Kącik prawno-literacki: Niejednoznaczność uchwały Rady Miejskiej a’la „Pan Tadeusz”

Rada Miejska we W. w niewłaściwy sposób skorzystała z upoważnienia ustawowego do ustanowienia prawa miejscowego w postaci zasad usytuowania miejsc sprzedaży i podawania napojów alkoholowych. Niejednoznaczne określenie odległości miejsc sprzedaży napojów alkoholowych od miejsc chronionych, sprzyjające dodatkowo możliwości różnego ich pojmowania, nie dąży do realizacji celu ustawy, tj. m.in. ograniczania dostępności alkoholu i tworzenia warunków motywujących powstrzymywanie się od spożywania alkoholu. Wręcz przeciwnie, może ono stanowić instrument służący omijaniu założeń ustawodawcy pod pozorem działania zgodnego z prawem. Brak precyzji normy zawartej w ustępie 4 § 1 Uchwały ujawnia się w sytuacji, w której zastosowano by sposób odmierzenia odległości (przez niedźwiedzią skórę… prawie rura w rurę) w pojedynku Domeyki i Doweyki w Panu Tadeuszu (Księga 4 Dyplomatyka i łowy w. 874-923, 973-1002; KiW 1950, s. 141, 143) bądź sposób odmierzenia powierzchni ziemi skórą wołu, pociętą przez Dydonę (w obu przypadkach a rebours; M. Grant, Mity rzymskie PIW 1993, s. 107-108 przypis 112; W. Kopaliński, Słownik mitów i tradycji kultury, PIW 2001, s. 231).

Reklamy

Władysław Sebyła – Sztab

SAMSUNG CAMERA PICTURES

[Zdjęcie własne]

Władysław Sebyła – utwór z tomu „Pieśń szczurołapa”

Na wielkiej mapie leżysz, na dokładnym planie.
I rzucasz w ogień swoje żelazne kompanje.

Tu są świecące szyny, a tu — bita szosa.
Tam ciurkiem ciekną ścieżki, tam są pola w kłosach.
Tu szumi las zielenią, a rzeka błękitem.
Tam są łąki, mokradła, błota nieprzebyte.
Tu grunt spękał w wąwozy, rowy i kanały,
A nad tobą jest niebo, chmurami podarte w kawały:
W mroźne, zimowe noce i letnie południa
Dysząca gwiazd oddechem, niezgłębiona studnia.

Już ci ożyła mapa. Jest jak kawał ziemi,
Wyrwany z globu groźnem kopnięciem trzęsienia.
Jak bóg, z niezmierzonego patrzysz na nią oddalenia.
I grzmotem ją tratujesz — i burzą płomieni.

Już się gotuje ziemia, już się ziemia pali.
Płyną zatrute chmury, siecze deszcz ze stali.
Za tym wzgórkiem pochyłym, za lasem wesołym
Haubice zaryją się w rolę jak woły.
I zaczną stękać ciężko, aż ziemia zadudni.
Żelazo rzygnie w niebo ze stalowych studni.

Na tych łąkach kwiecistych, po pas w lepkiem błocie,
Wypadnie beznadziejnie trwać szarej piechocie,
Wypadnie szarym ludziom łazić, gwarzyć, kurzyć,
Strzelać i konać w szumie oszalałej burzy.

W tym zagajniku młodym, w metalowym świście,
Jak kurz z drzew sypną batem kul zsieczone liście:
Tam się trawę zapali, ziemię się zapali,
Żywa dusza nie przejdzie. Kret się nie ocali.

A w te na ornem polu zasieki i druty
Rzuci się grad granatów zwykłych i zatrutych,
Aż czarnoziem czarnemi fontannami buchnie,
Żołnierz skołowacieje, oślepnie, ogłuchnie …
I przejdą po nim dymy, napojone gazem,
Zmiażdżą go gąsienice czołgów tonnami żelaza,
Skłują wściekłe kompanje nożem i bagnetem…
A potem doktór przyjdzie z płótnem i lancetem
Zszywać poprute ścięgna, pchać kiszki do brzucha,
I chwytać śmierć za włosy, czy życie tli, słuchać.

Nad zieloną równiną, w złotej mgle wieczoru,
Popłyną zgniłe chmury zielonego chloru.
Będą leżeć bez ruchu, umazani w glinie,
Ludzie o grubych ryjach, jak niewinne świnie.

Nad ogródki i kwiaty pocisk wyfrunie skrzydlaty
I głucho pękną w grządkach gazowe granaty.
A ponad miastem, w ciszy niedzielnej ukrytem,
Zaświszczą ciężkie bomby złowrogim skowytem,
Zatrzaskają motory w nieba oddaleniu…
…I nie zostanie z miasta kamień na kamieniu…

Po tych błyszczących szynach i po szos granicie,
Ukryte w gęstej nocy rozgwieżdżonem sicie,
Będą ciągnąć pośpiesznie w eszelonach długich
Pociągi pełne jadła — i ludzi na ubój.

Tylko tego nie widać, nie widać na planie,
Że we krwi, we krwi czerwonej brną kompanje!

Że gdzieś na mokrem polu, na trawiastej łące,
Telefonista wbity w sieci drutów, dzwonków,
Zasłucha się w źródlany śpiew szarych skowronków…
…I bluźnie, jak bluźnierstwem — krwią w niebo gorące!…Że młode, zdrowe chłopy, jak najgrubsze ziarno,
Będą sypać się w brózdy piaszczyste na marne,
Sypać się piachem, prochem… Nic z nich nie wyrośnie
…Tylko nikła trawka o wiośnie.

Tylko tego nie widać, nie widać na planie,
że tam są ludzie, ludzie — nie tylko kompanje,
I że krew jest czerwona, czerwona i dymi,
I że zalewa mapę jeziorem olbrzymiem.

Zaginiony blurb do Emmy Jane Austen :)

Okladka zaginęła dawno temu. Niejasno pamiętam, że przedstawiała kobiety w długich sukniach i czepkach, kolorowe rycinki (…). Na początku lat sześćdziesiątych XX wieku polskie wydawnictwa nie miały w zwyczaju zamieszczać blurbów. Dziś notatka wystukana ręką kogoś z działu promocji mogłaby brzmieć następująco:

Klasyka powieści. Miłosne perypetie w scenerii angielskiej prowincji. Bystra, urodziwa i bogata Emma Woodhouse wierzy w swój talent do kojarzenia małżeństw. Jednak serca jej najbliższych kryją wiele tajemnic, a i własne uczucia potrafią zaskoczyć. Poznajcie żywiołową pannę Woodhouse i grono jej przyjaciół: surowego pana Knightleya, skromną Harriet, powściągliwą Jane Fairfax i jedynych w swoim rodzaju państwa Elton.

„Emma” jest jak Kubuś Puchatek: grupa postaci, zasadniczo poczciwych, chociaż niepozbawionych wad, snuje się po rolniczej okolicy. Bohaterowie składają sobie wizyty i mówią. Gadają. Ględzą. Konwersują. Troski materialne nie odgrywają większej roli. Prosiaczek zawsze znajdzie żołędzie. Puchatek : trwogą opróżnil ostatnią baryłkę miodu, ale w następnym rozdziale spiżarnia jest pełna , więc wszyscy wędrują zagrć w misie-patysie.

Marcin Wicha, Rzeczy, których nie wyrzuciłem, s. 43-44

Konfrontacja poetycko-wizualna – część IV


WARSZAWA ŚRÓDMIEŚCIE – MILANÓWEK,
GODZINA 23.42

Przez Warszawę Zachodnią jechały pociągi
Wiały przez nie ostatnie zimowe przeciągi

I jak żywa osoba śnieg szedł przez wagony
Miał swój orszak – to były kawki i gawrony

To były suche olchy wierzby te wzdłuż torów
Przez Zachodnią Warszawę Ursus i Jaktorów

IMG_0154vbbbb

Na podłodze leżała zgwałcona dziewczyna
W gazecie było foto – we krwi trup Rywina

To były suche olchy zamarznięte stawy
To był ostatni pociąg jak sztandar Warszawy

Kosmos żywa osoba wchodził do wagonów
I była wokół wieczność wysokich peronów

I ci co tam jechali to w wieczności spali
Tu nad każdym gwiazdeczka kiedyś się zapali

 Pieter_Bruegel_the_Elder_-_Winter_Landscape_with_Skaters_and_a_Bird_Trap_(detail)_-_WGA03335

O Mazowsze ty moja rodzinna kraino
Ja nie wiem za co teraz twoi chłopcy giną

I czas tu jest jak czaszka – strzaskana i pusta
I zamieć szła wzdłuż torów i płakała w chrustach

Niż ten płacz ja innego nie chcę mieć pomnika
W gazecie było foto – we krwi trup Michnika

Już zbliżają się światła smutnego Brwinowa
Jutro będzie w gazecie jakaś inna głowa

Lecz kto jak ja – w krainie tej jest urodzony
Tego w wieczność zawiozą te same wagony

1 marca 2003 roku

train04

Poprzednie odcinki konfrontacji poetyckich:

czyli m.in „Pierwszy, wszechświatowy, międzyepokowy Slam poetycki…” https://bestiariusz.wordpress.com/2015/04/06/slam-poetycki/

i kolejne:

https://bestiariusz.wordpress.com/2015/04/13/konfrontacje-poetyckie-ii-milosz-versus-herbert/

https://bestiariusz.wordpress.com/2015/04/21/konfrontacjha-poetycka-nr-3-herbert-vs-gajcy/

Franciszka Karpińskiego pieśń do świętych polskich z Roku Pańskiego MDCCXCII.

PIEŚN

do świętych Polakòw, Patronów Polski

Swięci! niebieskiey mieszkańce krainy,
Do was bieżemy, wczasie złey godziny,
Ktorych za własnych wspołziomków ogłasza,
Oyczyzna nasza.

Po teyże ziemi z namiście chodzili;
Z tych samych źrzòdeł wodę naszą pili,
Polka was matka mlekiem swym karmiła,
Rola żywiła.

Wspomniycie Bracia! na wasze rodaki,
Xiążęta niebios, na liche żebraki!
Dobrego Boga błagaycie za nami,
Swemi proźbami.

Jeżli głód, woyna, i powietrze srogie,
Nawiedzić zechce Królewstwo ubogie,
Brońcie nas stoiąc na kraiu granicy:
Święci strażnicy.

Boże! ta proźba będzie uiszczona,
Jako przez twoich Przyiacioł czyniona,
I zasługami wiecznemi wspierana
Chrystusa Pana

Pieśń opublikowana w 1792 roku

http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/doccontent?id=1370

VIS i rewolucja.

Andrzej Bobkowski „Coco de Oro”

— 3 czerwca 1954 [Gwatemala]

(…)

Atmosfera jest naładowana i odbezpieczona. Amunicję rewolwerową można już kupić tylko na czarnym rynku. Jeden z moich znajomych oferował mi dzisiaj polskiego oryginalnego visa za 70 dolarów. Serce mi się krajało, że nie miałem dosyć pieniędzy, żeby kupić to cacko. W doskonałym stanie, jak nowy. Najprawdopodobniej przywieziony tu przez jakiegoś byłego oficera niemieckiego. A może to już z tych nowych zapasów broni, które w maju przypłynęły ze Szczecina?

 

Dlatego lubię wracać do Bobkowskiego, tak jak i do Herbert lub Grudzińskiego. Dlaczego? Zawsze znajdę jakiś fragment, którego nie zauważyłem wcześniej. Ot choćby taki. Nie mogłem się wręcz powstrzymać, żeby nie wrzucić stronę Bestiariusza kulturalnego takiego cytatu.

Cyber-biuro-kracja u Stanisława Lema

Stanisław Lem „Cyberiada”

„W związku ze sprawą Obywatela, fascykuł Komisji WZRTSP 7 łamane przez 2, łamane przez KK, łamane przez 405, zawiadamia się, iż powstrzymanie się Obywatela, jako sprzeczne z paragrafem 199 ustawy z dnia 19 XVII br., stanowiąc epsod meniętny, powoduje ustanie świadczeń oraz desomowanie, w myśl Rozporządzenia 67 DWKF, nr 1478 łamane przez 2. Od orzeczenia niniejszego przysługuje Obywatelowi odwołanie w trybie nadzwyczajnym do Przewodniczącego Komisji W ciągu dwudziestu czterech godzin”.

(…)

„Nierozpatrzone z powodu braku odp. załączników”. I podpisuje się nieczytelnie.

[Polecam] Więzienny dialog — Sokrates i Kriton w areszcie na Rakowieckiej

 

1940 — …w ziemi śniegiem usłanej/ w ziemi mocno ubitej,

 

http://muzeumliteratury.pl/skazany-na-noc-o-wystawie-wladyslaw-sebyla-nokturn-1940/

W boczną, jakby ukrytą przestrzeń, wprowadza mroczny wiersz Pogrzebny, napisany przez Władysława Sebyłę w roku 1933, antycypujący – co częste u tego poety – przyszłe wydarzenia:

W nieznanym zatonięty,
przez ciemność pochłonięty,
uniesiony wysoko
broczysz nocną posoką,
płyniesz w nieznane strony,
gdzieś będziesz pogrzebiony,
gdzieś będziesz pochowany,
w ziemi śniegiem usłanej
w ziemi mocno ubitej,
w nocy niebem przykrytej,
odczłowieczony.

Sabina, żona Władysława, była dla niego prawdziwą partnerką intelektualną i emocjonalną podporą, a po jego odejściu z ogromną determinacją i pieczołowitością dbała o spuściznę. Syn, Witold, nazywany przez rodziców Maciusiem, obdarzany przez nich wielką miłością, widział „oczami duszy” tragiczną śmierć swojego ojca. Ten wstrząsający fragment zapisków Sabiny Sebyłowej umieszczamy na ścianie nad gablotami:

4 listopada 1943
Urodziny Macieja. Jaką mój syn ma tę chłopięcą młodość. Przyszedł do mnie, oparł palce rąk o moje ramiona i powiedział, nawet spokojnie: Wiesz mamo, że ja wciąż widzę ojca, któremu strzelają w kark.

Obok, kolejna notatka:

9 września 1943
Piętnasta rocznica naszego ślubu [….]. Z intelektualnego chłodu „Źródła Aretuzy”, miniatury na skrzypce i fortepian Karola Szymanowskiego, uporczywie wraca dzisiaj, w samotną rocznicę, ulubiony mój i Władysława fragment. Potworny czas nie zatrze, nie oddali muzycznego wspomnienia i oczekiwania na tryl, gdy Władysław grał na skrzypcach „Źródło”.

Ludgarda / Teatr / Książe duński

1.

Rok 1296

Na publicznym teatrze, wystawiono sztukę dramatyczną w obec[ności] Przemysława, o śmierci żony jego Luidgardy, i śpiewano mu na hańbę, jakim ją sposobem zamordował.

Wójcicki, Kazimierz Władysław (1807-1879), Teatr starożytny w Polsce, T. 1. 1841 Warszawa

2.

0039.TIF
Kielisiński, Kajetan Wincenty (1808-1849), Ilustracja do tragedii „Ludgarda” L. Kropińskiego, 1842
3.
HAMLET
Idźcie z nim, moi przyjaciele; dacie nam jutro jakie przedstawienie. Słuchaj no, stary, możecie grać Zabójstwo Gonzagi?

PIERWSZY AKTOR
Możemy, panie.

HAMLET
To grajcie je jutro. Nie mógłżebyś w potrzebie nauczyć się dwunastu do piętnastu wierszy, które bym napisał i wtrącił do twojej roli?

PIERWSZY AKTOR
Czemu nie, łaskawy panie.

(…)

HAMLET
Truje go w jego własnym ogrodzie dla zagrabienia jego państwa. Nazwisko tamtego jest Gonzago; rzecz autentyczna i we włoskim tekście wybornie opisana. Teraz zobaczymy, jakim sposobem morderca pozyskuje miłość żony Gonzagi.

 William Shakespeare, Hamlet. Królewicz duński, tłum. Józef Paszkowski

Bohater powieści Henryka Sienkiewcza o post-prawdzie lub „fake news”

Pisze Leon Płoszowski (bohater „Bez dogmatu” H. Sienkiewicza):

 

Nie lubię prasy i uważam ją za jedną z plag, trapiących ludzkość. Szybkość, z jaką zaznajamia ludzi z wypadkami, równoważy się pobieżnością informacyi, a nie wynagradza tego niesłychanego zbałamucenia opinii publicznej, jakie każdy, kto się nie uprzedza, musi dostrzedz. Dzięki gazetom, znikł ten zmysł, na mocy którego ludzie odróżniali prawdę od fałszu, zanikło poczucie słuszności, poczucie prawa i bezprawia, zło stało się bezczelnem, krzywda poczęła przemawiać językiem sprawiedliwości, słowem: ogólna dusza ludzka stała się niemoralna i oślepła.

[Link] Artykuł Tomasza Gabisia o wulgaryzmach w sztuce.

Całość: http://nowadebata.pl/2014/06/28/o-wildsteinie-twardochu-i-wulgaryzmach/

Upowszechnianie się wulgaryzmów, przejmowanie ich przez „klasy wyższe” przenikanie ich do sfery publicznej analizował niegdyś niemiecki socjolog Helmut Schelsky w książce Die Arbeit tun die anderen. Klasenkampf und Priester­herrschaft der Intellektuellen (Opladen 1975). Według Schelsky`go przeklinanie i używanie wulgaryzmów (od lat 60. zeszłego wieku) nawet na u­ni­wer­sy­tec­kich seminariach przez lewicową mieszczańską inteligencję miało funkcję polityczną: chodziło o zainscenizowanie tożsamości klasowej studentów i robotników (podobną funkcję pełniło „proletariackie”, a fak­tycz­nie lum­pen­proletariackie, zaniedbanie stroju, fryzury i form to­wa­rzys­kich). Jednak w rzeczywistości proces ten służy interesom nowej inteligenckiej klasy „producentów sensu”.

Niegdyś, pisze Schelsky, „prosty człowiek” odczuwał literacki Hochdeutsch jako znak przewagi klasowej, dziś upowszechnienia się wulgaryzmów i prze­kleństw, czyli składników jego języka, nie jest dlań żadnym „wyzwoleniem”, odczuwa je jako arogancję i obciążenie. Wcześniej mógł wycofać się do językowego „podziemia”: mówił „pocałujcie mnie w dupę”, „Scheisse”, „od­pier­dol­cie się wszyscy ode mnie” itp. Teraz ta „droga ewakuacyjna”, pozwalająca mu uciec w językową szorstkość, czy językowe grubiaństwo jest dla niego zamknięta, ponieważ jego własny język, jego kiedyś wyłączna własność, ten „ludowy majątek” jest imitowany i zawłaszczany przez „inteligenckich kapłanów”. Można powiedzieć, że dowartościowywanie języka ludu (oczywiście pod płaszczykiem życzliwości wobec ludu) poprzez przejmowanie go i nadawanie mu pieczęci oficjalności, oznacza okradanie ludu z jego języka. Podobnie inteligenccy „chłopomani” przebierając się w chłopskie sukmany i imitując chłopską gwarę w rzeczywistości (niezależnie od intencji) pozbawiali je wartości w oczach chłopów, rabowali im to, co było wyłącznie ich.

Zaduszki 02 – polska parafraza „Dies irae” – z manuskryptu Jerzego Elsnera (1847 r.)

dies ir02.jpg

Dzień ów gniewu dzień zniszczenia
I w proch świata obrócenia
Spełni proroctw ogłoszenia.

Jakiż strach, przejmie każdego
Gdy ujrzy Boga sędziego
Na osądzenie wszystkiego

Trąba groźna Archanioła
Groby świata wzruszyć zdoła,
Przed tron Pański nas powoła

Śmierć zadrży i przyrodzenie
Że wszelkie wstanie stworzenie,
Na wyroku usłyszenie

Z księgi będzie objawiony,
Szereg czynów dopełniony
Iz tego świat osądzony

A gdy Sędzia juz zasiędzie
Wszystko na jaw wydobędzie
Nic bez kary tam nie będzie

Lecz ja nędzny powiem, Panie
Kto obrońcą się mym stanie
Gdy każdy uzna karanie

Królu Tronu straszliwego
Który zbawić chcesz każdego
I mnie także zbaw grzesznego

Wspomnij Królu wybawienia
Jam powód Twego cierpienia
Nie gub mnie w dzień zatracenia

Szukałeś mię spracowany
Odkupiłeś krzyżowany
Niech nie zginą twoje rany

Sędzią Boże sprawiedliwy
Bądź mi teraz miłościwy
Nim przyjdzie ów dzień straszliwy

Wzdycham z serca obwiniony
Wstyd mnie za grzech popełniony
Bądź tu Boże uproszony

Magdalenie Tyś darował
I łotrowi gdy żałował
Dla mnie nadzieje zachował

Prośba ma niegodna tego
Lecz sam z miłosierdzia Twego
Zbaw, mnie od ognia wiecznego

Niech zdobremi połączony
Będę od złych odłączony
Na prawicy postawiony

A gdy skończysz z przeklętemi
W Ogień piekła skazanemi
Powołaj mnie z wybranemi

Pokorne wnoszę błagania
Z Sercem skruszonym wołanie
O mym losie miej staranie

Dzień to będzie opłakany
Dzień to będzie opłakany
Kiedy zgrobu powołany

Stanę jako obwiniony
Przebacz wszelki błąd spełniony
Przebacz wszelki błąd spełniony

Łaskawy Jezu i Panie
Daj im wieczne spoczywanie

 

Źródło cyfrowa biblioteka POLONA: https://polona.pl/item/1220539/

[Międzyepokowy slam poetycki] Dziady

W. Szekspir „H.”

Patrzcie! znów idzie. — Zastąpię mu drogę,
Choćbym miał zdrowiem przypłacić. — Stój, maro!
Możeszli wydać głos albo przynajmniej
Dźwięk jakikolwiek przystępny dla ucha:
To mów! Czytaj resztę wpisu »

Cenzura carska w powieści Gyorgy Spiro

Fragment powieśći Gyorgy Spiro, Iksowie, której akcja toczy się w Królestwie Polskim po roku 1815:

W tych uroczystych dniach i tygodniach Bogusławski nie przejmował się, że już nie on stoi na czele teatru, niech teraz Osińskiego boli o to głowa. Trzy dni trwały próby nad Jadwigą, do której Kurpiński napisał muzykę, a Niem­cewicz tekst, potem próby trzeba było zawiesić, gdyż ktoś wpadł na to, iż w sztuce jest mowa o unii polsko-litewskiej, a teraz nie był to temat zbytnio na czasie. Jednocześnie po kilku próbach zawieszono prace nad OtellemMak­betem: w jednej sztuce doszło do uduszenia, a w drugiej do królobójstwa.

Dlaczego cenzura carska tak stanowczo zareagowała? Otella i Makbeta odebrano bowiem jako aluzję do okoliczności śmierci Pawła I, ojca panującego wówczas Alekksandra I:

Czytaj resztę wpisu »

[Link – Polona] Nieśmiertelne frazy Sienkiewicza w obcych przekładach.

http://blog.polona.pl/2016/09/sienkiewicz-w-przekladach/

Henryk Sienkiewicz już za życia był jednym z najczęściej przekładanych polskich autorów. W Polonie możecie znaleźć bardzo wiele obcojęzycznych wydań, które systematycznie gromadzimy w osobnej kolekcji. Są tam nie tylko przekłady na angielski, niemiecki, francuski czy rosyjski, ale także sporo wydań w jidysz, tłumaczenia na serbski, niderlandzki, duński czy islandzki. Poza oczywistymi tytułami natrafić można na mniej znane i często zaskakujące dzieła, jak choćby ozdobiony na okładce romantyczno-tragicznym kowbojem wydany w Mediolanie western Lilliana. Autor Lilliany, podpisany jako Enrico Sienkiewicz, pierwotnie publikował swoje dzieło w odcinkach w „Gazecie Polskiej” jako nowelę Przez stepy. Nad Sienkiewiczem pracowali też esperantyści, na warsztat biorąc przede wszystkim jego nowele.

Czytaj resztę wpisu »

Polecam! Chesterton w zasobach polskich bibliotek cyfrowych oraz najnowszy numer „Teologii Politycznej Co Tydzień” (o Chestertonie!)

A.

80 lat temu zmarł pisarz, publicysta i zapalony kontrpolemista B. Shawa, czyli Gilbert Keith Chesterton.

Z tej okazji „Teologia Polityczna co tydzień” przygotowała numer okolicznościowy, którego zapowiedź umieściłem w części „B” wpisu. Tym którzy chcieliby zapoznać się z twórczością pisarza polecam oczywiście wizytę w księgarniach lub bibliotekach. Nie wszystkie jednak dzieła tego autora (lub o nim) można kupić, dlatego spośród zdigitalizowanych zasobów Federacji Bibliotek Cyfrowych wybrałem kilka z dużą zawartością Chestertona w Chestertonie (niestety linki nie w każdej przeglądarce otwierają się prawidłowo — w przypadku trudności mogę służyć pomocą osobom, które zostawią jakiś kontakt w komentarzach):

  1. Patkowski, Aleksander Kazimierz (1890-1942), Apostoł nierozsądku. (Gilbet Keith Chesterton), Kraków, rok wydania 1916 (sic!) [LINK]
  2. Musiewicz, Piotr, Imperializm pruski i angielski w idealistycznej optyce Gilberta K. Chestertona [LINK2]
  3. Chesterton, Gilbert Keith (1874-1936), Latająca Gospoda. Powieść, tłum. Cylkowska, Angela M., Instytut Wydawniczy „Renaissance”, Warszawa [1927] [LINK3]
  4. Chesterton, Gilbert Keith (1874-1936), Obrona niedorzeczności, pokory, romansu brukowego i innych rzeczy wzgardzonych, tłum. Baczyński, Stanisław (1890-1939), Towarzystwo Wydawnicze „Rój”, Warszawa, 1927 [LINK4]
  5. Święty Franciszek z Assyżu: zbiór odczytów wygłoszonych w roku 1927 staraniem Naukowego Instytutu Katolickiego i Towarzystwa Dante Alighieri w Krakowie / z przedm. G. K. Chestertona; nakł. Krakowskiej Spółki Wydawniczej; (Drukarnia „Czasu”) [LINK5]

 B.

http://www.teologiapolityczna.pl/teologia-polityczna-co-tydzien-nr-11-chesterton-obronca-czlowieka-2/

15092resizedimage585415-tpct-11-chesterton

Ze wstępniaka:

Kolejny numer „Teologii Politycznej Co Tydzień” poświęcamy niezwykłej osobie-instytucji słowa pisanego: Gilbertowi Keithowi Chestertonowi. 14 czerwca będziemy obchodzili 80. rocznicę śmierci autora Ortodoksji i jest to dobry moment, aby przyjrzeć się spuściźnie tego angielskiego apologety. Kto lepiej niż on posługiwał się ironią, groteską, absurdem, pure nonsensem, aby czytelnika przyprawić o zawrót głowy? Przez pryzmat przejrzystej logiki i ciepłej racjonalności możemy przyglądać się ideom, które za jego życia dopiero podnosiły głowę, aby wynurzyć całe totalitarne cielsko po jego śmierci. Był kąśliwy, ale nie opryskliwy, gdy krytykował ze swadą, jednocześnie jednał sobie ludzi. Pisał do tytułów, które nierzadko miały sprzeczną linię z jego poglądami. Kochał spór – ale nie ten jałowy, lecz ten który mógł prowadzić do przemiany, a to wszystko dlatego, że wiara była dla niego motorem, ale też jedynym oparciem na coraz to bardziej chwiejącej się łajbie Starego Świata. Nade wszystko nie znosił doksy – tego mniemania, że coś jest właściwe, gdy takie nie jest. Chesterton jako obrońca stawał zawsze z tarczą – nie raz sam – w obronie prawdy, wiary i zwykłego człowieka, do którego pogarda wzrastała w elitach. Mamy nadzieję, że ten numer pomoże zrozumieć fenomen tej postaci i pokaże piętno, które odcisnął na naszym rozumieniu wiary, ale jednocześnie zachęci do czytania autora Obrony człowieka, który jakże często swoim ciepłem zmusza adwersarzy do uśmiechu. Czy nie brakuje nam dzisiaj tego trochę?

Profesor Gąbka i cenzura w Krainie Deszczowców

Prawdopodobnie każdy kto urodził się przed 1989 rokiem oglądął jako dziecko filmy animowane o Smoku Wawelskim, kucharzu Bartolinim Bartłomieju herbu Zielona Pietruszka, profesorze Baltazarze Gąbce oraz tajemniczym Don Pedro – Szpiegu z Kra­iny Deszczowców (Porwanie Baltazara Gąbki; Wyprawa Baltazara Gąbki).

Oglądając kilka tygodni temu po po raz pierwszy po prawie 25 latach pamiętany przeze mnie serial zaskoczyłem się jak niewiele się zestarzał, mimo, że został nakręcony w przaśnym „okresie schyłkowym Władysława Gomułki” (1969—1970). Dlatego z zainteresowaniem przeczytałem na stronie internetowej „Gościa Nie­dziel­nego” artykuł Piotra Legutko Pisarz z Krainy Deszczowców o twórcy, który postaci z tych filmów wymyślił i umieścił w swoich książkach.

Tak, książkach. Niewielu pamięta, że filmy te zostały (luźno) oparte na powieściach Stanisława Pagaczewskiego (1916-1984), który napisał również kolejne tomy o przy­godach smoka, kucharza i profesora.

Informacje biograficzne na temat autora pewnie każdy będzie umiał znaleźć, jednak to co najciekawsze w tym artykule to problem cenzury, która co warto przypomnieć, dotykała nawet literaturę dla dzieci.

Źródło: http://gosc.pl/doc/3149614.Pisarz-z-Krainy-Deszczowcow

Książki Pagaczewskiego czytano w PRL, traktując je jak pamflet na ówczesne porządki. Aluzji politycznych tam nie brakowało, zwłaszcza w opisach Krainy Deszczowców (w tamtejszej encyklopedii „wolność” określana jest jako „słowo przestarzałe, nie mające żadnego znaczenia”). Tyle że autor nie miał ponoć wcale dysydenckich ambicji. Po prostu wstawiał rekwizyty „małej stabilizacji”, a później „propagandy sukcesu” w baśniową scenografię, i to wystarczyło, by budzić niepokój cenzury.

Tomasz Pagaczewski prezentuje stare wydania książek z adnotacjami ojca, który długopisem zaznaczał miejsca, gdzie wkraczał Urząd Kontroli Prasy Publikacji i Widowisk. Dziś same te ingerencje są zabawne. Oto w zdaniu: „Nasz bohater nie mógł długo utrzymać się na świeczniku” (dosłownie, nie metaforycznie) cenzor skreśla dwa ostatnie słowa, zamieniając je na zwrot „w tej pozycji”. Tak na wszelki wypadek, by czytelnicy nie doszukiwali się w „świeczniku” politycznych aluzji.

Charakterystyczne zmiany pojawiły się także w filmowej wersji „Porwania Baltazara Gąbki”. Gdy słyszymy Bartolini Bartłomiej, od razu dodajemy w myślach – herbu Zielona Pietruszka (mamma mia). Tymczasem w książce ten sam kucharz szczycił się herbem „Dwa Widelce i Udziec Barani”. Widać w dobie przejściowych trudności na rynku mięsnym i tu niezbędna okazała się wegetariańska korekta.

Ale momentami było „i śmieszno, i straszno”. Jeszcze przed premierą pierw­szego tomu wezwano Pagaczewskiego do siedziby cenzury, podejrzewając grubą prowokację. Oto jeden z wpływowych mieszkańców Krainy Desz­czow­ców został nazwany Moczarkiem. A był to rok, w którym gen. Mie­czy­sław Moczar objął szefostwo MSW. Awantura była ponoć całkiem serio. Czytelnicy i miłośnicy kultowego serialu nie mieli nigdy się dowiedzieć, że pan Mżawka pierwotnie zwał się Moczarkiem.

Wiele z interwencji cenzury ma dzisiaj wydźwięk humorystyczny, ale nie zapominajmy, że między wydaniem książki a powstaniem filmu miały miejsce takie wydarzenia jak aresztowanie i skazanie Janusza Szpotańskiego za utwór satyryczny Cisi i gęgacze czy zdjęcie z afisza teatralnego Dziadów w reżyserii Kazimierza Dejmka. Tak wiec z cenzurą żarów nie było.

pobalga3

A film? Dziś już niestety nie powstają takie urocze arcydzieła. ¡Caramba!

„Solfatara” czyli rewolucyjna zaraza w Neapolu.

Nowe tłumaczenie Rękopisu znalezionego w Saragossie, mimo wielu kontrowersji (por. Edusens.blogspot.com — Żyd-wieczny-tuacz-wygnany-z-rekopisu), przypomniało o typie powieści, wspominanym chyba wyłącznie w szkole na lekcjach języka pol­skiego: powieści szkatułkowej. Prawie wcale nie stosują go współcześni literaci.

solfatara-b-iext284239165b05d

Prawie, bowiem zupełnie przypadkiem trafiłem na powieść Solfatara Macieja Hena. Wydana już w XXI wieku książka, to lektura ciekawa z kilku powodów.

Po pierwsze, dlatego, że jest ciekawą powieścią historyczną, opisującą trudne dzieje podzielonych Włoch w okresie XVII wieku — zwłaszcza hiszpańskiej opresji, o czym mieliśmy okazję przeczytać w Dżumie w Neapolu — jak i liczne niepokoje między warstwami społecznymi oraz mało znane w Polsce powstanie pod wodzą rybaka Masaniella z 1647 r. (w sumie bardziej antyfiskalne niż antyhiszpańskie).

Trzeba dodać, że autor sprawnie żongluje nawiązaniami do arcydzieł literatury: do Rękopisu znalezionego w Saragossie, do książek Umberto Eco (głównie Baudolino), do Dżumy w Neapolu Herlinga-Grudzińskiego

Po drugie: jest współcześnie napisaną powieścią szkatułkową, i autor obronną ręką wychodzi ze zmagania z tego typu formą. Niewątpliwie z zapartym tchem śledzimy losy Fortunato Petrellego, i żmudne „śledztwo” które prowadził przez wiele lat życia, by odkryć prawdę o swoich rodzicach. Co oczywiste, powieść szkatułkowa pozwala zawrzeć wiele (czasami sprzecznych ze sobą) informacji i tropów jak w najlepszych kryminałach. Z równym zainteresowaniem czytamy również notatki i obserwacje doty­czące wydarzeń bieżących, czyli wspomnianego buntu. Dlatego nie jest jakoś szcze­gól­nie rażące, że Petrelli to neapolski prekursor dziennikarstwa, które nazwali­byśmy śledczym i raczej w XVII wieku nie na tym polegało wydawanie gazettmerkuriuszów (ot taki niewinny pisarski anachronizm 🙂 ).

Po trzecie, to powieść o Rewolucji. Nie tylko tej konkretnej, która wybuchła w 1647 roku i trwała około 10 lipcowych dni. Jest to powieść o każdej Rewolucji – która prze­ra­dza się w terror, zjada własne dzieci, uderza na ślepo (truizmy!) oraz tworzy nowe kasty bezkarnych lub wzbogaconych. I w tym zakresie akcja książki mogłaby się toczyć w Paryżu w lipcu 1789 roku lub w Petersburgu w trakcie innych Dziesięciu dni, które wstrząsnęły światem (vide: John Reed).

Może pewnym wytłumaczeniem szalonych rewolucyjnych namiętności Neapoli­tań­czy­ków jest rzucający cień na ich miasto Wulkan, który nie raz w historii dawał im się we znaki. Zaś tytułowa Solfatara di Pozzuoli, leżąca po zachodniej stronie miasta, to miejsce, gdzie według mitologii rzymskiej, znajdowało się wejście do Hadesu.

Groźne są takie okolice. Dziesięc dni, które wstrząsnęły światem, zdarzyły się przecież w miejscu gdzie:

grunt nie daje owoców ni chleba,
Wiatry przynoszą tylko śnieg i słoty;
Tu zbyt gorące lub zbyt zimne nieba,
Srogie i zmienne jak humor despoty.

† 22 IV 1616 Miguel de Cervantes Saavedra

Żyjący w ciągłym niedostatku i zapomniany aż do śmierci, (…) . Całe jego życie było jednym pasmem zgryzot, borykań się z losem, zawodów i rozczarowań. Śmierć poety przebrzmiała niepostrzeżenie i nawet dziś nie wiadomo, gdzie się znajdują kości największego z pisarzy Hiszpanii. Potomność dopiero wynagrodziła sławą olbrzymią nieśmiertelnego twórcę Don Quijota, który to utwór w edycjach niezliczonych przeszedł do wszystkich literatur świata i jest ciągle przedmiotem sporów, krytycznych studiów i rozpraw.

ze wstępu do Don Kichota z La Manchy w tłumaczeniu Walentego Zakrzewskiego

W 400 lat po śmierci, wspomnijmy wielkiego pisarza. Niezrównanego mistrza literatury, nie tylko hiszpańskiej. I żołnierza spod Lepanto. Czyli Miguela de Cervantesa Saavedrę. Twórcę nie tylko Don Kichota i Sancho Pansy, ale i znakomitej noweli „Rozmowa psów” (zamieszczonej w „Nowelach przykładnych”).

Toast spełniam oczywiście cervezą.

[Koktajle literackie] Poleska delta Mekongu

FlotyllaPinsk

Źródło: www. wikipedia.com

Dzisiaj wstrząśnięty i zmieszany:

Koktajl literacki „Kanonierka” (Andrzej Stojowski)

Ingrediencje:

1/3 – „Karierowicz” Mackiewicza
1/3 – „Jądro ciemności” Conrada w wersji F.F. Copppoli (czyli „Czas Apokalipsy”)
1/6 – Wokulski wraz jego fatalnym zauroczeniem
1/6 – mroczny klimat pogranicza rodem z „Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy” Piaseckiego.

Polesie było „Dzikimi Polami” Drugiej Rzeczypospolitej. Obszar bagien, cieków wod­nych i wysp. Miejsce znakomite do organizowania dywersji bolszewickiej, przemytu towarów i ludzi (w tym szpiegów) oraz zsyłania przeciwników sanacji. Teren wyjęty spod prawa niczym delta Mekongu w okresie wojny wietnamskiej. Nadające się do patrolowania jedynie przy pomocy Floty Pińskiej i zwrotnych dobrze uzbrojonych monitorów oraz kanonierek. Takich, które odegrały swoją wielką rolę w wojnie polsko-bolszewickiej, a które były utrzymywane także w okresie późniejszym aż do 1939 roku.

61d71c8f00280ebb4beb25a2

Mapa WIG z roku 1925 r.

Sam skład koktajlu już wskazuje na intrygi jakie będą towarzyszyły bohaterom i jest poniekąd tzw. spojlerem.

Dlaczego polecam? Krótko: mamy w tym drinku naprawdę ciekawe wątki osobiste, i poli­tyczne (czasy zamachu majowego). Dodatkowe punkty autor powininien uzyskać za oryginalny opis zapomnianej części Wojska Polskiego, czyli Flotylli Rzecznej (więk­szość znanych mi powieści zostało napisanych „malowanych dzieciach” –  ułanach i lotnikach).

Gadatliwość (sic!) realistów i bezradność poety.

Pękają kolejne kłódki, nadwątlone szafy ze sklejki, kupione na talony rozłażą się na łączeniach. Z nich wypadają papiery, niczym ze zdobytej carskiej ambasady (rok 1794) w trakcie insurekcji kościuszkowskiej. Tak oto na jaw wychodzą ciem­ne sprawki, tych, którzy swoja agenturalność próbują nazywać „realizmem poli­tycz­nym”, „gadatliwością” lub „dzieleniem się radością”.

Czytaj resztę wpisu »

[Wydarzenie – 29.01, W-wa] Marta Kwaśnicka i jej najnowsza książka pt. Jadwiga

Zanim wkleję zaproszenie przygotowane przez wydawnictwo dodam „od siebie”, że bardzo polecam tę i poprzednią książkę Autorki, zatutułowaną Krew z mlekiem: http://www.teologiapolityczna.pl/marta-kwasnicka-krew-z-mlekiem/

12538resizedimage216297-krew-z-mlekiem-marta-kwasnicka

 

http://www.teologiapolityczna.pl/29-01-warszawa-spotkanie-autorskie-z-marta-kwasnicka-o-jadwidze

Teologia Polityczna zaprasza na spotkanie autorskie z Martą Kwaśnicką o jej najnowszej książce pt. Jadwiga

Z Martą Kwaśnicką będzie rozmawiała Barbara Schabowska

Kiedy? 29 stycznia
o Której?
18.00
Gdzie?
Państwo Miasto, Generała Władysława Andersa 29, Warszawa

O książce:

Jak mądrze odczytać miejsce kobiety sprzed 620 – 640 lat w XXI-wiecznej Polsce? Marta Kwaśnicka umie postawić świętej królowej Jadwidze takie pytania, które ożywiają naszą, moją w każdym razie wyobraźnię. Pomaga wejść w rozmowę z jednym z najwspanialszych duchów naszej historii. 
prof. Andrzej Nowak

Marta Kwaśnicka stworzyła piękny, plastyczny, daleki od zbędnego patosu i lakiernictwa portret wielokrotny Jadwigi Andegaweńskiej. Jej bohaterka to jednocześnie święta, królowa i pełna temperamentu kobieta, przeżywająca dylematy bliskie nam współczesnym. Ta znakomita, bardzo osobista książka potwierdza, że Kwaśnicka należy do najlepszych dzisiaj pisarek i błyskotliwie kontynuuje najlepsze tradycje polskiej szkoły eseju. 
prof. Maciej Urbanowski

Imponująca erudycja bez cienia pretensjonalności, wielowątkowość wolna od chaosu, szerokość spojrzenia bez mielizn rozumienia, fabuła myśli wartka i wciągająca, poczucie humoru delikatne, niekiedy ironiczne, zawsze jednako od gryzącego cynizmu dalekie i jeszcze do tego błyskotliwa spostrzegawczość zarówno w obrębie najwyższej kultury, jak i najzwyklejszej ulicy – wszystko to sprawiło, że jako czytelnik pochłonąłem esej Marty Kwaśnickiej z zachwytem, jako autor – z zazdrością.  

o. Janusz Pyda OP

 

O Autorce:

Marta Kwaśnicka (ur. 1981) – dziennikarka, jedna z najbardziej oryginalnych polskich blogerek. Autorka i współautorka  dwóch monografii o dziejach Towarzystwa Jezusowego. Od wielu lat współpracuje z portalem Polskiego Radia, teksty o kulturze publikowała m.in. w pismach „Czterdzieści i Cztery”, „fronda”, „Presje”. Dotychczas, nakładem Teologii politycznej, ukazała się jej debiutancka książka „Krew z mlekiem” uhonorowana nagrodą IDENTITAS 2015, Nagrodą Literacką Czterech Kolumn, wyróżniona FENIKSEM 2015 oraz nominowana do Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza.

Insula Barataria, czyli władztwo Sancho Pansy

I choć był to jedynie okrutny żart Księcia i Księżnej, Sancho Pansa otrzymał osta­tecz­nie obiecane przez Don Kichota władztwo nad wyspą. Błędny giermek wyruszał ze swoim błęd­nym panem na dwie wyprawy licząc na łupy (które naprawdę zdobył) i na zdobycie gubernatorstwa wyspy, którą „zwykle błędni rycerze nagradzali swoich giermków w romansach rycerskich”.

Nasz dzielny gubernator po krótkiej podróży przybył do małego miasteczka, liczącego około tysiąca mieszkańców, które było jedną z główniejszych posiadłości księcia. Oświadczono mu, że to jest wyspa Barataria. („Don Kichote” w tłumaczeniu W. Zakrzewskiego)

Miłośnicy Don Kiszota zidentyfikowali większość miejsc gdzie toczyła się powieść Cervantesa oraz sporządzili przy pomocy Google Earth prezentację, opierajac się na bardzo szczegółowej mapie Hiszpanii z 1798: http://trv-checkin.s3-eu-central-1.amazonaws.com/wp-content/uploads/sites/12/2015/04/Mapa.png

Wyspa Barataria została zaś zidentyfikowana jako miasteczko Alcala de Ebro. http://cultura.elpais.com/cultura/2015/08/22/actualidad/1440259627_292359.html

https://www.google.com/maps/search/41.814036,-1.194081+alkaba/@41.8180204,-1.1840198,3098m/data=!3m1!1e3

Jak nazwa wskazuje mieści sie przy rzece Ebro w północnej Hiszpanii. Rzeka ta w tym miejscu meandruje, tworząc półwyspy, które w trakcie powodzi zamieniają się w wyspy. Tereny te znał dobrze Cervantes i być może dlatego umieścił tutaj jeden z epizodów swojej genialnej książki.

El río Ebro desde la Insula de Barataria (Alcalá de Ebro). España.

Jak to wspomnieliśmy na początku, przyznanie gubernatorstwa wyspy Sanchowi, było jedynie spowodowane tym że w swoim szaleństwie Książe i Księżna chcieli szydzić z naszego Giermka, gdy będzie – przekonany o swojej ważności – sprawował rządy nad podłą mieściną.

I choć Sancho na żarcie się nie poznał, to rozumiał, że takie nagłe jego wyniesienie jest wbrew naturze. Zrezygnował mówiąc:

— Żegnam was, panowie, każcie otworzyć mi bramę i pozwólcie wrócić do dawnej swobody. Nie jestem stworzony na gubernatora, nie umiem bronić wyspy przeciw napastnikom. Moim rzemiosłem jest uprawa ziemi, a nie obrona królestw i praw dyktowanie. Świętemu Piotrowi dobrze w Rzymie, a mnie w chacie mojej w dymie. To ma znaczyć: niech każdy siedzi, gdzie mu należy i nigdzie dalej nie bieży; niech strzeże swego powołania i chroni się górę sięgania. Mnie bardziej przystał sierp do ręki, niż królewskie berło, wolę też co dzień najeść się barszczu ze szperką, niż dać się zamorzyć doktorowi, który nim znajdzie dla mnie potrawę, brzuch mi pozielenieje z głodu. Żegnam was, panowie, raz jeszcze, powiedzcie ode mnie księciu, że nagi przyszedłem na świat i nago zeń wychodzę, to ma znaczyć, że objąłem rządy bez grosza i tłumoczka i bez grosza i tłumoczka z nich wychodzę, zupełnie przeciwnie, niż wszyscy gubernatorowie. Dzień dobry i dobranoc wam, panowie! Puśćcie mnie; muszę kazać się obandażować, bo dzięki nie­przy­ja­cio­łom, którzy potratowali mnie i więcej niż sto razy prze­spa­ce­ro­wali się po mnie, mam prawie wszystkie żebra popękane.

Rękopis spreparowny przez wydawcę.

Góry Sierra Morena. Można w nich przepaść bez wieści na wiele tygodni, z czego skorzystali zarówno: Cardenio, jak i szlachcic hiszpański Kichada, znany szerzej pod mianem don Kiszota. To także miejsce niebezpieczne i dzikie, czego doświadczył Alfons de Worden, który obudził się kilkukrotnie pod szubienicą braci Zoto.

Historię Błędnego Rycerza mogliśmy przypomnieć sobie w zeszłym roku z nowego tłumaczenia Wojciecha Charchalisa, natomiast historię de Wordena możemy poznać z zupełnie świeżego wydania Rękopisu znalezionego w Saragossie.

 potocki_rekopis_m

To najnowsze wydanie powieści Jana Potockiego jest niezwykłe, ponieważ ma być to pierwsze tłumaczenie powieści w formie, w jakiej zamierzył to autor. Jest bowiem oparte na oryginalnym francuskim wydaniu z roku 1810, a nie wersji Edmunda Chojeckiego z 1847 roku. Jak dowodzą bowiem badacze wersja Chojeckiego (pierwszego wydawcy polskiego tłumaczenia) jest kompilacją dwóch wariantów powieści (z 1804 i 1810 r.), do których tłumacz dopisał własne fragmenty tam, gdzie połączenie obu wersji było niepełne lub absurdalne. Okazuje się więc, że dotychczas wszyscy czytaliśmy powieść na motywach Potockiego, a nie powieść Potockiego.

http://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka/3572/Rekopis-znaleziony-w-Saragossie—Jan-Potocki

Dzięki Wydawnictwu Literackiemu, możemy po ponad 200 latach przeczytać wreszcie ostateczną i kompletną wersję Rękopisu znalezionego w Saragossie. Do czego zachęcam.

Książka została pięknie wydana i ozdobiona ciekawymi ilustracjami oraz opatrzona przypisami, które warto czytać – dotyczą nie tylko powieści Potockiego, ale stanowią także ciekawe źródło informacji o obszarze na którym toczyły się przygody don Kiszota, do których to przygód Potocki nawiązywał.

Niewątpliwie jest to jedna z najciekawszych powieści polskiego autora, choć nie napisana oryginalnie w języku polskim. Kolejne warstwy fabuły nakładające się na siebie stanowią niedościgniony wzór dla kolejnych pokoleń autorów, na równi z Dekameronem czy Narzeczonymi Manzoniego.

Literatura pozwala twórcy na więcej niż inne sztuki. Nie jest bowiem ograniczona dwuwymiarowym płótnem, kartką, taśmą filmową lub mocą obliczeniową komputerów na których przygotowuje się efekty specjalne. Ograniczeniami takimi zdawał się nie przejmować Christopher Nolan (reżyser, scenarzysta i producent), który w nakręcony przez siebie w 2010 roku filmie Incepcja, sięgnął w nowatorski sposób po koncepcję powieści szkatułkowej i w niemożliwy prawie sposób zagłębiał się w kolejne warstwy fabuły. Moim skromnym zdaniem, tym obrazem dołączył do wymienionych wyżej twórców.

Przypomnijmy też, że Rękopis… Potockiego był inspiracja nie tylko filmu ze Zbigniewem Cybulskim w roli głównej, ale i wystawionego w 2009 r. baletu przygotowanego przez zespół opery wrocławskiej:

https://cojestgrane.pl/polska/dolnoslaskie/wroclaw/wydarzenie/10fn/rekopis-znaleziony-w-saragossie-balet/bylo

mvv

mw3

Kwartalnik Fronda LUX i Rewizor zapraszają na benefis Krzysztofa Masłonia

Kwartalnik Fronda LUX i Rewizor mają zaszczyt zaprosić na benefis Krzysztofa Masłonia.
Jeden z najważniejszych krytyków literackich III RP. Wieloletni staż, umiejętność żywego opisu i szczegółowej analizy, ogromna erudycja i wyraziste oceny uczyniły go jedną z kluczowych postaci życia literackiego we współczesnej Polsce.
Pretekstem do uczczenia red. Krzysztofa Masłonia (DoRzeczy) jest jego ostatnia książka „Od glorii do infamii”. Zamiast tradycyjnego spotkania promocyjnego, uczcimy wieloletni dorobek naszego gościa. Porozmawiamy z nim o nim, o jego życiu, fascynacjach literackich, drodze pisarza i krytyka, przyjaciołach literatach. Nie będziemy się jednak z naszym gościem patyczkować – padną również trudne pytania i sami jesteśmy ciekawi, jak pan Krzysztof Masłoń z nich wybrnie.
Rozmawiać z red. Masłoniem będzie Mateusz Matyszkowicz – strona autorska , redaktor naczelny Frondy LUX
Zapraszamy do Cafe Niespodzianka (Marszałkowska 7 w Warszawie) 5. sierpnia. Start imprezy o godz. 18:00
Krzysztof Masłoń
(ur. 1953) – publicysta, dziennikarz, krytyk literacki. Przez lata związany z “Rzeczpospolitą” i “Magazynem Literackim Książki. Autor kilku książek, takich jak m.in.: “Lekcja historii najnowszej”, “Żydzi, Polacy i my”, “Bananowy song. Moje lata 70.”. Laureat branżowych nagród Ikara i PIKowego Lauru oraz Nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Juror Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus

https://m.facebook.com/events/101198290233168?acontext=%7B%22ref%22%3A3%2C%22action_history%22%3A%22null%22%7D&aref=3&refid=17&_ft_=top_level_post_id.1021270627891286&__tn__=H

[Literatura] 10 miesięcy w niewoli ISIS z optymistycznym finałem.

Wsród wielu informacji o terrorze tzw. Państwa Islamskiego na Bliskim Wschodzie znalazłem i taką historię, która miała optymistyczny finał.

Zacznijmy od początku:

http://www.dailymail.co.uk/news/article-2451424/Nicolas-Henin-Pierre-Torres-French-journalists-taken-hostage-Syria.html

9 października 2013 r. w mediach pojawiła się informacja, że dwóch francuskich dziennikarzy znalazło się w niewoli ISIS. Podano, że są to: Nicholas Henin – przebywający w Syrii jako korespondent czasopisma „Le Point” oraz Peter Torres ze stacji telewizyjnej „Arte”. http://www.dailymail.co.uk/news/article-2451424/Nicolas-Henin-Pierre-Torres-French-journalists-taken-hostage-Syria.html#ixzz3gPjPOMsl

20 kwietnia 2014 r. zakładnicy znaleźli się na wolności. http://www.dw.com/pl/uwolnieni-zak%C5%82adnicy-na-temat-bojownik%C3%B3w-pa%C5%84stwa-islamskiego-ogl%C4%85daj%C4%85-te-same-filmy-co-my/a-18306571

Natomiast w marcu 2015 r. byli zakładnicy wydali książkę. Jednak, nie były to, jak się można spodziewać wspomnienia, lecz bajka dla dzieci. Bowiem Henin i Torres przebywając w niewoli dodawali sobie sił do przeżycia każdego kolejnego dnia w takich ekstremalnych warunkach, pisząc książkę, którą z braku papieru spisywali na resztkach opakowań papierowych po żywności. Henin pisał (z myślą o swojej pięcioletniej córce), a Torres wykorzystywał swoje talenty plastyczne.

Książeczka została zatytułowana Papa Hérisson rentrera-t-il à la maison? (Czy tata jeż wróci do domu?) bo jak wspomina Henin, jeż jako bohater opowieści przyszedł mu na myśl, gdy czasami miał ochotę „zwinąć sie w kulkę” i  odizolować się od okrutnego świata.

B_QjuF6UsAA3wKx.jpg large

Książeczka z pięknymi ilustracjami miała wspaniałą akcję promocyjną, bowiem tytułowy jeż występował na plakatach w różnych rolach: jako VIP udzielajacy wywiadów, jako pracownik drukarni, jako jeniec, protestujący przeciw śmierci zakładników którzy nie zostali uwolnieni, czy wreszcie szcześliwie spędzajacy czas ze swoją rodziną.

B_q7sN3WEAACQZE.jpg large

B_zW0FKW8AAeBEr.jpg large

B_v1KjGW8AA_kKs.jpg large

B_kCHr_W8AAdPwQ.jpg large

B_BPUlpXAAEXdOf.jpg large

B-XLu8NCYAA4ikc.jpg large

B98feuMCUAAyFMB.jpg large

 

 

B8-WHZcIgAAfJgg.jpg large

B9ddWFNIMAE4bge.jpg large

B8wfCaNIIAAl7dR.jpg large

B8lZ7IvCcAAHarf.jpg large

 

Inne źródła:

http://m.wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,117915,17545494,Dziennikarz_przez_prawie_rok_byl_jencem__Dzihadi_Johna__.html

http://radioem.pl/doc/2388703.Byly-wiezien-IS-mowi-o-dzihadystach

http://www.rp.pl/artykul/1185229.html?print=tak&p=0

Wojna… wiosny z zimą według Mackiewicza.

 

Cytat z powieści Józefa Mackiewicza „Karierowicz”:

 

Wojna na całym Bożym świecie. Długo, zazwyczaj bardzo długo walczy zima i wypiera wiosnę z raz już zdobytych przez nią pozycji. Teren przechodzi z rąk do rąk. Wiosna okupuje kraj, ustanawia swe porządki, obwieści obowiązujące prawa. Jej urzedowe rozporządzenia pisane są przez kwiaty na mchu, szum skrzydeł przelotnych ptaków, przez młode listki, puch wierzb, nocne wołania dzikich gesi. Śnieg kurczy się jak gąbka, zdycha, leży wreszcie trupem, brudno się rozkłada i przestaje istnieć. Tymczasem skowronki robią propagandę od świtu do zmierzchu i choć starzy ludzie, podobnie jak stare wrony i stare wróble na każdym dachu, ostrzegają przed nią, większość rzeczy ulega jej całkowicie. Na obłysiałe wzgórze wychodzi oracz, a za smugą pługu czarny szereg gawronów w poszukiwaniu pędraków. W południe jest ciepło, koń odpoczywa, człowiek skręca machorkę w kawałek zimowej gazety i siny dymek ciągnie do sinego nieba. Ale za puszczą na wschodzie leżą, hen, kraje, siódme rzeki i jeziora, wszystkie jeszcze pod lodem. To ostatnie rezerwy zimy. Gdy wiosna je ruszy, zima rzuca wiatr. Walka odbywa się zrazu w powietrzu. Ciężkie bombowce chmur, ładowane śniegiem i gradem, ciągną na spotkanie południa. Płyną i płyną, zasłaniają słońce, pędzą precz agitatorów wiosennych z nieba, opanowując sieć informacyjną, i wtedy druty na wszystkich szosach huczą i gwiżdżą jednostajna wieścią; huuuu… zima wraca! Zdarza się, że gęsty deszcz przechodzi raptownie w śnieg, pokrywa pierwiosnki, mnie głupią trawę, ugina swym ciężarem młode pędy, mści się na każdym, kto nieopatrznie dał wiarę propagandzie wiosny.

Darmowe koncerty – czyli król August III promuje operę.

Źródło: Pamiętniki do panowania Augusta III Stanisława Augusta ; z rękopismu Andrzeja Kitowicza wydane przez A.Woykowskiego; Poznań ; W. Decker i Spółka; rok 1840

Kochał się także ten król wielce w orkiestrze czyli w kapeli, do której dobierano wirtuozów, śpiewaków i śpiewaczek w całej Europie najsławniejszych. Ta orkiestra grała często królowi na jego pokojach w dni galowe, po kościołach, w których się król na nabożeństwie znajdował, i na operach, dobierając do siebie na wspomnione opery kapelów różnych panów, mianowicie Wielhorskiego, kuchmistrza litewskiego, i książęcia Czartoryskiego, kanclerza w. lit., tak iż liczba muzykantów, grających operę, przenosiła sto osób. Te opery wielkie odprawiały się dwa razy w tydzień, we wtorek i piątek. A lubo dla wielkiego kosztu w odmianie, jednę operę grano przez pół roku, po staremu król bywał na każdej punktualnie, nietęsknięc sobie w widoku, jednej półrocznej reprezentacyi, siedział w loży nieporuszenie, przez trzy godziny, a czasem i dłużej trwającej opery, i gdy widział operhauzu nienapełnionego spektatorem, dziwował się niegustowi polskiemu, iż się nieubiega do widzenia rzeczy, tak wielce delektującej oko i ucho, darmo, to jest bezpłatnie, której widzenie w innych krajach lud najpospolitszy opłacać nieżałuje. Trzeba bowiem wiedzieć, że te opery zawsze darmo dawane były; podczas sejmu lub innych zjazdów za biletami dla dystyngowańszych osób, prócz sejmów i zjazdów bez biletów, dla wszystkich, jakiegokolwiek gatunku ludzi.

O samym budynku operalni w Ogrodzie Saskim można poczytać tutaj: http://www.theatre-architecture.eu/pl/budynek-operalni.html

Ruthenia quasi est alter orbis…

Andrzej Nowak, w swojej wspaniałej książce „Dzieje Polski (Tom I)” przypomina postać biskupa Mateusza, który jest autorem (współautorem) listu do Bernarda z Clairvaux. Zacytowane przez Nowaka fragmenty, tak mnie zaciekawiły, że postanowiłem dotrzeć do pełnej treści tego listu.

[Ta iluminowana karta z Sakramentarza tynieckiego [LINK] jest jedną z ilustracji w książce Nowaka. Tak bardzo mi się spodobała, że postanowiłem ją „zareklamować” przy tej okazji. Najbardziej ujęło mnie, że Chrystusa wraz z krzyżem jzastępuje w tekście literą „T” z wyrażenia „Te igitur”.]

List ten znalazłem w zbiorze zaytułowanym: „ZŁOTA PRZĘDZA POETÓW I PROZAIKÓW POLSKICH. TOM: IV.” Wydanym w Warszawie w 1887 r.:

Mateusza krakowskiego biskupa list do św. Bernarda opata klarewaleńskiego: O podjęciu apostolstwa wśród Rusinow.

Do Bernarda z Bożej łaski opata klarewaleńskiego, męża czcigodnego i wielebnego, wszelkiej pochwały godnego, i zasług świętości odznaczającego się, Mateusz z tejże łaski biskup krakowski i komes Piotr, których praca niech uczyni owocodajną.

Dzięki Bogu naszemu składamy, dzięki nawet nieskończone, który Ciebie, o opatów ozdobo i chwało, w naszym czasie do życia powołał, bo Ciebie nigdy i nigdzie nie opuści troska o wszystkie kościoły, Ciebie, naczynie wybrane, Ciebie, którego niemoc innych przyprawia również o niemoc. Dla Twych zasług Bóg światu świadczy wszelkie dobrodziejstwa bez jego zasługi; Twoją prośbą łagodzi się sędzia rozjątrzony, wyrok odwołuje, i, by zaraz grzeszników nie uderzył, gniew zawiesza dla oszczędzenia.

Ukochany wasz syn, mistrz A., pytał się nas z waszej strony, czyby kto nie mógł i bezbożnych Rusinów obrządków i zwyczajów wytępić? Mógłby, o panie, mógłby, lecz ten tylko człowiek mógłby, w którym wielka byłaby łaska. Ufamy jednak w Pana Jezusa, że gdyby opat klarewaleński tu był, owo dobrodziejstwo mogłoby być dokonanem. Naród ów rusiński mnogością niezliczoną jakby gwiazdom się równał, prawdziwej wiary zasad i istotnej religii ustaw nie zachowuje, niepomny, że poza kościołem katolickim niema prawdziwego nabożeństwa. Nietylko w ofierze Ciała Pańskiego, lecz w rozwodach i powtórnem chrzczeniu i innych sakramentach kościoła szpetnie błądzą. Tak to błędami różnemi, co większa nawet niegodziwością kacerską napojeni są od samych zaczątków nawrócenia swego. Chrystusa tylko w samem nazwisku wyznają, lecz czynami zupełnie się wyrzekają. Ani bowiem z łacińskim, ani z greckim nie chce się zgadzać, lecz od obu równo odłączony, ten naród trzeciego rodzaju udział bierze we wspólności sakramentów. Toby wszystko, panie, twoje kaznodziejstwo, lepiej wnikające niż miecz dwusieczny, wykorzeniło, gdyby Duch św. natchnął Cię, byś ten naród odwiedził. Nietylko na Rusi, która jest jakby nowym światem, ale także w Polsce i Czechach, lub w ogólnie zwanej Słowiańszczyźnie, która wiele krain mieści, tyle i takiego owocu i tak Bogu miłego naszczepić, że potem od Niego usłyszałbyś: Rad z ciebie jestem, sługo dobry i wierny! Nawet z pewnością, wszyscy, jak spodziewamy się, jeszcze słuchając uszyma, ulegliby.

Racz tedy, pobożny ojcze, racz nasze pomroki rozjaśnić, gdy inne rozpędzasz. Racz nieustatkowanych Słowian w życia zasadach ustalić. Racz nawiedzić swoją obecnością lodowatą strefę, aby za przybyciem naszego opata mróz straszliwy północy przez południa wdzięki i ognia płomień złagodniał, aby dzicz niesforna przez wasze nauki wykształciła się, by ludzie przez ludzką waszę erudycyę złagodnieli, pod jarzmem boskiem ugłaskali się. Jeżeli zaś i tracki Orfeusz i tebaflski Amfion rozgłośną sławą zapisali się w niebo i między gwiazdy, słyną przez dowcip poetów i po śmierci żyją w pieśniach, za to, że obaj lasy i kamienie, to jest leśnych i kamiennych (górskich?) ludzi, liry głosem oswoili, prawu ulegać zmusili;—tembardziej spodziewamy się, że ludy dzikie i potworne święty opat z Chrystusem pojedna, gdyż jest heroldem ewangelii i kagańcem w bożym domu, i boskiej woli tłumaczem, oraz lepszy nad Orfeja, bo głośny z wyższej nauki i niebiańskiem obdarzony przeniknięciem i darem oraz łaską prawie wszystkich błogosławieństw odznaczony.

Z jakiem usposobieniem, z jakiem gorącem pragnieniem ja i komes Piotr, mąż w każdym razie bardzo dbały o chwałę bożą, o kościół i o wiarę, wyglądamy Twego przybycia, Ten tylko jest świadkiem, który widzi tajnie serca. Ale nie my sami pragniemy opata klarewaleńskiego jedno w drugie, bogacz i biedak, szlachta i prości, młodzieńcy i dziewice, starcy z młodszymi jednakowo pragną. Opata wszelki stan i wiek, opata wszelka płeć i wszelkie stanowisko, opata wszyscy Polacy i wszystkich marzenia roją.

 w tej samej książce znajduje sie także krótka notatka na temat biskupa:

MATEUSZ (t. z. CHOLEWA).

Zaliczony przez Paprockiego do herbu Cholewa, pierwotnie znany z imienia tylko, był scholastykiem t. j. dozorcą jeżeli nie nauczycielem szkolnym w Stobnicy. Za pożyczkę pieniędzy, Władysław II, po śmierci Roberta. naznaczył go na biskupa krakowskiego. Wyświęcony w Rzymie 1144 czy 1143, urząd swój sprawował lat 21 (23), umarł 18 października 1165 r. Tradycja z końca XIIl. (…) Był zaprzyjaźniony ze sławnym Piotrem Włostowiczem Duninem (…) i z nim do współki wzywał Bernarda z Clairveaux listem, który świadczy o zdolnościach literackich biskupa.

[Foto & cytat] Damastes made in China…

moją prawdziwą pasją była antropometria

wymyśliłem łoże na miarę doskonałego człowieka

przyrównywałem złapanych podróżnych do owego łoża

trudno było uniknąć – przyznaję – rozciągania członków obcinania kończyn

chiny

Po kliknięciu na zdjęcie pojawi się jego wersja w większej rozdzielczości.

Konfrontacja poetycka nr 3… Herbert vs Gajcy

Tadeusz Gajcy (ur. 1922) debiutował w okresie okupacji niemieckiej w 1942 r., Zbigniew Herbert (ur. 1924) dużo później.  Byli rówieśnikami, a choć o tym zapominamy, należeli do tego samego pokolenia.

pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys

jak ty – podniesiesz na mnie kamień
lub rzucisz z wzgardą ziemi grudę.

Ilustracja graficzna:

PIC_24-380a

Opis obrazu: Nierozpoznani żołnierze podczas pogrzebu.
Data wydarzenia: 1941 – 1942
Miejsce: Buzułuk

Hasła przedmiotowe: duchowieństwo, wojsko, wojna światowa II, pogrzeby,

Inne nazwy własne: Polskie Siły Zbrojne w ZSRR,

Zespół: Archiwum Fotograficzne Tadeusza Szumańskiego

Sygnatura: 24-380a

Łukasz Szwed ujawnia całą prawdę o kotach i ich hobby…

W numerze 9/2000 „Nowej Fantastyki” Łukasz Szwed opublikował urocze opowiadanie „Nasze zwierzęta: kot”. Ilekroć je przeczytam bardzo mnie rozbawia. Starałem się znaleźć antologię w której ten tekst się znalazł, ale nie udało mi się. Dlatego postanowiłem opowiadanie to zamieścić na blogu:

 Zwierzę to charakteryzuje się piękną, wręcz anielską fizjonomią. Delikatny pyszczek, ostre, stojące uszka i wyraziste, głębokie oczy. Waga kota waha się od 2 do 19 kg, ale nie to jest w nim najbardziej porywające. Kot jest niezrównanym kochankiem i śpiewakiem. Pieśni miłosne w kocim wykonaniu często pobrzmiewają w księżycowe noce w okolicach śmietników, co sympatyków tego zwierzątka doprowadza do niemal mistycznych wzruszeń. Kot jest również wspaniałym myśliwym; trzeba widzieć, jak jednym skokiem dopada żaby lub jeża, które są kocim przysmakiem. Sprężystość mięśni i smukła sylwetka sprawiają, że kot wspaniale pływa. Często obserwowano duże stada namiętnie pluskające się w stawach lub rzekach. Kot bardzo lubi ryby, dla zdobycia upragnionego pokarmu często nurkuje nawet na kilka metrów w głąb, a pod wodą wytrzymuje około pięciu minut, co stwarza okazję do spotkań z wydrą, którą kot bardzo lubi. Jednak kot zazdrości wydrze zdolności chrząkania i na tym tle często dochodzi do konfliktów, które jednak nie są zbyt gwałtowne. Wiadomo też, że jest kot miłośnikiem mleka. Zdarzały się nawet przypadki zdojenia przez koty krów pozostawionych na pastwisku, dlatego rolnicy często tępią te miłe i jakże pożyteczne zwierzęta.

Kotka zajmuje się dzierganiem i robi to w wolnych chwilach. Kilimy dziergane przez kotki są następnie sprzedawane lisom, które używają ich do wytłumienia nor przed tupaniem tapirów. Tapiry nocami wyruszają na żer w dużych ilościach powodując straszny hałas. Koty budują olbrzymie systemy korytarzy, w których chronią się w razie potrzeby.

Młody kotek rozwija się pod czułą opieką obojga rodziców do trzeciego dnia życia. Potem zostaje oddany na wychowanie do sowy, która zajmuje się edukacją maleństwa i uczy je latać.

Czytaj resztę wpisu »

Pierwszy, wszechświatowy, międzyepokowy Slam poetycki…

Na nasze zaproszenie do pojedynku, do konfrontacji stają:

Czytaj resztę wpisu »

Oblicza bełkotu, czyli seksistowskie e-równa-się-em-ce-kwadrat…

fragment książki:

Bartosz Brożek, Granice interpretacji, Kraków 2014

s. 213nn

„Oblicza bełkotu

W numerze 46/47 czasopisma „Social Text” z wiosny 1996 roku, wydawanego przez Duke University Press, ukazał się artykuł pióra Alana Sokala, znanego matematyka i fizyka, zatytułowany Transgresja granic: ku transformatywnej hermeneutyce kwantowej grawitacji. Sokal zauważa w nim na przykład:

π Euklidesa i g Newtona, wcześniej uważane za stałe i uniwersalne, teraz postrzegamy w ich nieuniknionej historyczności; hipotetyczny obserwator staje się zde­centrowany, odcięty od wszelkich epistemologicznych więzi z punktem czasoprzestrzeni, którego nie można już zdefiniować za pomocą samej geometrii

Niedługo po publikacji tego tekstu Sokal opublikował kolejny, Eksperymenty fizyka w studiach nad kulturą, tym razem w czasopiśmie „Lingua Franca”. Poinformował w nim, że jego artykuł w „Social Text” był mistyfikacją, mającą na celu…

Czytaj resztę wpisu »

Jadwiga Jełowicka „W cieniu siedmiu wojen” – jest ebook!

Kilkukrotnie pisałem już na blogu o książce p. Jadwigi Jełowickiej „W cieniu siedmiu wojen”.

Dotychczas wspominałem o wersji drukowanej. Tym razem chciałbym poinformować, że pojawiła się jej wersja elektroniczna. Za jedyne 9.10 zł można ją kupić na stronie: http://virtualo.pl/cieniu_siedmiu_wojen/cursor_media_sp_o_o/p381i131613/?q=cursor (wersje .epub lub .mobi)

Pani Jadwiga Jełowicka, pochodzi z rodziny o dużych tradycjach patriotycznych, którą los rzucił na Kresy. Autorka dzieciństwo spędziła między innymi w Żytomierzu, a część wojny na Wołyniu. Następnie w przed sierpniem 1944 r. znalazła się w Warszawie, gdzie wzięła udział w Powstaniu.

Żytomierz Źródło: www.wikipedia.com

Żytomierz
Źródło: http://www.wikipedia.com

Namówiona przez znajomych i rodzinę spisała swoje wspomnienia. Obecne – drugie uzupełnione wydanie książki – zawiera oprócz wspomnień autorki także wspomnienia osób, które wspólnie z rodziną Jełowickich przeżyły trudne czasy pierwszej połowy XX w.

Książka „W cieniu siedmiu wojen”. To hołd złożony polskiemu kresowemu ziemiaństwu za jego postawę i ofiarność, zwłaszcza w latach 1917-1945. To swiadectwo trudnych czasów rewolucji bolszewickiej, odbudowy Polski po rozbiorach, tragedii 1939 r. i podwójnej okupacji, a także losów osób deportowanych na tereny Związku Radzieckiego, losów osób pozbawionych ich „ukochanych Kresów„. Ta książka pokazuje jak wielkie wydarzenia historyczne, wpływają przede wszystkim na losy pojedyńczych osób, rodzin.

148658

Autorka od razu, na początku książki wyjaśnia, skąd się wziął tytuł:

Siedem wojen!
1914 – I wojna światowa
1917 – Rewolucja bolszewicka
1920 – Inwazja bolszewicka
1939 – II wojna światowa i wtargnięcie Armii Czerwonej
1941 – Wojna niemiecko-sowiecka
1944 – Powstanie Warszawskie
1945 – Tak zwane wyzwolenie – gorsze niż wojna

Wszystkie te dramatyczne wydarzenia oraz trudne, lecz skromne życie w krótkim okresie pokoju między wojnami światowymi są opisane z dużą swadą, a dramatyczne wydarzenia przeplatają się z ciepłymi i pełnymi humoru wspomnieniami rodzinnego domu na Kresach.

Zawsze gdy piszę o tej książce staram się wkleić jakiś jej ciekawy fragment. Dziś „na tapetę trafi” wspomnienie z czasów „za pierwszego Sowieta” (czyli 1940 r.) :

Mydło gotowało się z łoju zwierzęcego. Do tego była potrzebna soda kaustyczna, kalafonia, a jak nie było kalafonii, to żywica. Pierwsze wyroby były mało udane, ale sprzedać je trzeba było, dlatego że ten materiał został zużyty, a nie byłoby za co kupić następnego. W każdym
razie tym praliśmy, tym się myliśmy, więc się nadawało do użytku. Teraz okazały się talenty handlowe Szczepka, który chodził po ludziach i mówił, że mamy mydło do sprzedania. I tak mówił: „Ono właściwie nie bardzo się pieni, ale bardzo dobrze brud zbiera”. Podziwialiśmy go za taką zdolność reklamy.

Był jeszcze drugi sposób zarabiania. Tatuś i Olo kupowali słoninę i jakieś mięso, potem Olo wiózł je do Lwowa. Było to bardzo niebezpieczne, bo handel mięsem był surowo karany. Modliliśmy się bardzo, żeby szczęśliwie dojechał i szczęśliwie wrócił. W ten sposób zaopatrywał
ciocię Marynię, ciocię Andzię, pewnie ciocię Micię, różnych znajomych i krewnych we Lwowie. Sprzedaż szła z ręki do ręki, w sposób względnie bezpieczny. To wszystko było bardzo uciążliwe. Raz Olo podpadł, a ponieważ był nieletni, wezwali Tatusia na NKWD. Myśmy truchleli: Boże, co z tego będzie. Po kilku godzinach Tatuś wrócił, troszkę się uśmiechał, byliśmy szczęśliwi, że wrócił. I pytamy: „Co było?”. A Tatuś mówi: „Zapytali mnie: Czy obywatel wie, że obywatela syn uprawia paskarstwo, handluje mięsem?”. „Nie, nie wiem”. „No to ja panu mówię, niech pan to załatwi, bo będzie źle”. „Dobrze, jak go zobaczę, to mu tak w skórę wleję, że popamięta”. I w ten sposób po prostu obronił Ola i siebie. Młodość i „głupota”, a także ojca „pomogło, że Tatuś dobrze mówił po rosyjsku i miał „praktykę” z czasów rewolucji.

Wszystkich zainteresowanych zapraszam do kupienia książki, a innych proszę o polubienie jej „profilu interentowego” na znanym portalu społecznościowym: https://www.facebook.com/siedem.wojen

Na koniec przypomnę fragment przedmowy Tadeusza Epszteina:

Rodzina Jełowickich spędziła dwudziestolecie we wschodniej części dawnej Galicji, która we wrześniu 1939 r. została wchłonięta przez Sowietów.

(…)

Autorka nie pomijają w swoich relacjach nawet bardzo trudnych tematów – cierpienia i śmierci swoich najbliższych. Jednocześnie sporo miejsca poświęciły zwykłym opisom dnia codziennego, ilustrując czytelnikowi najdrobniejsze sprawy: warunki mieszkaniowe, edukację, pracę zawodową, stosunki rodzinne, życie towarzyskie, odpoczynek i zabawy, sposób odżywiania, zmagania ze zdrowiem i higieną itd. Uderza w całej narracji, szczególnie Jadwigi Jełowickiej, pewien spokój i optymizm. Nawet w tych fragmentach, w których Autorka opisuje tragiczne wydarzenia wojny i okupacji, nie znajdziemy zaciekłości czy nienawiści do wroga, postaw zupełnie zrozumiałych w takich sytuacjach. Z pewnością upływający czas ułatwia spojrzenie na przeszłość z większym dystansem, ale tu dodatkowym sojusznikiem jest wiara Autorki, która pozwala jej widzieć głęboki sens nawet w najpoważniejszych doświadczeniach życiowych.

Jeżowe post scriptum – wypis z książki z 1783 roku oraz współczesny film

Historya Naturalna Krolestwa Polskiego, Czyli Zbior krotki […] Zwierząt, Roślin y Minerałow […]
rok wydania 1783

dostępny: http://www.dbc.wroc.pl/dlibra/docmetadata?id=24057&dirds=1&tab=2

JEŻ zwierzę od głowy do ogona, y po bokach jest ostremi kolcami okryty, znajduje się pospolicie w gęstych i wilgotnych lasach. Samica w wypróchniałym drzewie usławszy gniazdo, rodzi czworo młodych. Żyją myszami, chrząszczami, i owocami, po które łażą na drzewa; w jesieni gdy wiele jabłek znajdują pod drzewem, taczają się po nich i utkwione na kolcach znoszą do jamy. W dzień się kryją, a w nocy wyłażą ku pożywieniu, na zimę zasypiają jak Borsuki. W niebezpieczeństwie zwijają się w kulę, i tym się bronią, ale wrzucone w wodę rozwijają się. Tłustość z nich zażywa się do lekarstw, dekokt jest doświadczonym lekarstwem na puchlinę węwnętrzną.

oraz film o życiu jeży, oczywiście z komentarzem Krystyny Czubówny

„Czy warto tłumaczyć dzieła przetłumaczone…”

W tym miesiącu przeglądając zapowiedzi wydawnicze, dowiedziałem się, że 28 października 2014 r.  będzie miało premierę nowe polskie tłumaczenie „Don Kichota”.

Postanowiłem więc umieścić na Bestiariuszu transkrypcję rozmowy z 2009 r. zatytułowanej „Czy warto tłumaczyć dzieła przetłumaczone…”. W dyskusji tej wziął udział Wojciech Charchalis, tłumacz powieści Cervantesa

http://www.newsweek.pl/w-kolko-to-tlumacza-,48829,1,1.html (dostęp: 10.10.2014)

W kółko to tłumaczą!

Rozmawiał Filip Łobodziński

15-11-2009 , ostatnia aktualizacja 15-11-2009 16:30

Czy warto tłumaczyć arcydzieła wcześniej już przełożone? Po co nam nowy „Don Kichot” czy „Bracia Karamazow”? Wybitni tłumacze: Antoni Kroh, Wojciech Charchalis i Adam Pomorski tłumaczą się w rozmowie z Filipem Łobodzińskim (również tłumaczem).

Newsweek: „Pan feldkurat polecił mi was jako wielkiego głuptaka i zdaje się, że miał rację”. To zdanie maniacy „Szwejka” recytują zbudzeni w środku nocy. I oto uszczęśliwiono ich nowym tłumaczeniem powieści Jaroslava Haška, gdzie kwestia porucznika Lukáša brzmi: „Ksiądz kapelan nazwał was piramidalnym idiotą i myślę, że się nie mylił”. Dla szwejkologów to cios na miarę „sławetnego lania”, bo „Szwejk” w przedwojennym przekładzie Pawła Hulki-Laskowskiego wrósł w polszczyznę niczym „Trylogia”. Po co wywracać porządek do góry nogami? Sam mam na sumieniu nowy przekład autobiografii Milesa Davisa, ale to była opowieść jazzmana, a nie kanon literacki. Inni odwalili już robotę przy arcydziełach, po co więc robić to kolejny raz?

Antoni Kroh: A po co w ogóle nowe książki, obrazy, filmy, spektakle? Jest ich tyle, a wciąż powstają kolejne…

Wojciech Charchalis: W wypadku „Don Kichota” należało ożywić tę książkę. Przecież starsi jej nie czytają, bo to dla dzieci, a dzieci nie, bo przecież to opasłe tomisko i wielka literatura, więc pewnie nie zrozumieją. A warto ją ocalić, bo to naprawdę wspaniała książka, tylko trudno to dostrzec na podstawie funkcjonujących na rynku przekładów…

Adam Pomorski: Lepiej zamiast o arcydziełach mówić o przekładzie tekstów fundamentalnych. Z tym mierzy się każda epoka w dziejach kultury. Możliwość i umiejętność oddania w przekładzie poetyki takiego oryginału to sprawdzian stylistyki rodzimej. Zły przekład zubaża własną, a nie obcą kulturę. Nie umiejąc oddać we własnej mowie fundamentalnych tekstów kultury powszechnej, stawiamy się w położeniu barbarzyńców wobec cywilizacji: barbarzyńcy cywilizacji nie dostrzegają, nie potrafią sprecyzować jej cech i mechanizmów. Czytaj resztę wpisu »

Opisy nowych książek na rynku…

„Bestiariusz” prezentuje potwory, a właściwie potworki..

http://wirtualnywydawca.pl/2014/10/i-poplynie-krew/

„Rok 996, zachodnia Norwegia. Ulfar i Audun uszli z życiem z bitwy o Stenvik, ale stracili to, co czyniło ich ludźmi: śmiertelność.”

Ciekawe. Zazwyczaj to nieśmiertelnośc jest czymś co można stracić. Nie wiem co autor miał na myśli, ale myślę, że powieść o bohaterach, którzy „stracili śmiertelność” pozwoli autorowi wydawać kolejne tomy przez wiele lat…

 

http://www.empik.com/kroniki-dziedzicow-tom-4-dziedzic-zaklinaczy-williams-chima-cinda,p1101497148,ksiazka-p

Brutalny atak na dobrze prosperującą komunę Wajdlotów nazwano masakrą z Thorn Hill. Jonah Kinlock przeżył, lecz nie wyszedł z tego bez szwanku: podobnie jak inne ofiary, Jonah ma niezwykłe magiczne moce, które dają mu przewagę nad członkami normatywnych gildii. W wieku siedemnastu lat stał się najgroźniejszym zabójcą w Wilczej Jagodzie, organizacji polującej na niezmarłych, czyli na cienie.

 

http://www.empik.com/zabrana-o-zmierzchu-hunter-c-c,p1100535584,ksiazka-p

Kylie Galen desperacko poszukuje prawdy o sobie, swojej prawdziwej rodzinie, swoim przeznaczeniu. Odkrywanie sekretów zawsze wiąże się ze zmianą… ale niekoniecznie na lepsze. Gdy w końcu udaje jej się zbliżyć do wyśnionego wilkołaka Lucasa, okazuje się, że jego towarzysze zabronili mu być z nią. Czy na pewno dokonała dobrego wyboru? Co więcej, dręczy ją duch niosący tajemnicze przesłanie o życiu i śmierci… Kylie podejmuje wyścig z czasem, by rozwiązać zagadkę i ochronić swoich bliskich. Czy jej się uda? Czy w końcu dowie się, kim naprawdę jest? A może prawda okaże się zupełnie inna i o wiele bardziej zadziwiająca, niż można by przypuszczać…

Temat maturalny 1928 – Co myślał Słowacki o…

W książce Jana Dobraczyńskiego „Gra w wybijanego. Wspomnienia” znajduje się przecudnej urody fragment o zdawanej przez autora maturze. W trakcie tego egzaminu Dobraczyński – miłośnik Słowackiego i w ogóle romantyków – nie mógł jednak napisać na swój ulubiony temat, ponieważ:

Na maturze było sześć tematów polskich, z których Zakrzewski wybrał trzy. (…) Gdy się potem dowiedziałem, że wśród odrzuconych tematów był temat: „Co myślał Słowacki o współczesności?” pobiegłem z pretensją do Zakrzewskiego. Na moje skargi odpowiedział: „Mój drogi, Słowacki sam nie wiedział, co myślał o współczesności”.

 Juliusz Słowacki, portret autorstwa Tytusa Byczkowskiego.

Kret – wykopalisko z roku 1897

 

Kret pojawił się już raz na łamach Bestiariusza (https://bestiariusz.wordpress.com/2012/05/28/bestye-2/), lecz dzisiaj chciałbym przedstawić urokliwy tekst zamieszczony w czasopiśmie „Światło (Pismo z Obrazkami dla Katolickich Rodzin Polskich)” w numerze 11 z roku 1897.

 

Kret czy jest szkodliwym i jakie jest o nim podanie ludowe.

Któż z was Czytelnicy nie widział czarnego ryjkowatego zwierzątka, co przebywa pod ziemią, co jest grube, krótkie a wałkowate, co zdaje się być bez uszów i oczów, a oprócz tego ma kusy ogonek i w porównaniu ze swą marną wielkością ogromne do kopania łapy?… Osobliwsze to zwierzątko można poznać od pierwszego wejrzenia.

Nazywa się ono kret.

Rolnikom zwierzątko to uparcie się narzuca i dla tego jest im znane — nie zaszkodzi przecież, gdy mu się bliźej przyjrzemy i zbadamy, jak żyje, jak mieszka, czem się żywi i co robi?

Kret ma minę wielkiego eleganta. Posiada porządne futro o gęstym, krótkawym i miękkim włosie, które błyszczy niby aksamit, a błyszczą mu też wąsy i jakby podstrzyżona cienka nad oczami i jakby podstrzyżona cienka nad oczami szczecina. Łapy, podeszwy łap, koniec ryja i ogon ma gołe, lecz to nie psuje buńczucznej jego miny i bardzo mu z tem do twarzy, zwłaszcza iż członki te są ładnego cielistego koloru.

Wskutek braku u niego wierzchnich uszów i niewidocznych prawie oczów, ludzie dawniejsi myśleli, że jest zupełnie głuchy i ślepy. Ale to nieprawda. Choć on nie ma takich uszów, żeby mu jak u innych zwierząt z .wierzchu sterczały, ma jednak uszy głębiej wewnątrz, i na- wet bardzo dobrym odznacza się słuchem. Nie jest pozbawiony także i oczów; leżą one między końcem ryjka i uszami, ale że całkowicie zakryte są włosami głowy, a że tak są maleńkie jak ziarnka maku, więc nic dziwnego, że ludzie nie prędko mogli je dojrzeć. Kret zatem ma oczy i nie jest ślepy, tylko że wzrok ten jest nader słaby i ponieważ światło sprawia kretowi przykrość, bardzo też rzadko wychodzi on dobrowolnie na wierzch ziemi.

Co do rąk czyli przednich łap jego, to są one tak krótkie, że nie mogą jak należy podtrzymać brzucha, brzuch na nich wsparty, włóczy się prawie po ziemi. Łapy te przeznaczone do kopania ziemi, opatrzone są w palce uzbrojone szerokimi pazurami i są odwrócone na zewnątrz czyli na nice. Budowa tych łap wyglądających niby łopaty lub szpadle tak jest osobliwa, że od pierwszego spojrzenia na kreta — bije w oczy. Oprócz tego że kret omawianych łap używa do rycia ziemi, podaje sobie także niemi pokarm do gęby, a w razie potrzeby przepłynięcia na drugą stronę jeziorka lub rzeki, używa ich jako wioseł. Za to o ile przednie łapy są silne i szerokie, o tyle znów tylne nogi są wątłe, palce w nich rozdzielone, a pazury ostre i cienkie. W ogóle biorąc kret ma taki skład ciała, że trudno mu przebywać na po­wierzchni ziemi; nie może bowiem ani skakać, łazić, ani nawet swobodnie chodzić.

To też szuka on miejsc podziem­nych. Najchętniej kopie się pod łąka­mi, polami, lasami i dąbrowami, a mniej lubi okolice górzyste i piaski. Będąc zaś niedołężny na wierzchu ziemi, nad­spodziewanie biega chyżo w podziem­nych swych korytarzach. Szybkość, z jaką ryje ciemne swe lochy, jest za­dziwiająca. Dopiero był tu, jeszcześ się nie obejrzał, a on het!… o kilkanaście już od ciebie łokci!… biegnie pod zie­mią tak prędko, jak po dobrej drodze człowiek na koniu… Kret kopie ziemie przedniemi łapami, tylnemi zaś odrzuca ją po za siebie, a kiedy w korytarzu uzbiera się jej kupa, to dobywa się wtedy na powierzchnię i tam kupę oną wyrzuca. Po owych to właśnie kupach wyrzucanej ziemi (kopcach), oraz po tem gdzie są rośliny uschłe i ziemia zapadnięta poznać można, gdzie się krecie korytarze ciągną — a ciągną się one długo, bo od 100 do 150 łokci.

Ponieważ kret przeznaczony jest do życia podziemnego i słońce go nie obchodzi, więc też jego dzień i noc inne są aniżeli innych zwierząt i ludzi. Pracuje on »jak woła przez 3 godziny i to jest jego dzień. Po trzech godzinach pracy śpi także 3 godziny, i to jest jego noc. Obudziwszy się, zaraz idzie do roboty i kopie dołki, dopóki znów jego noc nie przyjdzie, i tak ciągle. Pracuje w ten sposób nietylko w lecie, ale 1 w zimie; w zimie też często daje się widzieć, jak wyrzuca kupę ziemi 7, pod świeżego śniegu lub z pod zamarzłego gruntu. W pracy zaś tej podziemnej naprzemian zakopuje się bardzo głęboko, to podnosi się aż do samego wierzchu ziemi. Jak odpoczywa, to leży pod korzeniami drzewa albo w innem niedostępnem miejscu i legowisko jego łatwo poznać po znacznej wielkości nasypie. Próżnoby się jednak kusił, ktoby go chciał w legowisku przydybać; mając bowiem słuch doskonały, najmniejszy szmer odróżnia, i niebawem ucieka…

Obok swej pracowitości i przezorności kret jest posępny, okropnie swarliwy i drapieżny. Żywi się tylko pokarmem mięsnym, a rośliny za nic ma sobie i ani na nie spojrzy. Na pożywienie jego składają się różne podziemne owady, glisty, robaki (które za pomocą ostrego węchu wybornie wyszukiwać potrafi), oraz majowe chrabąszcze, liszki, ptaki, myszy, raki, żaby; jeżeli zaś podsunie mu się pod łapy drugi kret, to i tu bez ceremonii rzuca się na niego i z przyjemnością pożera brata!…

Jest on więc szkaradnie dziki, a i nienasycony; potrzebuje na nasz dzień tyle pokarmu, ile waży własne jego ciało, bez jedzenia nie może dłużej wytrzymać niż 12 godzin i po 12 godzinach głodu umiera. — Po korytarzach, które kret ryje, chodzą i inne zwierzęta: myszy, żaby, lecz wiedząc o tem, że z niemi nie żartuje, okropnie boją się z nim spotkać. Jakoż istotnie kret się z nim spotkać. Jakoż istotnie kret nietylko w korytarzu nie przepuści tym stworzeniom, ale poluje nawet na nie przy otworach korytarza. Przycupnąwszy tam, siedzi cichutko i podpatruje żaby, czy która nie idzie, a jak ją podpatrzy, rzuca się i za tylne nogi wciąga ja pod ziemie… Żaba krzyczy wtedy głośno i żałośnie, bo wie, co ją czeka, ale żadne jej prośby ani lamenta nie pomogą, kret chrup! chrup! chrup!!… i żaby już niema. A jak z żabami, tak samo postępuje ten rozbójnik z rakami i z jaszczurkami.

Bądź co bądź straszna ta żarłoczność czyni właśnie kreta p o ż y t e c z n y m tępicielem wrogich dla gospodarza owadów.

I dla tego, że kret jest dla nas pożytecznym, przebaczamy mu, że dokucza nam swem ryciem.

Osobliwie na polach i w liściastych lasach jest on pożądanym gościem, gdyż je starannie oczyszcza od robactwa, gąsienic oraz szkodliwych owadów. Wzruszając zaś swem ryciem orną ziemię, nawet ją czyni pulchniejszą, przez co i woda deszczowa łatwiej w nią wsiąka.

A tak stworzenie to niosąc lam pomoc rolnikowi, jest prawdziwie dobrze zasłużonym jego współpracownikiem.

Inaczej rzecz się ma co do pobytu kreta w ogrodach i na łąkach. Tu jest nieprzyjacielem. W ogrodach rozrywa ziemię, w której korzonki drogich roślin czerpią pożywienie, a na łąkach, sadząc kopce czyli kretowiska, przeszkadza kosić trawę nisko i przyprawia gospodarzów o znaczne w sianie straty.

Ponieważ kret w ogrodach i na łąkach przynosi szkodę, więc tam trzeba się od niego bronić.

Dla ochronienia tych miejsc od napaści kretów jest taka rada. Należy utłuc skorup i szkła i zakopać takowe na półtorej lub dwie stopy głębokości w okół przestrzeni, którą się chce od nich zabezpieczyć, taki ostry podziemny pierścień z pewnością wstrzyma owe zwierzęta, bo skoro zaczną się przezeń podkopywać, ukłują się w ryj i z odebranych ran wkrótce pozdychają.

W celu wystraszenia kreta z jego chodników, można tam wlać także troszkę smoły zwyczajnej: albo wetknąć chodników, można tam wlać także troszkę smoły zwyczajnej; albo wetknąć tam kawałek kamfory, czosnku, cuchnące raki, stęchłe żaby lub zepsute śledziowe główki. Kret obdarzony czułym węchem, nie znosi żadnego odoru. Więc gdy w chodniku zaleci go niemiły zapach od owych przedmiotów, ucieka ztamtąd jak najdalej i nie wróci tam, dopóki ów odór będzie w jego korytarzu.

Niektórzy ogrodnicy dla pozbycia się kretów, zasypują również ich kory tarze świeżem niegaszonem wapnem. Takiego wapna jak się tylko kret ryjkiem dotknie, natychmiast zdycha.

Że zaś kret robi więcej pożytku, jak szkody, dla tego tępić go bardzo nie należy.

A teraz posłuchajcie, jakie jest o krecie podanie ludowe. Po wsiach niektórych tak sobie gadają:

Było raz dwóch braci: każdy po ojcu odziedziczył pole. Młodszemu rola zarodziła śliczne zboże, starszemu wydała nędzne i mizerne.

Co tu robić? — myśli starszy — wmówię w brata, źe tam, gdzie piękne jest zboże, jest moje pole. Udał się do mieszkania brata i zaprosił go, aby razem poszli oglądać urodzaje. Gdy młodszy brat wyraził swoją radość, że tak piękne ma tego roku plony, na to odzywa się starszy: »Jakże ty możesz mówić, że to twoje pole i twoje zboże? wszakże ja tu siałem i orałem. Jeśli masz jakąbądź wątpliwość o prawdziwości słów moich, poczekaj, ja cię przekonam, pole samo odpowie, że do mnie należy «.

Wspomnieć trzeba, że przebiegły brat starszy wykopał przedtem jamę w zbożu, ukrył tam syna swego, którego nauczył, ażeby na pytanie, czyje to pole, odpowiedział: »twoje«.

Zboże było wysokie, jama głęboka i zasłonięta tak, że ukrytego w niej chłopca zupełnie nie można było zobaczyć. Otóż stanęli obaj bracia tuż przy zbożu, a starszy donośnym głosem się pyta: »Słuchaj, czyje to pole? « »Twoje« odpowiedział na to głos z ziemi.

Wobec takiego cudu i — odpowiedział skromny brat młodszy — »niechże to pole będzie twoją własnością, a ja zatrzymam tamto liche i mizerne«.

Obaj bracia wrócili, każdy do swojej chatki. Chciwiec był niezmiernie ucieszony, że mu się udało podejść i oszukać brata młodszego. Zadziwiło go jednak, że godzinę całą był już w domu, a syn dotąd nie wracał z pola. Czekał jeszcze godzinę, drugą również nadaremnie. Wraca znowu w pole, przychodzi na miejsce, gdzie syna ukrył, a tam z głównej jamy prowadzą nory i chodnik! na wszystkie strony. Syna też zobaczył, ale go poznać nie mógł i wierzyć nie chciał, żeby to był syn jego, bo oto, by ukarać chciwego ojca, Pan Bóg chłopca jego zamienił w kreta.

Odtąd — opowiada lud — istnieje kret i ryje w ziemi i łapki przednie ma nieco podobne do rąk ludzkich.

 

cały numer czasopisma z którego zaczerpnąłem artykuł można znaleźć tutaj: http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/doccontent?id=177197&from=FBC.

Minimalizm… wg Patrika Svenssona

Dzisiaj polecam zestaw plakatów do znanych filmów i książek. Co ciekaweplakaty te stworzono przy użyciu kilku zaledwie znaków:

Strona autora:

Prince Hat.

Przy okazji zachęcam do zapoznania się z innymi pracami Patrika Svenssona.

Człowiek ze Stratfordu…

Dzisiaj w ramach Bestiariusza polecam kolejny artykuł T. Gabisia, w którym autor przedstawia  rewizjonistyczne teorie na temat autorstwa sztuk  przypisywanych niejakiemu Szekspirowi:

http://www.tomaszgabis.pl/?p=663 

http://rebelya.pl/post/446/gabis-od-delii-bacon-do-filmu-anonimus