#Readlist2019

Naomi Klein, No logo, Muza 2016, s. 365

„Od czasów pierwszej kampanii reklamowej, która wymyśliła maskotki mające przydawać swojskości masowo wytwarzanym towarom, to właśnie za sprawą marketingu odległość między produktami a miejscem, w którym się je wytwarza, stale rosła. Przytoczmy słynne ostrzeżenie Helen Woodward, guru copywriterów z lat 20.: „Jeśli macie reklamować jakiś produkt, to nigdy nie oglądajcie fabryki, w której powstał […]. Nie przyglądajcie się ludziom przy pracy […], bo jeśli się pozna prawdę o czymkolwiek, rzeczywistą, głęboką prawdę, bardzo trudno jest pisać płytkie bzdury, które to coś mają sprzedać”.

(Link) Szydziliście z efektów specjalnych do serialu „Wiedźmin”. Po latach przeczytajcie wywiad z twórcą!

Efekty specjalne do serialu Wiedźmin w reżyserii Bromskiego komentował chyba każdy, kto oglądał ten serial w momencie jego premierowej emisji. Stało się nawet pewnym banałem komentowanie każdego nowego filmu słowami „byle tylko efekty nie były jak w Wiedźminie”. Tymczasem po 15 latach mamy okazję przeczytać wywiad z jednym z twórców. Wywiad, który wiele wyjaśnia.

https://tech.wp.pl/stworzyl-nieslawnego-smoka-z-wiedzmina-nam-opowiada-o-kulisach-tworzenia-filmu-6186216256382593a

Ocenia pan projekt smoka jako zły. Co jeszcze tam nie grało?
Animacja wyszła w miarę dobrze, ale projekt w całości był po prostu słaby. Zamiast zatrudnić projektantów, którzy byliby na poziomie zachodnim i zrobili coś naprawdę dobrego, postawiono na design rodem ze Smoka Wawelskiego – z brzuszkiem, rodem z bajek i komiksów. To nie wyglądało dobrze i nie było zgodne z opisem z książki. Cała produkcja miała problem ze stroną wizualną. Bardzo często, kiedy robiliśmy ciekawsze projekty, bo cały czas obserwowaliśmy zagraniczne trendy, to już końcowe efekty były cofane przez producentów. Tak było w momencie, kiedy zaczęliśmy pracę nad serialem.
Dlaczego?
Bo uważali, że to źle wygląda, a tak naprawdę było nowoczesne. Mieli pewną blokadę na nowości i pomysł na estetykę rodem z filmów z Panem Kleksem. Preferowali wizję osoby, która robiła gumowe potwory.
Problemem stało się nastawienie producentów.
Oczywiście. Miałem okazję oddawać swoje prace na wystawę dotyczącą sztuki wizualnej w Wiedźminie, którą organizowała moja koleżanka, Anna Gwóźdź. Zebrała stroje i rekwizyty z planu i to po prostu wygląda bardzo słabo. A wtedy był już „Władca Pierścieni”, który ma przecież tyle samo lat co „Wiedźmin”, a dalej ma jedne z najlepszych kostiumów w historii.
Może po prostu kończył się budżet.
Wiadomo, że była to jakaś istotna kwestia, ale producenci mieli naprawdę dużo pieniędzy. Cały czas wszystko rozbijało się o ich myślenie. Przecież to był wtedy najdroższy film w Polsce, ale budżet był marnowany.
Na co?
Powiem tylko, że główny producent trafił jakiś czas później do więzienia. Jako twórca niezależny, gdzie liczy się każda złotówka w procesie tworzenia, mam straszliwą awersję do podejścia dużej kinematografii do wydawania pieniędzy, które często są wyrzucane w błoto.

Boże Narodzenie

polecam artykuł „Praca w fast-foodzie nie hańbi”.

https://krytykapolityczna.pl/kraj/wojcik-praca-w-fast-foodzie-nie-hanbi/?hide_manifest

W debacie publicznej zwykle nie docenia się zawodów wykonywanych przez tradycyjną klasę robotniczą, za to przecenia się zawody typowe dla tak zwanych białych kołnierzyków. Choć to te pierwsze często mają dużo większą społeczną użyteczność. Nie jest to zresztą polska specyfika. David Graeber, antropolog z London School of Economics, opisał to zjawisko w tekście Fenomen gówno wartych prac (opublikowanym w Polsce przez „Nowego Obywatela”) oraz w książce Bullshit Jobs. A Theory, wydanej właśnie w Polsce jako Praca bez sensu. Teoriaprzez Krytykę Polityczną.

(…)

Twierdzenie, że niedawny pracownik fast foodu nie jest godny piastowania de facto najniższego w hierarchii stanowiska w administracji rządowej, jest przejawem zjawiska, które opisał Graeber. Prawda jest taka, że gdyby wszyscy polscy politycy mieli doświadczenie w pracy w fast foodzie, polska polityka byłaby lepsza. Smażenie kurczaków nie tylko uczy pokory i wytrwałości, ale też pozwala dostrzec wiele rzeczy,
których się nie widzi z wysokości biurowca

Wróżba…

http://www.kaczmarski.art.pl/tworczosc/wiersze/wrozba/

Jacek Kaczmarski

Wróżba

Kary nie będzie dla przeciętnych drani,

A lud ofiary złoży nadaremnie.

Morderców będą grzebać z honorami,

Na bruku ulic nędza się wylęgnie.

Pomimo wszystko świat trwać będzie nadal –

W Słońce i Kłamstwo wierzą ludzie prości.

Niedostrzegalna szerzy się zagłada,

A wszystkie ręce lśnią aż od czystości.

Handel, jakich nie było, z chciwością się zmaga,

Na gorycz popytu, na zdradę ceny nie ma.

Uczynków złych i dobrych kołysze się waga

Z pełnymi krwi szalami obiema.

Nieistniejące w milczeniu narasta,

Aż prezydenci i gwiazd korce bledną.

Coś się na pewno wydarzy – to jasne,

Ale nam wtedy będzie wszystko jedno.

Jacek Kaczmarski

28.2.1982

Azyl dla opozycyjnych dziennikarzy. Pismo, które dało zarobić zwolnionym publicystom – TVP Tygodnik – Magazyn widzów i czytelników

https://tygodnik.tvp.pl/45759673/azyl-dla-opozycyjnych-dziennikarzy-pismo-ktore-dalo-zarobic-zwolnionym-publicystom

Po wprowadzeniu stanu wojennego „Niewidomy Spółdzielca” dla wielu znanych dziennikarzy sympatyzujących z Solidarnością stał się enklawą, oazą wolności. Wielu z nich po 13 grudnia 1981 nie przeszło tzw. akcji weryfikacyjnej. (…) Na ratunek przyszły niszowe redakcje, jak właśnie „Niewidomy Spółdzielca”, które spełniły swoją rolę – dzięki nim dziennikarze opozycyjni mieli pracę i nie stracili kontaktu z prasą oficjalną (oprócz tego pisali w prasie podziemnej).

– „Niewidomy Spółdzielca” to najbardziej znane czasopismo tego typu. Warto też wymienić „Wiadomości wędkarskie”, w których swój felieton miała Hanna Krall; w stanie wojennym pisała aluzyjnie, że „kiedy chcemy uciec przed smutną rzeczywistością, to jedziemy na ryby”. Poza tym były różne fuchy dziennikarskie; organizowała je Agencja Omnipress, spółdzielnia pracy założona m.in. przez Macieja Łukasiewicza (późniejszego redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”) – mówi Olaszek.

13 grudnia

1. „Czołgi na ulicach”

Artykuł z nagraniami zarejestrowanymi w Gdańsku przez „Solidarność”. A w nich słyszymy między innymi o użyciu broni przez wojsko.
https://przystanekhistoria.pl/pa2/teksty/60423,Czolgi-na-ulicach-Gdanska.html

2. Komentarz muzyczny

[Cytat] Michael Burleigh „Święta racja. 》Świeckie religie 《XX wieku.”

Drwiny z niezdecydowania autorytetów stały się charakterystyczne od lat sześćdziesiątych. Chciano niemal wierzyć, że coś złego zawsze wisi w powietrzu. W istocie stosunki między Kościołami i totalitarnymi religiami politycznymi były niezmiernie skomplikowane i dlatego ich rekonstrukcja wymaga niemałego wysiłku. W owym czasie niektóre z najwybitniejszych umysłów zmieniły swoje wcześniejsze zapatrywania i to przede wszystkim ta umiejętność, bardziej niż jakakolwiek inna, dowodzi ich wielkości. W przededniu wojny o Kościele katolickim napisało dwóch ludzi, którzy nigdy go zbytnio nie podziwiali ani nie cenili. Jeden z nich, Zygmunt Freud, napisał nawet wcześniej ostry tekst przeciwko religii jako takiej, choć sam powołał do życia dyscyplinę, która stała się rodzajem współczesnego kultu. W lutym 1938 roku Freud napisał, że to właśnie Kościół katolicki „daje silny odpór rozprzestrzenianiu się owego [totalitarnego] zagrożenia dla kultury”. W liście do syna dodał, że ma nadzieję, iż „Kościół katolicki jest bardzo silny i stawi zdecydowany opór”, jednak miesiąc później dzwony kościołów w Austrii miały obwieścić powrót syna marnotrawnego w osobie Führera’“. Dwa lata później przebywający na wygnaniu fizyk Albert Einstein poczynił ważne wyznanie na łamach amerykańskiego pisma „Time”: „Tylko Kościół zdecydowanie się przeciwstawił hitlerowskiej kampanii dławienia prawdy. Nigdy wcześniej nie darzyłem Kościoła szczególnym zainteresowaniem, teraz jednak odczuwam dlań wielki podziw, gdyż tylko jeden Kościół miał odwagę i wytrwałość, by stać po stronie prawdy intelektualnej i wolności moralnej. Dlatego muszę wyznać, że to, czym niegdyś pogardzałem, dziś wychwalam bez zastrzeżeń”.

Góra wyobrażona.

Lodowiec w wiosce Grindelwald i szczyt Wetterhorn w Alpach Berneńskich, Lafond Simon Daniel , 1778

Źródło: http://pauart.pl/app/artwork?id=559674aa0cf2c6aee07b5870

R. Macfarlane, Góry. Stan umysłu, Wydawnictwo Poznańskie 2018

W ciągu trzech wieków w postrzeganiu gór przez mieszkańców Zachodu dokonała się niezwykła rewolucja. Cechy, które wcześniej budziły odrazę, stromizna, odosobnienie, śmiertelne niebezpieczeństwa, zaczęto uznawać za ich największe zalety.

Mamy tu do czynienia z tak radykalną zmianą, że uświadamia nam ona kulturowe w znacznej mierze uwarunkowanie sposobu, w jaki reagujemy na krajobraz. Oznacza to, że kiedy patrzymy na pejzaż, nie postrzegamy tego, co się przed nami znajduje, lecz w dużej mierze to, co naszym zdaniem powinno się tam znajdować. Przypisujemy mu właściwości, których sam w sobie nie ma, na przykład okrucieństwo czy posępność, i stosownie do tego go oceniamy. Innymi słowy, czytamy krajobrazy, interpretujemy ich formy, patrząc na nie przez pryzmat naszego doświadczenia i wspomnień oraz tego, co składa się na naszą wspólną pamięć kulturową.

(…)

Tak więc to, co nazywamy górą, jest połączeniem fizycznych form świata z wyobraźnią ludzi – jest górą wyobrażoną. Z kolei sposob, w jaki ludzie odnoszą się do gór, niewiele ma wspólnego z faktycznymi obiektami ze skały i lodu. Góry są jedynie wypadkowymi geologii. Nie zabijają celowo ani też celowo nie zachwycają, wszelkie właściwości emocjonalne, które miałyby posiadać, są im narzucane przez wyobraźnię człowieka. Góry – podobnie jak pustynie, podbiegunowa tundra, głębokie oceany, dżungle i wszystkie inne rodzaje dzikiego krajobrazu, które tak bardzo uromantyczniliśmy – po prostu istnieją, pozostają na swoim miejscu, a ich fizyczne struktury ulegają stopniowemu przemodelowaniu pod wpływem sił geologicznych i atmosferycznych; istnieją niezależnie od naszych wyobrażeń. Są jednak również wytworami ludzkiego postrzegania, od wieków były powoływane do istnienia siłą wyobraźni.