Czołga się, a więc jest to smok.

Czołgi FT-17 Renault pod Dźwińskiem (Dyneburgiem). Źródło: Wikipedia

„W sztabie Armii gen. Hallera i wśród oficerów Polaków przydzielonych do pułku zastanawiano się, jaka nazwę należy nadać pierwszej polskiej jednostce pancernej najnowocześniejszej wówczas i zwycięskiej broni I wojny światowej” napisał w 1969 roku w Londynie mjr Bogdan Jeżewski, ówczesny podchorąży tego Pułku. „Nazwa francuska chars blindés albo chars d’assaut, przetłumaczalna na język polski jako pułk rydwanów lub wozów pancernych czy szturmowych nie była przyjęta. Ówczesna nazwa angielska tank miała już w języku polskim inne znaczenie. Ten wóz pancerny dzięki gąsienicom mogący się poruszać po bezdrożach, pokonujący naturalne i sztuczne przeszkody podobny był do czołgającego się smoka. Nic więc dziwnego, że gdy z projektem nazwy czołg wystąpił por. Władysław Kohutnicki […] została ona przyjęta i zatwierdzona, a smok ponadto stał się godłem pułku przez cały czas jego istnienia. Obok więc nazwy francuskiej (która przetrwała do 15 października 1919 roku, to jest do przejścia pułku pod dowództwo polskie), pojawiła się nazwa polska: 1 pułk czołgów, początkowo z dodatkiem – polskich”?

cytat: Polska zbrojna. Historia nr 1/2, 2017

 

Reklamy

Scruton radzi co pić by filozofować :)

Roger Scruton, Piję więc jestem. Przewodnik filozofa po winach, Wydawnictwo Aletheia, 2011

Dodatek. Co pić do czego.

(…)

Na poboczu naszej drogi widuję puszki po piwie, butelki po wodzie i po whisky oraz kanony po sokach, ale nigdy nie widziałem butelki po winie. Jeżeli zezwierzęcenie można złożyć na karb jakiejś zezwierzęcającej mikstury, to i w taktownym zachowaniu naszych amatorów wina wypada dostrzec świadectwo cnoty moralnej trunku, który piją.

PLATON. Wśród dialogów Platońskich zawsze znajdziemy odpowiedni do dowolnie wybranego wina. Szlachetny klaret poprowadzi nas w należycie niespiesznym tempie przez Państwo, podczas gdy przy lekturze Fajdrosa bardziej odpowiednim towarzyszem jest lekkie rosé, a znów Filebowi sprawiedliwość odda wyłącznie przenikliwie wytrawna manzanilla. Prawa skorzystają dzięki krzepkiemu burgundowi, który natchnie odwagą i zapali zielone światło nieuchronnej woli czynienia opuszczeń. Natomiast w przypadku wzniosłej x, wprost przeciwnie, tylko trunek lekki i półsłodki pomoże uchwycić cząstkę wesołości kompanii i przepić do każdego uczestnika w chwili, kiedy wstaje, by przemówić.
U Homera wino jest zawsze słodkie, chociaż poeta porównuje je bodaj chętniej do pocałunków i miłych słów niż do dojrzałych granatów. Jakikolwiek gust miał Homer, nowoczesny zwyczaj wymaga, aby wina słodkie były skoncentrowane, gęste, o wydatnym miodnym nosie i by niczym syrop spływały długo i kleiście w wyschnięte gardziele, Wina półsłodkie tego rodzaju, jakie uwodziły moje podmiejskie ciotki, traktuje się półpoważnie i niemal nikt nie znajduje dla nich zastosowania ani jako trunków samych w sobie, ani jako dodatku do posiłku.

Jedną z ofiar tego uprzedzenia jest vouvray, wino robione na północ od Loary na 5000 akrów winnic w rozległej dolinie Brenna. Stary zwyczaj zezwala na tłoczenie wina wytrawnego, słodkiego bądź półsłodkiego w zależności od sezonu. Podstawowym surowcem są jagody chenin blanc, wzbogacane niekiedy dodatkiem arbois lub sauvignon, samo wino, jeżeli jest słodkie, dojrzewa przez długie lata, osiągając niezwykle wielowarstwowy smak – zwłaszcza gdy powstało z jagód wysuszonych przez pleśń szlachetną potraktowanych tak, jak robią to z sémillon w Sauternes. Cukier w wyrafinowanym vouvray jest integralnym składnikiem budowy wina, podobnie jak ornamenty na klasycznej fasadzie. Jego żłobkowane mineralne kolumny, zwieńczone kwietnymi kapitelami, przywodzą na myśl solidną podstawę argumentacji tego rodzaju, jaką zawsze zamierzał przedstawić Platon, złożoną ze zrozumiałych pytań i zaskakujących odpowiedzi. Za to zawsze trzeba cenić Platona nie dlatego, że wyciągał słuszne wnioski, lecz dlatego, że próbował dowieść, iż inne są błędne.

Dionizos i Ariadna (wikimedia.org)

 

ARYSTOTELES. Czytelnicy Metafizyki z pewnością zrozumieją, jeżeli powiem, że jedynym możliwym napitkiem przy tej lekturze jest zwykła woda. Przełkniecie najbardziej suchej ze wszystkich książek w dziejach wymaga mnóstwa płynu i iście spartańskiego hartu w walce ze słowami. Przed otworzeniem Analitykpierwszych warto zaopatrzyć się w imbirowe biskwity. Tylko Etyka nikomachejska jest nieco łatwiejszym zadaniem i do niej jako księgi zawierającej argumenty absolutnie kluczowe w kontekście zaproponowanej przeze mnie koncepcji picia cnotliwego zaleciłbym uroczysty kieliszek lub dwa. Z Etyki skorzystałem w istocie najwięcej przy udziale butelki sauvignon blanc z posiadłości Beringera w Kalifornii jednej z tych założycielskich piwnic kalifornijskich, które zawsze, i przed prohibicją, i po niej, były synonimem dobrego rzemiosła.
(…)

Majmonides tak samo jak Awerroes pragnął służyć ludzkości i wskutek tego on również sporą część życia spędził na wygnaniu. Zgodnie z najzupełniej rozsądną zasada: „najpierw Żydzi” lwią część energii twórczej poświęcił wielkiemu dziełu Powtórzenie Tory, zbierając i komentując wszelkie reguły prawne zawarte bądź utajone w świętych tekstach i w tradycji. Natomiast Przewodnik błądzących jest księgą adresowaną do wszystkich i obok Platońskiej Obrony oraz Boecjuszowego O pocieszeniu należy do tych dziel filozoficznych, które prawdziwie krzepią ducha. Książkę tę pierwszy raz czytałem w l979 roku w Polsce. W epoce komunistycznej wizyta w Polsce wymagała zaiste hartu moralnego. Ilekroć zdarzał się cud i z budki opatrzonej szyldem zapowiadającym piwo zdejmowana okiennice, natychmiast ustawiała się trzystujardowa kolejka spragnionych. W betonowych bunkrach, które udawały, że zaopatrują proletariat w żywność, w sposób najzupełniej losowy i nieprzewidywalny trafiał się bułgarski sikacz. Posiadacz waluty zachodniej mógł dołączyć do kolejki przed tuzexem (czechosłowacki odpowiednik Pewexu), czyli sklepem. w którym nomenklatura wymieniała przywileje na dobra konsumpcyjne, gdzie, wcale nie tanio, można było dostać whisky, a czasem nawet liche wino hiszpańskie. Na ogół jednak, zwłaszcza na prowincji, trzeba było pokrzepiać się wytwarzana przez państwo wódką. Nadzieja na znalezienie odrobiny wermutu w celu zabicia szpitalnego posmaku wódki była wątła, a jeżeli już się trafił, to ciepły i podawany w ilościach mających uciszyć wszelkie narzekania. Ogólna strategia „władz”, jak komicznie się określały, polegała na wytwarzaniu społecznego kaca tak ciężkiego i uporczywego, by zagłuszył wszelkie bolączki codzienności. Po czterech dniach spędzonych w takich warunkach na prowincji dzień z Majmonidesem w parku okalającym krakowską starówkę był prawdziwym błogosławieństwem. l jakimś trafem w restauracji, do której udałem się wieczorem, aby dokończyć lekturę, mieli dostawę jugosłowiańskiego cabernet sauvignon. Była to najwyżej namiastka wina. Niemniej pomogła mi zrozumieć, że via negativa uważana przez Majmonidesa za jedyna drogę do poznania Boga, a prowadzącą do tego najwyższego celu przez odrzucenie wszystkich orzeczników z naszego języka, o których kolejno dowodzi się, że nie mają ani nie mogą mieć zastosowania do Bytu Najwyższego, ten zaś nawet nie jest bytem, lecz tylko nie jest niebytem – że ta via negativa musi się gdzieś zaczynać. Więc dlaczego nie na dnie kieliszka wina, gdzie niczym muszki owocowe zlatują się nieprzeliczone orzeczniki, czekając na zastosowanie? W tej sytuacji zasób orzeczników szybko znikał i kieliszek wymagał stałego uzupełniania, zanim dowód został ukończony i poprzez gęstniejącą mgłę wejrzałem w nienieistnie Boga.

(…)

BERKELEY; Jeżeli już ktoś musi wchłonąć Berkeleya, niech go popije szklanką dziegciu i na tym zakończy.

(…)

KANT. Chociaż tytuł tej książki (za pośrednictwem Monty Pythona) podsunął Kartezjusz, to Kant sprawił, że zaczęła powstawać. Znajomy zapytał mnie, co u licha mogłoby znaczyć to, że istnieje „kieliszek sam w sobie”, byt noumenalny, którego nie da się ująć zmysłami, a który objawia się tylko „spojrzeniu znikąd”, „naoczności intelektualnej” przysługującej wyłącznie Bogu. Napełniłem kieliszki białym Hermitage Chante Alouette od Charpoutiera ze znakomitego rocznika 1977, którego wyczerpania głęboko żałuję. Następnie przeprowadziliśmy eksperyment polegający na tym, że najpierw przyjrzeliśmy się winu pod światło, powąchaliśmy, dotknęliśmy lśniącej powierzchni palcem, poczym wreszcie wypiliśmy, aby „poznać je w inny sposób”. Bylo tak, jak gdybyśmy przedarli się przez potężne obwałowania zamku i znaleźli w jasno oświetlonej sali, gdzie witali nas serdecznie ludzie we wspaniałych szatach. Oto co próbował wyrazić Kant. Noumen i transcendentalny punkt widzenia są sprzężone, a chociaż nie możemy zająć tego punktu, to przeczuwamy, na czym by to polegało. Rozradowanie, które wzbudza w nas przyjęte wino, jest jak objawienie jego wewnętrzności. I ta wewnętrzność jest ową wewnętrznością w nas – jaźnią transcendentalną i jej niewytłumaczalną wolnością, które zawsze się nam wymykają. Często powtarzam ten eksperyment, pomagając sobie lekturą Kantowskiej Transcendentalnej dedukcji kategorii. Ale nie polecałbym białego hermitage, które, nie dość że koszmarnie drogie, jest w pewnym sensie zbyt bogate, roztacza tak przemożne aromaty miodu i orzecha włoskiego, że wymaga przekąski z ośmiornicy w celu ich ujarzmienia. Zaproponowałbym raczej argentyńskie malbec, tym bardziej że za zawsze ciekawy uważam mariaż Krytyki czystego rozumu i opowiadań Borgesa, które obfitują w kantowskie paradoksy i przekonują, że nie ma potrzeby jechać do Argentyny.

Nie do każdego dzieła Kanta równie łatwo znajdziemy dodatek. Najwyraźniej nic nie dopełni drugiej Krytyki ani pozostałych dzieł etycznych. Jeżeli zaś chodzi o Krytykę władzy sądzenia, gdzie mimochodem wspomina się o „winie kanaryjskim”, to pamiętam, że próbowałem najpierw wschodnioindyjskiego sherry, potem śniadego porto, na koniec zaś madery, co nie zbliżyło mnie jednak ani o krok do zrozumienia Kantowskiego dowodu, że sąd smaku jest powszechny, ale subiektywny, ani do wyprowadzenia „antynomii smaku” należącej z pewnością do najgłębszych i najbardziej kłopotliwych Kantowskich paradoksów, która, o ile w ogóle czemuś ulegnie, to tylko sile perswazji wina.

[Sztuka współczesna] Ryczący automobil jest..?

[Prasówka] „Podświadomy plagiat”

​http://muzykaiprawo.pl/kryptomnezja-polska-czyli-piosenkach-ktore-przypominaja-nam-inne/   

    Termin „podświadomego plagiatu” został użyty w uzasadnieniu wyroku sprawy, o której mowa powyżej. Wiąże się on ze zjawiskiem kryptomnezji. Jest zjawisko psychologiczne, którego objawem jest to, że człowiek przypisuje sobie swoje wspomnienia, jako własne autorskie pomysły. Wydaje się, że z tą przypadłością często zmagają się muzycy na całym świecie. Jesteśmy dalecy od orzekania, ale dla dobra ogółu, aby ostrzec społeczeństwo przed niebezpieczeństwem krpytomnezji pokazujemy, że problem istnieje i dotyka każdego z nas.

“Lost for words” vs “Orła cień”

Oczywiście, że największy hit Various Manx (z 1996 r.) zawiera inspiracje melodią Brytyjczyków (z 1994 r.). Wszelkie inne podobieństwa są przypadkowe :). Podstępni Floydzi mogli nawet tak skonstruować utwór, aby biedny słuchacz zapomniał, że ją kiedykolwiek słyszał. Udało im się to koncertowo, bo wymazanie go z pamięci zajęło polskim twórcom niewiele ponad rok.

 

[Prasówka] Starodruki ze śmietnika trafią do muzeum :)

http://kultura.gazetaprawna.pl/artykuly/1053594,starodruki-smietnik-muzeum-w-ketrzynie.html

Z jednego z pojemników w śmietniku wystawał grzbiet książki w ozdobnej oprawie, pod spodem leżało luzem kilkadziesiąt innych.

„W pierwszej chwili nie wiedziałem, że są one tak stare. Po prostu zaciekawiło mnie nazwisko Woltera na okładce jednej z nich. Dopiero potem zorientowałem się po datach, że zostały wydrukowane przed rewolucją francuską”

[Polecam] O liberum veto, rokoszach i tolerancji w I RP

http://omp.org.pl/artykul.php?artykul=415

Ta instytucja okazała się zabójcza dla ustroju, jednak należy przyjrzeć się pewnym czynnikom, które doprowadziły do pojawienia się jej w polskiej praktyce ustrojowej. Poseł, który korzystał z prawa liberum veto, nie reprezentował w sejmie wyłącznie siebie, lecz był reprezentantem ziemi, która go wybrała. Był to zatem głos posła powiatu takiego to a takiego – tj. wszystkich, którzy wybrali akurat tego szlachcica. Zgłaszane veto na sejmie było w tej koncepcji sprzeciwem części kraju wobec takiej czy innej rozważanej kwestii. Widać tu paralelę do aktualnego ustroju Unii Europejskiej. Przecież gdy dany kraj wetuje pewne decyzje, to nie czyni tego z perspektywy tylko członka danej organizacji, lecz stoi za tym cała rzesza obywateli którzy w domyśle wspólnie sprzeciwiają się danej decyzji. Jednomyślność jest zatem przy pewnych kwestiach wymagana, gdyż inaczej nie zyskałyby one akceptacji w jakimś kraju Unii, a próba narzucenia pewnych rozwiązań głosami większości mogłaby spotkać się z oporem danej lokalnej społeczności, którego przełamanie siłą pozostaje niewyobrażalne. Forsowanie pewnych rozwiązań w oparciu o zdanie większości mogłoby osłabiać UE i wzmacniać tendencje separatystyczne typu Brexit.

Cyber-biuro-kracja u Stanisława Lema

Stanisław Lem „Cyberiada”

„W związku ze sprawą Obywatela, fascykuł Komisji WZRTSP 7 łamane przez 2, łamane przez KK, łamane przez 405, zawiadamia się, iż powstrzymanie się Obywatela, jako sprzeczne z paragrafem 199 ustawy z dnia 19 XVII br., stanowiąc epsod meniętny, powoduje ustanie świadczeń oraz desomowanie, w myśl Rozporządzenia 67 DWKF, nr 1478 łamane przez 2. Od orzeczenia niniejszego przysługuje Obywatelowi odwołanie w trybie nadzwyczajnym do Przewodniczącego Komisji W ciągu dwudziestu czterech godzin”.

(…)

„Nierozpatrzone z powodu braku odp. załączników”. I podpisuje się nieczytelnie.

[Prasówka] Wzorzec kilograma… się zepsuł.

http://www.tvp.info/32976879/wzorzec-kilograma-z-svres-sie-zepsul-naukowcy-zrobia-nowy

Idealna kula krzemu-28 o średnicy 93,75 mm ma ważyć równo kilogram

uid_a2965823a17aa31585aea089a67aedbb1498481304448_width_633_play_0_pos_0_gs_0_height_355

Niewielki walec ze stopu platyny z irydem, który od lat leży w Sèvres pod Paryżem, służy za wzorzec kilograma. Niestety, jest niedokładny – z czasem zyskuje i traci na masie. Naukowcy szykują nowy. Będzie to idealna kula z najczystszego kawałka krzemu kiedykolwiek uzyskanego przez człowieka.

 

[Prasówka] Fałszywy alarm, realne kłopoty

http://www.tvp.info/32900281/doniesli-ze-student-z-wroclawia-konstruuje-bombe-atomowa-ruszyl-proces

Dwaj studenci zawiadomili Państwową Agencję Atomistyki, że ich kolega konstruuje bombę atomową. Fałszywa informacja, która miała być dowcipem, spowodowała akcję policji. W środę przed wrocławskim sądem ruszył proces, w którym oskarżonym grozi do 8 lat więzienia.

(…)

Kwalifikacja czynu
Prokuratura postawiła zarzuty oskarżonym z art. 224a Kodeksu karnego, który mówi: „Kto wiedząc, że zagrożenie nie istnieje, zawiadamia o zdarzeniu, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób lub mieniu w znacznych rozmiarach lub stwarza sytuację, mającą wywołać przekonanie o istnieniu takiego zagrożenia, czym wywołuje czynność instytucji użyteczności publicznej lub organu ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia mającą na celu uchylenie zagrożenia, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8”.
Obrona złożyła wniosek o zmianę kwalifikacji czynu na art. 66 pkt. 1 kodeksu wykroczeń: „Kto ze złośliwości lub swawoli, chcąc wywołać niepotrzebną czynność fałszywym alarmem, informacją lub innym sposobem, wprowadza w błąd instytucję użyteczności publicznej albo inny organ ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny do 1,5 tys. zł”. 

Chciał popatrzeć, a zarobił kulę… jako jeden z pierwszych w historii.

U Andrzeja Nowaka w Tomie III „Dziejów Polski” obejmującym lata 1340-1468 znalazłem taki fragment:

W odżywającej na nowo wojnie domowej w Wielkopolsce użyta zostala po raz pierwszy na polskiej ziemi broń palna. Janek z Czarnkowa, niedaleki od tego wydarzenia, musiał widać być przejęty groźną nowinką techniczną, gdyż opisał dokładnie jej zastosowanie i podał ścisłą jego datę. Było to 18 stycznia 1383 r., dzień przed świętem Pryski dziewicy. Bartosz oblegał od czterech dni ważny gród Wielkopolski Pyzdry. Pomagali mu Mazowszanie (od Siemowita), a także „ziemianie” z Wielkopolski, z wojewodą Wincentym z Kępy na czele (…) koalicja była dość silna, by zmusić Pyzdry, (…) do kapitulacji. Janko pisze tak:

„Zdarzyło się, przedtem nim miasto zostało oddane ziemianom, że pewien rzemieślnik Bartosza wyrzucił z powietrznej piszczeli (de aereo pixide) kamień do bramy miejskiej, który, przebiwszy dwa jej zamknięcia, uderzył przyglądającego się temu, a stojącego na ulicy miasta po drugiej stronie bramy, plebana z Biechowa, Mikołaja, z tak wielką siłą, iż od tego uderzenia padł on i natychmiast wyzionął ducha”.

Znamy więc nie tylko datę pierwszego użycia broni palnej, ale i jej pierwszą w Polsce ofiarę, a raczej ofiarę własnej ciekawości, nieszczęsnego plebana Mikołaja.

(…) piszczel to pierwowzór ręcznej broni palnej. Kaliber wylotu jego lufy nie przekraczał zapewne 20 mm, a strzelano z niej kamiennymi, ołowianymi lub nawet szklanymi kulami. Pod obleganym także przez wielkopolskich buntowników Kaliszem archeolodzy znaleźli najstarszy w Polsce egzemplarz broni czarnoprochowej, datowany właśnie na lata 1380-te. Jest długi na 5,7 cm, z lufą na niecałe 3 cm – czy kula z niego wyrzucona mogła przebić bramę i zabić człowieka? Niektórzy badacze domyślają się, że Janek nazwał broń użytą pod Pyzdrami niedokładnie i że chodzić tu już mogło raczej o prymitywną armatkę, bombardę, jakiej liczniejsze przykłady znamy już z okresu wojny z Zakonem krzyżackim z początku XV w. (na przykład odlany z brązu egzemplarz z Kurzętnik, o długości pół metra i wadze 42 kilo).

[Polecam] Więzienny dialog — Sokrates i Kriton w areszcie na Rakowieckiej

 

Ciekawostka kartograficzna – mapa sporów terytorialnych.

Na szaro zaznaczone są państwa, które nie mają oficjalnie ogłoszonych sporów terytorialnych.

http://metrocosm.com/mapping-every-disputed-territory-in-the-world/

[Polecam] Dwutorowa asymetria – sojusze RP w XXI w.

http://www.ppd.pism.pl/Numery/2-69-2017/Dwutorowa-asymetria-sojusze-Rzeczypospolitej-w-XXI-w-Andrzej-Dybczynski

Polska polityka sojusznicza zatem powinna dążyć do nawiązania jak najściślejszej współpracy z państwami bałtyckimi, ale również z Finlandią i Rumunią. Co więcej, w związku ze stopniowym ujawnianiem głębokości, metod i celów dokonywanej przez Rosję infiltracji systemów politycznych krajów zachodnich, Polska musi zdefiniować tę infiltrację jako kolejny wymiar nowoczesnych zagrożeń, które rzucają wyzwanie bezpieczeństwu i stabilności członków NATO i powinny być objęte wspólną polityką bezpieczeństwa.

Kupiec Karaś zobowiązuje się do dostarczania wina (1890) 

W jednej z kawiarni warszawskich (ale o krakowsko-galicyjskim klimacie!) w gablotce, koło starych czajników, młynków, starych zdjęć oraz dyplomów i zaświadczeń o egzaminach mistrzowskich, znalazłem i taki uroczy dokument:

Poświadczenie

Konsystorz Książęco-Biskupi Dyecezyi Krakowskiej poświadcza niniejszem, że p. Michał Karaś, kupiec w Krakowie zobowiązał się przysięgą dnia 6. listopada b.r. dostarczać na żądanie Wielebnego Duchowieństwa naturalnego i czystego wina do odprawiania Mszy świętej.
W Krakowie dnia 18. listopada 1890

Klub muzyczno-poetycki — Gajcy  „Przed odejściem”


Tadeusz Gajcy (12.02.1922 – 16.08.1944)

Przed odejściem

Porasta jesienną mgłą

mój kraj jak włosem siwym.

Lecz nim pożegnam go

dłonią z męczeńskiej gliny,

lecz nim się zgodzę z koroną

cierniowych lip i wezmę

w bok mój i serce bezbronne

ciemność jak ostre narzędzie,

niech błyskawicy lament

znów mnie na wieczność wywoła,

bym uniósł sam siebie jak palmę

i płomień poczuł u czoła.
Po kościach zdeptanych idąc

porównam żywioł z żywiołem,

gwiazdę zawistną nazwę,

co nad mą głową czeka,

młodość przywrócę i miłość

snom niewinnego człowieka,

nad którym wół i osiołek

i anioł smutny się zwiesza.

Nogą ognistość przejdę

jak ptak przez obłok przechodzi,

aby pod brzozą zwęgloną

mrówkę pochować nieżywą –

I dłonie rzucę do wody,

aby nie mogły zapłonąć,

gdy przyjdzie spocząć pod krzyżem.

[Rzemiosło!] Buty

[Link] Spell against autonomy

http://www.bldgblog.com/2017/03/spells-against-autonomy/

By surrounding a self-driving vehicle with a mandala of inescapable roadway markings—after all, even a person wearing a t-shirt with a STOP sign on it can affect the navigational capabilities of autonomous cars—the project explores the possibility that these machines could be trapped, frozen in a space of infinite indecision, as if locked in place by magic.

ritualmagic

[Ciekawostki] A Map of Lexical Distances Between Europe’s Languages

18 maja 1944 r.


 

Historia lotnictwa – skany starych czasopism angielskich.

https://www.flightglobal.com/pdfarchive

np. TOURING EUROPE BY AIR (October 6, 1921)

https://www.flightglobal.com/pdfarchive/view/1921/1921%20-%200661.html?search=Warsaw

September 7.— Berlin-Warsaw, 350 miles. Time, 3 hrs. 40 mins.

The Aerodrome at Warsaw is good and close to the town, but as no sort of accommodation was procurable, the party had to spend the night in the Turkish Baths! Here a delay occurred in the resumption of the flight owing to the Aerodrome Commandant being en fête, and until his return on the next morning the machine was not allowed to proceed, being guarded meanwhile by a cordon of Polish troops.

podkreślenie – Bestiariusz:-)

[Link] Legia Cudzoziemska (i Polacy) pod Dien Bien Phu

http://www.legia-cudzoziemska.pl/historia/vietnam1.pdf

Kubiak kontra Kubiak

22 kwietnia sierżant Kubiak z III Batalionu 13 DBLE obchodził swoje 25 urodziny na pozycjach obronnych H3. W tym samym czasie byl jeszcze inny Kubiak w Dien Bien Phu – Stefan Kubiak, komunista po stroni wietnamskiej. Byl on majorem wojsk VM o dość pokręconym życiorysie. Urodził się w Łodzi w 1923 r. w biednej rodzinie, tuż po wojnie wstąpił do komunistycznego wojska, z którego zdezerterował i uciekł do Niemiec Zachodnich, a następnie zaciągnął się do Legii Cudzoziemskiej. W 1947 r. trafił do Indochin, gdzie w tym samym roku zdezerterował w Nam Dinh w delcie Rzeki Czerwonej. Przeszedł na stronę komunistów, którym wielce się zasłużył. W 1951 zasłynął z odwagi podczas bitwy pod Hoa-Binh, i do tego stopnia zdobył zaufanie komunistów, iż sam Ho Chi Minh go „adoptował” i nadał mu wietnamskie nazwisko Ho Chi Thuan. Awansował także na stopień kapitana, a następnie majora. Komunista Kubiak walczył po wietnamskiej stronie pod Dien Bien Phu w szeregach 312 Dywizji VM. Brał udział w ataku na „Beatrice” bronioną przez legionistów 13 DBLE, w tym sierżanta Kubiaka. Walczył także w bitwie o Pięć Wzgórz, także przeciwko dawnym kolegom z Legii, (swoje wspomnienia Stefan Kubiak opisał w wydanej w PRLu książce „Zbieg z fortu Nam Dinh”, zmarł w Wietnamie w 1963, jako tamtejszy bohater. Jego wietnamska żona jako Teresa Kubiak, wraz z dwoma synami przybyła do Polski w 1965 r.) Sierżant Kubiak był świadkiem klęski garnizonu Dien Bien Phu. Opowiadał później, iż to co widział to była wielka masakra na pozycjach H1 i H2. Kontratakując pozycje H1 zasłużył się w krwawych walkach 2 BEP tracąc około 150 ludzi. 25 kwietnia zdziesiątkowane dwa bataliony spadochronowe Legii połączono w nowa jednostke nazwana Mieszanym batalionem Spadochronowym Legii Cudzoziemskiej (Bataillon de Marche BEP), której dowództwo objął major Guiraud.

Order Orła Białego dla Jana Krzysztofa Kelusa!

  • w uznaniu znamienitych zasług w ubogacaniu dziedzictwa kulturowego Rzeczypospolitej Polskiej, za niezłomną i bohaterską postawę w obronie godności i praw człowieka w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej:

Jan Krzysztof KELUS 

poeta, kompozytor, działacz i pieśniarz opozycji demokratycznej w PRL, autor i wykonawca piosenek tzw. drugiego obiegu

http://www.prezydent.pl/aktualnosci/ordery-i-odznaczenia/art,161,prezydent-wreczyl-ordery-orla-bialego.html

A to mój ulubiony utwór J.K.K.:

A ja sobie jeżdżę
na motorowerze
i nocą na szosach
łapię w worek jeże
Może jestem wariat
lecz nie jestem głupi
tak szybko nie jeżdżę
by jeża utrupić

Czasem ktoś się spyta
gdy zajrzy do wora
czy to jest na zupę
czy to na doktorat
Wariackie papiery
i dyplom doktora
który nie pomoże
kiedy będziesz chora

Pytają znajomi
co ja robię wreszcie
i gdzie się podziewam
gdy mnie nie ma w mieście
Mówię im oględnie
że z moją kobitą
hodujemy pszczoły
pod ruską granicą

Pod ruską granicą?
To bardzo ciekawe
gliny w tym węszyły
polityczną sprawę
PIOSENKA PIOSENKA
JAK TA PROSTYTUTKA
UDAJĘ WESOŁĄ
A NAPRAWDĘ SMUTNA

Jeż jest pod ochroną
lecz to biedne zwierzę
gdy zobaczy szosę
zaraz się nabierze
Woli głupie bydle
od trawy i chaszczy
szosę – i samochód
zaraz go rozpłaszczy

Gdy pędzicie nocą
w waszych samochodach
coś wam mignie w światłach
nawet wam nie szkoda
Pomyślicie sobie
że to gówna kupka
popędzicie dalej
nie widzicie trupka

Co innego pieszy
– człowiek nie jest drewno –
wałęsa się szosą
i widzi niejedno
WAŁĘSA WAŁĘSA
– z przeproszeniem Lecha –
człowiek się szosami
a życie ucieka…

Mój przyjaciel Jacek
co bym nie wymyślił
mówi, że się muszę
ustrzec nienawiści
patrzy dobrotliwie
spod przymkniętych powiek
mówi – „nawet ubek
też jest brat i człowiek”

Święty człowiek Jacek
albo nawiedzony
bo mu przecież tyle
dokuczał czerwony
WARIACKIE PAPIERY
i obsesja czysta
miało być o jeżach
nie o komunistach

Ja od nienawiści
oraz od hałasu
zamiast uciec w buddyzm
chowam się do lasu
Pierwszą stronę gazet
oglądnę pod brzozą
a w gazetach zdjęcia
z albumu Lombrozo

Wejrzę w siebie – sprawdzę
– nie ma nienawiści
użyję gazety
kiedy mnie przeczyści
Trzeba wreszcie skończyć
z tą obsesją czystą
siędę se pod dębem
otworzę tranzystor

A tu zagłuszaczki
ten kurewski poryk
i sam się w kieszeni
otwiera scyzoryk
REWOLWER! DYNAMIT!
i obsesja czysta
miało być o jeżach
nie o terrorystach

Lecz póki co jeżdżę
na motorowerze
nocą na szosach
łapię w worek jeże
Gdy worek napełnię
za rzekę zanosze

Gdy pędzicie nocą
w waszych samochodach
coś wam mignie w światłach
nawet wam nie szkoda
Pomyślicie sobie
że to gówna kupka
popędzicie dalej
nie widzicie trupka

Co innego pieszy
– człowiek nie jest drewno –
wałęsa się szosą
i widzi niejedno
WAŁĘSA WAŁĘSA
– z przeproszeniem Lecha –
człowiek się szosami
a życie ucieka…

Mój przyjaciel Jacek
co bym nie wymyślił
mówi, że się muszę
ustrzec nienawiści
patrzy dobrotliwie
spod przymkniętych powiek
mówi – „nawet ubek
też jest brat i człowiek”

Święty człowiek Jacek
albo nawiedzony
bo mu przecież tyle
dokuczał czerwony
WARIACKIE PAPIERY
i obsesja czysta
miało być o jeżach
nie o komunistach

Ja od nienawiści
oraz od hałasu
zamiast uciec w buddyzm
chowam się do lasu
Pierwszą stronę gazet
oglądnę pod brzozą
a w gazetach zdjęcia
z albumu Lombrozo

Wejrzę w siebie – sprawdzę
– nie ma nienawiści
użyję gazety
kiedy mnie przeczyści
Trzeba wreszcie skończyć
z tą obsesją czystą
siędę se pod dębem
otworzę tranzystor

A tu zagłuszaczki
ten kurewski poryk
i sam się w kieszeni
otwiera scyzoryk
REWOLWER! DYNAMIT!
i obsesja czysta
miało być o jeżach
nie o terrorystach

Lecz póki co jeżdżę
na motorowerze
nocą na szosach
łapię w worek jeże
Gdy worek napełnię
za rzekę zanosze
jeże powypuszczam
daleko od szosy
Jeże z worka chyłkiem
chowają się w krzakach
a ja myślę o tych
które szlag potrafiał

Każdy taki bydlak
pomylił się srogo
sądząc ze bezpiecznie
iść wygodną drogą
Tutaj warto zrobić
historyczny przytyk
że co drugi folksdojcz
by real-polityk

WARIACKIE PAPIERY
i obsesja czysta
miało być o jeżach
nie o komunistach…
Z KARIERĄ Z KARIERĄ
tak jak z prostytutką
zaczynasz wesoło
a po wszystkim smutno

tekst poezja-spiewana.pl

[Czego to dizajnerzy nie wymyślą] Książko-aparat

[Znalezisko] Karty do gry pionierów lotów kosmicznych

GENERAL DYNAMICS (Astronautics) SPACE CARDS

Więcej w LINKu

GENERAL DYNAMICS (Astronautics) SPACE CARDS

 

Powrót Łysek 2

Nasi znajomi sprzed roku znowu dokonali desantów na warszawskie stawy i inne zbiorniki wodne.

Materiały budowlane na gniazdo:

 

A oto i samo gniazdo:

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAM_4730.JPG

[Z głębin Sieci] Artykuł: Bułgarskie okręty podwodne

http://www.ops.mil.pl/wspolczesne-op/635-bulgarskie-okrety-podwodne

Pierwszym okrętem podwodnym który służył w marynarce Bułgarii był UB 18, dawny U 8 zbudowany w Niemczech. Budowę jego rozpoczęto w 1914 r. Podczas I wojny światowej operował na Adriatyku z baz austriackich, będąc fikcyjnie przyjęty do służby w marynarce austro-węgierskiej, pod numerem UB 8. Powodem był fakt, że Niemcy w początkowym okresie nie były oficjalnie w stanie wojny z Włochami. Na Adriatyk został wysłany w częściach, koleją jako pierwszy z niemieckich okrętów. Był ponownie zmontowany w porcie Pola gdzie 25.03.1915 r. rozpoczął służbę w tamtejszej Flotylli pod dowództwem kapitana lejtnanta Ernesta von Voigta. Następnie został przebazowany do Konstantynopola, który osiągnął po 16-dniowym rejsie.

[Znalezione w sieci] Dziennik/szkicownik z podróży

1940 — …w ziemi śniegiem usłanej/ w ziemi mocno ubitej,

 

http://muzeumliteratury.pl/skazany-na-noc-o-wystawie-wladyslaw-sebyla-nokturn-1940/

W boczną, jakby ukrytą przestrzeń, wprowadza mroczny wiersz Pogrzebny, napisany przez Władysława Sebyłę w roku 1933, antycypujący – co częste u tego poety – przyszłe wydarzenia:

W nieznanym zatonięty,
przez ciemność pochłonięty,
uniesiony wysoko
broczysz nocną posoką,
płyniesz w nieznane strony,
gdzieś będziesz pogrzebiony,
gdzieś będziesz pochowany,
w ziemi śniegiem usłanej
w ziemi mocno ubitej,
w nocy niebem przykrytej,
odczłowieczony.

Sabina, żona Władysława, była dla niego prawdziwą partnerką intelektualną i emocjonalną podporą, a po jego odejściu z ogromną determinacją i pieczołowitością dbała o spuściznę. Syn, Witold, nazywany przez rodziców Maciusiem, obdarzany przez nich wielką miłością, widział „oczami duszy” tragiczną śmierć swojego ojca. Ten wstrząsający fragment zapisków Sabiny Sebyłowej umieszczamy na ścianie nad gablotami:

4 listopada 1943
Urodziny Macieja. Jaką mój syn ma tę chłopięcą młodość. Przyszedł do mnie, oparł palce rąk o moje ramiona i powiedział, nawet spokojnie: Wiesz mamo, że ja wciąż widzę ojca, któremu strzelają w kark.

Obok, kolejna notatka:

9 września 1943
Piętnasta rocznica naszego ślubu [….]. Z intelektualnego chłodu „Źródła Aretuzy”, miniatury na skrzypce i fortepian Karola Szymanowskiego, uporczywie wraca dzisiaj, w samotną rocznicę, ulubiony mój i Władysława fragment. Potworny czas nie zatrze, nie oddali muzycznego wspomnienia i oczekiwania na tryl, gdy Władysław grał na skrzypcach „Źródło”.

Ludgarda / Teatr / Książe duński

1.

Rok 1296

Na publicznym teatrze, wystawiono sztukę dramatyczną w obec[ności] Przemysława, o śmierci żony jego Luidgardy, i śpiewano mu na hańbę, jakim ją sposobem zamordował.

Wójcicki, Kazimierz Władysław (1807-1879), Teatr starożytny w Polsce, T. 1. 1841 Warszawa

2.

0039.TIF
Kielisiński, Kajetan Wincenty (1808-1849), Ilustracja do tragedii „Ludgarda” L. Kropińskiego, 1842
3.
HAMLET
Idźcie z nim, moi przyjaciele; dacie nam jutro jakie przedstawienie. Słuchaj no, stary, możecie grać Zabójstwo Gonzagi?

PIERWSZY AKTOR
Możemy, panie.

HAMLET
To grajcie je jutro. Nie mógłżebyś w potrzebie nauczyć się dwunastu do piętnastu wierszy, które bym napisał i wtrącił do twojej roli?

PIERWSZY AKTOR
Czemu nie, łaskawy panie.

(…)

HAMLET
Truje go w jego własnym ogrodzie dla zagrabienia jego państwa. Nazwisko tamtego jest Gonzago; rzecz autentyczna i we włoskim tekście wybornie opisana. Teraz zobaczymy, jakim sposobem morderca pozyskuje miłość żony Gonzagi.

 William Shakespeare, Hamlet. Królewicz duński, tłum. Józef Paszkowski

[Linki]

[Prasówka] Lasy Państwowe – Lasy jako odnawialne źródło energii

[Biblioteki cyfrowe] XV-wieczny manuskrypt „De bello gallico” Juliusza Cezara

[Biblioteki cyfrowe] Zdigitalizowane notatki Leonarda da Vinci.

[Smutne] Konferencja dla przyszłych prawników – polityczna pod pozorem naukowej?

X Ogólnopolski Zjazd Kół Naukowych Prawa Konstytucyjnego
„CO DALEJ Z DEMOKRATYCZNYM PAŃSTWEM PRAWA?”

31 marca 2017 r. W-wa

(piątek)
15:30

Wystąpienia Gości Honorowych – dyskusja pt.: „Demontaż konstytucyjnego ustroju państwa – czym to grozi?”

prof. dr hab. Stanisław Biernat

prof. dr hab. Małgorzata Gersdorf

prof. dr hab. Ewa Łętowska
poza tym panele:

Efektywność ekonomiczna Zgromadzenia Narodowego na przykładzie procedury postawienia Prezydenta RP w stan oskarżenia przed Trybunałem Stanu
Kontrola konstytucyjności prawa w państwach nie posiadających sądów  konstytucyjnych a uregulowania dotyczące Trybunału Konstytucyjnego – analiza prawnoporównawcza

Kognicja Trybunału Konstytucyjnego do kontroli konstytucyjnej uchwał Sejmu RP w demokratycznym państwie prawa

Pozycja i kompetencje Narodowego Banku Polskiego w kontekście zasady demokratycznego państwa prawnego

Demokratyzm w procesie ustawodawczym. Rozważania na tle procesu uchwalania ustawy budżetowej na 2017 r.
Ustawowe wygaszanie mandatów członków lub piastunów organów państwa w związku z ich reorganizacją – uwagi na tle zasad kadencyjności i podziału władz

Problemy intertemporalne polskiego ustawodawstwa wyborczego z perspektywy standardów prawnych przyzwoitej legislacji wyborczej
Reprywatyzacja w demokratycznym państwie prawnym

Bohater powieści Henryka Sienkiewcza o post-prawdzie lub „fake news”

Pisze Leon Płoszowski (bohater „Bez dogmatu” H. Sienkiewicza):

 

Nie lubię prasy i uważam ją za jedną z plag, trapiących ludzkość. Szybkość, z jaką zaznajamia ludzi z wypadkami, równoważy się pobieżnością informacyi, a nie wynagradza tego niesłychanego zbałamucenia opinii publicznej, jakie każdy, kto się nie uprzedza, musi dostrzedz. Dzięki gazetom, znikł ten zmysł, na mocy którego ludzie odróżniali prawdę od fałszu, zanikło poczucie słuszności, poczucie prawa i bezprawia, zło stało się bezczelnem, krzywda poczęła przemawiać językiem sprawiedliwości, słowem: ogólna dusza ludzka stała się niemoralna i oślepła.

Łazienki poranne, czyli Ł. Królewskie w Warszawie między 6:00 a 7:00

Łyska zwyczajna, prawdopodobnie szykuje sobie miejsce na gniazdo:

SAM_4577.JPG

Parka nurogęsi (chyba!):

SAMSUNG CAMERA PICTURESSAMSUNG CAMERA PICTURES

Czesław Kiszcz… przepraszam.. przecież to Pompejusz!

SAMSUNG CAMERA PICTURESSAMSUNG CAMERA PICTURES

Stanisław August z uśmiechem Mona Lisy

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Z lewego profilu wygląda bardziej refleksyjnie.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Szpaki tokują:

SAM_4612.JPG

Wiewórki – wbrew doniesieniom medialnym –

dalej mają gdzie hasać!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

[Biblioteki cyfrowe] 1922 r. – Samouczek techniczny – „Terrarjum (zwierzyniec pokojowy)”

http://delibra.bg.polsl.pl/dlibra/doccontent?id=22745

ter

WSTĘP.
Nic nic może zająć więcej miłośnika przyro­dy, jak badanie i obserwowanie zwierząt i roślin z bliska. Studiowanie takie jest milą i poży­teczną rozrywką; milą bo daje dużo ciekawych i przyjemnych chwil, a zwierzątka dobrze utrzymane i hodowane wesołością swoją i figla­mi uprzyjemniają nam dużo czasu i uczą kochać przyrodę, zaś pożyteczną bo nauczymy się wie­le przez odpowiednie badanie zwyczaji i zacho­wania się tych stworzeń. Oczywiście powin­niśmy dać zwierzętom tym wszystko co mają na wolności, by mogły żyć tak jak są przyzwy­czajone. [sic! – komentarz Bestiariusza]
Do trzymania zwierząt potrzebujemy zwie­rzyńca zwanego z łacińska Terrarjum (terra — ziemia).

(…)

Do hodowania w  terrarjach suchych nadają się wszelkie rośliny rosnące na naszych
polach i łąkach, które nie śą zbyt duże i nie wy­dają za silnej woni. Jeżeli chcemy mieć rośliny trwałe (byliny), to jest takie, które żyją po kilka lat, to musimy już postarać się o wysadki lub nasiona u ogrodnika informując się odrazu, jakiej ziemi onepotrzebują, to jest gliniastej czy też czarnoziemu lub torfowej i t.p.
W basenie możemy umieścić kilka roślin wodnych więc np.: moczarkę (Clodea canadensis), rzęsę wodną (Lemna) i t. p. Bardzo ładnie wygląda na szczycie skały roślinka mająca wy­gląd palmy, tak zwaną ciborę (cyperus), którydostać możemy u każdego lepszego ogrodnika.
Potrzebuje ona jednak dużo wilgoci tak, że wazonik powinien być do połowy zanurzony w wodzie. Ciekawą do obserwacji jest rosiczka (Drosera rotundifolia) roślina, która chwyta i zjada owady i.w.i.

(…)

Przy doborze zwierząt należy dobierać ta­kie, które dobrze ze sobą się znoszą o ile nie postanawiamy oddawać jednych na żer drugim jak n.p.: ślimaków żółwiowi, much i chrząszczy padalcowi i t. p. W basenie w którym są rośli­ny wodne, powinny być także zwierzęta, zja­dające gnijące części roślin, by utrzymać czy­stość. W razie zjedzenia ich przez większych mieszkańców terrarjum należy się postarać o inne. Można w basenie zrobić kącik z małem wejściem w którym małe zwierzątka mogą się, chować przed większymi, w ten sposób będzie­my nieraz świadkami ciekawych pościgów i ucieczek.

[sic! – podkreślenie Bestiariusza]


PS. Tak, wiem, większość wymienionych w ksiażeczce gatunków to gatunki chronione i obecnie  ich hodowanie jest zakazane.

[Genialne] Internetowa przeglądarka dawnych map

Duża ilosć map, także po wpisaniu nazw polskich (szukałem po hasłach: Warszawa, Kraków)

http://www.oldmapsonline.org/

W aplikacji po wybraniu mapy możemy zobaczyć ramkę, jaki obszar obejmuje stara mapa.

Potem możemy wybrać, czy chcemy zobaczyć mapę jako obraz czy (czasami) jako wastwę nałożoną na współczesną mapę (View as overlay).

 

1 marca – Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”

Zdzisław Badocha ps. „Żelazny” (1923-1946), harcerz, ppor. Okręgu Wileńskiego Armii Krajowej w latach 1942-1944, zastępca d-cy 9 patrolu 23 Ośrodka Dywersyjnego Ignalino – Nowe Święciany, w latach 1944-1946 dowódca szwadronu 5 Wileńskiej Brygady AK mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”.

Vini rarissimus vsus; nec vineae cultura cognita – czyli typograficzna uczta z Atlasu Orteliusza.

To karty z wydanego w 1570 roku atlasu Theatrum Orbis Terrarum

10000096.jpg

Czyli piękny układ graficzny strony i starannie sporządzone mapy:

POLS.JPG

pol2.JPG

[EDIT] Dopiero po opublikowaniu posta zauważyłem, że Wisła na odcinku między Czerskiem a Warszawą opisana jest jako: Drwencza[/EDIT]

Zdaniem twórców (o ile dobrze zrozumiałem 🙂 ) Polska:

– nazwę swą bierze od ziemi, którą tam nazywają „pole”
– ziemia jest żyzna
– wino jest rzadko używane, a uprawa wniorośli nie jest znana
– ma zasoby soli, wydobywanej spod ziemi
– a w walce prym wiedzie jazda

POLONIAE REGNVM.
POLONIA, quae a planitie terra, (quam ipsi vernacule etiamnum Pole vocant) nomen habet, vasta Regio est, quae Schlesiae ad Occidentem proximat. Hungaris, Lithuanis, ac Prutenis contermina. Diuiditur in Maiorem & Minorem. Maiordicitur, quae Septentrionem aspicit, habetque Guesnam, Posnauiamque, insigniora loca. Minorem vocant, quae ad Meridiem vergit, habetque nobilem Vrbem Cracouiam, ad caput Vistulae, quae Regionem diuidit, sitam; reliquae Civitates parum nitidae. Ex maceria domos ferme omnes componunt, plerasque luto linunt. Plaga Regionis palustris est, & nemorosa. Potus genti cereuisia. Vini rarissimus vsus; nec vineae cultura cognita. Equitatu in bello maxime praestat. Ager ceteris ferax; multa genti armenta; multa ferarum venatio. Melle abundat. Habet & Salis maximam copiam, quod ex terra eruitur. Habet & aeris fodinas in montium iugis, Tatri, ab incolis dictis: nec non sulfuris. Sub Regno Poloniae continetur Lithuania, Samogitia, Masouia, Volhinia, Podolia, & Russia, quae Meridionalis cognominatur, & Ruthenia quoque a nonnullis dicitur.

(…)

A to jeszcze jedna karta z atlasu — opis Wielkiego Księstwa Moskiewskiego:

Theatrumorbis terrarum 10000100.jpg

Całośc dzieła do obejrzenia na stronie:

Pączki, kucharz doskonały, Mickiewicz oraz muzyczny lukier autorstwa Jacka Kowalskiego

Wojciech Wincenty Wielądka, żyjący w latach 1744–1822, umieścił w ksiażce zatytułowanej: Kucharz doskonały: pożyteczny dla zatrudniaiących się gospodarstwem następujące przepisy.

  • 1. Paczki śmietankowe.

Na przystawkę.

Garsć mąki zmieszay z trzema całemi iaiami, sześcią żółtkami, przyday cztery makaroniki scukszone, kwiatu pomarańczowego smażonego, trochę cytryny smażoney siekaney, pół kwaterek śmietany, poł kwaterek mleka i spory kawał cukru. Gotuy to wszystko nad małym ogniem przez kwadrans, aż śmietana zgęstnie, wystudź na pułmisku mąką posypanym rozłożywszy na grubość palca: przestudzone pokray na małe kawałki, które uwałkuy okrągło w ręku z mąką, usmaż pączki w tłustości gorącey: pocukruy, day na stół.

  • 2. Paczki nice, albo z iaiec i sera.

Na przystawkę.

Włóź w rondel masla w wielkości iaia, trochę cytryny zielonęy tartey, wody z kwiatu pomarańczowego łyżkę od kawy, ćwierć funta cukru, odrobinę soli, półkwaterek wody, zagotuy razem moment, wsyp mąki ile potrzeba na ciasto gęste, mięszay czesto łyżką drewnianą aż się przyrumieni, w ten czas przełóż w inny rondel, wbiy dwa iaia na raz, wymięszay łyżką, i tak po dwa iaia tyle wbiiesz, żeby ciasto zwolniało, rozciągniy potym na półmisku nożem na grubość palca, przygrzey tłustość, ażeby nie była zbyt gorąca, umocz łyżkę w tłustości, bierz nią ciasto wielkości orzecha, spuszczay w tygiel, smaź przy małym ogniu mięszaiąc często, usmaźone i narosłe pięknie wyday ciepło, cukrem posypawszy.   Ażeby pączki dobrze były zrobione, powinny być lekkie i w śrzodku pulchne. Możesz także inaczey kłaść do smażenia, układay małe kupki ciasta, wielkości orzecha na arkuszu papieru białego, włóż razem w ciepłą tłustość, usmaż iako wyżey. Podobnież sporządzaią się pączki z sera i iaiec, tylko więcej masła kłaść trzeba, w piecu upieczesz.

Publikację tę można określić jako „kultową” ponieważ trafiła nawet na karty Pana Tadeusza:

[Wojski]
Drugą ręką przetarte okulary włożył,
Dobył z zanadrza księgę, odwinął, otworzył.
Księga ta miała tytuł: Kucharz doskonały.
W niej spisane dokładnie wszystkie specyjały
Stołów polskich;

Jak wiemy jest to jeden z wielu fragmentów kulinarnych w dziele Adama Mickiewicza. Nic dziwnego, że Jacek Kowalski w swojej piosence udowadnia „że Pan Mickiewicz, wielki był to kucharz” 🙂

 

Współczesne wydanie Kucharza doskonałego przygotowało Muzeum w Wilanowie, w ramach serii Monumenta Poloniae Culinaria.
Korzystając jednak z cyfrowej biblioteki Polona można zapoznać się także z wydaniem orginalnym dzięki starannym skanom znajdującym się pod adresem: https://polona.pl/item/3533173/161/

Jako bonus dodaję przepis z Kucharza, tomu II,  wydanego w roku 1808:

O pączkach rozmaicie robionych.

Pączki, ciasto iest delikatne, i ciepło używane naylepsze, do tego powinny bydź lekkie, i w śrzodku pulchne. Ordynaryinie robią pączki domowe, rozczyniaiąc mąkę drożdżami, które ciasto gdy rozrośnie, leią do tego trochę mleka, wbiie się kilka iaiów, podług proporcyi mąki, trochę soli wsypać należy, zrobiwszy wolna ciasto, przydaią do tego lub konfitury smażone czyli też dobre powidła, rozpuścić należy w tyglu, dosyć masla, lub świeżey tłustości, i na to łyżką ciasto biorąc puszczać, ażeby się w samey tłustości smażyły, usmażone kładź na półmisek dasz ciepło na stoł.

 

Na wszelki wypadek ostrzegam, że przepisów nie wypróbowałem. 🙂

[Link – Ośr. Studiów Wsch] Ludobójstwo w Namibii. Niemiecki rozrachunek z kolonialną przeszłością

Pamięta się o zbrodniach Belgów w Kongo, i Brytyjczyków w trakcie wojny z Burami. Zapomina się jednak, że także Kaiserowskie Niemcy były państwem kolonialnym.

Wiecej w Biuletynie Instytutu Zachodniego:

http://www.iz.poznan.pl/plik,pobierz,1794,72c983a1fca0a5bafbbe43da6fcdb8ef/291.pdf

Na początku tego roku Vekuii Rukoro, przedstawiciel organizacji zrzeszających członków namibijskiego plemienia Herero, oraz David Frederick, reprezentujący lud Nama, złożyli w sądzie w Nowym Jorku skargę zbiorową przeciwko Republice Federalnej Niemiec . Zażądali oni od rządu w Berlinie wypłaty odszkodowań za zbrodnie popełnione przeciwko obu plemionom ponad 100 lat temu przez niemieckie władze kolonialne.

(…)

W sierpniu 1904 r. w bitwie pod Waterbergiem rozgromiły one powstańców . Był t o jednak zaledwie wstęp do późniejszych wydarzeń. 2 pażdziernika 1904 r. gen. von Throta wygłosił tzw. proklamację z Osombo zoWindimbe, która przeszła do historii jako rozkaz eksterminacyjny (Vernichtungsbefehl) . Generał zapowiedział w niej nie tylko dalszą pacyfikację powstańców, ale wydał swoim żołnierzom rozkaz strzelania do każdego Herero lub Nama, niezależnie od płci i wieku, który znajdzie się na terytorium będącym pod niemiecką kontrolą. Poza tym plan wojskowy zakładał zepchnięcie zbuntowanych plemion na pustynię Kalaharii, co doprowadziło w krótkim czasie do śmierci w wyniku głodu i pragnienia dziesiątek tysięcy ludzi.

(…)

W sumie, według wyliczeń historyków, ludobójcza polityka Niemców kosztowała w latach 1904–1908 życie od 60 do 100 tys. ludzi, z czego straty wśród plemienia Herero sięgnęły nawet do 80% ich populacji. Liczba Nama zmniejszyła się o połowę w porównaniu ze stanem sprzed 1904 r.

Kwiczoł „zimowy”

Kwiczoł / Turdus pilaris
miejsce: przedmieścia
data: 11.02.2017

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

[Kącik muzyczny] Piosenka warszawsko-śnieżna.

[Link] Artykuł Tomasza Gabisia o wulgaryzmach w sztuce.

Całość: http://nowadebata.pl/2014/06/28/o-wildsteinie-twardochu-i-wulgaryzmach/

Upowszechnianie się wulgaryzmów, przejmowanie ich przez „klasy wyższe” przenikanie ich do sfery publicznej analizował niegdyś niemiecki socjolog Helmut Schelsky w książce Die Arbeit tun die anderen. Klasenkampf und Priester­herrschaft der Intellektuellen (Opladen 1975). Według Schelsky`go przeklinanie i używanie wulgaryzmów (od lat 60. zeszłego wieku) nawet na u­ni­wer­sy­tec­kich seminariach przez lewicową mieszczańską inteligencję miało funkcję polityczną: chodziło o zainscenizowanie tożsamości klasowej studentów i robotników (podobną funkcję pełniło „proletariackie”, a fak­tycz­nie lum­pen­proletariackie, zaniedbanie stroju, fryzury i form to­wa­rzys­kich). Jednak w rzeczywistości proces ten służy interesom nowej inteligenckiej klasy „producentów sensu”.

Niegdyś, pisze Schelsky, „prosty człowiek” odczuwał literacki Hochdeutsch jako znak przewagi klasowej, dziś upowszechnienia się wulgaryzmów i prze­kleństw, czyli składników jego języka, nie jest dlań żadnym „wyzwoleniem”, odczuwa je jako arogancję i obciążenie. Wcześniej mógł wycofać się do językowego „podziemia”: mówił „pocałujcie mnie w dupę”, „Scheisse”, „od­pier­dol­cie się wszyscy ode mnie” itp. Teraz ta „droga ewakuacyjna”, pozwalająca mu uciec w językową szorstkość, czy językowe grubiaństwo jest dla niego zamknięta, ponieważ jego własny język, jego kiedyś wyłączna własność, ten „ludowy majątek” jest imitowany i zawłaszczany przez „inteligenckich kapłanów”. Można powiedzieć, że dowartościowywanie języka ludu (oczywiście pod płaszczykiem życzliwości wobec ludu) poprzez przejmowanie go i nadawanie mu pieczęci oficjalności, oznacza okradanie ludu z jego języka. Podobnie inteligenccy „chłopomani” przebierając się w chłopskie sukmany i imitując chłopską gwarę w rzeczywistości (niezależnie od intencji) pozbawiali je wartości w oczach chłopów, rabowali im to, co było wyłącznie ich.

[Prasówka] Dokumenty dyplomatyczne Sealandii

http://ww1.pwpw.pl/kwartalnik_archiwum.html?id=5&magCid=65

Dokumenty fantazyjne – ciekawostka czy problem?

Historia opisana w artykule jest o tyle ciekawa, że nigdy do tej pory nic podobnego nie miało miejsca i wydawać się mogło, iż nigdy nie miało prawa się wydarzyć. Materiał przygotowano na podstawie ekspertyzy kryminalistycznej, opracowanej w Pracowni Badań Dokumentów Laboratorium Kryminalistycznego Policji w Szczecinie.

Na początku 2005 r. do kancelarii Komendanta Wojewódzkiego Policji w Szczecinie wpłynęło pismo od Protokołu Dyplomatycznego Ministra Spraw Zagranicznych, informujące o tworzącym się w Szczecinie Konsulacie Generalnym podmiotu używającego nazwy NOWA SEALANDIA.

Po wojnie nigdy nie wziął do ręki aparatu…

…w fotografowanych widział więźniów niemieckich obozów.

Wilhelm Brasse jako więzień nr 3444 na zlecenie Niemców wykonywał fotografie do obozowej kartoteki – wykonał ich około 50.000. Wbrew poleceniom nie zniszczył ich, dzięki czemu wiele z nich przetrwało i mogło służyc jako dowody zbrodni.

#Auschwitz #GermanDeathCamps #GermanDeathCamp

Link do filmu na stronie TVP: [Film]

Fragment z napisami w języku angielskim:

Całość po polsku:

[Znalezione w sieci] How to cook – infografiki:

[Prasówka] Czasem jednak się wybiera za morze…

800px-eichelhc3a4her_28wiener_dioskurides29

Sójka uwieczniona na ilustracji z V wieku (Codex medicus Graecus) Wikipedia

Polecam wizytę na stronie: http://www.lasy.gov.pl/informacje/aktualnosci/gadatliwy-smakosz-zoledzi gdzie, dzięki informacji przygotowanej przez Lasy Państwowe, możemy dowiedzieć się kilku ciekawostek na temat sójki:

Dosłowne tłumaczenie łacińskiej nazwy sójki (Garrulus glandarius) oznacza kogoś gadatliwego i lubiącego żołędzie. Pierwsza część nazwy gatunkowej odnosi się do talentów wokalnych ptaka, druga pochodzi od słowa glans, które oznacza żołędzia.
To właśnie żołędzie są największym zimowym przysmakiem sójek. By w mroźne dni nie zabrakło im pożywienia, ptaki zbierają je jesienią, tworząc spiżarnie. Na kryjówki dla znalezionych nasion wybierają zakamarki pod korą, dziuple, ściółkę leśną a nawet mech.

(…)

Wprawdzie krajowe sójki są osiadłe, to w ostrzejsze zimy zdarza się, że ptaki łączą się w grupy i wędrują nawet do 600 km od rodzimych stron, w poszukiwaniu pożywienia. Zjawisko to jest obserwowane zwłaszcza u młodych sójek.

Do Polski  w czasie jesiennej wędrówki przylatują sójki ze wschodu i północy Europy. W bardzo ostre zimy notuje się olbrzymie stada. Największe zaobserwowano pod koniec lat 80-tych XX wieku. Liczyło ponad 1500 osobników.

 

[LINK] Warszawa lat 50-tych w obiektywie Zbigniewa Siemaszki

House(s) of Rising Sun – antologia muzyczna

Ballada o smutnym losie dziewczyny z amerykańskiego Południa znana jest chyba każdemu miłośnikowi muzyki rockowej. Zapewne kojarzą ją nawet osoby, które nie interesują się muzyką w ogóle. Tutaj prezentujemy ją w wersji live (?) z 1964, ze słyszalnymi w tle żywiołowymi reakcjami żeńskiej części publiczności (histeria jak na Beatlesach 🙂 )

Piosenka ta miała wiele tzw. coverów, wykorzystywanych również w filmach. Ostatnio motyw muzyczny z tego utworu pojawił się w serialu Westworld. Twórca ścieżki dźwiękowej Ramin Djawadi w 2016 przygotował wersję instrumentalną „Domu…” stylizując ją na dźwięki pianoli (czyli zmechanizowanego pianina z bębnem na który nałożona była papierowa taśma perforowana – odpowiednik taśmy magnetofonowej sprzed 150 lat – Wikipedia – Pianola).

Ponadto w 2016 roku piosenka wykorzystana została w nowej wersji filmu „Siedmiu wspaniałych”:

Okazuje się jednak, że oryginał z 1964, sam jest tak naprawdę coverem, ponieważ motyw „Domu Wschodzącego Słońca” obecny był w muzyce folkowej już od dłuższego czasu (nawet w czasach bezpośrednio po wojnie secesyjnej), a Animalsi dokonali jego znakomitej (!) interpretacji i piosenka została z nimi skojarzona na zawsze.

Co ciekawe wykonanie Animalsów wcale nie jest jej pierwszym nagraniem:

wersja z 1933

Joan Baez 1960

Bob Dylan 1962

z 1935

Woody Guthrie 1944

Wymieniając różne wersje „Domu…” muszę wspomnieć o nagraniu z okresu rocka progresywnego – Frijd Pink 1970

a w zestawieniu nie mogło zabraknąć polskiej wersji „Domu…” w wykonaniu zespołu Kult z Kazikiem Staszewskim. Muzycznie utwór jest zupełnie na serio, natomiast tekst został przerobiony w „kazikowym stylu”:

Szachy – według dawnych iluminatorów i według Jana Kochanowskiego.

1.

http://www.bl.uk/manuscripts/FullDisplay.aspx?ref=Harley_MS_4903&index=2

emperor-cassidorus-and-the-empress-playing-chess

2.

Kto grze rozumie, może śmiele sadzić,
A kto nie świadom, lepiej się poradzić.
Tablica naprzód malowana będzie,
Tę pól sześćdziesiąt i cztery zasiędzie.
Pola się czarne z białymi mieszają,
Te się owymi wzajem przesadzają.
W tym placu wojska położą się obie,
A po dwu rzędu wezmą przeciw sobie.
Czterykroć czterzej z każdej strony siędą,
A tym sposobem szykować się będą:
Rochowie z brzegów, więc Rycerze po nich,
A potym Popi przysiędą się do nich.
Król z Panią bierze w pojśrzodku dwie poli;
On różną barwę, a ta swoję woli.
Piechota przed nie wyciąga na czoło,
A między wojski pół tablice goło.

fragment: Jan Kochanowski, Szachy (1562/1566)

Warto dodać, że heroikomiczny poemat Jana Kochanowskiego, w którym dwóch graczy walczy o rękę królewny, przełożono w 1912 roku na zapis szachowy:

http://www.purand.pl/pur1/partiajk.htm
Iż tedy przodek przypadł Borzujowi,
Kazał wnet w pole wyciągnąć Pieszkowi,
Który natenczas Paniej posługował

co w tej szlachetnej grze oznacza ruch — d2-d4 —

3.

http://www.bl.uk/manuscripts/Viewer.aspx?ref=royal_ms_20_d_i_fs001r

Achilles grający w szachy.

achilles-grajacy-w-szachy

4.

http://www.bl.uk/manuscripts/FullDisplay.aspx?ref=Add_MS_10293&index=0

f. 170r: Keu (Kay) grający w szachy z małżonką, podczas gdy giermek mówi, że Lancelot zniknął.

01

f. 302r: Lancelot gra w szachy na zaczarowanej szachownicy w Logres.

02

5.

https://www.hs-augsburg.de/~harsch/Chronologia/Lspost13/CarminaBurana/bur_cpo2.html

Carmina Burana, ok. 1230

Roch, pedites, regina, senex, eques, insuper et rex,

Conflictus vocat edictus vos Martis ad ictus!

Vox sonat in Rama: «Trahe tost, capra, concine, clama!»

Victus ab hoste gemat, qui dum fit «Schach roch» et hie mat

bur_scha

6. Suplement – szachy w czasach Jana Kochanowskiego

http://sztukawkawalkach.pl/sylwetki-tworcow/niezwykla-dama-wloskiego-renesansu/

sofonisba-anguissola-gra-w-szachy

[Znaleziska] Retro-obrazki: lotnictwo/design/kino

A wszystko dzięki użytkownikowi Unkee E. na portalu Flickr: https://www.flickr.com/photos/50749457@N02/

Pneumatic logo

THE UNITED STATES: A GRAPHIC HISTORY - "Travel Time"

1928 predecessor to Gill Sans

The Navaho

Gods, Graves & Scholars

Muzyka z musicalu Tolkien już dostępna

Uroczy pomysł 🙂

Goniec Rohański

Miesiąc temu, 20 listopada, w Arts Theatre w Londynie wystawiony został musical Tolkien autorstwa Josepha Purdue’a. Na razie nic nie wiadomo o ewentualnych powtórkach, ale na szczęście od tygodnia muzyka ze spektaklu jest dostępna jako płyta CD i mp3, więc jest okazja by choć od strony dźwiękowej zapoznać się ze spektaklem. Album można kupić na stronie http://www.joepurdue.com/music. Natomiast nagranie wideo z Arts Theater z utworem Our Endeavours jest również dostępne na YouTube’ie:

joe0001-tolkien-youtube-2-2

View original post

Muzyczne odkrycie – Canti di a Terra

affiche-canti-di-a-terra-montreal-printemps-2012-c2a9-mivil

Canti di a terra unites the ensembles Constantinople and Barbara Furtuna and transports us in a voyage to the heart of the Mediterranean. Constantinople are specialists in ancient and Persian music, featuring Kiya Tabassian on sitar and voice, Ziya Tabassian on percussion, and Pierre-Yves Martel on viole de gambe. Barbara
Furtuna, with its four singers, has fully mastered the nuances and harmonies of
the art of Corsican song for over twenty years. This bold new meeting mixes
the most beautiful sacred and secular Corsican and Persian songs, along with
joint creations of the two ensembles.

Ad amore

Era vicino a compiere
Amor, tre lustrie appena
E il giovinetto strinsemi
Fianco la tua catena

ove citta di marmoera
Siede fra l’Onda e il monte
Cui ne’remati secoli
Diè nome il dio bifronte

Amai, fra cento amabili
Ninfe, la piu credele
Né a inteneirla vaisero
I versi e le querel Ma quanda,

ohime! La recidere
Vidi le aurate chiome
E il nome udii di Doride
Cangiato in altro nome

E austera in faccia ciudermni
L’inesorabile porta
Diss fra il planto et il palpiti
La me speranza è morta

prawdopodobnie: Vincenzo Giubega (XVIII w.) – poeta korsykański

Dio vi salvi, Regina
E Madre universale,
Per cui favor si sale
Al paradiso.
Per cui favor si sale
Al paradiso.

Voi siete gioia e riso
Di tutti i sconsolati,
Di tutti i tribolati
Unica speme.
Di tutti i tribolati
Unica speme.

A voi sospira e geme
Il nostro afflitto cuore
In un mar di dolore
E d’amarezza.
In un mar di dolore
E d’amarezza.

Maria, mar di dolcezza,
I vostri occhi pietosi,
Materni ed amorosi,
A noi volgete.
Materni ed amorosi,
A noi volgete.

Noi miseri accogliete
Nel vostro santo velo.
Il vostro figlio in cielo,
A noi mostrate.
Il vostro figlio in cielo,
A noi mostrate.

Gradite ed ascoltate,
O Vergine Maria,
Dolce, clemente e pia,
Gli affetti nostri.
Dolce, clemente e pia,
Gli affetti nostri.

Voi dai nemici nostri,
À noi date vittoria
È poi l’eterna gloria
In paradisu.
È poi l’eterna gloria
In paradisu.

„Biblia Porta” – suplement z gęsią i Kapitolem

unnamed

Wspomniana na Bestiariuszu Biblia Porta, to nie tylko liczne sceny biblijne ilustrujące tekst, ale również ciekawe ozdobniki, takie jak na przykład inicjał „R” umieszczony na początku listu św. Pawła do Rzymian. Inicjał ten zawiera… gęś.

Widzimy tutaj oczywiście sympatyczne nawiązanie do ważnego dla Miasta ptaka, który uratował je w trakcie oblężenia Rzymu przez Galów pod wodzą Brennusa:

Tymczasem Brennus, popierał daley oblężenie, w nadziei, że głodem do poddania się przymusi: ale Rzymianie poznawszy iego zamysł lubo istotnie niedostatek cierpieli; rzucili do nieprzyiacielskiego obozu, pewną ilość chleba: w dowód, że się na oczekiwaniu zawodził. Omylony w swych widokach, powziął pewnieyszą skąd inąd nadzieję. Niektorzy z jego żołnierzy, odkryli ścieszkę w skale, przez ktorą Kapitol mógł bydź wzięty. Posyła więc nocą, oddział wybornego żołnierza Brennus. Po tysiącznych przeszkodach i trudach, wdzieraią się na wały Kapilolu, niezmordowani w pracy Gallowie, straż rzymską uśpioną, psy milczące, wszystko w głębokiem ucieszeniu, znayduią:

gdy iednym razem, gęsi w kościele Iunony chowane, wrzaskiem swoim, garnizon przebudzaią. Przerażeni obecnością nieprzyjaciół, Rzymianie; rwą się co tchu do broni: Manliius pierwszy, iednym zamachem, dwóch Gallów z wału, w przepaść rzuca. Przybywaią inni na pomoc. Kapitol ocalony.

(za: Historya Rzymska, Wilno i Warszawa 1813, tom I)

 

 

 

[Prasówka] Zimnowojenna norweska baza pod… skocznią narciarską.

http://forsal.pl/artykuly/1005801,najwieksza-tajemnica-wojskowa-norwegii-oto-sekrety-skoczni-holmenkollen.html

Podczas zimowych igrzysk olimpijskich w 1952 roku i narciarskich mistrzostw świata w latach 1966 i 1981 roku na zewnątrz odbywały się zawody z dziesiątkami tysięcy publiczności, a pod ziemia trwała tajna praca operacyjna przez 24 godziny na dobę. Obsługa wchodziła i wychodziła nocami przez zamaskowane, wykute w skale drzwi, z których część jest dzisiaj zaspawana. Dla kamuflażu pracownicy przebierali się, podobnie jak ochrona, za narciarzy.

(…)

„Pracowało tutaj bez przerwy około stu osób, bez względu na porę dnia, czy też na to, co się odbywało na górze, na arenach sportowych. W hali operacyjnej na wielkiej tablicy nanoszone były pozycje wszystkich obiektów znajdujących się w norweskiej przestrzeni powietrznej według danych z radarów całego kraju. Teren wokół skoczni był dyskretnie strzeżony przez komandosów i agentów służb specjalnych”.

Obraz w obrazie – Ołtarz z Gandawy

Ołtarz Gandawski lub Adoracja Mistycznego Baranka – poliptyk tablicowy dużych rozmiarów, zamówiony przez zamożnego kupca – Joosta Vijdta,  początkowo umieszczony w jego kaplicy w katedrze św. Bawona w Gandawie, a później przeniesiony w inne miejsce katedry. Wykonany przez Huberta i Jana van Eycków, ukończony w 1432. Głównym tematem dzieła jest odkupienie ludzkości przez ofiarę Chrystusa. Nastawa ołtarzowa składa się z 12 tablic w dwóch rzędach, osiem z nich jest malowanych obustronnie. Przedstawiono na nich ponad 250 postaci. Górny frontowy rząd pokazuje Chrystusa Króla w otoczeniu Najświętszej Maryi Panny i Jana Chrzciciela. Wnętrza skrzydeł przedstawiają grające i śpiewające anioły, a na zewnątrz Adama i Ewę. Dolna część frontowej tablicy pokazuje adorację Baranka Bożego.

http://www.polskieradio.pl/8/406/Artykul/496474,Oltarz-Gandawski-Jana-van-Eycka

To dzieło sztuki samo stało się obiektem uwiecznionym na obrazie: https://www.rijksmuseum.nl/en/collection/SK-A-4264
Google Arts&Culture

475px-het_lam_gods_van_de_gebroeders_van_eyck_in_de_sint_bavo_te_gent_rijksmuseum_sk-a-4264

Pierre François De Noter, Het Lam Gods van de gebroeders van Eyck in de Sint Bavo te Gent. Źródło: Wikipedia.

PS.

Szczegółowa, interaktywna prezentacja ołtarza z Gandawy:

http://closertovaneyck.kikirpa.be/#home/sub=altarpiece

oraz film:

  1. https://en.wikipedia.org/wiki/Ghent_Altarpiece
  2. http://users.skynet.be/sintbaafskathedraal-gent/EN_lamb.html

Pięknie ilustrowana średniowieczna Biblia – tzw. Biblia Porta

„Biblia Porta” – księga powstała w regionie francusko-flamandzki pod koniec XIII wieku i zawiera ponad 400 (sic!) ilustracji. Tekst oczywiście łaciński – Wulgata św. Hieronima w wersji porawionej w Paryżu w drugiej ćwierci wieku XIII.

Źródło: Lausanne, Bibliothèque cantonale et universitaire de Lausanne, U 964, Biblia Porta (http://www.e-codices.unifr.ch/en/list/one/bcul/U0964).

a1

Wybrałem z niej kilka, szczególnie ciekawych przykładów, zwłaszcza takich które oddają kunszt twórców – widać na nich wyraźnie widać bogactwo gestów, ruch, dynamikę.

Na użytek tego wpisu obrazki zostały przeze mnie opatrzone cytatami z naszego, zacnego polskiego tłumaczenia Pisma świętego, czyli Biblii Jakuba Wujka. W tym wypadku jest to wydanie z 1962 r. z poprawionym tekstem i opatrzone komentarzami (Stary Testament — ks. Stanisław Styś S.J.; Nowy Testament — ks. Władysław Lohn S.J.), Kraków, Wydawnictwo Apostolstwa Modlitwy LINK

– – – – – – – – – – – – –
A.
Księga Rodzaju, rozdział XXVIII

10 A tak wyszedłszy Jakub z Bersabee, szedł do Haranu.
11 A gdy przyszedł do jakiegoś miejsca i chciał na nim odpocząć po zachodzie słońca, wziął jeden z kamieni, które leżały, a podłożywszy pod głowę swoją, spał na tymże miejscu.
12 I ujrzał we śnie drabinę stojącą na ziemi, a wierzch jej dosięgający nieba, i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących po niej, a Pana wspierającego się na drabinie i mówiącego mu:
13 Jam jest Pan, Bóg Abrahama, ojca twego, i Bóg Izaaka. Ziemię, na której śpisz, tobie dam i potomstwu twemu.

drabina-jakubowa

 

– – – – – – – – – – – – –
B.
Dzieje Apostolskie, rozdział VIII

26 Anioł zaś Pański odezwał się do Filipa, mówiąc: Wstań, a idź ku południowi, na drogę, która biegnie z Jeruzalem do Gazy; jest ona pusta.
27 I wstawszy, poszedł. A oto mąż Etiopczyk, rzezaniec, możny urzędnik Kandaki, królowej Etiopii, który był nad wszystkimi jej skarbami, przyjechał pokłonić się do Jeruzalem.
28 I wracał, siedząc na wozie swoim, i czytając Izajasza proroka.
29 I rzekł Duch do Filipa: Przybliż się, i przyłącz się do wozu tego.
30 Filip zaś przybiegłszy, usłyszał go czytającego Izajasza proroka, i rzekł: Czy sądzisz, że rozumiesz, co czytasz?
31 A on rzekł: I jakżebym mógł, jeśli mi nikt nie wyjaśni? I poprosił Filipa, aby wsiadł, i usiadł przy nim.
32 A ustęp Pisma, który czytał, był ten: Jako owca na zabicie był wiedziony; a jako baranek bez głosu przed tym, który go strzyże, tak nie otworzył ust swoich.
33 W uniżeniu sąd jego został podniesiony, a ród jego kto wypowie? Albowiem zgładzone będzie z ziemi życie jego.
34 Rzezaniec zaś odpowiadając, rzekł Filipowi: Proszę cię, o kim prorok to mówi? O sobie, czy też o kim innym?
35 A Filip otworzywszy usta swoje, i zaczynając od tego Pisma, opowiedział mu dobrą nowinę o Jezusie.
36 I gdy jechali i rzekł rzezaniec: Oto woda! Cóż drogą, przybyli do jakiejś wody, przeszkadza mi, abym był ochrzczony?
37 I rzekł Filip: Jeśli z całego serca wierzysz, wolno. A on odpowiadając, rzekł: Wierzę, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym.
38 I kazał zatrzymać wóz, i weszli obaj w wodę, Filip i rzezaniec, i ochrzcił go. 39 A gdy wyszli z wody, Duch Pański porwał Filipa, i już więcej nie widział go rzezaniec; ale jechał drogą swoją, radując się.

dworzanin-etiopski

 

– – – – – – – – – – – – –
C.
Inicjał „E” na początku Księgi Iozuego (Et factum est post mortem Moisi…)

I stało się po śmierci Mojżesza, sługi Pańskiego, iż mówił Pan do Jozuego, syna Nuna, sługi Mojżeszowego, i rzekł mu: Mojżesz, sługa mój, umarł ; wstań i przepraw się przez ten Jordan, ty i wszystek lud z tobą, do ziemi którą ja dam synom Izraelowym.

e-codices_bcul-u0964_067r_max

 

– – – – – – – – – – – – –
D.
Pierwsza strona Ewangelii wg św. Łukasza i detal z kapłanem Zachariaszem:

rozdział I
21 A lud oczekiwał Zachariasza, i dziwili się, że tak długo przebywał w świątyni.
22 Wyszedłszy zaś, nie mógł do nich mówić; i poznali, że miał w świątyni widzenie: A on dawał im znaki, i został niemy.

e-codices_bcul-u0964_405r_max

poczatek-ewangelii-lukasza

 

– – – – – – – – – – – – –
E.
Apokalipsa św. Jana, rozdział V

2 I widziałem, a oto „koń biały” i siedzący na nim miał łuk i dano mu wieniec i wyszedł zwycięsko, aby zwyciężyć.
3 I gdy otworzył drugą pieczęć, słyszałem drugie zwierzę mówiące: Przyjdź i patrz.
4 I wyszedł inny „koń ryży” i siedzącemu na nim dane było, aby zabrał pokój z ziemi i żeby jedni drugich zabijali i dano mu miecz wielki.
5 I gdy otworzył trzecią pieczęć, słyszałem trzecie zwierzę mówiące: Przyjdź i patrz. I oto „koń kary,” a siedzący na nim miał szalę w ręce swojej.
6 I słyszałem jakby głos w pośrodku czworga zwierząt mówiących : Miarka pszenicy za denara i trzy miarki jęczmienia za denara, a nie czyń szkody oliwie i winu.
7 A gdy otworzył czwartą pieczęć, usłyszałem głos czwartego zwierzęcia mówiącego : Przyjdź i patrz.
8 A oto koń blady, a siedzącemu na nim na imię śmierć i piekło szło za nim i dana mu jest moc nad czterema częściami ziemi, aby zabijał mieczem, głodem i śmiercią i przez zwierzęta ziemskie.

jezdzcy-apokalipsy

e-codices_bcul-u0964_479r_max

 

– – – – – – – – – – – – –
F.
Księga Wyjścia, rozdział III

1 A Mojżesz pasł owce Jetry, teścia swego, kapłana madianickiego. A gdy zagnał trzodę w głąb pustyni, przyszedł do góry Bożej Horeb.
2 I ukazał mu się Pan w płomieniu ognistym z pośrodka krzaka, i widział, iż krzak gorzał, a nie zgorzał.
3 I rzekł Mojżesz: Pójdę i zobaczę zjawisko to wielkie, czemu nie zgorzeje ten krzak.

krzak-gorejacy

 

– – – – – – – – – – – – –
G.
Dzieje Apostolskie, rozdział XVI,

16 A zdarzyło się, gdyśmy szli na modlitwę, że spotkała się z nami pewna dziewczyna, mająca ducha wróżby, która wróżeniem przynosiła wielki zysk panom swoim.
17 Ta chodząc za Pawłem i za nami, wołała, mówiąc: Ci ludzie są sługami Boga najwyższego; oni wam oznajmują drogę zbawienia.
18 A to czyniła przez wiele dni. Paweł zaś bolejąc, odwróciwszy się, rzekł duchowi: Rozkazuję ci w imię Jezusa Chrystusa, żebyś z niej wyszedł. I wyszedł tej samej chwili.
19 Ale panowie jej widząc, że znikła im nadzieja zysku, pojmawszy Pawła i Sylę, zaprowadzili ich na rynek do zwierzchności.

niewolnica-ktora-wieszczyla

 

– – – – – – – – – – – – –
H.
Księga Rodzaju, rozdział XXXI — Jakub i Laban spożywają posiłek

posilek

 

– – – – – – – – – – – – –
I.
Inicjał „A” — początek Apokalipsy św. Jana:

1 Objawienie Jezusa Chrystusa, które dał mu Bóg, aby wyjawił sługom jego, „co się ma stać” wkrótce i oznajmił przez poselstwo anioła swojego słudze swemu Janowi,
2 który wydał świadectwo o słowie Boga i o świadectwie Jezusa Chrystusa, cokolwiek widział.

sw-jan

 

– – – – – – – – – – – – –
J.
Dzieje Apostolskie, rozdział XXVII

13 A gdy powiał wiatr z południa, sądząc, że dopięli przedsięwzięcia, odbiwszy od Asson, płynęli obok Krety.

sw-pawel-w-drodze

14 Lecz niedługo potem uderzył w niego wicher gwałtowny, zwany Euroakwilo.
15 A gdy okręt został porwany, i nie mógł się oprzeć wiatrowi, puściwszy okręt z wiatrem, płynęliśmy.
(…)
20 Lecz gdy nie pokazywały się ani słońce, ani gwiazdy przez dni wiele, i niemała burza zagrażała; odeszła nas już wszelka nadzieja ocalenia.

okret-tonie

39 Gdy zaś dzień nastał, lądu nie rozpoznawali, ale ujrzeli jakąś zatokę, mającą brzeg płaski, do którego zamyślali, gdyby się dało, przybić z okrętem.
40 A gdy podnieśli kotwice, puścili się na morze, rozluźniając zarazem przeguby sterowe, i nastawiwszy na wiatr żagiel pierwszego masztu, zmierzali do brzegu. 41 Ale najechawszy na wysunięty w morze półwysep, osiedli ze statkiem, tak że przód okrętu nieruchomo utkwił, a tył rozpadał się pod naporem morza.

na-cyprze-krecie

rozdział XXVIII

1 I gdyśmy się wyratowali, wtedy dowiedzieliśmy się, że wyspa nazywała się Melita.
2 A barbarzyńcy okazywali nam niemałą uprzejmość Rozpaliwszy bowiem ognisko, podejmowali nas wszystkich z powodu deszczu, który padał i z powodu zimna.
3 A gdy Paweł nazbierał niemało suchego chrustu i włożył na ogień, żmija wypełznąwszy wskutek gorąca, chwyciła się ręki jego.
4 Lecz gdy barbarzyńcy ujrzeli gada wiszącego u jego ręki, mówili jeden do drugiego: Niechybnie ten człowiek jest mordercą, bo choć z morza cało wyszedł, pomsta nie pozwala mu żyć.
5 Ale on strząsnąwszy gada w ogień, nic złego nie doznał.

[Znalezione w sieci] Szablony opakowań – do ściągnięcia dla projektantów (około 50 wzorów)

LINK

The FREE e-book for packaging and graphic designers containing a collection of editable retail packaging dielines that are ready to download, design, and share. To Download: 1. Click on Share. 2. Click on Download. 3. Open PDF in Illustrator to Desired Page.

1861-1970-1981

1. 1861 – 27 lutego

z: Manifestacye Warszawskie, (wyd. 1916) http://dlibra.umcs.lublin.pl/dlibra/doccontent?id=18910

Powstała straszna wrzawa na sali, wszyscy poruszyli się z miejsc i pędzili na Krakowskie Przedmieście, ku Placowi Zamkowemu, gdzie już tysiące ludzi gromadziło się przed zamkiem. Rozpędzanie tłumów nahajkami kozackiemi nie osiągało skutku.

Tłum potężniał coraz więcej, wrzawa rosła, a wśród niej odzywały się tu i owdzie pieśni pobożne i patryotyczne, nadające dziwny jakiś nastrój religijnomistyczny całemu ruchowi. Tłoczyliśmy się trotuarem koło byłego domu Malcza (dziś już nie istniejącego), gdy nagle usłyszeliśmy szczęk broni maszerującego wojska i komendę, nakazującą strzelanie.

Wpadliśmy z Bolesiem Kłokockim do wąziuchnej sionki jednego ze starych domów na tej zwężającej się podówczas ulicy, gdy nagle padły strzały. W śród grobowej ciszy, jaka w tej chwili zaległa zbitą masę ludu, zaczęły się przedzierać jęki kilku osób rannych; równocześnie, gdy wojsko maszerować zaczynało dalej ku Zamkowi, podniesiono z ziemi: Zdzisława Rutkowskiego, Marcelego Karczewskiego (obywateli ziemskich), inżyniera Wittego, rzemieślnika, Karola Brendla i ucznia, Michała Arcichiewicza, owych pięciu poległych, których nazwiska krwawo zapisały ów dzień w kronikach 1861 r.

Na noszach z lasek i parasoli dźwigała młodzież owe pięć ofiar, a za niemi kobiety, mężczyźni i masa młodzieży biegła, wołając o pomstę za niewinnych i maczając chusty w ich krwi, za sprawę ojczyzny przelanej. W prawdzie były to ofiary, niestety, prostego wypadku tylko, bo mógł tak dobrze każdy zdobyć ową palmę męczeńską, ale manifestacya, krwią okupiona, wyzyskana była wspaniale przez tych, którzy ją dla pobudzenia ducha zorganizowali.

Zawrzało w calem mieście jedno hasło zemsty i nienawiści. Poległych złożono w salce Hotelu Europejskiego,

Artur Oppman, Pięciu poległych (fragm.)
Padały liście z cmentarnych gałązek,
Szeptała powieść o dawnych żałobach,
A jam raz pierwszy obaczył z
Powązek
Ojczyznę moją całą w grobach… w grobach…
Świst kul w ulicach… Ludu pieśń gromowa…
Na pięciu trumnach cierniowe korony…
Przesiąkłe łzami matki mojej słowa,
Polskiego dziecka chrzcie błogosławiony!

2. 1970 – 17 grudnia

http://www.solidarnosc.gda.pl/aktualnosci/17-grudnia-1970-wspomnienia-gdyskiego-portowca/

Idąc do domu zatrzymałem się przy Szpitalu Miejskim. Było jeszcze wcześnie, około godziny 7.15.  Na ulicy przed głównym wejściem do szpitala panowało niesamowite zamieszanie zarówno wśród personelu szpitala, jak i zebranej przed szpitalem grupy osób. Przybywało coraz więcej samochodów i robiło się coraz większe zbiegowisko. Z ogromnym lękiem obserwowałem, jak wnoszono do szpitala ciężko rannych młodych ludzi, przeważnie tak zwykle na rękach. Wszystko to wykonywano z dużym pośpiechem. Pielęgniarki i lekarze udzielali pierwszej pomocy rannym częściowo już na ulicy przed wejściem do budynku szpitalnego. Przebywający w pobliżu milicjanci i wojskowi nie włączyli się do pomocy, tylko z dystansu przyglądali się akcji niesienia pomocy.

Jedna taksówka przywiozła czterech, a może było to nawet pięciu rannych, którzy nawzajem pomagali sobie przy wysiadaniu i pieszo dowlekli się do szpitalnego wejścia. Taksówkarz był jak sparaliżowany, nie mógł ani wysiąść, ani pomóc rannym. Siedział w samochodzie z rękami na kierownicy i nie był w stanie wykonać żadnego ruchu. Podszedłem do niego i zagadnąłem go. Powiadał mi, że przywiózł tych rannych z przystanku Gdynia-Stocznia, gdzie obecnie jest mnóstwo rannych leżących na ulicy. Są także zabici.

26-2783

Ciało Zbyszka Goldewskiego niesione na drzwiach.  http://www.grudzien70.ipn.gov.pl/dokumenty/zalaczniki/26/26-2783.jpg

3. 1981 – 16 grudnia

http://www.dziennik.com/publicystyka/artykul/bylem-wtedy-w-kopalni-wujek

16 grudnia 1981 roku doszło do dramatu. Wkroczyły na teren kopalni czołgi, oddziały milicji, padły strzały, zginęli ludzie… Widział pan to?
Nie widziałem wszystkiego, ale widziałem wiele. O godzinie 9 rano pojawili się na terenie kopalni przedstawiciele najpierw urzędu wojewódzkiego, a potem milicji, którzy nawoływali nas, abyśmy opuścili kopalnię. Po dyskusjach podjęliśmy decyzję, że zostajemy i będziemy bronić kopalni do końca. Wtedy przez megafony milicja podała komunikat, żeby kobiety opuściły teren kopalni. To był sygnał, że może być naprawdę niebezpiecznie. Wiele kobiet pracowało na terenie kopalni: na stołówce, w biurach, na płuczce… Część z nich opuściła wówczas kopalnię. Wkrótce potem nastąpił atak.
Na tyle, na ile to było możliwe, byliśmy przygotowani: w wielu miejscach zbudowane zostały barykady z wszystkiego, co było pod ręką (wozy, ławki, stoły), aby nas milicja nie zaskoczyła. Bramy były powiązane łańcuchami. Nikt z nas nie myślał wtedy, że będą strzelać. Teren wokół kopalni został „oczyszczony”, nikt tam nie mógł przebywać. W pewnym momencie pojawiły się duże ilości samochodów z oddziałami ZOMO. Pojawiły się też czołgi, silniki słychać było z daleka. Napięcie wzrastało, bo robiło się coraz bardziej niebezpiecznie.
O 9:30 zaczął się szturm. Z początku wyglądało to nie tak groźnie: zomowcy rzucali w nas, a my w nich… czym się dało, co nawinęło się pod rękę: kamieniami, śrubami, kawałkami drewna… W pewnym momencie rozległ się potężny ryk silnika, czołg rozwalił bramę i stanął naprzeciwko nas. Rozpoczęła się regularna bitwa. Zomowcy zobaczyli, że górnicy tak łatwo nie ustąpią i wtedy sięgnęli po broń. Ktoś musiał wydać rozkaz. Zaczęli strzelać, padło kilku górników… Po pewnym czasie oni wycofali się.
Ranni górnicy zostali przeniesieni do punktu opatrunkowego, bo taki jest na każdej kopalni. Był lekarz i pielęgniarki, którzy pełnili dyżur. Ranni zostali ułożeni na podłodze… Tam dopiero okazało się, że kilku kolegów nie żyje. Ogarnął nas strach. Po pewnym czasie dyrektor kopalni wezwał przez megafony, abyśmy poszli do domu. Powoli zaczęliśmy się rozchodzić… Na ulicach stali uzbrojeni zomowcy i milicjanci, i patrzyli na nas. Z opuszczonymi głowami, załamani, opuszczaliśmy kopalnię. Wieczorem kopalnia opustoszała.
Dopiero na drugi dzień dowiedzieliśmy się kto zginął. Zginęło 6 kolegów, a trzech zmarło potem w szpitalu. Zginął jeden mój bliski kolega – Zbyszek Wilk, razem pracowaliśmy.

 

O cenzurze, tyle że „za cara”.

Ferdynand Hoesick, Ze wspomnień o cenzurze rosyjskiej w Warszawie (rok wyd. 1929):

  • na przełomie 1904/1905:

(…) rzekł mu Olchowicz, skarżąc się wogóle na cenzurę warszawską, która zdaje się zapominać o tem, ze sytuacja się zmieniła zasadniczo, ze przecież jesteśmy w przededniu Konstytucji…

Na ten wyraz „Konstytucja” Jaczewski zamyślił się trochę, poczem, ważąc każde słowo, rzekł spokojnie:

– Mnie się zdaje, ze licząc tak bardzo na Konstytucję w Rosji, nie orjentują się panowie dostatecznie w sytuacji. Mojem zdaniem, możecie na takiej Konstytucji bardzo się zawieść. Proszę nie zapominać, ze póki Polacy w Królestwie mają do czynienia z rządem absolutnym, to zawsze mogą liczyć na zmianę kierunku w tym rządzie. Może być rząd raz taki raz inny, może być rząd rusyfikatorski, ale może być i rząd liberalny, na co się właśnie w tej ciężkiej dla Rosji chwili zanosi. Co innego, gdy będziecie mieli do czynienia z Rosją konstytucyjną, z parlamentem rosyjskim, wyłonionym z woli ludu. Wtedy już nie będzie o waszych sprawach decydował rząd, ale naród rosyjski, a polityka narodu rosyjskiego będzie nacjonalistyczna. Po nacjonalizmie zaś rosyjskim nie możecie się spodziewać niczego innego, tylko polityki rusyfikacyjnej, dążącej do „abrusienja” kresów.

Zamek Królewski 1924 / 1939

1924…

ZAMEK KRÓLEWSKI.

Głucho w sal labiryncie… Idźmy zwolna, zcicha,
Bo nie zamek to żywych, ale cmentarzysko…
Jakieś kroki szeleszczą, jakby tu, gdzieś, blisko,
Błądziły cienie dawne… Wspomnieniem oddycha

Każdy sprzęt ocalony, każdy gzems, zwierciadło,
Każdy okruch, o czasów mówiący świetności…
Jakiś śmiech dzwoni w głuszy… To czwartkowych gości
Echo biesiad… Nie! Wszystko na wieki przepadło!

Oczodołami patrzą dziur strzaskanych szyby —
W ścianach kule, te z Pragi… Tam, gdzie królów twarze
Widniały na portretach — pustka… Na zegarze

Stoi martwa godzina… Smutno tak, jak gdyby
Śmierć szła tędy przed chwilą ze swą nagą kosą…
Tylko echa się dawne w pustych salach niosą…

Zuzanna Rabska, „Warszawa w sonetach”.
[w:] Alexander Kraushar, Zamek Królewski w Warszawie. Zarys historyczno-obyczajowy z 57 ilustracjami, Księgarnia św. Wojciecha, Poznań-Warszawa-Wilno-Lublin, 1924

1939…

The_Royal_Castle_in_Warsaw_-_burning_17.09.1939.jpg

 

[Prasówka – blog] :-) Imperial Doctrine – Economies of Effort

Rubber-Band Powered Blog

Why does the Empire embark on obscenely expensive programs to create Weapons of Mass Destruction? Because the alternatives are even more terrifyingly expensive.

1030672-watch-death-star-returns-new-trailer-rogue-one-star-wars-story Right-side up (Lucasfilm)

An oft-stated criticism of the Galactic Empire in the Star Wars series is its dependence on building a resource-consuming superweapon, intended to wipe out the Rebel Alliance in one swift stroke. The Death Star, The Death Star II, and the Starkiller Base are all intergalactic-equivalents of our own Weapons of Mass Destruction, each possessing the power to destroy an entire planet.

The reliance on this kind of weapon could be chalked up to lazy story-telling on behalf of the filmmakers. What’s more, naysayers criticise these superweapons on account of resource intensive they are, not to mention the relative ease with which they are destroyed.

DeathStarLaserConstruction.jpeg Were it not for this orbital white elephant, the Empire might still be here with us today (Lucasfilm)

The…

View original post 1 312 słów więcej

Po co katu białe rękawiczki od Ministra Sprawiedliwości – Express Niedzielny Ilustrowany z 1927 r.

EXPRESS NIEDZIELNY ILUSTROWANY

Lódź, niedziela, 29 maja 1927 r.

 

Kat Maciejowski

zwrócił się do ministerstwa sprawiedliwości o wyznaczenie mu specjalnej sumy

na kupno białych rękawiczek.

Z Warszawy otrzymujemy sensacyjną wiadomość w sprawie białych rękawiczek, jakich kat używa przy egzekucji. Zwyczaj wkładania przez kata białych rękawiczek sięga tradycji wiedeńskich i w tamtejszem ministerstwie sprawiedliwości opracowany został ceremonjał zrzucania przez kata białych rękawiczek pod stopy powieszonego na znak że twardemu obowiązkowi sprawiedliwości kat uczynił zadość.

Teraz wiedeński zwyczaj przyjęło polskie ministerstwo sprawiedliwości przy egzekucjach, wykonywanych u nas w kraju, kat p. Maciejcwski dotychczas używał zawsze białych skórzanych rękawiczek.

Ponieważ jednak skórkowe rękawiczki są zbyt kosztownym wydatkiem dla p. Maciejowskiego, który od jednej egzekucji pobiera 100 złotych — więc p. Maciejowski zwrócił się do ministerstwa sprawiedliwości o wyznaczenie mu specjalnej sumy na kupno rękawiczek.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Wydanie gazety dostępne na stronie Bibklioteki Cyfrowej: http://bc.wimbp.lodz.pl

„American Gothic” fotograficzny suplement

Na odwiedzanym przeze mnie regularnie blogu http://edusens.blogspot.com/ pojawiły się ostatnio dwa wpisy, w których analizowano obraz Granta Wooda „American Gothic” (1930 r.):

  1. http://edusens.blogspot.com/2016/11/intrygujacy-dodatek-czyli-o-american.html
  2. http://edusens.blogspot.com/2016/11/gniew-biaej-wiejskiej-ameryki.html

Po ich opublikowaniu przypomniałem sobie o takim zdjeciu, które widziałem kiedyś w otchłaniach Internetu:  dwanaście lat po namalowaniu obrazu modele (Nan Wood i Byron MacKeeby) przy „swoim” płótnie:

LINK:

Kryminalistycznie – druk 3D w służbie śledczym:

money.cnn.com/video/technology/2016/11/16/solving-cold-cases-by-3d-printing-skulls.cnnmoney

Na Uniwersytecie Południowej Florydy zebrali się artyści policyjni, żeby przy pomocy stworzonych w technice druku 3D czaszek na nowo zrekonstruować twarze niezidentyfikowanych osób — Czaszki z tworzywa pokrywane są plastyczną masą w miejscach, gdzie znajdowały się mięśnie.

Sto lat temu w Wa-wie – Legiony na taśmie celuloidowej, Straszny dwór i podatek.

Film z kroniki – defilada Legionów w Warszawie – rok 1916

oraz o pierwszych – od czasu premiery – nieocenzurowanych przedstawieniach „Strasznego dworu” Stanisława Moniuszki:

Kurjer Warszawski nr 307 (r. 1916)

Dyrekcja Opery zapowiada w najibliższych dniach wznowienie „Strasznego dworu” Moniuszki, Reżyser Kawalski poczynił ku temu wszechstronno przygotowania. Przedewszystkiem dokonał redakcji tekstu, przywrócił dawne brzmienie poszczególnych ustępów, które w szeregu lat dowolnie pozmieniano i zepsuto.

(…)

Dzięki tym zarządzeniom nowej reżyserji, wznowienie „Strasznego dworu” wypadnie ze wszech miar dostojnie i wzorowo — i baśń szlachecka, z naiwną swą intryga miłosną, z obyczajami życia wiejskiego, strachami w zegarze, ze swadą i zwadą w słowach, z pieśnią płynną i rytmem porywającym, będzie widowiskiem, pociągającem całą naszą publiczność. Zwłaszcza, że muzyka w „Strasznym dworze” jest cudna, na wskroś polska, a rozbrzmiewająca istotnie, jakby wśród „ciszy dokoła nocy jasnej i czystego nieba.

(…)

Wznowiona obecnie opera (…) będzie w poniedziałek, d. 13-go b. m. na dochód ochrony im. Promyka (…) Niewątpliwie Warszawa pośpieszy tłumnie na to przedstawienie. Każdy grosz, który w ten sposób wpłynie do kasy ochrony (…) to „promyk” światła i radości dla przygarniętej dziatwy.

Natomiast Kurjer Warszawski nr 313 w wydaniu wieczornym poinformował czytelników:

Z radością powitaliśmy wczoraj wznowienie „Strasznego dworu”. Jest to najdojrzalsze dzieło Moniuszki i dotychczas może najlepsza opera polska, a w każdym razie najbardziej polska opera. Wznowienie — przewyborne pod względem reżyserskim — szwankowało jeszcze cokolwiek pod względem muzycznym, jakby mu brakowało próby jeneralnej. Śpiewacy, zwłaszcza w zespołach, niezawsze byli w ścisłej zgodzie z pałeczką kapelmistrza (p. Śledzińskiego), a więc z orkiestrą, co wytwarzało rytm synkopowy bardzo niepożądany. Te nierówności znikną zapewne na następnych przedstawieniach. Mniejszą natomiast mam wiarę w poprawę baletu, który od lat juz wielu stale tańczy mazura za prędko: żeby jednak nie wiem jak szybkie tempo brał kapelmistrz, tancerze zawsze go wyprzedzają, a tupanie ich i hołubce, w ciągłej niezgodzie z muzyką, sprawiają nieznośne wrażenie. Nic pojmuję, dla czego tak się dzieje, dla czego właśnie w mazurze, tym najpiękniejszym ze wszystkich tańców na świecie, tancerze nasi tańczą tak, jakby wcale nie słyszeli orkiestry? Gdzież ma być dobrze tańczony mazur, jeżeli go źle tańczą na pierwszej scenie polskiej? Trzeba temu koniecznie zaradzić! Jeżeli tancerze nie dosyć słyszą orkiestrę, te kapelmistrz musi się do nich stosować; tak, jak dotychczas, trwać nadal nie powinno. Obsada ról jest wyborna, nie mogę pisać o każdym z artystów z osobna; wspomnę tylko o tych, którzy, o ile mi wiadomo, pierwszy raz wystąpili w swoich rolach. P. Mechówna była tedy świetną Hanną o olśniawającej koloraturze, a p. Gołkowska doskonalą Jadwigą. Ze wszech miar udatny był debiut p. Janowskiego w roli Damazego; niktby się nic domyślił, że jest to nowicjusz — śpiewał bez najmniejszej tremy i bardzo pewnie pod względem muzykalnym, grał wybornie i z całą swobodą, słowem, okazał dużo talentu, (…) P. Dobosz, bardzo sympatyczny, jako Stefan, musiał powtórzyć zakończenie arji z kurantem. Miecznik powinien być ucharakteryzowany na trochę starszego; mógłby też przywdziać w ostatnim akcie kontusz z okazji Nowego Roku i przyjazdu gości.

Szczególnie ironicznie musiała — w połączeniu z krytycznymi uwagami o orkiestrze — zabrzmieć notka znajdujaca się na tej samej stronie Kurjera:

Zarządowi miejskiemu złożono projekt opodatkowania na rzecz miasta właścicieli instrumentów muzycznych w domach prywatnych, sklepach’ i zakładach publicznych.

T

„Telekomunikacja” Anno Domini MXMLXV

ca5d30_59e8bbb378ce43f5b4b03501b77b473b

Centralna stacja telegraficzna w Paryżu; Źródło: http://www.telecom-milestones.com/telegraph-historyblank

Kurjer Warszawski z 1865 r., Nr 229

USTAWA

dla prywatnej korrespondencji za pośrednictwem Telegrafu Policyjnego w Warszawie.

1) Przyjmowanie depesz na 12stu stacjach Telegrafu Policyjnego, rozpoczyna się z dniem 1  Października 1865 r. i służy dla wszystkich w ogólności mieszkańców, w każdej porze dnia i nocy, nie wyłączając dni niedzielnych, uroczystych i galowych, za opłatą podług ustanowionej taryfy.

2) Telegraficzne stacje znajdują się: Główna, przy Zarządzie Warszawskiego Ober-Policmajstra w Pałacu Prymasowskim przy ulicy Staro-Senatorskiej; reszta jedenaście stacji, w Urzędach Cyrkułowych Policyjnych, jako to: w Cyrkule i przy ulicy Podwal, w Cyrkule 2 przy ulicy Zakroczymskiej, w Cyrkule 3 przy ulicy Długiej, w Cyrkule 4 przy ulicy Nalewki, w Cyrkule 5/6 przy ulicy Nowej, w Cyrkule 7 przy ulicy Chłodnej, w Cyrkule 8 przy ulicy Twardej, w Cyrkule 9 przy ulicy Mokotowskiej, w Cyrkule 10 przy ulicy Nowy-Świat, w Cyrkule 11 przy ulicy Nowo-Senatorskiej, w Cyrkule 12 na Pradze.

3) Depesze przyjmują się tak w ruskim jak i polskim języku; adresowane być mogą do wszystkich Cyrkułów w celu rozmaitych sprawdzeń, do Wydziału Adresowego, do Banhofów Dróg Żelaznych Warszawsko-Wiedeńskiej i Warszawsko-Petersburgskiej, do Władz Wojennych, do wszystkich Koszar w obrębie miasta i w ogóle podług życzenia podających depesze, na wszystkie punkta miasta.

4) Kwity z uiszczonej opłaty za depesze wydawane będą ze stacji w której były podane.

5) Przynoszone depesze expedjowane będą z kolei.

6) Jeśliby przynoszący depeszę życzył, iżby takowa podaną była w czasie oznaczonym, to na depeszy wypisać należy: „Zatelegrafować nie później jak o godzinie 7 wieczorem lub rano.”

7) Każda depesza winna obejmować wyraźny adres, to jest ulicę, numer domu i nazwisko osoby, do której adresowana, i napisana czytelnie; napisana niewyraźnie i bez podpisu przyjętą nie będzie.

8) W razach nagłych, podający depesze mogą takowe na stacji napisać.

9) Wysyłający depeszę mocen jest żądać objaśnienia, czyli depesza podana doszła przeznaczenia.

10) Otrzymujący depeszę może żądać sprawdzenia takowej, przez odwrotne telegrafowanie do stacji, z której podana została, lecz nie inaczej, jak za uiszczeniem opłaty wedle taryfy.

11) Przy podaniu depeszy można żądać i odpowiedzi, za uiszczeniem opłaty nie tylko za depeszę ale i za odpowiedź, dopisując w depeszy posyłanej: „Odpowiedź za wyrazów tyle to opłacono.”

12) Roznosicielom depesz, za doręczenie takowych żadna opłata nie należy się.

13) Wszelkie zajść mogące nieporozumienia pomiędzy publicznością i służbą przy telegrafach, tudzież sprawdzenie co do oddanych depeszy, rozpoznawane będą każdodziennie i w każdej porze, w Głównej Stacji w Pałacu Prymasowskim.

Warszawa, dnia 24 Września (6 Października) 1865 roku.

Filmowa odtrutka na „osiem do czterech” — relacja z meczu ze Szkocją 1965

Dodam: wygranego.

http://www.britishpathe.tv/

Głębia ostrości, lalka i generał na „tradycyjnym” obrazie.

1.

Odwiedzając Muzeum Narodowe w Warszawie pewnego razu – nietypowo – wybra­łem się do Galerii Sztuki Współczesnej. Nie będę ukrywał, że jest to mój „naj­nie­ulu­bień­szy” dział i  oprócz serii obrazów „Rozstrzelanie” Wróblewskiego nie oczekiwałem niczego co by mnie mogło tam zaciekawić. Jednak ostatecznie moją uwagę przykuł obraz olejny zatytułowany „13 grudnia 1981 rano” spod pędzla Łukasza Korolkiewicza (z roku 1982).

Już 150 lat temu po pojawieniu się wynalazku fotografii stwierdzono, że malarstwo czeka rychły zgon. Bowiem zdjęcie lepiej odda rysy człowieka niż najlepszy obraz, a ważne wydarzenia zostaną szybciej uwiecznione i rozkolportowane na cały świat (jako przeciwieństwo można podać słynny obraz Velazqueza z 1625 „Poddanie Bredy” stworzony dziesięć lat po tym wydarzeniu – Link do Wiki).

Łukasz Korolkiewicz jak można przypuszczać nie boi się jednak porównań do foto­grafii. Jego obraz wygląda nawet na pierwszy rzut oka jak zdjęcie (zwłaszcza w inter­netowych reprodukcjach): na pierwszym planie mamy ciemne wnętrze, a widok za oknem jest rozświetlony i rozmazany. Paradoksem jest, że obraz – malowany za­pew­nie przez dłuższy czas – rekonstruuje fotografię, która mogłaby zostać zrobiona w kilka sekund i na przykład opublikowana w zagranicznym czasopiśmie jako ilustracja z wprowadzenia stanu wojennego.

Właśnie dramatyczne wydarzenie uwiecznione na obrazie spowodowało, że obraz ten mnie zaciekawił. Oto mamy tutaj wszystkie najważniejsze elementy kojarzące się z „13 grudnia” telewizor z obłudnym przemówieniem generała Wojciecha Jaruzelskiego, smętne zasłonki czy brodaty mężczyzna (czyli „ikoniczny” opozycjonista) wyglądający ostrożnie przez okno i skrywający się za framugą: zapewne przeczuwający swoje internowanie.

2.

Kolejny „fotograficzny” obraz artysty zatytułowany jest „Demony”:

Pierwsze, na co zwraca się uwagę to uważny lub przerażony wzrok dziewczynki. Gdyby była to fotografia powiedzielibyśmy, że ostrość ustawiona została właśnie w tym miejscu. Natomiast później zauważamy rzuconą na stół lalkę i ciemny kąt ze słynną fotografią ks. Jerzego Popiełuszki.

Zobaczmy, że wnętrze rozświetlone jest przez promienie padające od okna, czyli dziewczynka siedząca tyłem do framugi powinna mieć twarz w cieniu. Twarz jednak jest  oświetlona. Ponadto dziecko wydaje się wręcz zahipnotyzowane czymś poza kadrem. Możemy z dużym prawdopodobieństwem (graniczącym z pewnością) za­ło­żyć, że ogląda ona telewizję, a twarz oświetlona jest światłem z kineskopu.

Wydarzenia na ekranie muszą być angażujące, bowiem lalka została położona niestarannie na stole, a dziecko jest „zahipnotyzowane” obrazem. Wspomniana wcześniej fotografia księdza Popiełuszki prawie na pewno umiejscawia te scenę w okresie dramatycznych wydarzeń po 19 października 1984 lub w trakcie „procesu toruńskiego”.

Obydwa te obrazy – to komplement dla Korolkiewicza – kierują moje skojarzenia w kierunku obrazów Jacka Malczewskiego, choć oczywiście dzieła J.M. były bogatsze w symbole (a nawet nimi przeładowane). Z tym, że PRLowskimi odpowiednikami rusałek czyhających na wędrowców, demonów, czy wody z zatrutej studni są: generał, porywacze ks. Jerzego czy telewizor emitujący propagandę.

3.

Natomiast pobieżna „kwerenda internetowa” zwróciła moją uwagę na artykuł o Łu­ka­szu Korolkiewiczu ((LINK)) oraz jeszcze jeden fotograficzny obraz Korolkiewicza: „Kontemplacja” (z  1979):

Malarz zastosował tutaj dużą głębię ostrości, kierując swój „obiektyw” na postać w tle i rozmazując pierwszy plan. Co ciekawe i w tym obrazie można się doszukiwać aluzji do ówczesnej sytuacji politycznej: mężczyzna siedzący w skarpetkach na materacu położonym na ziemi, leniwie palony (a nawet kontemplowany!) papieros oraz kartki (ulotki!) to przecież eksponaty kojarzące się ze strajkami i głodówkami przeciw ówczesnej władzy. Niestety reprodukcja nie pozwala dokładnie przyjrzeć się temu obrazowi.

4.

Wieloznaczny stosunek artysty do malarstwa i fotografii najlepiej chyba jest oddany na zdjęciu wykonanym przez Krzysztofa Serafina. Korolkiewicz ukrywa się za tandetną reprodukcją – wydrukiem obrazu Veermeera – i siedzi przy odwróconych obrazach. Znajdujące się na stole: czaszka i szklanka pełna herbacianych fusów wieszczą – być może już ostateczną – śmierć malarstwa.

5.

A ponieważ artysta tworzy, a jego obrazy ciągle „krążą” po rynku sztuki, kilka z nich można obejrzeć na stronie: Galerii aTAK.

[Prasówka] Rosjanie kupują tereny dla „zielonych ludzików” w Finlandii?

Całość: http://www.defence24.pl/481898,rosjanie-kupuja-tereny-dla-zielonych-ludzikow-w-finlandii

Jak podejrzewa fiński kontrwywiad Supo, Rosja kupuje w kraju tereny, na których mieszkać ma jej „personel wojskowy” – podają fińskie media.

Jak donosi Yle Uutiset powołując się na Italehti, jedna z głównych służb specjalnych Finlandii podejrzewa, że sąsiednia Rosja wykupuje na jej terytorium ziemie z myślą o działaniach dywersyjnych. Według doniesień Finowie przypuszczają, że rozmieszczony na nich zostanie personel wojskowy, a Rosjanie będą w stanie – jako właściciele – blokować okoliczne drogi. Obecnie fińskie prawo nie nakłada żadnych limitów na możliwość zakupu ziemi przez obcokrajowców. 

(…)

[Znalezione w sieci] Re-premiera filmu „Halka” z 1929

hal

http://www.iluzjon.fn.org.pl/aktualnosci/info/762/re-premiera-przedwojennej-opery-halka-17-listopada.html

Jedna z trzech polskich przedwojennych ekranizacji opery „Halka” Stanisława Moniuszki do libretta Włodzimierza Wolskiego wraca na ekrany w nowej jakości.

Uroczysta repremiera „Halki” (1929/1932) w reżyserii Konstantego Meglickiego z muzyką na żywo autorstwa Jerzego Rogiewicza odbędzie się 17 listopada o godzinie 19:30 w stołecznym kinie Iluzjon – Muzeum Sztuki Filmowej.

Choć zabrzmi to praradoksalnie, to pierwszy film oparty na operze (!) Moniuszki został nakręcony jako film niemy. 🙂

Film według scenariusza Jerzego Brauna – m.in. współscenarzysty „Mocnego człowieka” (1929) Henryka Szaro – zrealizowano w 1929 roku, u progu ery dźwiękowej, jeszcze jako film niemy. W kinach był wyświetlany z ilustracją śpiewno-muzyczną nagraną na płytach gramofonowych.

 

 

 

Fenomenalny Andrzej Hiolski w arii z „Cyrulika Sewilskiego”

Dla wszystkich, którzy chcą śledzić tekst lub angielskie tłumaczenie wklejam fragment libretta:

Czytaj resztę wpisu »

Rozbrajanie Niemców – XI 1918

[Prasówka] Pechowi piraci morscy (popkultura+rzeczywistość)

Coś dla miłośników książek Toma Clancy’ego (zwłaszcza „Stanu zagrożenia” [Clear and Present Danger]) i filmu „Stan zagrożenia” z Harisonem Fordem:

Oto jeden z „kinowych” prezydentów USA:

w książkowej/filmowej opowieści kompletnie nie panował nad swoją administracją, co pozwoliło ambitnemu wiceprezydentowi dokonać tajnej terrorystycznej inwazji na Kolumbię. Oczywiście w ramach walki z mafiami narkotykowymi.

Na szczęście niecne plany pokrzyżował niepozorny super-agent & analityk John Patrick (Jack) Ryan:

Niestety Ryan po nieautoryzowanej akcji wiceprezydenta musiał zeznawać przed kongresową komisją śledczą, z czego – jak w każdej baśni – wyszedł obronną ręką, kontynuując karierę w amerykańskim stylu:

od wykładowcy historii w Akademii Marynarki Wojennej, przez przepastne komory balastowe „Czerwonego Października”, bagno Centralnej Agencji Wywiadowczej, aż po własny fotel w Owalnym Gabinecie (sic!).

Zajęło mu to zaledwie kilka powieści 😀

A teraz o piratach!

Wszystkie dramatyczne wydarzenia wspomianej historii miały miejsce po tym, gdy Straż Przybrzeżna zatrzymała na przemytników narkotyków z Kolumbii, za morderstwo dokonane na morzu, co stanowiło podstawę do próby przeprowadzenia procesu na podstawie przepisów dotyczących zbrodni piractwa z… XIX wieku.

Ksiązka ta przypomniała mi się po przeczytaniu w dniu wczorajszym pewnej notatki prasowej:

http://www.defence24.pl/487272,usa-piraci-pomylili-okret-ze-statkiem-i-dostali-dozywocie

Dwóch somalijskich piratów, którzy ostrzelali w 2010 roku amerykański okręt desantowy z karabinków AK-47 zostało skazanych na dożywocie. Trzeci otrzymał wyrok 33 lat więzienia.

Do ataku doszło w kwietniu 2010 r. na Zatoce Adeńskiej 330 Mm od Dżibuti. Siedmiu somalijskich piratów na szybkiej łodzi motorowej pomyliło amerykański okręt desantowy USS Ashland (LSD-48) typu Whidbey Island z cywilnym statkiem transportowym i próbowało z bronią dokonać jego abordażu. Kiedy jednak otworzyli ogień z karabinków AK-47 z okrętu oddano dwa strzały z armaty Mk-38 Mod 2 kalibru 25 mm, które zabiły jednego z Somalijczyków i resztę zniechęciły do jakichkolwiek działań.

Piraci zostali później aresztowani i postawieni przed sądem stanu Wirginia w Norfolk. Początkowo pięciu z nich otrzymało wyroki więzienia od 30 do 40 lat. Były to pierwsze ukarane akty piractwa w Norfolk od ponad 150 lat.

[znalezione w sieci] The last day of hot metal press before computers come in at The New York Times

[Prasówka – Blog 2+3D] O nowomowie dizajnu + dodatki graficzne

bez-tytulu

Problem – absurdalne użycie język obcego. Źródło: http://www.nowomowa.com.pl/realizacje/reklama_wizualna/reklama_wewnetrzna.html

http://www.2plus3d.pl/artykuly/wciskanie-kitu-o-nowomowie-dizajnu

W pismach, na stronach internetowych czy w programach telewizyjnych z „designem” w tytule obserwujemy coś, co można określić jako szczucie dizajnem. To wciskanie kitu polega na udawaniu, że wszystko jest OK i jedyną rzeczą potrzebną ludziom do szczęścia jest dizajn, że jesteśmy takim samym europejskim krajem jak, dajmy na to, Holandia czy Dania, a nasze marzenia krążą wokół pięknych rzeczy… Może i krążą, jednak z tą różnicą, że te rzeczy kosztują Tu tyle samo co Tam, a średnie zarobki są całkiem inne. Przeciętnie zarabiający Polak może jedynie pooglądać dizajn, nabierając przekonania, że to coś, na co go nie stać.

(…)

Ratowanie zasobów planety, wykorzystywanie lokalnych źródeł materiału i zasobów ludzkich, odnawialność materiałów, unikanie produkcji odpadów, ograniczanie zużycia energii, kształtowanie zrównoważonego społeczeństwa… To wszystko pięknie brzmi, ale jak ma się do tego naszyjnik z papieru, kolejna lampa z trawy, przycisk na biurko z ekologicznego plastiku czy inne mało potrzebne gadżety za grube pieniądze? Określenie „dizajn zrównoważony”, a przynajmniej jego brzmienie, stało się swoistą manierą, przykrywką do produkcji kolejnych niepotrzebnych rzeczy, bez których świat, który chcemy ratować, może spokojnie się obejść. Trochę gorzej z projektantami, którzy upatrują w byciu „trendy‑zrównoważonymi” szansy na powodzenie. Nie ma w tym nic szczególnego, że ludzie chcą osiągać sukces, tylko po co rozmydlać go wciskaniem kitu? Takie podpinanie się z „trendy‑gadżetami” pod ideę szukania zrównoważonego świata to kokieteria niemająca wiele wspólnego z ratowaniem Ziemi.

Produkowano by mniej kitu, gdyby ładnym przedmiotom towarzyszyły szczere wypowiedzi. Nie powinny one pozostawiać wątpliwości, że niektóre rzeczy mają jedynie dobrze wyglądać, być ozdobą, sprawiać przyjemność. Bo pewne przedmioty są właśnie do tego. Wtedy już nabywca decyduje, czy kupuje ten kit, czy też nie. Gorzej, jeśli usiłuje się nas przekonywać, że są to rzeczy „wielkoideowe”, a kupując je, robimy sobie podwójnie dobrze – nie tylko zostajemy ich posiadaczami, ale ratujemy świat.

Goplana, maliny i zmory w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej

Pierwsze od roku 1949 przedstawienie „Goplany” autorstwa duetu Żeleński-German niewątpliwie jest wielkim wydarzeniem, wartym odnotowania i skomentowania, jednak dzisiaj Bestiarusz Kulturalny postanowił zamieścić – znalezioną jakiś czas temu – oryginalną recenzje z PRAPREMIERY Goplany w roku 1896,

a także unikatowy egzemplarz libretta z Biblioteki Teatru Lwowskiego (Lwów, 1896), z wpisami suflerskimi[link].

A oto recenzja:

GŁOS NARODU z dnia 24 Lipca 1896 roku, Nr. 168 [LINK]

Z dawna — i z takiem upragnieniem oczeki­wana najmłodsza córa muzy Władysława Żeleńskiego „Goplana”, została wczoraj po raz pierwszy w świat wprowadzoną. Łatwo zrozumieć, że ukazanie się na widowni dzieła, do którego ogół polski i wielkie zna­czenie i tyle nadziei dla sztuki przywiązywał, mu­siało obudzić wśród niego niezwykłe ożywienie, a za­interesowanie w mieście naszem tem silniejsze, że pierwszy to podobno wypadek, aby opera świeżo po­wstała, święciła premierę na scenie krakowskiej.

Jak wiadomo, libretto do „Goplany” zawdzięcza Żeleński radcy szkolnemu p. Germanowi, któremu znów głównego materjału dostarczył Słowacki, czer­piący klejnoty do swojej „Balladyny” — ze skar­bnicy podań ludowych.

Że „Balladyna” nie od dziś stanowiła cel we­stchnień dla kompozytorów naszych, o tem świadczy illustracja muzyczna, w jaką część fantastyczna zwła­szcza utworu została uposażoną naprzód przez Hoffmana, a następnie przez Henryka Jareckiego. Tej predylekcji zresztą muzyki dla poematu Juljusza dzi­wić się nie można. Wprowadzenie do dzieła czyn­ników wysoko idealoych ze skrajnie fealistycznemi, rozmaitość obrazów, to raz trzymanych” w oświetleniu łagodnego liryzmu, to znów pogrążonych w nastrój silnie dramatyczny — wszystko to przecież powody, mogące do „Balladyny” pociągnąć kompozytora, któ­ry po za obszarem uczuć znajduje tutaj jeszcze wdzięczne tło do uwydatnienia, czy to barwnej cha­rakterystyki, czy też efektów nastręczających się z ze­tknięcia dwóch kontrastujących z sobą światów: ziemskiego i eterycznego.

Nazwisko Słowackiego i imię głównej jego bo­haterki uwalnia nas od szczegółowego powtórzenia treści opery. Oczywiście w przetworzenia budowy po­ematu dokonanem ręką p. Germana na libretto, da­wne sytuacje ledwie się tutaj migocą, postacie ledwie się wychylają, rzecz jednak cała, przyznać trzeba, z wielką zręcznością ułożona. Z wyjątkiem zakończęnia samego, gdzie akcja zbyt pospiesznym krokiem dąży do rozwiązania katastrofy, sytuacje zresztą roz­wijają się naturalnie, symetrja w budowie i w ugru­powaniu figur — odpowiednia, górujące efekty, tre­ściwie i praktycznie przygotowane. Niepraktycznem jedynie dla kompozytora może być: 1) usunięcie z głó­wnego personalu głosu basowego, tej ważnej podstawy dla ensemblu i 2) wprowadzenie w obsadę naczelnych partyj aż sześciu głosów żeńskich — zbytek, na jaki nie prędko która scena zdobić się potrafi. Nie­mniej zastanawiającą jest rzeczą, dlaczego poemat Słowackiego w przeobrażeniu swem na operę otrzy­mał nazwę „Goplany”? Możnaby stąd wnosić, że punktu ciężkości działania powinnibyśmy szukać w czę­ści fantastycznej opery, gdy tymczasem rzecz ma się, przeciwnie i podobnie jak w tragedji tak i tutaj po­stać Balladyny pozostaje na dawnem stanowisku — głównej bohaterki utworu.

Na kanwę ujętą w ramy 3-aktowej partycji rzu­cił Żeleński mnóstwo kwiatów szczerego natchnienia. Arja wstępna „Goplany” piosnka Grabca, romans Kirkora, scena marzycielska Aliny przy końcu I aktu, scena zamiany Grabca w wierzbę, pieśń przy winie w akcie ostatnim — wszystkie te ustępy pełne są pięknych pomysłów i świadczą chlubnie o subtelno­ści uczuć. Nader wdzięcznym jest także chór rycerzy wstępny i chór wieśniaków w akcie II, gdzie żywioł narodowy w sympatycznej i iskrzącej objawia się for­mie. Ale koronę partycji nazwalibyśmy na wskróś dramatycznością owiany duet między Aliną a Balladyną jak w ogóle cały akt II odznaczający się szczególną melodyjnością i efektownym układem.

Obok tych pereł jednakże nie brak w partycji miejsc nużących rozwlekłością, jak n.p. kwintet I aktu lub też takich, które ludzi muzykalnie wykształ­conych mogą przez swoje kombinacje harmoniczne i kontrapunktyczne w zachwyt wprowadzić, ale dla przeciętnego słuchacza operowego mają znaczenie — łamigłówki. Najmniej szczęśliwym wydał się nam akt III w pierwszej swej połowie, aczkolwiek nale­żałoby oczekiwać, że właśnie z wzrastającą na sce­nie akcją wzmoże się także energja kompozytora i puls jego do energiczniejszej twórczości pobudzi. Brakuje także muzyce eterycznej „Goplany” tej powiewności, która u Mendelsohna we „Śnie nocy le­tniej” w tak nierozerwalną całość z poematem się splata, że jednej bez drugiego pomyśleć nie można. Jakkolwiek indywidualność Żeleńskiego na każdej nie­mal karcie partycji cechę swoją znacząco wyciska, nie da się przecież ukryć, że twórca „Goplany” na podszepty obcych kompozytorów, jak n.p. Schuberta, Thomasa, Masseneta, nie zawsze obojętnie się zacho­wuje. Jeżeli zaś koniecznie idzie o wynalezienie wzo­ru, mogącego służyć tutaj za szczególną modłę do naśladownictwa, to wzór ten dałoby się odnaleźć w znakomitym twórcy „Lohengrina”. Widać to nie tylko z traktowania orkiestry, której Żeleński nadaje ważną rolę, chociaż nie tak ważną, jak Wagner chcą­cy niekiedy głosy ludzkie zepchnąć na plan ostatni, ale widać także i z owego splotu motywów tak zwanych: „programowych”, powtarzających się w ciągu opery w różnych tonacjach i harmonjach. Nie można jednak z tego powodu czynić zarzutu kompozytorowi. Dzisiaj, kiedy wszyscy prawie stąpają śladami wytkniętemi przez Wagnera, żądanie, aby kompozytor nie ulegał wpływom nowożytnego reformatora dra­matu muzycznego, byłoby chyba tylko prostem dzi­wactwem.

Że partycja „Goplany” pod względem opracowa­nia technicznego zdradza rękę mistrza, który taje­mnice sztuki zgłębił do dna — o tem dobrze wszystkim wiadomo. Aby więc rzecz w kilku słowach zakończyć, powiedzmy: „Goplana” jest dziełem wykwintnego smaku, opracowanem z drobiazgową starannością tak w kierunku wokalnym, jak i orkiestralnym, dziełem, nakazującem poszanowanie dla twórcy swojego, nie­tylko z powodu jego wysokich zdolności kompozytor­skich i daru kombinacyjnego, ale i z powodu usiło­wań, jakie około wydobycia nowych żywiołów dla naszego dramatu lirycznego podjął.

Jaki los czeka „Goplanę”, przyszłość okaże. To jednak pewna, że ci, którzy pod sterem dyr. Jare­ckiego zespolili się wczoraj na scenie naszej nie; szczędzili nakładu sił, aby dzieło przyodziać w szatę jak najgodniejszą i zbliżyć go do serca słuchaczów. Chcąc wymienić zasłużonych, należy powtórzyć wszy­stkie imiona objęte afiszem, a więc panie: Kasprowiczową, Dąbrowską, Kiustelnicką, Camilową, Kliszewską, Bohussównę; panów: Sienkiewicza, Gór­skiego i Almę.

Na słowo gorącego uznania zasługują również, dobrze przygotowane chóry i orkiestra a wraz z stro­ną dekoracyjną i kostiumową godzi się podnieść cały układ sceniczny przedstawienia, który do celniejszych wyników pracy reżyserskiej należy, ile, że sama na­tura wprowadzonych na scenę postaci, charakter poe­tycznej fikcji, potrzeba wreszcie połączenia i dopaso­wania najsprzeczniejszych z sobą czynników — wszy­stko to stanowi trudne istotnie zadanie dla artystów, reżyserji i maszynerji. Słowem, w każdym kierunku objawiło się staranie o jak najsumienniejsze spełnie­nie obowiązku względem dzieła polskiego, w którego bliższe rozpatrzenie niestety zbyt późna pora (przedstawienie przeciągnęło się do godziny 11) dzisiaj za­puszczać nam się nie pozwala. Ocenił te szlachetne usiłowania najwymowniej sam kompozytor; gdy bo­wiem z zapadnięciem kurtyny po 1-szym akcie cała sala zawrzała burzą oklasków i wywoływań, złączo­nych z huczną fanfarą orkiestry, ukazuje się na sce­nie formalnie zasłanej kwiatami twórca „Goplany” i wśród przejmującego wzruszenia zabiera głos aby po­dziękować artystom, którzy dzieło jego prawdziwą miłością otoczyli.

Pozostaje wreszcie dodać, że powtórzona po skoń­czeniu opery owacja, wywołała również na scenę au­tora libretta i dyr. Jareckiego, którym za udział w tem uroczystem święcie, jakie sztuka polska wczoraj na scenie krakowskiej obchodziła, miano istotnie „dobrze zasłużonych” przynależy.

Zaduszki 02 – polska parafraza „Dies irae” – z manuskryptu Jerzego Elsnera (1847 r.)

dies ir02.jpg

Dzień ów gniewu dzień zniszczenia
I w proch świata obrócenia
Spełni proroctw ogłoszenia.

Jakiż strach, przejmie każdego
Gdy ujrzy Boga sędziego
Na osądzenie wszystkiego

Trąba groźna Archanioła
Groby świata wzruszyć zdoła,
Przed tron Pański nas powoła

Śmierć zadrży i przyrodzenie
Że wszelkie wstanie stworzenie,
Na wyroku usłyszenie

Z księgi będzie objawiony,
Szereg czynów dopełniony
Iz tego świat osądzony

A gdy Sędzia juz zasiędzie
Wszystko na jaw wydobędzie
Nic bez kary tam nie będzie

Lecz ja nędzny powiem, Panie
Kto obrońcą się mym stanie
Gdy każdy uzna karanie

Królu Tronu straszliwego
Który zbawić chcesz każdego
I mnie także zbaw grzesznego

Wspomnij Królu wybawienia
Jam powód Twego cierpienia
Nie gub mnie w dzień zatracenia

Szukałeś mię spracowany
Odkupiłeś krzyżowany
Niech nie zginą twoje rany

Sędzią Boże sprawiedliwy
Bądź mi teraz miłościwy
Nim przyjdzie ów dzień straszliwy

Wzdycham z serca obwiniony
Wstyd mnie za grzech popełniony
Bądź tu Boże uproszony

Magdalenie Tyś darował
I łotrowi gdy żałował
Dla mnie nadzieje zachował

Prośba ma niegodna tego
Lecz sam z miłosierdzia Twego
Zbaw, mnie od ognia wiecznego

Niech zdobremi połączony
Będę od złych odłączony
Na prawicy postawiony

A gdy skończysz z przeklętemi
W Ogień piekła skazanemi
Powołaj mnie z wybranemi

Pokorne wnoszę błagania
Z Sercem skruszonym wołanie
O mym losie miej staranie

Dzień to będzie opłakany
Dzień to będzie opłakany
Kiedy zgrobu powołany

Stanę jako obwiniony
Przebacz wszelki błąd spełniony
Przebacz wszelki błąd spełniony

Łaskawy Jezu i Panie
Daj im wieczne spoczywanie

 

Źródło cyfrowa biblioteka POLONA: https://polona.pl/item/1220539/

Zaduszki 01 – Stanisław Tęczyński – portret

Uważne spojrzenie, wspaniały staropolski strój i postawa godna arystokraty – to Stanisław Tęczyński. Gdy Tomasz Dolabella uwieczniał młodzieńca na obrazie, Stanisław nie mógł wiedzieć, że niedługo umrze. Będzie miał wtedy zaledwie 23 lata.

Moim zdaniem najciekawszy portret, który pozostał nam po I Rzeczypospolitej.

http://www.ratujtenczyn.org.pl/files/Portret_Stanis_awa_T_czy_skiego.pdf

Stanisław, hrabia na Tenczynie (1611-1634), herbu Topór, najmłodszy z trzech synów Jana Magnusa Tęczyńskiego, wojewody krakowskiego, i Doroty z Mińskicgh (…) Umarł w Kamieńcu Podolskim w czasie przygotowywanej wojny z Turcją (podobno na skutek ran zadanych mu przez dzika na polowaniu), zamykając linię męską rodu (mowę w czasie wyprowadzenia zwłok z obozu wojskowego wygłosił 10 listopada Jakub Sobieski). Młodzieniec ukazany we wnętrzu mieszkalnym, stojący obok stolika nakrytego wschodnim dywanem; prawa dłoń wsparta na biodrze, obok rękojeści karabeli, lewa na książce na stoliku. Ubrany w biały żupan, takiegoż koloru delię podbitą brunatnym futrem, zapiętą szeregiem guzów oraz w ciemne spodnie; buty żółte, na głowie ciemnoczerwony kołpak z pękiem czaplich piór, ozdobiony klejnotem. Tło płaskie, ciemne, w prawym górnym rogu ożywione otworem okiennym z widokiem na niebo z obłokami. W lewym górnym narożniku napis: STANISLAYS COMESIN TEN. / CZYN. IOANNIS PALATINI CRAC[OVIENSIS] VLTIMI VIRORVM DE TENCZYN FILIVS.
(…)
Autor zdradza dobrą znajomość realiów polskiej kultury szlacheckiej, dostrzegalną głównie w wiernym odtworzeniu akcesoriów stroju i otoczenia. Kobierzec tzw. polski na stoliku, import z Kaszanu, ma bliski odpowiednik w prywatnej kolekcji w Kuwejcie, co ujawniła Christine Klose (1993) stwierdzając zarazem, iż portret wawelski jest jednym z dwóch znanych w świecie wizerunków z przedstawieniem kobierców z Kaszanu (obok Portretu Senatora Leandra Bassana w Ashmolean Museum w Oxfordzie). Sugestywność ujęcia postaci, szczegółów pozy i wyrazu twarzy przemawiają za powstaniem dzieła jeszcze za życia Stanisława, w krótkim czasie po jego powrocie z Włoch w r. 1633, a przed wyjazdem do Kamieńca, zapewne w następnym roku. Stanisław był więc wtedy w wieku 22-23 lat, czemu nie przeczy jego malarska podobizna. Łacińską inskrypcję uznać wypada za późniejszą, umieszczoną już po śmierci Stanisława, kiedy wiadomo było, że to jego ojciec, który go przeżył, jest „ultimus yirorum de Tenczyn”.

[Międzyepokowy slam poetycki] Dziady

W. Szekspir „H.”

Patrzcie! znów idzie. — Zastąpię mu drogę,
Choćbym miał zdrowiem przypłacić. — Stój, maro!
Możeszli wydać głos albo przynajmniej
Dźwięk jakikolwiek przystępny dla ucha:
To mów! Czytaj resztę wpisu »

[Polecam] Polityka niemiecka wobec Warszawy – Centrum Badań nad Totalitaryzmami

https://obnt.pl/pl/aktualnosci/polityka-niemiecka-wobec-warszawy/

Na dwa miesiące przed wojną, w lipcu 1939 r. na Międzynarodowym Kongresie Urbanistycznym w Sztokholmie polscy delegaci uzyskali poufne informacje o nominacji niejakiego Pabsta na naczelnego architekta Warszawy z dniem 1 października.

Faktem jest, że bombardowanie stolicy we wrześniu 1939 r. dokonywane było według przygotowanego zawczasu planu. Zostało to dowodnie wykazane w memoriale zredagowanym przez znakomitego historyka sztuki i znawcę Warszawy Alfreda Lauterbacha na krótko przed jego zamordowaniem 19 listopada 1943 r.

[Święci, o których nie słyszeliście] św. Ekspedyt (Wierzyn)

W jednym z bocznych ołtarzy w kościele pod wezwaniem Najświętszego Zbawiciela w Warszawie znajduje sie ciekawa rzeźba świętego, to święty Ekspedyt:

Czytaj resztę wpisu »

Artur Rubinstein w 2 odsłonach: Polonez Chopina oraz wspomnienie z konferencji Narodów Zjednoczonych w 1945

Polonez As-Dur op. 53

http://historia.org.pl/2015/05/17/manifestacja-rubinsteina-w-onz/

Artur Rubinstein (1887 – 1982)

Rubinstein mówił: „Była duża sala, pełna chorągwi. Ja przyszedłem na próbę i szukałem chorągwi polskich. Chorągwi polskich nie było. Jak to, powiedziałem, cała wojna szła o Polskę. Niby to Francja, Anglia, Ameryka walczyły za Polskę. Ja byłem absolutnie wściekły. Jak był koncert po południu, musiałem zawsze podczas wojny grać na początku hymn amerykański. I grałem tym razem też, jak zwykle, ale nagle coś we mnie wezbrało. Moja żona stała tam za kulisami, wiedziała, co ja robię”.

Czytaj resztę wpisu »

Kradzież państwa AD. 1066

Gdy w 1066 roku król Edward Wyznawca zmarł, możnowładca Harold za zgodą wiecu został królem Haroldem II.

H. musiał w jednym roku stawić czoła aż dwóm inwazjom pretendentów do korony angielskiej (norweskiej i normańskiej).

Co prawda 25 września 1066 roku pod Stamford Bridge skutecznie obronił koronę Anglii przed królem Norwegii Haraldem III Surowym, jednak 14 października 1066 roku musiał ulec na polach pod Hastings księciowi normańskiemu Wilhelmowi – ginąc od strzały (lub według innych źródeł: rozsiekany przez normańskich rycerzy).

Czytaj resztę wpisu »

Cenzura carska w powieści Gyorgy Spiro

Fragment powieśći Gyorgy Spiro, Iksowie, której akcja toczy się w Królestwie Polskim po roku 1815:

W tych uroczystych dniach i tygodniach Bogusławski nie przejmował się, że już nie on stoi na czele teatru, niech teraz Osińskiego boli o to głowa. Trzy dni trwały próby nad Jadwigą, do której Kurpiński napisał muzykę, a Niem­cewicz tekst, potem próby trzeba było zawiesić, gdyż ktoś wpadł na to, iż w sztuce jest mowa o unii polsko-litewskiej, a teraz nie był to temat zbytnio na czasie. Jednocześnie po kilku próbach zawieszono prace nad OtellemMak­betem: w jednej sztuce doszło do uduszenia, a w drugiej do królobójstwa.

Dlaczego cenzura carska tak stanowczo zareagowała? Otella i Makbeta odebrano bowiem jako aluzję do okoliczności śmierci Pawła I, ojca panującego wówczas Alekksandra I:

Czytaj resztę wpisu »

[Polecam] Najnowszy numer Teologii Politycznej Co Tydzień / Inteligenzaktion

Prapremiera„Strasznego dworu” i zegar na głównym skrzyżowaniu Warszawy

Przeglądając kolejne numery Kurjera Warszawskiego z września i października 1865 dowiedziałem sie także o pewnym udogodnieniu dla mieszkańców Warszawy.

(Kurjer Warszawski, nr 230 z 10 października) donosił:

Czytaj resztę wpisu »

Uczciwy znalazca – urok ogłoszeń w dawnych gazetach

Szukając materiałów do wpisu o prapremierze Strasznego dworu na łamach Kurjera Warszawskiego nr 231 z dnia 11 października 1865 r. znalazłem takie ogłoszenie:


Redakcja Kurjera Warszawskiego, otrzymała list następujący: „Za obowiązek poczytujemy sobie donieść Redakcji, że zegarek, o który zrobiliśmy podanie, znalazł się; odniósł go uczciwy mularz Florjan Schnejder, mieszkający przy ulicy Wilczej pod Nrem 1704, który sam wprawdzie czytać nie umie, ale prosił Majstra swego prenumerującego Kurjera Warszawskiego, ażeby jeżeli wyczyta ogłoszenie o zgubie zegarka, zawiadomił go o tem. Taka uczciwość, warta żeby o niej zrobić wzmiankę w Kurjerku”. Czyniąc zadosyć powyższemu życzeniu, chętnie zamieszczamy w naszem piśmie wiadomość o tym uczciwym postępku Florjana Schnejdera.


Już-stara reklama… z 1995 roku

reklama

Muzyczne tornado w Warszawie – 28 września 1865

moniuszko20fotografia20cbn_4905342

Stanisław Moniuszko, fotografia. Źródło: Biblioteka Cyfrowa Polona

O muzyce Szopena Robert Schumann napisał, że to armaty ukryte w kwiatach. Trzymając się tego rodzaju porównań można powiedzieć, że w Warszawie 28 września 1865 roku eksplodowała muzyczna bomba atomowa. W samym środku spacyfikowanego Królestwa Polskiego, ledwo rok po egzekucji przywódców powstania styczniowego widzowie zobaczyli na scenie Opery obóz zwycięskich polskich żołnierzy sprzed półtora wieku, bohaterowie aluzjami śpiewali o matce-ojczyźnie i wspominali dawne bohaterskie czasy. Taką siłę rażenia miał Straszny dwór Stanisława Moniuszki i Jana Chęcińskiego.


Przed premierą Kurjer Warszawski 28 września 1865 r. (nr 220) informował jedynie:

Dziś nowa opera Moniuszki Straszny dwór. W liczbie pięknych sytuacji tej opery, najwięcej zdaje się posiada takowych akt 3ci pomienionego dzieła, jest w nim bowiem kilka scen żywych a dowcipnych, prawdziwie zainteresować mogących słuchaczy. Obok tego są różne zajmujące szczegóły, jak zegar starożytny grający, prześlicznym odzywający się kurantem, tajemnicze szafy; i maszynerja przyszła tu w pomoc Oświecenie Xiężycem twarzy młodziana (P. Dobrski) podczas gdy tenże zadumany oparty stoi w oknie, niezwykły wywołuje efekt. Całe nareszcie dzieło pełne, jest zalet muzycznych, a jako utwór dramatyczny odznacza się dobrem librettem stopniowo pobudzającem ciekawość. — Libretto do nowej opery P. Moniuszki Straszny Dwór, napisane przez P. Chęcińskiego, jest do nabycia we wszystkich Kięgarniach, oraz przy wejściu do Teatru.

Czytaj resztę wpisu »

[Zapowiedzi wydawnicze] Nowe dwujęzyczne wydanie Platona – dialog „Kriton”.

http://www.omp.org.pl/aktualnosc.php?idAktualnosci=294

Teologia Polityczna wraz z Ośrodkiem Myśli Politycznej wyda dialogi Platona w nowym tłumaczeniu prof. Ryszarda Legutki. Jako pierwszy tom w nowej serii Biblioteki Platońskiej ukaże się Kriton.

Kriton należy do najbardziej znanych dialogów Platona, a jego główny temat – odrzucenie złożonej Sokratesowi przez Kritona propozycji ucieczki z więzienia – do dzisiaj w fundamentalnym stopniu kształtuje wyobraźnię filozoficzno-polityczną Europy. Wspólnie z Ośrodkiem Myśli Politycznej planujemy wydanie tego jednego z najważniejszych dialogów dorobku Platona w tłumaczeniu prof. Ryszarda Legutki. Oprócz polskiego przekładu wydanie obejmie także grecki tekst dialogu i obszerny komentarz napisany przez tłumacza.

(…)

Czytaj resztę wpisu »

Krzyż w sztuce

krzyz_w_zadymce

Józef Chelmoński, Krzyż w zadymce; http://www.pinakoteka.zascianek.pl

Krzyże stawiano z drzewa przy wioskach, drogach i rozstajach bardzo wysokie, a to dlatego, żeby w miarę ugniwania w ziemi można je było wielokrotnie na nowo zakopywać, dopóki zupełnie nie zmalały. To zakopywanie i podpieranie starych krzyżów odbywało się zwykle po dniu zadusznym w jesieni.

Zygmunt Gloger, Encyklopedia Staropolska

krzyz_na_rozstaju

Michał Wywiórski (Gorstkin), Krzyż na rozstaju, http://www.pinakoteka.zascianek.pl

przed_burza

Michał Wywiórski (Gorstkin), Przed burzą, http://www.pinakoteka.zascianek.pl

the_cross_beside_the_baltic

Caspar David Friedrich, Krzyż nad Bałtykiem; http://www.artble.com/

mp950

Władysław Wankie, Chrystus na Krzyżu; http://cyfrowe.mnw.art.pl

Dżokeje, tabaka i mazur pod zegarem.

Brytyjski wizjoner operowy David Pountney, wodząc po partyturze Strasznego dworu okiem zupełnie pozbawionym balastu polskich uprzedzeń i fobii, spróbuje odnaleźć inny klucz do arcydzieła.

Taki fragment znalazłem na stronie Teatru Wielkiego – Opery Narodowej, w okolicach zeszłorocznej premiery opery Moniuszki. Od razu pojawiła mi się wizja tego wszystkiego, co we współczesnej sztuce mi się nie podoba: uwspółcześniania na siłę, obrzydzania czy propagandy.

csm_biel1013_g_7a36f183fc

Więc gdy się rozstaniem,/ Przed słońca świtaniem,/ Kto żyw, kto brat,/ Bierz w dłoń pełną czaszę! Strzemienne rzecz godna/ Wychylić je do dna. [Ten obrazek i kolejne pochodzą ze strony: teatrwielki.pl]

Gdy czytam taki opis to (za Zbigniewem Herbertem) nie wytrzymuję takich hybryd, ja uciekam przez okno z krzykiem.  Zazwyczaj. Tym razem nie uciekłem i obejrzałem do końca. Potem oglądałem/słuchałem jeszcze wiele razy.

Czytaj resztę wpisu »

[link – Retronaut] Znane i mniej znane zdjęcia polskich pilotów z drugiej wojny światowej.

Ekipa portalu Retronaut zawsze znajdzie ciekawe zdjęcia z przeszłości – a to z lat 30-tych, a to majace już wartość historyczną zdjęcia z lat 70-tych i 80-tych. Jednak aktualny wpis to miód na moje serce: zdjęcia polskich żołnierzy RAF 🙂 Zapraszam do odwiedzania tej zacnej inicjatywy.

http://mashable.com/2016/07/02/polish-airmen/#JLPgfvXn4mqh

[Link] Wood That Went To War – rzecz o konstrukcji angielskich żaglowców.

Coś dla miłośników żaglowców z okresu wojny o niepodległóść Ameryki oraz wojen napoleońskich i namiętnych czytelników prozy Forestera i O’Briena:

http://www.thedearsurprise.com/wood-that-went-to-war/

p_war_wood2_5

 

 

 

Koniec lata w Łazienkach Królewskich

[Link – Polona] Nieśmiertelne frazy Sienkiewicza w obcych przekładach.

http://blog.polona.pl/2016/09/sienkiewicz-w-przekladach/

Henryk Sienkiewicz już za życia był jednym z najczęściej przekładanych polskich autorów. W Polonie możecie znaleźć bardzo wiele obcojęzycznych wydań, które systematycznie gromadzimy w osobnej kolekcji. Są tam nie tylko przekłady na angielski, niemiecki, francuski czy rosyjski, ale także sporo wydań w jidysz, tłumaczenia na serbski, niderlandzki, duński czy islandzki. Poza oczywistymi tytułami natrafić można na mniej znane i często zaskakujące dzieła, jak choćby ozdobiony na okładce romantyczno-tragicznym kowbojem wydany w Mediolanie western Lilliana. Autor Lilliany, podpisany jako Enrico Sienkiewicz, pierwotnie publikował swoje dzieło w odcinkach w „Gazecie Polskiej” jako nowelę Przez stepy. Nad Sienkiewiczem pracowali też esperantyści, na warsztat biorąc przede wszystkim jego nowele.

Czytaj resztę wpisu »

Sofonisba Anguissola

http://niezlasztuka.net/o-sztuce/sofonisba-anguissola-zapomniana-mistrzyni/

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Muzeum Narodowe w Warszawie, 25.08.2016

Do tego autoportretu pozuje razem ze sztalugą i jej kolejnym powstającym kolejne dziełem.

Z linku możecie się o tej ciekawej postaci więcej

Decyzja Amilcarego o kształ­ce­niu arty­stycz­nym córki usta­no­wiła pre­ce­dens. Artyści zaczęli przyj­mo­wać na uczniów kobiety. O Irene di Spilimbergo, uczen­nicy Tycjana, można prze­czy­tać, że „ujrzaw­szy por­tret Sofonisby Anguissoli, wyko­nany jej rękami, zapre­zen­to­wany Filipowi, kró­lowi Hiszpanii, oraz sły­sząc szcze­rze pochwały jej sztuki malar­skiej, powo­do­wana zazdro­ścią, poczuła gorące pra­gnie­nie, aby dorów­nać tej szla­chet­nej i uta­len­to­wa­nej pan­nie”

« Older entries Newer entries »