[Kalendarium] 11 grudnia 1942 r. rozpoczął działalność niemiecki obóz dla dzieci w Łodzi

http://nowahistoria.interia.pl/polska-walczaca/news-maly-oswiecim-oboz-dla-polskich-dzieci-w-lodzi,nId,1566897

Obóz nazywany „małym Oświęcimiem” przeznaczono dla osób od 8. do 16. roku życia, ale więźniami były także młodsze dzieci, nawet dwulatki.

http://trybunalscy.pl/node/7305

Wedle różnych źródeł w obozie „na Przemysłowej”, z powodu brutalnych pobić, przepracowania i nieleczenia chorób, zginęło ponad 12 tysięcy polskich dzieci. Po wyzwoleniu miasta (styczeń 1945) znaleziono w nim jeszcze około 900 ciężko chorych, przerażonych małych ludzi, z licznymi ranami i odmrożeniami. Do lat 70. XX wieku dotrwało ich przy życiu nieco ponad 30.

Pierwszy transport dzieci przybył „na Przemysłową” przed Bożym Narodzeniem, dnia 11 grudnia roku 1942.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Ob%C3%B3z_przy_ul._Przemys%C5%82owej_w_%C5%81odzi

Do obozu w Łodzi na podstawie wyroków niemieckich sądów kierowano młodocianych więźniów obojga płci głównie ze Śląska, Zagłębia Dąbrowskiego, Wielkopolski, Pomorza, Mazowsza, a także z Łodzi i terenów rejencji łódzkiej. Trafiały tu bezdomne dzieci zatrzymane na ulicach, drogach i dworcach kolejowych, osierocone w wyniku zabicia bądź wywozu rodziców na roboty do Niemiec lub do obozów koncentracyjnych czy więzień. Osobną grupę stanowiły dzieci członków ruchu oporu i więźniów politycznych skazanych przez nazistowskie sądy, które Niemcy uważali za „dzieci terrorystów polskich”. Były to np. dzieci z Mosiny i Poznania należące do aresztowanych za działalność antyfaszystowską osób skupionych wokół dr. Franciszka Witaszka. W obozie znajdowały się również dzieci Świadków Jehowy z Wisły. Do obozu kierowano również dzieci Polaków wysiedlonych z różnych regionów Polski m.in. z terenów Zamojszczyzny tzw. „dzieci Zamojszczyzny”.

Po ukończeniu 16 lat dzieci wywożono do obozów koncentracyjnych dla dorosłych.

 

Reklamy

Zaduszki filmowe, czyli „Ja tu rządzę” (1939 r.)

Film „Ja tu rządzę” to znana, bardzo zabawna komedia o próżniaczym hrabim Lulewiczu, muzykalnym mistrzu szewskim oraz Majstrowej, pięknej córce szewca.

Pierwsze ujęcia tego, nakręconego w 1939 roku filmu: grupa birbantów zatacza się wzdłuż wschodniej strony Rynku Starego Miasta w Warszawie, rozbijając szyby sklepów, a następnie lekką ręką płacąc oburzonym właścicielom odszkodowania.

Kadr z filmu „Ja tu rządzę”

To film, którego nie potrafię, nie chcę oglądać spokojnie. Ogarnia mnie przy nim zaduma, nie pasująca do takiego lekkiego gatunku, jakim jest komedia. Wzruszam się, bo początkowe sceny pokazują Warszawę, która tak mocno w ciągu następnych sześciu lat zostanie doświadczona. Wschodnia strona Rynku Starego Miasta, w tym i kamienica pod numerem 6, w której mieścił się warsztat szewca (tak jak i wiele innych miejsc Stolicy) nie przetrwała nienaruszona okresu niemieckiej okupacji i Powstania. Ta właśnie ta część Starego Miasta została zburzona w największym stopniu, a w 1945 roku z kamienic pozostały resztki murów jedynie do wysokości parapetów witryn sklepowych (!). Napis, który widać nad drzwiami warsztatu na kadrach filmu powstał w XVII wieku i przez wiele lat był ukryty pod tynkiem, skąd wydobyto go w Dwudziestoleciu w trakcie remontu. Po odbudowie Starego Miasta już niestety nie wrócił na swoje miejsce.

Kamienica pod numerem 6

Kamienica pod numerem 6

Jednak nie tylko plenery użyte do nakręcenia tej historii nie miały szczęścia. Sam film nie zdążył wejść do dystrybucji przed wybuchem wojny, a władze niemiec­kie dopiero w trakcie okupacji dopuściły do jego wyświetlania w kinach (w grudniu 1941 roku). W odróżnieniu jednak od wielu innych filmów z „przedwojnia”, ten przetrwał. Szczęścia takiego nie miały: „Pan Tadeusz” z 1928 roku oraz na przykład „Jaśnie Pan szofer”. Z tego pierwszego zachowało się jedynie około 120 minut z pierwotnej wersji o długości 300 minut, a ten drugi film pozbawiony jest około 50 minut akcji.

Oczywiście największy żal ogarnia mnie-widza, gdy uświadamiam sobie, że tak, jak nie przetrwała okupacji kamienica pod numerem szóstym, tak i w ciągu kolejnych sześciu lat zdziesiątkowani zostali twórcy i aktorzy zaangażowani w powsta­nie tego filmu.

Nie przeżył Powstania Warszawskiego Józef Orwid, grający mistrza szewskiego, który czeladników zatrudniał na podstawie umiejętności wokalnych. Znalazł się bowiem na ulicy Kilińskiego feralnego dnia 13 sierpnia 1944 roku. W miejscu gdzie nastąpił wybuch czołgu – wydarzenie, które stanowiło punkt wyjścia dla Jarosława Marka Rymkiewicza do snucia opowieści o okupacyjnej Warszawie.

W powstaniu zginął również Zbigniew Rakowiecki, amant przedwojennego kina i filmowy hrabia Lulewicz. W pierwszych dniach sierpnia walczył na warszaw­skiej Ochocie. Został zamordowany przy ul. Radomskiej 14 przez rosyjskich żołnierzy Brygady SS-RONA. Spoczął na Cmentarzu Powstańców Warszawy przy ulicy Wolskiej w grobie na którego płycie wymienione jest jego nazwisko.

Nie ma natomiast swojego grobu Ina Benita – filmowa majstrowa. Jej losy w czasie wojny były szczególnie dramatyczne. W trakcie okupacji związała się z austriackim oficerem. Romans zakończył się podobno skazaniem Austriaka za „pohańbienie rasy”, a Ina Benita trafiła na Pawiak, skąd została zwolniona w lipcu 1944 roku. W więzieniu urodziła dziecko, z którym widziana była we wrześniu 1944 roku, gdy kanałami przedarła się ze Starówki do Śródmieścia. Oboje mieli zginąć w trakcie jednego z bombardowań.

We wrześniu 1944 roku, zginął również reżyser filmu – Mieczysław Krawicz. W trakcie powstania swoją walkę z okupantem prowadził przy pomocy kamery. Był bowiem szefem operatorów przygotowujących materiały dokumentujące ten zryw. Być może to dzięki niemu mogliśmy ostatnio oglądać film „Powstanie warszawskie”, który składał się ze współcześnie pokolorowanych obrazów z dogranych dialogów.

Ten apel poległych można uzupełnić o Jacka Rotmila, scenografa, pochodzącego z Niemiec. Z powodu swojego żydowskiego pochodzenia, po przejęciu władzy przez NSDAP, zamieszkał w Polsce. Niestety i tutaj nie dane muy było zaznać spokoju, ponieważ okupacja niemiecka zmusiła go do ukrywania się. Niestety został w lipcu 1944 roku rozstrzelany na terenie zburzonego warszawskiego getta.

Można dodać, że nie mamy natomiast żadnych informacji o śmierci Emanuela Szlechtera (scenarzysty), o którym wiadomo jedynie, że zginął w getcie lwowskim w 1942 lub 1943 roku.

Nazwiska te oczywiście nie zamykają listy wojennych strat polskiej kultury. Lista ta przeraża, gdy uświadomimy sobie, że cały czas poruszamy się w obrębie twórców jednego filmu. A takich historii były tysiące: długo można byłoby się rozwodzić nad losami Hanki Ordonówny (aresztowanej w wyniku działalności renegata Igo Syma), Aleksandra Żabczyńskiego (artylerzysty, który brał udział w kampanii wrześniowej, a następnie w bitwie o Monte Cassino), Eugeniusza Bodo (śmierć w łagrach sowieckich) czy tułaczki twórców Wesołej Lwowskiej Fali (słynnych: Szczepcia i Tońcia).

Zródła:

http://www.warszawska.info/stare-miasto/rynek-barssa.html

– http://nie-wierzcie-zegarom.blogspot.com/2012/01/ina-benita.html

– http://www.1944.pl/historia/powstancze-biogramy/Zbigniew_Rakowiecki

– http://www.ipsb.nina.gov.pl/index.php/a/jozef-orwid

– http://www.akademiapolskiegofilmu.pl/pl/historia-polskiego-filmu/rezyserzy/mieczyslaw-krawicz/60

https://pl.wikipedia.org/wiki/Jacek_Rotmil

http://www.info-pc.home.pl/whatfor/baza/aktorzy_w_powstaniu.htm