01 — Druki, słowa, listy

a10

requiem

old map

1036

SAMSUNG CAMERA PICTURES

gielda

[Link] Web 0.0 (zero.zero)

Czyli żart przygotowany przy współpracy mieszkańców małej, prowincjonalnej wło­skiej miejscowości Civitacampomarani. Jak twierdzą realizatorzy projektu w miejsco­wości tej, zwłaszcza ze względu na zaawansowany wiek większości mieszkańców, internet jest praktycznie nieobecny, a i nawet telefony komórkowe mają bardzo słaby zasięg.

Pomysł niezbyt odkrywczy, ale pozwalający zastanowić się na ile „cyfrowe życie” nam pomaga, a na ile stanowi protezę relacji które możemy utrzymywać bez udziału sieci.

http://www.biancoshock.com/web-00.html

9785524

5451882

3821873_orig

Nierówna walka z prokrastynacją

The Most Dangerous Writing App — czyli aplikacja, składająca się ze stopera oraz okienka na wprowadzany tekst. Piszesz, ale nie możesz przerwać pisania, na przykład, żeby sprawdzić pocztę/fejsbuka/tłitera/oneta/wyniki meczu… ponieważ, aplikacja w przypadku przerwania pisania kasuje wprowadzony tekst.

http://www.themostdangerouswritingapp.com/

 

18 maja 1944 i Aleksander Żabczyński – aktor, amant i artylerzysta.

1.

Aleksander Żabczyński grał w filmach z prawie wszystkimi sławami przedwojennego kina: Jadwigą Smosarską, Mieczysławą Ćwiklińską, Iną Benitą, Mirą Zimińską, Norą Ney, Lodą Halamą, Józef Orwidem, Antonim Fertnerem, Adolfem Dymszą, Ludwikiem Sempolińskim czy Stanisławem Sielańskim.

Niewielu wie, że ten aktor był również żołnierzem artylerii i wziął udział w bitwie po Monte Cassino. W odróznieniu od wielu swoich kolegów (i koleżanek) aktorów nie zaznał gorzkiego losu okupacji sowieckiej i niemieckiej (por. „Zaduszki filmowe, czyli Ja tu rządzę (1939 r.), ponieważ – zmobilizowany we wrześniu 1939 roku – przeszedł dłu­gą drogę polskiego żołnierza: od wrześniowych bezdroży, przez obozy dla inter­no­wa­nych na Węgrzech, Francję, Anglię, Bliski Wschód oraz Italię. Po wojnie postanowił wrócić do „ludowej” Polski. Z tym powrotem do kraju wiąże się wzruszajaca historia, która dotyczy również obchodzonej dzisiaj rocznicy zakończenia bitwy pod Monte Cassino:

«Jesienią 1956 roku nastała w Polsce polityczna odwilż i stalinowskiego pre­zy­denta Bieruta zastąpił sekretarz Gomułka. W Gdańsku pełnym głosem mógł śpiewać studencki Bim Bom, a w Warszawie STS, w księgarniach po­ja­wił się „Zły” Leopolda Tyrmanda. W Sali Kongresowej przygotowano wielką muzyczną galę: „Serce w plecaku”. O niezwykłości wydarzenia świadczył repertuar. Znalazły się tam pieśni powstańcze i piosenki partyzanckie, utwory historyczne i współczesne. Pierwszą część koncertu miały zakończyć słynne „Czerwone maki na Monte Cassino” w wykonaniu ukochanego przez widzów Aleksandra Żabczyńskiego.

Ryszard Wolański w monografii Aleksander Żabczyński. Jak cudne są wspom­nie­nia relacjonuje to tak: „Żabczyński podchodzi wolnym krokiem do mikro­fonu. Z opuszczoną głową wsłuchuje się w ostatnie takty wstępu. Gdy orkiestra cichnie, Rachoń przez ramię spogląda na niego i daje mu znak, aby zaczynał. Ten milczy i dalej stoi z pochyloną głową. Przez chwilę wyglądało to, jakby wymienili spojrzenie, więc znowu orkiestra zaczyna grać wstęp. Gdy Rachoń dał znak na wejście, wtedy Żabczyński podniósł głowę i po­wie­dział:
Przepraszam. Nie zaśpiewam tego. Nie mogę. Mam ich wciąż przed oczami.
I wyszedł za kulisy speszony, wzruszony”.

Dalszy ciag tekstu na stronie http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/207171,druk.html, a w nim, między innymi, o życiu Żabczyńskiego w „nowej Polsce” do której wrócił po wojnie.

Film dokumentalny Już mnie nie zapomnisz:

2.
Jak ślepcy nie najkrótszą z dróg
Błądzimy przez kontynent
Niejeden z nas zapomnieć mógł

Ojczyznę jak dziewczynę

Czytaj więcej na: [link] Leszek Czajkowski – Monte Cassino (1996)

 

Rzemiosło – Szkło

Czyli ręcznie wykonana butelka wraz z wysokoprocentową zawartością za jedyne 🙂 25 tysięcy euro…

Znalezione na stronie: http://sploid.gizmodo.com/the-making-of-this-black-crystal-bottle-is-ridiculously-1696246242

[Archi-link] Wiszące Ogrody i Wieża Babel po japońsku

[polecam] Artykuł o przelocie kapitana Skarżyńskiego nad Atlantykiem

http://www.polska-zbrojna.pl/home/articleshow/19330?t=83-lata-temu-kpt-Skarzynski-przelecial-nad-Atlantykiem-

Bez łodzi ratunkowej, spadochronu i radia, za to w odświętnej marynarce – w 1933 roku kapitan Stanisław Skarżyński jako pierwszy Polak przeleciał nad Atlantykiem.

W polskim samolocie RWD-5bis pokonał 3852 kilometry z Saint Louis w Afryce Zachodniej do Maceió w Brazylii. Ważący niespełna 450 kilogramów RWD-5bis jest najmniejszym samolotem, jaki do tej pory pokonał Atlantyk.

oraz http://ilot.edu.pl/skarzynski

Wrto pamiętać, że kpt Skarżyński:

W sierpniu 1939 został skierowany do Rumunii jako zastępca attaché lotniczego, gdzie organizował przerzuty polskich lotników do Francji. Następnie w 1940 sam się tam przedostał i brał udział w organizacji lotnictwa polskiego. Po upadku Francji kierował ewakuacją polskich pilotów z St Jean de Luz do Wielkiej Brytanii, gdzie został mianowany komendantem Polskich Szkół Pilotów w Hucknall i nastêpnie w Newton. Na jego prośbę, skierowano go do odbycia tury lotów bojowych jako Dowodca Bazy Lotniczej RAF Lindholme i pilota w polskim 305 Dywizjonie Bombowym.

 

„Solfatara” czyli rewolucyjna zaraza w Neapolu.

Nowe tłumaczenie Rękopisu znalezionego w Saragossie, mimo wielu kontrowersji (por. Edusens.blogspot.com — Żyd-wieczny-tuacz-wygnany-z-rekopisu), przypomniało o typie powieści, wspominanym chyba wyłącznie w szkole na lekcjach języka pol­skiego: powieści szkatułkowej. Prawie wcale nie stosują go współcześni literaci.

solfatara-b-iext284239165b05d

Prawie, bowiem zupełnie przypadkiem trafiłem na powieść Solfatara Macieja Hena. Wydana już w XXI wieku książka, to lektura ciekawa z kilku powodów.

Po pierwsze, dlatego, że jest ciekawą powieścią historyczną, opisującą trudne dzieje podzielonych Włoch w okresie XVII wieku — zwłaszcza hiszpańskiej opresji, o czym mieliśmy okazję przeczytać w Dżumie w Neapolu — jak i liczne niepokoje między warstwami społecznymi oraz mało znane w Polsce powstanie pod wodzą rybaka Masaniella z 1647 r. (w sumie bardziej antyfiskalne niż antyhiszpańskie).

Trzeba dodać, że autor sprawnie żongluje nawiązaniami do arcydzieł literatury: do Rękopisu znalezionego w Saragossie, do książek Umberto Eco (głównie Baudolino), do Dżumy w Neapolu Herlinga-Grudzińskiego

Po drugie: jest współcześnie napisaną powieścią szkatułkową, i autor obronną ręką wychodzi ze zmagania z tego typu formą. Niewątpliwie z zapartym tchem śledzimy losy Fortunato Petrellego, i żmudne „śledztwo” które prowadził przez wiele lat życia, by odkryć prawdę o swoich rodzicach. Co oczywiste, powieść szkatułkowa pozwala zawrzeć wiele (czasami sprzecznych ze sobą) informacji i tropów jak w najlepszych kryminałach. Z równym zainteresowaniem czytamy również notatki i obserwacje doty­czące wydarzeń bieżących, czyli wspomnianego buntu. Dlatego nie jest jakoś szcze­gól­nie rażące, że Petrelli to neapolski prekursor dziennikarstwa, które nazwali­byśmy śledczym i raczej w XVII wieku nie na tym polegało wydawanie gazettmerkuriuszów (ot taki niewinny pisarski anachronizm 🙂 ).

Po trzecie, to powieść o Rewolucji. Nie tylko tej konkretnej, która wybuchła w 1647 roku i trwała około 10 lipcowych dni. Jest to powieść o każdej Rewolucji – która prze­ra­dza się w terror, zjada własne dzieci, uderza na ślepo (truizmy!) oraz tworzy nowe kasty bezkarnych lub wzbogaconych. I w tym zakresie akcja książki mogłaby się toczyć w Paryżu w lipcu 1789 roku lub w Petersburgu w trakcie innych Dziesięciu dni, które wstrząsnęły światem (vide: John Reed).

Może pewnym wytłumaczeniem szalonych rewolucyjnych namiętności Neapoli­tań­czy­ków jest rzucający cień na ich miasto Wulkan, który nie raz w historii dawał im się we znaki. Zaś tytułowa Solfatara di Pozzuoli, leżąca po zachodniej stronie miasta, to miejsce, gdzie według mitologii rzymskiej, znajdowało się wejście do Hadesu.

Groźne są takie okolice. Dziesięc dni, które wstrząsnęły światem, zdarzyły się przecież w miejscu gdzie:

grunt nie daje owoców ni chleba,
Wiatry przynoszą tylko śnieg i słoty;
Tu zbyt gorące lub zbyt zimne nieba,
Srogie i zmienne jak humor despoty.

„Czym jest patriotyzm?” — fragment pewnego wywiadu.

[Q.] A co to jest patriotyzm?

[A.] Miłość do ojczyzny, ale rozumiana nie tylko jako emocja, ale też jako obowiązek.

[Q.] Często słyszymy, że pora odrzucić tę martyrologię i przejść na patriotyzm nowoczesny: płacić podatki, sprzątać po psie, kasować bilety i oszczędzać energię.

[A.] To jest patriotyzm?! Sprzątanie kup po psie to przyzwoitość właściciela, a nie żaden patriotyzm. Płacenie podatków czy kasowanie biletów to zwykła, ludzka uczciwość i też nie nazwałbym jej patriotyzmem. Bo co, kiedy ktoś pracuje i płaci podatki za granicą? Wtedy nie jest patriotą? To jakieś absurdalne rozważania, nie mylmy uczciwości czy dobrego wychowania z patriotyzmem.