Konfrontacja poetycko-wizualna – część IV


WARSZAWA ŚRÓDMIEŚCIE – MILANÓWEK,
GODZINA 23.42

Przez Warszawę Zachodnią jechały pociągi
Wiały przez nie ostatnie zimowe przeciągi

I jak żywa osoba śnieg szedł przez wagony
Miał swój orszak – to były kawki i gawrony

To były suche olchy wierzby te wzdłuż torów
Przez Zachodnią Warszawę Ursus i Jaktorów

IMG_0154vbbbb

Na podłodze leżała zgwałcona dziewczyna
W gazecie było foto – we krwi trup Rywina

To były suche olchy zamarznięte stawy
To był ostatni pociąg jak sztandar Warszawy

Kosmos żywa osoba wchodził do wagonów
I była wokół wieczność wysokich peronów

I ci co tam jechali to w wieczności spali
Tu nad każdym gwiazdeczka kiedyś się zapali

 Pieter_Bruegel_the_Elder_-_Winter_Landscape_with_Skaters_and_a_Bird_Trap_(detail)_-_WGA03335

O Mazowsze ty moja rodzinna kraino
Ja nie wiem za co teraz twoi chłopcy giną

I czas tu jest jak czaszka – strzaskana i pusta
I zamieć szła wzdłuż torów i płakała w chrustach

Niż ten płacz ja innego nie chcę mieć pomnika
W gazecie było foto – we krwi trup Michnika

Już zbliżają się światła smutnego Brwinowa
Jutro będzie w gazecie jakaś inna głowa

Lecz kto jak ja – w krainie tej jest urodzony
Tego w wieczność zawiozą te same wagony

1 marca 2003 roku

train04

Poprzednie odcinki konfrontacji poetyckich:

czyli m.in „Pierwszy, wszechświatowy, międzyepokowy Slam poetycki…” https://bestiariusz.wordpress.com/2015/04/06/slam-poetycki/

i kolejne:

https://bestiariusz.wordpress.com/2015/04/13/konfrontacje-poetyckie-ii-milosz-versus-herbert/

https://bestiariusz.wordpress.com/2015/04/21/konfrontacjha-poetycka-nr-3-herbert-vs-gajcy/

Reklamy

Franciszka Karpińskiego pieśń do świętych polskich z Roku Pańskiego MDCCXCII.

PIEŚN

do świętych Polakòw, Patronów Polski

Swięci! niebieskiey mieszkańce krainy,
Do was bieżemy, wczasie złey godziny,
Ktorych za własnych wspołziomków ogłasza,
Oyczyzna nasza.

Po teyże ziemi z namiście chodzili;
Z tych samych źrzòdeł wodę naszą pili,
Polka was matka mlekiem swym karmiła,
Rola żywiła.

Wspomniycie Bracia! na wasze rodaki,
Xiążęta niebios, na liche żebraki!
Dobrego Boga błagaycie za nami,
Swemi proźbami.

Jeżli głód, woyna, i powietrze srogie,
Nawiedzić zechce Królewstwo ubogie,
Brońcie nas stoiąc na kraiu granicy:
Święci strażnicy.

Boże! ta proźba będzie uiszczona,
Jako przez twoich Przyiacioł czyniona,
I zasługami wiecznemi wspierana
Chrystusa Pana

Pieśń opublikowana w 1792 roku

http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/doccontent?id=1370

VIS i rewolucja.

Andrzej Bobkowski „Coco de Oro”

— 3 czerwca 1954 [Gwatemala]

(…)

Atmosfera jest naładowana i odbezpieczona. Amunicję rewolwerową można już kupić tylko na czarnym rynku. Jeden z moich znajomych oferował mi dzisiaj polskiego oryginalnego visa za 70 dolarów. Serce mi się krajało, że nie miałem dosyć pieniędzy, żeby kupić to cacko. W doskonałym stanie, jak nowy. Najprawdopodobniej przywieziony tu przez jakiegoś byłego oficera niemieckiego. A może to już z tych nowych zapasów broni, które w maju przypłynęły ze Szczecina?

 

Dlatego lubię wracać do Bobkowskiego, tak jak i do Herbert lub Grudzińskiego. Dlaczego? Zawsze znajdę jakiś fragment, którego nie zauważyłem wcześniej. Ot choćby taki. Nie mogłem się wręcz powstrzymać, żeby nie wrzucić stronę Bestiariusza kulturalnego takiego cytatu.

Czołga się, a więc jest to smok.

Czołgi FT-17 Renault pod Dźwińskiem (Dyneburgiem). Źródło: Wikipedia

„W sztabie Armii gen. Hallera i wśród oficerów Polaków przydzielonych do pułku zastanawiano się, jaka nazwę należy nadać pierwszej polskiej jednostce pancernej najnowocześniejszej wówczas i zwycięskiej broni I wojny światowej” napisał w 1969 roku w Londynie mjr Bogdan Jeżewski, ówczesny podchorąży tego Pułku. „Nazwa francuska chars blindés albo chars d’assaut, przetłumaczalna na język polski jako pułk rydwanów lub wozów pancernych czy szturmowych nie była przyjęta. Ówczesna nazwa angielska tank miała już w języku polskim inne znaczenie. Ten wóz pancerny dzięki gąsienicom mogący się poruszać po bezdrożach, pokonujący naturalne i sztuczne przeszkody podobny był do czołgającego się smoka. Nic więc dziwnego, że gdy z projektem nazwy czołg wystąpił por. Władysław Kohutnicki […] została ona przyjęta i zatwierdzona, a smok ponadto stał się godłem pułku przez cały czas jego istnienia. Obok więc nazwy francuskiej (która przetrwała do 15 października 1919 roku, to jest do przejścia pułku pod dowództwo polskie), pojawiła się nazwa polska: 1 pułk czołgów, początkowo z dodatkiem – polskich”?

cytat: Polska zbrojna. Historia nr 1/2, 2017

 

Scruton radzi co pić by filozofować :)

Roger Scruton, Piję więc jestem. Przewodnik filozofa po winach, Wydawnictwo Aletheia, 2011

Dodatek. Co pić do czego.

(…)

Na poboczu naszej drogi widuję puszki po piwie, butelki po wodzie i po whisky oraz kanony po sokach, ale nigdy nie widziałem butelki po winie. Jeżeli zezwierzęcenie można złożyć na karb jakiejś zezwierzęcającej mikstury, to i w taktownym zachowaniu naszych amatorów wina wypada dostrzec świadectwo cnoty moralnej trunku, który piją.

PLATON. Wśród dialogów Platońskich zawsze znajdziemy odpowiedni do dowolnie wybranego wina. Szlachetny klaret poprowadzi nas w należycie niespiesznym tempie przez Państwo, podczas gdy przy lekturze Fajdrosa bardziej odpowiednim towarzyszem jest lekkie rosé, a znów Filebowi sprawiedliwość odda wyłącznie przenikliwie wytrawna manzanilla. Prawa skorzystają dzięki krzepkiemu burgundowi, który natchnie odwagą i zapali zielone światło nieuchronnej woli czynienia opuszczeń. Natomiast w przypadku wzniosłej x, wprost przeciwnie, tylko trunek lekki i półsłodki pomoże uchwycić cząstkę wesołości kompanii i przepić do każdego uczestnika w chwili, kiedy wstaje, by przemówić.
U Homera wino jest zawsze słodkie, chociaż poeta porównuje je bodaj chętniej do pocałunków i miłych słów niż do dojrzałych granatów. Jakikolwiek gust miał Homer, nowoczesny zwyczaj wymaga, aby wina słodkie były skoncentrowane, gęste, o wydatnym miodnym nosie i by niczym syrop spływały długo i kleiście w wyschnięte gardziele, Wina półsłodkie tego rodzaju, jakie uwodziły moje podmiejskie ciotki, traktuje się półpoważnie i niemal nikt nie znajduje dla nich zastosowania ani jako trunków samych w sobie, ani jako dodatku do posiłku.

Jedną z ofiar tego uprzedzenia jest vouvray, wino robione na północ od Loary na 5000 akrów winnic w rozległej dolinie Brenna. Stary zwyczaj zezwala na tłoczenie wina wytrawnego, słodkiego bądź półsłodkiego w zależności od sezonu. Podstawowym surowcem są jagody chenin blanc, wzbogacane niekiedy dodatkiem arbois lub sauvignon, samo wino, jeżeli jest słodkie, dojrzewa przez długie lata, osiągając niezwykle wielowarstwowy smak – zwłaszcza gdy powstało z jagód wysuszonych przez pleśń szlachetną potraktowanych tak, jak robią to z sémillon w Sauternes. Cukier w wyrafinowanym vouvray jest integralnym składnikiem budowy wina, podobnie jak ornamenty na klasycznej fasadzie. Jego żłobkowane mineralne kolumny, zwieńczone kwietnymi kapitelami, przywodzą na myśl solidną podstawę argumentacji tego rodzaju, jaką zawsze zamierzał przedstawić Platon, złożoną ze zrozumiałych pytań i zaskakujących odpowiedzi. Za to zawsze trzeba cenić Platona nie dlatego, że wyciągał słuszne wnioski, lecz dlatego, że próbował dowieść, iż inne są błędne.

Dionizos i Ariadna (wikimedia.org)

 

ARYSTOTELES. Czytelnicy Metafizyki z pewnością zrozumieją, jeżeli powiem, że jedynym możliwym napitkiem przy tej lekturze jest zwykła woda. Przełkniecie najbardziej suchej ze wszystkich książek w dziejach wymaga mnóstwa płynu i iście spartańskiego hartu w walce ze słowami. Przed otworzeniem Analitykpierwszych warto zaopatrzyć się w imbirowe biskwity. Tylko Etyka nikomachejska jest nieco łatwiejszym zadaniem i do niej jako księgi zawierającej argumenty absolutnie kluczowe w kontekście zaproponowanej przeze mnie koncepcji picia cnotliwego zaleciłbym uroczysty kieliszek lub dwa. Z Etyki skorzystałem w istocie najwięcej przy udziale butelki sauvignon blanc z posiadłości Beringera w Kalifornii jednej z tych założycielskich piwnic kalifornijskich, które zawsze, i przed prohibicją, i po niej, były synonimem dobrego rzemiosła.
(…)

Majmonides tak samo jak Awerroes pragnął służyć ludzkości i wskutek tego on również sporą część życia spędził na wygnaniu. Zgodnie z najzupełniej rozsądną zasada: „najpierw Żydzi” lwią część energii twórczej poświęcił wielkiemu dziełu Powtórzenie Tory, zbierając i komentując wszelkie reguły prawne zawarte bądź utajone w świętych tekstach i w tradycji. Natomiast Przewodnik błądzących jest księgą adresowaną do wszystkich i obok Platońskiej Obrony oraz Boecjuszowego O pocieszeniu należy do tych dziel filozoficznych, które prawdziwie krzepią ducha. Książkę tę pierwszy raz czytałem w l979 roku w Polsce. W epoce komunistycznej wizyta w Polsce wymagała zaiste hartu moralnego. Ilekroć zdarzał się cud i z budki opatrzonej szyldem zapowiadającym piwo zdejmowana okiennice, natychmiast ustawiała się trzystujardowa kolejka spragnionych. W betonowych bunkrach, które udawały, że zaopatrują proletariat w żywność, w sposób najzupełniej losowy i nieprzewidywalny trafiał się bułgarski sikacz. Posiadacz waluty zachodniej mógł dołączyć do kolejki przed tuzexem (czechosłowacki odpowiednik Pewexu), czyli sklepem. w którym nomenklatura wymieniała przywileje na dobra konsumpcyjne, gdzie, wcale nie tanio, można było dostać whisky, a czasem nawet liche wino hiszpańskie. Na ogół jednak, zwłaszcza na prowincji, trzeba było pokrzepiać się wytwarzana przez państwo wódką. Nadzieja na znalezienie odrobiny wermutu w celu zabicia szpitalnego posmaku wódki była wątła, a jeżeli już się trafił, to ciepły i podawany w ilościach mających uciszyć wszelkie narzekania. Ogólna strategia „władz”, jak komicznie się określały, polegała na wytwarzaniu społecznego kaca tak ciężkiego i uporczywego, by zagłuszył wszelkie bolączki codzienności. Po czterech dniach spędzonych w takich warunkach na prowincji dzień z Majmonidesem w parku okalającym krakowską starówkę był prawdziwym błogosławieństwem. l jakimś trafem w restauracji, do której udałem się wieczorem, aby dokończyć lekturę, mieli dostawę jugosłowiańskiego cabernet sauvignon. Była to najwyżej namiastka wina. Niemniej pomogła mi zrozumieć, że via negativa uważana przez Majmonidesa za jedyna drogę do poznania Boga, a prowadzącą do tego najwyższego celu przez odrzucenie wszystkich orzeczników z naszego języka, o których kolejno dowodzi się, że nie mają ani nie mogą mieć zastosowania do Bytu Najwyższego, ten zaś nawet nie jest bytem, lecz tylko nie jest niebytem – że ta via negativa musi się gdzieś zaczynać. Więc dlaczego nie na dnie kieliszka wina, gdzie niczym muszki owocowe zlatują się nieprzeliczone orzeczniki, czekając na zastosowanie? W tej sytuacji zasób orzeczników szybko znikał i kieliszek wymagał stałego uzupełniania, zanim dowód został ukończony i poprzez gęstniejącą mgłę wejrzałem w nienieistnie Boga.

(…)

BERKELEY; Jeżeli już ktoś musi wchłonąć Berkeleya, niech go popije szklanką dziegciu i na tym zakończy.

(…)

KANT. Chociaż tytuł tej książki (za pośrednictwem Monty Pythona) podsunął Kartezjusz, to Kant sprawił, że zaczęła powstawać. Znajomy zapytał mnie, co u licha mogłoby znaczyć to, że istnieje „kieliszek sam w sobie”, byt noumenalny, którego nie da się ująć zmysłami, a który objawia się tylko „spojrzeniu znikąd”, „naoczności intelektualnej” przysługującej wyłącznie Bogu. Napełniłem kieliszki białym Hermitage Chante Alouette od Charpoutiera ze znakomitego rocznika 1977, którego wyczerpania głęboko żałuję. Następnie przeprowadziliśmy eksperyment polegający na tym, że najpierw przyjrzeliśmy się winu pod światło, powąchaliśmy, dotknęliśmy lśniącej powierzchni palcem, poczym wreszcie wypiliśmy, aby „poznać je w inny sposób”. Bylo tak, jak gdybyśmy przedarli się przez potężne obwałowania zamku i znaleźli w jasno oświetlonej sali, gdzie witali nas serdecznie ludzie we wspaniałych szatach. Oto co próbował wyrazić Kant. Noumen i transcendentalny punkt widzenia są sprzężone, a chociaż nie możemy zająć tego punktu, to przeczuwamy, na czym by to polegało. Rozradowanie, które wzbudza w nas przyjęte wino, jest jak objawienie jego wewnętrzności. I ta wewnętrzność jest ową wewnętrznością w nas – jaźnią transcendentalną i jej niewytłumaczalną wolnością, które zawsze się nam wymykają. Często powtarzam ten eksperyment, pomagając sobie lekturą Kantowskiej Transcendentalnej dedukcji kategorii. Ale nie polecałbym białego hermitage, które, nie dość że koszmarnie drogie, jest w pewnym sensie zbyt bogate, roztacza tak przemożne aromaty miodu i orzecha włoskiego, że wymaga przekąski z ośmiornicy w celu ich ujarzmienia. Zaproponowałbym raczej argentyńskie malbec, tym bardziej że za zawsze ciekawy uważam mariaż Krytyki czystego rozumu i opowiadań Borgesa, które obfitują w kantowskie paradoksy i przekonują, że nie ma potrzeby jechać do Argentyny.

Nie do każdego dzieła Kanta równie łatwo znajdziemy dodatek. Najwyraźniej nic nie dopełni drugiej Krytyki ani pozostałych dzieł etycznych. Jeżeli zaś chodzi o Krytykę władzy sądzenia, gdzie mimochodem wspomina się o „winie kanaryjskim”, to pamiętam, że próbowałem najpierw wschodnioindyjskiego sherry, potem śniadego porto, na koniec zaś madery, co nie zbliżyło mnie jednak ani o krok do zrozumienia Kantowskiego dowodu, że sąd smaku jest powszechny, ale subiektywny, ani do wyprowadzenia „antynomii smaku” należącej z pewnością do najgłębszych i najbardziej kłopotliwych Kantowskich paradoksów, która, o ile w ogóle czemuś ulegnie, to tylko sile perswazji wina.

Cyber-biuro-kracja u Stanisława Lema

Stanisław Lem „Cyberiada”

„W związku ze sprawą Obywatela, fascykuł Komisji WZRTSP 7 łamane przez 2, łamane przez KK, łamane przez 405, zawiadamia się, iż powstrzymanie się Obywatela, jako sprzeczne z paragrafem 199 ustawy z dnia 19 XVII br., stanowiąc epsod meniętny, powoduje ustanie świadczeń oraz desomowanie, w myśl Rozporządzenia 67 DWKF, nr 1478 łamane przez 2. Od orzeczenia niniejszego przysługuje Obywatelowi odwołanie w trybie nadzwyczajnym do Przewodniczącego Komisji W ciągu dwudziestu czterech godzin”.

(…)

„Nierozpatrzone z powodu braku odp. załączników”. I podpisuje się nieczytelnie.

Bohater powieści Henryka Sienkiewcza o post-prawdzie lub „fake news”

Pisze Leon Płoszowski (bohater „Bez dogmatu” H. Sienkiewicza):

 

Nie lubię prasy i uważam ją za jedną z plag, trapiących ludzkość. Szybkość, z jaką zaznajamia ludzi z wypadkami, równoważy się pobieżnością informacyi, a nie wynagradza tego niesłychanego zbałamucenia opinii publicznej, jakie każdy, kto się nie uprzedza, musi dostrzedz. Dzięki gazetom, znikł ten zmysł, na mocy którego ludzie odróżniali prawdę od fałszu, zanikło poczucie słuszności, poczucie prawa i bezprawia, zło stało się bezczelnem, krzywda poczęła przemawiać językiem sprawiedliwości, słowem: ogólna dusza ludzka stała się niemoralna i oślepła.

O cenzurze, tyle że „za cara”.

Ferdynand Hoesick, Ze wspomnień o cenzurze rosyjskiej w Warszawie (rok wyd. 1929):

  • na przełomie 1904/1905:

(…) rzekł mu Olchowicz, skarżąc się wogóle na cenzurę warszawską, która zdaje się zapominać o tem, ze sytuacja się zmieniła zasadniczo, ze przecież jesteśmy w przededniu Konstytucji…

Na ten wyraz „Konstytucja” Jaczewski zamyślił się trochę, poczem, ważąc każde słowo, rzekł spokojnie:

– Mnie się zdaje, ze licząc tak bardzo na Konstytucję w Rosji, nie orjentują się panowie dostatecznie w sytuacji. Mojem zdaniem, możecie na takiej Konstytucji bardzo się zawieść. Proszę nie zapominać, ze póki Polacy w Królestwie mają do czynienia z rządem absolutnym, to zawsze mogą liczyć na zmianę kierunku w tym rządzie. Może być rząd raz taki raz inny, może być rząd rusyfikatorski, ale może być i rząd liberalny, na co się właśnie w tej ciężkiej dla Rosji chwili zanosi. Co innego, gdy będziecie mieli do czynienia z Rosją konstytucyjną, z parlamentem rosyjskim, wyłonionym z woli ludu. Wtedy już nie będzie o waszych sprawach decydował rząd, ale naród rosyjski, a polityka narodu rosyjskiego będzie nacjonalistyczna. Po nacjonalizmie zaś rosyjskim nie możecie się spodziewać niczego innego, tylko polityki rusyfikacyjnej, dążącej do „abrusienja” kresów.

[Cytat] Roger Scruton o sporcie.

Roger Scruton, Przewodnik po kulturze nowoczesnej dla inteligentnych, Wydawnictwo Thesaurus 2006
s. 55—56

A zatem jeśli mamy żyć w sposób właściwy — nie tylko używając świata, lecz kochając go i ceniąc — musimy kultywować sztukę znajdowania celów tam, gdzie moglibyśmy znaleźć tylko środki. Musimy uczyć się kiedy i jak odsu­nąć na bok nasze interesy, nie powodowani nudą czy niechęcią, lecz bez­interesowną namiętnością, kierującą się ku samej rzeczy.

Tak więc największe znaczenie w naszym życiu mają uroczyste okazje, kiedy łączymy się z innymi ludźmi, oddając się wraz z nimi jakimś bezcelowym czyn­nościom. Sport (a zwłaszcza sport traktowany jako widowisko) jest wy­mownym tego przykładem. Spójrzmy na pierwszy okres rozkwitu naszej cywilizacji w starożytnej Grecji, a już tam znajdziemy sport obecny w samym centrum życia społecznego, stanowiący ognisko więzi społecznej, przegląd militarnej sprawności i pobożny trybut składany bogom. Pindar pisał u­two­ry wysławiające zwycięzców igrzysk panhelleńskich, ale jego ody nie są re­la­cja­mi z ulotnych zwycięstw różnych zawodników. Opisują bogów i ich dzie­je, inwokacje, mające za cel przyzwanie boskiej obecności w tym akurat miejscu i czasie i wzniosłą celebracje tego, co oznaczało bycie Hellenem po­śród Hellenów, ludzi, których łączą wspólny język, historia, bóstwa i fatum. Ukazują nam one widza jako jednego z uczestników. Widzimy, że jego pełne podniecenia okrzyki dochodzą z samej głębi jego społecznej istoty jako wkład do toczącej się akcji i pewnego rodzaju rozrywka o charakterze re­li­gij­nym. Gdziekolwiek istnieje prawdziwa wspólna kultura, sport jest zawsze główną jej częścią, a radosna obfitość uczuć religijnych przenika całe to wydarzenie — a to dlatego, ponieważ na hipodromie obecni są także bo­go­wie, żywo dopingujący swych faworytów. Współczesny mecz piłki nożnej różni się pod wieloma względami od starożytnego wyścigu rydwanów, a najważniejszą różnicą jest tu brak intencji religijnej. Niemniej jednak ist­nie­ją też ważne analogie. Najłatwiej daje się to zaobserwować w przypadku Ameryki, z jej zwalistymi zawodnikami walczącymi ze sobą, niczym zakuci w zbroje rycerze, o każdy cal boiska, z jej ryczącymi tłumami, ogarniętymi świątecznym nastrojem, z jej cheerleaderkami podskakującymi i wy­ma­chu­ją­cymi rękoma, zgodnie z układem choreograficznym, któremu towarzyszą dziewczęce okrzyki, z jej jazzowymi zespołami i grupami maszerujących ludzi przyodzianych w uniformy, powiewających sztandarami i trzymanymi w rę­kach chorągiewkami. W takich wydarzeniach widzimy pewnego rodzaju zbio­ro­wą euforię, która jest uniesieniem, ogarniającym również społeczność fanów. Mamy tu niemal powrót do tego samego doświadczenia człon­ko­stwa, które opisałem w rozdziale drugim, a jeśli nawet bogowie nie biorą w nim udziału, to wyczuwa się ich obecność: zmartwychwstających z gro­bów i spoglądających z nieśmiałą fascynacją spoza kurtyny naszego zapomnienia.

[Cytat] Odwieczne puszcze wcale nie takie odwieczne.

archeowiesci.pl/2016/06/12/dziewiczosc-dawno-utracona-subskrypcja/

Międzynarodowy zespół badaczy podsumował wpływ dawnych ludzi na środowisko naturalne. Ich zdaniem dziewiczych krajobrazów już nie ma na świecie, a większość z nich zniknęła tysiące lat przed rewolucją przemysłową.

(…)

Preferowane przez ludzi gatunki coraz częściej przedostawały się do lasów i zmieniały ich roślinność. Samo zajęcie Brytanii przez Rzymian zaowocowało pojawieniem się tam co najmniej 50 nowych gatunków roślin.
Jak podkreślają autorzy badań, danych archeologicznych nie wykorzystywano dotąd w dyskusjach dotyczących ochrony przyrody, co utrudniało uzyskanie odpowiedniego obrazu rzeczywistości. Według Boivin należy raczej skupić się na dbaniu o czyste powietrze i wodę, a nie na przywracaniu planety do dawnego stanu. To ostatnie jest już bowiem niemożliwe nawet w odniesieniu do obszarów, które wydawały się dziewicze.
Należy do nich chociażby Puszcza Amazońska. W rzeczywistości spore fragmenty tego lasu już setki lat temu były zajęte przez pola i sady. Zarosły one stosunkowo niedawno, gdy większość mieszkańców tych ziem wymarła na przywleczone z Europy choroby.

Roger Scruton o nacjonaliźmie niemieckim.

[Źródło]

Roger Scruton:

[Niemcy] Postrzegają nacjonalizm jako zagrożenie dla świata. A prawda jest taka, że to niemiecki nacjonalizm jest zagrożeniem dla tegoż świata. Takim zagrożeniem nie jest żaden inny nacjonalizm. Czy świat kiedykolwiek był zagrożony przez polski nacjonalizm? Albo przez nacjonalizm czeski? Szkocki? To jest zwykły nonsens! A niemiecki nacjonalizm dwukrotnie zagroził światu, za każdym razem doprowadzając go niemal do zniszczenia. Niemcy nie potrafią przyznać, że problemem nie jest zjawisko nacjonalizmu, tylko jego niemiecka odmiana.

[Cytat] Mąż stanu czy polityk…

Christine Ockrent i Alexandre de Marenches, Sekrety szpiegów i książąt, Editions Spotkania, 1992

Jedną z niewielu rzeczy, których nauczyłem się w życiu, jest świadomość, na czym polega różnica między politykiem a mężem stanu. Tylko mąż stanu gro­ma­dzi wiadomości złe. Polityk boi się ich i dlatego tak niewielu jest mężów stanu. Polityk to przede wszystkim ktoś, kto handluje dobrymi no­wi­nami. Nie wiem, czy widzi życie w kolorze różowym, ale za pomocą swych demagogicznych i innych obietnic próbuje sprawić, by wyborca uwierzył, że jest różowe. Mąż stanu, taki jak choćby Churchill, przy pierwszej spo­sob­ności, jeśli sumienie tak mu dyktuje, obiecuje pot, krew i łzy.

„Także też przeciwko tem i przeciwko temu powstaniemy…”

http://palus-sarmatica.pl/index.php/lista/272-konfederacja-dokument

Także też przeciwko tem i przeciwko temu powstaniemy, któryby bez wiadomości senatu koronnego i tych, którem to podług tego prawa i zwyczajów starodawnych należy, za pieniądze od kogo inszego niż od rzeczypospolitej wzięte, żołnierze pisać albo osobne jakie z postronnemi pany porozumienie mieć, poselstwa i listy od nich osobnie słać, abo posłane przyjmować chciał, abo z postronnych państw ludzie do korony u wielkiego księstwa litewskiego i ziem jej należących wwodzić, abo osoby jakie towarzystwa, bunty, praktyki, związki z kimkolwiek tak w postronnych ziemiach, jako w Koronie Polskiej i Wielkim Księstwie litewskim przeciwko pokojowi i bezpieczeństwu pospolitemu czynić ważeł się. Tak też przeciwko tem wszystkiem i każdemu z osobna, któryby króla porządnie i wolnie obranego i electiej po zamknieniu jej sprzeciwił się. Obiecując królowi temu to tak obranemu wszelaką wiarę, uczciwość posłuszeństwo i służby przystojne i uczciwe zawżdy oddawać, (…)

Paul Cazin – chrześcijanin, żołnierz, humanista.

wwmonkeymountain019js.jpg

Głos powiedział do mnie: „Spełń swój obowiązek, lecz spełń go bez złudzeń. A dasz się omamić swojemu obowiązkowi, jeśli wyobrażasz sobie, że spełnienie go ma wielkie dla ciebie znaczenie i przynosi ci ogromną korzyść.

Tak pisał Paul Cazin (francuski polonista i tłumacz literatury polskiej żyjący w latach 1881–1963), gdy w roku  1915 roku znalazł się w okopach.  Nie uważał jak niektórzy, że bierze udział w „ostatniej z wojen”. Stałe zagrożenie życia i okropności wojny znosił pokornie, wykonując swoje żołnierskie obowiązki i dając przykład podwładnym w kompanii (jak pisał: 68 ludzi i 4 kaprali). Chwilami wytchnienia była dla niego lektura Biblii i Homera.

post-23884-1224498180

Swoje zapiski i refleksje umieścił w 1919 roku w zbiorze zatytułowanym „Humanista na wojnie”. Poprzedza je piękną inwokacją:

Wraz ze mną wyruszyłaś na wojnę, błogosławiona karmicielko moich młodych lat, Starożytności. W polowej torbie niosłem was z sobą Mistrzowie lutni boskiej i świeckiej, między chustkami i sucharami, zagubionych lub ukrytych w zakamarkach moich ładownie. Pomagaliście mi unikać pomyłek i z godnością przejść czas prób. Dzięki wam udało mi się zmóc nudę i lęk śmiertelnych godzin — gdyż umysł swój powierzyłem zawiłym filologicznym komentarzom, a serce podmuchowi poetyckich parafraz. Ale zawdzięczam wam przede wszystk im to, że pośród zgiełku alarmów pozostałem uczciwym człowiekiem. Wasze potężne wizje skryły przede mną pospolitość grozy, a śpiewy wasze nakazały zamilknąć pokusie. Gdy otoczyły mnie ciemności i ogarnął lęk przed śmiercią, wy podaliście mi „skrzydła gołębicy”.

 

Assaut

http://www.passioncompassion1418.com/citations/english_citations.html

Gdy o zmierzchu wchodzimy do okopów, gdy trzeba mówić cicho i rzucać na ziemię papierosy, gdy rakiety unoszą ciemne brzegi horyzontu, jakby noc odmykała swe powieki i spoglądała na nas swą wypłowiałą źrenicą — o czymże myśli ten gruby prostak, który ssie swój wygasły niedopałek?

— Daj swój karabin — mówi słabemu, który wlecze się obok niego.
— W porządku, nie jestem zmęczony. Nie odczuwam go wcale.
— Daj swój karabin, powiadam ci, doznasz ulgi.

I tak zobaczyłem jednego, który niósł cztery karabiny. „Pewien Cyrenejczyk przechodził tamtędy…”

25Sept1915

http://www.passioncompassion1418.com/citations/english_citations.html

PÓŁ DO PIERWSZEJ

Słońce upalne. Sunę na czworakach, by skontrolować najbardziej wysunięte pozycje, stanowiska podsłuchu. Moje łobuzy mają dziwny sposób podsłuchiwania. Znajduję ich śpiących na dnie leju po granacie, z rozłożonymi kolanami i z karabinami na brzuchu. Prawdziwy obraz apostołów z Ogrodu Oliwnego — gdyby nie ta broń! Diabeł na szczęście także śpi.

 

Po prostu: Polecam.

[Cytat bez związku] Roger Scruton, Pożytki z pesymizmu…

Roger Scruton, Pożytki z pesymizmu i niebezpieczeństwa fałszywej nadziei:

Za żarliwą retoryką Manifestu komunistycznego, za pseudonaukową teorią wartości jako nakładu pracy i za klasową analizą historii ludzkości kryje się jedno źródło emocjonalne – niechęć do tych, którzy czują się dobrze. W zwykłym świecie kompromisów, świecie „my”, które stoi na drodze transcendentnego „ja” rewolucji. Aby zniszczyć tych ludzi, trzeba zbudować zmilitaryzowany trzon państwa – partię, komitet czy po prostu armię, która nie zadaje sobie trudu ukrywania swojej wojskowej funkcji. Ten trzon będzie miał władzę absolutną i będzie działał poza prawem. Prawo zostanie zastąpione wersją potiomkinowską przywoływaną w sytuacjach koniecz­ności przypomnienia ludziom o najwyższym celu, który rządzi ich ist­nie­niem. Prawo potiomkinowskie nie będzie wycofane i nieśmiałe jak prawo cywilizowanych społeczeństw, które istnieje właśnie po to, aby jak naj­rza­dziej musiało być przywoływane. Prawo to będzie wydatnym i wszech­obecnym elementem społeczeństwa, nieustannie przypominanym i pod­su­wa­nym pod oczy, aby nadać wszystkim poczynaniom partii rządzącej aurę niepodważalnej prawomocności. „Awangarda rewolucji” wyprodukuje więcej urzędowych formularzy i pieczęci niż obalony przez nią reżim, a miliony ludzi wysłanych na śmierć otrzymają opatrzony sankcją państwa dokument potwierdzający, że postanowienie o zakończeniu ich życia było słuszne i oficjalnie wydane.

W ten sposób nowy porządek będzie zarazem cał­ko­wi­cie bezprawny i cał­ko­wi­cie ukryty za fasadą prawa”. Awangarda zaczyna od wyznaczenia grupy, klasy lub rasy winowajców. Grupie tej zostaną odebrane owoce jej sukcesu i będą albo zniszczone, albo rozdane między zwycięzców. Członków tej grupy podda się upokorzeniu, a nawet sprowadzi do stanu bliskiego zwie­rzę­ce­mu, aby pokazać, jak daleko sięgała ich wcześniejsza arogancja. Gułag i obóz śmierci w sposób naturalny wyrastają zatem z przejęcia władzy. Obozy robią z więźniów ludzkie śmieci; a tym samym pokazują im, że byli niegodni swoich dawnych przywilejow. Utopijny impuls nie poprzestaje na po­zba­wie­niu swoich ofiar materialnymi… Dąży do pokazania im, że nigdy nie zasługiwali na najmniejszy choćby udział w ziemskich dobrach i że ich śmierć budzi nie większy żal niż każdego innego typu robactwa. Wzorcowe było pod tym względem upokorzenie królowej Francji Marii Antoniny, którą oskarżono o wszelkie możliwe zbrodnie, łącznie z kazirodztwem, aby przed­stawić ją jako niegodną miana człowieka. Upokarzanie ofiar również jako dowód na transcendentną wartość nadziei, których urzeczywistnienie unie­możli­wili ci ludzie. Wskazuje to na bardziej religijny polityczny sposób myślenia: ofiarna śmierć oczyszcza wizerunek utopii i oczyszczenie należy bez końca powtarzać.

[Słowo i obraz] Malczewski feat. Sebyła

Skojarzenia: Koniec roku. Koniec życia.

smierc_2
http://www.pinakoteka.zascianek.pl/Malczewski_J/Images/Smierc_2.jpg

 

WŁADYSŁAW SEBYŁA

POGRZEBNY

W nieznanym zatonięty,

przez ciemność pochłonięty,

uniesiony wysoko

broczysz nocną posoką,

płyniesz w nieznane strony,

gdzieś będziesz pogrzebiony,

gdzieś będziesz pochowany,

w ziemi śniegiem usłanej,

w ziemi mocno ubitej,

w nocy niebem przykrytej,

odczłowieczony.

 

Otoś już zwyciężony,

już przedzwoniły dzwony,

płaczliwy śpiew cię prowadzi

ku ostatecznej zagładzie,

w granice nieruchome,

w te piachy niewiadome,

osypujące trumnę

ziaren szemraniem szumnem,

między jałowców korzenie

uporczywym rośnieniem

jakże rozumne.

Gdzieś odszedł?

Gdzieś podążył?

Jaki cię mrok okrążył?

Jakaż to nocna siła

tak cię odczłowieczyła,

żeś pod jej możnym skinieniem

nieczułym stał się kamieniem?

Te nosze litościwe

tylko ścierwo nieżywe

niosą w dzwonnym pogwarze

ziemi położyć w darze,

ziemią ciężko przywalić,

ziemią od słońca oddalić,

od gwiazd rozkwitłych na niebie,

od ciebie.

„Droga” 1933 nr 4

 

Dziennik (niemego) sprzeciwu

Wydany przez Ośrodek Karta „Dziennik sprzeciwu”, to książka niezwykła. Jest bowiem świadectwem, że ogół obywateli Trzeciej Rzeszy wiedział o Zagładzie Żydów, o zbrodniach w okupowanej Polsce oraz okrucieństwach na obszarze Ukrainy i Białorusi. Na dodatek jest świadectwem napisanym przez Niemca, który swoje spostrzeżenia przelewał na papier na bieżąco.

Autor, Friedrich Kelner, niepozorny niemiecki urzędnik sądowy w latach trzydziestych i czterdziestych XX wieku prowadził w kratkowanych zeszytach dziennik. Nie mówił nikomu o prowadzonych zapiskach, bo ocierały się o zdradę III Rzeszy. Poza tym i tak był „na cenzurowanym”, od czasu gdy jego syn, uciekając przed służbą wojskową, wyemigrował do Ameryki.

Kelner w swoich zapiskach szydzi z partyjnych bonzów o „twarach ziemniaczanych”, ironizuje na temat „dzielnych” urzędników wyruszających na okupowane na wschodzie tereny. Oczekuje zemsty okupowanych i mordowanych przez Niemców narodów, wiedząc że wymaga tego sprawiedliwość. Odmawia udzialu w nazistowskich misteriach i nie zapisuje sie do partii.

Wie, że nie jest bohaterem, bo bunt polegający na pisaniu dziennika, i tak nie zaszkodzi władzy, która została wybrana przez jego współobywateli w 1933 roku. Ale zostawił nam ciekawe świadectwo.

„Leżą przede mną dwa dziełka z dawniejszych czasów: Deutschland in seiner tiefsten Erniedrigung (Niemcy w swoim największym poniżeniu) (…) o epoce napoleońskiej.

To osobliwe, jak subtelny był naród niemiecki, wówczas kiedy sam cierpiał. Od 1939 roku entuzjazmuje się gnębieniem innych, obcych narodów i nie ma ani odrobiny współczucia dla nieskończonych cierpień ludności w okupowanych krajach. To, czegośmy domagali się wtedy, przed stu trzydziestu laty – wyzwolenia od obcej tyranii – dzisiaj może być przedmiotem najzupełniej słusznych roszczeń całej Europy wobec nas. Całe nasze postępowanie świadczy tylko o brutalnym, bezwzględnym egoizmie. I za to będzie nam wystawiony rachunek.

Uzupełnienie:

Timothy Snyder, Czarna ziemia

[rozdział: PARADOKS AUSCHWITZ, s. 274, 275]

(…) Możliwe jest, że część Niemców nie zdawała sobie dokładnie sprawy, co działo się w Auschwitz. Natomiast niemożliwe jest, aby wielu nie było świadomych masowego mordowania Żydów. O tej kampanii mordu wiedziano i rozmawiano w Niemczech – przynajmniej w kręgach rodzinnych (…) – na długo zanim Auschwitz stało się miejscem zagłady. Na wschodzie, gdzie dziesiątki tysięcy Niemców przez trzy lata nad setkami dołów śmierci rozstrzeliwały miliony Żydów, większość ludzi miała świadomość, co się dzieje. Na froncie wschodnim setki tysięcy Niemców było świadkami morderstw, wiedziały o nich zaś miliony Niemców. W czasie wojny żony, a nawet dzieci oglądały miejsca mordu, a żołnierze, policjanci i inni opisywali szczegoły w listach do rodzin, czasem załączając zdjęcia. W milionach przypadków niemieckie domy wzbogaciły się o przedmioty skradzione zamordowąnym Żydom, przesłane pocztą lub przywiezione przez zołnierzy  i policjantów przebywających na wschodzie.

Fragment wykładu ratyzbońskiego.

bn_ms_fr_2628_folio134_comnenus

Wilhelm z Tyru, Historia Français 2628 , Fol. 134v Wikimedia Commons.

W siódmej rozmowie (διάλεξις — kontrowersja) opracowanej przez prof. Khoury’ego, cesarz dotyka tematu dżihadu (świętej wojny). Cesarz musiał wiedzieć, że w surze 2,256 napisano: „Nie ma przymusu w religii”. Jest to jedna z sur wczesnego okresu, gdy Mahomet był jeszcze słaby i zagrożony. Ale oczywiście cesarz znał także przepisy, utworzone później i spisane w Koranie, dotyczące świętej wojny. Nie wchodząc w szczegóły, takie jak różnica traktowania przyznana tym, którzy mają „Księgę” oraz „niewiernym”, zwraca się do swego rozmówcy dość szorstko, zadając kluczowe pytanie na temat ogólnej relacji między religią a przemocą, w następujących słowach: „Pokaż mi, co przyniósł Mahomet, co byłoby nowe, a odkryjesz tylko rzeczy złe i nieludzkie, takie jak jego nakaz zaprowadzania mieczem wiary, którą głosił”. Cesarz kontynuuje, tłumacząc szczegółowo powody, dla których rozpowszechnianie wiary przemocą jest czymś nierozumnym. Przemoc jest niezgodna z naturą Boga i naturą duszy. „Bóg nie cieszy się z krwi, a nierozumne postępowanie (συν λόγω) jest sprzeczne z Bożą naturą. Wiara rodzi się z duszy, nie z ciała. Ktokolwiek miałby doprowadzić drugiego do wiary, potrzebuje zdolności dobrego przemawiania i właściwego rozumowania, bez przemocy i gróźb… Aby przekonać rozumną duszę, nie potrzeba silnego ramienia ani żadnej broni, ani żadnych innych sposobów grożenia danej osobie śmiercią…”

Decydującym stwierdzeniem w tej argumentacji przeciwko nawracaniu przemocą jest to, że niedziałanie zgodnie z rozumem jest czymś sprzecznym z naturą Bożą. Redaktor, Theodore Khoury, zauważa: „dla cesarza, bizantyńczyka ukształtowanego przez filozofię grecką, to stwierdzenie jest oczywiste samo w sobie. Ale dla nauczania muzułmańskiego, Bóg jest całkowicie transcendentny. Jego wola nie jest związana żadnymi naszymi kategoriami, nawet kategorią racjonalności. Tu Khoury cytuje dzieło znanego francuskiego islamisty R. Arnaldeza, który wskazuje, że Ibn Hazn posunął się do twierdzenia, że Bóg nie jest związany nawet swoim własnym słowem i że nic nie mogłoby go zmusić, aby objawił nam prawdę. Gdyby taka była wola Boża, to możliwe, że musielibyśmy nawet praktykować bałwochwalstwo.

Jeśli chodzi o rozumienie Boga, a więc i o konkretne praktyki religijne, stajemy przed dylematem, który dziś staje się dla nas bezpośrednim wyzwaniem. Czy przekonanie, że działanie nierozumne sprzeciwia się Bożej naturze jest tylko grecką koncepcją, czy też jest ono zawsze i z natury prawdziwe? Sądzę, że możemy dojrzeć tu głęboką zgodność pomiędzy tym, co greckie – w najlepszym znaczeniu tego słowa – i bliblijnym rozumieniem wiary w Boga. Modyfikując pierwszy wers księgi Rodzaju, Jan rozpoczął prolog Ewangelii tymi słowami: „Na początku było λόγoς”. Jest to to samo słowo, którego użył cesarz: Bóg działa logosem. Logos oznacza zarówno rozum, jak i słowo — rozum, który jest twórczy i zdolny do samo-komunikowania, właśnie jako rozum. Jan w ten sposób wypowiedział ostateczne słowo na temat biblijnej koncepcji Boga, a w słowie tym wszelkie — często mozolne i kręte ścieżki wiary biblijnej znajdują swą kulminację i syntezę. Na początku było logos, a logos jest Bogiem, mówi Ewangelista. Spotkanie pomiędzy przesłaniem biblijnym a myślą grecką nie nastąpiło przypadkowo. Wizja św. Pawła, który zobaczył zamknięte drogi do Azji i ujrzał we śnie Macedończyka, błagającego go: „Przyjdź do Macedonii i pomóż nam (por. Dz 16,6-10). — ta wizja może być zinterpretowana jako „kwintesencja” wewnętrznej konieczności zbliżenia pomiędzy wiarą biblijną a dociekaniami greckimi.

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/benedykt_xvi/podroze/ben16-ratyzbona_12092006.html

[Cytat] R. Lemkin pisze proroczo w 1943 r. na temat przyszłych niemieckich profitów

Rafał Lemkin, polski prawnik zajmujący się prawem międzynarodowym, w wydanej w Stanach Zjednoczonych (rok 1944) pracy zatytułowanej: Rządy państw Osi w okupowanej Europie, napisał  o przyszłych niemieckich profitach z trwającej jeszcze wojny:

(…) wyłaniający się obraz stosowanych przez Niemców w sposób skoordynowany okupacyjnych technik musi prowadzić do konkluzji, iż niemiecki okupant wdraża projekt gigantycznej, długotrwałej i korzystnej dla swego kraju zmiany stosunku sił biologicznych między sobą a podbitą Europą. Celem tego planu jest zniszczyć lub tak mocno okaleczyć w rozwoju podbite ludy, by nawet w razie porażki militarnej Niemcy mogły układać swoje stosunki z nacjami europejskimi z pozycji uprzywilejowanej, dzięki przewadze liczebnej fizycznej oraz ekonomicznej. Mimo bombardowań Niemiec ta ich wyższość stanie się w pełni widoczna po ustaniu walk i w miarę upływu wielu kolejnych lat (…)

Sama zaś książka Rządy państw Osi…, stanowi drobiazgową analizę zbrodniczego niemieckiego ustawodawstwa i praktyki – zarówno na obszarze III Rzeszy – jak i terytoriach okupowanych. Ogrom pracy wykonanej przez Lemkina budzi szczególny podziw, bowiem pracę tę pisał jeszcze w trakcie działań wojennych.

Ten, znany na całym świecie, przedwojenny profesor Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, musiał w 1939 r. uciekać na Litwę, skąd później przedostał się do neutralnej Szwecji. Następnie trafił do Stanów Zjednoczonych. Należy przypomnieć, że Rafał Lemkin jest autorem koncepcji zbrodni ludobójstwa, którą to konstrukcję prawną skutecznie przeforsował po wojnie na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych. Niestety, tak jak i twórca Czerwonego Krzyża – Henri Dunant, tak bardzo zaangażował sie w swoją działalność, że popadł w nędzę. Był kilkukrotnie w gronie kandydatów do pokojowej nagrody Nobla, choć ostatecznie jej nie otrzymał.

Shāh māt (شاه مات)

„Wszak polityka i wojna to tylko przedłużenie szachów innymi środkami”.

Piotr Gociek, Janek Poranek i jego goście [w:] P. Gociek, Czarne bataliony, Lublin 2014

Tytuł: „Checkmate” autor: meppol źródło: www.deviantart.com

tytuł: „Checkmate”
autor: Meppol
źródło: http://www.deviantart.com

Marcinkowski pod Trafalgarem

Wszyscy znamy historię polskich szwoleżerów pod Somosierrą, Poniatowskiego w kampanii rosyjskiej i Lipskiem. Również po stronie koalicji antynapoleońskiej walczyli Polacy. I to nie tylko w wojskach zaborców.

Cytat z książki Adama Zamoyskiego „Święte szaleństwo. Romantycy, patrioci, rewolucjoniści 1776-1871”

W styczniu 1806 roku z nowojorskiego portu wypłynęła fregata „Leander” z dwustu orędownikami wolności na pokładzie. Gdy tylko znalazla się na pełnym morzu, na jej maszcie załopotal czerwono-niebiesko-żółty sztandar, który miał być flagą „Kolumbii”. Na pokładzie rufowym stał w mundurze francuskiego generała Miranda, otoczony swymi oficerami. W ich gronie było wielu Francuzów, sporo Irlandczyków i kilku Polaków. Jeden nich, dwudziestojednoletni Filip Maurycy Marcinkowski, który dosłużył się rangi porucznika w Royal Navy (walczył na okręcie Nelsona „Victory” pod Trafalgarem), mial odegrać ważną rolę w walce o niepodległość.

Ów Marcinkowski miał urodzić się w 1785 roku w Warszawie. W walkach o niepodległość państw Ameryki Południowej w wojskach Bolivara, dosłużył się stopnia generała. A był tam znany jako „Felipe Mauricio Martin”.  Zmarł w 1854 roku.

Wojna… wiosny z zimą według Mackiewicza.

 

Cytat z powieści Józefa Mackiewicza „Karierowicz”:

 

Wojna na całym Bożym świecie. Długo, zazwyczaj bardzo długo walczy zima i wypiera wiosnę z raz już zdobytych przez nią pozycji. Teren przechodzi z rąk do rąk. Wiosna okupuje kraj, ustanawia swe porządki, obwieści obowiązujące prawa. Jej urzedowe rozporządzenia pisane są przez kwiaty na mchu, szum skrzydeł przelotnych ptaków, przez młode listki, puch wierzb, nocne wołania dzikich gesi. Śnieg kurczy się jak gąbka, zdycha, leży wreszcie trupem, brudno się rozkłada i przestaje istnieć. Tymczasem skowronki robią propagandę od świtu do zmierzchu i choć starzy ludzie, podobnie jak stare wrony i stare wróble na każdym dachu, ostrzegają przed nią, większość rzeczy ulega jej całkowicie. Na obłysiałe wzgórze wychodzi oracz, a za smugą pługu czarny szereg gawronów w poszukiwaniu pędraków. W południe jest ciepło, koń odpoczywa, człowiek skręca machorkę w kawałek zimowej gazety i siny dymek ciągnie do sinego nieba. Ale za puszczą na wschodzie leżą, hen, kraje, siódme rzeki i jeziora, wszystkie jeszcze pod lodem. To ostatnie rezerwy zimy. Gdy wiosna je ruszy, zima rzuca wiatr. Walka odbywa się zrazu w powietrzu. Ciężkie bombowce chmur, ładowane śniegiem i gradem, ciągną na spotkanie południa. Płyną i płyną, zasłaniają słońce, pędzą precz agitatorów wiosennych z nieba, opanowując sieć informacyjną, i wtedy druty na wszystkich szosach huczą i gwiżdżą jednostajna wieścią; huuuu… zima wraca! Zdarza się, że gęsty deszcz przechodzi raptownie w śnieg, pokrywa pierwiosnki, mnie głupią trawę, ugina swym ciężarem młode pędy, mści się na każdym, kto nieopatrznie dał wiarę propagandzie wiosny.

[Foto & cytat] Damastes made in China…

moją prawdziwą pasją była antropometria

wymyśliłem łoże na miarę doskonałego człowieka

przyrównywałem złapanych podróżnych do owego łoża

trudno było uniknąć – przyznaję – rozciągania członków obcinania kończyn

chiny

Po kliknięciu na zdjęcie pojawi się jego wersja w większej rozdzielczości.

[Wiosna w pełni] Łyska zwyczajna (Fulica atra)

W samym środku jednego z warszawskich osiedli, na stawie znajduje się gniazdo:

Gniazdo zasiedlone jest przez uroczą rodzinkę Łysek. Powstało zaledwie w dwa-trzy dni. Jak do tego doszło? Proszę bardzo, zwiadowca Bestiariusza specjalnie dla czytelników (widzów?!) postanowił poszpiegować te ptaki:

SAMSUNG CAMERA PICTURES

 

Natomiast w tym filmie polecam uwadze Czytelników zwłaszcza to co dzieje się około 1:30 – możemy zaobserwować znakomitą kooperację między dwiema łyskami 🙂

Postanowiłem dowiedzieć się czegoś więcej o tych istotach. Owszem, najłatwiej było zajrzeć do Wikipedii, ale nie potrafiłem poprzestać tylko na tym, dlatego sprawdziłem co pisano o tym gatunku dwa wieki temu.

W pierwszej kolejności zajrzałem do książki zatytułowanej „ZOOLOGIIA czyli ZWIERZĘTOPISMO OGÓLNE podług NAYNOWSZEGO SYSTEMATU ułożone przez FELIXA PAWŁA JAROCKIEGO, Nauk Wyzwolonych i Filozofii DOKTORA, PROFESSORA ZOOLOGII W KRÓLEWSKO WARSZAWSKIM UNIWERSYTECIE, CZŁONKA TOWARZYSTWA MINERALOGICZNEGO W JENIE, E T C.

W wydanym w 1821 r. Tomie II Zoologii na stronie 266 znajdujemy taki opis:

(168.) Ł Y S K A . F U L I C A.

Foulque, albo Morelle. Fran. Blässe. Niem. Dziób mierny, prosty, gruby, ściśniony, klinowato zakończony. Sczęki prawie równe. Szczyt prosty, szeroką łysiną daleko na głowę zastaiący, przy końcu nożykowato spadzisty. Broda w gorę zadarła. Na boku szczęki wièrzchnièy rowek szeroki, przyszrodku znikaiący.

Otwory nosdrzy w rowkach indykowate, na przelot przebite. Nogi mierne. Palce u nóg długie. Błona miedzy palcami w płatki powycinana. Pazury mierne, łukowate, ostro kończyste.

Dobrze rozróżnionych znamy cztery gatunki. Z tych gatunek za przykład podany żyie w Europie. Kilkokrotném zmienianiem maści ubarwienia uwiódł on Naturalistów, że z niego mylnie trzy osobne gatunki w systematach utworzono.

Łyski zyią ustawicznie na wielkich stawach i na jeziorach porosłych trzciną, tatarakiem (…). Pływaią i nurzaią się wybornie. Na ląd rzadko wychodzą. Żywią się Owadami, Robakami, Rybkami drobnemi i roślinami wodnemi. Gnieżdżą się nad wodą podobnie jak Kurki. Są bardzo pierzchliwe i do ugłaskania trudne. Mięso maią czarniawe, smaczne.

Natomiast w wydanym w Wilnie w 1843 r. Tomie III „ORNITOLOGII POWSZECHNEJ HRABIEGO KONSTANTEGO TYZENHAUZA” na stronie 395 czytamy:

ŁYSKA [FULICA, Linn]

Лысуха, ROSS.; Łyŝka, Cz.; Wasserhuhn, Blässe, NIEM.; Foulque, FR., Coot, ANG.; Folaga, WŁ.

Dziób długości głowy, gruby, prosty, prawie nożowaty; szczyt szeroko na głowę zachodzący kształci nagą tarczę; szczęki równe w końcu klinowato ścieśnione. Nozdrza przyśrodkowe, jajowate, na przestrzał otwarte, wklęsłe, w pół błonką przymknięte, w rowku umieszczone. Nogi mierne, cokolwiek do zadu zbliżone, palce długie błoną obrębione, błona w klapy okrągławe wycięta, ksiuk poziomy, mierny; obówie tarczowate. Skrzydła ,mierne, zaokrąglone, obszerne, lotka 2-a i 3-a najdłuższe. Ogon krótki, klinowaty. Łyski lepiej do pływania usposobione od Chruścieli i Kokoszek. Mieszkają na wodach stojących słodkich, czasem w porze przelotu na zatoki morskie trzciną zarosłe uczęszczają; dzień cały w sitowiu ukryte ledwo o zmroku odważają się na czystą wodę wypływać, żerując często się nurzają; żywią się owadem i zielskiem wodnem, ryb ani ikry rybiej nie jedzą.

Samiec wspólnie z samicą uwija z sitowia i traw wodnych, duże, głębokie, pływające gniazdo, w którem zniesione jaja (około 15-tu) naprzemian z nią wysiaduje; płeć nie barwą lecz wielkością cokolwiek się różni. Młode po dwukrotnem wypierzeniu się do starych podobne. Mięso błotem trąci, w dni postne do jedzenia wraz z rybami dozwolone.

ŁYSKA CZARNA, [Fulica atra et aterima, LINN.]

Żelazisto czarna; głowa i szyja aksamitno czarne, spód ciała modrawo popielaty, dziób i tarcza naczelna u ptaka żyjącego białe, po śmierci czerwone (…); nogi zielonawo popielate, podkaski żółtawo czerwonawe. Długości cali 15—16. Młode z wierzchu oliwkowo pociągnięte, od spodu białawo popielate, dziób i mała wązka tarcza zielonawo szara, (…) u nas bardzo pospolita; nietylko w przelotach lecz każdego roku się gnieździ.

Wydania książek, które zacytowałem znalazłem przy pomocy wyszukiwarki: Federacji Bibliotek Cyfrowych http://fbc.pionier.net.pl/

Doktor House na tropie…

Źródło: Wikipedia. Kadr z serialu „Jeeves and Wooster”. Stephen Fry jako Jeeves i Hugh Laurie jako Bertie Wooster.

Nie wszyscy wiedzą, że Hugh Laurie, aktor znany między innymi z gry w serialu Dr House, jest także autorem kryminału zatytułowanego Sprzedawca broni. Książka została wydana w 1996 r. – a więc sporo czasu przed tym nim zagrał rolę socjopatycznego lekarza. Dodam tylko, że książka stylem przypomina serię o przygodach kamerdynera zwanego Jeeves (P. G. Wodehouse’a) lub Nieodżałowaną E. Vaugh’a. Być może nie bez znaczenia było to, że Hugh Laurie w latach 1990-1993 zagrał Bertiego Woostera z opowiadań Woodehouse (patrz zdjęcie powyżej).

– Niech mi pan powie, panie Fincham, skąd się pan o tym wszystkim dowiedział?
Podchwytliwe pytanie. Naprawdę podchwytliwe. Podchwytliwość do trzeciej potęgi.
– Ponieważ dostałem propozycję wykonania tego zlecenia – odpowiedziałem.
Wstrzymała oddech. Mówię serio, dosłownie przestała oddychać. W dodatku nie wyglądało, żeby planowała w najbliższej przyszłości wznowić tę aktywność.
Kontynuowałem najspokojniej jak mogłem.
– Pewna osoba zaproponowała mi bardzo dużo pieniędzy za zabicie twojego ojca – powiedziałem, na co ona zmarszczyła brwi z niedowierzaniem. – Odmówiłem.
Nie powinienem był tego dodawać. Naprawdę nie powinienem.
Gdyby istniało Newtonowskie trzecie prawo konwersacji, głosiłoby, że każde stwierdzenie wywołuje kontrstwierdzenie o równej sile i przeciwnym zwrocie. Stwierdzenie, że odrzuciłem propozycję zabicia jej ojca, zwiększało prawdopodobieństwo, że mogłem tego nie zrobić. A nie chciałem, aby taka myśl zaczęła w tej chwili krążyć po pokoju. Dziewczyna zaczęła jednak znów oddychać, więc była szansa, że nie dostrzegła tego wątku.
– Dlaczego?
– Co dlaczego?
Na jej lewym oku zauważyłem małą smużkę zieleni, która zaczynała się w źrenicy i podążała w kierunku północno-wschodnim. Stałem nieruchomo i patrzyłem jej w oczy, lecz bardzo delikatne, ponieważ znajdowałem się w strasznych tarapatach. Z wielu powodów.
– Dlaczego ją odrzuciłeś?
– Ponieważ… – zacząłem i natychmiast przerwałem, ponieważ nie mogłem sobie w tym momencie pozwolić na najmniejszy błąd.
– Tak?
– Ponieważ nie zajmuję się zabijaniem ludzi.
Nastąpiła chwila ciszy, podczas której przeżuwała tę informację, aby w końcu ją przełknąć. Zerknęła na ciało Raynera.

Konfrontacja poetycka nr 3… Herbert vs Gajcy

Tadeusz Gajcy (ur. 1922) debiutował w okresie okupacji niemieckiej w 1942 r., Zbigniew Herbert (ur. 1924) dużo później.  Byli rówieśnikami, a choć o tym zapominamy, należeli do tego samego pokolenia.

pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys

jak ty – podniesiesz na mnie kamień
lub rzucisz z wzgardą ziemi grudę.

Ilustracja graficzna:

PIC_24-380a

Opis obrazu: Nierozpoznani żołnierze podczas pogrzebu.
Data wydarzenia: 1941 – 1942
Miejsce: Buzułuk

Hasła przedmiotowe: duchowieństwo, wojsko, wojna światowa II, pogrzeby,

Inne nazwy własne: Polskie Siły Zbrojne w ZSRR,

Zespół: Archiwum Fotograficzne Tadeusza Szumańskiego

Sygnatura: 24-380a

[Do poczytania] Theses in tweetform (fourth series) | ROUGH TYPE

Theses in tweetform (fourth series) | ROUGH TYPE.

 

1. The complexity of the medium is inversely proportional to the eloquence of the message.

2. Hypertext is a more conservative medium than text.

3. The best medium for the nonlinear narrative is the linear page.

4. Twitter is a more ruminative medium than Facebook.

5. The introduction of digital tools has never improved the quality of an art form.

i tak dalej…

Konfrontacje poetyckie II – Miłosz versus Herbert

Maszyna do generowania sądów

Jeszcze jeden cytat ze wspomnianej już na „łamach” Bestiariusza książki „Granice interpretacji” http://wp.me/p1YXbv-ez autorstwa Bartosza Brożka – opatrzony ilustracjami ze strony http://history-computer.com/Dreamers/Llull.html  – z rozdziału: „W poszukiwaniu języka doskonałego”:

„Mit języka doskonałego był żywy nie tylko w cza­sach biblijnych, ale i w późniejszych dziejach kultury europejskiej. (…) Rajmund Lullus, jedna z najciekawszych postaci przełomu XIII i XIV wieku, znany jako Doctor Illuminatus, urodził się w rodzinie bogatego obywatela Barcelony. Przez wiele lat prowadził niezależne życie trubadura i rycerza, (…) [potem] przeżył wizję Chrystusa na krzyżu, pod wpływem której się nawrócił. Nauczył się języka arabskiego, by głosić prawdę Bożą wśród muzułmanów, rozdał swój majątek biednym i odbył wiele pielgrzymek oraz po­dróży, zarówno naukowych (na Uniwersytet Pary­ski w roku 1288), jak i misyjnych (do Tunisu w latach 1293, 1307 i 1314). W 1274 roku miał na Monte Randa widzenie, w którym Bóg objawił mu zasady ars magna – wielkiej sztuki, które wyłożył w dziele Ars generalis ultima z 1308 roku.

Celem Ars magna było takie przedstawienie zasad wiary chrześcijańskiej, żydowskiej i muzułmańskiej, by można było łatwo rozstrzygnąć , które z nich są praw­dziwe. Lullus zaprojektował w tym celu „maszynę” do generowania sądów. Maszyna bazowała na języku, któ­rego alfabet zbudowany był z dziewięciu liter; każda z liter miała sześć znaczeń (atrybut Boga, nazwa rela­cji, partykuła pytajna , nazwa obiektu, nazwa cnoty mo­ralnej, nazwa wady moralnej):

B – oznacza: dobroć (bonitatem), różnicę (differen­ tiam), czy? (utrum), Boga (Deum ), sprawiedliwość (iustitiam), łakomstwo (avaritiam);

C – oznacza : wielkość lub potęgę (magnitudinem), zgodność (concordantiam), co? (quid), anioła (ange­ lum), roztropność (prudentiam), obżarstwo (gu/am);

D – oznacza: wieczność lub trwanie (aeternitatem siv edurationem), przeciwieństwo (contrarietatem), skąd? (de quo), niebo (caelum), męstwo (jortitudi­ nem), rozpustę (luxuriam);

E – oznacza: moc (potestem), początek lub zasadę (principium), przez co? (quare), człowieka (animam rationa/em sive hominem), umiarkowanie (temperan­ tiam), pychę (superbiam);

F – oznacza: mądrość (sapientiam), środek (medium), jak wielki? (quantum), wyobrażenie (imaginativam), wiarę <fidem), smutek (accidiam);

G – oznacza: wolę (voluntatem ), koniec lub cel <finem), jakiego rodzaju? (quale), zmysły (sensitivam), na­ dzieję (spem), zazdrość (invidiam) ;

H – oznacza: cnotę (virtutem), większość (maiorita­ tem), kiedy? (quando), życie organiczne (vegetati­ vam), miłość (caritatem), gniew (iram) ;

I – oznacza: prawdę (veritatem), równość (aequalita­ tem), gdzie? (ubi), pierwiastki (elementativam), cier­ pliwość (patientiam), kłamstwo (mendacium);

K – oznacza: chwałę (gloriam), mniejszość (minorita­ tem), w jaki sposób i z kim? (quo modo et cum quo), narzędzia (instrumentativam ), pobożność (pietatem), nietrwałość (inconstantiam ).

Alfabet ten służył Lullusowi do budowy złożonych wyrażeń, a zasady ich konstruowania przedstawiały cztery figury. Pierwsza figura:

pozwalała na konstrukcję takich sądów, jak choćby bonitas est ma­gna (dobro jest wielkie) czy magnitudo est bona (wielkość jest dobra).

Z kolei figura druga –

wykorzystująca dodatkowe pojęcia: różnica, zgodność, sprzeczność, mniejszość, większość, równość, początek, środek i ko­niec – była figurą pomocniczą, pozwalającą na usta­lanie relacji pomiędzy pojęciami oznaczanymi za po­mocą podstawowych dziewięciu liter alfabetu.

Figura trzecia umożliwiała – przy uwzględnieniu figur pierw­szej i drugiej – na budowanie rozmaitych zdań w formie podmiotowo-orzecznikowej, jak na przykład „Dobroć jest wielka”, ale i „Dobroć jest zgodna”.

Natomiast figura czwarta wspomagała konstrukcję „sylogizmów”, takich choćby jak „To, co dobre, jest wielkie”; „To, co wielkie, jest wieczne”; zatem „To, co dobre, jest wieczne”.

Już z tej pobieżnej prezentacji widać, że Lullusowa Ars Magna nie pozwalała w sposób czysto mechaniczny generować zdań prawdziwych; było to raczej narzędzie, które – ukazując możliwe relacje między pojęciami – mo­gło pomóc w rozumowaniu, ale rozumowania i sądu nie zastępowało. Ostatecznie to filozof – choćby i posiłkując się Lullusowymi figurami – musiał ocenić, które sądy za akceptować, a które odrzucić. W Ars magna odnajdujemy jednak coś ważnego – ogólny kierunek, w którym zmierzać miały późniejsze poszukiwania języka doskonałego. Kie­runek ten wyznacza forma wypowiedzi, a może mó­wiąc precyzyjniej – relacje między pojęciami. Ta formalna donkiszoteria Lullusa nie jest jeszcze przesadna – Lullus nie marzy, by forma wypowiedzi decydowała o jej treści, by syntaktyka generowała semantykę; jego „logika” pozo­staje raczej logiką treści, nie jest więc logiką par excellance. Ale Lullus przeczuwa już, że poszukiwać języka doskona­łego, takiego, który ma ludzi łączyć, a nie dzielić, można tylko tam, gdzie istnieje coś intersubiektywnie sprawdzalnego i kontrolowalnego to forma wypowiedzi jest obiektywna, treść zaś pozostaje w cieniu subiektywności”.

Oblicza bełkotu, czyli seksistowskie e-równa-się-em-ce-kwadrat…

fragment książki:

Bartosz Brożek, Granice interpretacji, Kraków 2014

s. 213nn

„Oblicza bełkotu

W numerze 46/47 czasopisma „Social Text” z wiosny 1996 roku, wydawanego przez Duke University Press, ukazał się artykuł pióra Alana Sokala, znanego matematyka i fizyka, zatytułowany Transgresja granic: ku transformatywnej hermeneutyce kwantowej grawitacji. Sokal zauważa w nim na przykład:

π Euklidesa i g Newtona, wcześniej uważane za stałe i uniwersalne, teraz postrzegamy w ich nieuniknionej historyczności; hipotetyczny obserwator staje się zde­centrowany, odcięty od wszelkich epistemologicznych więzi z punktem czasoprzestrzeni, którego nie można już zdefiniować za pomocą samej geometrii

Niedługo po publikacji tego tekstu Sokal opublikował kolejny, Eksperymenty fizyka w studiach nad kulturą, tym razem w czasopiśmie „Lingua Franca”. Poinformował w nim, że jego artykuł w „Social Text” był mistyfikacją, mającą na celu…

Czytaj resztę wpisu »

Monachium 1938, Monachium 2015…

Fragment wykładu noblowskiego Aleksandra Sołżenicyna zaczerpnąłem z bloga Witolda Jurasza (wpis z marca 2014 r.): http://mojeszyfrogramy.salon24.pl/575013,a-solzenicyn-o-duchu-monachium-na-czasie

Duch Monachium wcale nie należy do przeszłości, to nie był wcale krótki epizod. Ośmielę się nawet powiedzieć, że duch Monachium nadal żyje w XX wieku. Płochy, cywilizowany świat nie znalazł niczego poza ustępstwami i uśmiechami by przeciwstawić się nagle odradzającemu się nagiemu barbarzyństwu. Duch Monachium jest chorobą woli ludzi sukcesu, którzy całymi sobą oddają się pogoni za dobrobytem za wszelką cenę, ludzi, dla których powodzenie materialne jest głównym celem ich życia na ziemi. Ludzie tacy – a jest ich mnóstwo w dzisiejszym świecie – decydują się raczej na bierność i ucieczkę, byleby tylko móc dalej, choćby i przez chwilę tylko jeszcze, żyć tak jak się przyzwyczaili i aby za nic w świecie nie przejść granicy, za którą czają się trudności.

Pełny tekst wykładu w języku angielskim dostępny jest na stronie Komitetu Noblowskiego:

http://www.nobelprize.org/nobel_prizes/literature/laureates/1970/solzhenitsyn-lecture.html

Ze inglish languag iznd difikult…

Na Rebelya.pl (a dokładnie  http://rebelya.pl/forum/watek/38918/ ) znalazłem dzisiaj coś takiego:

The European Commission has just announced an agreement whereby English will be the official language of the European Union rather than German, which was the other possibility. As part of the negotiations, the British Government conceded that English spelling had some room for improvement and has accepted a 5-year phase-in plan that would become known as „Euro-English”.

In the first year, „s” will replace the soft „c”. Sertainly, this will make
the sivil servants jump with joy. The hard „c” will be dropped in favour of „k”. This should klear up konfusion, and keyboards kan have one less letter.

There will be growing publik enthusiasm in the sekond year when the
troublesome „ph” will be replaced with „f”. This will make words like
fotograf 20% shorter.

In the 3rd year, publik akseptanse of the new spelling kan be expekted to reach the stage where more komplikated changes are
possible. Governments will enkourage the removal of double letters which have always ben a deterent to akurate speling. Also, al wil agre that the horibl mes of the silent „e” in the languag is disgrasful and it should go away.

By the 4th yer people wil be reseptiv to steps such as replasing „th”
with „z” and „w” with „v”.

During ze fifz yer, ze unesesary „o” kan be dropd from vords kontaining „ou” and after ziz fifz yer, ve vil hav a reil sensibl riten styl. Zer vil be no mor trubl or difikultis and evrivun vil find it ezi tu understand ech oza. Ze drem of a united urop vil finali kum tru. Und efter ze fifz yer, ve vil al be speking German like zey vunted in ze forst plas. If zis mad you smil, pleas pas on to oza pepl.”