powstanie Listopadowe 1830-1831” fabularyzowany dokument z 1980 r.

Polecam z dwóch powodów, po pierwsze jest ciekawy, po drugie świetnie pokazuje kulisy polityki.

[Cytat bez związku, ale ciekawy] Rosyjscy emigranci a prasa.

Trzy minuty po trzeciej: powieść egzotyczno-sensacyjna
Teodor Parnicki

>Mijały miesiące, potem lata. Powrót do Rosji z bronią w ręku, na czele roty jakiejś wyimaginowanej białej armji, o którym marzył wieczorami, hołubiąc w sobie to marzenie, jako odtrutkę przeciw dziennym upokorzeniom, stawał się coraz bardziej problematyczny. W gruncie rzeczy przestał w niego wierzyć. Zapewnialy o tem jeszcze z uporem jedynie gazety emigracyjne. Rozumiał: redaktorzy też muszą z czegoś żyć. Przestał czytywać gazety.

Zakaz :)

Czasem globalizacja dotyka również Amerykanów… [Polecam artykuł] Peppa Pig changing accents in US: American parents claim children are talking like Brits because of show | London Evening Standard

Die Fackel — czasopismo drwiące. Cytat obszerny, ze wspomnień Hugona Steinhausa

  • „die Fackel” po niemiecku „pochodnia”
  • „fackeln” — „wahać się”

Hugo Steinhaus, Wspomnienia i zapiski, Wrocław 2002, s. 57-60

(…) dowiedziałem się, że wśród wielu cudów naddunajskich pojawia się w Wiedniu czasopismo „Fackel”. Mój wybitnie inteligentny przyjaciel przywiózł mi kilka numerów tego dziwnego periodyku w czerwonej okładce, który nie przyjmował ogłoszeń i nie zobowiązywał się wobec czytelników do regularnego pojawiania się. Inteligencja wiedeńska rozumiała „Fackel” jako produkt zdolnego dekadenta, lewicowego żurnalisty, który późną nocą, w kawiarni, pisze na kolanie dowcipne pamflety, kierując swoją satyrę przeciw burżuazji i przepijając prenumeratę ten genialny cynik daje swoim ofiarom do zrozumienia, że mają być dumne z tego, że mają zaszczyt wpłacać abonament na ,,Fackel”. Karola Krausa bo o nim mówimy chciano uważać za literata, coś w rodzaju Piotra Altenberga zresztą poetę z Bożej łaski — z domieszką Hardena, wydawcy berlińskiej „Zukunft”. Ta ocena była uzasadniona pierwszymi zeszytami ,,Fackel”, które ukazały się z końcem XIX wieku. Z początkiem wydawca dopuszczał artykuły także innych autorów, ale wkrótce zaniechał tego i „Fackel”, aż do śmierci Karola Krausa, która nastąpiła niedługo przed zajęciem Wiednia przez najgłupsze wojsko świata pod komendą najpodlejszych złoczyńców. Przed rokiem 1905 „Fackel” koncentrowała się przede wszystkim na sprawach wiedeńskich (…) Ale na szczęście natrafiłem na epokę późniejszą (rok 1906) i znalazłem lekturę na pięćdziesiąt lat. Kto czytał Biblię, tego z pewnością uderzyło wyliczanie drobnych, pozornie mało znaczących faktów, które razem wzięte mają być uwierzytelnieniem identyczności Zbawiciela. I tak być powinno: zanim się da kredyt moralny, zanim się przyjmie, że autor wie, o czym i jak pisać, że więc niezrozumiałość jest niezrozumieniem, że błąd logiczny nie jest u pisarza, lecz w rzeczy opisanej, że błąd stylistyczny świadczy o niedokształceniu czytelnika, a nie pisarza, zanim — powtarzam — otworzy się pisarzowi ten olbrzymi kredyt moralny, trzeba stwierdzić, czy zdarzają się te pozornie z jego prozą nie związane cuda, które go wyróżniają.

Cuda były. Zobaczył je nawet dziewiętnastoletni student, niezbyt biegle czytający po niemiecku, prowincjonalny młodzik bez kryteriów estetycznych, z zamiłowania matematyk, któremu przyjaciel dał czerwoną książeczkę ze słowami: – niech pan przeczyta; ten powinien należeć do naszego klubu pomylonych! Był to termin ulubiony w kole młodzików przejętych książką Physiologie des Schwachsinns, dopatrujących się u każdego, i w sobie półżartem osłabienia woli i myśli, właściwego dekadentom, a zmuszającego do wejścia do kawiarni i uniemożliwiającego wyjście z niej przed zamknięciem; nie pozwalającego zużyć na czesne z domu przysłanych pieniędzy, ani przeczytać książki do końca jednym słowem wyłączającego tryb życia uznany za rozsądny przez pozbawioną wyobraźni starszą generację. Zaliczenie Krausa do tego klubu (bez wiedzy zaliczonego) miało być dowodem uznania. Jeżeli jednak nie miał on nic wspólnego z generacją kupców, adwokatów i dziennikarzy, to chyba jeszcze mniej łączyło go z młodymi dekadentami — obie kategorie można zobaczyć w jego satyrycznej Operetce Literatur, jak przemawiają do siebie każda swoim językiem, niby przeciwne, a w gruncie rzeczy zgodne. „Przeznaczony już za młodu do handlu zajął się potem rzeczywiście literaturą” mówi Karol Kraus, trafiając tym epigramem obie sfery naraz.

Znaki szczególne czerwonej książeczki były nie do naśladowania.

Po pierwsze; brak ogłoszeń. Już za młodu dowiedziałem się od mojego tarnowskiego dziadka, że w gazetach tekst jest dodatkiem do ogłoszeń, że na nich stoi egzystencja wydawnictwa, a tekst redakcyjny jest tylko wabikiem ściągającym gazecie prenumeratorów i czytelników. Ogłoszenia natomiast dają wydawcom bez porównania mniej trudu, bo ich autorzy nie żądają zapłaty, ale sami płacą gazecie, i to grubo. W czerwonej książeczce na okładce każde« go numeru widniało ostrzeżenie: „ogłoszeń, egzemplarzy recenzyjnych i manuskryptów się nie przyjmuje; dołączone znaczki pocztowe zużywa się na cele Filantropijne”.

Po drugie: język. Każdy artykuł, każda glossa, każda odpowiedź, były jakby kute w kamieniu. Język żurnalistów, kupców, żydowskie naleciałości osławionej „Neue Freie Presse”, solecyzmy oficerskie, żargon berliński, wygnane były z „Fackel”. Mowa niemiecka, uwolniona od afektacji XIX wieku, od pedanterii profesorskiej i od profesorskiej nieskładni, ale także i od patosu Nietzschego i od telegraficznych skrótów literackich agentów XX wieku, stała się szczupła, muskularna, lekka i mocna. Składnia, interpunkcja, rytm, a nawet graficzny obraz tekstu były nieomylne.

Po trzecie: metoda polemiczna. Była zupełnie nowa — polegała na cytowaniu dokładnym, całymi stronicami. Dawała nawet czasem „Fackel” fotografie wycinku gazety. „Neue Freie Presse” była obiektem niezmiernie wdzięcznym. Ale i inne, np. „Österreichische Handelskorrespondenz”. To w tej gazecie ukazał się anons tej treści: „Golgota, atrakcyjna dla wystaw sklepowych, do nabycia”. Anons podawał cenę i adres. Karol Kraus przedrukował go w swoim tekście podając tytuł pisma, w którym go znalazł. Redakcja napisała do niego list domagający się „na podstawie §19 ustawy prasowej”, umieszczenia w najbliższym numerze „Fackel” sprostowania, że „nie jest prawdą, jakoby anons danej treści pojawił się w »Ósterreichische Handelskorrespondenz«, lecz przeciwnie prawdą jest, że taki anons nigdy tam się nie pojawił…”

Karol Kraus poszedł dalej niż wymagał list: umieścił cały tekst listu „Österreichische Handelskorrespondenz” od nagłówka do podpisu, po czym dodał już od siebie: „Tym samym powyższe żądanie spełniłem”. Ale ten koniec był początkiem, służył za motto namiętnej metafory: „Rzeczywiście pisał Karol Kraus anons, o którym mowa, nie mógł się pojawić. Bo, jeżeli jest coś, czego nie można użyć do przyciągania klienteli do kupieckich okien wystawowych, to chyba Golgota! Muszę zatem wierzyć redaktorom »Österreichische Handelskorrespondenz«, że takiego anonsu nie powinno było być, być nie mogło, nie było! Nie pierwszy raz to się mi zdarza, że rzeczy, które przedrukowuję, są niemożliwe, zatem nie istniejące. Przedrukowawszy je, sam swoim oczom nie wierzę tak jest i w tym wypadku. Musiałem śnić chyba i przyśnił mi się ten koszmarny anons. Wobec tego nie pozostaje mi nie innego, jak wziąć do ręki »Österreichische Handelskorrespondenz«, jeszcze raz przeczytać to miejsce i stwierdzić, że w numerze »Österreichische Handelskorrespondenz« z dnia… mies… roku 19.. str… kol… wiersz… widnieje ogłoszenie: »Golgota, atrakcyjna dla wystaw sklepowych, do nabycia za… koron w firmie.. w..«”

Na to już nie «było sprostowania, a każdy czytelnik „Fackel” mógł w każdej niemal kawiarni zażądać cytowanego numeru „Österreichische Handelskorrespondenz” i sprawdzić ów anons. Zastanowiwszy się nad nieodpartą apostrofą Krausa, zrozumiałem, że redakcja „Österreichische Handelskorrespondenz” nie była bezczelna, a zaprzeczyła dlatego, że po przeczytaniu ogłoszenia w przedruku „Fackel” ujrzała jego monstrualność i nie chciała wprost uwierzyć, że mogła była na swoich łamach głosić atrakcyjność Golgoty. Ten przykład nauczył mnie, że przedruk, nawet dosłowny, nawet fotografia tekstu oryginalnego, może być rewelacją — pojąłem, że niezgłębione tajemnice mieszczą się w filozofii słowa. Idealny cel polemiki, więcej niż écraser l’infâme, bo zniesławienie, tu został osiągnięty.

Ciekawostką jest, że wszystkie numery czasopisma Fackel zostły zeskanowane i udostępnione czytenikom na stronie: https://fackel.oeaw.ac.at/

* Wytłuszczenia pochodzą od Bestiariusza kulturalnego

Odkrycia muzyczne — Sivert Høyem. Wpis ze wstawką filmograficzną.

Jestem fanem niepoprawnego politycznie serialu „Okupowani”*, dlatego słucham sobie od czasu do czasu piosenki „Black and Gold” Siverta Høyema użytej jako ilustracja muzyczna w czołówce w ww. serialu:

A ponieważ, przed serialem, nigdy o tym artyście nie słyszałem, poszukałem i innych piosenek, takich jak na przykład ta:

czy też niezmiernie efektowny koncert na ateńskim Akropolu:

 

PRZYPIS (*)

Serial „okupowani”, obraz z gatunku political fiction opisuje fikcyjną „miękką okupację” Norwegii przez Rosję. Twórcy stworzyli całą gamę postaci: od konformistów próbujących się urządzić w nowej sytuacji, przez ludzi obojętnych, aż po członków członków ruchu oporu.

Polecam. Do obejrzenia za darmo na stronie Telewizji Polskiej: https://vod.tvp.pl/website/okupowani,43177584

Cytat okolicznościowy, na okoliczność pierwszego posiedzenia Sejmu RP IX kadencji.

Chciałbym mianowicie, wtedy kiedy ten gmach opuszczę, (…) że wtedy, kiedy się to wreszcie skończy – będę mógł wyjść na ulice tego miasta, wyjść i popatrzeć ludziom w oczy. I tego wam – Panie Posłanki i Panowie Posłowie – życzę po tym głosowaniu.

Jan Olszewski (1930-2019)

[Popkulturowo] Oczekiwanie na kandydata opozycji.

Z góry przepraszam, tych którzy nie lubią tematów politycznych na moim blog. 🙂

Tak mi się tylko skojarzyła scena z filmu „Kilerów 2-ch” z informacjami o możliwym starcie pewnego dziennikarza katolickiego z telewizji  (T*N) w wyborach prezydenckich. Co prawda myślę, że akcja ma na celu zwiększenie zainteresowania jego nową książką, ale…

oczekiwanie €na kandydata.jpg

 

[Bezdroża motoryzacj] Polecam film „Bentley Ultratank. First Run”

Kompleksy i pycha. Refleksja historyczno-komputerowa..

Mamy teraz wysyp „ekspertów” z pokolenia graczy w „Europę Universalis”. Oni po prostu wiedzą (sic!), że poprowadziliby Polskę przez wieki dużo lepiej niż ówcześni władcy/urzędnicy/politycy. Zapominają, że decyzje podejmuje się dużo trudniej, gdy nie można wrócić do „save’a” sprzed katastrofy…

źródło ilustracji: https://media.moddb.com/images/mods/1/29/28470/dc3.png

[Polecam] Wikiplatonizm – Blog Wikimedia Polska

http://blog.wikimedia.pl/blog/2019/11/02/wikiplatonizm/

Najdłuższy artykuł o Platonie ze wszystkich wersji językowych
Wikipedii na całym świecie. I to właśnie w polskojęzycznej wersji
największej wolnej encyklopedii. Hasło było rozbudowywane przez
najlepszych znawców tematu – doktorów i profesorów, a także studentów
filozofii. Przeczytajcie, jak powstawało i dlaczego warto do niego
zajrzeć.

To powód do dumy. Artykuł opracowany w taki sposób, że korzystać
można z niego jak z najlepszej publikacji naukowej. Oczywiście
uzupełniono bibliografię i źródła. Artykuł
został również nominowany do hasła medalowego. Takim statusem określa
się najlepsze jakościowo i merytorycznie artykuły w Wikipedii.

[Polecam] Artykuł Dawida Hallmanna o Tarnowie, i o samorządzie.

https://merytoryczny.pl/tarnow-ostatni-gasi-swiatlo/

Minęło 15 lat. Z tamtego Tarnowa pozostały głównie budynki. Większość
ludzi, których wtedy poznałem wyjechała. Uciekli nawet uchodźcy z Syrii.
Doszli do wniosku, że mimo wszystko w Damaszku będzie im lepiej. Stąd
też często określam Tarnów mianem “Damaszku Europy”.

Skierniewice, Michałowice, Kolumbia, Bitcoin…

W tym tygodniu obiegła świat elektryzująca wiadomość, że polska policja zatrzymała człowieka, który był mózgiem operacji mającej dokonywać prania pieniędzy kolumbijskich karteli narkotykowych przy pomocy giełdy bitcoinów. Poszukiwany był Panamczykiem z kanadyjskim obywatelstwem – prezesem zarządu spółki Crypto Capital.

Spółka – która dokonywała tych transakcji założyła konto w… Banku Spółdzielczym w Skierniewicach, a jako siedzibę wybrała małą podwarszawską gminę, Michałowice.

Mimo, że konto otworzyła „spółka z o.o.” do której założenia jak wiemy wystarczy jedynie 5.000 złotych, policja zajęła na jej kontach w Banku Spółdzielczym 1,4 mld złotych.

Źródła:

https://www.polskieradio24.pl/5/3/Artykul/2390892,Ivan-Manuel-Molina-Lee-zatrzymany-Narkotykowy-boss-wyladowal-w-Warszawie

https://medium.com/@justsomeperson/uncovering-the-real-cartel-in-bitcoin-814427d00f54

PS. Czyżby nastąpił czas na kolejny sezon serialu znanego z platformy typu vod o nazwie zaczynającej się na N.?

narcos skierniewice

 

 

24.10.1795

Pamiętamy! 19-30 X 1984

bł. ks. Jerzy Popiełuszko (1947-1984)

W tygodniku „Niedziela” (edycja włocławska) pisano w 2003 r.:

W niemal dokładnie 10. rocznicę męczeńskiej śmierci Księdza Jerzego, w 1994 r. Zbigniew Herbert przypominał, że czynności procesowe nie przyniosły odpowiedzi na wiele istotnych pytań. „Tak więc nie wiemy, i już się chyba nigdy nie dowiemy, kto kierował zbrodnią. Sędzia,
uniewinniając Ciastonia i Płatka, w obszernym uzasadnieniu wił się jak piskorz; osobliwy ten prawnik dawał do zrozumienia, że mógłby
skazać oskarżonych, gdyby w aktach sprawy znalazł się dokument w rodzaju: Rozkaz – zabić ks. Jerzego Popiełuszkę. Czytelny podpis i
data”.

Źródło

Refleksja polityczno- historyczna

Gdy patrzę na los Kurdów, którzy kolejny raz pozbawiani są możliwości stworzenia własnego państwa i wydawani na pastwę „basileusa/cara” Erdogana, widzę jak wielkim „Cudem nad Wisłą” był rok 1918 dla Polaków.

Poniżej jeden z plakatów przygotowanych w związku z plebiscytami na terenie dawnego zaboru pruskiego (1920).

„1918” to skrót myślowy – właściwie to chodzi mi o lata 1914-1922.

Skrzydła.

Cytat. O wyborach, ale tak zupełnie ogólnie.

Agata Kaźmierska i Wojciech Brzeziński „Strefy cyberwojny”

To demokracja czasów Netflixa mówi prof. Dariusz Jemielniak, który od lat bada przemiany, jakie napędza internet. Tak jak Netflix wie lepiej niż my sami, co chcemy obejrzeć, potencjalnie tego rodzaju asystent mógłby podejmować za nas decyzje. Tylko jakiego rodzaju problem to rozwiązuje? Problem czasu na pewno nie jest najważniejszym problemem demokracji, bo jeśli ktoś twierdzi, że nie ma go, żeby iść i zagłosować, to jednocześnie pokazuje, że mu nie zależy. Taki system byłby też bardzo podatny na manipulacje. W ogóle pomysł głosowań przez internet to jest pomysł z piekła rodem. Jeśli mamy zwykle głosowanie z kartką, to mamy możliwość kontroli, także społecznej. A jeśli są wybory całkowicie elektroniczne, to nie mamy zielonego pojęcia, co ktoś w algorytmie napisał.

I tu dochodzimy do może najważniejszego problemu. Jesteśmy już całkowicie uzależnieni od cyfrowych narzędzi, bez których nasz świat polityka, gospodarka, edukacja, a nawet kultura i sztuka wzasadzie nie mogą funkcjonować. Tymczasem nie mamy możliwości przekonania się, jak one działają, na jakich regułach opierają swoje decyzje, dlaczego dokonują takich, a nie innych wyborów, od których zależy życie ludzi i funkcjonowanie całych społeczeństw.

Żyjemy w czasach, w których jedna literówka w kodzie napisanym przez przemęczonego programistę może mieć na nas taki wpływ, jak pędzący tirze z przysypiającym kierowcą za kółkiem. Różnica jest taka, że tira widzimy i możemy przed nim (czasem) uskoczyć. Błąd w algorytmie lub ktoś umyślnie manipulujący jego lukami może nas wziąć zupełnie z zaskoczenia.

Polecam.

Kot.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Cytat sprzed 40 lat, ale wciąż aktualny.

Bądźcie odpowiedzialni za ład społeczny i moralny, ład myśli i uczuć, odpowiedzialni za przyjęte na siebie obowiązki, za miejsce, jakie zajmujecie w ojczyźnie, w narodzie, w państwie, w życiu zawodowym. Tą drogą idzie się do wielkości. A narodowi potrzeba wielkości. Nie myślcie, że naród może wypełnić swoje zadanie tylko z pomocą ludzi bez wyrazu, którzy żyją byle jak, aby przeżyć, aby jakoś się odkuć, aby wykręcić się tanim kosztem; dzisiaj na uczelni profesorowi, a jutro na urzędzie czy stanowisku podjętym obowiązkom. Łatwizna życiowa jest największym wrogiem współczesnej Polski. Nie tylko niekompetencje, ale i nieuczciwość ludzi kompetentnych, wykształconych, znających swoje zadania, nawet dobrze uposażonych, może doprowadzić do straszliwej katastrofy naszej ojczyzny.

Źródło.

[Prasówka] Zombifikacja dzieci. O pladze smartfonów | Pismo. Magazyn Opinii

https://magazynpismo.pl/zombie-fonoholizm-dzieci-smartfon/

Zombifikacja dzieci. O pladze smartfonów
autor KAROLINA LEWESTAM

… rozmowa o smartfonach i tabletach z innymi rodzicami to zrytualizowany już taniec westchnień połączonych z rozkładaniem rąk. (…) trzeba powiedzieć: „Taak, teraz dzieciaki są inne” i przytoczyć rzewny autobiograficzny kawałek o dzieciństwie spędzonym na osiedlowym podwórku.

To połączenie nostalgii i rezygnacji tylko pozornie skierowane jest przeciwko tej technologii; w rzeczywistości stanowi sprytny trik psychologiczny ją afirmujący. Nostalgia za dawnymi czasami wpisuje bowiem oświetlone ekranami dzieci w nieuchronny proces postępu, tym samym rozgrzeszając bezradnych opiekunów, pozwalając im swoje porażki w kontrolowaniu cyfrowego życia dzieci złożyć na karb procesu historycznego, nad którym nie mają przecież żadnej kontroli. Ale dzieci nie są teraz drastycznie inne niż były dotychczas; iPhone pojawił się dopiero kilka lat temu; postęp nie może być tajemniczą siłą wyjaśniającą i sankcjonującą absolutnie wszystko. Tymczasem, jak mówił Virilio w wywiadzie dla „Vice”, dziś „postęp zastąpił Boga”. To, co postępowe, jest z definicji dobre, a przynajmniej nieuchronne. „A technologię trzeba cenić tak, jak sztukę – dopowiada Virilio, nawołując do krytyczniejszego spojrzenia na wynalazki współczesności. – Nie powiedzielibyśmy miłośnikowi sztuki, że nie może woleć abstrakcji od ekspresjonizmu. Kochać znaczy wybierać. Tymczasem dziś miłość [do wszelkiej nowej technologii] stała się obowiązkiem. Postęp ma wszystkie defekty totalitaryzmu”.

(…)

– pójdę drogą twórców całego tego pandemonium, Steve’a Jobsa i Billa Gatesa. Jobs w swej dwulicowej podłości nie pozwalał własnym dzieciom używać iPada; Gates dał swoim telefony, dopiero gdy pokończyły czternaście lat. Jak donosił kiedyś „New York Times”, nianie w Dolinie Krzemowej często mają zakaz używania telefonów przy dzieciach, a potomstwo technorodziców masowo chodzi do wolnych od technologii szkół waldorfskich czy montessoriańskich. Najwyraźniej ten, kto dobrze rozumie potencjał technologii mobilnej, chętnie zarzuci nią ludzkość, ale własne dzieci będzie chronił.

* (Wytłuszczenia – Bestiariusz)

[Prasówka] www.swiatrolnika.info – Greta? Kiedyś była moda na sztuczne choinki, straszenie dziurą ozonową, promocję oleju palmowego, zakaz normalnych żarówek…

https://www.swiatrolnika.info/publicystyka/6528-greta-kiedys-byla-moda-na-sztuczne-choinki-straszenie-dziura-ozonowa-promocje-oleju-palmowego-zakaz-normalnych-zarowek-i-co-sie-okazalo

Greta? Kiedyś była moda na sztuczne choinki, straszenie dziurą ozonową, promocję oleju palmowego, zakaz normalnych żarówek… I co się okazało?

Pamiętam, jak na początku lat ’90 koledzy ze szkoły pytali, jak mogę mieć w domu na Święta żywą choinkę – przecież to takie nieekologiczne: oni mają plastikowe „drzewka”, których nikt nie musiał wycinać z lasu. W gazetach ukazywały się poważne artykuły na temat nie ekologiczności żywych choinek.

Potem okazało się, że jedna plastikowa choinka jest dla środowiska tak szkodliwa, jak wycięcie 100 naturalnych drzewek. I wszyscy zaczęli kupować żywe choinki.

Lustra.

[Prasówka] Michał Szułdrzyński: Deepfake zniszczy politykę, biznes i życie prywatne ludzi – Plus Minus – rp.pl

https://www.rp.pl/Plus-Minus/309139980-Michal-Szuldrzynski-Deepfake-zniszczy-polityke-biznes-i-zycie-prywatne-ludzi.html

(…) Za pomocą specjalnie przygotowanego programu stworzyli nagranie głosu prezesa firmy, który polecił dyrektorowi spółki córki szybkie przelanie pieniędzy na konto węgierskiego kontrahenta. (…)

Komentarz graficzny, w postaci popularnego mema:

Rzeka przepływa miastem moim…

„rzeka przepływa miastem moim,
a nad nią z brązu postać stoi
i domy z prawej, domy z lewej,
w których o twarzach nam podobnych
w pościelach leżą, oczy mrużą
ludzie znużeni jak obłoki
w sen zapatrzeni niby w lustro.”

Tadeusz Gajcy

 

[Polecam] Wystąpienie Toma Clancy’ego z 1986. „Tom Clancy Speaks at the National Security Agency”

Głównie o wydarzeniach, które zainspirowały go do napisania „Polowania na Czerwony Październik”

Stanisław Wyspiański o „Hamlecie”

Sto lat temu, ale aktualne. 🙂 http://biblioteka.kijowski.pl/wyspianski%20stanislaw/hamlet.pdf

Rzecz jest napisana tak, że żadna najbardziej niemądra dekoracja nie jest w stanie zabić tekstu. Co więcej; może tej dekoracji wcale nawet nie być i jeszcze dramat nic nie straci, i wrażenie będzie to samo.
Nie znaczy to, żeby Szekspira należało grać bez dekoracyj lub w dekoracjach bezmyślnie skombinowanych, jak się to po całym świecie (Europie) dzieje. Olbrzymie koszta, dziesiątki tysięcy, jakie łożą na to np. w Wiedniu lub Berlinie, lub Monachium, gdzie Szekspira grywają stale, nic tu nie znaczą, nie koszt bowiem decyduje o wartości dekoracji, tylko koncepcja, tylko pomysł i obmyślenie.
I niekoniecznie chodzi o to, aby dekoracja miała być kosztowna i mozolnie wymalowana, bogata architektonicznie, więc np. jeśli romańska, to tyle w sobie mieszcząca romańczyzny, że aż dziesięćkroć przeładowana: do żadnego prawdziwego, rzeczywistego, architektonicznie romańskiego stylu w niczym niepodobna; więc np. jeśli gotycka, to tak przerażająco gotycka, jakim nie jest żaden gotycki kościół najbardziej pakowny i pełen sprzętów, jak żaden zamek najbardziej obudowany, np. malborski lub Mont St. Michel, lub Pierrefonds.
Wszystko więc, co od czasów Szekspira teatr dla niego raczył zrobić w kierunku wyposażenia go w dekoracje, teatr europejski, niewiele jest warte. Co najwyżej bogate to jest i świadczy o wielkim do Szekspira przywiązaniu i czci, ale nie i wcale nie o zrozumieniu Szekspira.

Polecam. Dariusz Gawin „Totalna transgresja. Niemcy i wiek XX „

https://teologiapolityczna.pl/dariusz-gawin-totalna-transgresja-niemcy-i-wiek-xx-1

Niemcy rozpoczęły wojnę światową [1914-1918 – przypis: Bestiariusz] w przekonaniu, że będzie to konflikt
odmienny od innych. Nie chodziło w nim tylko o granice, nabytki czy
interesy. Był to konflikt od samego początku postrzegany przez Niemców
jako egzystencjalny i zarazem rozstrzygający. Spóźniony przybysz
koncertu mocarstw chciał raz na zawsze ustanowić nowe reguły porządku
nie tylko w Europie, lecz także na świecie – pisał Dariusz Gawin.
Przypominamy jego artykuł w „Teologii Politycznej Co Tydzień”: „Historia
(nie)pamięci”.
(…)

niemiecki Sztab Generalny i niemiecki rząd przyczyniły się w istotny
sposób do zwycięstwa bolszewików w Rosji. Chodzi o to, że w serii
totalnych transgresji dokonywanych przez nich w trakcie wojny, ta –
chociaż wtedy nie zdawali sobie pewnie z tego sprawy – okazała się
najbardziej brzemienna w skutki. Zrobili to dlatego, że skoro prowadzili
wojnę o wszystko, o totalną dominację, to byli gotowi sięgnąć po każdą
broń, nawet najbardziej straszliwą. W tym sensie bolszewicy są jak gazy
bojowe – w jednym i w drugim wypadku mamy do czynienia z bronią masowego rażenia, z bronią epoki totalitaryzmów. Dla osiągnięcia swoich
wojennych celów ludzie kierujący wówczas Niemcami gotowi byli nie tylko
na obalenie rządu rosyjskiego, który był im wrogi – gotowi byli
uruchomienie procesu, u którego końca tkwiła zagłada dotychczasowego
społeczeństwa, dotychczasowej kultury i dotychczasowej cywilizacji.
Lenin, Trocki, Zinowiew, Stalin, Dzierżyński stanowili takie samo zagrożenie dla świata jak gaz musztardowy.

Cytat.

Niemcy tymczasem każdą ideę starają się zakotwiczyć w czystej metafizyce, w wierze. To dlatego nowe cesarstwo musi być święte, państwo musi być absolutem, rasa musi być pańska, a liberalizm musi być bezkompromisowy i multikulturalistyczny.

http://www.teologiapolityczna.pl/michal-kuz-niemcy-pycha-i-ponizenie

2009 – Przemówienie L. Kaczyńskiego na Westerplatte

https://teologiapolityczna.pl/lech-kaczynski-przemowienie-na-westerplatte-z-2009-r

źródło: http://media.wplm.pl/pictures/pictures/2014/09/01/830/415/lech2009.jpg

Panie Premierze, Pani Kanclerz, Pani Premier, Panowie Premierzy, Panowie Prezydenci, Marszałkowie, Szanowni Państwo!

Dziś 70. rocznica wybuchu najstraszniejszej z wojen, II wojny światowej.
Jesteśmy na Westerplatte, symbolu bohaterskiego oporu przeciwko silniejszemu przeciwnikowi. Kilkaset kilometrów stąd jest Wieluń,miasto, na które spadły pierwsze bomby, zginęło ponad tysiąc ludzi. To drugi symbol, symbol totalnego charakteru tej wojny.

Minęły już ponad dwa pokolenia, ale ta wojna w dalszym ciągu wymaga refleksji.
Powstaje pytanie, co było jej przyczyną. Niewątpliwie były to totalitaryzmy i nacjonalizm, a właściwie szowinizm. Czytaj resztę wpisu »

Stary Indianin wieszczy dziennikarzowi Gazety W. (cytat z 2012 roku)

Nawet jeżeli cytat jest skompilowany przez autora, to i tak dziennikarz trafnie podsumował swoją pracę…

http://wyborcza.pl/magazyn/1,124059,12703328,Te_gory_nie_sa_na_sprzedaz__czyli_od_Siedzacego_Byka.html

„Znam takich jak ty, młody człowieku. Jeździcie po świecie i kradniecie ludziom uczucia, strach, nadzieje, krzywdę, miłość, przeszłość. Potem mieszacie to wszystko, co ukradliście i sprzedajecie za 25 centów… Popatrz na siebie w lustrze. Siedzisz tu, przede mną, ale tak naprawdę cię tu nie ma. Nie masz mi nic do powiedzenia. Ja też nie mam ci nic do powiedzenia”.

[Warszawa w obiektywie] Nad Wisłą

Cytat, bez związku, ale uroczy.

Przedsięwzięciu mojemu powinno sprzyjać – trafnie opisywał swoją rolę na kartach „Czasu przeszłego dokonanego” – że nie zajmowałem nigdy wysokich stanowisk w życiu publicznym, lecz raczej należałem do publiczności ze średnich rzędów krzeseł na parterze. Tylko przez krótki czas, w sytuacji już rozpaczliwej, znalazłem się na scenie. Ale z parteru można widzieć, co się dzieje na scenie o wiele lepiej niż z samej sceny. Byłem widzem zainteresowanym i przejętym zmiennymi widowiskami. Jako widz zachowywałem się nieraz czynnie; czasem klaskałem, czasem gwizdałem. Wiem, że aktorzy gwiżdżących widzów nie lubią. I nie sobie, ale im przypisują winę za niepokój na widowni.

https://tygodnik.tvp.pl/43557585/czasem-klaskalem-czasem-gwizdalem-pamietniki-wiecznego-outsidera

Adam Pragier należał do najbardziej nieugiętych polityków, niechętnych wobec współpracy z Sowietami. Krytykował Władysława Sikorskiego i Stanisława Mikołajczyka…

 

Mewy, wróbel, kormorany. I nie tylko.

Wydarzenie historyczne sprzed 400 lat, o którym nie wiedziliście… Pierwszy strajk polskich rzemieślników w Ameryce Płn.

Festyn w Ursusie: tankietka TKS i Ursus A

Wspaniałe Maszyny i bonus (zdjęcia z koncertu Lao Che na festynie)

 

LINK – Jan Młynarski o wojennych losach Grzesiuka. Koncert (Teologia Polityczna)

Bez komentarza

[Polecam] Teatr Telewizji, „Dołęga-Mostowicz. Kiedy zamykam oczy”

Po znakomitym „Marszałku” Wojciecha Tomczyka tym razem sztuka oparta na biografii znanego pisarza, twórcy jednej z ważniejszych postaci XX-wiecznej literatury polskiej i filmu, czyli Nikodema Dyzmy. To teatralna relacja z dzienikarskich zmagań Dołęgi z sanacyjnym reżimem, niezrozumieniem otoczenia oraz tajemniczą śmiercią przy granicy z Rumunią. W znakomitej obsadzie: Mecwaldowski, Opania, Bonaszewski.

Dodam, że to kolejna, obok np. „Wesela” czy „Listów z Rosji” Kostrzewskiego, sztuka Teatru TV zrealizowana z „filmowymi”, frapującymi ujęciami.

Do obejrzenia na vod.tvp.pl https://vod.tvp.pl/website/dolegamostowicz-kiedy-zamykam-oczy,42690116

Bonus:
piosenka „Nikodem” Henryka Warsa, która pojawia się kilkukrotnie w sztuce Marka Bukowskiego. Dwa wykonania:
z 1933 r.

współczesne
Warszawska Orkiestra Sentymentalna

Małe kaczki i nie tylko.

Wilq rysuje, Twitter rozpowszechnia

Lublin w obiektywie (czerwiec 2019)

Fotograficzne wspomnienie maja :-) (coś na lipcowe upały)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kaczka krzyżówka (samiec)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kaczki mandaryńskie (samica i samiec)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kawka (podlot)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Łyska zwyczajna (młody osobnik)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Łyski zwyczajne

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Majowy mak

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

zieleń w słońcu 🙂

Kącik muzyczno-wojenny Narodów Rzeczypospolitej

Z Twittera / Zdjęcie zrobione w trakcie pierwszej polskiej wyprawy w Himalaje (1939 r.)

Naukowa metoda prowadzenia polityki. Czyli rzekomy realizm czeskich władz w obliczu niemieckich żądań w 1938 r.

A przy okazji dwie ostre szpile wymierzona w kierunku tych miłośników geopolityki, którzy twierdzą że poznali absolutne prawa rządzące światową polityką.

https://nowakonfederacja.pl/przeciw-geopolityce/

Grzech pierworodny

Grzechem pierworodnym geopolityki – który powoduje wszystkie pozostałe grzechy – jest pewna postawa filozoficzna. Przekonanie, że za pomocą geopolityki można wyjaśnić świat i zachodzące w nim procesy. W języku geopolityków odzwierciedla się to w takich hasłach jak „odwieczne prawa geopolityki”, „żelazne prawa geopolityki”, czy „obiektywne prawa geopolityki”. Geopolitycy wierzą – bo to zaiste wyłącznie wiara jest – że dzięki znajomości reguł sformułowanych przez Mackindera i spółkę, a przedstawionych jako prawa naturalne geografii, mogą obiektywnie wyjaśnić procesy społeczne na świecie. Problem w tym, że właśnie nie mogą.

(…)

W geopolityce wszystko jest celowe. Państwa i ich przywódcy kierują się wymuszonymi przez uwarunkowania geopolityczne interesami i dlatego wygrywają, lub przegrywają, jeśli ich nie rozumieją. Ale zawsze jest powód ich decyzji. Do tego racjonalny. Tymczasem im dłużej patrzę na politykę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że głównymi przyczynami decyzji politycznych są: głupota, niekompetencja i przypadek. Lub ujmując to w bardziej metodologicznie uporządkowanym języku: „brzytwa Hanlona” (czyli: „nigdy nie doszukuj się złej intencji tam, gdzie chodzi o głupotę”), „prawo Petersa” („każdy w pracy dochodzi do stanowiska, będącego progiem jego niekompetencji: ergo przywódcy na szczycie robią błędy, bo zaszli tak wysoko”) oraz maksyma Wolfowitza („niespodzianki w stosunkach międzynarodowych zdarzają się tak często, że zaskakujące jest, iż wciąż nas zaskakują”). Plus może jeszcze szczęście. Wszak Napoleon jak awansował generałów, to odpowiadając na sugestie pytał: „Wiem, że jest dobry, ale czy ma szczęście?”

 

 

źródło: Piotr Gursztyn, Ribbentrop-Beck. Czy Pakt Polska-Niemcy był możliwy? [Uwaga, Autor uważa, że nie był możliwy — komentarz Bestiariusza]

Te przejawy szaleństwa należy odczytać jako wynik zadufania, które było stałą cechą przywódców Pierwszej Republiki. Przywódcy czechosłowaccy niezbyt skromnie swą aktywność międzynarodową nazywali „wielką polityką małej republiki”. Masaryk i Beneś byli przekonani i głosili to publicznie, iż wynaleźli naukową metodę prowadzenia polityki zagranicznej. Beneś mówił: „stworzyliśmy system polityczny oparty o założenia filozoficzne i naukowo udowodniony”. Na czym ta naukowość polegała? Na frazesie o demokracji, humanistycznym uniwersalizmie itp., itd. Hasła te, głoszone przez przywódców Pierwszej Republiki, były w spokojnych czasach dość życzliwie „kupowane” przez obie wielkie demokracje zachodnie, dużo gorzej zaś przez sąsiadów z Europy Środkowej. Metoda „naukowa” natomiast zawiodła całkowicie w czasie kryzysu sudeckiego.

Zanim nastąpiła ostateczna katastrofa, metoda „naukowa” przynosiła wielkie szkody relacjom międzypaństwowym w naszym regionie. Nie tylko polsko-czechosłowackim. W 1936 roku ambasador CSR w Bukareszcie Jan Seba wydał książkę Rusko a Mala Dohoda w polityce svetove [Rosja a Mała Ententa w polityce światowej]. Postulował w niej potrzebę ustanowienia wspólnej granicy czechosłowacko-sowieckiej, a to było możliwe tylko kosztem zaboru terytorium Polski. Seba żałował, że granicą polsko-sowiecką nie jest linia Curzona.

W lutym 1939 roku czeski generał Karel Kutlvaśr napisał rozpaczliwy elaborat, w którym domagał się, aby armia otrzymała cel, który przywróci jej godność: ,,Nie walcząc, armia straciła w oczach szeregowych żołnierzy swój cel i swe uzasadnienie. To główny i podstawowy kryzys, który nie zostanie przezwyciężony, dopóki armia nie dostanie nowego celu. Tym celem może być ponownie tylko walka za wolność ojczyzny, niech się dzieje, co chce””. Co do rzekomej mądrości Czechów, którzy jakoby swoją decyzją uratowali kraj przed zniszczeniem, to trzeba jasno stwierdzić byli nieobecni w Monachium, więc decyzje zostały podjęte za nich. Nie mieli na nic wpływu

450 rocznica Unii lubelskiej

 

 

80 lat od pierwszej polskiej wyprawy w Himalaje. Polacy znów chcą zdobyć Nanda Devi East, ale może przeszkodzić im w tym indyjska „bomba atomowa”. [EDIT: 27.06.2019 – sukces!]

2 lipca 1939 roku sukcesem zostały uwieńczone kilkuletnie starania polskich alpinistów (himalaistów raczej!). Tego dnia członkowie pierwszej polskiej wyprawy w Himalaje zdobyli dziewiczy szczyt Nanda Devi East (7434 m n.p.m.).

Przygotowania do wyprawy szły opornie zarówno z powodu braku pieniędzy jak i trudności w uzyskaniu wiz. Brytyjczycy starali się bowiem, aby ekspedycje różnych państw nie wchodziły sobie w drogę i bardzo oszczędnie dysponowały zezwoleniami.

Gdy wizy, pieniądze oraz transport wyposażenia wyprawy zostały zapewnione, śmiałkom (Stefanowi Bernadzikiewiczowi, Adamowi Karpińskiemu, Jakubowi Bujakowi oraz Januszowi Klarnerowi) pozostało „tylko” zdobyć szczyt. Zadanie to ostatecznie wykonali Bujak i Klarner, właśnie 2 lipca 1939 r. około godziny 5:30 po południu.

Historię wyprawy niezmiernie ciekawie opisał Dariusz Jaroń w książce „Polscy himalaiści”, więc nie widzę potrzeby tutaj streszczać tej opowieści.

Mogę również polecić krótki 🙂 artykuł ze strony Polskiego Związku Alpinistycznego przygotowany z okazji 70. rocznicy tego wydarzenia (2009) http://pza.org.pl/news/news-gory/art13775

Warto dodać, że Norgay Tenzing (tak, zdobywca Mt.Everestu z Edmundem Hilarym) uważał swoje wejście na Nanda Devi East za najtrudniejszą wyprawę w Himalajach!

Ciekawostką jest to, że aktualnie, z okazji 80 rocznicy polscy himalaiści organizują wyprawę, by uczcić to wydarzenie. Także ta współcześna wyprawa nie obywa się bez trudności. Zaskakujące przeszkody opisuje w wywiadzie jeden z uczestników:

Rafał Fronia: Rozmawialiśmy o zgodach na wyprawę, czyli o tym, z czym borykali się 80 lat temu nasi poprzednicy. Dalej jest problem z uzyskiwaniem tych zgód. Dalej jest problem związany z takim byciem „świętą górą”, bo jednak „Nanda” to drugie imię bogini Kali. Z tego tytułu Hindusi też trochę źle patrzą na wyprawy, które starają się tam pozyskać zezwolenie i wnioski wizowe, które wypełnialiśmy, mogły spotkać się z odrzuceniem, jeśli będziemy w te wnioski wpisywać, że chcemy się wspinać na Nanda Devi. Trekking oczywiście tak. Jest też jeszcze sprawa tej w cudzysłowie „bomby atomowej”, którą Hindusi zgubili, która spadła gdzieś z grani do Sanktuarium Nanda Devi (ściany góry tworzą zamknięty pierścień, nazywany Sanktuarium – przyp. red.) i tam w ogóle nie wolno wchodzić w ten rejon.

Michał Rodak, RMF FM: Tej historii nie znałem. Możesz to jakoś rozszerzyć?

M.Fronia: Był jakiś atomowy system związany z bezpieczeństwem, który Hindusi zainstalowali na jednej z grani Nanda Devi. Nie wiem czy on miał służyć obronie przed Pakistańczykami, czy też przed Chińczykami i to po prostu im spadło gdzieś tam w dół. Ja im się nie dziwię, że nie chcą, żeby tam się ktoś plątał, skoro jakiś ładunek atomowy gdzieś tam sobie leży w krzakach czy w rumoszu.

https://www.rmf24.pl/raporty/raport-polacy-w-himalajach/fakty/news-80-lat-od-pierwszej-polskiej-wyprawy-w-himalaje-polacy-znow-,nId,3006092?parametr=embed_tyt_zdj

Himalaistom pozostaje życzyć powodzenia!

[EDIT]

https://wspinanie.pl/2019/06/nanda-devi-east-jaroslaw-gawrysiak-i-wojciech-flaczynski-zdobywaja-szczyt/

Dzisiaj (27.09.2019) o godzinie 17:09 czasu lokalnego na szczycie Nanda Devi East stanęli Jarosław Gawrysiak i Wojciech Flaczyński.

[Link; Kaligrafia] Color-Changing Dyes Illuminate Iconic Internet Acronyms and Popular Phrases | Colossal

[Prasówka] Hedgehog sign warns drivers of small wildlife hazards – BBC News

Oto dlaczego jestem za odszkodowaniami i reparacjami od Niemiec.

(Polecam) Za co kochamy Janka… Kosa – felieton Wojciecha Tomczyka

[Warszawa w obiektywie] Okęcie


Raszyn 2019.

Kunstkamera.

malarstwo, Frans II Francken, rok 1636

 

zdjęcia, Bestiariusz Kulturalny, rok 2019 (Muzeum Okręgowe w Toruniu):

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Kącik muzyczny: Piosenki bez związku, ale lubiane przeze mnie.

[Bonus] Piosenka zespołu Leningrad, która jako sampel wykorzystuje fragment piosenki zespołu Kipiełow

Polecam.

https://wszystkoconajwazniejsze.pl/eryk-mistewicz-twitter-blokuje-facebook-cenzuruje-google-kontroluje/

Administrator serwisu w każdej chwili może nas bez najmniejszego problemu z niego wyrzucić. Może usunąć to, co wyprodukowaliśmy i co często z wielką pieczołowitością przez lata sobie gromadziliśmy: urywki zdań, zdjęcia, nagrania, rysunki… — jeśli nie zostały zapisane w innym miejscu, tracimy je w ciągu kilku sekund. Bez jakiejkolwiek szansy nie tylko na rekompensatę, ale nawet na wyjaśnienie. Nie — bo nie. Nie mamy pani, pana (cyfrowego) płaszcza, i co nam pani, pan zrobisz?

(…)

Pierwszym obowiązkiem państwa jest ochrona obywateli, a nie umożliwianie korporacjom robienie dobrego biznesu. To państwo ma dbać, aby nie można było połączyć informacji o moich wydatkach, moich chorobach i moich danych osobowych. To państwo ma dbać o to, aby uczeń w szkole podstawowej dowiadywał się, jakie zagrożenia wiążą się z nierozważnym używaniem internetu. Także państwo ma wprowadzić takie mechanizmy prawne, antytrustowe, prokonkurencyjne, aby ani obywatel, ani państwo nie stali się wcześniej czy później zakładnikami swojej nieświadomości, niekompetencji i głupoty. Wówczas już będzie za późno.

[Ciekawostki techniczne] Wentylator indukcyjny w Boeingu 7J7

 

Szczegółowy artykuł na temat tego rozwiązania znalazłem tutaj: https://www.polot.net/pl/silniki_lotnicze_udf_czesc_24.

Polecam!

[Fotografia] Wiosna/Wielkanoc na wsi

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

* * *

nn - 1d_zstapienie.jpg

Krzyż w sztuce

krzyz_w_zadymce

Józef Chelmoński, Krzyż w zadymce; http://www.pinakoteka.zascianek.pl

Krzyże stawiano z drzewa przy wioskach, drogach i rozstajach bardzo wysokie, a to dlatego, żeby w miarę ugniwania w ziemi można je było wielokrotnie na nowo zakopywać, dopóki zupełnie nie zmalały. To zakopywanie i podpieranie starych krzyżów odbywało się zwykle po dniu zadusznym w jesieni.

Zygmunt Gloger, Encyklopedia Staropolska

krzyz_na_rozstaju

Michał Wywiórski (Gorstkin), Krzyż na rozstaju, http://www.pinakoteka.zascianek.pl

przed_burza

Michał Wywiórski (Gorstkin), Przed burzą, http://www.pinakoteka.zascianek.pl

the_cross_beside_the_baltic

Caspar David Friedrich, Krzyż nad Bałtykiem; http://www.artble.com/

mp950

Władysław Wankie, Chrystus na Krzyżu; http://cyfrowe.mnw.art.pl

+ + +

19 Pascha - egipt.gif

Powiedzcie całemu zgromadzeniu Izraela tak: Dziesiątego dnia tego miesiąca niech się każdy postara o baranka dla rodziny, o baranka dla domu. Jeśliby zaś rodzina była za mała do spożycia baranka, to niech się postara o niego razem ze swym sąsiadem, który mieszka najbliżej jego domu, aby była odpowiednia liczba osób. Liczyć je zaś będziecie dla spożycia baranka według tego, co każdy może spożyć. Baranek będzie bez skazy, samiec, jednoroczny; wziąć możecie jagnię albo koźlę. Będziecie go strzec aż do czternastego dnia tego miesiąca, a wtedy zabije go całe zgromadzenie Izraela o zmierzchu. I wezmą krew baranka, i pokropią nią odrzwia i progi domu, w którym będą go spożywać. I tej samej nocy spożyją mięso pieczone w ogniu, spożyją je z chlebem niekwaszonym i gorzkimi ziołami.

Salvadore Dali - crucificado.jpg

[Warszawa w obiektywie] Tor kartingowy koło Stadionu Narodowego

[Warszawa w obiektywie] Tramwaje. Al. Krakowska.

(Foto) Pierwszy wiosenny spacer po warszawskim Starym Mieście.

[Konfrontacja muzyczna] „Persis” Jamesa L. Hosaya

Orchestra Collective Singapore

 

Orkiestra Reprezentacyjna Wojska Polskiego

[Polecam] Świetny artykuł o poecie, u Lechoniu.

Choć twórczość Lechonia jest wręcz przepełniona romantyczną miłością do Polski, jego najbardziej znanym utworem pozostaje Herostrates – napisany u progu II Rzeczpospolitej utwór, w którym niespełna osiemnastoletni poeta zapisał buntownicze zaklęcie: „A wiosną – niechaj wiosnę, nie Polskę zobaczę”. Nie brakuje wykładowców akademickich i nauczycieli, którzy na podstawie tego tekstu zaliczają Lechonia do twórców „zrzucających płaszcz Konrada”. Zamiast odkryć ciemną głębię tej poezji, studenci i uczniowie utwierdzają się w fałszywym przekonaniu, że tradycja romantyczna umarła w XIX wieku.

Wojciech Wencel, Czarny anioł

Całość: https://teologiapolityczna.pl/wojciech-wencel-czarny-aniol-1

Dwugłos poetycki, emigracyjny.

Zbigniew Herbert

Moje miasto

Ocean układa na dnie
gwiazdę soli
powietrze destyluje
błyszczące kamienie
ułomna pamięć tworzy
plan miasta

rozgwiazdę ulic
planety dalekich placów
ogrodów zielone mgławice

emigranci w złamanych kaszkietach
skarżą się na ubytek substancji

skarbce z dziurawym dnem
ronią drogie kamienie

śniło mi się że idę
z domu rodziców do szkoły
wiem przecież którędy idę

po lewej sklep Paszandy
trzecie gimnazjum księgarnie
widać nawet przez szybę
głowę starego Bodeka

chcę skręcić do katedry
widok się nagle urywa
nie ma dalszego ciągu
po prostu nie można iść dalej
a przecież dobrze wiem
to nie jest ślepa ulica

ocean lotnej pamięci
podmywa kruszy obrazy

w końcu zostanie kamień
na którym mnie urodzono

co noc
staję boso
przed zatrzaśniętą bramą
mego miasta

Juliusz Słowacki

Hymn

Smutno mi Boże! Dla mnie na zachodzie
Rozlałeś tęczę blasków promienistą,
Przedemną gasisz w lazurowéj wodzie
Gwiazdę ognistą,
Choć mi tak niebo ty złocisz i morze, 5
Smutno mi Boże!

II.

Jak puste kłosy, z podniesiona głową,
Stoję roskoszy próżen i dosytu,
Dla obcych ludzi mam twarz jednakową,
Ciszę błękitu: 10
Ale przed tobą głąb serca otworzę,
Smutno mi Boże!

III.

Jako na matki odejście się żali
Mała dziecina, tak ja płaczu bliski,
Patrząc na słońce, co mi rzuca z fali 15
Ostatnie błyski,
Choć wiem, że jutro błyśnie nowe zorze,
Smutno mi Boże!

IV.

Dzisiaj na wielkiém morzu obłąkany,
Sto mil od brzegu i sto mil przed brzegiem, 20
Widziałem lotne w powietrzu bociany
Długim szeregiem.

Żem je znał kiedyś na polskim ugorze,
Smutno mi Boże!

V.

Żem często dumał nad mogiłą ludzi, 25
Żem prawie nie znał rodzinnego domu,
Żem był jak pielgrzym co się w drodze trudzi
Przy blaskach gromu,
Że nie wiem gdzie się w mogiłę położę,
Smutno mi Boże! 30

VI.

Ty będziesz widział moje białe kości
W straż nie oddane kolumnowym czołom:
Alem jest jako człowiek co zazdrości
Mogił, popiołom…
Więc że mieć będę niespokojne łoże, 35
Smutno mi Boże!

VII.

Kazano w kraju niewinnéj dziecinie
Modlić się za mnie codzień… a ja przecie
Wiem, że mój okręt nie do kraju płynie,
Płynąc po świecie… 40
Więc że modlitwa dziecka nic nie może,
Smutno mi Boże!

VIII.

Na tęczę blasków, którą tak ogromnie
Anieli twoi w niebie rospostarli,
Nowi gdzieś ludzie w sto lat będą po mnie 45
Patrzący — marli.
Nim się przed moją nicością ukorzę,
Smutno mi Boże!

[Polecam] Richard Dale (1937-2019)

Zestaw najbardziej znanych utworów:

Columbo Lego set, anyone?

THE COLUMBOPHILE

Columbo Lego set 5

Columbo collectibles are pretty hard to come by. There are some vintage novels and some ultra-cool 70s’ film posters to be had, but by and large fans have to suffice with just the DVD boxset.

That’s why the idea of a Columbo Lego set really appeals to me. Everyone likes Lego, after all, don’t they? And seeing our favourite Lieutenant immortalised in brick format would be pretty sweet.

I even had a Columbo Lego set on my wishlist of items I’d like to see to commemorate the show’s 50th anniversary in 2018 (read the full list here). Most will never happen. But there is a slim chance Lego Columbo could come to pass if enough fans support the cause.

Lego Columbo: here’s how you can help

An enterprising chap known only as ‚ThomasW’ is trying to get a rather delightful Columbo Lego set through Lego Ideas – which…

View original post 349 słów więcej

„Polecam” Piotr Nowak: Hodowanie troglodytów

https://teologiapolityczna.pl/piotr-nowak-hodowanie-troglodytow-1

Aż nagle w sukurs studentom-troglodytom, którzy samo-poznanie mają – zawsze mieli – ostentacyjnie w nosie, przyszły wytyczne ministerialne. Można je znaleźć w skrypcie Andrzeja Kraśniewskiego przeznaczonym dla nauczycieli akademickich, mających wkrótce zacząć nauczanie studentów wedle nowego modelu kształcenia. Zdanie, które zafrapowało mnie szczególnie, brzmi następująco: „Definiowane przez uczelnię efekty kształcenia nie powinny odzwierciedlać oczekiwań i ambicji kadry, lecz realne możliwości osiągnięcia tych efektów przez najsłabszego [pod­kreślenie autora skryptu] studenta, który […] powinien uzyskać dyplom poświadczający uzyskanie kwalifikacji pierwszego lub drugiego stopnia” [1]. Zwolennicy takiego ujęcia powtarzają, że nie chodzi tu o sztuczne zaniżanie poziomu nauczania, lecz o takie zdefiniowanie efektów kształcenia, aby były dostępne dla najsłab­szego studenta.

Monteverdi – Lament Ariadny (Lamento d’Arianna)

W środę, 27 lutego 2019 r. miałem miałem niewątpliwą przyjemność obejrzeć operę Orfeusz Claudio Monteverdiego, w wykonaniu artystów Polskiej Opery Królewskiej. Warto dodać, że Monteverdi uważany jest za twórcę gatunku.

Ponieważ nie mogę podać odnośnika do przedstawienia, które obejrzałem na Zamku Królewskim, polecam Orfeusza wykonanego przez artystów Nowej Opery w Belgradzie

 

Zafascynowany Orfeuszem, postanowiłem zapoznać się również z innymi dziełami Mistrza. Moim odkryciem, stał się utwór Lament Ariadny z … opery, która w całości nie przetrwała. Wiemy, że miała premierę, a nawet znamy odtwórców ról. Prawdopodobnie pozostał po niej ten pięciogłosowy madrygał.

[Muzyczny dwugłos] Koncert h-mol

Antonio Lucio Vivaldi
Koncert nr 10 h-moll, RV 580 – na czworo skrzypiec i wiolonczelę (z: L’Estro Armonico op. 3)

i transkrypcja
Johann Sebastian Bach
Koncert  a-moll na cztery klawesyny, BWV 1065

[Internety są bezlitosne]…

Znalezione na Facebook’u
52602467_975401072656149_3808113021918642176_n

[Polecam] Maciej Nowicki: Dobrze jest skonsultować pewne staropolskie przepisy kulinarne z biologiem, etnologiem czy ichtiologiem [wywiad] | Artykuł | Culture.pl

+ Jan Olszewski (1930-2019)

1.

Chciałbym mianowicie, wtedy kiedy ten gmach opuszczę, kiedy skończy się dla mnie ten – nie ukrywam – strasznie dolegliwy czas, kiedy po ulicach mojego miasta mogę się poruszać tylko samochodem albo w towarzystwie torującej mi drogę i chroniącej mnie od kontaktu z ludźmi eskorty, że wtedy, kiedy się to wreszcie skończy – będę mógł wyjść na ulice tego miasta, wyjść i popatrzeć ludziom w oczy. I tego wam – Panie Posłanki i Panowie Posłowie – życzę po tym głosowaniu.

Noc z 4 na 5 czerwca 1992 r.

2.

Cytat z mowy końcowej mecenasa Jana Olszewskiego, pełnomocnika oskarżyciela posiłkowego, w procesie morderców ks. Jerzego Popiełuszki

Brzmi znajomo? Spokojnie, to tylko literatura i to sprzed 180 lat…

Charles Dickens, Klub Pickwicka, rok pierwszego wydania: 1836-1837

cytat za polskim wydaniem z 2005 r. w tłumaczeniu Włodzimierza Górskiego

Szczerze wyznajemy, że aż do chwili, w której zagłębiliśmy się w ogromne stosy papierów Klubu Pickwicka, nigdyśmy nie slyszeli o Eatanswill. Przyznajemy się również z taką samą szczerością, że na próżno szukaliśmy dowodów rzeczywistego istnienia takiej miejscowości. Wiedząc, jak głęboką wiarę pokładać należy we wszystkich notatach pana Pickwicka i nie ważąc się przeciwstawiać naszych myśli twierdzeniom tego wielkiego człowieka, zasięgaliśmy co do tego przedmiotu zdania wszystkich autorytetów, do jakich tylko można było się odwołać. Zbadaliśmy wszystkie nazwy w wykazie miast mających prawo do wybierania do parlamentu, ale Eatanswill nie znaleźliśmy; najstaranniej przejrzeliśmy wszystkie mapy hrabstw, wydane przez znakomitych naszych wydawców, i rezultat naszych poszukiwań był ten sam.

Zniewoleni przeto jesteśmy do przypuszczenia, że w żywej trosce, by nie ubliżyć nikomu, i przez poczucie delikatności, którą byl obdarzony w wysokim stopniu, pan Pickwick z rozmysłem nadał fikcyjną nazwę zamiast rzeczywistej tej miejscowości, w której robił swoje spostrzeżenia.

Utwierdza nas w tym mniemaniu okoliczność mogąca sama w sobie wydawać się błahą i nic nie znaczącą, ale która, rozważana z naszego punktu widzenia, godna jest zanotowania… W notatkach pana Pickwicka zostało zapisane, że miejsce dla niego i dla jego uczniów zamówione było w dyliżansie udającym się do Norwich, ale wyraz ten został natychmiast wykreślony, prawdopodobnie, by nie dać wskazówki, w jakiej stronie znajduje się to miasto, o którym mowa. Nie odważymy się więc robić wniosków co do tego i będziemy nadal prowadzić naszą historię bez przerwy, ograniczając się do bogatych materiałów, ukazujących dowodnie charakter tych wydarzeń.

Zdaje się, że mieszkańcy Eatanswill, jak i wielu innych malych miejscowości, poczytywali siebie za niezmiernie ważnych dla państwa, a każde indywiduum, w uznaniu wagi przywiązywanej do dawanego przez siebie przykladu, czuło się zobowiązane do należenia duszą i ciałem do jednego z dwóch stronnictw dzielących gród, to jest do błękitnych lub żółtych. Otóż błękitni nie zaniedbywali żadnej sposobności, by przeciwstawić się żółtym; żółci zaś ze swej strony nie zaniedbywali żadnej sposobności, by przeciwstawić się błękitnym, tak że gdy żółci i błękitni stawali oko w oko na jakimkolwiek publicznym zgromadzeniu, w ratuszu, na rynku czy na targu, natychmiast powstawały kłótnie i wzajemne łajania. Zbyteczne jest dodawać, że w Eatanswillu wszystko stawało się sprawą stronnictw. Gdy żółci doradzali zaopatrzyć targ w nowe latarnie, błękitni zwoływali zgromadzenia publiczne, na których piętnowali ten szalony pomysł. Gdy błękitni proponowali zbudowanie nowej studni przy głównej ulicy, żółci powstawali jak jeden człowiek przeciwko takiej niegodziwej myśli. Były sklepy błękitne i sklepy żółte, oberże błękitne i oberże żółte, w samym kościele jedna strona była błękitna, druga żółta.

Każde z tych potężnych stronnictw, rzecz oczywista, mialo swój organ i dlatego dwa dzienniki wychodziły w mieście. Gazeta Eatanswillska i Eatanswillska Niepodległość. Pierwsza popierała zasady błękitne, druga stała na gruncie stanowczo żółtym. Obydwie gazety były znakomite. Co za piękne artykuły polityczne! Jaka dowcipna i śmiała polemika! – Gazeta, nasza nikczemna antagonistka… Niepodległość, ten dziennik niesmaczny i godny pogardy… Gazeta to pismo kłamliwe i brudne… Niepodległość, skandaliczna i potworna… Takiego rodzaju zajmujące rekryminacje tuzinami zapełnialy kolumny każdego numeru, budząc w miejscowych mieszkańcach najgorętsze uczucia zadowolenia lub oburzenia.

[Polecam] The Oldest Surviving Printed Advertisement in English (London, 1477)

2 lutego – Niech nam zaświeci, jak promienie słońca, Światło gromnicy.

the-presentation-in-the-temple-1463.jpg!Blog

Hans Memling, Ofiarowanie w Świątyni, http://www.wikiart.org/en/hans-memling/the-presentation-in-the-temple-1463#close

http://www.brewiarz.pl/czytelnia/swieci/02-02.php3

Na pamiątkę ocalenia pierworodnych synów Izraela podczas niewoli egip­skiej każdy pierworodny syn u Żydów był uważany za własność Boga. Dlatego czterdziestego dnia po jego urodzeniu należało zanieść syna do świątyni w Jerozolimie, złożyć go w ręce kapłana, a następnie wykupić za symboliczną opłatą 5 syklów. Równało się to zarobkowi 20 dni (1 sykl albo szekel to 4 denary lub drachmy, czyli zapłata za 4 dni pracy robot­nika niewykwalifikowanego). Równocześnie z obrzędem ofiarowania i wy­ku­pu pierworodnego syna łączyła się ceremonia oczyszczenia matki dziecka. Z tej okazji matka była zobowiązana złożyć ofiarę z baranka, a jeśli jej na to nie pozwalało zbyt wielkie ubóstwo – przynajmniej ofiarę z dwóch synogarlic lub gołębi. Fakt, że Maryja i Józef złożyli synogarlicę, świadczy, że byli bardzo ubodzy.

Do reformy Mszału w roku 1969 święto to nosiło nazwę „Oczyszczenia N.M.P.” a obec­nie obchodzimy tego dnia „Ofiarowanie Pańskie”. W polskiej tradycji do tego święta przylgnęła nazwa „Matki Boskiej Gromnicznej” i wiąże się z pięknym zwyczajem święcenia tego dnia wielkich świec: gromnic.  Świece te zapalane były potem po domach w trakcie burz z piorunami (stąd nazwa!) i przy umierających.

Teodor Axentowicz (1859-1938) „Na gromniczną” obraz z roku 1898

Axentowicz, Na Gromniczna 1898

Teodor Axentowicz „Na gromniczną” obraz z roku 1890
Axentowicz, Na Gromniczna 1890 cyfrowe.mnw.art.pl

Więcej na temat tego Święta i zwyczajów z nim zwiazanych można przeczytać tutaj: http://www.zegocina.pl/aktual/2003_02/gromniczna.htm
w tym i piękny okolicznościowy wiersz:

Józef Strug

Gdy życie nasze dobiegnie do końca,
Gdy Bóg ostatnie godziny policzy,
Niech nam zaświeci, jak promienie słońca,
Światło gromnicy.

Gdy nasze czoło pot śmiertelny zrosi,
Gdy nasze łoże obstąpią szatani,
Twojej obrony niech każdy uprosi
– Gromniczna Pani!

Kiedy nad nami zawisną czarne chmury,
Gdy na wsze strony lecą błyskawice,
Gdy ciemność straszna od dołu do góry:
Święćmy gromnice!

Matko Najświętsza!
My nędzni grzesznicy,
Pod Twoją obronę się uciekamy,
Przed Twym obrazem, przy świetle gromnicy,
Ciebie błagamy!

Tyś jasna gwiazda na morzu żywota,
Pokus się o Cię rozbiją bałwany!
Kto się ucieka do Cię, Matko złota,
Jest wysłuchany.

Bądź nam Matką w życiu i przy zgonie,
Niech Twoja łaska zawsze nam przyświeca,
Niech nasza miłość ku Tobie zapłonie
Jako gromnica!

Cyat bez związku, ale uroczy…. Dinozaury!

Przypomnę trochę strasznie dawne czasy. Wtedy, kiedy dinozaury jeszcze były, a ludzie nie mieli strzelb i nowoczesnej broni, która pozwoliłaby ich zabić. Wie pani co robili? Rzucali kamieniami w tego dinozaura. Wiadomo, że od jednego rzucenia na pewno nie padł. Ale jeśli przez miesiąc, dwa rzucali tymi kamieniami, to go na tyle osłabili, że mogli go pokonać

https://wiadomosci.wp.pl/ewa-kopacz-zapytana-o-tasmy-pis-uzyla-dziwnej-metafory-6344408043812993a

[Polecam] „Bronisław Wildstein: My, którzy występujemy w obronie porządku wartości…

Nienawiść…

[Kącik operowy] Barbara Miszel-Giardini śpiewa arię Stanisława Moniuszki.

Szemrze strumyk pod jaworem
Po kamykach z wolna ścieka
Stoi dziewczę przede dworem
I łzy tłumi, i narzeka

Potoż matka mnie wołała
Że przyjechał pan bogaty
Potoż warkocz mi czesała
Ustroiła w świetne szaty

I pieściła, i prosiła
Dziewczę, tylko się zastanów
Jakie szczęście Bóg ci zsyła
Ale co mi tam do panów

Jaś miał tylko mężne dłonie
Wąsik, szablę, konia, siodło
Oczy, w których ogień płonie
Serce, które nie zawiodło

Na wojenkę, wielki Boże
Pożegnałam go spłakana
On tam walczy, zginąć może
A mnie swatać chcą za pana

Próżno szuka pan sposobu
Próżno matka do mnie zmierza
Kocham, kocham i do grobu
Będę wierną dla żołnierza/rycerza

Z II aktu opery „Hrabina”
muzyka: Stanisław Moniuszko
libretto: Włodzimierz Wolski

https://staremelodie.pl/piosenka/3230/Piosnka_Broni_z_II_aktu

Nawiązania muzyczne: „Sarabanda” i „Nad spuścizną po przodkach deliberacje”.

Muzyczne tornado w Warszawie – 28 września 1865

Z okazji rozpoczętego Roku Stanisława Moniuszki przypominam tekst z 28 września 2016 r.

moniuszko20fotografia20cbn_4905342

Stanisław Moniuszko, fotografia. Źródło: Biblioteka Cyfrowa Polona

O muzyce Szopena Robert Schumann napisał, że to armaty ukryte w kwiatach. Trzymając się tego rodzaju porównań można powiedzieć, że w Warszawie 28 września 1865 roku eksplodowała muzyczna bomba atomowa. W samym środku spacyfikowanego Królestwa Polskiego, ledwo rok po egzekucji przywódców powstania styczniowego widzowie zobaczyli na scenie Opery obóz zwycięskich polskich żołnierzy sprzed półtora wieku, bohaterowie aluzjami śpiewali o matce-ojczyźnie i wspominali dawne bohaterskie czasy. Taką siłę rażenia miał Straszny dwór Stanisława Moniuszki i Jana Chęcińskiego.


Przed premierą Kurjer Warszawski 28 września 1865 r. (nr 220) informował jedynie:

Dziś nowa opera Moniuszki Straszny dwór. W liczbie pięknych sytuacji tej opery, najwięcej zdaje się posiada takowych akt 3ci pomienionego dzieła, jest w nim bowiem kilka scen żywych a dowcipnych, prawdziwie zainteresować mogących słuchaczy. Obok tego są różne zajmujące szczegóły, jak zegar starożytny grający, prześlicznym odzywający się kurantem, tajemnicze szafy; i maszynerja przyszła tu w pomoc Oświecenie Xiężycem twarzy młodziana (P. Dobrski) podczas gdy tenże zadumany oparty stoi w oknie, niezwykły wywołuje efekt. Całe nareszcie dzieło pełne, jest zalet muzycznych, a jako utwór dramatyczny odznacza się dobrem librettem stopniowo pobudzającem ciekawość. — Libretto do nowej opery P. Moniuszki Straszny Dwór, napisane przez P. Chęcińskiego, jest do nabycia we wszystkich Kięgarniach, oraz przy wejściu do Teatru.

Czytaj resztę wpisu »

« Older entries