O cenzurze, tyle że „za cara”.

Ferdynand Hoesick, Ze wspomnień o cenzurze rosyjskiej w Warszawie (rok wyd. 1929):

  • na przełomie 1904/1905:

(…) rzekł mu Olchowicz, skarżąc się wogóle na cenzurę warszawską, która zdaje się zapominać o tem, ze sytuacja się zmieniła zasadniczo, ze przecież jesteśmy w przededniu Konstytucji…

Na ten wyraz „Konstytucja” Jaczewski zamyślił się trochę, poczem, ważąc każde słowo, rzekł spokojnie:

– Mnie się zdaje, ze licząc tak bardzo na Konstytucję w Rosji, nie orjentują się panowie dostatecznie w sytuacji. Mojem zdaniem, możecie na takiej Konstytucji bardzo się zawieść. Proszę nie zapominać, ze póki Polacy w Królestwie mają do czynienia z rządem absolutnym, to zawsze mogą liczyć na zmianę kierunku w tym rządzie. Może być rząd raz taki raz inny, może być rząd rusyfikatorski, ale może być i rząd liberalny, na co się właśnie w tej ciężkiej dla Rosji chwili zanosi. Co innego, gdy będziecie mieli do czynienia z Rosją konstytucyjną, z parlamentem rosyjskim, wyłonionym z woli ludu. Wtedy już nie będzie o waszych sprawach decydował rząd, ale naród rosyjski, a polityka narodu rosyjskiego będzie nacjonalistyczna. Po nacjonalizmie zaś rosyjskim nie możecie się spodziewać niczego innego, tylko polityki rusyfikacyjnej, dążącej do „abrusienja” kresów.

[Cytat] O współpracy bolszewicko-niemieckiej w 1920 r.

Źródło: Dwa bratanki. Dokumenty i materiały do stosunków polsko-węgierskich 1918–1920, Wybór i opracowanie Endre László Varga, Naczelna Dyrekcja Archiwów Państwowych
https://www.archiwa.gov.pl/files/dwa_bratanki.pdf

— — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — —

4 czerwca 1920 r. – a więc niespełna tydzień po domniemanym podpisaniu tego uk­ładu – w referacie Oddziału II Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego, prze­sła­nym do Adiutantury Generalnej Naczelnego Wodza znalazło się sformułowanie: „Niemcy pozostają w ścisłym kontakcie z Moskwą. […] Istnieje tajny układ pomiędzy rządem sowieckim a rządem niemieckim. Pertraktacje prowadził [Karol] Radek w Berlinie, który przywiózł od Lenina zobowiązanie utworzenia rządu koalicyjnego, co umoż­li­wi­ło­by użycie armii Guczkowa (syna), która za zgodą rządu niemieckiego organizuje się w Niemczech. […] W Królewcu istnieje biuro zaciągowe do armii bolszewickiej. Żoł­nie­rze zaciągnięci otrzymują na rękę 1000 rubli i zobowiązują się do służby 10-mie­sięcz­nej. […] 2 maja przeleciało nad Warszawą 8 zeppelinów w kierunku na Moskwę. Według poprzedniej umowy między przedstawicielami firmy niemieckiej »Michler & Co« w Ber­li­nie i przedstawicielem sowieckiego komisariatu handlu zagranicznego, firma »Michler« zobowiązała się dostarczyć Rosji w najbliższym okresie 6 zeppelinów o pojemności 100 ton każdy. Pierwszy transport miał wyruszyć między 15 a 20 maja z Hamburga i miał być ładowany aparatami telegraficznymi”.

Wiele jest faktów potwierdzających wolę wypełniania przez Niemcy i bolszewicką Rosję postanowień owego układu. Świadczyły o tym liczne dowody współdziałania rosyjsko-niemieckiego na pograniczu Prus Wschodnich w sierpniu 1920 r. Niedwu­znacznie wskazują one, że nie były to odosobnione wypadki wymuszone przez oko­licz­ności wojenne, ale realizacja wcześniejszych postanowień zawartych w tym układzie.

Druga część układu, tajna, miała – według odpisu przejętego przez wywiad węgierski – zawierać postanowienia na wskroś polityczne, w tym deklaracje sowieckie nieuzna­wania powojennych traktatów pokojowych, w zamian za co zobowiązywała Niemcy do zachowania neutralności w konfliktach zbrojnych toczonych przez bolszewicką Rosję, co sprowadzało się do nieprzepuszczania pomocy wojskowej do Polski. Z drugiej stro­ny, Niemcy wyrażały zgodę na służbę kontraktową w Armii Czerwonej ponad 250 wyż­szych oficerów wojskowych i specjalistów, dostarczanie surowców i materiałów wo­jen­nych po ustanowieniu wspólnej granicy. Sowieci deklarowali również respektowanie niemieckich granic sprzed sierpnia 1914 r. – czyli faktycznie planowali ponowny roz­biór Polski. Oba kra­je gwa­ran­to­wa­ły nietolerowanie na swym terenie propagandy przeciwko sobie. Dlatego w innym raporcie wywiadowczym Oddziału II NDWP z 28 lipca 1920 r. jest mowa o tym, że:
„1. Gurtych wręczył 22 lipca [1920] Koppowi papiery upełnomocniające Koppa do zawarcia sojuszu wojenno-politycznego pomiędzy sowietami a Niemcami.
2. 20 lipca wyjechała z Berlina do Moskwy misja niemiecka wojenno-dyplomatyczna z gen. von Koschem na czele.
3. 23 lipca wyjechała z Moskwy via Rewel do Berlina komisja wojskowa [sowiecka] z gen. Parskim z poleceniami charakteru operacyjno-dyplomatycznego”.

Obie cytowane informacje korespondują z treścią dokumentu opublikowanego w ni­niej­szym tomie, którego pierwsza część wynegocjowana zapewne w kwietniu i maju 1920 r. miała głów­nie charakter gospodarczy, natomiast druga część, datowana na początek lipca 1920 r., stanowiła rozwinięcie pierwszego i zawierała klauzule charak­te­rys­tyczne dla układu polityczno-wojskowego.

Informacje o obu przytoczonych traktatach (układach), zawierające nawet stresz­czenie ich głównych postanowień, nie pozostawały nieznane współczesnym polity­kom. Profesor Janusz Cisek opublikował w 2010 r. raport chargé d’affaires Sta­nów Zjed­no­czonych w Budapeszcie – Ulyssesa Grant-Smitha, z 7 września 1920 r., w którym szczegółowo omówiono oba traktaty sowiecko-niemieckie. Swą wiedzę Amerykanin czerpał zapewne z tego samego węgierskiego źródła, dzięki któremu odpis posta­no­wień wymienionej umowy znany był wywiadowi węgierskiemu.

Natomiast w dotychczasowych opracowaniach nie był dotąd publikowany dokument zawierający samą treść traktatu, czy to w oryginale, czy w formie odpisu bądź obszer­nego streszczenia. Dlatego dokument odnaleziony i opublikowany przez Endre László Vargę jest pierwszym – najpełniejszym jak dotąd – dowodem jeśli nie zawarcia, to prawdopodobnie negocjowania traktatu sowiecko-niemieckiego w 1920 r. Poszu­ki­wa­nie oryginału owej umowy w niemieckim archiwum w Koblencji nie dały dotąd pozy­tyw­nego rezultatu, przez co nie można potwierdzić prawdziwości jego zapisów, co nie podważa ani wiarygodności dokumentu, ani nie neguje samego zawarcia traktatu, ani tym bardziej prowadzonych negocjacji.

Zdekompletowanie i rozproszenie (w wyniku II wojny światowej) polskich archiwaliów dyplomatycznych i wojskowych z 1920 r. nie pozwala niestety na stwierdzenie – czy i kiedy – informacja ta (ze źródła węgierskiego) została przekazana stronie polskiej. Z jednej strony wiemy, że węgierski wywiad wojskowy przekazywał stronie polskiej istotne informacje o bolszewickim zagrożeniu i w wielu dziedzinach wspierał polskie działania wywiadowcze, z drugiej brak jest potwierdzenia uzyskania z Węgier infor­macji o treści traktatu sowiecko-niemieckiego.

W tym czasie prasa niemiecka przygotowywała społeczeństwo do swoistego odwró­cenia sojuszy (czy raczej nawiązania do układu w Brześciu) i ukazywała Armię Czer­woną jako „olbrzyma” gromiącego Wojsko Polskie, „olbrzyma” wyzwalającego „Ger­ma­nię” spętaną wersalskimi łańcuchami. Generał Hans von Seekt, dowódca Reichs­wehry, zaś w dokumen­cie „Najbliższe polityczne zadania Niemiec”, przed­sta­wia­jąc 26 lipca 1920 r. aktu­alną sytuację polityczną, stwierdził: „[…] pełne zwycięstwo Rosji nad Polską nie może już być podawane w wątpliwość”.

Wiemy również, że na spotkanie Armii Czerwonej została wysłana z Berlina do Prus specjalna delegacja rządowa. Potwierdzeniem niemieckiej woli nawiązania „robo­czych” kon­tak­tów z Armią Czerwoną jest przejęty przez polski radiowywiad i poddany dekryptażowi szyfrogram dowódcy 12. Dywizji Strzeleckiej z 3 sierpnia 1920 r., infor­mu­jący, że: „Do sztabu 34. Brygady Strzeleckiej w Kolnie przybyła niemiecka dele­ga­cja rządowa z Berlina […]”.

A wydawana w Moskwie „Prawda” 14 sierpnia 1920 r. deklarowała, iż po zwycięstwie nad Polską wszystkie niemieckie tereny „oderwane” od nich po 1918 r. zostaną zwró­cone Niemcom.

Wszystkie cytowane doku­menty polskiego wywiadu, a także stwierdzone w sierpniu 1920 r. liczne przykłady współdziałania sowiecko-niemieckiego na pograniczu Prus Wschod­nich, zdają się niedwuznacznie wskazywać na istnienie porozumienia, jeśli nie sojuszu Nie­miec i bolszewickiej Rosji. Niemniej odnalezienie wspomnianego doku­mentu, nawet jeśli był on tylko podpisanym (ale nie ratyfikowanym) i nie wpro­wa­dzo­nym w pełni w życie doku­men­tem, stawia go logicznie w szeregu umów sowiecko-niemiec­kich, począwszy od traktatu brzeskiego, przez ten właśnie (nazwijmy go) „pakt berliński”, układ z Rapallo (z 1922 r.), układ berliński z kwietnia 1926 r., aż po układ Ribbentrop–Mołotow z sierpnia 1939 r.; należałoby więc się zgodzić z konkluzją za­wartą w cytowanym wcześniej raporcie polskiego wywiadu wojskowego: „[…] gdyby nie załamanie się ofensywy bolszewickiej [po Bitwie War­szaw­skiej], ujawnione współ­dzia­ła­nie Niemców z bolszewikami rychło przekształciłoby się w ścisły sojusz, skutki którego dałyby się groźnie we znaki nie tylko, państwu polskiemu, lecz i całej Europie”.

[Cytat] Roger Scruton o sporcie.

Roger Scruton, Przewodnik po kulturze nowoczesnej dla inteligentnych, Wydawnictwo Thesaurus 2006
s. 55—56

A zatem jeśli mamy żyć w sposób właściwy — nie tylko używając świata, lecz kochając go i ceniąc — musimy kultywować sztukę znajdowania celów tam, gdzie moglibyśmy znaleźć tylko środki. Musimy uczyć się kiedy i jak odsu­nąć na bok nasze interesy, nie powodowani nudą czy niechęcią, lecz bez­interesowną namiętnością, kierującą się ku samej rzeczy.

Tak więc największe znaczenie w naszym życiu mają uroczyste okazje, kiedy łączymy się z innymi ludźmi, oddając się wraz z nimi jakimś bezcelowym czyn­nościom. Sport (a zwłaszcza sport traktowany jako widowisko) jest wy­mownym tego przykładem. Spójrzmy na pierwszy okres rozkwitu naszej cywilizacji w starożytnej Grecji, a już tam znajdziemy sport obecny w samym centrum życia społecznego, stanowiący ognisko więzi społecznej, przegląd militarnej sprawności i pobożny trybut składany bogom. Pindar pisał u­two­ry wysławiające zwycięzców igrzysk panhelleńskich, ale jego ody nie są re­la­cja­mi z ulotnych zwycięstw różnych zawodników. Opisują bogów i ich dzie­je, inwokacje, mające za cel przyzwanie boskiej obecności w tym akurat miejscu i czasie i wzniosłą celebracje tego, co oznaczało bycie Hellenem po­śród Hellenów, ludzi, których łączą wspólny język, historia, bóstwa i fatum. Ukazują nam one widza jako jednego z uczestników. Widzimy, że jego pełne podniecenia okrzyki dochodzą z samej głębi jego społecznej istoty jako wkład do toczącej się akcji i pewnego rodzaju rozrywka o charakterze re­li­gij­nym. Gdziekolwiek istnieje prawdziwa wspólna kultura, sport jest zawsze główną jej częścią, a radosna obfitość uczuć religijnych przenika całe to wydarzenie — a to dlatego, ponieważ na hipodromie obecni są także bo­go­wie, żywo dopingujący swych faworytów. Współczesny mecz piłki nożnej różni się pod wieloma względami od starożytnego wyścigu rydwanów, a najważniejszą różnicą jest tu brak intencji religijnej. Niemniej jednak ist­nie­ją też ważne analogie. Najłatwiej daje się to zaobserwować w przypadku Ameryki, z jej zwalistymi zawodnikami walczącymi ze sobą, niczym zakuci w zbroje rycerze, o każdy cal boiska, z jej ryczącymi tłumami, ogarniętymi świątecznym nastrojem, z jej cheerleaderkami podskakującymi i wy­ma­chu­ją­cymi rękoma, zgodnie z układem choreograficznym, któremu towarzyszą dziewczęce okrzyki, z jej jazzowymi zespołami i grupami maszerujących ludzi przyodzianych w uniformy, powiewających sztandarami i trzymanymi w rę­kach chorągiewkami. W takich wydarzeniach widzimy pewnego rodzaju zbio­ro­wą euforię, która jest uniesieniem, ogarniającym również społeczność fanów. Mamy tu niemal powrót do tego samego doświadczenia człon­ko­stwa, które opisałem w rozdziale drugim, a jeśli nawet bogowie nie biorą w nim udziału, to wyczuwa się ich obecność: zmartwychwstających z gro­bów i spoglądających z nieśmiałą fascynacją spoza kurtyny naszego zapomnienia.

[Cytat] Odwieczne puszcze wcale nie takie odwieczne.

archeowiesci.pl/2016/06/12/dziewiczosc-dawno-utracona-subskrypcja/

Międzynarodowy zespół badaczy podsumował wpływ dawnych ludzi na środowisko naturalne. Ich zdaniem dziewiczych krajobrazów już nie ma na świecie, a większość z nich zniknęła tysiące lat przed rewolucją przemysłową.

(…)

Preferowane przez ludzi gatunki coraz częściej przedostawały się do lasów i zmieniały ich roślinność. Samo zajęcie Brytanii przez Rzymian zaowocowało pojawieniem się tam co najmniej 50 nowych gatunków roślin.
Jak podkreślają autorzy badań, danych archeologicznych nie wykorzystywano dotąd w dyskusjach dotyczących ochrony przyrody, co utrudniało uzyskanie odpowiedniego obrazu rzeczywistości. Według Boivin należy raczej skupić się na dbaniu o czyste powietrze i wodę, a nie na przywracaniu planety do dawnego stanu. To ostatnie jest już bowiem niemożliwe nawet w odniesieniu do obszarów, które wydawały się dziewicze.
Należy do nich chociażby Puszcza Amazońska. W rzeczywistości spore fragmenty tego lasu już setki lat temu były zajęte przez pola i sady. Zarosły one stosunkowo niedawno, gdy większość mieszkańców tych ziem wymarła na przywleczone z Europy choroby.

Roger Scruton o nacjonaliźmie niemieckim.

[Źródło]

Roger Scruton:

[Niemcy] Postrzegają nacjonalizm jako zagrożenie dla świata. A prawda jest taka, że to niemiecki nacjonalizm jest zagrożeniem dla tegoż świata. Takim zagrożeniem nie jest żaden inny nacjonalizm. Czy świat kiedykolwiek był zagrożony przez polski nacjonalizm? Albo przez nacjonalizm czeski? Szkocki? To jest zwykły nonsens! A niemiecki nacjonalizm dwukrotnie zagroził światu, za każdym razem doprowadzając go niemal do zniszczenia. Niemcy nie potrafią przyznać, że problemem nie jest zjawisko nacjonalizmu, tylko jego niemiecka odmiana.

[Cytat] Mąż stanu czy polityk…

Christine Ockrent i Alexandre de Marenches, Sekrety szpiegów i książąt, Editions Spotkania, 1992

Jedną z niewielu rzeczy, których nauczyłem się w życiu, jest świadomość, na czym polega różnica między politykiem a mężem stanu. Tylko mąż stanu gro­ma­dzi wiadomości złe. Polityk boi się ich i dlatego tak niewielu jest mężów stanu. Polityk to przede wszystkim ktoś, kto handluje dobrymi no­wi­nami. Nie wiem, czy widzi życie w kolorze różowym, ale za pomocą swych demagogicznych i innych obietnic próbuje sprawić, by wyborca uwierzył, że jest różowe. Mąż stanu, taki jak choćby Churchill, przy pierwszej spo­sob­ności, jeśli sumienie tak mu dyktuje, obiecuje pot, krew i łzy.

Przykład Polski ku przestrodze Norwegów (1940 r.)

Rok 1940.
Niemcy szantażują Norwegów przykładem Polski:

Dwa tygodnie przed zawarciem rozejmu fińsko-sowieckiego Hitler przygoto­wy­wał już inwazję na Norwegię i Danię. A kilka tygodni później, 5 kwietnia 1940, flota niemiecka z dziesięcioma tysiącami żołnierzy wypłynęła z północ­nych portów, aby podbić sąsiada Finlandii.
Tego samego dnia urzędnicy norweskiego Ministerstwa Spraw Zagra­nicz­nych otrzymali ozdobne zaproszenie z niemieckiego poselstwa na pokaz „po­ko­jo­wego filmu”. W zaproszeniu dopisano: „Obowiązuje strój wieczo­rowy”. Wielu szefów biur Ministerstwa przybyło w białych krawatach, za­cie­ka­wio­nych, co też Niemcy mogą im pokazać. Jednak zamiast filmu o pokoju zaprezentowano przerażający dokument z bombardowania Warszawy. Am­ba­sador Niemiec w mało subtelny sposób oznajmił, że film ten ukazuje, co grozi państwom opierającym się wysiłkom nazistów „broniących Niemcy przed Anglią”.

Z książki J. Michaela Cleverleya „Urodzony żołnierz” przedstawiającej życiorys Lauriego Allana Törni vel Larry’ego Thorne’a, fińskiego i amerykańskiego żołnierza w okresie II wojny światowej i wojny w Wietnamie.

„Także też przeciwko tem i przeciwko temu powstaniemy…”

http://palus-sarmatica.pl/index.php/lista/272-konfederacja-dokument

Także też przeciwko tem i przeciwko temu powstaniemy, któryby bez wiadomości senatu koronnego i tych, którem to podług tego prawa i zwyczajów starodawnych należy, za pieniądze od kogo inszego niż od rzeczypospolitej wzięte, żołnierze pisać albo osobne jakie z postronnemi pany porozumienie mieć, poselstwa i listy od nich osobnie słać, abo posłane przyjmować chciał, abo z postronnych państw ludzie do korony u wielkiego księstwa litewskiego i ziem jej należących wwodzić, abo osoby jakie towarzystwa, bunty, praktyki, związki z kimkolwiek tak w postronnych ziemiach, jako w Koronie Polskiej i Wielkim Księstwie litewskim przeciwko pokojowi i bezpieczeństwu pospolitemu czynić ważeł się. Tak też przeciwko tem wszystkiem i każdemu z osobna, któryby króla porządnie i wolnie obranego i electiej po zamknieniu jej sprzeciwił się. Obiecując królowi temu to tak obranemu wszelaką wiarę, uczciwość posłuszeństwo i służby przystojne i uczciwe zawżdy oddawać, (…)

Dziennik (niemego) sprzeciwu

Wydany przez Ośrodek Karta „Dziennik sprzeciwu”, to książka niezwykła. Jest bowiem świadectwem, że ogół obywateli Trzeciej Rzeszy wiedział o Zagładzie Żydów, o zbrodniach w okupowanej Polsce oraz okrucieństwach na obszarze Ukrainy i Białorusi. Na dodatek jest świadectwem napisanym przez Niemca, który swoje spostrzeżenia przelewał na papier na bieżąco.

Autor, Friedrich Kelner, niepozorny niemiecki urzędnik sądowy w latach trzydziestych i czterdziestych XX wieku prowadził w kratkowanych zeszytach dziennik. Nie mówił nikomu o prowadzonych zapiskach, bo ocierały się o zdradę III Rzeszy. Poza tym i tak był „na cenzurowanym”, od czasu gdy jego syn, uciekając przed służbą wojskową, wyemigrował do Ameryki.

Kelner w swoich zapiskach szydzi z partyjnych bonzów o „twarach ziemniaczanych”, ironizuje na temat „dzielnych” urzędników wyruszających na okupowane na wschodzie tereny. Oczekuje zemsty okupowanych i mordowanych przez Niemców narodów, wiedząc że wymaga tego sprawiedliwość. Odmawia udzialu w nazistowskich misteriach i nie zapisuje sie do partii.

Wie, że nie jest bohaterem, bo bunt polegający na pisaniu dziennika, i tak nie zaszkodzi władzy, która została wybrana przez jego współobywateli w 1933 roku. Ale zostawił nam ciekawe świadectwo.

„Leżą przede mną dwa dziełka z dawniejszych czasów: Deutschland in seiner tiefsten Erniedrigung (Niemcy w swoim największym poniżeniu) (…) o epoce napoleońskiej.

To osobliwe, jak subtelny był naród niemiecki, wówczas kiedy sam cierpiał. Od 1939 roku entuzjazmuje się gnębieniem innych, obcych narodów i nie ma ani odrobiny współczucia dla nieskończonych cierpień ludności w okupowanych krajach. To, czegośmy domagali się wtedy, przed stu trzydziestu laty – wyzwolenia od obcej tyranii – dzisiaj może być przedmiotem najzupełniej słusznych roszczeń całej Europy wobec nas. Całe nasze postępowanie świadczy tylko o brutalnym, bezwzględnym egoizmie. I za to będzie nam wystawiony rachunek.

Uzupełnienie:

Timothy Snyder, Czarna ziemia

[rozdział: PARADOKS AUSCHWITZ, s. 274, 275]

(…) Możliwe jest, że część Niemców nie zdawała sobie dokładnie sprawy, co działo się w Auschwitz. Natomiast niemożliwe jest, aby wielu nie było świadomych masowego mordowania Żydów. O tej kampanii mordu wiedziano i rozmawiano w Niemczech – przynajmniej w kręgach rodzinnych (…) – na długo zanim Auschwitz stało się miejscem zagłady. Na wschodzie, gdzie dziesiątki tysięcy Niemców przez trzy lata nad setkami dołów śmierci rozstrzeliwały miliony Żydów, większość ludzi miała świadomość, co się dzieje. Na froncie wschodnim setki tysięcy Niemców było świadkami morderstw, wiedziały o nich zaś miliony Niemców. W czasie wojny żony, a nawet dzieci oglądały miejsca mordu, a żołnierze, policjanci i inni opisywali szczegoły w listach do rodzin, czasem załączając zdjęcia. W milionach przypadków niemieckie domy wzbogaciły się o przedmioty skradzione zamordowąnym Żydom, przesłane pocztą lub przywiezione przez zołnierzy  i policjantów przebywających na wschodzie.

Shāh māt (شاه مات)

„Wszak polityka i wojna to tylko przedłużenie szachów innymi środkami”.

Piotr Gociek, Janek Poranek i jego goście [w:] P. Gociek, Czarne bataliony, Lublin 2014

Tytuł: „Checkmate” autor: meppol źródło: www.deviantart.com

tytuł: „Checkmate”
autor: Meppol
źródło: http://www.deviantart.com

« Older entries