Oikofobia

#readlist2020pl

Rafał Ziemkiewicz, Cham niezbuntowany

Od dawna, jeszcze od czasów, gdy nawiązując do oświeceniowej „wojny fraka z kontuszem”, publicystycznie dzieliłem polską scenę polityczną na Familię i Konfederację, wyższościowe urojenia tej pierwszej przypisywałem kompleksowi postkolonialnemu, skutkującemu tym, co zmarły niedawno Roger Scruton nazwał „oikofobią”, irracjonalną niechęcią do swojskości i przedkładaniem nad nią wszystkiego, co obce. Ale komentarze miejscowych „autorytetów” po brexicie, na czele z komentarzem Agnieszki Holland, która w lewicowej angielskiej gazecie kazała się Brytyjczykom wstydzić, że zagłosowali pod dyktando populistów i wybrali sobie na premiera „niechlujnego narcyza”, wskazują, że przez ostatnie lata pomagdalenkowa warstwa „oświeconych” III RP poczuła się częścią ponadnarodowej, kosmopolitycznej warstwy wyższej i jako taka czuje się uprawniona gardzić nie tylko swoimi nieucywilizowanymi rodakami, ale także „hołotą” z krajów, które u zarania transformacji uznawane były tutaj za wyższą cywilizację po całości.

Dzieje i nadzieje zunifikowane

Dla odzyskania przez Polaków poczucia własnej wyjątkowości i odkrycia w niej powodów do dumy ważne jest odnotowanie tej sytuacji. Nie dość, że liberalno-lewicowe elity, żyjąc w świecie wyższościowych urojeń, nie są w stanie wywiązać się ze swych elementarnych obowiązków. Nie dość, że są zwyczajnie głupie, indolentne, niczego nie chcą i nie potrafią zrozumieć, wyżywają się jedynie w upierdliwym narzekaniu, krytykowaniu wszystkiego za wszystko i odreagowywaniu swojej frustracji głupimi złośliwościami.

Do tego wszystkiego pragnienie bycia częścią liberalistokracji europejskiej czyni miejscową warstwę zarządzającą szczególnie chętną do włączania się w proces budowania „wspólnej europejskiej historii”. Czyli, mówiąc konkretnie, wprasowywania polskiej historii w historię krajów Europy Zachodniej. A to się pod dyktando Domu Historii Europejskiej odbywa według prostego schematu: wszystkie haniebne zakręty historii Niemiec, Francji, Anglii muszą znaleźć swoje równie haniebne odpowiedniki w historii Polski.

Oni mieli wojny religijne, budowali imperia kolonialne, zniewalali mieszkańców innych krajów i wyzyskiwali ich, byli antysemitami, szowinistami, kolaborowali z Hitlerem? My nie możemy być od tych zaszłości wolni. Miejscowa liberalistokracja stanie na głowie, by na użytek Europy znaleźć takie elementy historii Polski, które można uznać za analogiczne wobec ich historycznych przewin, a następnie przedstawić je w taki sposób, aby wytworzyć symetrię pomiędzy jednymi a drugimi, równoznaczność. Następnie zaś będzie ze wszech sił bić się w piersi – nie swoje, oczywiście, tylko tych „gorszych” Polaków – powtarzając argument budowniczych nowej, jednolitej świadomości europejskiej: tam, na Zachodzie, oni już się ze wszystkich owych grzechów religianctwa, kolonializmu i rasizmu wyspowiadali, odcięli się od nich i odpokutowali – a tu, w zacofanej, katolicko-nacjonalistycznej Polsce, wciąż są tacy, którzy tego odmawiają! Nie dostąpią oni zaszczytu wyrównania statusu z Zachodem, dopóki nie dokonają rytualnego samoupokorzenia.

W praktyce tworzenie wspólnej historii dla mających w istocie zupełnie inne historie Zachodu i Wschodu oznacza więc żądanie, byśmy kajali się i pokutowali za niepopełnione, cudze winy.

A już 10 maja…

Travolta w lokalu wyborczym.

Papier twój wróg! Amman, Waszyngton… i Olsztyn.

Nowa moda?! Wszystkie zdarzenia miały miejsce w ostatnim tygodniu.

Czyżby wszyscy pozazdrościli Banksy’emu?

Foreign Office czeka na przewrót majowy

We wspomnieniach Kajetana Morawskiego (1892-1973), dyplomaty i ministra w rządzie Witosa, zatytułowanych „Tamten brzeg. Wspomnienia i szkice” znalazłem taki ciekawy fragment dotyczący „wypadków majowych” w 1926 roku:

]eden z posłów naszych na Bliskim Wschodzie otrzymał od swego brytyjskiego kolegi, z którym łączyła go dawna osobista zażyłość, udzielane z daleko posuniętą otwartością informacje o polityce rządu Jego Królewskiej Mości. Z tego więc źródła doszedł mnie już po wypadkach majowych list wysłany kurierem dyplomatycznym, ale adresowany do mnie osobiście. W liście znalazłem odpis depeszy okólnej wystosowanej dwa tygodnie wcześniej przez Foreign Office. Depesza wyrażała się przychylnie o opozycji przeciw formującemu się gabinetowi Witosa, zapowiadała, iż gabinet ten zostanie siłą usunięty, i stwierdzała, że taki obrót rzeczy odpowiada interesom brytyjskim. Jako motyw podawała, że Witos, a zwłaszcza minister skarbu Zdziechowski, sprzeciwiają się zalecanej przez Wielką Brytanię kontroli Ligi Narodów nad polską polityką gospodarczą. Przywódcy opozycj i wykazują natomiast wiele więcej zrozumienia dla konieczności współpracy młodego państwa z instytucjami międzynarodowymi!

Przesłany mi odpis, jako dotyczący spraw publicznych, zwróciłem Ministerstwu Spraw Zagranicznych.

Te wspomnienia polecam na równi ze wspomnieniami Mieczysława Jałowieckiego (Wydane m.in pod tytuem: „Na skraju Imperium i inne wspomnienia„), o których kiedyś wspominałem. Stanowią bowiem ciekawe świadectwo trudnych początków polskiego państwa po latach zaborów.

Swój stosunek do zamachu majowego autor przedstawił następująco:

By wyplenić partyjniactwo, przerwał siłą zamach majowy postępującą stale, choć powolnie, ewolucję; Spadkobiercy zamachu, szukając nowych rozwiązań, zgubili po drodze wielonarodowość, a znaleźli monopartię. Czyż dziś, po erze Hitlera i stalinizmu, znajdzie się jeszcze Polak, który by był im za to wdzięczny?

Największą szkodę wyrządzili chyba sobie samym. Bo na barki obozu, który lubił sobie przypisywać wyłączną zasługę za wyzwolenie kraju w roku 1918, spadł po roku 1939, równie niesłusznie, ciężar wyłącznej odpowiedzialności za klęskę.

Witaj Nowy Roku…

Zbliża się ku końcowi dopiero trzeci dzień nowego, 2020 roku, a historia sobie przyspieszyła:

wspierane przez Iran bojówki oblegają amerykańską placówkę dyplomatyczną, a w odpowiedzi Stany Zjednoczone zabijają jednego z ważniejszych ludzi w Iranie, Suleimaniego. W USA wybory, więc można się obawiać że sytuacja zmierza ku wojnie, prawdopodobnie toczonej przez „zastępców” wspieranych przez Iran lub USA (proxy war).

Jakby tego było mało Rosja zakręca Białorusi gaz, a szef sztabu armii tajwańskiej ginie w katastrofie lotniczej. Dodajmy że pod koniec zeszłego roku Turcja postanowiła wysłać swoje wojska do Libii.

Jak to szło w tym chińskim przekleństwie?

„Obyś żył w ciekawych czasach.

[Popkulturowo] Oczekiwanie na kandydata opozycji.

Z góry przepraszam, tych którzy nie lubią tematów politycznych na moim blog. 🙂

Tak mi się tylko skojarzyła scena z filmu „Kilerów 2-ch” z informacjami o możliwym starcie pewnego dziennikarza katolickiego z telewizji  (T*N) w wyborach prezydenckich. Co prawda myślę, że akcja ma na celu zwiększenie zainteresowania jego nową książką, ale…

oczekiwanie €na kandydata.jpg

 

Cytat. O wyborach, ale tak zupełnie ogólnie.

Agata Kaźmierska i Wojciech Brzeziński „Strefy cyberwojny”

To demokracja czasów Netflixa mówi prof. Dariusz Jemielniak, który od lat bada przemiany, jakie napędza internet. Tak jak Netflix wie lepiej niż my sami, co chcemy obejrzeć, potencjalnie tego rodzaju asystent mógłby podejmować za nas decyzje. Tylko jakiego rodzaju problem to rozwiązuje? Problem czasu na pewno nie jest najważniejszym problemem demokracji, bo jeśli ktoś twierdzi, że nie ma go, żeby iść i zagłosować, to jednocześnie pokazuje, że mu nie zależy. Taki system byłby też bardzo podatny na manipulacje. W ogóle pomysł głosowań przez internet to jest pomysł z piekła rodem. Jeśli mamy zwykle głosowanie z kartką, to mamy możliwość kontroli, także społecznej. A jeśli są wybory całkowicie elektroniczne, to nie mamy zielonego pojęcia, co ktoś w algorytmie napisał.

I tu dochodzimy do może najważniejszego problemu. Jesteśmy już całkowicie uzależnieni od cyfrowych narzędzi, bez których nasz świat polityka, gospodarka, edukacja, a nawet kultura i sztuka wzasadzie nie mogą funkcjonować. Tymczasem nie mamy możliwości przekonania się, jak one działają, na jakich regułach opierają swoje decyzje, dlaczego dokonują takich, a nie innych wyborów, od których zależy życie ludzi i funkcjonowanie całych społeczeństw.

Żyjemy w czasach, w których jedna literówka w kodzie napisanym przez przemęczonego programistę może mieć na nas taki wpływ, jak pędzący tirze z przysypiającym kierowcą za kółkiem. Różnica jest taka, że tira widzimy i możemy przed nim (czasem) uskoczyć. Błąd w algorytmie lub ktoś umyślnie manipulujący jego lukami może nas wziąć zupełnie z zaskoczenia.

Polecam.

[Internety są bezlitosne]…

Znalezione na Facebook’u
52602467_975401072656149_3808113021918642176_n

+ Jan Olszewski (1930-2019)

1.

Chciałbym mianowicie, wtedy kiedy ten gmach opuszczę, kiedy skończy się dla mnie ten – nie ukrywam – strasznie dolegliwy czas, kiedy po ulicach mojego miasta mogę się poruszać tylko samochodem albo w towarzystwie torującej mi drogę i chroniącej mnie od kontaktu z ludźmi eskorty, że wtedy, kiedy się to wreszcie skończy – będę mógł wyjść na ulice tego miasta, wyjść i popatrzeć ludziom w oczy. I tego wam – Panie Posłanki i Panowie Posłowie – życzę po tym głosowaniu.

Noc z 4 na 5 czerwca 1992 r.

2.

Cytat z mowy końcowej mecenasa Jana Olszewskiego, pełnomocnika oskarżyciela posiłkowego, w procesie morderców ks. Jerzego Popiełuszki

Brzmi znajomo? Spokojnie, to tylko literatura i to sprzed 180 lat…

Charles Dickens, Klub Pickwicka, rok pierwszego wydania: 1836-1837

cytat za polskim wydaniem z 2005 r. w tłumaczeniu Włodzimierza Górskiego

Szczerze wyznajemy, że aż do chwili, w której zagłębiliśmy się w ogromne stosy papierów Klubu Pickwicka, nigdyśmy nie slyszeli o Eatanswill. Przyznajemy się również z taką samą szczerością, że na próżno szukaliśmy dowodów rzeczywistego istnienia takiej miejscowości. Wiedząc, jak głęboką wiarę pokładać należy we wszystkich notatach pana Pickwicka i nie ważąc się przeciwstawiać naszych myśli twierdzeniom tego wielkiego człowieka, zasięgaliśmy co do tego przedmiotu zdania wszystkich autorytetów, do jakich tylko można było się odwołać. Zbadaliśmy wszystkie nazwy w wykazie miast mających prawo do wybierania do parlamentu, ale Eatanswill nie znaleźliśmy; najstaranniej przejrzeliśmy wszystkie mapy hrabstw, wydane przez znakomitych naszych wydawców, i rezultat naszych poszukiwań był ten sam.

Zniewoleni przeto jesteśmy do przypuszczenia, że w żywej trosce, by nie ubliżyć nikomu, i przez poczucie delikatności, którą byl obdarzony w wysokim stopniu, pan Pickwick z rozmysłem nadał fikcyjną nazwę zamiast rzeczywistej tej miejscowości, w której robił swoje spostrzeżenia.

Utwierdza nas w tym mniemaniu okoliczność mogąca sama w sobie wydawać się błahą i nic nie znaczącą, ale która, rozważana z naszego punktu widzenia, godna jest zanotowania… W notatkach pana Pickwicka zostało zapisane, że miejsce dla niego i dla jego uczniów zamówione było w dyliżansie udającym się do Norwich, ale wyraz ten został natychmiast wykreślony, prawdopodobnie, by nie dać wskazówki, w jakiej stronie znajduje się to miasto, o którym mowa. Nie odważymy się więc robić wniosków co do tego i będziemy nadal prowadzić naszą historię bez przerwy, ograniczając się do bogatych materiałów, ukazujących dowodnie charakter tych wydarzeń.

Zdaje się, że mieszkańcy Eatanswill, jak i wielu innych malych miejscowości, poczytywali siebie za niezmiernie ważnych dla państwa, a każde indywiduum, w uznaniu wagi przywiązywanej do dawanego przez siebie przykladu, czuło się zobowiązane do należenia duszą i ciałem do jednego z dwóch stronnictw dzielących gród, to jest do błękitnych lub żółtych. Otóż błękitni nie zaniedbywali żadnej sposobności, by przeciwstawić się żółtym; żółci zaś ze swej strony nie zaniedbywali żadnej sposobności, by przeciwstawić się błękitnym, tak że gdy żółci i błękitni stawali oko w oko na jakimkolwiek publicznym zgromadzeniu, w ratuszu, na rynku czy na targu, natychmiast powstawały kłótnie i wzajemne łajania. Zbyteczne jest dodawać, że w Eatanswillu wszystko stawało się sprawą stronnictw. Gdy żółci doradzali zaopatrzyć targ w nowe latarnie, błękitni zwoływali zgromadzenia publiczne, na których piętnowali ten szalony pomysł. Gdy błękitni proponowali zbudowanie nowej studni przy głównej ulicy, żółci powstawali jak jeden człowiek przeciwko takiej niegodziwej myśli. Były sklepy błękitne i sklepy żółte, oberże błękitne i oberże żółte, w samym kościele jedna strona była błękitna, druga żółta.

Każde z tych potężnych stronnictw, rzecz oczywista, mialo swój organ i dlatego dwa dzienniki wychodziły w mieście. Gazeta Eatanswillska i Eatanswillska Niepodległość. Pierwsza popierała zasady błękitne, druga stała na gruncie stanowczo żółtym. Obydwie gazety były znakomite. Co za piękne artykuły polityczne! Jaka dowcipna i śmiała polemika! – Gazeta, nasza nikczemna antagonistka… Niepodległość, ten dziennik niesmaczny i godny pogardy… Gazeta to pismo kłamliwe i brudne… Niepodległość, skandaliczna i potworna… Takiego rodzaju zajmujące rekryminacje tuzinami zapełnialy kolumny każdego numeru, budząc w miejscowych mieszkańcach najgorętsze uczucia zadowolenia lub oburzenia.

Cyat bez związku, ale uroczy…. Dinozaury!

Przypomnę trochę strasznie dawne czasy. Wtedy, kiedy dinozaury jeszcze były, a ludzie nie mieli strzelb i nowoczesnej broni, która pozwoliłaby ich zabić. Wie pani co robili? Rzucali kamieniami w tego dinozaura. Wiadomo, że od jednego rzucenia na pewno nie padł. Ale jeśli przez miesiąc, dwa rzucali tymi kamieniami, to go na tyle osłabili, że mogli go pokonać

https://wiadomosci.wp.pl/ewa-kopacz-zapytana-o-tasmy-pis-uzyla-dziwnej-metafory-6344408043812993a

Cytat, bez okazji.

… westchnął tylko i rozłożył ręce. Nic tu nie mógł zrobić. Stosunki polityczne doznały takiego zajątrzenia, że nawet z krewnymi z tamtego obozu zerwał się wszelki kontakt.

– Nawet na gruncie towarzyskim!… Coś niesłychanego, a jednak to jest nasza rzeczywistość. Jesteśmy przedzieleni przepaścią pogłębiającą się z dnia na dzień. Naród w dwóch wrogich sobie obozach…

– A jakież wyjście z tej sytuacji? – zapytał Dowmunt.

Książę uśmiechnął się smutnie i rozłożył ręce. Wyszli przygnębieni.

– Tragedią naszego obozu – wycedził przez zęby Roman – jest to, że kierują nim ludzie starzy.

T. Dołęga-Mostowicz „Ostatnia brygada”

rok wyd. 1930

Brzydkie skojarzenia historyczne 2

Czterostronne rozmowy dotyczące wojny w Syrii.

Screenshot_20181027-211516.jpg

Skojarzenia…

Bonus: Reakcje internetowe

https://twitter.com/BratWodza/status/1056303644692398080?s=19screenshot_20181028-004910.png

[Polecam artykuł] Jak technologie kontrolują nasze życie

Całość tekstu Kamila Gorynia Jak technologie kontrolują nasze życie można znaleźć na stronie Nowa Konfederacja (Link). Poniżej jedynie któtki cytat.

Nie jest już niezbędna fizyczna likwidacja opornych jednostek. Wysoki poziom współzależności świata wirtualnego z realnym sprawia, iż niejednokrotnie wystarczy odciąć obywatela od dostępu do wybranych usług, aby ostudzić jego rewolucyjny zapał. Najlepszym przykładem w tym zakresie jest wdrażany w Chinach Social Credit System, który na podstawie przekroju aktywności obywatela, jego wypowiedzi, sieci kontaktów itd. dokonuje „oceny wiarygodności” jednostki. Jeśli dana osoba będzie utrzymywała kontakty z nisko ocenianymi obywatelami, jej wiarygodność zacznie spadać, przez co nie będzie miała np. możliwości wzięcia kredytu, otrzymania dobrej oferty pracy, czy wyjazdu poza granice kraju. (…) W praktyce oznacza to, że osoby cieszące się wyższą oceną mogą wypożyczyć samochód bez wpłacania kaucji, czy uzyskują dostęp do wyższej jakości usług świadczonych przez państwo. SCS jest przykładem jawnych działań podejmowanych przez państwo w obszarze inżynierii społecznej i można założyć, że jeśli przeprowadzane próby przyniosą spodziewane efekty, nie tylko zakres analizowanych danych ulegnie zwiększeniu, ale również dobrowolność poddania się takiej ocenie zostanie zastąpiona przymusem.

Polityka dzieje się naprawdę… polecam artykuł z 2007 r.

Rzeczpospolita, 09.06.2007

„Wszystko, czego nie chcielibyście wiedzieć o polityce”

Marek A. Cichocki

 

Czy nie ma racji np. Leo Strauss, kiedy pisze, że jest taka sfera polityki i suwerenności, o której obywatele po prostu nie chcą wiedzieć i dlatego poprzez media odgrywają święte oburzenie, kiedy przez przypadek ta właśnie sfera wydostanie się na światło dzienne? Polityka bez tajnych służb, bez policji, szpiegów, bez wywiadu, bez wojska, bez licencji na zabijanie, bez zdrady – wszystkie te elementy, które chcielibyśmy uznać za political fiction, za obsesję zwolenników spiskowej teorii dziejów, uświadamiają powagę polityczności i suwerenności we współczesnym świecie. Nie musimy ich akceptować, ale nie możemy ignorować. Polityka dzieje się naprawdę.

(…)

Istnieje podejrzenie, że cnota polskiej niewinności jest całkiem cynicznie używana do tego, by ukrywać wygodę, lenistwo, głupotę, brak umiejętności, konformizm. Pozwala na ucieczkę przed powagą polityczności i suwerenności. Czasami pomaga ukryć własne rozczarowania polityką. Nie jest wykluczone, że tak charakterystyczne dla naszych debat przelukrowanie społecznego ruchu pierwszej „Solidarności” etycznością, moralizatorstwem, ma swoje korzenie w tej mistyfikacji. Polacy są ponad takie sprawy jak powaga polityczności czy suwerenność. Wprawdzie w codziennej polityce zbierają za to nieustanne cięgi i muszą się podłączyć, a to pod Rosjan, Niemców, Francuzów, Brytyjczyków czy Amerykanów, ale moralnie pozostają czyści, zachowują wyższość – no i dobre samopoczucie.

Czy Polak zechce suwerenności?

Trzeba się zgodzić z tezą wygłoszoną przez Bartłomieja Sienkiewicza, że od 1989 r. aż do roku 2005 Polacy żyli w fazie prepolitycznej. Kwaśniewszczyzna była kwintesencją antypolityki, braku powagi polityczności i suwerenności. Ale też, nie można się oszukiwać, wyborcze marzenia o PO – PiS były podszyte lukrowanymi wyobrażeniami, że można oszukać polityczność, rekonstytuując jakąś formę utraconej po ruchu „Solidarności” jedności i etyczności, że teraz wreszcie razem będziemy mogli wspólnie działać. Tak się jednak nie stało i może to lepiej. Dzięki temu od dwóch lat przechodzimy burzliwą, przyśpieszoną lekcję polityczności i kierowania się suwerennością jako wartością nadrzędną. Czy tym razem powaga polityki przezwycięży mit niewinności, za którym skrywane są najróżniejsze motywy? Na razie przyspieszona lekcja polityczności budzi u niektórych histerię – podobno polska demokracja się rozpada, a Polska coraz bardziej marginalizuje się w świecie. U innych lekcja ta budzi zmęczenie – Polacy nie lubią bowiem sporów. Jeszcze u innych wywołuje gorycz – Polacy nie są wcale tak sprawnymi suwerenistami, jak by się tego chciało; muszą się jeszcze wiele nauczyć. Czy zdążą?

 

Mniej polityczna rada ministrów, czyli jaka?

https://m.bankier.pl/wiadomosc/Morawiecki-Rzad-bedzie-mniej-polityczny-a-bardziej-urzedniczy-4086016.html

kontynuujemy wewnętrzne reformy, aby Rada Ministrów była trochę mniej polityczna, a bardziej urzędnicza – oświadczył w poniedziałek premier Mateusz Morawiecki.

https://sjp.pwn.pl/szukaj/polityka.html

polityka
1. «działalność władz państwowych, zwłaszcza rządu»
2. «działalność jakiejś grupy społecznej lub partii mająca na celu zdobycie i utrzymanie władzy państwowej; też: cele i zadania takiej działalności oraz metody realizacji takich zadań»
3. «sposób działania osoby lub grupy osób kierujących jakąś instytucją lub organizacją»
4. «zręczne i układne działanie w celu osiągnięcia określonych zamierzeń»
polityk «osoba zawodowo zajmująca się polityką»

Skutki dobrych rządów, fresk, Ambrogio Lorenzetti (ok. 1290-1348)

Wreszcie!

Art. 55a. 1. Kto publicznie i wbrew faktom przypisuje Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie określone w art. 6 Karty Międzynarodowego Trybunału Wojskowego załączonej do Porozumienia międzynarodowego w przedmiocie ścigania i karania głównych przestępców wojennycl Osi Europejskiej, podpisanego w Londynie dnia 8 sierpnia 1945 r. (Dz. U. z 1947 1 poz. 367) lub za inne przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkośc lub zbrodnie wojenne lub w inny sposób rażąco pomniejsza odpowiedzialnoś rzeczywistych sprawców tych zbrodni, podlega karze grzywny lub karze pozbawieni wolności do lat 3. Wyrok jest podawany do publicznej wiadomości.

Ustawa chroniąca dobre imię Polski uchwalona

www.ms.gov.pl
2018-01-26
Ministerstwo Sprawiedliwości

Dzisiaj Sejm (26 stycznia 2018 r.) uchwalił ustawę chroniącą dobre imię Polski, która została przygotowana przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Zmiany przyjęte przez Sejm mają przeciwdziałać nieuzasadnionemu i błędnemu obarczaniu Polski i Polaków odpowiedzialnością za zbrodnie dokonane w trakcie II wojny światowej przez III Rzeszę Niemiecką.

Używanie kłamliwych określeń takich jak „polskie obozy koncentracyjne”, „polskie obozy zagłady” czy „polskie obozy śmierci” ma być przestępstwem, zagrożonym karą do trzech lat pozbawienia wolności. Istotne novum systemowe mają stanowić przepisy określające zasady dochodzenia roszczeń powstałych wskutek naruszenia dobrego imienia Rzeczypospolitej Polskiej i Narodu Polskiego.

– Nie możemy ograniczać się tylko i wyłącznie do protestów werbalnych. Polski rząd ma do zakomunikowania i Polsce, i światu to, że z całą powagą będziemy traktować znieważanie i pomawianie dobrego imienia Polski, ale i tych pokoleń Polaków, których szczególnie dotknęła tragedia i cierpienie spowodowane przez napaść Niemiec nazistowskich – mówi Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

– Nie możemy się zgodzić, żeby to właśnie tych, którzy byli ofiarami, którzy cierpieli, jeszcze pomawiano, by byli przedstawiani w roli sprawców czy współsprawców Holocaustu i masowych obozów zagłady i śmierci, unicestwiania ludzi, tego, co przeczy ludzkiej godności i co jest blizną czy raną, cały czas niegojącą się raną na sumieniu świata – dodaje.

– Ustawa proponuje kompleksowy zestaw narzędzi i instrumentów o charakterze prawno-karnym i cywilno-prawnym, który pozwoli polskiemu państwu skutecznie walczyć – mówił dziś w Sejmie Sekretarz Stanu Patryk Jaki. Zaznaczył też, że wprowadzany jest zapis karny mówiący o tym, że ktoś, kto przypisuje winę polskiemu narodowi za niemieckie nazistowskie zbrodnie, będzie podlegał karze pozbawienia wolności do trzech lat. Jednocześnie wpisujemy katalog instrumentów i narzędzi do walki na drodze cywilno-prawnej m.in. w takich sytuacjach, kiedy za granicą w jakichś czasopismach pojawiałyby się tego typu sformułowania – kontynuował wiceminister.

Zauważając potrzebę stworzenia skutecznych narzędzi prawnych pozwalających prowadzić wytrwałą i konsekwentną politykę historyczną polskich władz w zakresie przeciwdziałania fałszowaniu polskiej historii i ochrony dobrego imienia Rzeczypospolitej Polskiej i Narodu Polskiego, do ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej wprowadzono nowy typ przestępstwa polegający na przypisywaniu Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu publicznie i wbrew faktom odpowiedzialności lub współodpowiedzialności za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie. Sprawcy pomówień mają podlegać karze grzywny lub pozbawienia wolności do lat trzech, a ci, którzy dokonali takiego czynu nieumyślnie – karze grzywny lub ograniczenia wolności. Dodatkowo wyroki mają być podawane do publicznej wiadomości.

Drugim, równie ważnym filarem proponowanych zmian jest wprowadzenie ochrony dobrego imienia Rzeczypospolitej Polskiej i Narodu Polskiego na drodze cywilnej. W aktualnym stanie prawnym podstawami prawnymi roszczeń cywilnoprawnych kierowanych wobec podmiotów używających w przestrzeni publicznej sformułowania „polskie obozy koncentracyjne” mogły być przepisy przewidujące roszczenia odszkodowawcze, roszczenia z tytułu ochrony dóbr osobistych, w tym roszczenia o zadośćuczynienie oraz roszczenia wynikające z prawa prasowego. Jednakże roszczenia te mogły być dochodzone jedynie przez indywidualne podmioty. Po wejściu w życie ustawy, powództwa w takich sprawach będą mogły być wytaczane przez Instytut Pamięci Narodowej oraz organizacje pozarządowe, w zakresie ich zadań statutowych.

W przypadku podmiotów naruszających dobre imię Rzeczypospolitej Polskiej i Narodu Polskiego za granicą, zastosowanie będą miały instrumenty pomocy prawnej w sprawach cywilnych i karnych, których Polska jest stroną. Na obszarze Unii Europejskiej jurysdykcja w tego rodzaju sprawach będzie określana zgodnie z przepisami unijnego rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady nr 1215/2012 z dnia 12 grudnia 2012 r. w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania w sprawach cywilnych i handlowych. Zastosowanie będzie mogła znaleźć również decyzja ramowa 2005/241/WSiSW z 24 lutego 2005 r. w sprawie stosowania zasady wzajemnego uznawania do kar o charakterze pieniężnym. Instrumenty te z pewnością pozwolą na efektywną realizację przepisów przewidujących ochronę dóbr osobistych Rzeczypospolitej Polskiej i Narodu Polskiego w przypadku czynów popełnionych za granicą.

Wyrażamy głębokie przekonanie, że wyżej wymienione zmiany doprowadzą do wyeliminowania z dyskursu publicznego wypowiedzi sugerujących udział, organizację lub odpowiedzialność Narodu Polskiego i Państwa Polskiego za popełnienie zbrodni III Rzeszy Niemieckiej.

Wydział Komunikacji Społecznej i Promocji
Ministerstwo Sprawiedliwości

Humor-koty-polityka

Ciekawostka kartograficzna – mapa sporów terytorialnych.

Na szaro zaznaczone są państwa, które nie mają oficjalnie ogłoszonych sporów terytorialnych.

http://metrocosm.com/mapping-every-disputed-territory-in-the-world/

[Polecam] Dwutorowa asymetria – sojusze RP w XXI w.

http://www.ppd.pism.pl/Numery/2-69-2017/Dwutorowa-asymetria-sojusze-Rzeczypospolitej-w-XXI-w-Andrzej-Dybczynski

Polska polityka sojusznicza zatem powinna dążyć do nawiązania jak najściślejszej współpracy z państwami bałtyckimi, ale również z Finlandią i Rumunią. Co więcej, w związku ze stopniowym ujawnianiem głębokości, metod i celów dokonywanej przez Rosję infiltracji systemów politycznych krajów zachodnich, Polska musi zdefiniować tę infiltrację jako kolejny wymiar nowoczesnych zagrożeń, które rzucają wyzwanie bezpieczeństwu i stabilności członków NATO i powinny być objęte wspólną polityką bezpieczeństwa.

« Older entries