Grunwaldzka rocznica na muzycznie.

Przepiękne wykonanie staropolskiej pieśni żołnierskiej „Idzie żołnierz” – zespół Łysa góra

Jacek Kowalski i „Duma człowieka rycerskiego”

Na grunwaldzkim polu, pieśń z pocz. XVI wieku.

w wykonaniu Chóru Prawosławnego Ordynariatu Polowego

Reklamy

[Polecam] Interaktywna mapa historyczna – Martyrologia wsi polskich.

 

http://martyrologiawsipolskich.pl/

 

[Z brytyjskich kronik filmowych] Wojsko Polskie 1939 i 1943

Władysław Sebyła – Sztab

SAMSUNG CAMERA PICTURES

[Zdjęcie własne]

Władysław Sebyła – utwór z tomu „Pieśń szczurołapa”

Na wielkiej mapie leżysz, na dokładnym planie.
I rzucasz w ogień swoje żelazne kompanje.

Tu są świecące szyny, a tu — bita szosa.
Tam ciurkiem ciekną ścieżki, tam są pola w kłosach.
Tu szumi las zielenią, a rzeka błękitem.
Tam są łąki, mokradła, błota nieprzebyte.
Tu grunt spękał w wąwozy, rowy i kanały,
A nad tobą jest niebo, chmurami podarte w kawały:
W mroźne, zimowe noce i letnie południa
Dysząca gwiazd oddechem, niezgłębiona studnia.

Już ci ożyła mapa. Jest jak kawał ziemi,
Wyrwany z globu groźnem kopnięciem trzęsienia.
Jak bóg, z niezmierzonego patrzysz na nią oddalenia.
I grzmotem ją tratujesz — i burzą płomieni.

Już się gotuje ziemia, już się ziemia pali.
Płyną zatrute chmury, siecze deszcz ze stali.
Za tym wzgórkiem pochyłym, za lasem wesołym
Haubice zaryją się w rolę jak woły.
I zaczną stękać ciężko, aż ziemia zadudni.
Żelazo rzygnie w niebo ze stalowych studni.

Na tych łąkach kwiecistych, po pas w lepkiem błocie,
Wypadnie beznadziejnie trwać szarej piechocie,
Wypadnie szarym ludziom łazić, gwarzyć, kurzyć,
Strzelać i konać w szumie oszalałej burzy.

W tym zagajniku młodym, w metalowym świście,
Jak kurz z drzew sypną batem kul zsieczone liście:
Tam się trawę zapali, ziemię się zapali,
Żywa dusza nie przejdzie. Kret się nie ocali.

A w te na ornem polu zasieki i druty
Rzuci się grad granatów zwykłych i zatrutych,
Aż czarnoziem czarnemi fontannami buchnie,
Żołnierz skołowacieje, oślepnie, ogłuchnie …
I przejdą po nim dymy, napojone gazem,
Zmiażdżą go gąsienice czołgów tonnami żelaza,
Skłują wściekłe kompanje nożem i bagnetem…
A potem doktór przyjdzie z płótnem i lancetem
Zszywać poprute ścięgna, pchać kiszki do brzucha,
I chwytać śmierć za włosy, czy życie tli, słuchać.

Nad zieloną równiną, w złotej mgle wieczoru,
Popłyną zgniłe chmury zielonego chloru.
Będą leżeć bez ruchu, umazani w glinie,
Ludzie o grubych ryjach, jak niewinne świnie.

Nad ogródki i kwiaty pocisk wyfrunie skrzydlaty
I głucho pękną w grządkach gazowe granaty.
A ponad miastem, w ciszy niedzielnej ukrytem,
Zaświszczą ciężkie bomby złowrogim skowytem,
Zatrzaskają motory w nieba oddaleniu…
…I nie zostanie z miasta kamień na kamieniu…

Po tych błyszczących szynach i po szos granicie,
Ukryte w gęstej nocy rozgwieżdżonem sicie,
Będą ciągnąć pośpiesznie w eszelonach długich
Pociągi pełne jadła — i ludzi na ubój.

Tylko tego nie widać, nie widać na planie,
Że we krwi, we krwi czerwonej brną kompanje!

Że gdzieś na mokrem polu, na trawiastej łące,
Telefonista wbity w sieci drutów, dzwonków,
Zasłucha się w źródlany śpiew szarych skowronków…
…I bluźnie, jak bluźnierstwem — krwią w niebo gorące!…Że młode, zdrowe chłopy, jak najgrubsze ziarno,
Będą sypać się w brózdy piaszczyste na marne,
Sypać się piachem, prochem… Nic z nich nie wyrośnie
…Tylko nikła trawka o wiośnie.

Tylko tego nie widać, nie widać na planie,
że tam są ludzie, ludzie — nie tylko kompanje,
I że krew jest czerwona, czerwona i dymi,
I że zalewa mapę jeziorem olbrzymiem.

Sąd nad Goyą!

OBRAZ Francisco Goi Rozstrzelanie powstańców madryckich zna chyba prawie każdy, niewielu wie, że właśnie minęło 210 lat od wydarzenia, które zainspirowało artyystę, czyli powstania madryckiego 1808 r. (w Hiszpanii znane jest pod nazwą Dos de Mayo – czyli „2 maja”).

Ten obraz oraz seria grafik „Okrucieństwa wojny” zainspirowały Jacka Kaczmarskiego do napisania tego utworu:

Korsykanin zmywa z tronów. Zabobonów ciemną ciecz – Grzebie w trzewiach wyzwolonych. Lepki od wolności miecz. Słońce się nad sierrą toczy. I osusza czaszki z łez, W nieme niebo wznosi oczy. Zakopany w piachu pies. Głuchy zdechł i balwierz poszedł. Duchy trupa wezmą stąd. I na sabat go poniosą,

Apel z 1942 r.

[Polecam artykuł] „Hańba Stauffenberga”

Historia puczu z 20 lipca 1944 r. ewidentnie wymaga nowego podejścia. Chodzi o uczciwy opis zbrodni popełnionych przez kluczowych graczy, ale również o trzeźwą rozprawę z mentalnością, zachowaniem i planami niemieckiej opozycji. Sprawca zamachu na Hitlera i jego bliscy współpracownicy mieli wcześniej na sumieniu tak odrażające czyny, że z pewnością zaprowadziłyby ich one przed trybunał norymberski.

http://www.teologiapolityczna.pl/maciej-olex-szczytowski-hanba-stauffenberga

[Polecam] Artykuł o religijnym wymiarze pamięci o Shoah.

https://wszystkoconajwazniejsze.pl/ks-henryk-zielinski-izrael-i-czerwona-jalowka-szoah-dotyczyl-wylacznie-zydow-to-fundament-ich-tozsamosci/

fragment:

Idąc tym tropem, jeśli Izrael jest owym mesjaszem i „Sługą Pana”, to nie krew Jezusa, ale ofiara milionów Żydów pomordowanych podczas Szoah i ich popioły z niemieckich krematoriów miałyby być tym, co oczyszcza naród Izraela i czyni go nieskalanym przed Bogiem. Każdego, kto operuje żydowskim kodem kulturowym, pomnik czerwonej jałówki wprowadza w takie właśnie spojrzenie na bohaterów i ofiary Szoah. Ofiara ta, choć bolesna, jawi się w tej optyce nie tylko jedyna i w jakiś sposób konieczna – podobnie jak dla nas jedyna i konieczna do zbawienia była ofiara Chrystusa – przez nią bowiem Bóg cofnął swoje zagniewanie na Izraela.

Pomnik czerwonej jałowicy mówi, że bez Szoah nie byłoby dzisiejszego państwa Izrael. Temu ostatniemu zdaniu nie sposób zresztą zaprzeczyć. Ale stąd bierze się też biblijna „zazdrość”, z jaką Żydzi strzegą jedyności Szoah, nie chcąc dopuścić do swojej świadomości, że obok nich byli także przedstawiciele innych narodów, którzy ginęli w niemieckich obozach zagłady i innych miejscach egzekucji.

Wreszcie!

Art. 55a. 1. Kto publicznie i wbrew faktom przypisuje Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie określone w art. 6 Karty Międzynarodowego Trybunału Wojskowego załączonej do Porozumienia międzynarodowego w przedmiocie ścigania i karania głównych przestępców wojennycl Osi Europejskiej, podpisanego w Londynie dnia 8 sierpnia 1945 r. (Dz. U. z 1947 1 poz. 367) lub za inne przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkośc lub zbrodnie wojenne lub w inny sposób rażąco pomniejsza odpowiedzialnoś rzeczywistych sprawców tych zbrodni, podlega karze grzywny lub karze pozbawieni wolności do lat 3. Wyrok jest podawany do publicznej wiadomości.

Ustawa chroniąca dobre imię Polski uchwalona

www.ms.gov.pl
2018-01-26
Ministerstwo Sprawiedliwości

Dzisiaj Sejm (26 stycznia 2018 r.) uchwalił ustawę chroniącą dobre imię Polski, która została przygotowana przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Zmiany przyjęte przez Sejm mają przeciwdziałać nieuzasadnionemu i błędnemu obarczaniu Polski i Polaków odpowiedzialnością za zbrodnie dokonane w trakcie II wojny światowej przez III Rzeszę Niemiecką.

Używanie kłamliwych określeń takich jak „polskie obozy koncentracyjne”, „polskie obozy zagłady” czy „polskie obozy śmierci” ma być przestępstwem, zagrożonym karą do trzech lat pozbawienia wolności. Istotne novum systemowe mają stanowić przepisy określające zasady dochodzenia roszczeń powstałych wskutek naruszenia dobrego imienia Rzeczypospolitej Polskiej i Narodu Polskiego.

– Nie możemy ograniczać się tylko i wyłącznie do protestów werbalnych. Polski rząd ma do zakomunikowania i Polsce, i światu to, że z całą powagą będziemy traktować znieważanie i pomawianie dobrego imienia Polski, ale i tych pokoleń Polaków, których szczególnie dotknęła tragedia i cierpienie spowodowane przez napaść Niemiec nazistowskich – mówi Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

– Nie możemy się zgodzić, żeby to właśnie tych, którzy byli ofiarami, którzy cierpieli, jeszcze pomawiano, by byli przedstawiani w roli sprawców czy współsprawców Holocaustu i masowych obozów zagłady i śmierci, unicestwiania ludzi, tego, co przeczy ludzkiej godności i co jest blizną czy raną, cały czas niegojącą się raną na sumieniu świata – dodaje.

– Ustawa proponuje kompleksowy zestaw narzędzi i instrumentów o charakterze prawno-karnym i cywilno-prawnym, który pozwoli polskiemu państwu skutecznie walczyć – mówił dziś w Sejmie Sekretarz Stanu Patryk Jaki. Zaznaczył też, że wprowadzany jest zapis karny mówiący o tym, że ktoś, kto przypisuje winę polskiemu narodowi za niemieckie nazistowskie zbrodnie, będzie podlegał karze pozbawienia wolności do trzech lat. Jednocześnie wpisujemy katalog instrumentów i narzędzi do walki na drodze cywilno-prawnej m.in. w takich sytuacjach, kiedy za granicą w jakichś czasopismach pojawiałyby się tego typu sformułowania – kontynuował wiceminister.

Zauważając potrzebę stworzenia skutecznych narzędzi prawnych pozwalających prowadzić wytrwałą i konsekwentną politykę historyczną polskich władz w zakresie przeciwdziałania fałszowaniu polskiej historii i ochrony dobrego imienia Rzeczypospolitej Polskiej i Narodu Polskiego, do ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej wprowadzono nowy typ przestępstwa polegający na przypisywaniu Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu publicznie i wbrew faktom odpowiedzialności lub współodpowiedzialności za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie. Sprawcy pomówień mają podlegać karze grzywny lub pozbawienia wolności do lat trzech, a ci, którzy dokonali takiego czynu nieumyślnie – karze grzywny lub ograniczenia wolności. Dodatkowo wyroki mają być podawane do publicznej wiadomości.

Drugim, równie ważnym filarem proponowanych zmian jest wprowadzenie ochrony dobrego imienia Rzeczypospolitej Polskiej i Narodu Polskiego na drodze cywilnej. W aktualnym stanie prawnym podstawami prawnymi roszczeń cywilnoprawnych kierowanych wobec podmiotów używających w przestrzeni publicznej sformułowania „polskie obozy koncentracyjne” mogły być przepisy przewidujące roszczenia odszkodowawcze, roszczenia z tytułu ochrony dóbr osobistych, w tym roszczenia o zadośćuczynienie oraz roszczenia wynikające z prawa prasowego. Jednakże roszczenia te mogły być dochodzone jedynie przez indywidualne podmioty. Po wejściu w życie ustawy, powództwa w takich sprawach będą mogły być wytaczane przez Instytut Pamięci Narodowej oraz organizacje pozarządowe, w zakresie ich zadań statutowych.

W przypadku podmiotów naruszających dobre imię Rzeczypospolitej Polskiej i Narodu Polskiego za granicą, zastosowanie będą miały instrumenty pomocy prawnej w sprawach cywilnych i karnych, których Polska jest stroną. Na obszarze Unii Europejskiej jurysdykcja w tego rodzaju sprawach będzie określana zgodnie z przepisami unijnego rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady nr 1215/2012 z dnia 12 grudnia 2012 r. w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania w sprawach cywilnych i handlowych. Zastosowanie będzie mogła znaleźć również decyzja ramowa 2005/241/WSiSW z 24 lutego 2005 r. w sprawie stosowania zasady wzajemnego uznawania do kar o charakterze pieniężnym. Instrumenty te z pewnością pozwolą na efektywną realizację przepisów przewidujących ochronę dóbr osobistych Rzeczypospolitej Polskiej i Narodu Polskiego w przypadku czynów popełnionych za granicą.

Wyrażamy głębokie przekonanie, że wyżej wymienione zmiany doprowadzą do wyeliminowania z dyskursu publicznego wypowiedzi sugerujących udział, organizację lub odpowiedzialność Narodu Polskiego i Państwa Polskiego za popełnienie zbrodni III Rzeszy Niemieckiej.

Wydział Komunikacji Społecznej i Promocji
Ministerstwo Sprawiedliwości

Nieznana relacja opisująca Sonderaktion Krakau – Wiadomości (że strony www.polskieradio.pl)

https://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/473484,Nieznana-relacja-opisujaca-Sonderaktion-Krakau

6  1939 r. podczas Sonderaktion Krakau Niemcy aresztowali 183 profesorów i asystentów z UJ, Akademii Górniczej, Akademii Handlowej oraz kilka osób spoza grona nauczającego. Profesorów wywieziono do obozów koncentracyjnych w Sachsenhausen i Dachau. Kilkunastu uczonych zmarło w Sachsenhausen, kilku po powrocie do Krakowa.

Baczyński zaśpiewany – Demarczyk / Contra mundum

Jeno wyjmij mi z tych oczu

szkło bolesne — obraz dni,

które czaszki białe toczy

przez płonące łąki krwi.

Jeno odmień czas kaleki,

zakryj groby płaszczem rzeki,

zetrzyj z włosów pył bitewny,

tych lat gniewnych czarny pył. 

Czołga się, a więc jest to smok.

Czołgi FT-17 Renault pod Dźwińskiem (Dyneburgiem). Źródło: Wikipedia

„W sztabie Armii gen. Hallera i wśród oficerów Polaków przydzielonych do pułku zastanawiano się, jaka nazwę należy nadać pierwszej polskiej jednostce pancernej najnowocześniejszej wówczas i zwycięskiej broni I wojny światowej” napisał w 1969 roku w Londynie mjr Bogdan Jeżewski, ówczesny podchorąży tego Pułku. „Nazwa francuska chars blindés albo chars d’assaut, przetłumaczalna na język polski jako pułk rydwanów lub wozów pancernych czy szturmowych nie była przyjęta. Ówczesna nazwa angielska tank miała już w języku polskim inne znaczenie. Ten wóz pancerny dzięki gąsienicom mogący się poruszać po bezdrożach, pokonujący naturalne i sztuczne przeszkody podobny był do czołgającego się smoka. Nic więc dziwnego, że gdy z projektem nazwy czołg wystąpił por. Władysław Kohutnicki […] została ona przyjęta i zatwierdzona, a smok ponadto stał się godłem pułku przez cały czas jego istnienia. Obok więc nazwy francuskiej (która przetrwała do 15 października 1919 roku, to jest do przejścia pułku pod dowództwo polskie), pojawiła się nazwa polska: 1 pułk czołgów, początkowo z dodatkiem – polskich”?

cytat: Polska zbrojna. Historia nr 1/2, 2017

 

Chciał popatrzeć, a zarobił kulę… jako jeden z pierwszych w historii.

U Andrzeja Nowaka w Tomie III „Dziejów Polski” obejmującym lata 1340-1468 znalazłem taki fragment:

W odżywającej na nowo wojnie domowej w Wielkopolsce użyta zostala po raz pierwszy na polskiej ziemi broń palna. Janek z Czarnkowa, niedaleki od tego wydarzenia, musiał widać być przejęty groźną nowinką techniczną, gdyż opisał dokładnie jej zastosowanie i podał ścisłą jego datę. Było to 18 stycznia 1383 r., dzień przed świętem Pryski dziewicy. Bartosz oblegał od czterech dni ważny gród Wielkopolski Pyzdry. Pomagali mu Mazowszanie (od Siemowita), a także „ziemianie” z Wielkopolski, z wojewodą Wincentym z Kępy na czele (…) koalicja była dość silna, by zmusić Pyzdry, (…) do kapitulacji. Janko pisze tak:

„Zdarzyło się, przedtem nim miasto zostało oddane ziemianom, że pewien rzemieślnik Bartosza wyrzucił z powietrznej piszczeli (de aereo pixide) kamień do bramy miejskiej, który, przebiwszy dwa jej zamknięcia, uderzył przyglądającego się temu, a stojącego na ulicy miasta po drugiej stronie bramy, plebana z Biechowa, Mikołaja, z tak wielką siłą, iż od tego uderzenia padł on i natychmiast wyzionął ducha”.

Znamy więc nie tylko datę pierwszego użycia broni palnej, ale i jej pierwszą w Polsce ofiarę, a raczej ofiarę własnej ciekawości, nieszczęsnego plebana Mikołaja.

(…) piszczel to pierwowzór ręcznej broni palnej. Kaliber wylotu jego lufy nie przekraczał zapewne 20 mm, a strzelano z niej kamiennymi, ołowianymi lub nawet szklanymi kulami. Pod obleganym także przez wielkopolskich buntowników Kaliszem archeolodzy znaleźli najstarszy w Polsce egzemplarz broni czarnoprochowej, datowany właśnie na lata 1380-te. Jest długi na 5,7 cm, z lufą na niecałe 3 cm – czy kula z niego wyrzucona mogła przebić bramę i zabić człowieka? Niektórzy badacze domyślają się, że Janek nazwał broń użytą pod Pyzdrami niedokładnie i że chodzić tu już mogło raczej o prymitywną armatkę, bombardę, jakiej liczniejsze przykłady znamy już z okresu wojny z Zakonem krzyżackim z początku XV w. (na przykład odlany z brązu egzemplarz z Kurzętnik, o długości pół metra i wadze 42 kilo).

Ciekawostka kartograficzna – mapa sporów terytorialnych.

Na szaro zaznaczone są państwa, które nie mają oficjalnie ogłoszonych sporów terytorialnych.

http://metrocosm.com/mapping-every-disputed-territory-in-the-world/

Klub muzyczno-poetycki — Gajcy  „Przed odejściem”


Tadeusz Gajcy (12.02.1922 – 16.08.1944)

Przed odejściem

Porasta jesienną mgłą

mój kraj jak włosem siwym.

Lecz nim pożegnam go

dłonią z męczeńskiej gliny,

lecz nim się zgodzę z koroną

cierniowych lip i wezmę

w bok mój i serce bezbronne

ciemność jak ostre narzędzie,

niech błyskawicy lament

znów mnie na wieczność wywoła,

bym uniósł sam siebie jak palmę

i płomień poczuł u czoła.
Po kościach zdeptanych idąc

porównam żywioł z żywiołem,

gwiazdę zawistną nazwę,

co nad mą głową czeka,

młodość przywrócę i miłość

snom niewinnego człowieka,

nad którym wół i osiołek

i anioł smutny się zwiesza.

Nogą ognistość przejdę

jak ptak przez obłok przechodzi,

aby pod brzozą zwęgloną

mrówkę pochować nieżywą –

I dłonie rzucę do wody,

aby nie mogły zapłonąć,

gdy przyjdzie spocząć pod krzyżem.

[Z głębin Sieci] Artykuł: Bułgarskie okręty podwodne

http://www.ops.mil.pl/wspolczesne-op/635-bulgarskie-okrety-podwodne

Pierwszym okrętem podwodnym który służył w marynarce Bułgarii był UB 18, dawny U 8 zbudowany w Niemczech. Budowę jego rozpoczęto w 1914 r. Podczas I wojny światowej operował na Adriatyku z baz austriackich, będąc fikcyjnie przyjęty do służby w marynarce austro-węgierskiej, pod numerem UB 8. Powodem był fakt, że Niemcy w początkowym okresie nie były oficjalnie w stanie wojny z Włochami. Na Adriatyk został wysłany w częściach, koleją jako pierwszy z niemieckich okrętów. Był ponownie zmontowany w porcie Pola gdzie 25.03.1915 r. rozpoczął służbę w tamtejszej Flotylli pod dowództwem kapitana lejtnanta Ernesta von Voigta. Następnie został przebazowany do Konstantynopola, który osiągnął po 16-dniowym rejsie.

[Polecam] Polityka niemiecka wobec Warszawy – Centrum Badań nad Totalitaryzmami

https://obnt.pl/pl/aktualnosci/polityka-niemiecka-wobec-warszawy/

Na dwa miesiące przed wojną, w lipcu 1939 r. na Międzynarodowym Kongresie Urbanistycznym w Sztokholmie polscy delegaci uzyskali poufne informacje o nominacji niejakiego Pabsta na naczelnego architekta Warszawy z dniem 1 października.

Faktem jest, że bombardowanie stolicy we wrześniu 1939 r. dokonywane było według przygotowanego zawczasu planu. Zostało to dowodnie wykazane w memoriale zredagowanym przez znakomitego historyka sztuki i znawcę Warszawy Alfreda Lauterbacha na krótko przed jego zamordowaniem 19 listopada 1943 r.

Dwugłos poetycki

DSCN3378

Muzeum Powstania Warszawskiego (fragm. ekspozycji)

 

Tadeusz Gajcy

Słuchaj tych głosów, bo po to szczęśliwie
ocalon został w tragicznej potrzebie,
byś chleb powszedni łamał sprawiedliwiej
i żył za tamtych i za siebie lepiej.

 

rozst

Andrzej Wróblewski (1927–1957), Rozstrzelanie (Muzeum Narodowe w Warszawie)

 

Zbigniew Herbert

ocalałeś nie po to aby życ
masz mało czasu trzeba dac świadectwo

19 IV 1943 – „Pomścimy zbrodnie Oświęcimia, Treblinki, Bełżca, Majdanka!”

http://www.fzp.net.pl/shoa/68-rocznica-powstania-w-getcie-warszawskim

Przez blisko miesiąc warszawskie getto prowadziło bój z wojskami niemiec­kimi. (…) Drugiego lub trzeciego dnia powstania nad get­tem na Placu Muranowskim zawisły dwie flagi: biało-czerwona i biało-niebieska.

(…)

W trakcie walk w getcie ŻOB skierowała do Polaków apel, kolportowany po aryjskiej stronie, w którym pisano m.in.: „Polacy, Obywatele, Żołnierze Wol­ności. () Wśród dymu pożarów i kurzu krwi mordowanego getta Warszawy – my więźniowie getta, ślemy wam bratnie serdeczne pozdrowienia. Wiemy, że w serdecznym bólu i łzach współczucia, że z podziwem i trwogą o wynik tej walki przyglądacie się wojnie, jaką od wielu dni toczymy z okrutnym okupantem. Lecz wiedzcie, że każdy próg getta, jak dotychczas, tak i nadal będzie twierdzą, że możemy wszyscy zginąć w tej walce, lecz nie poddamy się, że dyszymy, jak i wy, żądzą odwetu i kary za wszystkie zbrodnie wspólnego wroga. Toczy się walka o naszą i waszą Wolność. O wasz i nasz – ludzki, społeczny, narodowy – honor i godność. Pomścimy zbrodnie Oświę­cimia, Treblinki, Bełżca, Majdanka! Niech żyje braterstwo broni i krwi walczącej Polski!”.

Umieszczony na samej górze strony izraelski znaczek z roku 2013 nawiązuje własnie do wspomnianego w cytacie epizodu powstania w getcie warszawskim, czyli umiesz­cze­nia żydowskiej i polskiej flagi na budynku przy Muranowskiej 7–9. Flagi wywiesili żołnierze zapomnianej przez wiele lat organizacji — Żydowskiego Zwiazku Wojsko­wego. Zapomnianej, bowiem nie była, w odróżnieniu od ŻOB-u w smak nowym władzom, zainstalowanym po 22 lipca 1944 r.

W artykule ZAPOMNIANI ŻOŁNIERZE (aut. Maciej Kledzik, Rzeczpospolita z 12 czerwca 2004 r.) http://polish-jewish-heritage.org/Pol/june_04_wojskowy.htm napisano:

Przez pół wieku fałszowano w Polsce Ludowej historię żydowskiego ruchu oporu o korzeniach niekomunistycznych w okresie okupacji niemieckiej.
Ze szczątkowych informacji i zapisków pozostawionych przez kilka osób, które przeżyły powstanie w getcie warszawskim, doczekały oswobodzenia w obozach koncentracyjnych lub ocalały w oddziałach partyzanckich, wyłania się obraz konspiracyjnej organizacji Żydowskiego Związku Wojskowego.
Trzy zachowane relacje potwierdzają, że miejscem pierwszego spotkania Żydów, którzy zdecydowali się utworzyć tajny związek w dwa miesiące po kapitulacji Warszawy, był szpital zakaźny św. Stanisława przy ulicy Wolskiej 37.

Oficerowie polskiej armii

Dawid Wdowiński w książce „And we are not saved” (New York 1963), kreśląc rodowód konspiracyjnej organizacji żydowskiej, cytuje relację kapitana WP Henryka Iwańskiego: „Pewnego dnia w listopadzie 1939 r. czterech młodych Żydów chciało zobaczyć się ze mną w szpitalu św. Stanisława przy ul. Wolskiej. Wszyscy byli oficerami polskiej armii: Dawid Moryc Apfelbaum w stopniu porucznika; Henryk Lifszyc, podporucznik; Białoskór, mgr prawa, i Kałmen Mendelson, wówczas podchorąży WP. Znałem Apfelbauma, służył wraz ze mną w jednym pułku podczas obrony Warszawy, wykazał się od­wagą i brawurą. Nie poszli do oficerskiego obozu jenieckiego. (…) Chcieli zorganizować młodzież żydowską. (…) W 1940 r. Mendelson zorganizował grupę 12 mężczyzn uzbrojonych w 4 pistolety. Przechowywali broń w piw­nicach domu Karmelicka 5”.
Kałmen Mendelson (Madanowski), jedyny z wymienionych oficerów żydow­skich, który ciężko ranny przeżył powstanie w getcie, przekazał po wojnie, że w grudniu 1939 r. z intendentem szpitala Janem Skoczkiem, „Wąsik”, spot­kali się oficerowie rezerwy WP – Mieczysław Apfelbaum, Leon Rodal, Henryk Lipczyc-Lipiński i dr Józef Celmajster. Mendelson napisał, że dobrze znany im Skoczek, który przed wojną pracował w żydowskim szpitalu na Czystem, „przyjął ich do konspiracji”, polecając zorganizowanie kół wojskowych w pół­nocnych dzielnicach miasta zamieszkanych przez ludność żydowską.

Należy też wspomnieć, że nawet w  środowiskach żydow­skich ŻZW było zapomniane przez wiele lat, a jako główny (jedyny) ruch oporu w getcie wymieniano ŻOB. W tym samym artykule Maciej Kledzik napisał:

W połowie kwietnia nastąpił rozłam między obiema organizacjami. Należy przypuszczać, że powodem była zbrodnia katyńska, silnie nagłośniona przez Niemców. Dowództwo ŻOB odmówiło wojskowego podporządkowania się ŻZW. Po wojnie ocaleli ŻOB-owcy ogłosili swoją historię powstania w getcie, bez udziału ŻZW.

Obecnie wiedza o ŻZW przebiła się „głównego nurtu”. Co ciekawe, w bardzo popularnym serialu Czas Honoru, Romek więzień getta (postać grana przez Piotra Żurawskiego), angażuje się w działalność podziemną właśnie w szeregach ŻZW.

[link] Przemysław Dakowicz o zbrodni w Piaśnicy

Kilka wpisów wcześniej pisałem o Wańkowiczu i jego reportażu z Prus Wschodnich, czyli książce „Na tropach Smętka”(„Wańkowicz u Smętka na przyszpiegach”). W tekście tym wspomniałem o niemieckich zbrodniach z okresu II wojny światowej, które miały miejsce w piaśnickich lasach.

Obszernie napisał o tej zbrodni Przemysława Dakowicza w blogowym cyklu opatrzonym tagiem „Afazja polska II”. Jak wiadomo afazja to schorzenie, polegajace na tym, że człowiek, który nie miał żadnych problemów z mówieniem – nabawia się takich trudności, nie rozumie mowy, zaczyna mieć problemy z pisaniem i czytaniem. Tak i ja mam ochotę milczeć o tych zbrodniach. Wyprzeć je z pamięci. Tak pewnie zamilkli ci, którzy dokonywali w 1946 r. ekshumacji ofiar niemieckich zbrodni.

Odwołuję się do Dakowicza, ponieważ nie dysponuję literackim talentem. Posługuję się jedynie cytatami, ale zastanawiam się, czy nawet posiadając talent pisarski byłbym w stanie pisać o tak okropnych wydarzeniach. Wydaje się, że każde zdanie o dwudziestowiecznych zbrodniach wojennych podtruwa, wpędza w depresję. Kilka godzin spędzonych na przeglądaniu informacji do tekstu o wojennych losach polskich aktorów z filmu „Ja tu rządzę” z 1939 r. (https://bestiariusz.wordpress.com/2015/11/13/zaduszki-filmowe-czyli-ja-tu-rzadze-1939-r/) sprawiło, że nie mogę bez wzruszenia oglądać nie tylko tej, a ale i wielu innych pięknych przedwojennych komedii.

A tymczasem Przemysław Dakowicz napisał takich tekstów kilka-kilkanaście. Umiem jedynie wyobrazić sobie jego wysiłek.

Dlatego czytam tych którzy potrafią, mają siłę odpowiednie dać rzeczy słowo i poświęcają swój spokój ducha, by napisać i krzyczeć głośno. Żebyśmy nie zapomnieli.

– – – – – – – – – – – – – – — – – – – – – –

Czytam o piaśnickim lesie i nie mogę pojąć ogromu tej zbrodni, mimo, że przecież były miejsca gdzie Niemcy mordowali nawet i więcej osób.

Poniżej krótkie fragmenty z dwóch najnowszych tekstów, a następnie linki do wszystkich artykułów:

W sierpniu 1944 roku, gdy było już oczywiste, że III Rzesza przegra wojnę, niemieckie władze okupacyjne skierowały do lasów w okolicach Wielkiej Piaśnicy grupę więźniów z obozu koncentracyjnego Stutthof. Trzydziestu kilku mężczyzn w obozowych pasiakach, z kajdanami na nogach, pracujących pod stałym nadzorem esesmanów, miało usunąć wszelkie ślady dokonanych tu przed kilku laty masowych ezgekucji. Ścięto odpowiednią liczbę drzew, przygotowano paleniska, rozkopano mogiły i spalono wydobyte z nich ludzkie szczątki. Ile ich było? Jeśli od szacunkowej liczby dwunastu-czternastu tysięcy ofiar ludobójstwa w lasach piaśnickich odejmiemy liczbę trzystu pięciu zwłok odnalezionych w październiku 1946 roku, otrzymamy wynik przerażający. Czy to do pomyślenia, by na leśnych paleniskach, obsługiwanych przez trzydziestu kilku więźniów, dało się spopielić tak wielką ilość ludzkich ciał?
(…)
Cel i sens ludobójstwa dokonanego w Piaśnicy oraz zacierania śladów tej zbrodni był doskonale zbieżny z celem i sensem planowej, rozpisanej na lata akcji pozbawiania Polaków ich tożsamości – jej zwieńczeniem miał się stać proces konsekwentnego dopalania Warszawy po upadku powstania. Ogień trawiący historyczną tkankę architektoniczną polskiej stolicy, którą Adolf Hitler kazał zrównać z ziemią, był tym samym ogniem, który kilka tygodni wcześniej płonął na piaśnickich paleniskach.
Całość:

http://dakowicz.blogspot.be/2015/11/piasnica-myny-historii-1.html

http://dakowicz.blogspot.com/2015/11/piasnica-myny-historii-2.html

http://dakowicz.blogspot.com/2015/10/piasnica-dziecko-i-las-1.html

http://dakowicz.blogspot.com/2015/10/piasnica-dziecko-i-las-2.html

http://dakowicz.blogspot.com/2015/10/piasnica-hieroglif-pustki-1.html

http://dakowicz.blogspot.com/2015/10/piasnica-hieroglif-pustki-2.html

http://dakowicz.blogspot.com/2015/09/piasnica-pod-mikroskopem-pamieci.html

Zaduszki filmowe, czyli „Ja tu rządzę” (1939 r.)

Film „Ja tu rządzę” to znana, bardzo zabawna komedia o próżniaczym hrabim Lulewiczu, muzykalnym mistrzu szewskim oraz Majstrowej, pięknej córce szewca.

Pierwsze ujęcia tego, nakręconego w 1939 roku filmu: grupa birbantów zatacza się wzdłuż wschodniej strony Rynku Starego Miasta w Warszawie, rozbijając szyby sklepów, a następnie lekką ręką płacąc oburzonym właścicielom odszkodowania.

Kadr z filmu „Ja tu rządzę”

To film, którego nie potrafię, nie chcę oglądać spokojnie. Ogarnia mnie przy nim zaduma, nie pasująca do takiego lekkiego gatunku, jakim jest komedia. Wzruszam się, bo początkowe sceny pokazują Warszawę, która tak mocno w ciągu następnych sześciu lat zostanie doświadczona. Wschodnia strona Rynku Starego Miasta, w tym i kamienica pod numerem 6, w której mieścił się warsztat szewca (tak jak i wiele innych miejsc Stolicy) nie przetrwała nienaruszona okresu niemieckiej okupacji i Powstania. Ta właśnie ta część Starego Miasta została zburzona w największym stopniu, a w 1945 roku z kamienic pozostały resztki murów jedynie do wysokości parapetów witryn sklepowych (!). Napis (Vinum laetificat cor et acuit ingeniumWino rozwesela serce i zaostrza dowcip), który widać nad drzwiami warsztatu na kadrach filmu powstał w XVII wieku i przez wiele lat był ukryty pod tynkiem, skąd wydobyto go w Dwudziestoleciu w trakcie remontu. Po odbudowie Starego Miasta już niestety nie wrócił na swoje miejsce.

Kamienica pod numerem 6

Kamienica pod numerem 6

Jednak nie tylko plenery użyte do nakręcenia tej historii nie miały szczęścia. Sam film nie zdążył wejść do dystrybucji przed wybuchem wojny, a władze niemiec­kie dopiero w trakcie okupacji dopuściły do jego wyświetlania w kinach (w grudniu 1941 roku). W odróżnieniu jednak od wielu innych filmów z „przedwojnia”, ten przetrwał. Szczęścia takiego nie miały: „Pan Tadeusz” z 1928 roku oraz na przykład „Jaśnie Pan szofer”. Z tego pierwszego zachowało się jedynie około 120 minut z pierwotnej wersji o długości 300 minut, a ten drugi film pozbawiony jest około 50 minut akcji.

Oczywiście największy żal ogarnia mnie-widza, gdy uświadamiam sobie, że tak, jak nie przetrwała okupacji kamienica pod numerem szóstym, tak i w ciągu kolejnych sześciu lat zdziesiątkowani zostali twórcy i aktorzy zaangażowani w powsta­nie tego filmu.

Nie przeżył Powstania Warszawskiego Józef Orwid, grający mistrza szewskiego, który czeladników zatrudniał na podstawie umiejętności wokalnych. Znalazł się bowiem na ulicy Kilińskiego feralnego dnia 13 sierpnia 1944 roku. W miejscu gdzie nastąpił wybuch czołgu – wydarzenie, które stanowiło punkt wyjścia dla Jarosława Marka Rymkiewicza do snucia opowieści o okupacyjnej Warszawie.

W powstaniu zginął również Zbigniew Rakowiecki, amant przedwojennego kina i filmowy hrabia Lulewicz. W pierwszych dniach sierpnia walczył na warszaw­skiej Ochocie. Został zamordowany przy ul. Radomskiej 14 przez rosyjskich żołnierzy Brygady SS-RONA. Spoczął na Cmentarzu Powstańców Warszawy przy ulicy Wolskiej w grobie na którego płycie wymienione jest jego nazwisko.

Nie ma natomiast swojego grobu Ina Benita – filmowa majstrowa. Jej losy w czasie wojny były szczególnie dramatyczne. W trakcie okupacji związała się z austriackim oficerem. Romans zakończył się podobno skazaniem Austriaka za „pohańbienie rasy”, a Ina Benita trafiła na Pawiak, skąd została zwolniona w lipcu 1944 roku. W więzieniu urodziła dziecko, z którym widziana była we wrześniu 1944 roku, gdy kanałami przedarła się ze Starówki do Śródmieścia. Oboje mieli zginąć w trakcie jednego z bombardowań.

We wrześniu 1944 roku, zginął również reżyser filmu – Mieczysław Krawicz. W trakcie powstania swoją walkę z okupantem prowadził przy pomocy kamery. Był bowiem szefem operatorów przygotowujących materiały dokumentujące ten zryw. Być może to dzięki niemu mogliśmy ostatnio oglądać film „Powstanie warszawskie”, który składał się ze współcześnie pokolorowanych obrazów z dogranych dialogów.

Ten apel poległych można uzupełnić o Jacka Rotmila, scenografa, pochodzącego z Niemiec. Z powodu swojego żydowskiego pochodzenia, po przejęciu władzy przez NSDAP, zamieszkał w Polsce. Niestety i tutaj nie dane muy było zaznać spokoju, ponieważ okupacja niemiecka zmusiła go do ukrywania się. Niestety został w lipcu 1944 roku rozstrzelany na terenie zburzonego warszawskiego getta.

Można dodać, że nie mamy natomiast żadnych informacji o śmierci Emanuela Szlechtera (scenarzysty), o którym wiadomo jedynie, że zginął w getcie lwowskim w 1942 lub 1943 roku.

Nazwiska te oczywiście nie zamykają listy wojennych strat polskiej kultury. Lista ta przeraża, gdy uświadomimy sobie, że cały czas poruszamy się w obrębie twórców jednego filmu. A takich historii były tysiące: długo można byłoby się rozwodzić nad losami Hanki Ordonówny (aresztowanej w wyniku działalności renegata Igo Syma), Aleksandra Żabczyńskiego (artylerzysty, który brał udział w kampanii wrześniowej, a następnie w bitwie o Monte Cassino), Eugeniusza Bodo (śmierć w łagrach sowieckich) czy tułaczki twórców Wesołej Lwowskiej Fali (słynnych: Szczepcia i Tońcia).

Zródła:

http://www.warszawska.info/stare-miasto/rynek-barssa.html

– http://nie-wierzcie-zegarom.blogspot.com/2012/01/ina-benita.html

– http://www.1944.pl/historia/powstancze-biogramy/Zbigniew_Rakowiecki

– http://www.ipsb.nina.gov.pl/index.php/a/jozef-orwid

– http://www.akademiapolskiegofilmu.pl/pl/historia-polskiego-filmu/rezyserzy/mieczyslaw-krawicz/60

https://pl.wikipedia.org/wiki/Jacek_Rotmil

http://www.info-pc.home.pl/whatfor/baza/aktorzy_w_powstaniu.htm

Wańkowicz u Smętka na przyszpiegach.

Melchior Wańkowicz wybrał się do Prus Wschodnich w 1935 r. razem z córką. Zarówno na urlop, jak i w celu napisania reportażu. Owocem tej wyprawy była głośna książka „Na tropach Smętka”. Ów tytułowy, tropiony Smętek to złośliwy duch z wierzeń zabobonnych Mazurów, dla Wańkowicza staje się uosobieniem niemieckiej polityki germanizacyjnej.

Wańkowicz pochylił się bowiem nad ciężką dolą Polaków, którzy pozostali na Warmii i Mazurach po przegranym plebiscycie z 11 lipca 1920 roku. Tych, którym zamyka się polskie szkoły, szantażuje by dzieci przepisywać do niemieckich placówek, których pozbawia się koncesji na działalność gospodarczą oraz terroryzuje (a czasem nawet morduje!). Polaków traktowanych od czasów Bismarcka niczym Indianie z Ameryki Północnej (a może i wcześniej, bo to wszak już Fryderyk pisał o swoich nowych polskich podanych po rozbiorach, że będzie tych Irokezów cywilizował). Polaków, nad którymi zawisło kolejne niebezpieczeństwo, w postaci mariażu nowej nazistowskiej ideologii z pruską junkierska butą. Co znalazło swój tragiczny finał nad dołami w Piaśnicy i w barakach za drutami obozu koncentracyjnego w Stutthofie.

Spotkani Polacy: jedni mimo szykan twardo stoją przy swojej polskiej tożsamości, inni, jedynie szeptem przyznają się do znajomości polskiej mowy, a głośno w obawie przed sąsiadami mówią po niemiecku. Wańkowicz opisuje także takich, którzy nie chcą się wpasować się w prosty podział Polak-Niemiec. Mówią o sobie, że są Mazurami, i z pełnym przekonaniem twierdzą, że „w Warszawie na pewno nikt by ich nie zrozumiał”. Podziały narodowościowe przebiegają często w „poprzek” rodzin: brat-Polak kontra brat-Niemiec, ojciec przeciw synowi. Jak zanotował Wańkowcz, w wiadomościach z „Gazety Olsztyńskiej” znalazła się choćby taka informacja:

W Gietrzwałdzie w niedzielę 24 marca gromada uczniów ze szkół niemieckich bębniła w okna polskiej ochronki, wykrzykiwała Pollacken itd. m.in. poznano Laskowskiego, Sokołowskiego, Cierkaszewskiego, Herrnanowskiego.

Natomiast, niejaki Bocian „był w NSDAP”.

Autor wspomniał także o niemieckich księżach, którzy – choć obojętni lub wrodzy polskości – stawiali na pierwszym miejscu troskę o dusze swoich polskich/mazurskich wiernych. Snuł swoją opowieść:

Ta to katolicka Warmia, Warmia rozśpiewana u przydrożnych figur, rozmodlona w nabożeństwach majowych, srogie odsiadująca adwenty, ściągnęła na siebie panasmętkową uwagę i zwłaszcza od połowy ubiegłego wieku stała się obiektem zawziętej germanizacji przez kościół. Księża otrzymywali polecenia kazać po niemiecku, tak że, jak mi stary Warmiak opowiadał, poniektórzy z nich, choć Niemcy, mówili po wygłoszeniu niemieckiej nauki: „Żal mi, moi parafianie, pozostawiać was bez słowa Bożego”, i mówili dodatkowo naukę po polsku. Tak jak zapomniany świętej pamięci ksiądz Weichsel w Gietrzwałdzie w sercu polskiej Warmii. I koło tego kapłana, choć obojętnego naszym narodowym sprawom, ale rozumiejącego, ze do serc ludu trafiać trzeba jego językiem – skupiał się, narastał nie opór, ale coraz mocniejsze przywiązanie do religii, którą chcą wyzyskać, do kościoła, który chcą spodlić, i do języka, który chcą udusić.

Wspomniany ksiądz Augustyn Weichsel swoją pracę na rzecz „polskich” owieczek przypłacił także grzywnami i aresztem. [por. Artykuł o ks. Weichslu ze strony Sanktuarium w Gietrzwałdzie]

Bardzo współcześnie brzmiał fragment „Smętka” o napotkanej na mazurskich szlakach grupie Niemców z instytutu zajmującego się Europą wschodnią. Dziś, w dobie instytutów: Goethego, Katona, Konfucjusza, stypendiów Fulbrighta czy „klubu Wałdajskiego” wiemy, że starcia miedzy kulturami i ideami toczą się także przy pomocy publikacji, konferencji czy nawet w internecie.

Wańkowicz wspomina:

(….) w gospodzie wojnowskiej, zobaczyliśmy grupę mieszaną: jakieś paniusie, jacyś panowie z brzuszkami. Oceniłem ich sobie jako jakąś wycieczkę, np. Vereinu drogerzystów, i przestałem się nimi zajmować, a z chłopami, będącymi w oberży począłem rozmawiać po rosyjsku. Jakież było moje zdziwienie, gdy ten i ów z mniemanych drogerzystów począł brać udział w rosyjskiej rozmowie, a potem przerzucili się ze mną na język polski, najzupełniej poprawny. Okazało się, że jest to wycieczka królewieckiego Studium für Osteuropa, z dyrektorem studium, profesorem Kochem, na czele, którego, gwoli uciesze moich czytelników, zdjąłem na tle prawosławnej cerkiewki batiuszki Awajewa. Profesor Koch zaznajamia mnie kolejno z młodymi swymi uczniami: „Nasz lektor polskiego języka – nasz lektor rosyjskiego języka – nasz lektor litewskiego – łotewskiego – fińskiego i jeszcze lektorka polskiego języka”. Zaczynam z zainteresowaniem przyglądać się tym ludziom, których wziąłem za drogerzystów. Mam przed sobą cząstkę, ułamek tej wielkiej pracy, którą Niemcy przerabiają celem poznania spraw Europy Wschodniej. Poza Instytutem, którego przedstawicieli spotykam, mają jeszcze w tymże Królewcu: l. „lnstytut do badania spraw gospodarki wschodnioeuropejskiej”: 2. „Instytut do badania Rosji” (für Russlandkunde), 3. „Instytut gospodarczy do spraw Rosji i państw okalających” (Randstaaten) 4. we Wrocławiu działa Instytut, rozciągający swe czynności na Ukrainę, Polskę południową i państwa bałkanskie (gdy bratni Instytut Królewiecki zajmuje się Rosją środkową i północną, Polską północną i państwami bałtyckimi); 5. w Gdańsku Ostland Institut; 6. w Stuttgarcie – centrala dla wszystkich mniejszości niemieckich na całym świecie (założona w 1917 roku, opracowuje 1500 czasopism; ma ewidencję 33 800 rejestrowanych organizacji i towarzystw niemieckich, posiada bibliotekę dziel specjalnych, złożoną z 39 000 tomów; katalog książek o niemczyźnie, wydawany jako miesięcznik, osiąga nakład 30 000 egzemplarzy; Instytut posiada 8900 map; udziela rocznie 35 000 informacji dla polityków, kupców, dziennikarzy itp.; wydaje własny dwutygodnik „Der Auslanddeutsche” oraz kalendarz). Kiedy w swoim czasie Poincaré wyliczał, że Niemcy wydają na akcję wśród swoich rodaków za granicą 100 milionów marek, Stresemann przeczył, prostując, że Rzesza łoży na ten cel „tylko” 21 638 000 mk. Ale to bylo za czasów „rozłazłej” Republiki Weimarskiej. Pamiętajmy, że Rzesza Hitlera ma do tych zagadnień stosunek stokroć aktywniejszy. Ludzi na jej czele stojących przywiały wiatry wszelkich krajów. Hitler urodził się w Austrii, ojciec (Göringa był wielkorządcą długie bardzo łata w niemieckiej Afryce i syn jego urodził się bodaj na okręcie między Niemcami i Afryką. Minister rolnictwa Darré, tyle mający do powiedzenia w sprawcie kolonizacji Prus Wschodnich, jest niemieckim „kresowcem” z Egiptu, głośny Rosenberg urodził się w Petersburgu, stojący zaś przede mną dyrektor Koch jest importowany z uniwersytetu w Wiedniu, ale, jak następnie sprawdziłem, urodził się i maturę otrzymał we Lwowie.

Tak więc los zdarzył, że w tym zakątku, w którym zataiła się najbardziej skostniała przeszłość, natrafiłem na najbardziej nowoczesną armię, która przygoto­wuje Niemcom podboje. My wszak również mamy Instytut Bałtycki w Toruniu, Instytut do badania spraw narodowościowych w Warszawie, Wschodnio­europejski lnstytut przy uniwersytecie w Wilnie, Instytut Zachodniosłowiański w Poznaniu.

Jest to poważna wałka umysłów.

I przyznaję: nie tak mnie trwożyły lotne oddziały Reichswehry, które spotykałem na ćwiczeniach w każdym zakątku Prus Wschodnich, jak ta ekipa poczciwych paniuś i panów z brzuszkami z pokojowej armii niemieckiej, która nie potrzebuje oczekiwać wojny, bo wciąż jest na froncie.

Tymczasem ta pokojowa armia zaprasza nas nie mniej pokojowo na obiad. Niebawem (…) pod portretami Hindenburga i wodzów ruchu hitlerowskiego, jemy jajecznicę ze szczypiorkiem.

Co prawda groźniejsze za cztery lata okazały się karabiny i bomby oraz praca tajnej policji, to i idee „przyłożyły się” do zbrodniczej niemieckiej polityki na terenach okupowanej Polski i innych krajów Międzymorza. To wszak „idee” były odpowiedzialne za niemiecki rasizm, niemiecki program eutanazji, niemieckie eksperymenty na więźniach czy za niszczenie Warszawy zgodnie z zamysłem tzw. planu Pabsta. W ciągu tych czterech lat złośliwy diabeł Smętek zapanował zupełnie nad Prusami, a niebawem położył się cieniem nad prawie całą Europą. A Wańkowicz znalazł się u stóp Monte Cassino, gdzie stworzył swoje przejmujące „Szkice…”.

„Po pierwszym września, siedemnasty…” Palmiry i Katyń

„17 września 1939 r.” był oczywistą konsekwencja podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow. Podział Europy (w tym Polski) między Rosję Sowiecką i Niemcy hitlerowskie rozpoczął się.Poland_September_1939-_German-Soviet_meeting

Nastąpił prawie dwuletni okres współpracy, która ujawniała się na wiele sposobów: od kurtuazyjnej wspólnej defilady niemiecko-rosyjskiej w Brześciu (w obecności generałów Guderiana i Kriwoszeina), poprzez konferencje Gestapo-NKWD odbyte w latach 1939–1941 w willi „Pan Tadeusz” w Zakopanem, aż po zbrodniczą kooperację w zwalczaniu wszelkich przejawów polskości.

Katyn_-_decision_of_massacre_p1

Działania naszych wrogów wręcz uzupełniały się: zarówno podjęta przez Niemców Akcja A-B uderzająca w środowisko naukowe jak i mordy na polskich jeńcach (zwane w skrócie Zbrodnią katyńską) miały na celu przetrącenie kręgosłupa polskiego społeczeństwa.

Symbolem tych, działań jest dla mnie rodzina Dowborów-Muśnickich. Obydwie córki gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego (Agnieszka i Janina) zginęły z rąk zaborców. Agnieszka Dowbor-Muśnicka w trakcie okupacji włączyła się w działalność Organizacji Wojskowej „Wilki”. Została uwięziona na Pawiaku a następnie pod koniec czerwca 1940 r. rozstrzelana w Palmirach. Z kolei Janina Antonina Lewandowska, podporucznik Wojska Polskiego (pilot) została zamordowana 22 kwietnia 1940 r. w Katyniu.

[Dawne gazety] Relacja z wielkich manewrów w Wielkiej Brytanii

WARSZAWSKI DZIENNIK NARODOWY z 11 sierpnia 1939 r. donosił:

„Atak” na Anglią odparty

Baterie przeciwlotnicze spełniły zadanie mimo złych warunków atmosferycznych

LONDYN, (PAT.) Wielkie ćwiczenia angielskiej floty powietrznej rozpoczęły się pozorowanym atakiem 500 samolotów na wschodzie wybrzeża Anglii. Założenie pierwszego dnia ćwiczeń, jak /głosił komunikat ministerstwa lotnictwa, było następujące: Pomiędzy Anglią a fikcyjnym państwem „Eastland” położon. na wschód od wysp brytyjskich na morzu północnym, w godzinach wieczornych zapanował stan silnego napięcia stosunków, który o godzinie 20-ej doprowadził do wybuchu działań wojennych.

Wypowiedzenie wojny między obu państwami zaznaczyło się natychmiastowym rajdem lotnictwa kraju wschodniego na wybrzeża Anglii, przy czym gros sił powietrznych nieprzyjaciela skierowanych zostało na ujście Tamizy. W ciągu pierwszych 40 minut po wypowiedzeniu wojny lotnictwo wsch. dokonało 11 kolejnych nalotów na terytorium angielskie. Pomimo tak ożywionej działalności lotnictwa nieprzyjacielskiego oraz panującej na wschodnich wybrzeżach złej widzialności, zarówno czynna, jak i bierna obrona przeciwlotnicza na wybrzeżach angielskich, wykazała sprawne funkcjonowanie. Wszystkie nieprzyjacielskie samoloty, w liczbie 500 zostały wyśledzone zarówno przez aparaty podsłuchowe, jak i baterie reflektorów. Z lotnisk angielskich wystartowały natychmiast eskadry bombardowe oraz myśliwskie. Pierwsze skierowały się na terytorium nieprzyjacielskiego państwa, celem przeprowadzenia bombardowania, drugie zaś zaatakowały nieprzyjacielskie eskadry nad Anglią. Na południową dzielnicę Londynu lotnictwo wschodnie dokonało 2-ch nalotów, odpartych przez baterie przeciwlotnicze.

KOMUNIKAT MINISTERSTWA LOTNICTWA

LONDYN, (PAT.) Ministerstwo lotnictwa ogłosiło komunikat o przebiegu nocnych ćwiczeń. Lotnictwo „nieprzyjacielskie” dokonało około 60 nalotów. Naloty od stmny wschodniej trwały do godziny 1-ej po północy. „Nieprzyjaciel” koncentrował swe natarcia na obiekty i miejscowości położone u ujścia Tamizy. Atakowano również hrabstwa południowe — Kent, Surrey i Sussex. Obrona miała zadanie bardzo utrudnione niskimi chmurami i gęstym deszczem, który padał w ciągu całej nocy. Artyleria przeciwlotnicza zmusiła eskadry „wschodnie” do wycofania się i zaniechania nalotów.

[Cytat] R. Lemkin pisze proroczo w 1943 r. na temat przyszłych niemieckich profitów

Rafał Lemkin, polski prawnik zajmujący się prawem międzynarodowym, w wydanej w Stanach Zjednoczonych (rok 1944) pracy zatytułowanej: Rządy państw Osi w okupowanej Europie, napisał  o przyszłych niemieckich profitach z trwającej jeszcze wojny:

(…) wyłaniający się obraz stosowanych przez Niemców w sposób skoordynowany okupacyjnych technik musi prowadzić do konkluzji, iż niemiecki okupant wdraża projekt gigantycznej, długotrwałej i korzystnej dla swego kraju zmiany stosunku sił biologicznych między sobą a podbitą Europą. Celem tego planu jest zniszczyć lub tak mocno okaleczyć w rozwoju podbite ludy, by nawet w razie porażki militarnej Niemcy mogły układać swoje stosunki z nacjami europejskimi z pozycji uprzywilejowanej, dzięki przewadze liczebnej fizycznej oraz ekonomicznej. Mimo bombardowań Niemiec ta ich wyższość stanie się w pełni widoczna po ustaniu walk i w miarę upływu wielu kolejnych lat (…)

Sama zaś książka Rządy państw Osi…, stanowi drobiazgową analizę zbrodniczego niemieckiego ustawodawstwa i praktyki – zarówno na obszarze III Rzeszy – jak i terytoriach okupowanych. Ogrom pracy wykonanej przez Lemkina budzi szczególny podziw, bowiem pracę tę pisał jeszcze w trakcie działań wojennych.

Ten, znany na całym świecie, przedwojenny profesor Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, musiał w 1939 r. uciekać na Litwę, skąd później przedostał się do neutralnej Szwecji. Następnie trafił do Stanów Zjednoczonych. Należy przypomnieć, że Rafał Lemkin jest autorem koncepcji zbrodni ludobójstwa, którą to konstrukcję prawną skutecznie przeforsował po wojnie na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych. Niestety, tak jak i twórca Czerwonego Krzyża – Henri Dunant, tak bardzo zaangażował sie w swoją działalność, że popadł w nędzę. Był kilkukrotnie w gronie kandydatów do pokojowej nagrody Nobla, choć ostatecznie jej nie otrzymał.

„… bo tu są ludzie którzy jeszcze / budzą się z krzykiem w środku nocy…”

W sierpniu 1981 r. w Hali Olivii w Gdańsku w pierwszą rocznicę „porozumień sierpniowych” odbył się Festiwal Piosenki Prawdziwej. Jednym z wykonawców zaproszonych do udziału w tym wydarzeniu był Andrzej Garczarek (znany m.in. z piosenki o Raskolnikowie). Garczarek w trakcie swojej prezentacji wykonał znakomitą piosenkę, w której nawiązywał do reakcji socjalistycznej prasy z „demoludów” na strajki Sierpnia ’80. Nie poprzestał na tym, lecz przywołał również wydarzenia odleglejsze, jak „praska wiosna” oraz „bratnia pomoc” czy niemiecka okupacja z okresu II wojny światowej. Tak na marginesie dodam, że jakiś czas temu Piotr Semka w jednym ze swoich artykułów powołał się na tę piosenkę, pisząc o tym jak gloryfikowano w „późnym NRD” pamięć o pruskiej (a właściwe szerzej: imperialistycznej) przeszłości Niemiec, a czemu dał wyraz autor piosenki pisząc o„pucowaniu pomników”.

Sierpień i wrzesień to miesiące, gdy różne wydarzenia z polskiej historii skłaniają wręcz do szukania analogii. Nic dziwnego, że i Andrzej Garczarek uległ tej sile skojarzeń, tworząc tę znakomitą piosenkę.

przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał
wrogów poszukam sobie sam
dlaczego kurwa mać bez przerwy
poucza ktoś w co wierzyć mam …?

niech się gazeta „Neues Deutschland”
wstrzyma z wstępniakiem o pomocy
bo tu są ludzie którzy jeszcze
budzą się z krzykiem w środku nocy

zaiste wielki to przyjaciel
znowu pucuje śniedź pomników
na wieczną chwałę i pamiątkę
pruskich kaprali Fryderyków

przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał
wrogów poszukam sobie sam
dlaczego kurwa mać bez przerwy
poucza ktoś w co wierzyć mam …?

jakim wy prawem o wolności
głosicie bracia w „Rudym Prawie”
wszak to od waszej nie ostatni
zwariował pisarz Ota Pavel

przebacz mi smutna Bratysławo
Hradcu Kralowy Zlata Praho
za śmierć jaskółki tamtej wiosny
i polskie tanki nad Wełtawą

przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał
wrogów poszukam sobie sam
dlaczego kurwa mać bez przerwy
poucza ktoś w co wierzyć mam …?

Tekst pożyczony ze strony: http://www.bspn.pl/archiwum/news/40  gdzie jest sporo informacjo o tej oraz o innych znakomitych piosenkach barda.

Żeby jednak nie pozostawić bez odpowiedniego komentarza naszego drugiego adwersarza w polityce międzynardowej należy przypomnieć inny występ z tego samego Festiwalu. Otóż Jacek Zwoźniak – jak sam zapowiedział, dość przewrotnie – zaprezentował piosenkę której tekst nawiazywał do wiersza „Bagnet na broń”, a muzyka do piosenki „Przyjdę do Ciebie niebieskooka…”. Sama piosenka nie była bynajmniej w tonie martylogicznym, lecz gorzko-przesmiewczym.

Kiedy przyjdą podpalić dom,
Jeśli ci zechcą go zapaskudzić,
To nie czekaj, aż zbudzi cię dzwon,
Bo się z ręką w nocniku obudzisz.

Czas odnowy, dla brudu pogardy,
Gdy dom sprząta się, myje i wietrzy,
Wciąż próbują nam naszczać do farby,
Jak takiego w łeb pałą nie zdzielić…?

Będą słali ulotki, instrukcje,
Opowiadać rzeczy i takie,
Że widzieli tu kontrrewolucję
Pełzającą pospołu z kułakiem.

Trza nam wytrwać w działaniu i trosce
I uważać, bo sprawa to drańska,
Lecz za dłonią wyciągniętą ku Polsce
W mordę lać, choćby była słowiańska!

Są w ojczyźnie rachunki krzywd,
Nadszedł czas, że pospłacać je trzeba,
Bo już w twarz nam nie będzie pluł nikt,
Choć publicznie by potem ubolewał.

I nie trzeba obstawiać się wojskiem,
Bo bez sensu dziś taka robota,
Lecz w tę dupę wypiętą na Polskę
Kopa dać, choćby była ze złota!

Od początku znów zacząć nam przyszło
I choć nieraz ku temu był sprzeciw,
Przyjdą czasy, że w kraju nad Wisłą
Będą mieszkać polscy poeci.

I nie spadnie nam z głowy korona,
Gdy tej zgrai, co Polski by chciała,
Nie będziemy cytować Cambronne’a,
Lecz powiemy: „Uo, takiego wała!”

http://www.tekstowo.pl/piosenka,jacek_zwo_niak,na_wszelki_wypadek.html

1 września 2009 r. – fragment przemówienia z uroczystości na Westerplatte

W dniu kolejnej rocznicy wybuchu II wojny swiatowej chciałbym przypomnieć fragment przemówienia wygłoszonego przez Prezydenta RP w dniu 1 września 2009 r. w trakcie uroczystości na Westerplatte:

Z Monachium trzeba wyciągnąć wnioski, które sięgają czasu współ­czesnego, imperializmowi nie wolno ustępować. Nie wolno ustępować imperia­liz­mowi, ani nawet skłonnościom neoimperialnym. Nie zawsze, tak jak w przy­padku Monachium, daje to tak szybkie i tragiczne rezultaty. Ale z czasem takie rezultaty przychodzą zawsze. To wielka nauka dla całej współczesnej Europy, dla całego świata. Rok po Monachium wybuchła wojna, poprzedził ją pakt z 23 sierpnia 1939 roku zwany paktem Ribbentrop-Mołotow. To nie był tylko pakt o nieagresji, to był także pakt o podziale wpływów w dużej części Europy.

(…)

My Polacy mamy prawo do dostępu do prawdy, dostępu do prawdy o spra­wach dla naszego narodu tragicznych i z tego nigdy zrezygnować nie mo­żemy. Głęboko wierzę, że Europa, cała Europa idzie właśnie w tym kierunku, w kierunku pluralizmu, wolności i demokracji, i prawdy nawet wtedy, gdy jest bardzo twarda. Bo my do swoich grzechów, o czym mówiłem przed chwilą, przyznać się potrafimy. Trzeba też potrafić przyznać się do grzechów i nie stawiać w jednej płaszczyźnie decyzji o zamordowaniu 30 tys. ludzi i epi­demii tyfusu lub innych chorób. To nie jest droga do pojednania. Droga do pojednania, która jest potrzebna nie tylko mojemu krajowi, ale i całej Europie.

całość: www.teologiapolityczna.pl

[Link] Ułani z Puszczy Nalibockiej w Kampinosie ’44

Zgrupowaniu „Góry” udało się przetrwać pół roku, broniąc polskich wiosek w Puszczy Nalibockiej. 29 czerwca 1944 roku, w związku z bezładnym odwrotem Wehrmachtu, Zgrupowanie Stołpecko-Nalibockie rozpoczęło marsz na zachód. Trzy kompanie piechoty (na furmankach), za piechotą tabory, a dalej ułani na koniach. Cztery pełne szwadrony liniowe, pluton łączności, kwatermistrzostwo, szpital polowy. Każdy strzelec i ułan w kompletnym przedwojennym umundurowaniu. Za nimi duszpasterstwo i uchodźcy cywilni. Kolumna długa na kilka kilometrów. Mając za przykrywkę kilku żandarmów z Rakowa, porucznik „Góra” udawał przed Niemcami, że Zgrupowanie to zaprzyjaźniony z nimi oddział.

(…)

W 1995 roku 27 Pułk Zmechanizowany z Braniewa (obecnie 9 Brygada Kawalerii Pancernej) przejął tradycje niezniszczalnego 27 Pułku Ułanów. Fotografia ostatniego dowódcy tych ułanów zawisła na honorowym miejscu w sali tradycji 10 lat przed oficjalną sądową rehabilitacją rtm. Zdzisława Nurkiewicza „Noc”, co daje piękne świadectwo o kadrze i żołnierzach tej jednostki wojskowej.

Całość:

http://www.polska-zbrojna.pl/home/articleshow/16831?t=Ulani-z-Nieswieza-a-Powstanie-Warszawskie

Shāh māt (شاه مات)

„Wszak polityka i wojna to tylko przedłużenie szachów innymi środkami”.

Piotr Gociek, Janek Poranek i jego goście [w:] P. Gociek, Czarne bataliony, Lublin 2014

Tytuł: „Checkmate” autor: meppol źródło: www.deviantart.com

tytuł: „Checkmate”
autor: Meppol
źródło: http://www.deviantart.com

Po marszu pamięci w hołdzie ofiarom niemieckiej masakry na Woli.

W trakcie marszu mającego upamiętnić masakrę mieszkańców Woli, oprócz świecy otrzymałem od organizatorów kartkę z biogramem:

EMILIAN SMOCHOWSKI, syn Michaliny i Władysława, urodził się 1 września 1882 r. w Kaliszu.

Był buchalterem. Mieszkał na Powiślu przy Al. 3 Maja 2.

Po Powstaniu trafił do obozu w Pruszkowie. Żona Celina Smochowska straciła z nim kontakt już w sierpniu 1944 r.

Odtąd ślad po nim zaginął.

Na tablicach z nazwiskami ofiar niemieckiego terroru, które właśnie postawiono koło cmentarza na Woli znajduje się ponad 50 tysięcy nazwisk. Każda z nich ma biografię, którą dałoby się zamknąć na takiej kartce wielkości pocztówki. Zwykłe życie. Tragiczna śmierć. Nierozliczona zbrodnia.

Cześć ich pamieci!

[15 sierpnia 1920] Okolicznościowe cytaty z epoki – wspólne interesy bolszewicko-niemieckie

Bogdan Musiał, Na zachód po trupie Polski, s. 40

(…) bolszewicy liczyli przy tym nie tylko na życzliwość ze strony Niemiec, ale wręcz na pomoc w wojnie z Polską. I nie bez przyczyny, jako że w Niemczech istniał silny ruch komunistyczny, a ponadto panowały gorące nastroje antypolskie. Wynikały one przede wszystkim z faktu, iż odrodzona Polska powstała częściowo na obszarach, które w XVIII wieku na skutek rozbiorów zostały wcielone do Niemiec (w szczególności korytarz gdański i ziemie wokół Poznania), ale chodziło także 0 Górny Śląsk, nienależący do Polski przedrozbiorowej. Do tego dochodziły tradycyjne antypolskie uprzedzenia, głównie we wschodnich Niemczech. Antypolskie nastroje były w Niemczech tak silne, że również niemieccy narodowi konserwatyści widzieli w Rosji Sowieckiej najważniejszego sojusznika w konfrontacji z pogardzana Polską. Wiosną 1920 roku generał von Seeckt, szef Sztabu Generalnego, opracował memorandum Deutschland und Russland [Niemcy i Rosja], W którym stwierdzał między innymi: „Tylko w ścisłym związku z Wielką Rosją Niemcy mają szansę na odzyskanie swej mocarstwowej pozycji […] i nie ma teraz żadnego znaczenia, czy obecna Rosja z jej wewnętrznym ustrojem podoba nam się, czy nie. […] Właśnie tego [Wielkiej Rosji] potrzebujemy – przyjaznego, silnego państwa, graniczącego z nami na sporym obszarze”. Tymczasem Polska była śmiertelnym wrogiem, który wyrwał dla siebie staropruskie wsie i miasta, pisał von Seeckt.

Niemieckie ministerstwo obrony uważało wówczas, że likwidacja Polski i odtworzenie wspólnej granicy niemiecko-radzieckiej jest warunkiem odzyskania dawnego statusu mocarstwa. I bolszewicy uwzględniali to w swoich planach. Latem 1920 roku Lenin stwierdził, że „w gruncie rzeczy niemiecka burżuazja jest za nami”. Na początku sierpnia Trocki wysłał telegram do Cziczerina: „Musimy wydrukować dużą ilość proklamacji w języku niemieckim do ludności Prus Wschodnich i Niemiec, wyjaśniających nasze żądania wobec polskiego rządu i wzywających niemieckich robotników, aby w żadnym wypadku nie przepuszczać do Polski wojsk ani zaopatrzenia. Taka odezwa mogłaby wychodzić od Kominternu”.

W rzeczywistości nie tylko Niemcy, ale także Czechosłowacja blokowałyby dostawy broni do Polski i bez zachęty ze strony bolszewików. Natomiast w głębi kraju komuniści organizowali akcje sabotażowe. Na Górnym Sląsku, w Gliwicach i Katowicach po 16 sierpnia doszło nawet do antypolskich wystąpień z udziałem niemieckich mieszkańców”.

[Literatura] 10 miesięcy w niewoli ISIS z optymistycznym finałem.

Wsród wielu informacji o terrorze tzw. Państwa Islamskiego na Bliskim Wschodzie znalazłem i taką historię, która miała optymistyczny finał.

Zacznijmy od początku:

http://www.dailymail.co.uk/news/article-2451424/Nicolas-Henin-Pierre-Torres-French-journalists-taken-hostage-Syria.html

9 października 2013 r. w mediach pojawiła się informacja, że dwóch francuskich dziennikarzy znalazło się w niewoli ISIS. Podano, że są to: Nicholas Henin – przebywający w Syrii jako korespondent czasopisma „Le Point” oraz Peter Torres ze stacji telewizyjnej „Arte”. http://www.dailymail.co.uk/news/article-2451424/Nicolas-Henin-Pierre-Torres-French-journalists-taken-hostage-Syria.html#ixzz3gPjPOMsl

20 kwietnia 2014 r. zakładnicy znaleźli się na wolności. http://www.dw.com/pl/uwolnieni-zak%C5%82adnicy-na-temat-bojownik%C3%B3w-pa%C5%84stwa-islamskiego-ogl%C4%85daj%C4%85-te-same-filmy-co-my/a-18306571

Natomiast w marcu 2015 r. byli zakładnicy wydali książkę. Jednak, nie były to, jak się można spodziewać wspomnienia, lecz bajka dla dzieci. Bowiem Henin i Torres przebywając w niewoli dodawali sobie sił do przeżycia każdego kolejnego dnia w takich ekstremalnych warunkach, pisząc książkę, którą z braku papieru spisywali na resztkach opakowań papierowych po żywności. Henin pisał (z myślą o swojej pięcioletniej córce), a Torres wykorzystywał swoje talenty plastyczne.

Książeczka została zatytułowana Papa Hérisson rentrera-t-il à la maison? (Czy tata jeż wróci do domu?) bo jak wspomina Henin, jeż jako bohater opowieści przyszedł mu na myśl, gdy czasami miał ochotę „zwinąć sie w kulkę” i  odizolować się od okrutnego świata.

B_QjuF6UsAA3wKx.jpg large

Książeczka z pięknymi ilustracjami miała wspaniałą akcję promocyjną, bowiem tytułowy jeż występował na plakatach w różnych rolach: jako VIP udzielajacy wywiadów, jako pracownik drukarni, jako jeniec, protestujący przeciw śmierci zakładników którzy nie zostali uwolnieni, czy wreszcie szcześliwie spędzajacy czas ze swoją rodziną.

B_q7sN3WEAACQZE.jpg large

B_zW0FKW8AAeBEr.jpg large

B_v1KjGW8AA_kKs.jpg large

B_kCHr_W8AAdPwQ.jpg large

B_BPUlpXAAEXdOf.jpg large

B-XLu8NCYAA4ikc.jpg large

B98feuMCUAAyFMB.jpg large

 

 

B8-WHZcIgAAfJgg.jpg large

B9ddWFNIMAE4bge.jpg large

B8wfCaNIIAAl7dR.jpg large

B8lZ7IvCcAAHarf.jpg large

 

Inne źródła:

http://m.wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,117915,17545494,Dziennikarz_przez_prawie_rok_byl_jencem__Dzihadi_Johna__.html

http://radioem.pl/doc/2388703.Byly-wiezien-IS-mowi-o-dzihadystach

http://www.rp.pl/artykul/1185229.html?print=tak&p=0

Powyborczo, ale międzynarodowo.

Wśród wielu newsów, które pojawiały się z okazji wyborów prezydenckich 2015, moim zdaniem zaginęło jedno wydarzenie. Wydaje mi się, że dość ważne:

Angela Merkel w gratulacjach złożonych na prezydenta-elekta Andrzeja Dudy napisała:

„Jesteśmy partnerami w Unii Europejskiej i NATO, wspólnie pracujemy nad umocnieniem europejskiego pokojowego porządku i rozwiązaniem kryzysu na Ukrainie. To, że dzisiaj stoimy tak blisko obok siebie, zawdzięczamy także gotowości Pańskiego kraju, by po niezliczonych niemieckich zbrodniach podczas drugiej wojny światowej wyciągnąć do Niemiec rękę w pojednaniu i partnerstwie”.

Ciekawe, zwłascza, że z dotychczasowej niemieckiej praktyki wynikało, że zbrodni w trakcie II wojny śwatowej dokonywali jacyś osobnicy o narodowości nazistowskiej. 🙂

PS. Warto też dodać, że władze rosyjskie tak bardzo chciały pogratulować zwycięzcy jako pierwsze, że na oficjalnym profilu Twitterowym życzenia pojawiły gdy liczenie jeszcze trwało 😀

Andrzej Duda has been elected President of Poland. Congratulations from Vladimir Putin

Jadwiga Jełowicka „W cieniu siedmiu wojen” – jest ebook!

Kilkukrotnie pisałem już na blogu o książce p. Jadwigi Jełowickiej „W cieniu siedmiu wojen”.

Dotychczas wspominałem o wersji drukowanej. Tym razem chciałbym poinformować, że pojawiła się jej wersja elektroniczna. Za jedyne 9.10 zł można ją kupić na stronie: http://virtualo.pl/cieniu_siedmiu_wojen/cursor_media_sp_o_o/p381i131613/?q=cursor (wersje .epub lub .mobi)

Pani Jadwiga Jełowicka, pochodzi z rodziny o dużych tradycjach patriotycznych, którą los rzucił na Kresy. Autorka dzieciństwo spędziła między innymi w Żytomierzu, a część wojny na Wołyniu. Następnie w przed sierpniem 1944 r. znalazła się w Warszawie, gdzie wzięła udział w Powstaniu.

Żytomierz Źródło: www.wikipedia.com

Żytomierz
Źródło: http://www.wikipedia.com

Namówiona przez znajomych i rodzinę spisała swoje wspomnienia. Obecne – drugie uzupełnione wydanie książki – zawiera oprócz wspomnień autorki także wspomnienia osób, które wspólnie z rodziną Jełowickich przeżyły trudne czasy pierwszej połowy XX w.

Książka „W cieniu siedmiu wojen”. To hołd złożony polskiemu kresowemu ziemiaństwu za jego postawę i ofiarność, zwłaszcza w latach 1917-1945. To swiadectwo trudnych czasów rewolucji bolszewickiej, odbudowy Polski po rozbiorach, tragedii 1939 r. i podwójnej okupacji, a także losów osób deportowanych na tereny Związku Radzieckiego, losów osób pozbawionych ich „ukochanych Kresów„. Ta książka pokazuje jak wielkie wydarzenia historyczne, wpływają przede wszystkim na losy pojedyńczych osób, rodzin.

148658

Autorka od razu, na początku książki wyjaśnia, skąd się wziął tytuł:

Siedem wojen!
1914 – I wojna światowa
1917 – Rewolucja bolszewicka
1920 – Inwazja bolszewicka
1939 – II wojna światowa i wtargnięcie Armii Czerwonej
1941 – Wojna niemiecko-sowiecka
1944 – Powstanie Warszawskie
1945 – Tak zwane wyzwolenie – gorsze niż wojna

Wszystkie te dramatyczne wydarzenia oraz trudne, lecz skromne życie w krótkim okresie pokoju między wojnami światowymi są opisane z dużą swadą, a dramatyczne wydarzenia przeplatają się z ciepłymi i pełnymi humoru wspomnieniami rodzinnego domu na Kresach.

Zawsze gdy piszę o tej książce staram się wkleić jakiś jej ciekawy fragment. Dziś „na tapetę trafi” wspomnienie z czasów „za pierwszego Sowieta” (czyli 1940 r.) :

Mydło gotowało się z łoju zwierzęcego. Do tego była potrzebna soda kaustyczna, kalafonia, a jak nie było kalafonii, to żywica. Pierwsze wyroby były mało udane, ale sprzedać je trzeba było, dlatego że ten materiał został zużyty, a nie byłoby za co kupić następnego. W każdym
razie tym praliśmy, tym się myliśmy, więc się nadawało do użytku. Teraz okazały się talenty handlowe Szczepka, który chodził po ludziach i mówił, że mamy mydło do sprzedania. I tak mówił: „Ono właściwie nie bardzo się pieni, ale bardzo dobrze brud zbiera”. Podziwialiśmy go za taką zdolność reklamy.

Był jeszcze drugi sposób zarabiania. Tatuś i Olo kupowali słoninę i jakieś mięso, potem Olo wiózł je do Lwowa. Było to bardzo niebezpieczne, bo handel mięsem był surowo karany. Modliliśmy się bardzo, żeby szczęśliwie dojechał i szczęśliwie wrócił. W ten sposób zaopatrywał
ciocię Marynię, ciocię Andzię, pewnie ciocię Micię, różnych znajomych i krewnych we Lwowie. Sprzedaż szła z ręki do ręki, w sposób względnie bezpieczny. To wszystko było bardzo uciążliwe. Raz Olo podpadł, a ponieważ był nieletni, wezwali Tatusia na NKWD. Myśmy truchleli: Boże, co z tego będzie. Po kilku godzinach Tatuś wrócił, troszkę się uśmiechał, byliśmy szczęśliwi, że wrócił. I pytamy: „Co było?”. A Tatuś mówi: „Zapytali mnie: Czy obywatel wie, że obywatela syn uprawia paskarstwo, handluje mięsem?”. „Nie, nie wiem”. „No to ja panu mówię, niech pan to załatwi, bo będzie źle”. „Dobrze, jak go zobaczę, to mu tak w skórę wleję, że popamięta”. I w ten sposób po prostu obronił Ola i siebie. Młodość i „głupota”, a także ojca „pomogło, że Tatuś dobrze mówił po rosyjsku i miał „praktykę” z czasów rewolucji.

Wszystkich zainteresowanych zapraszam do kupienia książki, a innych proszę o polubienie jej „profilu interentowego” na znanym portalu społecznościowym: https://www.facebook.com/siedem.wojen

Na koniec przypomnę fragment przedmowy Tadeusza Epszteina:

Rodzina Jełowickich spędziła dwudziestolecie we wschodniej części dawnej Galicji, która we wrześniu 1939 r. została wchłonięta przez Sowietów.

(…)

Autorka nie pomijają w swoich relacjach nawet bardzo trudnych tematów – cierpienia i śmierci swoich najbliższych. Jednocześnie sporo miejsca poświęciły zwykłym opisom dnia codziennego, ilustrując czytelnikowi najdrobniejsze sprawy: warunki mieszkaniowe, edukację, pracę zawodową, stosunki rodzinne, życie towarzyskie, odpoczynek i zabawy, sposób odżywiania, zmagania ze zdrowiem i higieną itd. Uderza w całej narracji, szczególnie Jadwigi Jełowickiej, pewien spokój i optymizm. Nawet w tych fragmentach, w których Autorka opisuje tragiczne wydarzenia wojny i okupacji, nie znajdziemy zaciekłości czy nienawiści do wroga, postaw zupełnie zrozumiałych w takich sytuacjach. Z pewnością upływający czas ułatwia spojrzenie na przeszłość z większym dystansem, ale tu dodatkowym sojusznikiem jest wiara Autorki, która pozwala jej widzieć głęboki sens nawet w najpoważniejszych doświadczeniach życiowych.

[z Twittera] Malcom jest zmartwiony…

O odwadze w epoce atomowej

Szczęśliwy święty Jerzy z rycerskiego siodła mógł dokładnie ocenić siłę i ruchy smoka pierwsza zasada strategii trafna ocena wroga Pan Cogito jest w gorszym położeniu siedzi w niskim siodle doliny zasnutej gęstą mgłą przez mgłę nie sposób dostrzec oczu pałających łakomych pazurów paszczy (…)

Ten fragment wiersza Zbigniewa Herberta wydaje mi szczególnie trafny, gdy zastanawiam się nad tym jak postęp techniczny wpłynął na oblicze współczesnej wojny. W dużym uproszczeniu wygląda to następująco: Dawniej, każdy kto brał udział w wojnie w równym stopniu ryzykował swoim zdrowiem i życiem. Stojac na polu bitwy w zasięgu wzroku widział przeciwnika. Wokół niego stali towarzysze broni. Gdy walczący zbliżali się do siebie każdy mógł być ofiarą, ale – pomijając różnice uzbrojenia – obydwie strony posługiwały sie znanym sobie arsenałem: ostrza, groty, a później proch strzelniczy. Wiele zależało od zręczności i wyszkolenia, a nawet władca, jak Ryszard zwany Lwie Serce mógł zostać śmiertelnie postrzelony z łuku (czy też kuszy).

A dziś, oczywiscie walka w bliskim kontakcie z przeciwnikiem dalej ma miejsce, co pokazują miogawki na przykład z Syrii. Ale zaryzykowałbym tezę, że nawet bez całego okrucieństwa wojny totalnej w dzisiejszych czasach do walki potrzeba dużo więcej odwagi niż kiedyś. I to bynajmniej nie dlatego, że ludzie są bardziej bojaźliwi, ale dlatego że środki walki skutecznie pozbawiły odwagi niegdysiejszych wojowników. Wydaje, że wszystko zmieniło się wraz z pojawieniem się karabinów maszynowych. Co prawda różnica jest nieznaczna, bo i dziś i dawniej chodziło o utratę życia, ale pewne bronie przerażają bardziej niż inne. Bardziej przeraża napalm, pocisk podkalibrowy i grzyby atomowe niż ostrza mieczy. Trudniej przedzierać sie przez góry, gdy wie się, że siedzący wygodnie wiele mil dalej operator przy komputerze może obserwować Ciebie przez kamery zamontowane na dronach.

Cenzura wojskowa…

Jedną z pierwszych scen „Paragrafu 22” Hellera, jest cenzurowanie przez Yossariana listów wysyłanych przez żołnierzy. Bohater doprowadza tę czynność do absurdu. Jednak prawdziwa cenzura wojenna z pozycji zwykłego cywila wygląda równie absurdalnie.

Ot choćby taki blankiecik:

Brytyjczycy w trakcie I wojny swiatowej wymyślili bowiem niezawodny, prosty i „idiotoodporny” formularz, w formie kartki pocztowej. Dzięki niemu żołnierze nie mieli żadnej możliwości umieścić w swoich listach jakichkolwiek informacji, które mogłyby by ujawnić wrogowi lub szpiegom tajemnice wojskowe (położenie jednostek, straty czy morale). Żołnierzowi nie pozstrało nic innego do zrobieni niż „niepotrzebne skreślić” i wpisać odpowiednie daty.

Niepokornym „korespondentom”, którzy nie będą chcieli podporządkować się takim ograniczeniom grożoni zniszczeniem karty pocztowej.

„Czołgi” przeciw wojskom Rzeczypospolitej, czyli hulajgrody na saniach pod Moskwą

W  publikacji zatytułowanej Moskwa w rękach Polaków. Pamiętniki dowódców i ofi­ce­rów garnizonu polskiego w Moskwie w latach 1610—1612 (Wydawnictwo Platan 1995 r.) znalazłem interesujący fragment Diariusza Samuela Maskiewicza…, który zacytuję:

„Die 4 aprila, Poniedziałek Wielkanocny, dano znać, że Proszewicki idzie w 15.000 wojska. Pan Struś ze swoim się pułkiem wymknął, aby szedł przeciwko niemu, a nie miał, jeno 500 koni w pułku. I tak przydawszy mu koni 200 pan Gąsiewski wyprawił go w imię Pańskie nań.

Potkał pan Struś Proszewickiego w mil 4 od stolicy, który z hulaj­grodami szedł, to jest na saniach wielkich wrota na kołowrocie stały mając dziur kilka w sobie dla strzelania z samopałów. Do tych sań każdych po 10 strzelców przystawiono, ci i sanie przed sobą pchną, i strzelają stanąwszy jak z zamurza. A takich sań tak wiele, jako tabor jego potrzebował, że wszędzie tak na zadzie, bokach jako i na przedzie taboru wkoło podle siebie były prowadzone.

Nie mając nigdzież dziury od taboru, nie lza było naszemu kopijnikowi, jeno spieszyć się z koni a rozerwać tabor; i tak uczynili. Wpadłszy za tym 700 człowieka, za pomocą Najwyższego pobili i pogromili nieprzyjaciela znacznie…”

Zwróćmy uwagę na fakt, że sanie wspomniane w powyższym fragmencie nazwane zostały „hulajgrodami”, a więc rodzajem machiny oblężniczej. Po drugie intere­su­jące jest, iż „wrota”, a więc tarcza, która osłaniała strzelców i posiadała odpo­wied­nie otwory strzelnicze została umieszczona na „kołowrocie” — który jak rozumiem pozwalał obracać tarczę w różne strony — w zależności skąd następował atak. Można wręcz powiedzieć, że pełniły funkcję czołgów lub transporterów opance­rzo­nych i to dostosowanych do działania w warunkach zimowych.

Co prawda walka w taborze nie jest niczym wyjątkowym w historii — tak walczyli husyci i tak też walczono na południowo-wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej. Jednak z użyciem przez wojska moskiewskie sań i to odpowiednio przygoto­wanych do walki, spotkałem się po raz pierwszy.

Jako bonus dorzucam niepoprawny politycznie obraz Matejki: Carowie Szujscy na sejmie warszawskim 29 października 1611 (źródło: Wikipedia).

PS. Z kalendarium zamieszczonego na końcowych stronach Moskwy w rękach Polaków wynika, że starcie mogło mieć miejsce 31 marca 1611 r.

Kot…

Bestya śmiertelnie groźna, nie tylko dla myszy… Czytaj resztę wpisu »