Bohater powieści Henryka Sienkiewcza o post-prawdzie lub „fake news”

Pisze Leon Płoszowski (bohater „Bez dogmatu” H. Sienkiewicza):

 

Nie lubię prasy i uważam ją za jedną z plag, trapiących ludzkość. Szybkość, z jaką zaznajamia ludzi z wypadkami, równoważy się pobieżnością informacyi, a nie wynagradza tego niesłychanego zbałamucenia opinii publicznej, jakie każdy, kto się nie uprzedza, musi dostrzedz. Dzięki gazetom, znikł ten zmysł, na mocy którego ludzie odróżniali prawdę od fałszu, zanikło poczucie słuszności, poczucie prawa i bezprawia, zło stało się bezczelnem, krzywda poczęła przemawiać językiem sprawiedliwości, słowem: ogólna dusza ludzka stała się niemoralna i oślepła.

[Link] Artykuł Tomasza Gabisia o wulgaryzmach w sztuce.

Całość: http://nowadebata.pl/2014/06/28/o-wildsteinie-twardochu-i-wulgaryzmach/

Upowszechnianie się wulgaryzmów, przejmowanie ich przez „klasy wyższe” przenikanie ich do sfery publicznej analizował niegdyś niemiecki socjolog Helmut Schelsky w książce Die Arbeit tun die anderen. Klasenkampf und Priester­herrschaft der Intellektuellen (Opladen 1975). Według Schelsky`go przeklinanie i używanie wulgaryzmów (od lat 60. zeszłego wieku) nawet na u­ni­wer­sy­tec­kich seminariach przez lewicową mieszczańską inteligencję miało funkcję polityczną: chodziło o zainscenizowanie tożsamości klasowej studentów i robotników (podobną funkcję pełniło „proletariackie”, a fak­tycz­nie lum­pen­proletariackie, zaniedbanie stroju, fryzury i form to­wa­rzys­kich). Jednak w rzeczywistości proces ten służy interesom nowej inteligenckiej klasy „producentów sensu”.

Niegdyś, pisze Schelsky, „prosty człowiek” odczuwał literacki Hochdeutsch jako znak przewagi klasowej, dziś upowszechnienia się wulgaryzmów i prze­kleństw, czyli składników jego języka, nie jest dlań żadnym „wyzwoleniem”, odczuwa je jako arogancję i obciążenie. Wcześniej mógł wycofać się do językowego „podziemia”: mówił „pocałujcie mnie w dupę”, „Scheisse”, „od­pier­dol­cie się wszyscy ode mnie” itp. Teraz ta „droga ewakuacyjna”, pozwalająca mu uciec w językową szorstkość, czy językowe grubiaństwo jest dla niego zamknięta, ponieważ jego własny język, jego kiedyś wyłączna własność, ten „ludowy majątek” jest imitowany i zawłaszczany przez „inteligenckich kapłanów”. Można powiedzieć, że dowartościowywanie języka ludu (oczywiście pod płaszczykiem życzliwości wobec ludu) poprzez przejmowanie go i nadawanie mu pieczęci oficjalności, oznacza okradanie ludu z jego języka. Podobnie inteligenccy „chłopomani” przebierając się w chłopskie sukmany i imitując chłopską gwarę w rzeczywistości (niezależnie od intencji) pozbawiali je wartości w oczach chłopów, rabowali im to, co było wyłącznie ich.

Zaduszki 02 – polska parafraza „Dies irae” – z manuskryptu Jerzego Elsnera (1847 r.)

dies ir02.jpg

Dzień ów gniewu dzień zniszczenia
I w proch świata obrócenia
Spełni proroctw ogłoszenia.

Jakiż strach, przejmie każdego
Gdy ujrzy Boga sędziego
Na osądzenie wszystkiego

Trąba groźna Archanioła
Groby świata wzruszyć zdoła,
Przed tron Pański nas powoła

Śmierć zadrży i przyrodzenie
Że wszelkie wstanie stworzenie,
Na wyroku usłyszenie

Z księgi będzie objawiony,
Szereg czynów dopełniony
Iz tego świat osądzony

A gdy Sędzia juz zasiędzie
Wszystko na jaw wydobędzie
Nic bez kary tam nie będzie

Lecz ja nędzny powiem, Panie
Kto obrońcą się mym stanie
Gdy każdy uzna karanie

Królu Tronu straszliwego
Który zbawić chcesz każdego
I mnie także zbaw grzesznego

Wspomnij Królu wybawienia
Jam powód Twego cierpienia
Nie gub mnie w dzień zatracenia

Szukałeś mię spracowany
Odkupiłeś krzyżowany
Niech nie zginą twoje rany

Sędzią Boże sprawiedliwy
Bądź mi teraz miłościwy
Nim przyjdzie ów dzień straszliwy

Wzdycham z serca obwiniony
Wstyd mnie za grzech popełniony
Bądź tu Boże uproszony

Magdalenie Tyś darował
I łotrowi gdy żałował
Dla mnie nadzieje zachował

Prośba ma niegodna tego
Lecz sam z miłosierdzia Twego
Zbaw, mnie od ognia wiecznego

Niech zdobremi połączony
Będę od złych odłączony
Na prawicy postawiony

A gdy skończysz z przeklętemi
W Ogień piekła skazanemi
Powołaj mnie z wybranemi

Pokorne wnoszę błagania
Z Sercem skruszonym wołanie
O mym losie miej staranie

Dzień to będzie opłakany
Dzień to będzie opłakany
Kiedy zgrobu powołany

Stanę jako obwiniony
Przebacz wszelki błąd spełniony
Przebacz wszelki błąd spełniony

Łaskawy Jezu i Panie
Daj im wieczne spoczywanie

 

Źródło cyfrowa biblioteka POLONA: https://polona.pl/item/1220539/

[Międzyepokowy slam poetycki] Dziady

W. Szekspir „H.”

Patrzcie! znów idzie. — Zastąpię mu drogę,
Choćbym miał zdrowiem przypłacić. — Stój, maro!
Możeszli wydać głos albo przynajmniej
Dźwięk jakikolwiek przystępny dla ucha:
To mów! Czytaj resztę wpisu »

Cenzura carska w powieści Gyorgy Spiro

Fragment powieśći Gyorgy Spiro, Iksowie, której akcja toczy się w Królestwie Polskim po roku 1815:

W tych uroczystych dniach i tygodniach Bogusławski nie przejmował się, że już nie on stoi na czele teatru, niech teraz Osińskiego boli o to głowa. Trzy dni trwały próby nad Jadwigą, do której Kurpiński napisał muzykę, a Niem­cewicz tekst, potem próby trzeba było zawiesić, gdyż ktoś wpadł na to, iż w sztuce jest mowa o unii polsko-litewskiej, a teraz nie był to temat zbytnio na czasie. Jednocześnie po kilku próbach zawieszono prace nad OtellemMak­betem: w jednej sztuce doszło do uduszenia, a w drugiej do królobójstwa.

Dlaczego cenzura carska tak stanowczo zareagowała? Otella i Makbeta odebrano bowiem jako aluzję do okoliczności śmierci Pawła I, ojca panującego wówczas Alekksandra I:

Czytaj resztę wpisu »

[Link – Polona] Nieśmiertelne frazy Sienkiewicza w obcych przekładach.

http://blog.polona.pl/2016/09/sienkiewicz-w-przekladach/

Henryk Sienkiewicz już za życia był jednym z najczęściej przekładanych polskich autorów. W Polonie możecie znaleźć bardzo wiele obcojęzycznych wydań, które systematycznie gromadzimy w osobnej kolekcji. Są tam nie tylko przekłady na angielski, niemiecki, francuski czy rosyjski, ale także sporo wydań w jidysz, tłumaczenia na serbski, niderlandzki, duński czy islandzki. Poza oczywistymi tytułami natrafić można na mniej znane i często zaskakujące dzieła, jak choćby ozdobiony na okładce romantyczno-tragicznym kowbojem wydany w Mediolanie western Lilliana. Autor Lilliany, podpisany jako Enrico Sienkiewicz, pierwotnie publikował swoje dzieło w odcinkach w „Gazecie Polskiej” jako nowelę Przez stepy. Nad Sienkiewiczem pracowali też esperantyści, na warsztat biorąc przede wszystkim jego nowele.

Czytaj resztę wpisu »

Polecam! Chesterton w zasobach polskich bibliotek cyfrowych oraz najnowszy numer „Teologii Politycznej Co Tydzień” (o Chestertonie!)

A.

80 lat temu zmarł pisarz, publicysta i zapalony kontrpolemista B. Shawa, czyli Gilbert Keith Chesterton.

Z tej okazji „Teologia Polityczna co tydzień” przygotowała numer okolicznościowy, którego zapowiedź umieściłem w części „B” wpisu. Tym którzy chcieliby zapoznać się z twórczością pisarza polecam oczywiście wizytę w księgarniach lub bibliotekach. Nie wszystkie jednak dzieła tego autora (lub o nim) można kupić, dlatego spośród zdigitalizowanych zasobów Federacji Bibliotek Cyfrowych wybrałem kilka z dużą zawartością Chestertona w Chestertonie (niestety linki nie w każdej przeglądarce otwierają się prawidłowo — w przypadku trudności mogę służyć pomocą osobom, które zostawią jakiś kontakt w komentarzach):

  1. Patkowski, Aleksander Kazimierz (1890-1942), Apostoł nierozsądku. (Gilbet Keith Chesterton), Kraków, rok wydania 1916 (sic!) [LINK]
  2. Musiewicz, Piotr, Imperializm pruski i angielski w idealistycznej optyce Gilberta K. Chestertona [LINK2]
  3. Chesterton, Gilbert Keith (1874-1936), Latająca Gospoda. Powieść, tłum. Cylkowska, Angela M., Instytut Wydawniczy „Renaissance”, Warszawa [1927] [LINK3]
  4. Chesterton, Gilbert Keith (1874-1936), Obrona niedorzeczności, pokory, romansu brukowego i innych rzeczy wzgardzonych, tłum. Baczyński, Stanisław (1890-1939), Towarzystwo Wydawnicze „Rój”, Warszawa, 1927 [LINK4]
  5. Święty Franciszek z Assyżu: zbiór odczytów wygłoszonych w roku 1927 staraniem Naukowego Instytutu Katolickiego i Towarzystwa Dante Alighieri w Krakowie / z przedm. G. K. Chestertona; nakł. Krakowskiej Spółki Wydawniczej; (Drukarnia „Czasu”) [LINK5]

 B.

http://www.teologiapolityczna.pl/teologia-polityczna-co-tydzien-nr-11-chesterton-obronca-czlowieka-2/

15092resizedimage585415-tpct-11-chesterton

Ze wstępniaka:

Kolejny numer „Teologii Politycznej Co Tydzień” poświęcamy niezwykłej osobie-instytucji słowa pisanego: Gilbertowi Keithowi Chestertonowi. 14 czerwca będziemy obchodzili 80. rocznicę śmierci autora Ortodoksji i jest to dobry moment, aby przyjrzeć się spuściźnie tego angielskiego apologety. Kto lepiej niż on posługiwał się ironią, groteską, absurdem, pure nonsensem, aby czytelnika przyprawić o zawrót głowy? Przez pryzmat przejrzystej logiki i ciepłej racjonalności możemy przyglądać się ideom, które za jego życia dopiero podnosiły głowę, aby wynurzyć całe totalitarne cielsko po jego śmierci. Był kąśliwy, ale nie opryskliwy, gdy krytykował ze swadą, jednocześnie jednał sobie ludzi. Pisał do tytułów, które nierzadko miały sprzeczną linię z jego poglądami. Kochał spór – ale nie ten jałowy, lecz ten który mógł prowadzić do przemiany, a to wszystko dlatego, że wiara była dla niego motorem, ale też jedynym oparciem na coraz to bardziej chwiejącej się łajbie Starego Świata. Nade wszystko nie znosił doksy – tego mniemania, że coś jest właściwe, gdy takie nie jest. Chesterton jako obrońca stawał zawsze z tarczą – nie raz sam – w obronie prawdy, wiary i zwykłego człowieka, do którego pogarda wzrastała w elitach. Mamy nadzieję, że ten numer pomoże zrozumieć fenomen tej postaci i pokaże piętno, które odcisnął na naszym rozumieniu wiary, ale jednocześnie zachęci do czytania autora Obrony człowieka, który jakże często swoim ciepłem zmusza adwersarzy do uśmiechu. Czy nie brakuje nam dzisiaj tego trochę?

Profesor Gąbka i cenzura w Krainie Deszczowców

Prawdopodobnie każdy kto urodził się przed 1989 rokiem oglądął jako dziecko filmy animowane o Smoku Wawelskim, kucharzu Bartolinim Bartłomieju herbu Zielona Pietruszka, profesorze Baltazarze Gąbce oraz tajemniczym Don Pedro – Szpiegu z Kra­iny Deszczowców (Porwanie Baltazara Gąbki; Wyprawa Baltazara Gąbki).

Oglądając kilka tygodni temu po po raz pierwszy po prawie 25 latach pamiętany przeze mnie serial zaskoczyłem się jak niewiele się zestarzał, mimo, że został nakręcony w przaśnym „okresie schyłkowym Władysława Gomułki” (1969—1970). Dlatego z zainteresowaniem przeczytałem na stronie internetowej „Gościa Nie­dziel­nego” artykuł Piotra Legutko Pisarz z Krainy Deszczowców o twórcy, który postaci z tych filmów wymyślił i umieścił w swoich książkach.

Tak, książkach. Niewielu pamięta, że filmy te zostały (luźno) oparte na powieściach Stanisława Pagaczewskiego (1916-1984), który napisał również kolejne tomy o przy­godach smoka, kucharza i profesora.

Informacje biograficzne na temat autora pewnie każdy będzie umiał znaleźć, jednak to co najciekawsze w tym artykule to problem cenzury, która co warto przypomnieć, dotykała nawet literaturę dla dzieci.

Źródło: http://gosc.pl/doc/3149614.Pisarz-z-Krainy-Deszczowcow

Książki Pagaczewskiego czytano w PRL, traktując je jak pamflet na ówczesne porządki. Aluzji politycznych tam nie brakowało, zwłaszcza w opisach Krainy Deszczowców (w tamtejszej encyklopedii „wolność” określana jest jako „słowo przestarzałe, nie mające żadnego znaczenia”). Tyle że autor nie miał ponoć wcale dysydenckich ambicji. Po prostu wstawiał rekwizyty „małej stabilizacji”, a później „propagandy sukcesu” w baśniową scenografię, i to wystarczyło, by budzić niepokój cenzury.

Tomasz Pagaczewski prezentuje stare wydania książek z adnotacjami ojca, który długopisem zaznaczał miejsca, gdzie wkraczał Urząd Kontroli Prasy Publikacji i Widowisk. Dziś same te ingerencje są zabawne. Oto w zdaniu: „Nasz bohater nie mógł długo utrzymać się na świeczniku” (dosłownie, nie metaforycznie) cenzor skreśla dwa ostatnie słowa, zamieniając je na zwrot „w tej pozycji”. Tak na wszelki wypadek, by czytelnicy nie doszukiwali się w „świeczniku” politycznych aluzji.

Charakterystyczne zmiany pojawiły się także w filmowej wersji „Porwania Baltazara Gąbki”. Gdy słyszymy Bartolini Bartłomiej, od razu dodajemy w myślach – herbu Zielona Pietruszka (mamma mia). Tymczasem w książce ten sam kucharz szczycił się herbem „Dwa Widelce i Udziec Barani”. Widać w dobie przejściowych trudności na rynku mięsnym i tu niezbędna okazała się wegetariańska korekta.

Ale momentami było „i śmieszno, i straszno”. Jeszcze przed premierą pierw­szego tomu wezwano Pagaczewskiego do siedziby cenzury, podejrzewając grubą prowokację. Oto jeden z wpływowych mieszkańców Krainy Desz­czow­ców został nazwany Moczarkiem. A był to rok, w którym gen. Mie­czy­sław Moczar objął szefostwo MSW. Awantura była ponoć całkiem serio. Czytelnicy i miłośnicy kultowego serialu nie mieli nigdy się dowiedzieć, że pan Mżawka pierwotnie zwał się Moczarkiem.

Wiele z interwencji cenzury ma dzisiaj wydźwięk humorystyczny, ale nie zapominajmy, że między wydaniem książki a powstaniem filmu miały miejsce takie wydarzenia jak aresztowanie i skazanie Janusza Szpotańskiego za utwór satyryczny Cisi i gęgacze czy zdjęcie z afisza teatralnego Dziadów w reżyserii Kazimierza Dejmka. Tak wiec z cenzurą żarów nie było.

pobalga3

A film? Dziś już niestety nie powstają takie urocze arcydzieła. ¡Caramba!

„Solfatara” czyli rewolucyjna zaraza w Neapolu.

Nowe tłumaczenie Rękopisu znalezionego w Saragossie, mimo wielu kontrowersji (por. Edusens.blogspot.com — Żyd-wieczny-tuacz-wygnany-z-rekopisu), przypomniało o typie powieści, wspominanym chyba wyłącznie w szkole na lekcjach języka pol­skiego: powieści szkatułkowej. Prawie wcale nie stosują go współcześni literaci.

solfatara-b-iext284239165b05d

Prawie, bowiem zupełnie przypadkiem trafiłem na powieść Solfatara Macieja Hena. Wydana już w XXI wieku książka, to lektura ciekawa z kilku powodów.

Po pierwsze, dlatego, że jest ciekawą powieścią historyczną, opisującą trudne dzieje podzielonych Włoch w okresie XVII wieku — zwłaszcza hiszpańskiej opresji, o czym mieliśmy okazję przeczytać w Dżumie w Neapolu — jak i liczne niepokoje między warstwami społecznymi oraz mało znane w Polsce powstanie pod wodzą rybaka Masaniella z 1647 r. (w sumie bardziej antyfiskalne niż antyhiszpańskie).

Trzeba dodać, że autor sprawnie żongluje nawiązaniami do arcydzieł literatury: do Rękopisu znalezionego w Saragossie, do książek Umberto Eco (głównie Baudolino), do Dżumy w Neapolu Herlinga-Grudzińskiego

Po drugie: jest współcześnie napisaną powieścią szkatułkową, i autor obronną ręką wychodzi ze zmagania z tego typu formą. Niewątpliwie z zapartym tchem śledzimy losy Fortunato Petrellego, i żmudne „śledztwo” które prowadził przez wiele lat życia, by odkryć prawdę o swoich rodzicach. Co oczywiste, powieść szkatułkowa pozwala zawrzeć wiele (czasami sprzecznych ze sobą) informacji i tropów jak w najlepszych kryminałach. Z równym zainteresowaniem czytamy również notatki i obserwacje doty­czące wydarzeń bieżących, czyli wspomnianego buntu. Dlatego nie jest jakoś szcze­gól­nie rażące, że Petrelli to neapolski prekursor dziennikarstwa, które nazwali­byśmy śledczym i raczej w XVII wieku nie na tym polegało wydawanie gazettmerkuriuszów (ot taki niewinny pisarski anachronizm 🙂 ).

Po trzecie, to powieść o Rewolucji. Nie tylko tej konkretnej, która wybuchła w 1647 roku i trwała około 10 lipcowych dni. Jest to powieść o każdej Rewolucji – która prze­ra­dza się w terror, zjada własne dzieci, uderza na ślepo (truizmy!) oraz tworzy nowe kasty bezkarnych lub wzbogaconych. I w tym zakresie akcja książki mogłaby się toczyć w Paryżu w lipcu 1789 roku lub w Petersburgu w trakcie innych Dziesięciu dni, które wstrząsnęły światem (vide: John Reed).

Może pewnym wytłumaczeniem szalonych rewolucyjnych namiętności Neapoli­tań­czy­ków jest rzucający cień na ich miasto Wulkan, który nie raz w historii dawał im się we znaki. Zaś tytułowa Solfatara di Pozzuoli, leżąca po zachodniej stronie miasta, to miejsce, gdzie według mitologii rzymskiej, znajdowało się wejście do Hadesu.

Groźne są takie okolice. Dziesięc dni, które wstrząsnęły światem, zdarzyły się przecież w miejscu gdzie:

grunt nie daje owoców ni chleba,
Wiatry przynoszą tylko śnieg i słoty;
Tu zbyt gorące lub zbyt zimne nieba,
Srogie i zmienne jak humor despoty.

† 22 IV 1616 Miguel de Cervantes Saavedra

Żyjący w ciągłym niedostatku i zapomniany aż do śmierci, (…) . Całe jego życie było jednym pasmem zgryzot, borykań się z losem, zawodów i rozczarowań. Śmierć poety przebrzmiała niepostrzeżenie i nawet dziś nie wiadomo, gdzie się znajdują kości największego z pisarzy Hiszpanii. Potomność dopiero wynagrodziła sławą olbrzymią nieśmiertelnego twórcę Don Quijota, który to utwór w edycjach niezliczonych przeszedł do wszystkich literatur świata i jest ciągle przedmiotem sporów, krytycznych studiów i rozpraw.

ze wstępu do Don Kichota z La Manchy w tłumaczeniu Walentego Zakrzewskiego

W 400 lat po śmierci, wspomnijmy wielkiego pisarza. Niezrównanego mistrza literatury, nie tylko hiszpańskiej. I żołnierza spod Lepanto. Czyli Miguela de Cervantesa Saavedrę. Twórcę nie tylko Don Kichota i Sancho Pansy, ale i znakomitej noweli „Rozmowa psów” (zamieszczonej w „Nowelach przykładnych”).

Toast spełniam oczywiście cervezą.

« Older entries