Wstrząsająca konferencja prasowa wdowy po adm. Andrzeju Karwecie

Reklamy

„Także też przeciwko tem i przeciwko temu powstaniemy…”

http://palus-sarmatica.pl/index.php/lista/272-konfederacja-dokument

Także też przeciwko tem i przeciwko temu powstaniemy, któryby bez wiadomości senatu koronnego i tych, którem to podług tego prawa i zwyczajów starodawnych należy, za pieniądze od kogo inszego niż od rzeczypospolitej wzięte, żołnierze pisać albo osobne jakie z postronnemi pany porozumienie mieć, poselstwa i listy od nich osobnie słać, abo posłane przyjmować chciał, abo z postronnych państw ludzie do korony u wielkiego księstwa litewskiego i ziem jej należących wwodzić, abo osoby jakie towarzystwa, bunty, praktyki, związki z kimkolwiek tak w postronnych ziemiach, jako w Koronie Polskiej i Wielkim Księstwie litewskim przeciwko pokojowi i bezpieczeństwu pospolitemu czynić ważeł się. Tak też przeciwko tem wszystkiem i każdemu z osobna, któryby króla porządnie i wolnie obranego i electiej po zamknieniu jej sprzeciwił się. Obiecując królowi temu to tak obranemu wszelaką wiarę, uczciwość posłuszeństwo i służby przystojne i uczciwe zawżdy oddawać, (…)

Zaduszki filmowe, czyli „Ja tu rządzę” (1939 r.)

Film „Ja tu rządzę” to znana, bardzo zabawna komedia o próżniaczym hrabim Lulewiczu, muzykalnym mistrzu szewskim oraz Majstrowej, pięknej córce szewca.

Pierwsze ujęcia tego, nakręconego w 1939 roku filmu: grupa birbantów zatacza się wzdłuż wschodniej strony Rynku Starego Miasta w Warszawie, rozbijając szyby sklepów, a następnie lekką ręką płacąc oburzonym właścicielom odszkodowania.

Kadr z filmu „Ja tu rządzę”

To film, którego nie potrafię, nie chcę oglądać spokojnie. Ogarnia mnie przy nim zaduma, nie pasująca do takiego lekkiego gatunku, jakim jest komedia. Wzruszam się, bo początkowe sceny pokazują Warszawę, która tak mocno w ciągu następnych sześciu lat zostanie doświadczona. Wschodnia strona Rynku Starego Miasta, w tym i kamienica pod numerem 6, w której mieścił się warsztat szewca (tak jak i wiele innych miejsc Stolicy) nie przetrwała nienaruszona okresu niemieckiej okupacji i Powstania. Ta właśnie ta część Starego Miasta została zburzona w największym stopniu, a w 1945 roku z kamienic pozostały resztki murów jedynie do wysokości parapetów witryn sklepowych (!). Napis (Vinum laetificat cor et acuit ingeniumWino rozwesela serce i zaostrza dowcip), który widać nad drzwiami warsztatu na kadrach filmu powstał w XVII wieku i przez wiele lat był ukryty pod tynkiem, skąd wydobyto go w Dwudziestoleciu w trakcie remontu. Po odbudowie Starego Miasta już niestety nie wrócił na swoje miejsce.

Kamienica pod numerem 6

Kamienica pod numerem 6

Jednak nie tylko plenery użyte do nakręcenia tej historii nie miały szczęścia. Sam film nie zdążył wejść do dystrybucji przed wybuchem wojny, a władze niemiec­kie dopiero w trakcie okupacji dopuściły do jego wyświetlania w kinach (w grudniu 1941 roku). W odróżnieniu jednak od wielu innych filmów z „przedwojnia”, ten przetrwał. Szczęścia takiego nie miały: „Pan Tadeusz” z 1928 roku oraz na przykład „Jaśnie Pan szofer”. Z tego pierwszego zachowało się jedynie około 120 minut z pierwotnej wersji o długości 300 minut, a ten drugi film pozbawiony jest około 50 minut akcji.

Oczywiście największy żal ogarnia mnie-widza, gdy uświadamiam sobie, że tak, jak nie przetrwała okupacji kamienica pod numerem szóstym, tak i w ciągu kolejnych sześciu lat zdziesiątkowani zostali twórcy i aktorzy zaangażowani w powsta­nie tego filmu.

Nie przeżył Powstania Warszawskiego Józef Orwid, grający mistrza szewskiego, który czeladników zatrudniał na podstawie umiejętności wokalnych. Znalazł się bowiem na ulicy Kilińskiego feralnego dnia 13 sierpnia 1944 roku. W miejscu gdzie nastąpił wybuch czołgu – wydarzenie, które stanowiło punkt wyjścia dla Jarosława Marka Rymkiewicza do snucia opowieści o okupacyjnej Warszawie.

W powstaniu zginął również Zbigniew Rakowiecki, amant przedwojennego kina i filmowy hrabia Lulewicz. W pierwszych dniach sierpnia walczył na warszaw­skiej Ochocie. Został zamordowany przy ul. Radomskiej 14 przez rosyjskich żołnierzy Brygady SS-RONA. Spoczął na Cmentarzu Powstańców Warszawy przy ulicy Wolskiej w grobie na którego płycie wymienione jest jego nazwisko.

Nie ma natomiast swojego grobu Ina Benita – filmowa majstrowa. Jej losy w czasie wojny były szczególnie dramatyczne. W trakcie okupacji związała się z austriackim oficerem. Romans zakończył się podobno skazaniem Austriaka za „pohańbienie rasy”, a Ina Benita trafiła na Pawiak, skąd została zwolniona w lipcu 1944 roku. W więzieniu urodziła dziecko, z którym widziana była we wrześniu 1944 roku, gdy kanałami przedarła się ze Starówki do Śródmieścia. Oboje mieli zginąć w trakcie jednego z bombardowań.

We wrześniu 1944 roku, zginął również reżyser filmu – Mieczysław Krawicz. W trakcie powstania swoją walkę z okupantem prowadził przy pomocy kamery. Był bowiem szefem operatorów przygotowujących materiały dokumentujące ten zryw. Być może to dzięki niemu mogliśmy ostatnio oglądać film „Powstanie warszawskie”, który składał się ze współcześnie pokolorowanych obrazów z dogranych dialogów.

Ten apel poległych można uzupełnić o Jacka Rotmila, scenografa, pochodzącego z Niemiec. Z powodu swojego żydowskiego pochodzenia, po przejęciu władzy przez NSDAP, zamieszkał w Polsce. Niestety i tutaj nie dane muy było zaznać spokoju, ponieważ okupacja niemiecka zmusiła go do ukrywania się. Niestety został w lipcu 1944 roku rozstrzelany na terenie zburzonego warszawskiego getta.

Można dodać, że nie mamy natomiast żadnych informacji o śmierci Emanuela Szlechtera (scenarzysty), o którym wiadomo jedynie, że zginął w getcie lwowskim w 1942 lub 1943 roku.

Nazwiska te oczywiście nie zamykają listy wojennych strat polskiej kultury. Lista ta przeraża, gdy uświadomimy sobie, że cały czas poruszamy się w obrębie twórców jednego filmu. A takich historii były tysiące: długo można byłoby się rozwodzić nad losami Hanki Ordonówny (aresztowanej w wyniku działalności renegata Igo Syma), Aleksandra Żabczyńskiego (artylerzysty, który brał udział w kampanii wrześniowej, a następnie w bitwie o Monte Cassino), Eugeniusza Bodo (śmierć w łagrach sowieckich) czy tułaczki twórców Wesołej Lwowskiej Fali (słynnych: Szczepcia i Tońcia).

Zródła:

http://www.warszawska.info/stare-miasto/rynek-barssa.html

– http://nie-wierzcie-zegarom.blogspot.com/2012/01/ina-benita.html

– http://www.1944.pl/historia/powstancze-biogramy/Zbigniew_Rakowiecki

– http://www.ipsb.nina.gov.pl/index.php/a/jozef-orwid

– http://www.akademiapolskiegofilmu.pl/pl/historia-polskiego-filmu/rezyserzy/mieczyslaw-krawicz/60

https://pl.wikipedia.org/wiki/Jacek_Rotmil

http://www.info-pc.home.pl/whatfor/baza/aktorzy_w_powstaniu.htm

Zegarki „Made in Poland” – część druga

Nawiązując do wpisu: https://bestiariusz.wordpress.com/2012/10/22/zegarki-chronometry-made-in-poland/ przedstawiam kolejne nowości zegarkowe, które wpadły mi w ostatnim czasie w oko. Ich wspólnym mianownikiem jest produkcja / montaż w Polsce.

Wspomniany w poprzednim odcinku Gerlach przygotował oprócz innych – opisanych na stronie http://www.gerlach.org.pl – także i takie konstrukcje:

p50sb_02PZL-50 „Jastrząb” nawiązujący oczywiście do stworzonego bezpośrednio przed wojna prototypu samolotu myśliwskiego:

Jeszcze bardziej zachwycił mnie kolejny projekt Gerlacha, zegarek „Enigma”. Na razie nie jest dostępny, lecz można już dokonywać przedpłat. Nawiązuje oczywiście do rozpracowanej przez polskich kryptologów (pamiętajmy: Rejewski, Zygalski, Różycki) „Enigmy”.

Posiada co prawda mechanizm kwarcowy, ale kształt lunety nawiązuje do rotorów umieszczanych w różnej kolejności wewnątrz „Enigmy” zgodnie z kodem dziennym.

enigma_front

Nie pominę także reaktywowanej marki „Błonie”. Jak można się dowiedzieć na stronie http://zegarkiblonie.com:
Pierwszy model reaktywowanych zegarków Błonie zachowuje cechy charakterystyczne zegarków produkowanych w latach 60. ubiegłego wieku. Od siebie dodaliśmy nowoczesne zacięcie – oryginalny design i współczesną technologię.

Zegarek zaprezentowany przez „Błonie” wygląda tak:

ZEGAREK_foto2_pod_danymi_tech zegarek_pic_1

Kolejna polska firma zajmująca się zegarkami, to „Czas” – powstała w 2009 r. Jak mozemy sie dowiedzieć ze strony internetowej http://www.zegarkiczas.pl:

Nasze zegarki to połączenie pasji tworzenia, polskiej tradycji zegarmistrzostwa, przekraczania barier i szwajcarskiej technologii. Nazwa i logo firmy nawiązuje do tego co człowiekowi od zarania dziejów nieustannie towarzyszy w codziennym życiu. Tym nieodłącznym towarzyszem ludzkiego życia jest Czas. Krzyż maltański – oznaczający osiem błogosławieństw Chrystusa – wpisany w koło jest symbolem czasu.

1 2 j1

Zegarki, chronometry… made in Poland

W ostatnim czasie pojawiło się kilka pięknych zegarków, które powstały w naszym kraju lub nawiązują do historii polskiej techniki. Miłego oglądania! 🙂

[lato 2015 – edit: a to linki do kolejnych odsłon „polskich zegarków”: https://bestiariusz.wordpress.com/tag/zegarki/

Na początku warto wspomnieć o limitowanych seriach zegarków stworzonych przez „G. Gerlach Fundacja Rozwoju Polskiej Myśli Technicznej i Mechaniki Precyzyjnej

http://gerlach.org.pl/

W portfolio Fundacji możemy znaleźć takie cudeńka jak:

„Dywizjon 303”

„m/s Batory”

To tyle jeżeli chodzi o zegarki w limitowanych seriach. Prawdziwy miłośnik zegarków (który chciałby zegarka używać na co dzień, a nie tylko chować go w wyłożonej atłasem gablotce) nie może przejść obojętnie koło następujących „maszyn”. Chodzi o produkty firm: „Copernicus”, „Polpora” oraz „Xicorr”.

Moim skromnym zdaniem najładniej prezentują się zegarki Copernicusa z kolekcji Flagship (http://copernicus-watch.pl/collections/flagship-collection/). Nawiązujące do tarczy manometru  z polskiego okrętu podwodnego ORP Orzeł.

Zegarki z tej kolekcji występują w trzech odmianach: Mono, Triple i Regulator (właśnie ten model został pokazany powyżej).  Na model Mono warto natomiast zwrócić uwagę ponieważ zgodnie z opisem na stronie producenta nawiązuje do dawnych modeli zegarków, które posiadały jedynie jedną wskazówkę godzinową.

Mało znana, ale posiadająca już bogatą kolekcję zegarków jest zielonogórska Manufaktura „Polpora” (http://www.polpora.com/intl/pl/) wyróżniająca się znajdującym się na tarczy krzyżem, nawiązującym do symbolu znajdującego się na najstarszych monetach bitych przez polskich władców oraz do krzyża – symbolu Szwajcarii, ojczyzny wielu znanych zegarków.

Wśród egzemplarzy prezentowanych na stronie producenta mój największy entuzjazm wzbudziły modele:

Duet (z polskim kalendarzem)

oraz modele „Wawel” i Belweder”. Jednocześnie wytwórni należą się duże plusy za czytelny katalog online, do którego obejrzenia zachęcam.

Z zegarków, które pojawią się na rynku dopiero w najbliższym czasie zwraca na siebie uwagę model „FSO M20.02” nawiązujący do historii polskiej motoryzacji, a konkretnie do samochodu Warszawa M20 oczywiście produkcji Fabryki Samochodów Osobowych.

oraz planowany na 2013 r. model „Syrena Sport”. Producentem jest, stawiająca swoje pierwsze kroki, firma Xicorr (http://xicorr.com). Przy okazji polecam opis genezy nazwy tej manufaktury 🙂

Na koniec dzisiejszego wpisu nie mogę pominąć zegarka wyprodukowanego przez firmę „Oris”, ponieważ w portfolio tej firmy znajduje się jedno zacne „polonicum”.  Jest to zegarek „Challenge 1932” będący hołdem dla Franciszka Żwirki oraz Stanisława Wigury i ich samolotu RWD-6 (http://oris.chronos24.pl/oris_challenge_1932.html). A to wszystko z okazji 80 rocznicy ich wspólnego zwycięstwa na prestiżowych zawodach lotniczych „Challenge”:

(wszystkie zdjęcia w niniejszym wpisie pochodzą ze stron producentów).