Bohater powieści Henryka Sienkiewcza o post-prawdzie lub „fake news”

Pisze Leon Płoszowski (bohater „Bez dogmatu” H. Sienkiewicza):

 

Nie lubię prasy i uważam ją za jedną z plag, trapiących ludzkość. Szybkość, z jaką zaznajamia ludzi z wypadkami, równoważy się pobieżnością informacyi, a nie wynagradza tego niesłychanego zbałamucenia opinii publicznej, jakie każdy, kto się nie uprzedza, musi dostrzedz. Dzięki gazetom, znikł ten zmysł, na mocy którego ludzie odróżniali prawdę od fałszu, zanikło poczucie słuszności, poczucie prawa i bezprawia, zło stało się bezczelnem, krzywda poczęła przemawiać językiem sprawiedliwości, słowem: ogólna dusza ludzka stała się niemoralna i oślepła.

O cenzurze, tyle że „za cara”.

Ferdynand Hoesick, Ze wspomnień o cenzurze rosyjskiej w Warszawie (rok wyd. 1929):

  • na przełomie 1904/1905:

(…) rzekł mu Olchowicz, skarżąc się wogóle na cenzurę warszawską, która zdaje się zapominać o tem, ze sytuacja się zmieniła zasadniczo, ze przecież jesteśmy w przededniu Konstytucji…

Na ten wyraz „Konstytucja” Jaczewski zamyślił się trochę, poczem, ważąc każde słowo, rzekł spokojnie:

– Mnie się zdaje, ze licząc tak bardzo na Konstytucję w Rosji, nie orjentują się panowie dostatecznie w sytuacji. Mojem zdaniem, możecie na takiej Konstytucji bardzo się zawieść. Proszę nie zapominać, ze póki Polacy w Królestwie mają do czynienia z rządem absolutnym, to zawsze mogą liczyć na zmianę kierunku w tym rządzie. Może być rząd raz taki raz inny, może być rząd rusyfikatorski, ale może być i rząd liberalny, na co się właśnie w tej ciężkiej dla Rosji chwili zanosi. Co innego, gdy będziecie mieli do czynienia z Rosją konstytucyjną, z parlamentem rosyjskim, wyłonionym z woli ludu. Wtedy już nie będzie o waszych sprawach decydował rząd, ale naród rosyjski, a polityka narodu rosyjskiego będzie nacjonalistyczna. Po nacjonalizmie zaś rosyjskim nie możecie się spodziewać niczego innego, tylko polityki rusyfikacyjnej, dążącej do „abrusienja” kresów.

[Cytat] Roger Scruton o sporcie.

Roger Scruton, Przewodnik po kulturze nowoczesnej dla inteligentnych, Wydawnictwo Thesaurus 2006
s. 55—56

A zatem jeśli mamy żyć w sposób właściwy — nie tylko używając świata, lecz kochając go i ceniąc — musimy kultywować sztukę znajdowania celów tam, gdzie moglibyśmy znaleźć tylko środki. Musimy uczyć się kiedy i jak odsu­nąć na bok nasze interesy, nie powodowani nudą czy niechęcią, lecz bez­interesowną namiętnością, kierującą się ku samej rzeczy.

Tak więc największe znaczenie w naszym życiu mają uroczyste okazje, kiedy łączymy się z innymi ludźmi, oddając się wraz z nimi jakimś bezcelowym czyn­nościom. Sport (a zwłaszcza sport traktowany jako widowisko) jest wy­mownym tego przykładem. Spójrzmy na pierwszy okres rozkwitu naszej cywilizacji w starożytnej Grecji, a już tam znajdziemy sport obecny w samym centrum życia społecznego, stanowiący ognisko więzi społecznej, przegląd militarnej sprawności i pobożny trybut składany bogom. Pindar pisał u­two­ry wysławiające zwycięzców igrzysk panhelleńskich, ale jego ody nie są re­la­cja­mi z ulotnych zwycięstw różnych zawodników. Opisują bogów i ich dzie­je, inwokacje, mające za cel przyzwanie boskiej obecności w tym akurat miejscu i czasie i wzniosłą celebracje tego, co oznaczało bycie Hellenem po­śród Hellenów, ludzi, których łączą wspólny język, historia, bóstwa i fatum. Ukazują nam one widza jako jednego z uczestników. Widzimy, że jego pełne podniecenia okrzyki dochodzą z samej głębi jego społecznej istoty jako wkład do toczącej się akcji i pewnego rodzaju rozrywka o charakterze re­li­gij­nym. Gdziekolwiek istnieje prawdziwa wspólna kultura, sport jest zawsze główną jej częścią, a radosna obfitość uczuć religijnych przenika całe to wydarzenie — a to dlatego, ponieważ na hipodromie obecni są także bo­go­wie, żywo dopingujący swych faworytów. Współczesny mecz piłki nożnej różni się pod wieloma względami od starożytnego wyścigu rydwanów, a najważniejszą różnicą jest tu brak intencji religijnej. Niemniej jednak ist­nie­ją też ważne analogie. Najłatwiej daje się to zaobserwować w przypadku Ameryki, z jej zwalistymi zawodnikami walczącymi ze sobą, niczym zakuci w zbroje rycerze, o każdy cal boiska, z jej ryczącymi tłumami, ogarniętymi świątecznym nastrojem, z jej cheerleaderkami podskakującymi i wy­ma­chu­ją­cymi rękoma, zgodnie z układem choreograficznym, któremu towarzyszą dziewczęce okrzyki, z jej jazzowymi zespołami i grupami maszerujących ludzi przyodzianych w uniformy, powiewających sztandarami i trzymanymi w rę­kach chorągiewkami. W takich wydarzeniach widzimy pewnego rodzaju zbio­ro­wą euforię, która jest uniesieniem, ogarniającym również społeczność fanów. Mamy tu niemal powrót do tego samego doświadczenia człon­ko­stwa, które opisałem w rozdziale drugim, a jeśli nawet bogowie nie biorą w nim udziału, to wyczuwa się ich obecność: zmartwychwstających z gro­bów i spoglądających z nieśmiałą fascynacją spoza kurtyny naszego zapomnienia.

[Cytat] Odwieczne puszcze wcale nie takie odwieczne.

archeowiesci.pl/2016/06/12/dziewiczosc-dawno-utracona-subskrypcja/

Międzynarodowy zespół badaczy podsumował wpływ dawnych ludzi na środowisko naturalne. Ich zdaniem dziewiczych krajobrazów już nie ma na świecie, a większość z nich zniknęła tysiące lat przed rewolucją przemysłową.

(…)

Preferowane przez ludzi gatunki coraz częściej przedostawały się do lasów i zmieniały ich roślinność. Samo zajęcie Brytanii przez Rzymian zaowocowało pojawieniem się tam co najmniej 50 nowych gatunków roślin.
Jak podkreślają autorzy badań, danych archeologicznych nie wykorzystywano dotąd w dyskusjach dotyczących ochrony przyrody, co utrudniało uzyskanie odpowiedniego obrazu rzeczywistości. Według Boivin należy raczej skupić się na dbaniu o czyste powietrze i wodę, a nie na przywracaniu planety do dawnego stanu. To ostatnie jest już bowiem niemożliwe nawet w odniesieniu do obszarów, które wydawały się dziewicze.
Należy do nich chociażby Puszcza Amazońska. W rzeczywistości spore fragmenty tego lasu już setki lat temu były zajęte przez pola i sady. Zarosły one stosunkowo niedawno, gdy większość mieszkańców tych ziem wymarła na przywleczone z Europy choroby.

Roger Scruton o nacjonaliźmie niemieckim.

[Źródło]

Roger Scruton:

[Niemcy] Postrzegają nacjonalizm jako zagrożenie dla świata. A prawda jest taka, że to niemiecki nacjonalizm jest zagrożeniem dla tegoż świata. Takim zagrożeniem nie jest żaden inny nacjonalizm. Czy świat kiedykolwiek był zagrożony przez polski nacjonalizm? Albo przez nacjonalizm czeski? Szkocki? To jest zwykły nonsens! A niemiecki nacjonalizm dwukrotnie zagroził światu, za każdym razem doprowadzając go niemal do zniszczenia. Niemcy nie potrafią przyznać, że problemem nie jest zjawisko nacjonalizmu, tylko jego niemiecka odmiana.

[Cytat] Mąż stanu czy polityk…

Christine Ockrent i Alexandre de Marenches, Sekrety szpiegów i książąt, Editions Spotkania, 1992

Jedną z niewielu rzeczy, których nauczyłem się w życiu, jest świadomość, na czym polega różnica między politykiem a mężem stanu. Tylko mąż stanu gro­ma­dzi wiadomości złe. Polityk boi się ich i dlatego tak niewielu jest mężów stanu. Polityk to przede wszystkim ktoś, kto handluje dobrymi no­wi­nami. Nie wiem, czy widzi życie w kolorze różowym, ale za pomocą swych demagogicznych i innych obietnic próbuje sprawić, by wyborca uwierzył, że jest różowe. Mąż stanu, taki jak choćby Churchill, przy pierwszej spo­sob­ności, jeśli sumienie tak mu dyktuje, obiecuje pot, krew i łzy.

„Także też przeciwko tem i przeciwko temu powstaniemy…”

http://palus-sarmatica.pl/index.php/lista/272-konfederacja-dokument

Także też przeciwko tem i przeciwko temu powstaniemy, któryby bez wiadomości senatu koronnego i tych, którem to podług tego prawa i zwyczajów starodawnych należy, za pieniądze od kogo inszego niż od rzeczypospolitej wzięte, żołnierze pisać albo osobne jakie z postronnemi pany porozumienie mieć, poselstwa i listy od nich osobnie słać, abo posłane przyjmować chciał, abo z postronnych państw ludzie do korony u wielkiego księstwa litewskiego i ziem jej należących wwodzić, abo osoby jakie towarzystwa, bunty, praktyki, związki z kimkolwiek tak w postronnych ziemiach, jako w Koronie Polskiej i Wielkim Księstwie litewskim przeciwko pokojowi i bezpieczeństwu pospolitemu czynić ważeł się. Tak też przeciwko tem wszystkiem i każdemu z osobna, któryby króla porządnie i wolnie obranego i electiej po zamknieniu jej sprzeciwił się. Obiecując królowi temu to tak obranemu wszelaką wiarę, uczciwość posłuszeństwo i służby przystojne i uczciwe zawżdy oddawać, (…)

Paul Cazin – chrześcijanin, żołnierz, humanista.

wwmonkeymountain019js.jpg

Głos powiedział do mnie: „Spełń swój obowiązek, lecz spełń go bez złudzeń. A dasz się omamić swojemu obowiązkowi, jeśli wyobrażasz sobie, że spełnienie go ma wielkie dla ciebie znaczenie i przynosi ci ogromną korzyść.

Tak pisał Paul Cazin (francuski polonista i tłumacz literatury polskiej żyjący w latach 1881–1963), gdy w roku  1915 roku znalazł się w okopach.  Nie uważał jak niektórzy, że bierze udział w „ostatniej z wojen”. Stałe zagrożenie życia i okropności wojny znosił pokornie, wykonując swoje żołnierskie obowiązki i dając przykład podwładnym w kompanii (jak pisał: 68 ludzi i 4 kaprali). Chwilami wytchnienia była dla niego lektura Biblii i Homera.

post-23884-1224498180

Swoje zapiski i refleksje umieścił w 1919 roku w zbiorze zatytułowanym „Humanista na wojnie”. Poprzedza je piękną inwokacją:

Wraz ze mną wyruszyłaś na wojnę, błogosławiona karmicielko moich młodych lat, Starożytności. W polowej torbie niosłem was z sobą Mistrzowie lutni boskiej i świeckiej, między chustkami i sucharami, zagubionych lub ukrytych w zakamarkach moich ładownie. Pomagaliście mi unikać pomyłek i z godnością przejść czas prób. Dzięki wam udało mi się zmóc nudę i lęk śmiertelnych godzin — gdyż umysł swój powierzyłem zawiłym filologicznym komentarzom, a serce podmuchowi poetyckich parafraz. Ale zawdzięczam wam przede wszystk im to, że pośród zgiełku alarmów pozostałem uczciwym człowiekiem. Wasze potężne wizje skryły przede mną pospolitość grozy, a śpiewy wasze nakazały zamilknąć pokusie. Gdy otoczyły mnie ciemności i ogarnął lęk przed śmiercią, wy podaliście mi „skrzydła gołębicy”.

 

Assaut

http://www.passioncompassion1418.com/citations/english_citations.html

Gdy o zmierzchu wchodzimy do okopów, gdy trzeba mówić cicho i rzucać na ziemię papierosy, gdy rakiety unoszą ciemne brzegi horyzontu, jakby noc odmykała swe powieki i spoglądała na nas swą wypłowiałą źrenicą — o czymże myśli ten gruby prostak, który ssie swój wygasły niedopałek?

— Daj swój karabin — mówi słabemu, który wlecze się obok niego.
— W porządku, nie jestem zmęczony. Nie odczuwam go wcale.
— Daj swój karabin, powiadam ci, doznasz ulgi.

I tak zobaczyłem jednego, który niósł cztery karabiny. „Pewien Cyrenejczyk przechodził tamtędy…”

25Sept1915

http://www.passioncompassion1418.com/citations/english_citations.html

PÓŁ DO PIERWSZEJ

Słońce upalne. Sunę na czworakach, by skontrolować najbardziej wysunięte pozycje, stanowiska podsłuchu. Moje łobuzy mają dziwny sposób podsłuchiwania. Znajduję ich śpiących na dnie leju po granacie, z rozłożonymi kolanami i z karabinami na brzuchu. Prawdziwy obraz apostołów z Ogrodu Oliwnego — gdyby nie ta broń! Diabeł na szczęście także śpi.

 

Po prostu: Polecam.

[Cytat bez związku] Roger Scruton, Pożytki z pesymizmu…

Roger Scruton, Pożytki z pesymizmu i niebezpieczeństwa fałszywej nadziei:

Za żarliwą retoryką Manifestu komunistycznego, za pseudonaukową teorią wartości jako nakładu pracy i za klasową analizą historii ludzkości kryje się jedno źródło emocjonalne – niechęć do tych, którzy czują się dobrze. W zwykłym świecie kompromisów, świecie „my”, które stoi na drodze transcendentnego „ja” rewolucji. Aby zniszczyć tych ludzi, trzeba zbudować zmilitaryzowany trzon państwa – partię, komitet czy po prostu armię, która nie zadaje sobie trudu ukrywania swojej wojskowej funkcji. Ten trzon będzie miał władzę absolutną i będzie działał poza prawem. Prawo zostanie zastąpione wersją potiomkinowską przywoływaną w sytuacjach koniecz­ności przypomnienia ludziom o najwyższym celu, który rządzi ich ist­nie­niem. Prawo potiomkinowskie nie będzie wycofane i nieśmiałe jak prawo cywilizowanych społeczeństw, które istnieje właśnie po to, aby jak naj­rza­dziej musiało być przywoływane. Prawo to będzie wydatnym i wszech­obecnym elementem społeczeństwa, nieustannie przypominanym i pod­su­wa­nym pod oczy, aby nadać wszystkim poczynaniom partii rządzącej aurę niepodważalnej prawomocności. „Awangarda rewolucji” wyprodukuje więcej urzędowych formularzy i pieczęci niż obalony przez nią reżim, a miliony ludzi wysłanych na śmierć otrzymają opatrzony sankcją państwa dokument potwierdzający, że postanowienie o zakończeniu ich życia było słuszne i oficjalnie wydane.

W ten sposób nowy porządek będzie zarazem cał­ko­wi­cie bezprawny i cał­ko­wi­cie ukryty za fasadą prawa”. Awangarda zaczyna od wyznaczenia grupy, klasy lub rasy winowajców. Grupie tej zostaną odebrane owoce jej sukcesu i będą albo zniszczone, albo rozdane między zwycięzców. Członków tej grupy podda się upokorzeniu, a nawet sprowadzi do stanu bliskiego zwie­rzę­ce­mu, aby pokazać, jak daleko sięgała ich wcześniejsza arogancja. Gułag i obóz śmierci w sposób naturalny wyrastają zatem z przejęcia władzy. Obozy robią z więźniów ludzkie śmieci; a tym samym pokazują im, że byli niegodni swoich dawnych przywilejow. Utopijny impuls nie poprzestaje na po­zba­wie­niu swoich ofiar materialnymi… Dąży do pokazania im, że nigdy nie zasługiwali na najmniejszy choćby udział w ziemskich dobrach i że ich śmierć budzi nie większy żal niż każdego innego typu robactwa. Wzorcowe było pod tym względem upokorzenie królowej Francji Marii Antoniny, którą oskarżono o wszelkie możliwe zbrodnie, łącznie z kazirodztwem, aby przed­stawić ją jako niegodną miana człowieka. Upokarzanie ofiar również jako dowód na transcendentną wartość nadziei, których urzeczywistnienie unie­możli­wili ci ludzie. Wskazuje to na bardziej religijny polityczny sposób myślenia: ofiarna śmierć oczyszcza wizerunek utopii i oczyszczenie należy bez końca powtarzać.

[Słowo i obraz] Malczewski feat. Sebyła

Skojarzenia: Koniec roku. Koniec życia.

smierc_2
http://www.pinakoteka.zascianek.pl/Malczewski_J/Images/Smierc_2.jpg

 

WŁADYSŁAW SEBYŁA

POGRZEBNY

W nieznanym zatonięty,

przez ciemność pochłonięty,

uniesiony wysoko

broczysz nocną posoką,

płyniesz w nieznane strony,

gdzieś będziesz pogrzebiony,

gdzieś będziesz pochowany,

w ziemi śniegiem usłanej,

w ziemi mocno ubitej,

w nocy niebem przykrytej,

odczłowieczony.

 

Otoś już zwyciężony,

już przedzwoniły dzwony,

płaczliwy śpiew cię prowadzi

ku ostatecznej zagładzie,

w granice nieruchome,

w te piachy niewiadome,

osypujące trumnę

ziaren szemraniem szumnem,

między jałowców korzenie

uporczywym rośnieniem

jakże rozumne.

Gdzieś odszedł?

Gdzieś podążył?

Jaki cię mrok okrążył?

Jakaż to nocna siła

tak cię odczłowieczyła,

żeś pod jej możnym skinieniem

nieczułym stał się kamieniem?

Te nosze litościwe

tylko ścierwo nieżywe

niosą w dzwonnym pogwarze

ziemi położyć w darze,

ziemią ciężko przywalić,

ziemią od słońca oddalić,

od gwiazd rozkwitłych na niebie,

od ciebie.

„Droga” 1933 nr 4

 

« Older entries