Grunwaldzka rocznica na muzycznie.

Przepiękne wykonanie staropolskiej pieśni żołnierskiej „Idzie żołnierz” – zespół Łysa góra

Jacek Kowalski i „Duma człowieka rycerskiego”

Na grunwaldzkim polu, pieśń z pocz. XVI wieku.

w wykonaniu Chóru Prawosławnego Ordynariatu Polowego

Reklamy

Mozartowski „Don Giovanni” w wykonaniu Royal Opera House

Znany motyw, ale po białorusku

 

Hip-hopowo-folkowa piosenka w języku białoruskim, o żołnierzach Białoruskiej Republiki Ludowej walczących ręka w rękę z Polakami przeciw bolszewikom.

California dreamin’ razy pięć.

California Dreamin’ – The Mamas & The Papas:

Sia:

Bobby Womack:

Rosa Marya Colin czyli bossa nova

Beach Boys:

Wiersz zaśpiewany: Romanowski „Sztandary Polskie na Kremlu”

 

 

[Polecam] Na folkowo ale i na ostro: Łysa góra

Impresja międzymorska…

Ilustracja muzyczna „Dschinghis Khan – Moskau 1979”

Zawsze zastanawiała mnie wzajemna fascynacja Rosjan niemiecką muzyką (np. Rammsteinem) i popularność kultury rosyjskiej w Niemczech. W obydwu przypadkach jest to chyba fascynacja połączona z obawą, wszak starcia były krwawe, długie i powodowały zamieszanie prawie na całym świecie. No bo, na przykład Rammstein, brzmi dla mnie jak ilustracja do Deutsche Wochenschau z lat 1939-1945…
Hmmmm.
Może dlatego fascynują się sobą nawzajem, ponieważ mentalnie uważają się za kraje sąsiednie.. a my jesteśmy traktowani jak przeszkoda terenowa.

Sąd nad Goyą!

OBRAZ Francisco Goi Rozstrzelanie powstańców madryckich zna chyba prawie każdy, niewielu wie, że właśnie minęło 210 lat od wydarzenia, które zainspirowało artyystę, czyli powstania madryckiego 1808 r. (w Hiszpanii znane jest pod nazwą Dos de Mayo – czyli „2 maja”).

Ten obraz oraz seria grafik „Okrucieństwa wojny” zainspirowały Jacka Kaczmarskiego do napisania tego utworu:

Korsykanin zmywa z tronów. Zabobonów ciemną ciecz – Grzebie w trzewiach wyzwolonych. Lepki od wolności miecz. Słońce się nad sierrą toczy. I osusza czaszki z łez, W nieme niebo wznosi oczy. Zakopany w piachu pies. Głuchy zdechł i balwierz poszedł. Duchy trupa wezmą stąd. I na sabat go poniosą,

[Link] „PIOSENKA WIOSENNA” Jacka Kowalskiego

… słońce wstaje, idą maje, i czekane urodzaje…

Więcej utworów Jacka Kowalskiego znajdziecie tutaj:

https://www.youtube.com/channel/UCMh9wbuOGU6BOdt3gC8QuSQ

[Link] 13 kroków – skrzypce.

(Link) Postmodern Jukebox w Belfaście.

Przenosimy sie muzycznie do Irlandii Północnej, tym razem cover piosenki „Zombie” Cranberries

Thomas Zwijsen – Live in Poland at „Hity na Gitarze” Koszalin

Wróżba

Jacak Kaczmarski

Wróżba

Kary nie będzie dla przeciętnych drani,
A lud ofiary złoży nadaremnie.
Morderców będą grzebać z honorami,
Na bruku ulic nędza się wylęgnie.

Pomimo wszystko świat trwać będzie nadal –
W Słońce i Kłamstwo wierzą ludzie prości.
Niedostrzegalna szerzy się zagłada,
A wszystkie ręce lśnią aż od czystości.

Handel, jakich nie było, z chciwością się zmaga,
Na gorycz popytu, na zdradę ceny nie ma.
Uczynków złych i dobrych kołysze się waga
Z pełnymi krwi szalami obiema.

Nieistniejące w milczeniu narasta,
Aż prezydenci i gwiazd korce bledną.
Coś się na pewno wydarzy – to jasne,
Ale nam wtedy będzie wszystko jedno.

Jacek Kaczmarski
28.2.1982

Karnawałowo – bretońska pieśń o piciu cydru.

tekst bretoński tłumaczenie : http://www.tekstowo.pl/
Ev chistr ‚ta Laou, rak chistr zo mat, loñla
Ev chistr ‚ta Laou, rak chistr zo mat
Ev chistr ‚ta Laou, rak chistr zo mat
Ur blank, ur blank ar chopinad loñla
Ur blank, ur blank ar chopinadAr chistr zo graet ‚vit bout evet, loñla
Ar chistr zo graet ‚vit bout evet
Ar chistr zo graet ‚vit bout evet
Hag ar merc’hed ‚vit bout karet loñla
Hag ar merc’hed ‚vit bout karetLâret ‚oa din’oan butuner, loñla
Lâret ‚oa din’oan butuner
Lâret ‚oa din’oan butuner
Ha lonker sistr ha merc’hetaer loñla
Ha lonker sistr ha merc’hetaeEv chistr ‚ta Laou, rak chistr zo mat, loñla
Ev chistr ‚ta Laou, rak chistr zo mat
Ev chistr ‚ta Laou, rak chistr zo mat
Ur blank, ur blank ar chopinad loñla
Ur blank, ur blank ar chopinad
Drink cider, Laou, for cider is good
Drink cider, Laou, for cider is good
Drink cider, Laou, for cider is good
A penny, a penny a glass
A penny, a penny a glass
Cider is made to be drunk
And girls are made to be loved
Let each of us love his own
And there will be no more jealousy
I was not married for three months
Before I was nagged every day
Kicks and slaps
And sometimes, the doorstep
But that is not what grieves me most
It is what was said about me
It was said of me that I was inconstant
A drinker of cider and a chaser of skirts
Drink cider, Laou, for cider is good
A penny, a penny a glass

Wersja Gorana Bregovicia

Bonus wersja niderlandzka: „Zeven dagen lang” (Co powinniśmy pić? Przez siedem dni)

Wat zullen we drinken
Zeven dagen lang
Wat zullen we drinken, wat een dorst
Wat zullen we drinken
Zeven dagen lang
Wat zullen we drinken, wat een dorst

Er is genoeg voor iedereen
Dus drinken we samen
Sla het vat maar aan
Ja drinken we samen, niet alleen
Er is genoeg voor iedereen
Dus drinken we samen
Sla het vat maar aan
Ja drinken we samen, niet alleen

Dan zullen we werken
Zeven dagen lang
Dan zullen we werken, voor elkaar
Dan zullen we werken
Zeven dagen lang
Ja zullen we werken, voor elkaar

Dan is er werk voor iedereen
Dus werken we samen
Zeven dagen lang
Ja werken we samen, niet alleen
Dan is er werk voor iedereen
Dus werken we samen
Zeven dagen lang
Ja werken we samen, niet alleen

Eerst moeten we vechten
Niemand weet hoe lang
Eerst moeten we vechten, voor ons belang
Eerst moeten we vechten
Niemand weet hoe lang
Eerst moeten we vechten, voor ons belang

Voor het geluk van iedereen
Dus vechten we samen
Samen staan we sterk
Ja vechten we samen, niet alleen
Voor het geluk van iedereen
Dus vechten we samen
Samen staan we sterk
Ja vechten we samen, niet alleen

La la la la la lala la la la la
La lalala la la la la la
La la la la la lala la la la la
La lalala la la la la la
La la la la la la la la
La lalala la la lala la la la la
La lalala la la la la la
La la la la la la la la
La lalala la la lala la la la la
La lalala la la la la la…

„Pan Tadeusz” wyśpiewany. Niezupełnie na żarty…

… a nawet trochę politycznie i okrągłostołowo.

KSIĘGA VI: Zaścianek wersja III
W Zaścianku dziś wybory, więc głosuje wiara:
Ten chce Napoleona, a ów obstawia cara.
Wreszcie podsumowano wszystkie elementy:
Napoleon – dziewięćdziesiąt, car ma dwa procenty.
A więc car, co jest jasne nawet niemowlęciu,
Ma większość: sześćdziesiąt pięc do trzydziestu pięciu.
Kto tego nie zrozumiał, ten jest kawał ścierwa,
Oj, będzie z tego draka – przedtem krótka przerwa.

Waligórski  feat. Zwierzchowska&Grotowski

1 stycznia 1858 r. Premiera „Halki” Stanisława Moniuszki.

1 stycznia 1858 roku góral Jontek po raz pierwszy zaśpiewał publicznie, że jodły szumią na gór szczycie.

Premierowa obsada:
Halka – Paulina Rivoli
Jontek – Julian Dobrski
Stolnik – Wilhelm Troschel
Janusz – Adam Ziółkowski
Zofia – Kornelia Quattrini
Dziemba – Jan Stysiński
Dudarz – Napoleon Lucas
Góral – Aleksander Mystkowski

Ponieważ wydarzenie to miało miejsce w Grodzie Syreny informacji o tym spektaklu nie mogło zabraknąć w Kurjerze Warszawskim z dnia 2 stycznia 1858 roku (Nr 2):

Wczoraj Teatr Wielki rozpoczął rok nowy, dawno oczekiwaną Operą Stanisława Moniuszki, p.n. Halka. Znakomity nasz Kompozytor, dał nam poznać w tem dziele wszystkie piękności harmonji, w jakie bogaty jest jego niepospolity talent. Począwszy od uwertury, aż do ostatniego numeru Opery, zadowolenie Publiczności objawiało się przez ciągłe oklaski, i słusznie, bo ileż to tam jest tonów przemawiających do serca i jak były wykonane! Orkiestra pod kierunkiem Dyrektora Opery Quattrini, Artyści i Chóry, także przyłożyli się, aby godnie oddać wszystkie myśli kompozytora. Pan Dobrski rolę Jontka, oddał z całą potęgą swojego olbrzymiego talentu; Panna Rivoli artystycznie przedstawiła Halkę; nieszczęścia i rozpacz biednej dziewczyny, cudnie się wydały w ślicznym śpiewie i wybornej grze naszej Artystki; również PP. Troschel i Ziółkowski, doskonale wywiązali się z swoich zadań. Charakterystyczne i pełne życia tańce, układu Pana Turczynowicza, Dyrektora Baletu, bardzo się podobały. Z zadowoleniem także widziano staranny układ sceniczny Pana Matuszyńskiego, Reżysera Opery. Zadziwiającego effektu są nowe dekoracje pędzla P. Sacchettego, mianowicie w akcie 4-tym okolica wiejska nad Wisłą, z widokiem na Karpaty, oświetlona promieniami wschodzącego xiężyca. Wreszcie piękne a stosowne do epoki ubiory męskie z pracowni P. Guth, Kostiumera Teatrów; damskie P. Ewy Gwozdeckiej, przyczyniły się do świetności wystawy. Libretto do tej Opery zawdzięczać winniśmy Panu Włodzimierzowi Wolskiemu, chlubnie znanemu Autorowi w naszej literaturze.

Prawie 20 lat temu kabaret Potem tak skomentował to dzieło:


Na gorąco wypowiedział się o nowej operze także fachowy tygodnik Ruch Muzyczny w pierwszym numerze z roku 1858 (z datą 6 stycznia).
Najpierw nieco zjadliwie skomentował fabułę sztuki:

H A L K A,

Opera w aktach. Słowa Wł. Wolskiego, muzyka St. Moniuszki, pierwsze przedstawienie dnia 1 stycznia r.b.

Autor tekstu p. Włodz. Wolski nie nałamał sobie główy nad intrygą. Panicz Janusz (p. Ziółkowski) kochał kiedyś prostą góralkę, lub udawał że kocha; Halka góralka (panna Rivoli) istotnie kochała panicza. Opuścił ją dla innej, według zwyczaju dość powszechnego na świecie; boć trzeba by Dziemba (p. Stysiński) mógł o nich powiedzieć:

„a oboje równi stanem, jak urodą tak i wianem!” a ty serce sobie pękaj:

Głupie serce góralki nie zrozumiało, że gdyby się panicze z podobnemi jej żenili, to chyba górale pobraliby córki panów i siostry paniczów. Nonsens towarzyski. Ale co to gadać Halce: Ona na wpół obłąkana, z żalu kochanki a może i rozpaczy matki, goni za swym sokołem Jaśkiem; on nie zważa na to, i choć mu czasem sumienie dokucza, mówi sobie: stało się. i ślub bierze z Zofią (pani Quattrini), córką stolnika (p. Troschel). Halka się topi z rozpaczy i treść niezmiernie pospolita, i rzekłbyś nie polska, gdyby się godziło na innych tylko winy i ułomności składać.

W dalszej części dokonał jednak pochlebnej oceny strony muzycznej całej sztuki, oraz chwalił wykonawców. A Stanisławowi Moniuszce życzono, by widzom co prędzej nową operę wystawił.

„Good King Wenceslas”

Czyli angielska pastorałka o świętym Wacławie I, królu czeskim, który wspomaga ubogich z okazji wspomnienia świętego Szczepana.

 

Kolędowo po staropolsku

Pochwalmyż wszytcy społem Pana Boga z tego,
że na świat zesłać raczył Syna jedynego;
Tegoż Panna Marya w Betleem porodziła, Jezusa miłego,
i w pieluchy powiła, a do żłobu włożyła Króla niebieskiego.

Bylić w onej krainie pastyrze pasący;
i stanął Anioł przy nich, tako k’nim mówiący:
Wesele wam objawiam, narodził się Krystus Pan;
to znamię weźmiecie: że w Dawidowym mieście
w żłobie leżące dziecię powite najdziecie.

Nagleć z onem Aniołem i niebieskie rzesze
z niewymownem weselem wzespół zebrawszy się
Pana Boga chwalili, a tak głosem mówili:
„Bądźże wieczna chwała Bogu na wysokości;
ludziom w ziemskiej niskości pokój, dobra wola!”

Mędrcy, iż na wschód słońca gwiazdę
Jego widali, przyszli do Jeruzalem, o nim się pytali;
potym do Betleem szli, tam dzieciątko naleźli, modlili się Jemu;
Dalić Mu też i pocztę: złoto, kadzidło, mirrę, Królowi wiecznemu.

http://spiewnik.katolicy.net/index.php?topic=446.0

 

Wacław z Szamotuł (Szamotulczyk), poeta i kompozytor, monogramista S. W., V. S. Urodził się ok. 1526 w Szamotułach (Wielkopolska), zmarł ok. 1560.

Wykształcenie muzyczne otrzymał najprawdopodobniej w Krakowie. Być może studiował także prawo, matematykę i filozofię. 6 maja 1547 został przyjęty do kapeli królewskiej Zygmunta Augusta jako śpiewak i nadworny kompozytor.

http://culture.pl/pl/tworca/waclaw-z-szamotul

[Kącik muzycznych coverów] „Unforgiven”

Wersja One-man-one-guitar-orchestra 🙂

 

Wersja bluegrass rodem z Alabamy w latach 50-tych – można wręcz uwierzyć, że napisali ja weterani wojny w Korei.

 

Oraz wersja muzyków klasycznych.  Tak, wiem, była jeszcze Apocalyptica, ale ją wszyscy znają 🙂

 

Ostatecznie. Dies irae, dies illa… W dzień ów gniewu, dzień straszliwy..

Antoni Kamiński

Karajan feat. Verdi

tekst łaciński

tłumaczenie Jana Białobockiego,

z roku 1648;

Jagiellońska Biblioteka Cyfrowa

Dies irae dies illa,

Solvet saeclum in favilla:

Teste David cum Sibylla.

Quantus tremor est futurus,

Quando iudex est venturus,

Cuncta stricte discussurus!

Tuba mirum spargens sonum

Per sepulcra regionum

Coget omnes ante thronum.

Mors stupebit et natura,

Cum resurget creatura,

Iudicanti responsura.

Liber scriptus proferetur,

In quo totum continetur,

Unde mundus iudicetur.

Iudex ergo cum sedebit,

Quidquid latet apparebit:

Nil inultum remanebit.

Quid sum miser tunc dicturus?

Quem patronum rogaturus,

Cum vix iustus sit securus?

Rex tremendae maiestatis,

Qui salvandos salvas gratis:

Salva me, fons pietatis.

Recordare Iesu pie,

Quod sum causa tuae viae:

Ne me perdas illa die.

Quaerens me, sedisti lassus:

Redemisti crucem passus:

Tantus labor non sit cassus.

Iuste iudex ultionis,

Donum fac remissionis,

Ante diem rationis.

Ingemisco, tamquam reus:

Culpa rubet vultus meus:

Supplicanti parce Deus.

Qui Mariam absolvisti,

Et latronem exaudisti,

Mihi quoque spem dedisti.

Preces meae non sunt dignae:

Sed tu bonus fac benigne,

Ne perenni cremer igne.

Inter oves locum praesta,

Et ab haedis me sequestra,

Statuens in parte dextra.

Confutatis maledictis,

Flammis acribus addictis,

Voca me cum benedictis.

Oro supplex et acclinis,

Cor contritum quasi cinis:

Gere curam mei finis.

Lacrimosa dies illa,

Qua resurget ex favilla

Iudicandus homo reus:

Huic ergo parce Deus.

Pie Iesu Domine,

dona eis requiem. Amen.

Dzień on boży, dzień on grozy

W popiół świat ogniem położy

Tak Dawid z Sybillą wroży.

Jakiej tam dzień będzie trwogi,

Kiedy przyjdzie Sędzia srogi,

Wybada wszytko bez folgi.

Trąba dźwięku przedziwnego

Po grobach świata wszytkiego

Zbierze wszytkich przed tron jego.

Śmierć się z przyrodzeniem zdziwi,

Gdy umarli wstaną żywi,

Przed sąd na sprawę lękliwi.

Z księgą wniosą pismo ono,

W którym wszytko jest zamkniono,

Z czego by świat osądzono.

Sędzia tedy gdy zasiędzie,

Skryte rzeczy zjawi wszędzie,

Nic bez karania nie będzie.

Cóż tam pocznę, człek strapiony,

Kogo sproszę do obrony,

Gdzie ledwie święty zbawiony?

Królu strasznej wielmożności,

Ty ludzi zbawiasz z litości,

Zbaw mię, źrzódło łaskawości!

Racz pomnieć, mój Jezu drogi,

Żem przyczyną twojej drogi,

Nie stracaj mię w on dzień srogi.

Szukałeś mię aż do mdlenia,

Umarłeś dla odkupienia,

Nie chciej takich prac zniszczenia.

Sędzio w zemście sprawiedliwy,

Odpuść mój grzech nieszczęśliwy,

Nim przyjdzie liczby dzień ckliwy.

Wzdycham jako obwiniony,

Wzrok mój wstydem zapłoniony,

Patrz, Boże, na głos zniżony!

Ty Maryję rozgrzeszyłeś

I łotrowi odpuściłeś;

I mnie duszność zostawiłeś.

Niegodneć są prośby moje,

Lecz ty spraw przez dobroć twoję,

Żebym nie wszedł w wieczne znoje.

Daj miejsce między owcami,

Nie racz mię łączyć z kozłami,

Staw w prawej stronie z sługami.

Zhańbiwszy gromem przeklętych,

Na pożar ognistych wziętych,

Racz mię przywołać do świętych.

Proszę w pokornym zniżeniu,

Serce na popiół w strudzeniu,

Miej pieczę o mym skończeniu.

Dzień on szczere opłakanie,

Ktorego z prochu powstanie

Przed sąd straszny człowiek winny.

Zbawże go, Boże jedyny,

Panie Jezusie wdzięczny,

Racz im daj pokój wieczny. Amen.

 

[Muzyka] Jacka Kowalskiego ballada o tematyce kolejowej

Kącik amerykańskiej piosenki popularnonaukowej i zaangażowanej politycznie…

… czyli Tom Lehrer — naukowiec i artysta.

Układ okresowy pierwiastków:

Zanieczyszczenia środowiska

Niemcy od V-2 zatrudnieni po wojnie przez Amerykanów do programu kosmicznego:

Proliferacja broni atomowej, czyli „kto następny…”

Lobaczewski, czyli o plagiatach w matematyce

Radości wiosny i trucie tego co tę radość niszczy… czyli gołębi.

Oraz wstrząsająca ballada pseudoludowa i pseudoirlandzka.

[Prasówka] „Podświadomy plagiat”

​http://muzykaiprawo.pl/kryptomnezja-polska-czyli-piosenkach-ktore-przypominaja-nam-inne/   

    Termin „podświadomego plagiatu” został użyty w uzasadnieniu wyroku sprawy, o której mowa powyżej. Wiąże się on ze zjawiskiem kryptomnezji. Jest zjawisko psychologiczne, którego objawem jest to, że człowiek przypisuje sobie swoje wspomnienia, jako własne autorskie pomysły. Wydaje się, że z tą przypadłością często zmagają się muzycy na całym świecie. Jesteśmy dalecy od orzekania, ale dla dobra ogółu, aby ostrzec społeczeństwo przed niebezpieczeństwem krpytomnezji pokazujemy, że problem istnieje i dotyka każdego z nas.

“Lost for words” vs “Orła cień”

Oczywiście, że największy hit Various Manx (z 1996 r.) zawiera inspiracje melodią Brytyjczyków (z 1994 r.). Wszelkie inne podobieństwa są przypadkowe :). Podstępni Floydzi mogli nawet tak skonstruować utwór, aby biedny słuchacz zapomniał, że ją kiedykolwiek słyszał. Udało im się to koncertowo, bo wymazanie go z pamięci zajęło polskim twórcom niewiele ponad rok.

 

Klub muzyczno-poetycki — Gajcy  „Przed odejściem”


Tadeusz Gajcy (12.02.1922 – 16.08.1944)

Przed odejściem

Porasta jesienną mgłą

mój kraj jak włosem siwym.

Lecz nim pożegnam go

dłonią z męczeńskiej gliny,

lecz nim się zgodzę z koroną

cierniowych lip i wezmę

w bok mój i serce bezbronne

ciemność jak ostre narzędzie,

niech błyskawicy lament

znów mnie na wieczność wywoła,

bym uniósł sam siebie jak palmę

i płomień poczuł u czoła.
Po kościach zdeptanych idąc

porównam żywioł z żywiołem,

gwiazdę zawistną nazwę,

co nad mą głową czeka,

młodość przywrócę i miłość

snom niewinnego człowieka,

nad którym wół i osiołek

i anioł smutny się zwiesza.

Nogą ognistość przejdę

jak ptak przez obłok przechodzi,

aby pod brzozą zwęgloną

mrówkę pochować nieżywą –

I dłonie rzucę do wody,

aby nie mogły zapłonąć,

gdy przyjdzie spocząć pod krzyżem.

Order Orła Białego dla Jana Krzysztofa Kelusa!

  • w uznaniu znamienitych zasług w ubogacaniu dziedzictwa kulturowego Rzeczypospolitej Polskiej, za niezłomną i bohaterską postawę w obronie godności i praw człowieka w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej:

Jan Krzysztof KELUS 

poeta, kompozytor, działacz i pieśniarz opozycji demokratycznej w PRL, autor i wykonawca piosenek tzw. drugiego obiegu

http://www.prezydent.pl/aktualnosci/ordery-i-odznaczenia/art,161,prezydent-wreczyl-ordery-orla-bialego.html

A to mój ulubiony utwór J.K.K.:

A ja sobie jeżdżę
na motorowerze
i nocą na szosach
łapię w worek jeże
Może jestem wariat
lecz nie jestem głupi
tak szybko nie jeżdżę
by jeża utrupić

Czasem ktoś się spyta
gdy zajrzy do wora
czy to jest na zupę
czy to na doktorat
Wariackie papiery
i dyplom doktora
który nie pomoże
kiedy będziesz chora

Pytają znajomi
co ja robię wreszcie
i gdzie się podziewam
gdy mnie nie ma w mieście
Mówię im oględnie
że z moją kobitą
hodujemy pszczoły
pod ruską granicą

Pod ruską granicą?
To bardzo ciekawe
gliny w tym węszyły
polityczną sprawę
PIOSENKA PIOSENKA
JAK TA PROSTYTUTKA
UDAJĘ WESOŁĄ
A NAPRAWDĘ SMUTNA

Jeż jest pod ochroną
lecz to biedne zwierzę
gdy zobaczy szosę
zaraz się nabierze
Woli głupie bydle
od trawy i chaszczy
szosę – i samochód
zaraz go rozpłaszczy

Gdy pędzicie nocą
w waszych samochodach
coś wam mignie w światłach
nawet wam nie szkoda
Pomyślicie sobie
że to gówna kupka
popędzicie dalej
nie widzicie trupka

Co innego pieszy
– człowiek nie jest drewno –
wałęsa się szosą
i widzi niejedno
WAŁĘSA WAŁĘSA
– z przeproszeniem Lecha –
człowiek się szosami
a życie ucieka…

Mój przyjaciel Jacek
co bym nie wymyślił
mówi, że się muszę
ustrzec nienawiści
patrzy dobrotliwie
spod przymkniętych powiek
mówi – „nawet ubek
też jest brat i człowiek”

Święty człowiek Jacek
albo nawiedzony
bo mu przecież tyle
dokuczał czerwony
WARIACKIE PAPIERY
i obsesja czysta
miało być o jeżach
nie o komunistach

Ja od nienawiści
oraz od hałasu
zamiast uciec w buddyzm
chowam się do lasu
Pierwszą stronę gazet
oglądnę pod brzozą
a w gazetach zdjęcia
z albumu Lombrozo

Wejrzę w siebie – sprawdzę
– nie ma nienawiści
użyję gazety
kiedy mnie przeczyści
Trzeba wreszcie skończyć
z tą obsesją czystą
siędę se pod dębem
otworzę tranzystor

A tu zagłuszaczki
ten kurewski poryk
i sam się w kieszeni
otwiera scyzoryk
REWOLWER! DYNAMIT!
i obsesja czysta
miało być o jeżach
nie o terrorystach

Lecz póki co jeżdżę
na motorowerze
nocą na szosach
łapię w worek jeże
Gdy worek napełnię
za rzekę zanosze

Gdy pędzicie nocą
w waszych samochodach
coś wam mignie w światłach
nawet wam nie szkoda
Pomyślicie sobie
że to gówna kupka
popędzicie dalej
nie widzicie trupka

Co innego pieszy
– człowiek nie jest drewno –
wałęsa się szosą
i widzi niejedno
WAŁĘSA WAŁĘSA
– z przeproszeniem Lecha –
człowiek się szosami
a życie ucieka…

Mój przyjaciel Jacek
co bym nie wymyślił
mówi, że się muszę
ustrzec nienawiści
patrzy dobrotliwie
spod przymkniętych powiek
mówi – „nawet ubek
też jest brat i człowiek”

Święty człowiek Jacek
albo nawiedzony
bo mu przecież tyle
dokuczał czerwony
WARIACKIE PAPIERY
i obsesja czysta
miało być o jeżach
nie o komunistach

Ja od nienawiści
oraz od hałasu
zamiast uciec w buddyzm
chowam się do lasu
Pierwszą stronę gazet
oglądnę pod brzozą
a w gazetach zdjęcia
z albumu Lombrozo

Wejrzę w siebie – sprawdzę
– nie ma nienawiści
użyję gazety
kiedy mnie przeczyści
Trzeba wreszcie skończyć
z tą obsesją czystą
siędę se pod dębem
otworzę tranzystor

A tu zagłuszaczki
ten kurewski poryk
i sam się w kieszeni
otwiera scyzoryk
REWOLWER! DYNAMIT!
i obsesja czysta
miało być o jeżach
nie o terrorystach

Lecz póki co jeżdżę
na motorowerze
nocą na szosach
łapię w worek jeże
Gdy worek napełnię
za rzekę zanosze
jeże powypuszczam
daleko od szosy
Jeże z worka chyłkiem
chowają się w krzakach
a ja myślę o tych
które szlag potrafiał

Każdy taki bydlak
pomylił się srogo
sądząc ze bezpiecznie
iść wygodną drogą
Tutaj warto zrobić
historyczny przytyk
że co drugi folksdojcz
by real-polityk

WARIACKIE PAPIERY
i obsesja czysta
miało być o jeżach
nie o komunistach…
Z KARIERĄ Z KARIERĄ
tak jak z prostytutką
zaczynasz wesoło
a po wszystkim smutno

tekst poezja-spiewana.pl

[Kącik muzyczny] Piosenka warszawsko-śnieżna.

House(s) of Rising Sun – antologia muzyczna

Ballada o smutnym losie dziewczyny z amerykańskiego Południa znana jest chyba każdemu miłośnikowi muzyki rockowej. Zapewne kojarzą ją nawet osoby, które nie interesują się muzyką w ogóle. Tutaj prezentujemy ją w wersji live (?) z 1964, ze słyszalnymi w tle żywiołowymi reakcjami żeńskiej części publiczności (histeria jak na Beatlesach 🙂 )

Piosenka ta miała wiele tzw. coverów, wykorzystywanych również w filmach. Ostatnio motyw muzyczny z tego utworu pojawił się w serialu Westworld. Twórca ścieżki dźwiękowej Ramin Djawadi w 2016 przygotował wersję instrumentalną „Domu…” stylizując ją na dźwięki pianoli (czyli zmechanizowanego pianina z bębnem na który nałożona była papierowa taśma perforowana – odpowiednik taśmy magnetofonowej sprzed 150 lat – Wikipedia – Pianola).

Ponadto w 2016 roku piosenka wykorzystana została w nowej wersji filmu „Siedmiu wspaniałych”:

Okazuje się jednak, że oryginał z 1964, sam jest tak naprawdę coverem, ponieważ motyw „Domu Wschodzącego Słońca” obecny był w muzyce folkowej już od dłuższego czasu (nawet w czasach bezpośrednio po wojnie secesyjnej), a Animalsi dokonali jego znakomitej (!) interpretacji i piosenka została z nimi skojarzona na zawsze.

Co ciekawe wykonanie Animalsów wcale nie jest jej pierwszym nagraniem:

wersja z 1933

Joan Baez 1960

Bob Dylan 1962

z 1935

Woody Guthrie 1944

Wymieniając różne wersje „Domu…” muszę wspomnieć o nagraniu z okresu rocka progresywnego – Frijd Pink 1970

a w zestawieniu nie mogło zabraknąć polskiej wersji „Domu…” w wykonaniu zespołu Kult z Kazikiem Staszewskim. Muzycznie utwór jest zupełnie na serio, natomiast tekst został przerobiony w „kazikowym stylu”:

Fenomenalny Andrzej Hiolski w arii z „Cyrulika Sewilskiego”

Dla wszystkich, którzy chcą śledzić tekst lub angielskie tłumaczenie wklejam fragment libretta:

Czytaj resztę wpisu »

Goplana, maliny i zmory w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej

Pierwsze od roku 1949 przedstawienie „Goplany” autorstwa duetu Żeleński-German niewątpliwie jest wielkim wydarzeniem, wartym odnotowania i skomentowania, jednak dzisiaj Bestiarusz Kulturalny postanowił zamieścić – znalezioną jakiś czas temu – oryginalną recenzje z PRAPREMIERY Goplany w roku 1896,

a także unikatowy egzemplarz libretta z Biblioteki Teatru Lwowskiego (Lwów, 1896), z wpisami suflerskimi[link].

A oto recenzja:

GŁOS NARODU z dnia 24 Lipca 1896 roku, Nr. 168 [LINK]

Z dawna — i z takiem upragnieniem oczeki­wana najmłodsza córa muzy Władysława Żeleńskiego „Goplana”, została wczoraj po raz pierwszy w świat wprowadzoną. Łatwo zrozumieć, że ukazanie się na widowni dzieła, do którego ogół polski i wielkie zna­czenie i tyle nadziei dla sztuki przywiązywał, mu­siało obudzić wśród niego niezwykłe ożywienie, a za­interesowanie w mieście naszem tem silniejsze, że pierwszy to podobno wypadek, aby opera świeżo po­wstała, święciła premierę na scenie krakowskiej.

Jak wiadomo, libretto do „Goplany” zawdzięcza Żeleński radcy szkolnemu p. Germanowi, któremu znów głównego materjału dostarczył Słowacki, czer­piący klejnoty do swojej „Balladyny” — ze skar­bnicy podań ludowych.

Że „Balladyna” nie od dziś stanowiła cel we­stchnień dla kompozytorów naszych, o tem świadczy illustracja muzyczna, w jaką część fantastyczna zwła­szcza utworu została uposażoną naprzód przez Hoffmana, a następnie przez Henryka Jareckiego. Tej predylekcji zresztą muzyki dla poematu Juljusza dzi­wić się nie można. Wprowadzenie do dzieła czyn­ników wysoko idealoych ze skrajnie fealistycznemi, rozmaitość obrazów, to raz trzymanych” w oświetleniu łagodnego liryzmu, to znów pogrążonych w nastrój silnie dramatyczny — wszystko to przecież powody, mogące do „Balladyny” pociągnąć kompozytora, któ­ry po za obszarem uczuć znajduje tutaj jeszcze wdzięczne tło do uwydatnienia, czy to barwnej cha­rakterystyki, czy też efektów nastręczających się z ze­tknięcia dwóch kontrastujących z sobą światów: ziemskiego i eterycznego.

Nazwisko Słowackiego i imię głównej jego bo­haterki uwalnia nas od szczegółowego powtórzenia treści opery. Oczywiście w przetworzenia budowy po­ematu dokonanem ręką p. Germana na libretto, da­wne sytuacje ledwie się tutaj migocą, postacie ledwie się wychylają, rzecz jednak cała, przyznać trzeba, z wielką zręcznością ułożona. Z wyjątkiem zakończęnia samego, gdzie akcja zbyt pospiesznym krokiem dąży do rozwiązania katastrofy, sytuacje zresztą roz­wijają się naturalnie, symetrja w budowie i w ugru­powaniu figur — odpowiednia, górujące efekty, tre­ściwie i praktycznie przygotowane. Niepraktycznem jedynie dla kompozytora może być: 1) usunięcie z głó­wnego personalu głosu basowego, tej ważnej podstawy dla ensemblu i 2) wprowadzenie w obsadę naczelnych partyj aż sześciu głosów żeńskich — zbytek, na jaki nie prędko która scena zdobić się potrafi. Nie­mniej zastanawiającą jest rzeczą, dlaczego poemat Słowackiego w przeobrażeniu swem na operę otrzy­mał nazwę „Goplany”? Możnaby stąd wnosić, że punktu ciężkości działania powinnibyśmy szukać w czę­ści fantastycznej opery, gdy tymczasem rzecz ma się, przeciwnie i podobnie jak w tragedji tak i tutaj po­stać Balladyny pozostaje na dawnem stanowisku — głównej bohaterki utworu.

Na kanwę ujętą w ramy 3-aktowej partycji rzu­cił Żeleński mnóstwo kwiatów szczerego natchnienia. Arja wstępna „Goplany” piosnka Grabca, romans Kirkora, scena marzycielska Aliny przy końcu I aktu, scena zamiany Grabca w wierzbę, pieśń przy winie w akcie ostatnim — wszystkie te ustępy pełne są pięknych pomysłów i świadczą chlubnie o subtelno­ści uczuć. Nader wdzięcznym jest także chór rycerzy wstępny i chór wieśniaków w akcie II, gdzie żywioł narodowy w sympatycznej i iskrzącej objawia się for­mie. Ale koronę partycji nazwalibyśmy na wskróś dramatycznością owiany duet między Aliną a Balladyną jak w ogóle cały akt II odznaczający się szczególną melodyjnością i efektownym układem.

Obok tych pereł jednakże nie brak w partycji miejsc nużących rozwlekłością, jak n.p. kwintet I aktu lub też takich, które ludzi muzykalnie wykształ­conych mogą przez swoje kombinacje harmoniczne i kontrapunktyczne w zachwyt wprowadzić, ale dla przeciętnego słuchacza operowego mają znaczenie — łamigłówki. Najmniej szczęśliwym wydał się nam akt III w pierwszej swej połowie, aczkolwiek nale­żałoby oczekiwać, że właśnie z wzrastającą na sce­nie akcją wzmoże się także energja kompozytora i puls jego do energiczniejszej twórczości pobudzi. Brakuje także muzyce eterycznej „Goplany” tej powiewności, która u Mendelsohna we „Śnie nocy le­tniej” w tak nierozerwalną całość z poematem się splata, że jednej bez drugiego pomyśleć nie można. Jakkolwiek indywidualność Żeleńskiego na każdej nie­mal karcie partycji cechę swoją znacząco wyciska, nie da się przecież ukryć, że twórca „Goplany” na podszepty obcych kompozytorów, jak n.p. Schuberta, Thomasa, Masseneta, nie zawsze obojętnie się zacho­wuje. Jeżeli zaś koniecznie idzie o wynalezienie wzo­ru, mogącego służyć tutaj za szczególną modłę do naśladownictwa, to wzór ten dałoby się odnaleźć w znakomitym twórcy „Lohengrina”. Widać to nie tylko z traktowania orkiestry, której Żeleński nadaje ważną rolę, chociaż nie tak ważną, jak Wagner chcą­cy niekiedy głosy ludzkie zepchnąć na plan ostatni, ale widać także i z owego splotu motywów tak zwanych: „programowych”, powtarzających się w ciągu opery w różnych tonacjach i harmonjach. Nie można jednak z tego powodu czynić zarzutu kompozytorowi. Dzisiaj, kiedy wszyscy prawie stąpają śladami wytkniętemi przez Wagnera, żądanie, aby kompozytor nie ulegał wpływom nowożytnego reformatora dra­matu muzycznego, byłoby chyba tylko prostem dzi­wactwem.

Że partycja „Goplany” pod względem opracowa­nia technicznego zdradza rękę mistrza, który taje­mnice sztuki zgłębił do dna — o tem dobrze wszystkim wiadomo. Aby więc rzecz w kilku słowach zakończyć, powiedzmy: „Goplana” jest dziełem wykwintnego smaku, opracowanem z drobiazgową starannością tak w kierunku wokalnym, jak i orkiestralnym, dziełem, nakazującem poszanowanie dla twórcy swojego, nie­tylko z powodu jego wysokich zdolności kompozytor­skich i daru kombinacyjnego, ale i z powodu usiło­wań, jakie około wydobycia nowych żywiołów dla naszego dramatu lirycznego podjął.

Jaki los czeka „Goplanę”, przyszłość okaże. To jednak pewna, że ci, którzy pod sterem dyr. Jare­ckiego zespolili się wczoraj na scenie naszej nie; szczędzili nakładu sił, aby dzieło przyodziać w szatę jak najgodniejszą i zbliżyć go do serca słuchaczów. Chcąc wymienić zasłużonych, należy powtórzyć wszy­stkie imiona objęte afiszem, a więc panie: Kasprowiczową, Dąbrowską, Kiustelnicką, Camilową, Kliszewską, Bohussównę; panów: Sienkiewicza, Gór­skiego i Almę.

Na słowo gorącego uznania zasługują również, dobrze przygotowane chóry i orkiestra a wraz z stro­ną dekoracyjną i kostiumową godzi się podnieść cały układ sceniczny przedstawienia, który do celniejszych wyników pracy reżyserskiej należy, ile, że sama na­tura wprowadzonych na scenę postaci, charakter poe­tycznej fikcji, potrzeba wreszcie połączenia i dopaso­wania najsprzeczniejszych z sobą czynników — wszy­stko to stanowi trudne istotnie zadanie dla artystów, reżyserji i maszynerji. Słowem, w każdym kierunku objawiło się staranie o jak najsumienniejsze spełnie­nie obowiązku względem dzieła polskiego, w którego bliższe rozpatrzenie niestety zbyt późna pora (przedstawienie przeciągnęło się do godziny 11) dzisiaj za­puszczać nam się nie pozwala. Ocenił te szlachetne usiłowania najwymowniej sam kompozytor; gdy bo­wiem z zapadnięciem kurtyny po 1-szym akcie cała sala zawrzała burzą oklasków i wywoływań, złączo­nych z huczną fanfarą orkiestry, ukazuje się na sce­nie formalnie zasłanej kwiatami twórca „Goplany” i wśród przejmującego wzruszenia zabiera głos aby po­dziękować artystom, którzy dzieło jego prawdziwą miłością otoczyli.

Pozostaje wreszcie dodać, że powtórzona po skoń­czeniu opery owacja, wywołała również na scenę au­tora libretta i dyr. Jareckiego, którym za udział w tem uroczystem święcie, jakie sztuka polska wczoraj na scenie krakowskiej obchodziła, miano istotnie „dobrze zasłużonych” przynależy.

Artur Rubinstein w 2 odsłonach: Polonez Chopina oraz wspomnienie z konferencji Narodów Zjednoczonych w 1945

Polonez As-Dur op. 53

http://historia.org.pl/2015/05/17/manifestacja-rubinsteina-w-onz/

Artur Rubinstein (1887 – 1982)

Rubinstein mówił: „Była duża sala, pełna chorągwi. Ja przyszedłem na próbę i szukałem chorągwi polskich. Chorągwi polskich nie było. Jak to, powiedziałem, cała wojna szła o Polskę. Niby to Francja, Anglia, Ameryka walczyły za Polskę. Ja byłem absolutnie wściekły. Jak był koncert po południu, musiałem zawsze podczas wojny grać na początku hymn amerykański. I grałem tym razem też, jak zwykle, ale nagle coś we mnie wezbrało. Moja żona stała tam za kulisami, wiedziała, co ja robię”.

Czytaj resztę wpisu »

Dżokeje, tabaka i mazur pod zegarem.

Brytyjski wizjoner operowy David Pountney, wodząc po partyturze Strasznego dworu okiem zupełnie pozbawionym balastu polskich uprzedzeń i fobii, spróbuje odnaleźć inny klucz do arcydzieła.

Taki fragment znalazłem na stronie Teatru Wielkiego – Opery Narodowej, w okolicach zeszłorocznej premiery opery Moniuszki. Od razu pojawiła mi się wizja tego wszystkiego, co we współczesnej sztuce mi się nie podoba: uwspółcześniania na siłę, obrzydzania czy propagandy.

csm_biel1013_g_7a36f183fc

Więc gdy się rozstaniem,/ Przed słońca świtaniem,/ Kto żyw, kto brat,/ Bierz w dłoń pełną czaszę! Strzemienne rzecz godna/ Wychylić je do dna. [Ten obrazek i kolejne pochodzą ze strony: teatrwielki.pl]

Gdy czytam taki opis to (za Zbigniewem Herbertem) nie wytrzymuję takich hybryd, ja uciekam przez okno z krzykiem.  Zazwyczaj. Tym razem nie uciekłem i obejrzałem do końca. Potem oglądałem/słuchałem jeszcze wiele razy.

Czytaj resztę wpisu »

Punk-folk a’la Międzywojnie.

Gdyby punk istniał jako gatunek muzyki już w latach dwudziestych i trzydziestych, brzmiałby tak:

Wykonawcy w obrębie tego gatunku zapewne siegaliby, tak jak i muzycy zespołu „Hańba”, po wiersze socjalistycznych (i antykomunistycznych) poetów, na przykład Władysława Broniewskiego czy takich mistrzów poezji jak Julian Tuwim i Jan Brzechwa.

Muzycy konsekwentnie kreują się na kapele z lat trzydziestych XX wieku i na jednym ze swoich mini-albumów napisali:

Teksty zawarte w niniejszym zbiorze wyśpiewane zostały na krótko­gra­ją­cej płycie zbuntowanej orkiestry podwórkowej „Hańba!” z Krakowa, którą wydano we wrześniu roku 1933 w rocznicę aresztowań brzeskich.
Dla wszystkich Państwa purystów historycznych i innej maści zwolen­ni­ków poprawności wszelakiej mamy łaskawe przypomnienie, iż członkowie kapeli „Hańba!”, jako postacie w całości wyimaginowane, maja ̨ absolutne artystyczne prawo poruszać się po swoim fikcyjnym świecie bez żadnych ograniczeń czasowych czy terytorialnych.

Można uznać, że muzycy sprawnie „zrekonstruowali” nieistnejący gatunek antysa­na­cyjnego punk-folku. Mnie ich twórczość przykuła do słuchawek na dłuższy czas. Na moich playlistach umieszczam Hańbę obok Kazika Staszewskiego/Kultu, „Prąd Stały/Prąd Zmienny” Lao Che, Zacieru i Schmaltza (o którym pewnie jeszcze napiszę).

7 marca 2016 r. muzycy nagrali płytę długogrającą (zapewne album zostanie antydatowany i muzyczny wehikuł czasu przeniesie słuchaczy w okolice 1936 roku).

Ale już teraz można zapoznać się z ich całą, dotychczasową twórczością udając się na stronę internetową http://www.karoryfer.com/hanba/wydawnictwa (znaj­dują sie tam zarówno utwory w formacie mp3, jak i pliki z okłądką i książeczką z tekstami, do samodzielnego wydrukowania.

David Bowie [+], „smutny Żoliborz” i sklep płytowy na Pl. Komuny Paryskiej.

 

Zmarły dzisiaj David Bowie (a właściwie David Jones) najbardziej znany był ze swojej kreacji mistrza glam-rocka, Ziggy’ego Stardusta. Warto dodać, że wystąpił również jako aktor w filmie fabularnym.

W jego twórczości pojawił się „motyw polski”. Fani Davida Bowie’ego i słuchacze radiowej „Trójki” na pewno wiedzą, że wykonywał utwór „Warszawa”. Jest on owocem wizyty w Warszawie w 1973 roku. Artysta, podrózował wtedy pociągiem Moskwa-Berlin Zachodni (według innych źródeł pociąg jechał do Paryża). Jedną ze stacji pośrednich był Dworzec Gdański, a muzyk postanowił wykorzystać planowany postój. Wybrał się na spacer, w kierunku północnym w stronę ówczesnego Placu Komuny Paryskiej (obecnie Plac Wilsona), gdzie w sklepie płytowym zakupił kilka miejscowych albumów, w tym płytę polskiego zespołu ludowego „Śląsk”. Spacer po szarym Żoliborzu, ze śladami po pociskach i zakończonej 28 lat wcześniej wojnie, tak zapadł artyście w pamięci, że muzycznie uwiecznił Miasto nad Wisłą.

Na „Youtube”: David Bowie – Warszawa – koncert z 1978 (Japonia)

Całą historię można poznać z artykułu z marca 2011 r., umieszczonego na stronie fanów Davida Bowie’ego:
https://bowiesongs.wordpress.com/2011/03/15/warszawa/https://bowiesongs.wordpress.com/2011/03/15/warszawa/

Cisza… wyborcza

Muzyczne zaskoczenia – Maleńczuk genialnie w repertuarze Czesława Niemena

[Tygodnio-koniec] „Dla Elizy” rodem z Brooklynu

[Ciekawostki z jutuba] Pełny zapis transmisji z Jarocina (rok 1991).

Na samym początku niespodzianka – Krzysztof Ibisz przeprowadzający wywiady z muzykami przed wejściem na scenę 😛

[Słucham dzisiaj nałogowo] Polski taniec renesansowy…

Tadeusz Gajcy muzycznie potrójny

Duet wojenny, filmowo-muzyczny

Oryginał

cover ze szczyptą basu, perkusji oraz innych środków wyrazu rockowego:

{Link} Rock-kołysanka zespołu Ария

Ария – Потеряный Рай

[Piąteczek] Serbski minister ujawnia swój talent (uwaga! to nie ironia)

Ujawnia talent muzyczny.

Genialne wykonanie „Soldier of fortune” z repertuaru Deep Purple.

„Końcotygodniowy” wątek muzyczny

Przyzwyczailiśmy się, do tego że w polskich programach muzycznych często śpiewa się piosenki zagraniczne, ale co gdy polskie piosenki śpiewa się za granicą…

O ile jesteśmy w stanie znieść infantylne okrzyki w tle i cyrkowe zachowania jurorów, to warto posłuchać piosenki „Dziwny jest ten świat” oczywiście autorstwa Czesława Niemena, wykonany przez Gruzinkę Hasmik Sirojan w telewizyjnym programie „The Voice of Ukraine”

Staropolszczyzna w nowym wydaniu… Adam Strug śpiewa pieśń Władysława z Gielniowa

Polecam, fenomenalne wykonaniu pieśńi Władysława z Gielniowa. Śpiewa Adam Strug a towarzyszy mu z lirą korbową Mateusz Kowalski.

Jezusa Judasz przedał za pieniądze nędzne,
Bog Ociec Syna zesłał na zbawienie duszne;
Jezus kiedy wieczerzał, swe ciało rozdawał,
Apostoły swe smutne swoją krwią napawał.

Znalezione na blogu: http://blog.polona.pl/2015/04/adam-strug-piesn/

[Władysław z Gielniowa] Pieśń o Bożym umęczeniu nabożna i barzo piękna, wszelkiemu krześcijaninowi potrzebna, W Krakowie : Mattheusz Siebeneycher, 1558.

Covery, covery… i muzyczny misz-masz.

Bestyja zwana coverem pojawia się zazwyczaj, gdy na rynek muzyczny wchodzą jacyś nowi, wypromowani przez wytwórnie artyści (?!). A jak wiadomo z pewnego polskiego filmu, który wszyscy znają, lubimy te piosenki, które znamy. A więc i pewnie polubimy takiego nowego muzyka (jak przypuszczam tak kalkuluje wytwórnia płytowa).

Ale nie zawsze jest tak źle. W dalszej częśći wpisu będzie tylko o dobrych wykonaniach, znanych muzykach lub znanych piosenkach.

 

W moim prywatnym rankingu wysokie miejsce zajmuje utwór „High hopes” z Repertuaru Pink Floyd (bez R. Watersa), a w wykonaniu zespołu Nightwish:

 

Inną piosenkę Floydów „Hey you” wykonał za to Dream Theater:

Wokalnie może niezbyt ciekawie, ale mocne gitary dodają piosence trochę drapieżności – zwłascza w porównaniu do wersji z „The Wall”.

 

Klasykami na pewno są muzycy Uriah Heep i ich piosenka „Lady in black”. Jej rumuńsko-angielską wersję nagrał niejaki Iris – ten utwór to pół-cover (a może nawet ćwierć-cover), ponieważ Irisowi towarzyszą przecież muzycy właśnie z Uriah Heep.

 

Ciekawie brzmi też krótkie – bo jedynie minutowe – nagranie „When the smoke is going down” Scorpionsów, w wykonaniu System of a Down:

 

Coverem jest wykonywana przez Macieja Maleńczuka piosenka „Raskolnikow” autorstwa Andrzeja Garczarka – kto zna dość spokojny oryginał, mógł być zaskoczony brawurowym wykonanym Maleńczuka:

 

Na pytanie czy polscy artyści są naśladowani przez artystów zagranicznych, odpowiedź brzmi: „Oczywiście”. Grupa Trecja Pikardyjska, z Ukrainy wykonała znakomitą aranżację piosenki „W południe” z repertuaru Kazika Staszewskiego. Warto  przypomnieć, że autorem jest Kazimierz Grześkowiak a pierwszym wykonawcą była formacja Silna Grupa pod Wezwaniem – polski zespół (w składzie: Kazimierz Grześkowiak, Jacek Nieżychowski, Andrzej Zakrzewski oraz Tadeusz Chyła).

 

Zaraz, zaraz! Tutaj zastanawiam się, czy coverem może być wyłącznie piosenka z XX lub XXI wieku, czy też piosenki starsze, które przecież powstały w czasach (no coś takiego!) gdy nie istniał sprzęt nagrywający. Jednak piosenka „Greensleeves”: zosta ła nagrana już w tylu wersjach (np. przez Blackmore’s Night), że i to nagranie można dorzucić do zestawienia:

 

A na koniec w temacie covera wypowie się Waldemar Malicki, a konkretnie wypowie się o międzynarodowych wykonaniach słynnej polskiej piosenki „Dziś do Ciebie przyjść nie mogę”:

może nie na poważnie, ale na pewno w temacie 😛