[Polecam] Polityka niemiecka wobec Warszawy – Centrum Badań nad Totalitaryzmami

https://obnt.pl/pl/aktualnosci/polityka-niemiecka-wobec-warszawy/

Na dwa miesiące przed wojną, w lipcu 1939 r. na Międzynarodowym Kongresie Urbanistycznym w Sztokholmie polscy delegaci uzyskali poufne informacje o nominacji niejakiego Pabsta na naczelnego architekta Warszawy z dniem 1 października.

Faktem jest, że bombardowanie stolicy we wrześniu 1939 r. dokonywane było według przygotowanego zawczasu planu. Zostało to dowodnie wykazane w memoriale zredagowanym przez znakomitego historyka sztuki i znawcę Warszawy Alfreda Lauterbacha na krótko przed jego zamordowaniem 19 listopada 1943 r.

Dwugłos poetycki

DSCN3378

Muzeum Powstania Warszawskiego (fragm. ekspozycji)

 

Tadeusz Gajcy

Słuchaj tych głosów, bo po to szczęśliwie
ocalon został w tragicznej potrzebie,
byś chleb powszedni łamał sprawiedliwiej
i żył za tamtych i za siebie lepiej.

 

rozst

Andrzej Wróblewski (1927–1957), Rozstrzelanie (Muzeum Narodowe w Warszawie)

 

Zbigniew Herbert

ocalałeś nie po to aby życ
masz mało czasu trzeba dac świadectwo

19 IV 1943 – „Pomścimy zbrodnie Oświęcimia, Treblinki, Bełżca, Majdanka!”

http://www.fzp.net.pl/shoa/68-rocznica-powstania-w-getcie-warszawskim

Przez blisko miesiąc warszawskie getto prowadziło bój z wojskami niemiec­kimi. (…) Drugiego lub trzeciego dnia powstania nad get­tem na Placu Muranowskim zawisły dwie flagi: biało-czerwona i biało-niebieska.

(…)

W trakcie walk w getcie ŻOB skierowała do Polaków apel, kolportowany po aryjskiej stronie, w którym pisano m.in.: „Polacy, Obywatele, Żołnierze Wol­ności. () Wśród dymu pożarów i kurzu krwi mordowanego getta Warszawy – my więźniowie getta, ślemy wam bratnie serdeczne pozdrowienia. Wiemy, że w serdecznym bólu i łzach współczucia, że z podziwem i trwogą o wynik tej walki przyglądacie się wojnie, jaką od wielu dni toczymy z okrutnym okupantem. Lecz wiedzcie, że każdy próg getta, jak dotychczas, tak i nadal będzie twierdzą, że możemy wszyscy zginąć w tej walce, lecz nie poddamy się, że dyszymy, jak i wy, żądzą odwetu i kary za wszystkie zbrodnie wspólnego wroga. Toczy się walka o naszą i waszą Wolność. O wasz i nasz – ludzki, społeczny, narodowy – honor i godność. Pomścimy zbrodnie Oświę­cimia, Treblinki, Bełżca, Majdanka! Niech żyje braterstwo broni i krwi walczącej Polski!”.

Umieszczony na samej górze strony izraelski znaczek z roku 2013 nawiązuje własnie do wspomnianego w cytacie epizodu powstania w getcie warszawskim, czyli umiesz­cze­nia żydowskiej i polskiej flagi na budynku przy Muranowskiej 7–9. Flagi wywiesili żołnierze zapomnianej przez wiele lat organizacji — Żydowskiego Zwiazku Wojsko­wego. Zapomnianej, bowiem nie była, w odróżnieniu od ŻOB-u w smak nowym władzom, zainstalowanym po 22 lipca 1944 r.

W artykule ZAPOMNIANI ŻOŁNIERZE (aut. Maciej Kledzik, Rzeczpospolita z 12 czerwca 2004 r.) http://polish-jewish-heritage.org/Pol/june_04_wojskowy.htm napisano:

Przez pół wieku fałszowano w Polsce Ludowej historię żydowskiego ruchu oporu o korzeniach niekomunistycznych w okresie okupacji niemieckiej.
Ze szczątkowych informacji i zapisków pozostawionych przez kilka osób, które przeżyły powstanie w getcie warszawskim, doczekały oswobodzenia w obozach koncentracyjnych lub ocalały w oddziałach partyzanckich, wyłania się obraz konspiracyjnej organizacji Żydowskiego Związku Wojskowego.
Trzy zachowane relacje potwierdzają, że miejscem pierwszego spotkania Żydów, którzy zdecydowali się utworzyć tajny związek w dwa miesiące po kapitulacji Warszawy, był szpital zakaźny św. Stanisława przy ulicy Wolskiej 37.

Oficerowie polskiej armii

Dawid Wdowiński w książce „And we are not saved” (New York 1963), kreśląc rodowód konspiracyjnej organizacji żydowskiej, cytuje relację kapitana WP Henryka Iwańskiego: „Pewnego dnia w listopadzie 1939 r. czterech młodych Żydów chciało zobaczyć się ze mną w szpitalu św. Stanisława przy ul. Wolskiej. Wszyscy byli oficerami polskiej armii: Dawid Moryc Apfelbaum w stopniu porucznika; Henryk Lifszyc, podporucznik; Białoskór, mgr prawa, i Kałmen Mendelson, wówczas podchorąży WP. Znałem Apfelbauma, służył wraz ze mną w jednym pułku podczas obrony Warszawy, wykazał się od­wagą i brawurą. Nie poszli do oficerskiego obozu jenieckiego. (…) Chcieli zorganizować młodzież żydowską. (…) W 1940 r. Mendelson zorganizował grupę 12 mężczyzn uzbrojonych w 4 pistolety. Przechowywali broń w piw­nicach domu Karmelicka 5”.
Kałmen Mendelson (Madanowski), jedyny z wymienionych oficerów żydow­skich, który ciężko ranny przeżył powstanie w getcie, przekazał po wojnie, że w grudniu 1939 r. z intendentem szpitala Janem Skoczkiem, „Wąsik”, spot­kali się oficerowie rezerwy WP – Mieczysław Apfelbaum, Leon Rodal, Henryk Lipczyc-Lipiński i dr Józef Celmajster. Mendelson napisał, że dobrze znany im Skoczek, który przed wojną pracował w żydowskim szpitalu na Czystem, „przyjął ich do konspiracji”, polecając zorganizowanie kół wojskowych w pół­nocnych dzielnicach miasta zamieszkanych przez ludność żydowską.

Należy też wspomnieć, że nawet w  środowiskach żydow­skich ŻZW było zapomniane przez wiele lat, a jako główny (jedyny) ruch oporu w getcie wymieniano ŻOB. W tym samym artykule Maciej Kledzik napisał:

W połowie kwietnia nastąpił rozłam między obiema organizacjami. Należy przypuszczać, że powodem była zbrodnia katyńska, silnie nagłośniona przez Niemców. Dowództwo ŻOB odmówiło wojskowego podporządkowania się ŻZW. Po wojnie ocaleli ŻOB-owcy ogłosili swoją historię powstania w getcie, bez udziału ŻZW.

Obecnie wiedza o ŻZW przebiła się „głównego nurtu”. Co ciekawe, w bardzo popularnym serialu Czas Honoru, Romek więzień getta (postać grana przez Piotra Żurawskiego), angażuje się w działalność podziemną właśnie w szeregach ŻZW.

[link] Przemysław Dakowicz o zbrodni w Piaśnicy

Kilka wpisów wcześniej pisałem o Wańkowiczu i jego reportażu z Prus Wschodnich, czyli książce „Na tropach Smętka”(„Wańkowicz u Smętka na przyszpiegach”). W tekście tym wspomniałem o niemieckich zbrodniach z okresu II wojny światowej, które miały miejsce w piaśnickich lasach.

Obszernie napisał o tej zbrodni Przemysława Dakowicza w blogowym cyklu opatrzonym tagiem „Afazja polska II”. Jak wiadomo afazja to schorzenie, polegajace na tym, że człowiek, który nie miał żadnych problemów z mówieniem – nabawia się takich trudności, nie rozumie mowy, zaczyna mieć problemy z pisaniem i czytaniem. Tak i ja mam ochotę milczeć o tych zbrodniach. Wyprzeć je z pamięci. Tak pewnie zamilkli ci, którzy dokonywali w 1946 r. ekshumacji ofiar niemieckich zbrodni.

Odwołuję się do Dakowicza, ponieważ nie dysponuję literackim talentem. Posługuję się jedynie cytatami, ale zastanawiam się, czy nawet posiadając talent pisarski byłbym w stanie pisać o tak okropnych wydarzeniach. Wydaje się, że każde zdanie o dwudziestowiecznych zbrodniach wojennych podtruwa, wpędza w depresję. Kilka godzin spędzonych na przeglądaniu informacji do tekstu o wojennych losach polskich aktorów z filmu „Ja tu rządzę” z 1939 r. (https://bestiariusz.wordpress.com/2015/11/13/zaduszki-filmowe-czyli-ja-tu-rzadze-1939-r/) sprawiło, że nie mogę bez wzruszenia oglądać nie tylko tej, a ale i wielu innych pięknych przedwojennych komedii.

A tymczasem Przemysław Dakowicz napisał takich tekstów kilka-kilkanaście. Umiem jedynie wyobrazić sobie jego wysiłek.

Dlatego czytam tych którzy potrafią, mają siłę odpowiednie dać rzeczy słowo i poświęcają swój spokój ducha, by napisać i krzyczeć głośno. Żebyśmy nie zapomnieli.

– – – – – – – – – – – – – – — – – – – – – –

Czytam o piaśnickim lesie i nie mogę pojąć ogromu tej zbrodni, mimo, że przecież były miejsca gdzie Niemcy mordowali nawet i więcej osób.

Poniżej krótkie fragmenty z dwóch najnowszych tekstów, a następnie linki do wszystkich artykułów:

W sierpniu 1944 roku, gdy było już oczywiste, że III Rzesza przegra wojnę, niemieckie władze okupacyjne skierowały do lasów w okolicach Wielkiej Piaśnicy grupę więźniów z obozu koncentracyjnego Stutthof. Trzydziestu kilku mężczyzn w obozowych pasiakach, z kajdanami na nogach, pracujących pod stałym nadzorem esesmanów, miało usunąć wszelkie ślady dokonanych tu przed kilku laty masowych ezgekucji. Ścięto odpowiednią liczbę drzew, przygotowano paleniska, rozkopano mogiły i spalono wydobyte z nich ludzkie szczątki. Ile ich było? Jeśli od szacunkowej liczby dwunastu-czternastu tysięcy ofiar ludobójstwa w lasach piaśnickich odejmiemy liczbę trzystu pięciu zwłok odnalezionych w październiku 1946 roku, otrzymamy wynik przerażający. Czy to do pomyślenia, by na leśnych paleniskach, obsługiwanych przez trzydziestu kilku więźniów, dało się spopielić tak wielką ilość ludzkich ciał?
(…)
Cel i sens ludobójstwa dokonanego w Piaśnicy oraz zacierania śladów tej zbrodni był doskonale zbieżny z celem i sensem planowej, rozpisanej na lata akcji pozbawiania Polaków ich tożsamości – jej zwieńczeniem miał się stać proces konsekwentnego dopalania Warszawy po upadku powstania. Ogień trawiący historyczną tkankę architektoniczną polskiej stolicy, którą Adolf Hitler kazał zrównać z ziemią, był tym samym ogniem, który kilka tygodni wcześniej płonął na piaśnickich paleniskach.
Całość:

http://dakowicz.blogspot.be/2015/11/piasnica-myny-historii-1.html

http://dakowicz.blogspot.com/2015/11/piasnica-myny-historii-2.html

http://dakowicz.blogspot.com/2015/10/piasnica-dziecko-i-las-1.html

http://dakowicz.blogspot.com/2015/10/piasnica-dziecko-i-las-2.html

http://dakowicz.blogspot.com/2015/10/piasnica-hieroglif-pustki-1.html

http://dakowicz.blogspot.com/2015/10/piasnica-hieroglif-pustki-2.html

http://dakowicz.blogspot.com/2015/09/piasnica-pod-mikroskopem-pamieci.html

Zaduszki filmowe, czyli „Ja tu rządzę” (1939 r.)

Film „Ja tu rządzę” to znana, bardzo zabawna komedia o próżniaczym hrabim Lulewiczu, muzykalnym mistrzu szewskim oraz Majstrowej, pięknej córce szewca.

Pierwsze ujęcia tego, nakręconego w 1939 roku filmu: grupa birbantów zatacza się wzdłuż wschodniej strony Rynku Starego Miasta w Warszawie, rozbijając szyby sklepów, a następnie lekką ręką płacąc oburzonym właścicielom odszkodowania.

Kadr z filmu „Ja tu rządzę”

To film, którego nie potrafię, nie chcę oglądać spokojnie. Ogarnia mnie przy nim zaduma, nie pasująca do takiego lekkiego gatunku, jakim jest komedia. Wzruszam się, bo początkowe sceny pokazują Warszawę, która tak mocno w ciągu następnych sześciu lat zostanie doświadczona. Wschodnia strona Rynku Starego Miasta, w tym i kamienica pod numerem 6, w której mieścił się warsztat szewca (tak jak i wiele innych miejsc Stolicy) nie przetrwała nienaruszona okresu niemieckiej okupacji i Powstania. Ta właśnie ta część Starego Miasta została zburzona w największym stopniu, a w 1945 roku z kamienic pozostały resztki murów jedynie do wysokości parapetów witryn sklepowych (!). Napis, który widać nad drzwiami warsztatu na kadrach filmu powstał w XVII wieku i przez wiele lat był ukryty pod tynkiem, skąd wydobyto go w Dwudziestoleciu w trakcie remontu. Po odbudowie Starego Miasta już niestety nie wrócił na swoje miejsce.

Kamienica pod numerem 6

Kamienica pod numerem 6

Jednak nie tylko plenery użyte do nakręcenia tej historii nie miały szczęścia. Sam film nie zdążył wejść do dystrybucji przed wybuchem wojny, a władze niemiec­kie dopiero w trakcie okupacji dopuściły do jego wyświetlania w kinach (w grudniu 1941 roku). W odróżnieniu jednak od wielu innych filmów z „przedwojnia”, ten przetrwał. Szczęścia takiego nie miały: „Pan Tadeusz” z 1928 roku oraz na przykład „Jaśnie Pan szofer”. Z tego pierwszego zachowało się jedynie około 120 minut z pierwotnej wersji o długości 300 minut, a ten drugi film pozbawiony jest około 50 minut akcji.

Oczywiście największy żal ogarnia mnie-widza, gdy uświadamiam sobie, że tak, jak nie przetrwała okupacji kamienica pod numerem szóstym, tak i w ciągu kolejnych sześciu lat zdziesiątkowani zostali twórcy i aktorzy zaangażowani w powsta­nie tego filmu.

Nie przeżył Powstania Warszawskiego Józef Orwid, grający mistrza szewskiego, który czeladników zatrudniał na podstawie umiejętności wokalnych. Znalazł się bowiem na ulicy Kilińskiego feralnego dnia 13 sierpnia 1944 roku. W miejscu gdzie nastąpił wybuch czołgu – wydarzenie, które stanowiło punkt wyjścia dla Jarosława Marka Rymkiewicza do snucia opowieści o okupacyjnej Warszawie.

W powstaniu zginął również Zbigniew Rakowiecki, amant przedwojennego kina i filmowy hrabia Lulewicz. W pierwszych dniach sierpnia walczył na warszaw­skiej Ochocie. Został zamordowany przy ul. Radomskiej 14 przez rosyjskich żołnierzy Brygady SS-RONA. Spoczął na Cmentarzu Powstańców Warszawy przy ulicy Wolskiej w grobie na którego płycie wymienione jest jego nazwisko.

Nie ma natomiast swojego grobu Ina Benita – filmowa majstrowa. Jej losy w czasie wojny były szczególnie dramatyczne. W trakcie okupacji związała się z austriackim oficerem. Romans zakończył się podobno skazaniem Austriaka za „pohańbienie rasy”, a Ina Benita trafiła na Pawiak, skąd została zwolniona w lipcu 1944 roku. W więzieniu urodziła dziecko, z którym widziana była we wrześniu 1944 roku, gdy kanałami przedarła się ze Starówki do Śródmieścia. Oboje mieli zginąć w trakcie jednego z bombardowań.

We wrześniu 1944 roku, zginął również reżyser filmu – Mieczysław Krawicz. W trakcie powstania swoją walkę z okupantem prowadził przy pomocy kamery. Był bowiem szefem operatorów przygotowujących materiały dokumentujące ten zryw. Być może to dzięki niemu mogliśmy ostatnio oglądać film „Powstanie warszawskie”, który składał się ze współcześnie pokolorowanych obrazów z dogranych dialogów.

Ten apel poległych można uzupełnić o Jacka Rotmila, scenografa, pochodzącego z Niemiec. Z powodu swojego żydowskiego pochodzenia, po przejęciu władzy przez NSDAP, zamieszkał w Polsce. Niestety i tutaj nie dane muy było zaznać spokoju, ponieważ okupacja niemiecka zmusiła go do ukrywania się. Niestety został w lipcu 1944 roku rozstrzelany na terenie zburzonego warszawskiego getta.

Można dodać, że nie mamy natomiast żadnych informacji o śmierci Emanuela Szlechtera (scenarzysty), o którym wiadomo jedynie, że zginął w getcie lwowskim w 1942 lub 1943 roku.

Nazwiska te oczywiście nie zamykają listy wojennych strat polskiej kultury. Lista ta przeraża, gdy uświadomimy sobie, że cały czas poruszamy się w obrębie twórców jednego filmu. A takich historii były tysiące: długo można byłoby się rozwodzić nad losami Hanki Ordonówny (aresztowanej w wyniku działalności renegata Igo Syma), Aleksandra Żabczyńskiego (artylerzysty, który brał udział w kampanii wrześniowej, a następnie w bitwie o Monte Cassino), Eugeniusza Bodo (śmierć w łagrach sowieckich) czy tułaczki twórców Wesołej Lwowskiej Fali (słynnych: Szczepcia i Tońcia).

Zródła:

http://www.warszawska.info/stare-miasto/rynek-barssa.html

– http://nie-wierzcie-zegarom.blogspot.com/2012/01/ina-benita.html

– http://www.1944.pl/historia/powstancze-biogramy/Zbigniew_Rakowiecki

– http://www.ipsb.nina.gov.pl/index.php/a/jozef-orwid

– http://www.akademiapolskiegofilmu.pl/pl/historia-polskiego-filmu/rezyserzy/mieczyslaw-krawicz/60

https://pl.wikipedia.org/wiki/Jacek_Rotmil

http://www.info-pc.home.pl/whatfor/baza/aktorzy_w_powstaniu.htm

Wańkowicz u Smętka na przyszpiegach.

Melchior Wańkowicz wybrał się do Prus Wschodnich w 1935 r. razem z córką. Zarówno na urlop, jak i w celu napisania reportażu. Owocem tej wyprawy była głośna książka „Na tropach Smętka”. Ów tytułowy, tropiony Smętek to złośliwy duch z wierzeń zabobonnych Mazurów, dla Wańkowicza staje się uosobieniem niemieckiej polityki germanizacyjnej.

Wańkowicz pochylił się bowiem nad ciężką dolą Polaków, którzy pozostali na Warmii i Mazurach po przegranym plebiscycie z 11 lipca 1920 roku. Tych, którym zamyka się polskie szkoły, szantażuje by dzieci przepisywać do niemieckich placówek, których pozbawia się koncesji na działalność gospodarczą oraz terroryzuje (a czasem nawet morduje!). Polaków traktowanych od czasów Bismarcka niczym Indianie z Ameryki Północnej (a może i wcześniej, bo to wszak już Fryderyk pisał o swoich nowych polskich podanych po rozbiorach, że będzie tych Irokezów cywilizował). Polaków, nad którymi zawisło kolejne niebezpieczeństwo, w postaci mariażu nowej nazistowskiej ideologii z pruską junkierska butą. Co znalazło swój tragiczny finał nad dołami w Piaśnicy i w barakach za drutami obozu koncentracyjnego w Stutthofie.

Spotkani Polacy: jedni mimo szykan twardo stoją przy swojej polskiej tożsamości, inni, jedynie szeptem przyznają się do znajomości polskiej mowy, a głośno w obawie przed sąsiadami mówią po niemiecku. Wańkowicz opisuje także takich, którzy nie chcą się wpasować się w prosty podział Polak-Niemiec. Mówią o sobie, że są Mazurami, i z pełnym przekonaniem twierdzą, że „w Warszawie na pewno nikt by ich nie zrozumiał”. Podziały narodowościowe przebiegają często w „poprzek” rodzin: brat-Polak kontra brat-Niemiec, ojciec przeciw synowi. Jak zanotował Wańkowcz, w wiadomościach z „Gazety Olsztyńskiej” znalazła się choćby taka informacja:

W Gietrzwałdzie w niedzielę 24 marca gromada uczniów ze szkół niemieckich bębniła w okna polskiej ochronki, wykrzykiwała Pollacken itd. m.in. poznano Laskowskiego, Sokołowskiego, Cierkaszewskiego, Herrnanowskiego.

Natomiast, niejaki Bocian „był w NSDAP”.

Autor wspomniał także o niemieckich księżach, którzy – choć obojętni lub wrodzy polskości – stawiali na pierwszym miejscu troskę o dusze swoich polskich/mazurskich wiernych. Snuł swoją opowieść:

Ta to katolicka Warmia, Warmia rozśpiewana u przydrożnych figur, rozmodlona w nabożeństwach majowych, srogie odsiadująca adwenty, ściągnęła na siebie panasmętkową uwagę i zwłaszcza od połowy ubiegłego wieku stała się obiektem zawziętej germanizacji przez kościół. Księża otrzymywali polecenia kazać po niemiecku, tak że, jak mi stary Warmiak opowiadał, poniektórzy z nich, choć Niemcy, mówili po wygłoszeniu niemieckiej nauki: „Żal mi, moi parafianie, pozostawiać was bez słowa Bożego”, i mówili dodatkowo naukę po polsku. Tak jak zapomniany świętej pamięci ksiądz Weichsel w Gietrzwałdzie w sercu polskiej Warmii. I koło tego kapłana, choć obojętnego naszym narodowym sprawom, ale rozumiejącego, ze do serc ludu trafiać trzeba jego językiem – skupiał się, narastał nie opór, ale coraz mocniejsze przywiązanie do religii, którą chcą wyzyskać, do kościoła, który chcą spodlić, i do języka, który chcą udusić.

Wspomniany ksiądz Augustyn Weichsel swoją pracę na rzecz „polskich” owieczek przypłacił także grzywnami i aresztem. [por. Artykuł o ks. Weichslu ze strony Sanktuarium w Gietrzwałdzie]

Bardzo współcześnie brzmiał fragment „Smętka” o napotkanej na mazurskich szlakach grupie Niemców z instytutu zajmującego się Europą wschodnią. Dziś, w dobie instytutów: Goethego, Katona, Konfucjusza, stypendiów Fulbrighta czy „klubu Wałdajskiego” wiemy, że starcia miedzy kulturami i ideami toczą się także przy pomocy publikacji, konferencji czy nawet w internecie.

Wańkowicz wspomina:

(….) w gospodzie wojnowskiej, zobaczyliśmy grupę mieszaną: jakieś paniusie, jacyś panowie z brzuszkami. Oceniłem ich sobie jako jakąś wycieczkę, np. Vereinu drogerzystów, i przestałem się nimi zajmować, a z chłopami, będącymi w oberży począłem rozmawiać po rosyjsku. Jakież było moje zdziwienie, gdy ten i ów z mniemanych drogerzystów począł brać udział w rosyjskiej rozmowie, a potem przerzucili się ze mną na język polski, najzupełniej poprawny. Okazało się, że jest to wycieczka królewieckiego Studium für Osteuropa, z dyrektorem studium, profesorem Kochem, na czele, którego, gwoli uciesze moich czytelników, zdjąłem na tle prawosławnej cerkiewki batiuszki Awajewa. Profesor Koch zaznajamia mnie kolejno z młodymi swymi uczniami: „Nasz lektor polskiego języka – nasz lektor rosyjskiego języka – nasz lektor litewskiego – łotewskiego – fińskiego i jeszcze lektorka polskiego języka”. Zaczynam z zainteresowaniem przyglądać się tym ludziom, których wziąłem za drogerzystów. Mam przed sobą cząstkę, ułamek tej wielkiej pracy, którą Niemcy przerabiają celem poznania spraw Europy Wschodniej. Poza Instytutem, którego przedstawicieli spotykam, mają jeszcze w tymże Królewcu: l. „lnstytut do badania spraw gospodarki wschodnioeuropejskiej”: 2. „Instytut do badania Rosji” (für Russlandkunde), 3. „Instytut gospodarczy do spraw Rosji i państw okalających” (Randstaaten) 4. we Wrocławiu działa Instytut, rozciągający swe czynności na Ukrainę, Polskę południową i państwa bałkanskie (gdy bratni Instytut Królewiecki zajmuje się Rosją środkową i północną, Polską północną i państwami bałtyckimi); 5. w Gdańsku Ostland Institut; 6. w Stuttgarcie – centrala dla wszystkich mniejszości niemieckich na całym świecie (założona w 1917 roku, opracowuje 1500 czasopism; ma ewidencję 33 800 rejestrowanych organizacji i towarzystw niemieckich, posiada bibliotekę dziel specjalnych, złożoną z 39 000 tomów; katalog książek o niemczyźnie, wydawany jako miesięcznik, osiąga nakład 30 000 egzemplarzy; Instytut posiada 8900 map; udziela rocznie 35 000 informacji dla polityków, kupców, dziennikarzy itp.; wydaje własny dwutygodnik „Der Auslanddeutsche” oraz kalendarz). Kiedy w swoim czasie Poincaré wyliczał, że Niemcy wydają na akcję wśród swoich rodaków za granicą 100 milionów marek, Stresemann przeczył, prostując, że Rzesza łoży na ten cel „tylko” 21 638 000 mk. Ale to bylo za czasów „rozłazłej” Republiki Weimarskiej. Pamiętajmy, że Rzesza Hitlera ma do tych zagadnień stosunek stokroć aktywniejszy. Ludzi na jej czele stojących przywiały wiatry wszelkich krajów. Hitler urodził się w Austrii, ojciec (Göringa był wielkorządcą długie bardzo łata w niemieckiej Afryce i syn jego urodził się bodaj na okręcie między Niemcami i Afryką. Minister rolnictwa Darré, tyle mający do powiedzenia w sprawcie kolonizacji Prus Wschodnich, jest niemieckim „kresowcem” z Egiptu, głośny Rosenberg urodził się w Petersburgu, stojący zaś przede mną dyrektor Koch jest importowany z uniwersytetu w Wiedniu, ale, jak następnie sprawdziłem, urodził się i maturę otrzymał we Lwowie.

Tak więc los zdarzył, że w tym zakątku, w którym zataiła się najbardziej skostniała przeszłość, natrafiłem na najbardziej nowoczesną armię, która przygoto­wuje Niemcom podboje. My wszak również mamy Instytut Bałtycki w Toruniu, Instytut do badania spraw narodowościowych w Warszawie, Wschodnio­europejski lnstytut przy uniwersytecie w Wilnie, Instytut Zachodniosłowiański w Poznaniu.

Jest to poważna wałka umysłów.

I przyznaję: nie tak mnie trwożyły lotne oddziały Reichswehry, które spotykałem na ćwiczeniach w każdym zakątku Prus Wschodnich, jak ta ekipa poczciwych paniuś i panów z brzuszkami z pokojowej armii niemieckiej, która nie potrzebuje oczekiwać wojny, bo wciąż jest na froncie.

Tymczasem ta pokojowa armia zaprasza nas nie mniej pokojowo na obiad. Niebawem (…) pod portretami Hindenburga i wodzów ruchu hitlerowskiego, jemy jajecznicę ze szczypiorkiem.

Co prawda groźniejsze za cztery lata okazały się karabiny i bomby oraz praca tajnej policji, to i idee „przyłożyły się” do zbrodniczej niemieckiej polityki na terenach okupowanej Polski i innych krajów Międzymorza. To wszak „idee” były odpowiedzialne za niemiecki rasizm, niemiecki program eutanazji, niemieckie eksperymenty na więźniach czy za niszczenie Warszawy zgodnie z zamysłem tzw. planu Pabsta. W ciągu tych czterech lat złośliwy diabeł Smętek zapanował zupełnie nad Prusami, a niebawem położył się cieniem nad prawie całą Europą. A Wańkowicz znalazł się u stóp Monte Cassino, gdzie stworzył swoje przejmujące „Szkice…”.

„Po pierwszym września, siedemnasty…” Palmiry i Katyń

„17 września 1939 r.” był oczywistą konsekwencja podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow. Podział Europy (w tym Polski) między Rosję Sowiecką i Niemcy hitlerowskie rozpoczął się.Poland_September_1939-_German-Soviet_meeting

Nastąpił prawie dwuletni okres współpracy, która ujawniała się na wiele sposobów: od kurtuazyjnej wspólnej defilady niemiecko-rosyjskiej w Brześciu (w obecności generałów Guderiana i Kriwoszeina), poprzez konferencje Gestapo-NKWD odbyte w latach 1939–1941 w willi „Pan Tadeusz” w Zakopanem, aż po zbrodniczą kooperację w zwalczaniu wszelkich przejawów polskości.

Katyn_-_decision_of_massacre_p1

Działania naszych wrogów wręcz uzupełniały się: zarówno podjęta przez Niemców Akcja A-B uderzająca w środowisko naukowe jak i mordy na polskich jeńcach (zwane w skrócie Zbrodnią katyńską) miały na celu przetrącenie kręgosłupa polskiego społeczeństwa.

Symbolem tych, działań jest dla mnie rodzina Dowborów-Muśnickich. Obydwie córki gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego (Agnieszka i Janina) zginęły z rąk zaborców. Agnieszka Dowbor-Muśnicka w trakcie okupacji włączyła się w działalność Organizacji Wojskowej „Wilki”. Została uwięziona na Pawiaku a następnie pod koniec czerwca 1940 r. rozstrzelana w Palmirach. Z kolei Janina Antonina Lewandowska, podporucznik Wojska Polskiego (pilot) została zamordowana 22 kwietnia 1940 r. w Katyniu.

[Dawne gazety] Relacja z wielkich manewrów w Wielkiej Brytanii

WARSZAWSKI DZIENNIK NARODOWY z 11 sierpnia 1939 r. donosił:

„Atak” na Anglią odparty

Baterie przeciwlotnicze spełniły zadanie mimo złych warunków atmosferycznych

LONDYN, (PAT.) Wielkie ćwiczenia angielskiej floty powietrznej rozpoczęły się pozorowanym atakiem 500 samolotów na wschodzie wybrzeża Anglii. Założenie pierwszego dnia ćwiczeń, jak /głosił komunikat ministerstwa lotnictwa, było następujące: Pomiędzy Anglią a fikcyjnym państwem „Eastland” położon. na wschód od wysp brytyjskich na morzu północnym, w godzinach wieczornych zapanował stan silnego napięcia stosunków, który o godzinie 20-ej doprowadził do wybuchu działań wojennych.

Wypowiedzenie wojny między obu państwami zaznaczyło się natychmiastowym rajdem lotnictwa kraju wschodniego na wybrzeża Anglii, przy czym gros sił powietrznych nieprzyjaciela skierowanych zostało na ujście Tamizy. W ciągu pierwszych 40 minut po wypowiedzeniu wojny lotnictwo wsch. dokonało 11 kolejnych nalotów na terytorium angielskie. Pomimo tak ożywionej działalności lotnictwa nieprzyjacielskiego oraz panującej na wschodnich wybrzeżach złej widzialności, zarówno czynna, jak i bierna obrona przeciwlotnicza na wybrzeżach angielskich, wykazała sprawne funkcjonowanie. Wszystkie nieprzyjacielskie samoloty, w liczbie 500 zostały wyśledzone zarówno przez aparaty podsłuchowe, jak i baterie reflektorów. Z lotnisk angielskich wystartowały natychmiast eskadry bombardowe oraz myśliwskie. Pierwsze skierowały się na terytorium nieprzyjacielskiego państwa, celem przeprowadzenia bombardowania, drugie zaś zaatakowały nieprzyjacielskie eskadry nad Anglią. Na południową dzielnicę Londynu lotnictwo wschodnie dokonało 2-ch nalotów, odpartych przez baterie przeciwlotnicze.

KOMUNIKAT MINISTERSTWA LOTNICTWA

LONDYN, (PAT.) Ministerstwo lotnictwa ogłosiło komunikat o przebiegu nocnych ćwiczeń. Lotnictwo „nieprzyjacielskie” dokonało około 60 nalotów. Naloty od stmny wschodniej trwały do godziny 1-ej po północy. „Nieprzyjaciel” koncentrował swe natarcia na obiekty i miejscowości położone u ujścia Tamizy. Atakowano również hrabstwa południowe — Kent, Surrey i Sussex. Obrona miała zadanie bardzo utrudnione niskimi chmurami i gęstym deszczem, który padał w ciągu całej nocy. Artyleria przeciwlotnicza zmusiła eskadry „wschodnie” do wycofania się i zaniechania nalotów.

[Cytat] R. Lemkin pisze proroczo w 1943 r. na temat przyszłych niemieckich profitów

Rafał Lemkin, polski prawnik zajmujący się prawem międzynarodowym, w wydanej w Stanach Zjednoczonych (rok 1944) pracy zatytułowanej: Rządy państw Osi w okupowanej Europie, napisał  o przyszłych niemieckich profitach z trwającej jeszcze wojny:

(…) wyłaniający się obraz stosowanych przez Niemców w sposób skoordynowany okupacyjnych technik musi prowadzić do konkluzji, iż niemiecki okupant wdraża projekt gigantycznej, długotrwałej i korzystnej dla swego kraju zmiany stosunku sił biologicznych między sobą a podbitą Europą. Celem tego planu jest zniszczyć lub tak mocno okaleczyć w rozwoju podbite ludy, by nawet w razie porażki militarnej Niemcy mogły układać swoje stosunki z nacjami europejskimi z pozycji uprzywilejowanej, dzięki przewadze liczebnej fizycznej oraz ekonomicznej. Mimo bombardowań Niemiec ta ich wyższość stanie się w pełni widoczna po ustaniu walk i w miarę upływu wielu kolejnych lat (…)

Sama zaś książka Rządy państw Osi…, stanowi drobiazgową analizę zbrodniczego niemieckiego ustawodawstwa i praktyki – zarówno na obszarze III Rzeszy – jak i terytoriach okupowanych. Ogrom pracy wykonanej przez Lemkina budzi szczególny podziw, bowiem pracę tę pisał jeszcze w trakcie działań wojennych.

Ten, znany na całym świecie, przedwojenny profesor Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie musiał w 1939 r. uciekać na Litwę, skąd później przedostał się do neutralnej Szwecji. Następnie trafił do Stanów Zjednoczonych. Należy przypomnieć, że Rafał Lemkin jest autorem koncepcji zbrodni ludobójstwa, którą to konstrukcję prawną skutecznie przeforsował po wojnie na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych. Niestety, tak jak i twórca Czerwonego Krzyża – Henri Dunant, tak bardzo zaangażował sie w swoją działalność, że popadł w nędzę. Był kilkukrotnie w gronie kandydatów do pokojowej nagrody Nobla, choć ostatecznie jej nie otrzymał.

„… bo tu są ludzie którzy jeszcze / budzą się z krzykiem w środku nocy…”

W sierpniu 1981 r. w Hali Olivii w Gdańsku w pierwszą rocznicę „porozumień sierpniowych” odbył się Festiwal Piosenki Prawdziwej. Jednym z wykonawców zaproszonych do udziału w tym wydarzeniu był Andrzej Garczarek (znany m.in. z piosenki o Raskolnikowie). Garczarek w trakcie swojej prezentacji wykonał znakomitą piosenkę, w której nawiązywał do reakcji socjalistycznej prasy z „demoludów” na strajki Sierpnia ’80. Nie poprzestał na tym, lecz przywołał również wydarzenia odleglejsze, jak „praska wiosna” oraz „bratnia pomoc” czy niemiecka okupacja z okresu II wojny światowej. Tak na marginesie dodam, że jakiś czas temu Piotr Semka w jednym ze swoich artykułów powołał się na tę piosenkę, pisząc o tym jak gloryfikowano w „późnym NRD” pamięć o pruskiej (a właściwe szerzej: imperialistycznej) przeszłości Niemiec, a czemu dał wyraz autor piosenki pisząc o„pucowaniu pomników”.

Sierpień i wrzesień to miesiące, gdy różne wydarzenia z polskiej historii skłaniają wręcz do szukania analogii. Nic dziwnego, że i Andrzej Garczarek uległ tej sile skojarzeń, tworząc tę znakomitą piosenkę.

przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał
wrogów poszukam sobie sam
dlaczego kurwa mać bez przerwy
poucza ktoś w co wierzyć mam …?

niech się gazeta „Neues Deutschland”
wstrzyma z wstępniakiem o pomocy
bo tu są ludzie którzy jeszcze
budzą się z krzykiem w środku nocy

zaiste wielki to przyjaciel
znowu pucuje śniedź pomników
na wieczną chwałę i pamiątkę
pruskich kaprali Fryderyków

przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał
wrogów poszukam sobie sam
dlaczego kurwa mać bez przerwy
poucza ktoś w co wierzyć mam …?

jakim wy prawem o wolności
głosicie bracia w „Rudym Prawie”
wszak to od waszej nie ostatni
zwariował pisarz Ota Pavel

przebacz mi smutna Bratysławo
Hradcu Kralowy Zlata Praho
za śmierć jaskółki tamtej wiosny
i polskie tanki nad Wełtawą

przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał
wrogów poszukam sobie sam
dlaczego kurwa mać bez przerwy
poucza ktoś w co wierzyć mam …?

Tekst pożyczony ze strony: http://www.bspn.pl/archiwum/news/40  gdzie jest sporo informacjo o tej oraz o innych znakomitych piosenkach barda.

Żeby jednak nie pozostawić bez odpowiedniego komentarza naszego drugiego adwersarza w polityce międzynardowej należy przypomnieć inny występ z tego samego Festiwalu. Otóż Jacek Zwoźniak – jak sam zapowiedział, dość przewrotnie – zaprezentował piosenkę której tekst nawiazywał do wiersza „Bagnet na broń”, a muzyka do piosenki „Przyjdę do Ciebie niebieskooka…”. Sama piosenka nie była bynajmniej w tonie martylogicznym, lecz gorzko-przesmiewczym.

Kiedy przyjdą podpalić dom,
Jeśli ci zechcą go zapaskudzić,
To nie czekaj, aż zbudzi cię dzwon,
Bo się z ręką w nocniku obudzisz.

Czas odnowy, dla brudu pogardy,
Gdy dom sprząta się, myje i wietrzy,
Wciąż próbują nam naszczać do farby,
Jak takiego w łeb pałą nie zdzielić…?

Będą słali ulotki, instrukcje,
Opowiadać rzeczy i takie,
Że widzieli tu kontrrewolucję
Pełzającą pospołu z kułakiem.

Trza nam wytrwać w działaniu i trosce
I uważać, bo sprawa to drańska,
Lecz za dłonią wyciągniętą ku Polsce
W mordę lać, choćby była słowiańska!

Są w ojczyźnie rachunki krzywd,
Nadszedł czas, że pospłacać je trzeba,
Bo już w twarz nam nie będzie pluł nikt,
Choć publicznie by potem ubolewał.

I nie trzeba obstawiać się wojskiem,
Bo bez sensu dziś taka robota,
Lecz w tę dupę wypiętą na Polskę
Kopa dać, choćby była ze złota!

Od początku znów zacząć nam przyszło
I choć nieraz ku temu był sprzeciw,
Przyjdą czasy, że w kraju nad Wisłą
Będą mieszkać polscy poeci.

I nie spadnie nam z głowy korona,
Gdy tej zgrai, co Polski by chciała,
Nie będziemy cytować Cambronne’a,
Lecz powiemy: „Uo, takiego wała!”

http://www.tekstowo.pl/piosenka,jacek_zwo_niak,na_wszelki_wypadek.html

« Older entries