[Sztuka] Góry na płótnie -dwuwymiarowe/trójwymiarowe?!

http://www.thisiscolossal.com/2014/05/abstract-mountains-conrad-godly/

Reklamy

Przed Google Earth, a nawet przed fotografią lotniczą

https://www.royalcollection.org.uk/collection/912683/a-birds-eye-map-of-western-tuscany

257488-1330624963

[Sztuka współczesna] Ryczący automobil jest..?

[Rzemiosło!] Buty

[Znalezione w sieci] Dziennik/szkicownik z podróży

Obraz w obrazie – Ołtarz z Gandawy

Ołtarz Gandawski lub Adoracja Mistycznego Baranka – poliptyk tablicowy dużych rozmiarów, zamówiony przez zamożnego kupca – Joosta Vijdta,  początkowo umieszczony w jego kaplicy w katedrze św. Bawona w Gandawie, a później przeniesiony w inne miejsce katedry. Wykonany przez Huberta i Jana van Eycków, ukończony w 1432. Głównym tematem dzieła jest odkupienie ludzkości przez ofiarę Chrystusa. Nastawa ołtarzowa składa się z 12 tablic w dwóch rzędach, osiem z nich jest malowanych obustronnie. Przedstawiono na nich ponad 250 postaci. Górny frontowy rząd pokazuje Chrystusa Króla w otoczeniu Najświętszej Maryi Panny i Jana Chrzciciela. Wnętrza skrzydeł przedstawiają grające i śpiewające anioły, a na zewnątrz Adama i Ewę. Dolna część frontowej tablicy pokazuje adorację Baranka Bożego.

http://www.polskieradio.pl/8/406/Artykul/496474,Oltarz-Gandawski-Jana-van-Eycka

To dzieło sztuki samo stało się obiektem uwiecznionym na obrazie: https://www.rijksmuseum.nl/en/collection/SK-A-4264
Google Arts&Culture

475px-het_lam_gods_van_de_gebroeders_van_eyck_in_de_sint_bavo_te_gent_rijksmuseum_sk-a-4264

Pierre François De Noter, Het Lam Gods van de gebroeders van Eyck in de Sint Bavo te Gent. Źródło: Wikipedia.

PS.

Szczegółowa, interaktywna prezentacja ołtarza z Gandawy:

http://closertovaneyck.kikirpa.be/#home/sub=altarpiece

oraz film:

  1. https://en.wikipedia.org/wiki/Ghent_Altarpiece
  2. http://users.skynet.be/sintbaafskathedraal-gent/EN_lamb.html

„American Gothic” fotograficzny suplement

Na odwiedzanym przeze mnie regularnie blogu http://edusens.blogspot.com/ pojawiły się ostatnio dwa wpisy, w których analizowano obraz Granta Wooda „American Gothic” (1930 r.):

  1. http://edusens.blogspot.com/2016/11/intrygujacy-dodatek-czyli-o-american.html
  2. http://edusens.blogspot.com/2016/11/gniew-biaej-wiejskiej-ameryki.html

Po ich opublikowaniu przypomniałem sobie o takim zdjeciu, które widziałem kiedyś w otchłaniach Internetu:  dwanaście lat po namalowaniu obrazu modele (Nan Wood i Byron MacKeeby) przy „swoim” płótnie:

LINK:

Głębia ostrości, lalka i generał na „tradycyjnym” obrazie.

1.

Odwiedzając Muzeum Narodowe w Warszawie pewnego razu – nietypowo – wybra­łem się do Galerii Sztuki Współczesnej. Nie będę ukrywał, że jest to mój „naj­nie­ulu­bień­szy” dział i  oprócz serii obrazów „Rozstrzelanie” Wróblewskiego nie oczekiwałem niczego co by mnie mogło tam zaciekawić. Jednak ostatecznie moją uwagę przykuł obraz olejny zatytułowany „13 grudnia 1981 rano” spod pędzla Łukasza Korolkiewicza (z roku 1982).

Już 150 lat temu po pojawieniu się wynalazku fotografii stwierdzono, że malarstwo czeka rychły zgon. Bowiem zdjęcie lepiej odda rysy człowieka niż najlepszy obraz, a ważne wydarzenia zostaną szybciej uwiecznione i rozkolportowane na cały świat (jako przeciwieństwo można podać słynny obraz Velazqueza z 1625 „Poddanie Bredy” stworzony dziesięć lat po tym wydarzeniu – Link do Wiki).

Łukasz Korolkiewicz jak można przypuszczać nie boi się jednak porównań do foto­grafii. Jego obraz wygląda nawet na pierwszy rzut oka jak zdjęcie (zwłaszcza w inter­netowych reprodukcjach): na pierwszym planie mamy ciemne wnętrze, a widok za oknem jest rozświetlony i rozmazany. Paradoksem jest, że obraz – malowany za­pew­nie przez dłuższy czas – rekonstruuje fotografię, która mogłaby zostać zrobiona w kilka sekund i na przykład opublikowana w zagranicznym czasopiśmie jako ilustracja z wprowadzenia stanu wojennego.

Właśnie dramatyczne wydarzenie uwiecznione na obrazie spowodowało, że obraz ten mnie zaciekawił. Oto mamy tutaj wszystkie najważniejsze elementy kojarzące się z „13 grudnia” telewizor z obłudnym przemówieniem generała Wojciecha Jaruzelskiego, smętne zasłonki czy brodaty mężczyzna (czyli „ikoniczny” opozycjonista) wyglądający ostrożnie przez okno i skrywający się za framugą: zapewne przeczuwający swoje internowanie.

2.

Kolejny „fotograficzny” obraz artysty zatytułowany jest „Demony”:

Pierwsze, na co zwraca się uwagę to uważny lub przerażony wzrok dziewczynki. Gdyby była to fotografia powiedzielibyśmy, że ostrość ustawiona została właśnie w tym miejscu. Natomiast później zauważamy rzuconą na stół lalkę i ciemny kąt ze słynną fotografią ks. Jerzego Popiełuszki.

Zobaczmy, że wnętrze rozświetlone jest przez promienie padające od okna, czyli dziewczynka siedząca tyłem do framugi powinna mieć twarz w cieniu. Twarz jednak jest  oświetlona. Ponadto dziecko wydaje się wręcz zahipnotyzowane czymś poza kadrem. Możemy z dużym prawdopodobieństwem (graniczącym z pewnością) za­ło­żyć, że ogląda ona telewizję, a twarz oświetlona jest światłem z kineskopu.

Wydarzenia na ekranie muszą być angażujące, bowiem lalka została położona niestarannie na stole, a dziecko jest „zahipnotyzowane” obrazem. Wspomniana wcześniej fotografia księdza Popiełuszki prawie na pewno umiejscawia te scenę w okresie dramatycznych wydarzeń po 19 października 1984 lub w trakcie „procesu toruńskiego”.

Obydwa te obrazy – to komplement dla Korolkiewicza – kierują moje skojarzenia w kierunku obrazów Jacka Malczewskiego, choć oczywiście dzieła J.M. były bogatsze w symbole (a nawet nimi przeładowane). Z tym, że PRLowskimi odpowiednikami rusałek czyhających na wędrowców, demonów, czy wody z zatrutej studni są: generał, porywacze ks. Jerzego czy telewizor emitujący propagandę.

3.

Natomiast pobieżna „kwerenda internetowa” zwróciła moją uwagę na artykuł o Łu­ka­szu Korolkiewiczu ((LINK)) oraz jeszcze jeden fotograficzny obraz Korolkiewicza: „Kontemplacja” (z  1979):

Malarz zastosował tutaj dużą głębię ostrości, kierując swój „obiektyw” na postać w tle i rozmazując pierwszy plan. Co ciekawe i w tym obrazie można się doszukiwać aluzji do ówczesnej sytuacji politycznej: mężczyzna siedzący w skarpetkach na materacu położonym na ziemi, leniwie palony (a nawet kontemplowany!) papieros oraz kartki (ulotki!) to przecież eksponaty kojarzące się ze strajkami i głodówkami przeciw ówczesnej władzy. Niestety reprodukcja nie pozwala dokładnie przyjrzeć się temu obrazowi.

4.

Wieloznaczny stosunek artysty do malarstwa i fotografii najlepiej chyba jest oddany na zdjęciu wykonanym przez Krzysztofa Serafina. Korolkiewicz ukrywa się za tandetną reprodukcją – wydrukiem obrazu Veermeera – i siedzi przy odwróconych obrazach. Znajdujące się na stole: czaszka i szklanka pełna herbacianych fusów wieszczą – być może już ostateczną – śmierć malarstwa.

5.

A ponieważ artysta tworzy, a jego obrazy ciągle „krążą” po rynku sztuki, kilka z nich można obejrzeć na stronie: Galerii aTAK.

Goplana, maliny i zmory w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej

Pierwsze od roku 1949 przedstawienie „Goplany” autorstwa duetu Żeleński-German niewątpliwie jest wielkim wydarzeniem, wartym odnotowania i skomentowania, jednak dzisiaj Bestiarusz Kulturalny postanowił zamieścić – znalezioną jakiś czas temu – oryginalną recenzje z PRAPREMIERY Goplany w roku 1896,

a także unikatowy egzemplarz libretta z Biblioteki Teatru Lwowskiego (Lwów, 1896), z wpisami suflerskimi[link].

A oto recenzja:

GŁOS NARODU z dnia 24 Lipca 1896 roku, Nr. 168 [LINK]

Z dawna — i z takiem upragnieniem oczeki­wana najmłodsza córa muzy Władysława Żeleńskiego „Goplana”, została wczoraj po raz pierwszy w świat wprowadzoną. Łatwo zrozumieć, że ukazanie się na widowni dzieła, do którego ogół polski i wielkie zna­czenie i tyle nadziei dla sztuki przywiązywał, mu­siało obudzić wśród niego niezwykłe ożywienie, a za­interesowanie w mieście naszem tem silniejsze, że pierwszy to podobno wypadek, aby opera świeżo po­wstała, święciła premierę na scenie krakowskiej.

Jak wiadomo, libretto do „Goplany” zawdzięcza Żeleński radcy szkolnemu p. Germanowi, któremu znów głównego materjału dostarczył Słowacki, czer­piący klejnoty do swojej „Balladyny” — ze skar­bnicy podań ludowych.

Że „Balladyna” nie od dziś stanowiła cel we­stchnień dla kompozytorów naszych, o tem świadczy illustracja muzyczna, w jaką część fantastyczna zwła­szcza utworu została uposażoną naprzód przez Hoffmana, a następnie przez Henryka Jareckiego. Tej predylekcji zresztą muzyki dla poematu Juljusza dzi­wić się nie można. Wprowadzenie do dzieła czyn­ników wysoko idealoych ze skrajnie fealistycznemi, rozmaitość obrazów, to raz trzymanych” w oświetleniu łagodnego liryzmu, to znów pogrążonych w nastrój silnie dramatyczny — wszystko to przecież powody, mogące do „Balladyny” pociągnąć kompozytora, któ­ry po za obszarem uczuć znajduje tutaj jeszcze wdzięczne tło do uwydatnienia, czy to barwnej cha­rakterystyki, czy też efektów nastręczających się z ze­tknięcia dwóch kontrastujących z sobą światów: ziemskiego i eterycznego.

Nazwisko Słowackiego i imię głównej jego bo­haterki uwalnia nas od szczegółowego powtórzenia treści opery. Oczywiście w przetworzenia budowy po­ematu dokonanem ręką p. Germana na libretto, da­wne sytuacje ledwie się tutaj migocą, postacie ledwie się wychylają, rzecz jednak cała, przyznać trzeba, z wielką zręcznością ułożona. Z wyjątkiem zakończęnia samego, gdzie akcja zbyt pospiesznym krokiem dąży do rozwiązania katastrofy, sytuacje zresztą roz­wijają się naturalnie, symetrja w budowie i w ugru­powaniu figur — odpowiednia, górujące efekty, tre­ściwie i praktycznie przygotowane. Niepraktycznem jedynie dla kompozytora może być: 1) usunięcie z głó­wnego personalu głosu basowego, tej ważnej podstawy dla ensemblu i 2) wprowadzenie w obsadę naczelnych partyj aż sześciu głosów żeńskich — zbytek, na jaki nie prędko która scena zdobić się potrafi. Nie­mniej zastanawiającą jest rzeczą, dlaczego poemat Słowackiego w przeobrażeniu swem na operę otrzy­mał nazwę „Goplany”? Możnaby stąd wnosić, że punktu ciężkości działania powinnibyśmy szukać w czę­ści fantastycznej opery, gdy tymczasem rzecz ma się, przeciwnie i podobnie jak w tragedji tak i tutaj po­stać Balladyny pozostaje na dawnem stanowisku — głównej bohaterki utworu.

Na kanwę ujętą w ramy 3-aktowej partycji rzu­cił Żeleński mnóstwo kwiatów szczerego natchnienia. Arja wstępna „Goplany” piosnka Grabca, romans Kirkora, scena marzycielska Aliny przy końcu I aktu, scena zamiany Grabca w wierzbę, pieśń przy winie w akcie ostatnim — wszystkie te ustępy pełne są pięknych pomysłów i świadczą chlubnie o subtelno­ści uczuć. Nader wdzięcznym jest także chór rycerzy wstępny i chór wieśniaków w akcie II, gdzie żywioł narodowy w sympatycznej i iskrzącej objawia się for­mie. Ale koronę partycji nazwalibyśmy na wskróś dramatycznością owiany duet między Aliną a Balladyną jak w ogóle cały akt II odznaczający się szczególną melodyjnością i efektownym układem.

Obok tych pereł jednakże nie brak w partycji miejsc nużących rozwlekłością, jak n.p. kwintet I aktu lub też takich, które ludzi muzykalnie wykształ­conych mogą przez swoje kombinacje harmoniczne i kontrapunktyczne w zachwyt wprowadzić, ale dla przeciętnego słuchacza operowego mają znaczenie — łamigłówki. Najmniej szczęśliwym wydał się nam akt III w pierwszej swej połowie, aczkolwiek nale­żałoby oczekiwać, że właśnie z wzrastającą na sce­nie akcją wzmoże się także energja kompozytora i puls jego do energiczniejszej twórczości pobudzi. Brakuje także muzyce eterycznej „Goplany” tej powiewności, która u Mendelsohna we „Śnie nocy le­tniej” w tak nierozerwalną całość z poematem się splata, że jednej bez drugiego pomyśleć nie można. Jakkolwiek indywidualność Żeleńskiego na każdej nie­mal karcie partycji cechę swoją znacząco wyciska, nie da się przecież ukryć, że twórca „Goplany” na podszepty obcych kompozytorów, jak n.p. Schuberta, Thomasa, Masseneta, nie zawsze obojętnie się zacho­wuje. Jeżeli zaś koniecznie idzie o wynalezienie wzo­ru, mogącego służyć tutaj za szczególną modłę do naśladownictwa, to wzór ten dałoby się odnaleźć w znakomitym twórcy „Lohengrina”. Widać to nie tylko z traktowania orkiestry, której Żeleński nadaje ważną rolę, chociaż nie tak ważną, jak Wagner chcą­cy niekiedy głosy ludzkie zepchnąć na plan ostatni, ale widać także i z owego splotu motywów tak zwanych: „programowych”, powtarzających się w ciągu opery w różnych tonacjach i harmonjach. Nie można jednak z tego powodu czynić zarzutu kompozytorowi. Dzisiaj, kiedy wszyscy prawie stąpają śladami wytkniętemi przez Wagnera, żądanie, aby kompozytor nie ulegał wpływom nowożytnego reformatora dra­matu muzycznego, byłoby chyba tylko prostem dzi­wactwem.

Że partycja „Goplany” pod względem opracowa­nia technicznego zdradza rękę mistrza, który taje­mnice sztuki zgłębił do dna — o tem dobrze wszystkim wiadomo. Aby więc rzecz w kilku słowach zakończyć, powiedzmy: „Goplana” jest dziełem wykwintnego smaku, opracowanem z drobiazgową starannością tak w kierunku wokalnym, jak i orkiestralnym, dziełem, nakazującem poszanowanie dla twórcy swojego, nie­tylko z powodu jego wysokich zdolności kompozytor­skich i daru kombinacyjnego, ale i z powodu usiło­wań, jakie około wydobycia nowych żywiołów dla naszego dramatu lirycznego podjął.

Jaki los czeka „Goplanę”, przyszłość okaże. To jednak pewna, że ci, którzy pod sterem dyr. Jare­ckiego zespolili się wczoraj na scenie naszej nie; szczędzili nakładu sił, aby dzieło przyodziać w szatę jak najgodniejszą i zbliżyć go do serca słuchaczów. Chcąc wymienić zasłużonych, należy powtórzyć wszy­stkie imiona objęte afiszem, a więc panie: Kasprowiczową, Dąbrowską, Kiustelnicką, Camilową, Kliszewską, Bohussównę; panów: Sienkiewicza, Gór­skiego i Almę.

Na słowo gorącego uznania zasługują również, dobrze przygotowane chóry i orkiestra a wraz z stro­ną dekoracyjną i kostiumową godzi się podnieść cały układ sceniczny przedstawienia, który do celniejszych wyników pracy reżyserskiej należy, ile, że sama na­tura wprowadzonych na scenę postaci, charakter poe­tycznej fikcji, potrzeba wreszcie połączenia i dopaso­wania najsprzeczniejszych z sobą czynników — wszy­stko to stanowi trudne istotnie zadanie dla artystów, reżyserji i maszynerji. Słowem, w każdym kierunku objawiło się staranie o jak najsumienniejsze spełnie­nie obowiązku względem dzieła polskiego, w którego bliższe rozpatrzenie niestety zbyt późna pora (przedstawienie przeciągnęło się do godziny 11) dzisiaj za­puszczać nam się nie pozwala. Ocenił te szlachetne usiłowania najwymowniej sam kompozytor; gdy bo­wiem z zapadnięciem kurtyny po 1-szym akcie cała sala zawrzała burzą oklasków i wywoływań, złączo­nych z huczną fanfarą orkiestry, ukazuje się na sce­nie formalnie zasłanej kwiatami twórca „Goplany” i wśród przejmującego wzruszenia zabiera głos aby po­dziękować artystom, którzy dzieło jego prawdziwą miłością otoczyli.

Pozostaje wreszcie dodać, że powtórzona po skoń­czeniu opery owacja, wywołała również na scenę au­tora libretta i dyr. Jareckiego, którym za udział w tem uroczystem święcie, jakie sztuka polska wczoraj na scenie krakowskiej obchodziła, miano istotnie „dobrze zasłużonych” przynależy.

Zaduszki 01 – Stanisław Tęczyński – portret

Uważne spojrzenie, wspaniały staropolski strój i postawa godna arystokraty – to Stanisław Tęczyński. Gdy Tomasz Dolabella uwieczniał młodzieńca na obrazie, Stanisław nie mógł wiedzieć, że niedługo umrze. Będzie miał wtedy zaledwie 23 lata.

Moim zdaniem najciekawszy portret, który pozostał nam po I Rzeczypospolitej.

http://www.ratujtenczyn.org.pl/files/Portret_Stanis_awa_T_czy_skiego.pdf

Stanisław, hrabia na Tenczynie (1611-1634), herbu Topór, najmłodszy z trzech synów Jana Magnusa Tęczyńskiego, wojewody krakowskiego, i Doroty z Mińskicgh (…) Umarł w Kamieńcu Podolskim w czasie przygotowywanej wojny z Turcją (podobno na skutek ran zadanych mu przez dzika na polowaniu), zamykając linię męską rodu (mowę w czasie wyprowadzenia zwłok z obozu wojskowego wygłosił 10 listopada Jakub Sobieski). Młodzieniec ukazany we wnętrzu mieszkalnym, stojący obok stolika nakrytego wschodnim dywanem; prawa dłoń wsparta na biodrze, obok rękojeści karabeli, lewa na książce na stoliku. Ubrany w biały żupan, takiegoż koloru delię podbitą brunatnym futrem, zapiętą szeregiem guzów oraz w ciemne spodnie; buty żółte, na głowie ciemnoczerwony kołpak z pękiem czaplich piór, ozdobiony klejnotem. Tło płaskie, ciemne, w prawym górnym rogu ożywione otworem okiennym z widokiem na niebo z obłokami. W lewym górnym narożniku napis: STANISLAYS COMESIN TEN. / CZYN. IOANNIS PALATINI CRAC[OVIENSIS] VLTIMI VIRORVM DE TENCZYN FILIVS.
(…)
Autor zdradza dobrą znajomość realiów polskiej kultury szlacheckiej, dostrzegalną głównie w wiernym odtworzeniu akcesoriów stroju i otoczenia. Kobierzec tzw. polski na stoliku, import z Kaszanu, ma bliski odpowiednik w prywatnej kolekcji w Kuwejcie, co ujawniła Christine Klose (1993) stwierdzając zarazem, iż portret wawelski jest jednym z dwóch znanych w świecie wizerunków z przedstawieniem kobierców z Kaszanu (obok Portretu Senatora Leandra Bassana w Ashmolean Museum w Oxfordzie). Sugestywność ujęcia postaci, szczegółów pozy i wyrazu twarzy przemawiają za powstaniem dzieła jeszcze za życia Stanisława, w krótkim czasie po jego powrocie z Włoch w r. 1633, a przed wyjazdem do Kamieńca, zapewne w następnym roku. Stanisław był więc wtedy w wieku 22-23 lat, czemu nie przeczy jego malarska podobizna. Łacińską inskrypcję uznać wypada za późniejszą, umieszczoną już po śmierci Stanisława, kiedy wiadomo było, że to jego ojciec, który go przeżył, jest „ultimus yirorum de Tenczyn”.

Krzyż w sztuce

krzyz_w_zadymce

Józef Chelmoński, Krzyż w zadymce; http://www.pinakoteka.zascianek.pl

Krzyże stawiano z drzewa przy wioskach, drogach i rozstajach bardzo wysokie, a to dlatego, żeby w miarę ugniwania w ziemi można je było wielokrotnie na nowo zakopywać, dopóki zupełnie nie zmalały. To zakopywanie i podpieranie starych krzyżów odbywało się zwykle po dniu zadusznym w jesieni.

Zygmunt Gloger, Encyklopedia Staropolska

krzyz_na_rozstaju

Michał Wywiórski (Gorstkin), Krzyż na rozstaju, http://www.pinakoteka.zascianek.pl

przed_burza

Michał Wywiórski (Gorstkin), Przed burzą, http://www.pinakoteka.zascianek.pl

the_cross_beside_the_baltic

Caspar David Friedrich, Krzyż nad Bałtykiem; http://www.artble.com/

mp950

Władysław Wankie, Chrystus na Krzyżu; http://cyfrowe.mnw.art.pl

Dżokeje, tabaka i mazur pod zegarem.

Brytyjski wizjoner operowy David Pountney, wodząc po partyturze Strasznego dworu okiem zupełnie pozbawionym balastu polskich uprzedzeń i fobii, spróbuje odnaleźć inny klucz do arcydzieła.

Taki fragment znalazłem na stronie Teatru Wielkiego – Opery Narodowej, w okolicach zeszłorocznej premiery opery Moniuszki. Od razu pojawiła mi się wizja tego wszystkiego, co we współczesnej sztuce mi się nie podoba: uwspółcześniania na siłę, obrzydzania czy propagandy.

csm_biel1013_g_7a36f183fc

Więc gdy się rozstaniem,/ Przed słońca świtaniem,/ Kto żyw, kto brat,/ Bierz w dłoń pełną czaszę! Strzemienne rzecz godna/ Wychylić je do dna. [Ten obrazek i kolejne pochodzą ze strony: teatrwielki.pl]

Gdy czytam taki opis to (za Zbigniewem Herbertem) nie wytrzymuję takich hybryd, ja uciekam przez okno z krzykiem.  Zazwyczaj. Tym razem nie uciekłem i obejrzałem do końca. Potem oglądałem/słuchałem jeszcze wiele razy.

Czytaj resztę wpisu »

Sofonisba Anguissola

http://niezlasztuka.net/o-sztuce/sofonisba-anguissola-zapomniana-mistrzyni/

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Muzeum Narodowe w Warszawie, 25.08.2016

Do tego autoportretu pozuje razem ze sztalugą i jej kolejnym powstającym kolejne dziełem.

Z linku możecie się o tej ciekawej postaci więcej

Decyzja Amilcarego o kształ­ce­niu arty­stycz­nym córki usta­no­wiła pre­ce­dens. Artyści zaczęli przyj­mo­wać na uczniów kobiety. O Irene di Spilimbergo, uczen­nicy Tycjana, można prze­czy­tać, że „ujrzaw­szy por­tret Sofonisby Anguissoli, wyko­nany jej rękami, zapre­zen­to­wany Filipowi, kró­lowi Hiszpanii, oraz sły­sząc szcze­rze pochwały jej sztuki malar­skiej, powo­do­wana zazdro­ścią, poczuła gorące pra­gnie­nie, aby dorów­nać tej szla­chet­nej i uta­len­to­wa­nej pan­nie”

[Muzeum Narodowe] Foto-podsumowanie detali wystawy: Brescia. Renesans na północy Włoch

Brescia. Renesans na północy Włoch Moretto – Savoldo – Moroni. Rafael – Tycjan – Lotto

SAMSUNG CAMERA PICTURES

kot pod stołem z obrazu Moretta „Wieczerza w Emaus”

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Stopy. Obuta i bosa z obrazu Lorenzo Lotto „Pokłon pasterzy”

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Św. Józef ośmielający pasterza do przybliżenia się do Dzieciątka Jezus, Lorenzo Lotto „Pokłon pasterzy”

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Renesansowy list

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Renesansowy list

SAMSUNG CAMERA PICTURES

twarze

SAMSUNG CAMERA PICTURES

pejzaż

SAMSUNG CAMERA PICTURES

lilie

Brescia. Renesans na północy Włoch – Moje przystanki [zakończona wystawa czasowa- Muzeum Narodowe]

Brescia. Renesans na północy Włoch Moretto – Savoldo – Moroni. Rafael – Tycjan – Lotto

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Kasandra [Konfrontacja malarsko-poetycko-muzyczna]

k040880

http://www.bl.uk/catalogues/illuminatedmanuscripts/record.asp?MSID=8359 Iluistracja z anonimowego francuskiego tłumaczenia De claris mulieribus (Le livre de femmes nobles et renomées) Giovanniego Boccaccio; rok powstania około 1440

Ryszard Krynicki
Elegia niczyja

Nie krzycz. Nie wołaj. Zaśnij.
Nie módl się nadaremno.
Nie płacz. Nad twoim miastem,
nad miastem ciemność.

Kto ocaleje, kto zginie
wie może mgła poranna.
Kogo dościgną Erynie
– a kogo hańba.

Nie módl się, nie zaklinaj,
nie krzycz przez sen: Napadną.
Za późno. Bije godzina.
Już są, Kasandro.

Już weszli, Kasandro, nie płacz,
nie płacz nawet nade mną.
Nad miastem łuna i rozpacz,

nad nami ciemność.

 

Jacek Kaczmarski
Kasandra

Nic się nie kończy prostym tak lub nie
I nie na darmo giną wojownicy;
Dlatego mówię: To początek końca,
A lud pijany wspina się na mury,
Bo pustką zieją szańce barbarzyńców.

Strzeżcie się tryumfu – jest pułapką losu,
I nic nie znaczą wrogów naszych hołdy.
Jeden jest ogień, którym płoną stosy;
Miecz o dwóch ostrzach trzyma tępy żołdak…

Ja wam nie bronię radości,
Bo losu nie zmienią wam wróżby,
Ale pomyślcie o własnej słabości,
Zamiast o tryumfie nad ludźmi.

O straszne święto, co poprzedza zgon!
Szczęśliwe miasto pod rządami Priama –
Rynki, świątynie, freski, poematy
Zbezcześci zabłocony but Achaja;
Ślepota dzieci twych otwiera bramy.

Już mrówcza fala toczy się po polu,
Gdzie niewzruszenie tkwi Czerwony Koń.
Ach jakbym chciała być jak oni, być jak oni!
Ach jak mi ciąży to, co czuję, to co wiem…

Bawcie się, pijcie, dzieci,
Jak się bawić i pić potraficie –
Są ludy, co dojrzały do śmierci
Z rąk ludów niedojrzałych do życia…

 

PS. Link do jednej z poprzednich konfrontacji poetyckich opatrzonych kadrami z filmu „pojedynek” Ridleya Scotta: https://bestiariusz.wordpress.com/2015/04/06/slam-poetycki/

Dwugłos poetycki

DSCN3378

Muzeum Powstania Warszawskiego (fragm. ekspozycji)

 

Tadeusz Gajcy

Słuchaj tych głosów, bo po to szczęśliwie
ocalon został w tragicznej potrzebie,
byś chleb powszedni łamał sprawiedliwiej
i żył za tamtych i za siebie lepiej.

 

rozst

Andrzej Wróblewski (1927–1957), Rozstrzelanie (Muzeum Narodowe w Warszawie)

 

Zbigniew Herbert

ocalałeś nie po to aby życ
masz mało czasu trzeba dac świadectwo

[Biblioteki cyfrowe] Anonimowy szkicownik

https://polona.pl/item/25729466/30/

bes-01-01bes-01-02bes-01-03

Descript 1 szkicownik (48 rys., 45 k.) : ołówek, kredki, akwar., gwasz, tusz-pędzel, lawowanie, okładka z szarego płótna z kieszonką na ołówek, wyklejki marmurkowe w pawie oczko, niektóre k. kolorowe ; 14,5×22,2 cm + 1 k.
Note Tyt. nadany przez katalogującego.
Zawiera 48 rys. bez nr inw. na awersach i rew. k. szkicownika.
Dołączona 1 k. pap. żeberkowego z filigranem, z drobnymi szkicami i napisem: „Janusz Korczak Dziecko salonu”.
Subject K. puste (bez rys. na awersie i rew.): 4, 19, 20, 22, 23, 24, 31, 32.
Błędna foliacja w prawym dolnym rogu.
Na k. 8 rys. podpisany: „Pr Giorgio Borgagni”.
Na k. 17 rys. podpisany: „podpatrzone”.
Na k. 21 napis: „Fiorenza”.

Van Gogh odtworzony – polecam krótki film

17 czerwca

Twórca?

Malarz, powstaniec styczniowy i zakonnik. No i swięty Kościoła katolickiego, którego wspomnienie obchodzimy dzisiaj, 17 czerwca – czyli, Adam Chmielowski / św. br. Albert.

 

[Link] Witraże z Chartres – kompletny opis!

Chartres_Bay_037_Typological_Passion__Panel_10.jpg

http://www.medievalart.org.uk/chartres/Chartres_default.htm

Fenomenalna strona zawierająca chyba 🙂 wszystkie witraże z katedry w Chartres. To — nie mam wątpliwości — najwieksze arcydzieło sztuki sakralnej zostało zanalizowane, opisane oraz szczegółowo sfotografowane.

Chartres_Bay_051_The_Passion__Panel_01.jpg

Animowane obrazy Vincenta. Vincenta van Gogha.

Czwartkowy zestaw linków – 04.02.2016.

http://www.thisiscolossal.com/2015/05/seb-lester-brand-logos-calligraphy/

https://www.instagram.com/p/BAAC5u5TJ3k/?taken-by=seblester

  • znane marki (a własciwie ich logo) w kaligraficznej wersji

 

https://www.typewolf.com/cheatsheet

  • przydatne: skróty klawiaturowe (Win i Mac) (dywizy, półpauzy, pauzy czy inne znaki typograficzne)

 

https://www.flickr.com/photos/parksunga/sets/72157631394994726/

  • Piękne architektoniczne ilustracje artysty podpisujacego się: park sunga owoc jego/jej(?!) podróży po Europie, Południowowschodniej Azji, Autralii i Indiach

16873266672_7f85e5eff7

A kuku!

[Słowo i obraz] Malczewski feat. Sebyła

Skojarzenia: Koniec roku. Koniec życia.

smierc_2
http://www.pinakoteka.zascianek.pl/Malczewski_J/Images/Smierc_2.jpg

 

WŁADYSŁAW SEBYŁA

POGRZEBNY

W nieznanym zatonięty,

przez ciemność pochłonięty,

uniesiony wysoko

broczysz nocną posoką,

płyniesz w nieznane strony,

gdzieś będziesz pogrzebiony,

gdzieś będziesz pochowany,

w ziemi śniegiem usłanej,

w ziemi mocno ubitej,

w nocy niebem przykrytej,

odczłowieczony.

 

Otoś już zwyciężony,

już przedzwoniły dzwony,

płaczliwy śpiew cię prowadzi

ku ostatecznej zagładzie,

w granice nieruchome,

w te piachy niewiadome,

osypujące trumnę

ziaren szemraniem szumnem,

między jałowców korzenie

uporczywym rośnieniem

jakże rozumne.

Gdzieś odszedł?

Gdzieś podążył?

Jaki cię mrok okrążył?

Jakaż to nocna siła

tak cię odczłowieczyła,

żeś pod jej możnym skinieniem

nieczułym stał się kamieniem?

Te nosze litościwe

tylko ścierwo nieżywe

niosą w dzwonnym pogwarze

ziemi położyć w darze,

ziemią ciężko przywalić,

ziemią od słońca oddalić,

od gwiazd rozkwitłych na niebie,

od ciebie.

„Droga” 1933 nr 4

 

„Siostry” bliźniaczki.

Dwa obrazy. Jeden z nich jest powszechnie znany. Był i jest obiektem zachwytów. Służył też skandalistom za tworzywo lub reklamom jako motyw. Ktoś dorysował na nim nawet wąsy. Jest eksponowany w Luwrze.

Ten drugi obraz znajduje się w Prado. Prawdopodobnie nie wyszedł spod ręki Leonarda, ale pochodzi z jego pracowni. Być może to jeden z uczniów malarza wykonał kopię, która znalazła się w Prado.

1280px-mona_lisa_26_copy

Kopia z Prado zapewne „jako mniej cenna” został bez lęku odrestaurowana. Spod warstw kurzu i werniksu wydobyto oryginalne barwy, podczas gdy Mona Lisa z Luwru utrzymana jest w tonacji zieleni.

Obie mają prawdopodobnie jeszcze jedną siostrę: Monę Lisę z Isleworth.

tumblr_mazh7yofc31rff4lfo1_1280

(…) wszystkie badania i analizy eksperckie potwierdzają wcześniejsze przypuszczenia naukowców. Badania potwierdziły bowiem, że obraz został namalowany przez tego samego artystę, co Mona Lisa, pochodzi z XV wieku oraz, że został wykonany według zasad i proporcji,które stosowane były przez Leonarda.

http://rynekisztuka.pl/2013/02/14/mona-lisa-z-isleworth-wczesniejsza-wersja-znanego-obrazu/

 

[Link – Kulturą w Płot] 10 obrazów, które każdy szanujący się Polak znać musi

Zachwycamy się Monetem, Van Goghiem, Cezanne’em czy Renoirem, bo taką fascynację poniekąd podsuwa nam internet (oczywiście w przerwach, kiedy nie zachwyca się kotami i memami), gdzie co rusz pojawiają się ciekawe wyimki z ich życiorysów czy współczesne, domorosłe wariacje na temat ich największych dzieł. Rzadko kiedy w ekscytacjach pojawiają się jednak prace polskich twórców, co jest o tyle zasmucające, że historie im towarzyszące są częstokroć zdecydowanie ciekawsze niż to, co podsuwa nam na ścianę Edge Rank Facebooka czy widzimisię algorytmu Page Rank Google’a. Nadszedł czas, by to zmienić.

http://kulturawplot.pl/2015/12/02/najwazniejsze-polskie-obrazy/

Abdykacja Stanisława Augusta 25.11.1795

Jeden z moich ulubionych artystów – czyli Jacek Kaczmarski – w utworze „Krajobraz po uczcie” tak literacko wyobraził sobie akt abdykacji S.A.P.:

Imperatorowa i państwa ościenne
Przywrócą spokojność obywatelom naszym
Przeto z wolnej woli dziś rezygnujemy
Z pretensji do tronu i polskiej korony
Nieszczęśliwie zdarzona w kraju insurekcja
Pogrążyła go w chaos oraz stan zniszczenia
Pieczołowitość nasza na nic się nie przyda
Świadczymy z całą rzetelnością Naszego Imienia

„Ilustracja muzyczna” piosenka w wersji nagranej prawdopodobnie w 1981 dla telewizji. Nie została wyemitowana.

„Ilustracja graficzna” portret króla Stanisława Augusta z klepsydrą i burzą za oknem, autorstawa malarza Baciarellego.

portret_poniatowskiego_z_klepsydra

Tyle sztuka. Zbiory tekstów źródłowych przekazują nam natomiast dokument o następujacej treści:

My, Stanisław August, z Bożej Łaski Król Polski, Wielki Książe Litewski et c., et c., et c. Nie szukając w ciągu królowania naszego innych korzyści lub zamiarów, jak stać się użytecznym ojczyźnie Naszej, byliśmy także tego zdania, iż opuścić należy tron w okolicznościach, w których rozumieliśmy, że oddalenie Nasze przyłoży się do powiększenia szczęścia współziomków Naszych lub też przynajmniej umniejsza ich nieszczęścia; przekonani teraz, że pieczołowitość Nasza na nic się ojczyźnie Naszej nie przyda, kiedy nieszczęśliwa zdarzona w niej insurekcja pogrążyła ją w teraźniejszy stan zniszczenia, i rozważywszy, że środki względem przyszłego losu Polski koniecznie potrzebne z powodu naglących okoliczności, a od Najjaśniejszej Imperatorowej Wszech Rosji i innych sąsiednich mocarstw przedsięwzięte, jedynymi są do przywrócenia pokoju i spokojności współobywatelom Naszym, których dobro zawsze było najmilszym przedmiotem starań Naszych — postanowiliśmy przeto z przywiązania do spokojności publicznej oświadczyć, tak jako też niniejszym aktem najuroczyściej ogłaszamy, że wolnie i z własnej woli wyrzekamy się bez ekscepcji wszelkich praw Naszych do Korony Polskiej, do Wielkiego Księstwa Litewskiego i innych należących do nich krajów, jako też znajdujących się w nich posesji i przynależytości ; akt ten uroczysty abdykacji korony i rządu Polski w ręce Najjaśniejszej Imperatorowej Wszech Rosji składamy dobrowolnie i z tą rzetelnością, która postępowaniem Naszym w całym życiu kierowała. Zstępując z tronu, dopełniamy ostatniego obowiązku królewskiej godności, zaklinając Najjaśniejszą Imperatorową, ażeby macierzyńską swą dobroczynność na tych rozciągnęła, których królem byliśmy, i to wielkości Jej duszy działanie wielkim swym sprzymierzeńcom udzieliła.

Akt niniejszy dla większego waloru podpisaliśmy i pieczęć nań Nasza wycisnąć rozkazaliśmy.

Działo się to w Grodnie dnia 25 listopada, a roku 32 panowania Naszego Stanisław August, król.

http://pl.wikisource.org/wiki/Akt_abdykacji_Stanis%%C5%%82awa_Augusta_Poniatowskiego

PS. Na jednym z forów, które regularnie czytam, zapytano, czy możemy powiedzieć na przykład, że Polska znajduje się obecnie w fazie analogicznej do okresu Sejmu Wielkiego. Stanowiło to nawiązanie do toczącej się przez ostatnie kilka lat na łamach kilku kwartalników dyskusji na temat tego, czy  III RP, a zwłaszcza ostatnie osiem lat nie przypominało rozpasanych „czasów saskich”

Takie analogie wydaja mi się jałowe. Zastanowiełem się jednak nad taką kwestią i doszedłem do wniosku,  że to raczej Ukraina jest obecnie pod taką presją, jakiej doświadczyła dwieście lat temu Polska.

Ten Prusom gardłuje, ten Wiednia partyzant
Ów ruskiej się chwyta sukienki,
A troską każdego szczęśliwa ojczyzna –
Stąd modły, przekleństwa i jęki.
Polityką zwie się ów spór Panów Braci
W rozmowach elekta z elektem;
Schlebiają szarakom złociści magnaci
Wśród jęków, modlitw i przekleństw.

A czy „Majdan” nie  przypominał konfederacji/rokoszu:

Skłócony naród, król niepewny, szlachta dzika
Sympatie zmienia wraz z nastrojem raz po raz.
Rozgrywka z nimi to nie żadna polityka,
To wychowanie dzieci, biorąc rzecz en masse.

Dlatego radzę: nim ochłoną ze zdumienia
Tą drogą dalej iść, nie grozi niczym to;
Wygrać, co da się wygrać! Rzecz nie bez znaczenia,
Zanim nastąpi europejskie qui pro quo!

Zapowiedź wydawnicza: S. Frąckiewicz, Żeby było ładnie. Rozmowy o boomie i kryzysie street artu w Polsce”

„Bazgranie” po murach, ale na legalu – czyli mural na Pradze

Sztuka ulic zazwyczaj kojarzy się z „tagami” na nowych elewacjach i „bombieniem” nowych wagonów tramwajowych, ale nie można zapomnieć o coraz częściej pojawiających się w naszych miastach „muralach”. Murale, czyli wielkoformatowe obrazy umieszczane na budynkach nie są nowością. Przez wiele lat pojawiały się w naszych miastach jako reklamy (zwłaszcza przed 1988 r., gdy służyły za odpowiednik dzisiejszych bilboardów) produktów i przedsiębiorstw (na przykład „Baltony”, „Pewexu”, „PKO”). W takim reklamowym celu umieszczane są i dzisiaj, na przykład na dawnym Domu Handlowym Braci Jabłkowskich w Warszawie, gdzie co miesiąc pojawiają się kolejne, malowane reklamy.
Bardzo często słyszymy też o muralach tworzonych by upamiętnić jakieś wydarzenia, miejsce lub osoby – na przykład bohaterskich Żołnierzy wyklętych czy Powstanie Wielkopolskie. Są też inne, będące po prostu dziełem sztuki i mające cieszyć oko, choć czasami przekazują treści znane tylko swoim twórcom.
Ostatnio w Warszawie (dzielnica Praga) pojawił się taki mural:

ch7-575x1024

więcej w linku:
http://sosm.pl/ogolnie/conor-harrington-przemoc-zostala-na-pradze/

Recycling artystyczny

Co można zrobić ze starymi kopertami? Wyrzucić, podrzeć, użyć do rozpalania ognia w kominku? Wykorzystać jak „płótno”!
Bic biro drawing on 1973 envelope.

Bic biro drawing on 1971 envelope.

'...to the north' Bic biro drawing in three antique envelopes

studio shot

Artysta jako szkicownika używa także starych: obligacji, książeczek czekowych, map…

'leather boots' Bic biro drawing on a antqiue music sheet.
Strony z pracami artysty:

http://www.markpowellartist.com/

https://www.flickr.com/photos/markpowellart/

[Ginące zawody] „Tworzone”, nie „produkowane”!

W nawiązaniu do wpisu „Mistrzowie” polecam dzisiaj stronę z pięknymi zdjęciami autorstwa Steve’a Kenwarda, który podpatrzywał rzemieślników przy ich pracy. Niektóre zdjęcia pokazują już tak rzadko spotykane zawody jak „kołodziej” czy „iluminator”.

Polecam: http://stevekenward.com/Made-Not-Manufactured

Polska szkoła plakatu

Dzisiaj, gdy większość plakatów reklamujących premiery filmowe to zaledwie fotosy bez większej wartości artystycznej warto przypomnieć polskie dokonania z zamierzchłej i nie-tak-bardzo zamierzchłej przeszłości:

Więcej można podziwiać na szczególnym blogu poświęconym polskim plakatom: http://polishmovieposter.blogspot.de oraz na nowopowstałej Galerii Plakatu Filmowego GAPLA http://gapla.fn.org.pl/

Drawing with Words

[Repost] Teksty w średniowiecznych księgach ułożone w formie obrazków.

medievalbooks

The pages of medieval books are generally filled with two things: words and decoration – and a lot of nothingness, the margins. The divide between the two is evident and clear. Words make up the text and are executed with pen and ink, while illustrations, produced with brush and paint, decorate the text. There are manuscripts, however, in which this self-evident truth is turned upside-down: sometimes decoration is created by words, which were meant to be read. This intriguing scenario blurs the divide between text and illustration: it challenges how we define both.

Decoration forming words

British Library, Arundel 155 (10th century) Fig. 1 – British Library, Arundel 155 (11th century) – Source

Decorative elements forming readable text  are fairly common in medieval times. High-quality manuscripts often open with words – or even a full sentence – that are painted with a brush rather than copied with a pen. The artist who produced the eleventh-century page in Fig. 1, for example, used his brush to paint the entire first line of Psalm 1: „Beatus vir qui…

View original post 655 słów więcej

[Prasówka] Szekspir

http://naszdziennik.pl/swiat/116403,odkryto-pierwodruk-dramatow-szekspira.html

W Saint-Omer, w północnej Francji odkryto nieznany dotąd egzemplarz pierwszego wydania dramatów Szekspira, tak zwanego pierwszego Folio, wydanego w 1623 r. w nakładzie 800 egzemplarzy.

Jak podaje Radio Watykańskie, odkrycie to rzuca kolejne światło na związki angielskiego pisarza z Kościołem katolickim. Odnaleziony w ubiegłym miesiącu starodruk należał bowiem do zbiorów katolickiego kolegium, które w tym niewielkim miasteczku nieopodal Calais kształciło synów katolickich uciekinierów z Anglii. Co więcej, naniesione ręką poprawki i komentarze dowodzą, że dramaty te były wystawiane w tym kolegium.

O przynależności Szekspira do katakumbowego Kościoła katolickiego w Anglii dyskutuje się od dawna. Odkrycie w Saint-Omer pokazuje, że kilka lat po śmierci był on dobrze znany i ceniony w środowisku katolickich uchodźców.

Boże Narodzenie…

Jan Maria Ruszar w dzisiejszym „Plusie-Minusie” (27.12.2014 r.) przypomniał o obrazach włoskich mistrzów, którzy wydarzenia biblijne umieszczali nie w ciemnych i zimnych wnętrzach stajenki, lecz w pałacach florenckiej arystokracji. Przypomniało mi to dzieła sztuki pozaeuropejskich artystów, którzy bohaterom biblijnych wydarzeń (np. Maryi i Józefowi) nadawali rysy azjatyckie lub afrykańskie:

(nieznany artysta japoński, ok. 1900)

koreański artysta Kim Ki-Chang, a.k.a. Woonbo (1914 – 2001)

Betlejem i szkopka w oczach artysty chińskiego

sztuka etiopska

piórkiem i ogniem… sadzą

Mistrzowie

Zbigniew Herbert

Przypowieść o Królu Midasie

(…)

potem kazał przywołać człowieka

który na czerwonych wazach

maluje piórem czarnej przepiórki

wesela pochody i gonitwy

a zapytany przez Midasa odpowiada:

– ponieważ szyja galopującego konia

jest piękna

a suknie dziewcząt grających w piłkę

są jak strumienie żywe i niepowtarzalne

 

pozwól mi usiąść przy tobie

prosi malarz waz będziemy

mówili o ludziach

którzy swoją śmiertelną powagą

oddają ziemi jedno ziarno

a zabierają dziesięć

którzy naprawiają sandał i rzeczpospolitą

obliczają gwiazdy i obole

piszą poematy i pochylają się

aby z piasku podjąć zgubioną koniczynę

 

będziemy trochę pili

i trochę filozofowali

i może obaj

którzy jesteśmy z krwi i złudy

wyzwolimy się w końcu

od gniotącej lekkości pozoru

 

 

 

 

Kaligrafia…

Po długiej przerwie Bestiariusz wchodzi znowu do gry.

Dzisiaj, chciałbym zaprezentować ciekawe miejsca w sieci – coś dla osób, którym dotychczas wydawało sie, że sztuka kaligrafii pielęgnowana jest tylko w krajach arabskich oraz Azji wschodniej:

 

http://typeverything.com/

 

Książki…

Książki można czytać lub się nimi chwalić (zwłaszcza, gdy są to książki, których przeczytanie stanowi przepustkę do „elity”… 😛  ).

Niektórzy ludzie potrafią jednak znaleźć dla nich inne zastosowanie:

Znalezione na stronie:

http://www.thisiscolossal.com/2012/04/new-cut-book-illustrations-by-thomas-allen/ 

Podobnie nietypowe zastosowanie ksiażek pojawiło się już jakiś czas temu na kartach Bestiariusza:

https://bestiariusz.wordpress.com/2012/01/18/na-marginesie/

były to bajecznie kolorowe ilustracje wykonane na stronach ksiażek o tematyce naukowej lub technicznej.

Bestye… (2)

Na Bestiariuszowo-kulturalnym blogu nie może zabraknąć co pewien czas odwołania do tych prawdziwych Bestiariuszy z okresu ich największej świetności.

Dzisiaj jednak pojawią się tutaj ilustracje pokazujące istoty rzadziej zaludniające karty tych ksiąg:

Źródło nr 1. http://www.bl.uk/catalogues/illuminatedmanuscripts/record.asp?MSID=95&CollID=16&NStart=120613

Kot scigający myszy:

Sprytny lis udający martwego oraz lis ze zdobyczą:

Mastiffy i pasterz/owczarz:

Źródło nr 2.  http://www.bl.uk/catalogues/illuminatedmanuscripts/record.asp?MSID=8813&CollID=16&NStart=120319

Pszczoły:

Sroki:

Biały kot i szary kot polujące na myszy:

Mysz i kret:

Źródło nr 3.  http://www.bl.uk/manuscripts/Viewer.aspx?ref=harley_ms_3244_f036r

[od góry] Pies z pasterzem, pies ścigajacy jelenia, psy polujące na królika

oraz wierny pies, który opłakuje zamordowanego właściciela, a następnie odnajduje mordecę i go zabija.

Jesteś tym… co czytasz!

czyli maski wykonane m.in. z czcionek drukarskich:

 

http://www.thisiscolossal.com/2012/05/masks-and-heads-made-from-moveable-type-and-steel-hardware-by-dale-dunning/

 

a poza tym polecam listy wykaligrafowane… tfu… wycięte z papieru:

 

więcej tutaj: http://www.thisiscolossal.com/2012/05/new-cut-paper-correspondence-by-annie-vought/

Minimalizm… wg Patrika Svenssona

Dzisiaj polecam zestaw plakatów do znanych filmów i książek. Co ciekaweplakaty te stworzono przy użyciu kilku zaledwie znaków:

Strona autora:

Prince Hat.

Przy okazji zachęcam do zapoznania się z innymi pracami Patrika Svenssona.

czy „sztuka ulicy” może być… sztuką?

„Malunki” na murach i ulicach kojarzą się zazwyczaj z wandalizmem.  Czasami  można wśród nich znaleźć także dzieła bardziej wartościowe:

Czytaj resztę wpisu »

Na marginesie…

Coś w sam raz na krótkie zimowe dni.

Na stronie http://www.thisiscolossal.com/ pojawił się link do prac Pauli Swisher, która wykonała piękne i bajecznie kolorowe ilustracje ptaków, na kartach starych książek naukowych i instrukcji technicznych:

Więcej ilustracji można obejrzeć na stronie domowej autorki: http://paulaswisher.com/studio.php

Bestiariusz K.

Tapety, tapety…

Oczywiście na ścianę mieszkania, a nie na pulpit w komputerze.

Chociaż dawniej bardzo popularne, dziś nieco zapomniane.  Niemniej produkuje się je nadal, a niektóre firmy, jak na przykład znaleziona przeze mnie „Cole & Son”, wykonują swoje tapety przy pomocy starych maszyn, ponadto część procesu produkcji odbywa się ręcznie.

Przykłady wzorów wykonanych przez tę firmę:

Źródło: http://www.cole-and-son.com/home.asp

Pozdrawiam

Bestiariusz K.

Urok starej reklamy…

W swoich „spacerach” po sieci trafiłem także na stronę http://50watts.com. Można znaleźć tutaj m.in. kolekcję prac z zakresu grafiki użytkowej z lat 1929-1949. Co zaskakujące, zamieszczone prace, to dzieła polskich twórców. Czytaj resztę wpisu »