[Polecam] This is Sparta… This is Poland!

TVP zaprezentowała nowy spot, stworzony z okazji Dnia Flagi (2 maja). To naprawdę mocny spot. Świetna realizacja i – to nie zarzut – mam wrażenie, że twórcy inspirowali się filmem „300” Franka Millera.

Chwyta za serce:

Reklamy

[Polecam] Jacek Kowalski o pieśni konfederatów barskich i konstytucji z 3maja 1791 r.

http://korabita.salon24.pl/708447,dlaczego-piesn-konfederatow-zabrzmi-3-v-o-19-30-na-starym-rynku-w-poznaniu

 

(…)

Bo konfederację w sercach się nosi, zaś nieprawdą jest – bo obelgą jest – jakoby grono konfederatów barskich złożyło się na późniejsze grono targowiczan likwidujących (niechcący, ale to nie znaczy: niewinnie) Pierwszą RP oraz (chcący) Konstytucję 3 maja z przyległościami.

Otóż nie.

Obrady Sejmu Czteroletniego otwierał sam inicjator konfederacji barskiej, bp Adam Krasiński (i otwierał właśnie dlatego, że uosabiał walkę o niezawisłość!), zaś jednym z filarów tzw. stronnictwa patriotycznego podczas obrad tegoż sejmu był Józef Wybicki, dawny konfederat barski (że poza tym mason, i nie on jeden, cóż poradzić), sam zaś taki Stanisław Staszic sławił konfederatów barskich.

(…)

Na podbój Winlandii — MMXVI

Kolumb nie był pierwszym gościem z Europy w Ameryce. Ubiegli go oczywiście żegla­rze ze Skandynawii, 500 lat wcześniej. Dotychczas znane było jedno miejsce, gdzie znajdowała się amerykańska osada Wikingów – L’Anse aux Meadows, w pół­nocnej część Nowej Fundlandii. Niedawno odkryto jednak kolejną osadę. Tym razem w połud­niowej części wyspy — Point Rosee (National Geographic — Rewrite History of Vikings in New World). Jest to kolejny dowód na to, że wyprawa morskich rozbój­ni­ków do Winlandii nie była jednorazową ekspedycją.

Nawiązując do tych wyczynów współcześni Wikingowie z Norwegii zbudowali w 2010 roku potężny okręt – wzorowany się na odkopanych przez archeologów łodziach (drakkar Harald Hårfagre). Wymiary robią wrażenie: 35 metrów długości, 8 metrów szerokości, 24-metrowy maszt, żagiel o powierzchni 260 metrów kwadratowych, 25 par wioseł. Okręt podobno osiągał prędkość nawet 14 węzłów. Załogę stanowią 32 osoby.

Dotychczas pływano nim na krótsze dystanse, ale w tym roku okręt ruszy w rejs trasą, którą pływali Wikingowie: Skandynawia — Islandia — Grenlandia — Nowa Fundlandia. Aby po jej przebyciu przemierzyć również rzekę św. Wawrzyńca oraz Wielkie Jeziora.

Uczestnicy wyprawy założyli sobie następujący plan:

  • 24 kwietnia – Haugesund, Norwegia
  • 1 maja – Reykjavik, Islandia
  • 16 maja – Quqortoq, Grenlandia
  • 1 czerwca – St Antony, Nowa Fundlandia, Kanada
  • 15 czerwca – Quebec City, Quebec, Kanada
  • 1-3 lipca – Toronto, Ontario, Kanada
  • 8 lipca – Fairport Harbor, Ohio, Stany Zjednoczone
  • 14 lipca – Bay City, Michigan, Stany Zjednoczone
  • 27 lipca – Chicago, Illinois, Stany Zjednoczone
  • 5 sierpnia –  Green Bay, Wisconsin, Stany Zjednoczone
  • 18 sierpnia – Duluth, Minnesota, Stany Zjednoczone
  • wrzesień – Oswego, NY Canals, New York, Stany Zjednoczone
  • wrzesień – New York City, New York, Stany Zjednoczone
  • październik – Mystic Seaport, Connecticut, Stany Zjednoczone

Oczywiście wszystkie te terminy są mocno umowne, wszak zbudowany według wzorów sprzed tysiąca lat okręt jest zupełnie zależny od warunków na morzu.

Więcej o wyprawie: http://www.drakenexpeditionamerica.com/

Aktualne położenie „długiej łodzi” można poznać na podstronie:

http://www.drakenexpeditionamerica.com/route/

Cześć i chwała bohaterom! 24.04.2016

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Bez_tytułu_1

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

23 IV 1996

Andrzej Gelberg:

Gdy wojska rosyjskie pacyfikowały Grozny i rozpoczynała się krwawa wojna o niepodległość Czeczenii ? opublikowaliśmy na naszych łamach list Herberta do prezydenta Dżohara Dudajewa, pod którym potem podpisało się bardzo wiele osób.
http://www.wdq.home.pl/herbert/herbert17.htm

Zbigniew Herbert
LIST DO DUDAJEWA

Panie Prezydencie!
W dramatycznych dniach, jakie przeżywa Niepodległa Republika Czeczenii, przesyłamy na Pana ręce, Panie Prezydencie, wyrazy solidarności oraz naszego pełnego moralnego poparcia.
List ten piszą do Pana osoby młode i stare, emeryci i studenci, przedstawiciele różnych warstw społecznych i zawodów – pisarze, artyści, lekarze, duchowni, prawnicy, robotnicy i dziennikarze.
Są wśród nas tacy, którzy wierzą w Boga, i tacy, którzy wierzą w ludzką sprawiedliwość – ale wszystkich nas łączy głębokie przekonanie, że rozstrzyganie sporów międzynarodowych za pomocą siły jest przejawem barbarzyństwa, a triumfy gwałtu, bezprawia, zniewolenia są krótkotrwałe, złudne i nikczemne.
Polacy doświadczyli w historii wielu klęsk i upokorzeń. My także toczyliśmy przez długie dziesięciolecia samotną walkę o elementarne prawo do wolności, prawo do życia w godności, sprawiedliwości i bezpieczeństwie.
Walczyliśmy podobnie jak Wy w przeraźliwej pustce otaczającego nas świata, a rządy bogatych, demokratycznych i potężnych państw zarzucały nam, że burzymy ustalony porządek, dopuszczamy się bandytyzmu, anarchizujemy ustaloną równowagę sił. W oczach ludzi obojętnych i sytych oprawcy grali rolę ofiar.
Nie jesteście sami. Nasz podziw i szacunek budzą ci wszyscy odważni i mądrzy Rosjanie, którzy protestują głośno na ulicach i placach rosyjskich miast przeciw swemu rządowi, który zaryzykował, oślepiony jeszcze mitem imperium, agresję w Czeczenii. Zarówno my, jak i oni wiemy dobrze, że ten, który narzuca niewolę bliźniemu, sam staje się niewolnikiem.
Wierzymy w Wasze męstwo, bezprzykładną ofiarność i słuszność Waszej sprawy. Wolna Czeczenia jest tylko sprawą czasu.
Niechaj Wszechmocny da Wam siłę i wytrwałość. Ludzie dobrej woli są po Waszej stronie.

Cytat za: swit.mobile.salon24.pl/230262,herbert-do-dudajewa

† 22 IV 1616 Miguel de Cervantes Saavedra

Żyjący w ciągłym niedostatku i zapomniany aż do śmierci, (…) . Całe jego życie było jednym pasmem zgryzot, borykań się z losem, zawodów i rozczarowań. Śmierć poety przebrzmiała niepostrzeżenie i nawet dziś nie wiadomo, gdzie się znajdują kości największego z pisarzy Hiszpanii. Potomność dopiero wynagrodziła sławą olbrzymią nieśmiertelnego twórcę Don Quijota, który to utwór w edycjach niezliczonych przeszedł do wszystkich literatur świata i jest ciągle przedmiotem sporów, krytycznych studiów i rozpraw.

ze wstępu do Don Kichota z La Manchy w tłumaczeniu Walentego Zakrzewskiego

W 400 lat po śmierci, wspomnijmy wielkiego pisarza. Niezrównanego mistrza literatury, nie tylko hiszpańskiej. I żołnierza spod Lepanto. Czyli Miguela de Cervantesa Saavedrę. Twórcę nie tylko Don Kichota i Sancho Pansy, ale i znakomitej noweli „Rozmowa psów” (zamieszczonej w „Nowelach przykładnych”).

Toast spełniam oczywiście cervezą.

Czwartkowy zestaw linków

19 IV 1943 – „Pomścimy zbrodnie Oświęcimia, Treblinki, Bełżca, Majdanka!”

http://www.fzp.net.pl/shoa/68-rocznica-powstania-w-getcie-warszawskim

Przez blisko miesiąc warszawskie getto prowadziło bój z wojskami niemiec­kimi. (…) Drugiego lub trzeciego dnia powstania nad get­tem na Placu Muranowskim zawisły dwie flagi: biało-czerwona i biało-niebieska.

(…)

W trakcie walk w getcie ŻOB skierowała do Polaków apel, kolportowany po aryjskiej stronie, w którym pisano m.in.: „Polacy, Obywatele, Żołnierze Wol­ności. () Wśród dymu pożarów i kurzu krwi mordowanego getta Warszawy – my więźniowie getta, ślemy wam bratnie serdeczne pozdrowienia. Wiemy, że w serdecznym bólu i łzach współczucia, że z podziwem i trwogą o wynik tej walki przyglądacie się wojnie, jaką od wielu dni toczymy z okrutnym okupantem. Lecz wiedzcie, że każdy próg getta, jak dotychczas, tak i nadal będzie twierdzą, że możemy wszyscy zginąć w tej walce, lecz nie poddamy się, że dyszymy, jak i wy, żądzą odwetu i kary za wszystkie zbrodnie wspólnego wroga. Toczy się walka o naszą i waszą Wolność. O wasz i nasz – ludzki, społeczny, narodowy – honor i godność. Pomścimy zbrodnie Oświę­cimia, Treblinki, Bełżca, Majdanka! Niech żyje braterstwo broni i krwi walczącej Polski!”.

Umieszczony na samej górze strony izraelski znaczek z roku 2013 nawiązuje własnie do wspomnianego w cytacie epizodu powstania w getcie warszawskim, czyli umiesz­cze­nia żydowskiej i polskiej flagi na budynku przy Muranowskiej 7–9. Flagi wywiesili żołnierze zapomnianej przez wiele lat organizacji — Żydowskiego Zwiazku Wojsko­wego. Zapomnianej, bowiem nie była, w odróżnieniu od ŻOB-u w smak nowym władzom, zainstalowanym po 22 lipca 1944 r.

W artykule ZAPOMNIANI ŻOŁNIERZE (aut. Maciej Kledzik, Rzeczpospolita z 12 czerwca 2004 r.) http://polish-jewish-heritage.org/Pol/june_04_wojskowy.htm napisano:

Przez pół wieku fałszowano w Polsce Ludowej historię żydowskiego ruchu oporu o korzeniach niekomunistycznych w okresie okupacji niemieckiej.
Ze szczątkowych informacji i zapisków pozostawionych przez kilka osób, które przeżyły powstanie w getcie warszawskim, doczekały oswobodzenia w obozach koncentracyjnych lub ocalały w oddziałach partyzanckich, wyłania się obraz konspiracyjnej organizacji Żydowskiego Związku Wojskowego.
Trzy zachowane relacje potwierdzają, że miejscem pierwszego spotkania Żydów, którzy zdecydowali się utworzyć tajny związek w dwa miesiące po kapitulacji Warszawy, był szpital zakaźny św. Stanisława przy ulicy Wolskiej 37.

Oficerowie polskiej armii

Dawid Wdowiński w książce „And we are not saved” (New York 1963), kreśląc rodowód konspiracyjnej organizacji żydowskiej, cytuje relację kapitana WP Henryka Iwańskiego: „Pewnego dnia w listopadzie 1939 r. czterech młodych Żydów chciało zobaczyć się ze mną w szpitalu św. Stanisława przy ul. Wolskiej. Wszyscy byli oficerami polskiej armii: Dawid Moryc Apfelbaum w stopniu porucznika; Henryk Lifszyc, podporucznik; Białoskór, mgr prawa, i Kałmen Mendelson, wówczas podchorąży WP. Znałem Apfelbauma, służył wraz ze mną w jednym pułku podczas obrony Warszawy, wykazał się od­wagą i brawurą. Nie poszli do oficerskiego obozu jenieckiego. (…) Chcieli zorganizować młodzież żydowską. (…) W 1940 r. Mendelson zorganizował grupę 12 mężczyzn uzbrojonych w 4 pistolety. Przechowywali broń w piw­nicach domu Karmelicka 5”.
Kałmen Mendelson (Madanowski), jedyny z wymienionych oficerów żydow­skich, który ciężko ranny przeżył powstanie w getcie, przekazał po wojnie, że w grudniu 1939 r. z intendentem szpitala Janem Skoczkiem, „Wąsik”, spot­kali się oficerowie rezerwy WP – Mieczysław Apfelbaum, Leon Rodal, Henryk Lipczyc-Lipiński i dr Józef Celmajster. Mendelson napisał, że dobrze znany im Skoczek, który przed wojną pracował w żydowskim szpitalu na Czystem, „przyjął ich do konspiracji”, polecając zorganizowanie kół wojskowych w pół­nocnych dzielnicach miasta zamieszkanych przez ludność żydowską.

Należy też wspomnieć, że nawet w  środowiskach żydow­skich ŻZW było zapomniane przez wiele lat, a jako główny (jedyny) ruch oporu w getcie wymieniano ŻOB. W tym samym artykule Maciej Kledzik napisał:

W połowie kwietnia nastąpił rozłam między obiema organizacjami. Należy przypuszczać, że powodem była zbrodnia katyńska, silnie nagłośniona przez Niemców. Dowództwo ŻOB odmówiło wojskowego podporządkowania się ŻZW. Po wojnie ocaleli ŻOB-owcy ogłosili swoją historię powstania w getcie, bez udziału ŻZW.

Obecnie wiedza o ŻZW przebiła się „głównego nurtu”. Co ciekawe, w bardzo popularnym serialu Czas Honoru, Romek więzień getta (postać grana przez Piotra Żurawskiego), angażuje się w działalność podziemną właśnie w szeregach ŻZW.

[Link] Ratujmy stację polarną im. Arctowskiego.

Ratujmy stację polarną im. Arctowskiego:

http://makowskimarcin.pl/reaktywujmy-stacje-arctowskiego/

oraz oficjalna strona internetowa Polskiej Stacji Antarktycznej imienia Henryka Arctowskiego:

http://www.arctowski.pl/?p=1

a także, aktualna pogoda na stacji Arctowskiego:

http://meteo.us.edu.pl/arctowski

 

Anno Domini DCCCCLXVI – Mysco dux baptizatur.

[Koktajle literackie] Poleska delta Mekongu

FlotyllaPinsk

Źródło: www. wikipedia.com

Dzisiaj wstrząśnięty i zmieszany:

Koktajl literacki „Kanonierka” (Andrzej Stojowski)

Ingrediencje:

1/3 – „Karierowicz” Mackiewicza
1/3 – „Jądro ciemności” Conrada w wersji F.F. Copppoli (czyli „Czas Apokalipsy”)
1/6 – Wokulski wraz jego fatalnym zauroczeniem
1/6 – mroczny klimat pogranicza rodem z „Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy” Piaseckiego.

Polesie było „Dzikimi Polami” Drugiej Rzeczypospolitej. Obszar bagien, cieków wod­nych i wysp. Miejsce znakomite do organizowania dywersji bolszewickiej, przemytu towarów i ludzi (w tym szpiegów) oraz zsyłania przeciwników sanacji. Teren wyjęty spod prawa niczym delta Mekongu w okresie wojny wietnamskiej. Nadające się do patrolowania jedynie przy pomocy Floty Pińskiej i zwrotnych dobrze uzbrojonych monitorów oraz kanonierek. Takich, które odegrały swoją wielką rolę w wojnie polsko-bolszewickiej, a które były utrzymywane także w okresie późniejszym aż do 1939 roku.

61d71c8f00280ebb4beb25a2

Mapa WIG z roku 1925 r.

Sam skład koktajlu już wskazuje na intrygi jakie będą towarzyszyły bohaterom i jest poniekąd tzw. spojlerem.

Dlaczego polecam? Krótko: mamy w tym drinku naprawdę ciekawe wątki osobiste, i poli­tyczne (czasy zamachu majowego). Dodatkowe punkty autor powininien uzyskać za oryginalny opis zapomnianej części Wojska Polskiego, czyli Flotylli Rzecznej (więk­szość znanych mi powieści zostało napisanych „malowanych dzieciach” –  ułanach i lotnikach).

Przykład Polski ku przestrodze Norwegów (1940 r.)

Rok 1940.
Niemcy szantażują Norwegów przykładem Polski:

Dwa tygodnie przed zawarciem rozejmu fińsko-sowieckiego Hitler przygoto­wy­wał już inwazję na Norwegię i Danię. A kilka tygodni później, 5 kwietnia 1940, flota niemiecka z dziesięcioma tysiącami żołnierzy wypłynęła z północ­nych portów, aby podbić sąsiada Finlandii.
Tego samego dnia urzędnicy norweskiego Ministerstwa Spraw Zagra­nicz­nych otrzymali ozdobne zaproszenie z niemieckiego poselstwa na pokaz „po­ko­jo­wego filmu”. W zaproszeniu dopisano: „Obowiązuje strój wieczo­rowy”. Wielu szefów biur Ministerstwa przybyło w białych krawatach, za­cie­ka­wio­nych, co też Niemcy mogą im pokazać. Jednak zamiast filmu o pokoju zaprezentowano przerażający dokument z bombardowania Warszawy. Am­ba­sador Niemiec w mało subtelny sposób oznajmił, że film ten ukazuje, co grozi państwom opierającym się wysiłkom nazistów „broniących Niemcy przed Anglią”.

Z książki J. Michaela Cleverleya „Urodzony żołnierz” przedstawiającej życiorys Lauriego Allana Törni vel Larry’ego Thorne’a, fińskiego i amerykańskiego żołnierza w okresie II wojny światowej i wojny w Wietnamie.

[polecam] Polak na obrazach Durera i El Greco

(…)

Czy wiecie, jak nazywał się i kim był Polak, którego postać malowali m.in. Albrecht Durer, Ludovico Carracci, El Greco, Francesco Guardi, Giovanni Batista Tiepolo i dziesiątki innych mniej znanych artystów.
Dzieła z wizerunkiem mężczyzny podziwiać można m.in. w paryskim Luwrze (dwa), londyńskiej National Gallery, wiedeńskim Kunsthistorische Museum, praskiej Národni Galerie, chicagowskim Art Instytut, nowojorskiej Memorial Art Gallery i w wielu innych przybytkach sztuki. Największa kolekcja malarstwa przedstawiająca Polaka i jego dokonania znajduje się w urokliwej Piacenzie koło Mediolanu.

Czy wiecie, jak się nazywał Polak, na cześć którego Miguel de Cervantes y Saavedra napisał hymn?

(…)

A kto? Więcej informacji tutaj:
http://edusens.blogspot.com/2016/04/polak-genialnie-uwieczniony-przez.html

Kaczmarski – Somosierra – Smoleńsk

Jak dziwnie plączą się losy, łączą się daty.

W Wigilię Wielkiej Nocy, 10 kwietnia 2004 r. po powrocie z kościoła włączyłem radio. Podano informację, że zmarł Jacek Kaczmarski. Artysta niewątpliwie kontrowersyjny, obrazoburczy, niezrozumiany, ale który – nie mogę zaprzeczyć – uczył mnie patriotyzmu.

W wielu momentach mojego życia, jego teksty przychodziły mi na myśl.

Sześć lat później, 10 kwietnia 2010 r. rano, stojąc obok dworca Gdańsk Główny, dowiedziałem o katastrofie Tu-154…

 

Mogę się domyślać, po której ze „stron” w Polsce po 2010 r. opowiedziałby się Jacek Kaczmarski. Nie jest to dla mnie istotne. Ale to właśnie on śpiewał, że walka o pamięć i o prawdę trwa zawsze.

Nie ten umiera co właśnie umiera
Lecz ten co żyjąc w martwej kroczy chwale
Więc ci co polegli – poszli w bohatery
Ci co przeżyli – muszą walczyć dalej

Ojciec Maksymilian i pogrzeb japońskiego posła (1933 r.)

W roku 1933 w Warszawie miał miejsce bardzo zaskakujący pogrzeb. Zmar­ły, Hiroyuki Kawai, był japońskim dyplomatą, którego śmierć spotkała w trakcie odbywania poselstwa w Rzeczypospolitej Polskiej.

HK - 1933 b

HK - 1933 c

HK - 1933

Mimo, że większość Japończyków nie była (i nie jest nadal) chrześcijanami, obrzęd miał charakter katolicki, bowiem pan Kawai przed śmiercią przyjął chrzest (jego małżonka była już wcześniej chrześcijanką). W wydarzeniu tym miał swój udział ojciec Maksymilian Maria Kolbe, który co prawda nie udzielał posłowi sakramentu chrztu, ale przeprowadził z nim kilka rozmów, które może przy­czy­niły się do tego wyboru. Nie było to dziwne, wszak w latach 1931—1935 zakon­nik przebywął w Japonii, w Nagasaki, co na pewno ułatwiło mu wczucie sie w men­tal­ność posła Kawai.

Z opisem tych wydarzenia oraz roli ojca Maksymiliana spotkałem się w dwóch źród­łach.

1. W książce Anny Nasiłowskiej, Wolny agent Umeda i druga Japonia, jej bohater Yoshiho Umeda (zm. w 2012 r.) wspomina pobyt swojego ojca Ryochu Umedy (1899—1961) w międzywojennej Polsce i opisuje to wydarzenie, w którym jego ojciec brał udział:

Pytano Umedę, kim jest ten mnich i co się właściwie stało. Mógł udzielić w miarę szczegółowych wyjaśnień: mnich był z zakonu świętego Franciszka w Nagasaki. Główny teolog, człowiek o ogromnej czystości i sile woli. Mówi o sobie: Rycerz Zakonu Maryi. Przyszedł pierwszego sierpnia do poselstwa, przynosząc figurę Matki Boskiej dla pani Kawai. Nie zastał jej, ale prezent został przekazany. To chyba był pretekst, żeby się spotkać z posłem, mógł mieć jakieś prośby. Pani Kawai była katoliczką. Zaprosiła go do rezydencji, do Skalimowa. Od niej dowiedział się o cięż­kiej chorobie jej męża. Wiadomo, że udali się do niego do sanatorium w Otwocku autem poselstwa, wraz z dwiemi córeczkami. Zostawił medalik Matki Boskiej Nieustającej Pomocy.

Chciano wiedzieć, czy Maksymilian Kolbe udzielił chrztu.

– Nie, poseł tak zdecydował sam, później.

Co się właściwie stało w ostatnich chwilach posła, wiedziała jedy­­nie naj­bliż­sza rodzina. Kilka dni po wizycie ojca Kolbe pan Kawai po­pro­sił o chrzest. Udzielił go wezwany naprędce miejscowy ksiądz razem z ostat­nim namaszczeniem. Wkrótce potem pan Kawai umarł.

W sierpniu 1933 roku odbył się w Warszawie bardzo ceremonial­ny pogrzeb. Pod poselstwo Japonii zajechał ogromny, wystrojony kitami karawan, któremu towarzyszyło kilku księży (…).
Po umieszczeniu trumny w karawanie sformowano pochód żałobny, który podążył do kościoła św. Krzyża. Towarzyszyła mu wojskowa eskor­ta, korpus dyplomatyczny, przedstawiciele polskich władz z premierem. I oczywiście wieńce, wspaniałe, z szarfami, a na czele żona pani Kawai i niewielkie córeczki, dziesięcioletnia i sześcioletnia, wszystkie zakryte czarnymi welonami, prawie sięgającymi stóp.

Dzień był piękny.

Umeda był świadkiem tej ceremonii, odprawianej przez biskupa i kilku księży. Stał wraz z delegacją Instytutu Wschodniego na mszy tuż obok filara, w który wmurowana jest urna z sercem Chopina.

(…)

Ojciec Kolbe stał obok w skupieniu,milczał.

 

2.Co ciekawe, dokładny opis tych wydarzeń zostawił nam również ojciec Maksymilian, który pisał:

[Mugenzai no Sono, przed grudniem 1933]

Po opuszczeniu Nagasaki w kwietniu br. przez jakiś czas przebywałem w Polsce. Z posłem Kawai zapoznałem się za pośrednictwem jego żony, która jest katoliczką.

Pewnego dnia, mówiąc dokładnie – pierwszego sierpnia, udałem się do poselstwa cesarstwa Japonii. Słyszałem, że żona posła jest katoliczką, sądziłem więc, że będzie sobie życzyła spotkania. Zatem, jako podarunek dla pani posłowej, przygotowałem figurkę Niepokalanej. Po załatwieniu sprawy w poselstwie miałem szczęście spotkać ją, bo była obecna w domu. Pani posłowa nie tylko chętnie przyjęła podarunek, ale bardzo się nim ucieszyła i zaprosiła, by ją odwiedzić po kilku dniach.

W tym czasie była ona na wakacjach z dziećmi w willi w Skolimowie poza Warszawą. Tam mię zaproszono z odwiedzinami. Jako goście byliśmy tam tylko ojciec gwardian i ja – razem towarzystwo tylko wierzących. W poko­ju, gdzie nas zaprowadzono, była ustawiona w „tokonoma” figurka Niepokalanej, którą kilka dni temu ofiarowałem.

Tego dnia po raz pierwszy dowiedziałem się o chorobie pana posła. Chory był na płuca i leczył się w sanatorium w Otwocku.

(…)

W rzeczywistości stan pana posła był poważny. Gdy przyprowadzono mnie do separatki, zobaczyłem wychudzoną postać, zwłaszcza twarz i ręce były jakby drewniane, jakby człowieka już nieżyjącego. Ale czuł się on bardzo dobrze tego dnia, więc bardzo chętnie ze mną rozmawiał. Po różnych tematach zeszliśmy na religię. Opowiadał mi, że gdy odwiedził Francję i Lourdes, słyszał tam, że cuda od czasu objawienia Matki Bożej nie ustają. Sam też, wmieszany w różnorodny tłum pielgrzymów, w rzeczywistości stąpał po ziemi Lourdes, wiedział i słyszał o cudach, odczuł silnie religijną atmosferę tego miejsca – lecz nie odczuł pragnienia życia z wiary. Nadto otrzymał i czytał we Francji książkę pod tytułem „Jezus Chrystus”, a także poznał głębiej naukę, że prawdziwa religia chrześcijańska to katolicyzm, ale nie odczuł przy tym wyraźnego pragnienia zmiany religii. Tak więc rozmawialiśmy i pan poseł wyjawiał swe poglądy na różne systemy religijne i przyznał chętnie, gdym mu wytłumaczył, że prawda jest jedna. A także ten inteligentny chory chętnie przyznał – gdym mu tłumaczył prawdy teologiczne, że religia musi być jedna, aby uchwycić prawdziwe dogmaty, i Bóg musi być jeden. Nauka o Trójcy inna jest w Chinach niż w chrześcijaństwie, ale po wytłumaczeniu tej tajemnicy przyjął ją ze zrozumieniem. Przed wejściem w te zawikłane i głębokie problemy pan poseł wyraził się, że różne są religie i każda z nich ma coś prawdy – a ja mu nie zaprzeczyłem. Pod koniec tego dnia dałem choremu za pośrednictwem żony Cudowny Medalik i poleciłem go miłosierdziu Maryi – modląc się o zdrowie dla ciała i łaskę wiary dla chorego – pożegnałem się z nim. Rzeczywiście przez ten Medalik poboż­nie noszony na piersiach, Niepokalana udziela specjalnej opieki wielu ludziom i wiem z doświadczenia, że łaska Ducha Św. wielu z nich oświeca i prowadzi do wiary, stąd, sądząc że to najlepszy podarunek, dałem go panu posłowi.

Potem, 14 sierpnia, stan chorego posła znacznie się pogorszył. Rodzina zebrała się w sanatorium. Gdy się o tym dowiedziałem, udałem się do chorego (…) Teraz nie ma ani chwili do stracenia! Telefonem zawia­do­mi­łem o wszystkim zaufanego przyjaciela pana posła, obecnego w Warsza­wie nuncjusza – dziekana korpusu dyplomatycznego – arcybiskupa i pro­si­łem o natychmiastowe przybycie. Pośpiesznie wyruszył samochodem nuncjusz i za godzinę był już u chorego. Już przedtem miałem ułożony plan, by ostatniego przygotowania choremu udzielił sam nuncjusz.

(…)

Nuncjusz znał dobrze zacny charakter chorego, jego inteligencję z co­dzien­nego z nim obcowania – i cenił je wysoko. Jako przyjaciel – on najlepiej przemówił do przyjaciela. Z głębokim przekonaniem wyjaśnił on choremu naukę z Zbawicielu, życiu przyszłym i warunkach przyjęcia św. wiary.

(…)

Wnet po przemówieniu eminencji nuncjusza chory poprosił o chrzest. Poseł pragnął przyjąć imię Franciszka. Z rąk nuncjusza spłynęła święta woda na głowę i słowa: Franciszku, ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego…

Po chrzcie św. pan poseł doznał wielkiej radości serca, widocznej nawet na twarzy. Tej głębokiej radości i pokoju nie dozna ten, kto nie wszedł na drogę prawdy. Czyż ten spokój i głęboka radość nie są znakiem łaski Bożej i skutkiem przyjęcia prawdziwej religii?

Pan poseł przez pozostałe godziny ziemskiego życia cieszył się tą ra­do­ścią i pokojem. Kilka razy powtórzył nam obecnym przy sobie: dlaczego nie przyjąłem wcześniej tej religii i nie zaznałem wcześniej tego szczę­ścia? I wieczorem tego dnia, to jest w wigilię Wniebowzięcia Matki Bożej, ta uspokojona i oczyszczona dusza – uniesiona rękami Niepokalanej, prze­nie­sio­na została z tego świata.

Dwa dni potem, 16 sierpnia, na placu przed poselstwem u stóp krzyża złożona została trumna ze zwłokami. Ojciec gwardian i ja modliliśmy się klęcząc przy trumnie. Dusza pana posła była już w niebie – nie trzeba było modlić się za niego. Modliliśmy się o przyczynę zmarłego posła w intencji Japończyków i Polaków i za tych, co łaskawie pomogli do jego nawrócenia. Tak samo mówił ks. nuncjusz – zmarły poseł Kawai jest już w niebie i modlił się o jego wstawiennictwo.

Źródło: „Mugenzai no Seibo no Kishi” 4 (1933) 354-363.
(z oryg. japońskiego tłumaczył o. Janusz M. Koza OFMConv.) http://www.niepokalanow.pl/pisma,tom-7,1081b-kwiatki-matki-bozej-chrzest-pana-hiroyuki-kawai-posla-cesarstwa-japonii-w-polsce,1212

 

3. Na koniec, o książce Anny Nasiłowskiej. Jest to ksiażka bardzo nierówna, co może wynika z tego, że zmarły w 2012 r. Yoshiho Umeda pracował do swojej śmierci z autorką, a ksiażkę już po śmierci bohatera Nasiłowska kończyła samo­dzielnie, na podstawie dokumentów, które jej pozostawił.

Książka ta wydaje się dzielić na dwie części, pierwsza dopracowana, wyważona, dotycząca czasów międzywojennych i wojennych oraz druga, przedstawiająca losy Yoshiho Umedy od momentu, gdy znalazł się w PRL, pod opieką przyjaciół swojego nieżyjacego już ojca oraz zaangażowanie w opozycję, napisana już mniej ciekawym stylem. Poza tym tę „drugą część” należy czytać jednak z dużym dystansem, bowiem przedstawia (zwłaszcza w opisie lat 80-tych) bardzo jedno­stronnie środowiska solidarnościowe, a nawet – mam wrażenie – opisy niektórych wydarzeń miały na celu prymitywne przedstawianie osób czynnych po 1989 roku w poli­tyce w negatywnym świetle (choćby tak bzdurne sugestie, że ktoś był zawie­dzio­ny, że nie został 13 grudnia 1981 internowany — sic!).

Sztuka prowadzenia samochodu… poradnik z 1911 r.

Z zasobów Biblioteki Cyfrowej Politechniki Warszawskiej [LINK]

Sztuka prowadzenia samochodu, autorstwa Lorda Montagu, nakładem Stanisłąwa Grodzkiego, wydana w roku 1911. Z dopiskiem: Przekład z angielskiego z upoważnienia autora.

msps055_0001msps009_0001

 

 

[Pióra wieczne] Przegląd dla niszczących stalówki.

[wpis niesponsorowany]

Jeżeli coś się może zepsuć, to na pewno się zepsuje. 🙂 A pióra wieczne, wbrew nazwie, często się niszczą, bo dziwnym trafem (co za pech!) spadają akurat prosto na stalówki. Mam wrażenie, że moje pierwsze pióro, tzw. chińskie, było dużo trwalsze, niż póź­niej­sze nabytki, ponieważ stalówka schowana była prawie całkowicie w obsadce.

Pióra takie o dziwo można w dalszym ciągu nabyć, choć teraz dostępne są nie tylko w pamiętanej przeze mnie plastikowej wersji, ale także firm Hero czy Jinhao.

Hero 1000

fb161ddb4935ac08

viewimageaspx

Jinhao 911

911_2

Jako ciekawostkę można dodać, że fabryka Hero to dawna chińska fabryka firmy Parker, znacjonalizowana po objęciu władzy przez chińskich komunistów. A „chiń­skie pióra” wywodzą się w prostej lini od pióra Parker 51

Źródło: Link

Innym sposobem, aby uchronić stalówkę od zniszczenia, są rozwiązania zasto­sowane w tzw. piórach automatycznych — niczym w długopisach automatycznych, po naciśnięciu przycisku lub przekręceniu obsadki, stalówka chowa się w obudo­wie. Jednak w odróżnieniu od piór chińskich, ich zakup wiąże się z wydaniem kwoty nawet kilkudziesięciokrotnie wyższej.

Szukając informacji na temat piór automatycznych, znalazłem między innymi takie modele:

Lamy dialog

Pilot Capless czyli „pióro bez skuwki” 🙂 działające na takiej samej zasadzie jak „klikający” długopis:

Stipula Da Vinci Infinity

I na koniec Lamborghini wśród piór, Viscontin Pininfarina nanotech:

 

W sumie te droższe propozycje wcale nie wydają się warte swojej ceny, a moim skromnym zdaniem najciekawszą propozycją jest Jinhao 911, ze stalowym korpu­sem. Ładnie wykonane i wyglądające na bardzo trwałe, które nie nadweręży do­mo­wego budżetu (15-30 zł).

Czytaj św. Jana Pawła II!

Ciężar moralny przerywania ciąży ukazuje się w całej prawdzie, jeśli się uzna, że chodzi tu o zabójstwo, a zwłaszcza jeśli rozważy się szczególne okoliczności, które je określają. Tym, kto zostaje zabity, jest istota ludzka u progu życia, a więc istota najbardziej niewinna, jaką w ogóle moż­na sobie wyobrazić: nie sposób uznać jej za napastnika, a tym bardziej za napastnika niesprawiedliwego! Jest ona słaba i bezbronna do tego stopnia, że jest pozbawiona nawet tej znikomej obrony, jaką stanowi dla nowo narodzonego dziecka jego błagalne kwilenie i płacz. Jest całkowicie powierzona trosce i opiece tej, która nosi ją w łonie. Ale czasem to właśnie ona, matka, podejmuje decyzję i domaga się zabójstwa tej istoty, a nawet sama je powoduje.

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/encykliki/evangelium_1.html

[Filmowa instrukcja przedolimpijska] Szpada, floret, szabla — czym się różnią!

Letnie Igrzyska Olimpijskie odbęda się w Rio de Janeiro w dniach 5–21 sierpnia 2016 r., ale już teraz umieszczam krótki japoński film wyjaśniający czym różnią się poszczególne dyscypliny wchodzące w skład szermierki sportowej: floret, szpada, szabla.
Przy pomocy animacji komputerowej zaznaczono kiedy zaliczone zostanie trafienie oraz, które strefy ciała zawodnika są punktowane:

znalezione na blogu Link.

[Link] Witraże z Chartres – kompletny opis!

Chartres_Bay_037_Typological_Passion__Panel_10.jpg

http://www.medievalart.org.uk/chartres/Chartres_default.htm

Fenomenalna strona zawierająca chyba 🙂 wszystkie witraże z katedry w Chartres. To — nie mam wątpliwości — najwieksze arcydzieło sztuki sakralnej zostało zanalizowane, opisane oraz szczegółowo sfotografowane.

Chartres_Bay_051_The_Passion__Panel_01.jpg

[Zegarki „Made in Poland” – cześć 4] Zapowiedzi i nowości

Gerlach:

Samochód CWS T1 to wspaniała konstrukcja motoryzacyjna przed­wojen­nej Polski. Wyprodukowano tylko 800 egzemplarzy używanych przez wojsko, policję i osoby prywatne. Wytwarzania tego samochodu zaprze­stano po wprowadzeniu do produkcji licencyjnego samochodu Polski Fiat 508. Takie były wymogi umowy licencyjnej – zakończenia prac nad własną konstrukcją. Smutna historia wspaniałego projektu, którą trzeba ocalić od zapomnienia. W zegarku tym użyjemy naszej koperty typu „bullhead”. Będzie to chronograf w starym stylu, z ręcznym naciągiem, emaliowaną czarną tarczą i nakładanymi złotymi cyframi arabskimi i wskazówkami.

87_m_t1_1

O wyprodukowanym w Dwudziestoleciu samochodzie oraz o jego współczesnej rekonstrukcji można przeczytać między innymi na tej stronie:

http://cwst1.pl/index.php?t=1

9

Jeden z twórców CWS T1, Tadeusz Tański zginał 23 marca 1941 r. w obozie kon­centracyjnym Auschwitz-Birkenau. Działał w konspiracji ale w lipcu 1940 r. został aresztowany przez Niemców w ramach Akcji AB. Nie podjął współpracy z wła­dzami okupacyjnymi.

42_q_pm36_p23

42_n_pm36_p20

Czyli propozycja dla fanów kolejnictwa…

i hołd dla konstruktorów i twórców najsłynniejszej polskiej przedwojen­nej lokomotywy Pm36, która została wyróżniona złotym medalem na Wystawie Światowej w 1937 roku.

Na stronie internetowej http://parowozy.net/parowozy/pm36 znalazłem informacje, że projekt tego…

(…) parowozu powstał przy konsultacji prof. Adama Xiężopolskiego i z udziałem inż. Kazimierza Zembrzuskiego w 1936 r. w Chrzanowie. W następnym roku zbudowano 2 maszyny serii Pm36. Pierwsza z nich, Pm36-1, posiadała otulinę aerodymamiczną, natomiast parowóz Pm36-2 dla celów porównawczych został zbudowany bez tej otuliny. W sumie seria Pm36 liczyła 2 egzemplarze.

Lokomotywa wraz otuliną aerodynamiczną:

Lokomotywa ze stelażem na którym umocowano otulinę:

 

Lokomotywa w muzeum w Wolsztynie – stan na 2010 r.

 

Tej postaci nie trzeba chyba nikomu prezentować! 🙂

84_m_gensosabowski_0184_n_gensosabowski_02

A jako bonus, Gene Hackman w roli gen. Sosabowskiego w filmie  „O jeden most za daleko”:

 

Przeskakujemy do innych wytwórni, teraz Xiccor:

Warszawa 200 (M20.57)

inspiracje07-605

Warszawa 200 (M20.57) była pierwszą poważną mody­fi­kacją modelu M20. Produkcja modelu 200 ruszyła w 1957 roku. Głównymi mody­fi­kacjami były:

  • mocniejszy silnik
  • zmiany w instalacji elektrycznej
  • poprawiony wygląd (nowy grill, listwy boczne, kształt kierunkowskazów i charakterystyczna strzała na masce)

Nowy grill był główną inspiracją dla Xicorra 200. Umieściliśmy go na cen­tral­nej części tarczy. Jest też dobrze widoczny na deklu zegarka. Strzała z maski została wykorzystana przy projektowaniu przeciwwagi wska­zów­ki sekundowej. Cyfry na tarczy są zbliżone do tych z zegara i prędkościo­mierza Warszawy. Zewnętrzny pierścień zrobiony jest na zasadzie kanapki. Luma znajduję się na niższym poziomie i jest widoczna przez otwory.

4998e0822456153e7f677d8ba77ee7f5

W roku 1971 powstał przy FSO Ośrodek Sportu Samochodowego. Przygo­to­wano w nim egzemplarze do startów w rajdach. Rok później polska załoga w składzie Andrzej Jaroszewicz i Andrzej Szulc wzięła udział w 20 Rajdzie Grecji (Rajd Akropolis). Startowali samochodem Polski Fiat 125p z numerem startowym 25 i ukończyli rywalizację na 11 miejscu w klasyfi­kacji generalnej i na pierwszym miejscu w swojej klasie.
Powstały 2 „komercyjne” wersje usportowionego Fiata 125p. Monte Carlo z silnikiem 1600 i Akropolis z silnikiem 1800.

A teraz „last, but not least”, czyli zegarek reaktywowanej marki Błonie:

banner_strona_wxfront
banner_strona_wxkoronka

czyli hołd dla polskich pilotów walczących w Bitwie o Anglię, a zegarek nawiązuje do historii Dywizjonu 302 – pierwszej polskiej jednostki myśliwskiej utworzonej w Wielkiej Brytanii.
Symbol kruka na koronce, to aluzja do znaku rozpoznawczego malowanego na maszynach tego dywizjonu:

Cytaty, o ile tego nie zaznaczono oddzielnie, pochodzą ze stron internetowych producentów.