[Polecam] Więzienny dialog — Sokrates i Kriton w areszcie na Rakowieckiej

 

Goplana, maliny i zmory w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej

Pierwsze od roku 1949 przedstawienie „Goplany” autorstwa duetu Żeleński-German niewątpliwie jest wielkim wydarzeniem, wartym odnotowania i skomentowania, jednak dzisiaj Bestiarusz Kulturalny postanowił zamieścić – znalezioną jakiś czas temu – oryginalną recenzje z PRAPREMIERY Goplany w roku 1896,

a także unikatowy egzemplarz libretta z Biblioteki Teatru Lwowskiego (Lwów, 1896), z wpisami suflerskimi[link].

A oto recenzja:

GŁOS NARODU z dnia 24 Lipca 1896 roku, Nr. 168 [LINK]

Z dawna — i z takiem upragnieniem oczeki­wana najmłodsza córa muzy Władysława Żeleńskiego „Goplana”, została wczoraj po raz pierwszy w świat wprowadzoną. Łatwo zrozumieć, że ukazanie się na widowni dzieła, do którego ogół polski i wielkie zna­czenie i tyle nadziei dla sztuki przywiązywał, mu­siało obudzić wśród niego niezwykłe ożywienie, a za­interesowanie w mieście naszem tem silniejsze, że pierwszy to podobno wypadek, aby opera świeżo po­wstała, święciła premierę na scenie krakowskiej.

Jak wiadomo, libretto do „Goplany” zawdzięcza Żeleński radcy szkolnemu p. Germanowi, któremu znów głównego materjału dostarczył Słowacki, czer­piący klejnoty do swojej „Balladyny” — ze skar­bnicy podań ludowych.

Że „Balladyna” nie od dziś stanowiła cel we­stchnień dla kompozytorów naszych, o tem świadczy illustracja muzyczna, w jaką część fantastyczna zwła­szcza utworu została uposażoną naprzód przez Hoffmana, a następnie przez Henryka Jareckiego. Tej predylekcji zresztą muzyki dla poematu Juljusza dzi­wić się nie można. Wprowadzenie do dzieła czyn­ników wysoko idealoych ze skrajnie fealistycznemi, rozmaitość obrazów, to raz trzymanych” w oświetleniu łagodnego liryzmu, to znów pogrążonych w nastrój silnie dramatyczny — wszystko to przecież powody, mogące do „Balladyny” pociągnąć kompozytora, któ­ry po za obszarem uczuć znajduje tutaj jeszcze wdzięczne tło do uwydatnienia, czy to barwnej cha­rakterystyki, czy też efektów nastręczających się z ze­tknięcia dwóch kontrastujących z sobą światów: ziemskiego i eterycznego.

Nazwisko Słowackiego i imię głównej jego bo­haterki uwalnia nas od szczegółowego powtórzenia treści opery. Oczywiście w przetworzenia budowy po­ematu dokonanem ręką p. Germana na libretto, da­wne sytuacje ledwie się tutaj migocą, postacie ledwie się wychylają, rzecz jednak cała, przyznać trzeba, z wielką zręcznością ułożona. Z wyjątkiem zakończęnia samego, gdzie akcja zbyt pospiesznym krokiem dąży do rozwiązania katastrofy, sytuacje zresztą roz­wijają się naturalnie, symetrja w budowie i w ugru­powaniu figur — odpowiednia, górujące efekty, tre­ściwie i praktycznie przygotowane. Niepraktycznem jedynie dla kompozytora może być: 1) usunięcie z głó­wnego personalu głosu basowego, tej ważnej podstawy dla ensemblu i 2) wprowadzenie w obsadę naczelnych partyj aż sześciu głosów żeńskich — zbytek, na jaki nie prędko która scena zdobić się potrafi. Nie­mniej zastanawiającą jest rzeczą, dlaczego poemat Słowackiego w przeobrażeniu swem na operę otrzy­mał nazwę „Goplany”? Możnaby stąd wnosić, że punktu ciężkości działania powinnibyśmy szukać w czę­ści fantastycznej opery, gdy tymczasem rzecz ma się, przeciwnie i podobnie jak w tragedji tak i tutaj po­stać Balladyny pozostaje na dawnem stanowisku — głównej bohaterki utworu.

Na kanwę ujętą w ramy 3-aktowej partycji rzu­cił Żeleński mnóstwo kwiatów szczerego natchnienia. Arja wstępna „Goplany” piosnka Grabca, romans Kirkora, scena marzycielska Aliny przy końcu I aktu, scena zamiany Grabca w wierzbę, pieśń przy winie w akcie ostatnim — wszystkie te ustępy pełne są pięknych pomysłów i świadczą chlubnie o subtelno­ści uczuć. Nader wdzięcznym jest także chór rycerzy wstępny i chór wieśniaków w akcie II, gdzie żywioł narodowy w sympatycznej i iskrzącej objawia się for­mie. Ale koronę partycji nazwalibyśmy na wskróś dramatycznością owiany duet między Aliną a Balladyną jak w ogóle cały akt II odznaczający się szczególną melodyjnością i efektownym układem.

Obok tych pereł jednakże nie brak w partycji miejsc nużących rozwlekłością, jak n.p. kwintet I aktu lub też takich, które ludzi muzykalnie wykształ­conych mogą przez swoje kombinacje harmoniczne i kontrapunktyczne w zachwyt wprowadzić, ale dla przeciętnego słuchacza operowego mają znaczenie — łamigłówki. Najmniej szczęśliwym wydał się nam akt III w pierwszej swej połowie, aczkolwiek nale­żałoby oczekiwać, że właśnie z wzrastającą na sce­nie akcją wzmoże się także energja kompozytora i puls jego do energiczniejszej twórczości pobudzi. Brakuje także muzyce eterycznej „Goplany” tej powiewności, która u Mendelsohna we „Śnie nocy le­tniej” w tak nierozerwalną całość z poematem się splata, że jednej bez drugiego pomyśleć nie można. Jakkolwiek indywidualność Żeleńskiego na każdej nie­mal karcie partycji cechę swoją znacząco wyciska, nie da się przecież ukryć, że twórca „Goplany” na podszepty obcych kompozytorów, jak n.p. Schuberta, Thomasa, Masseneta, nie zawsze obojętnie się zacho­wuje. Jeżeli zaś koniecznie idzie o wynalezienie wzo­ru, mogącego służyć tutaj za szczególną modłę do naśladownictwa, to wzór ten dałoby się odnaleźć w znakomitym twórcy „Lohengrina”. Widać to nie tylko z traktowania orkiestry, której Żeleński nadaje ważną rolę, chociaż nie tak ważną, jak Wagner chcą­cy niekiedy głosy ludzkie zepchnąć na plan ostatni, ale widać także i z owego splotu motywów tak zwanych: „programowych”, powtarzających się w ciągu opery w różnych tonacjach i harmonjach. Nie można jednak z tego powodu czynić zarzutu kompozytorowi. Dzisiaj, kiedy wszyscy prawie stąpają śladami wytkniętemi przez Wagnera, żądanie, aby kompozytor nie ulegał wpływom nowożytnego reformatora dra­matu muzycznego, byłoby chyba tylko prostem dzi­wactwem.

Że partycja „Goplany” pod względem opracowa­nia technicznego zdradza rękę mistrza, który taje­mnice sztuki zgłębił do dna — o tem dobrze wszystkim wiadomo. Aby więc rzecz w kilku słowach zakończyć, powiedzmy: „Goplana” jest dziełem wykwintnego smaku, opracowanem z drobiazgową starannością tak w kierunku wokalnym, jak i orkiestralnym, dziełem, nakazującem poszanowanie dla twórcy swojego, nie­tylko z powodu jego wysokich zdolności kompozytor­skich i daru kombinacyjnego, ale i z powodu usiło­wań, jakie około wydobycia nowych żywiołów dla naszego dramatu lirycznego podjął.

Jaki los czeka „Goplanę”, przyszłość okaże. To jednak pewna, że ci, którzy pod sterem dyr. Jare­ckiego zespolili się wczoraj na scenie naszej nie; szczędzili nakładu sił, aby dzieło przyodziać w szatę jak najgodniejszą i zbliżyć go do serca słuchaczów. Chcąc wymienić zasłużonych, należy powtórzyć wszy­stkie imiona objęte afiszem, a więc panie: Kasprowiczową, Dąbrowską, Kiustelnicką, Camilową, Kliszewską, Bohussównę; panów: Sienkiewicza, Gór­skiego i Almę.

Na słowo gorącego uznania zasługują również, dobrze przygotowane chóry i orkiestra a wraz z stro­ną dekoracyjną i kostiumową godzi się podnieść cały układ sceniczny przedstawienia, który do celniejszych wyników pracy reżyserskiej należy, ile, że sama na­tura wprowadzonych na scenę postaci, charakter poe­tycznej fikcji, potrzeba wreszcie połączenia i dopaso­wania najsprzeczniejszych z sobą czynników — wszy­stko to stanowi trudne istotnie zadanie dla artystów, reżyserji i maszynerji. Słowem, w każdym kierunku objawiło się staranie o jak najsumienniejsze spełnie­nie obowiązku względem dzieła polskiego, w którego bliższe rozpatrzenie niestety zbyt późna pora (przedstawienie przeciągnęło się do godziny 11) dzisiaj za­puszczać nam się nie pozwala. Ocenił te szlachetne usiłowania najwymowniej sam kompozytor; gdy bo­wiem z zapadnięciem kurtyny po 1-szym akcie cała sala zawrzała burzą oklasków i wywoływań, złączo­nych z huczną fanfarą orkiestry, ukazuje się na sce­nie formalnie zasłanej kwiatami twórca „Goplany” i wśród przejmującego wzruszenia zabiera głos aby po­dziękować artystom, którzy dzieło jego prawdziwą miłością otoczyli.

Pozostaje wreszcie dodać, że powtórzona po skoń­czeniu opery owacja, wywołała również na scenę au­tora libretta i dyr. Jareckiego, którym za udział w tem uroczystem święcie, jakie sztuka polska wczoraj na scenie krakowskiej obchodziła, miano istotnie „dobrze zasłużonych” przynależy.

Artur Rubinstein w 2 odsłonach: Polonez Chopina oraz wspomnienie z konferencji Narodów Zjednoczonych w 1945

Polonez As-Dur op. 53

http://historia.org.pl/2015/05/17/manifestacja-rubinsteina-w-onz/

Artur Rubinstein (1887 – 1982)

Rubinstein mówił: „Była duża sala, pełna chorągwi. Ja przyszedłem na próbę i szukałem chorągwi polskich. Chorągwi polskich nie było. Jak to, powiedziałem, cała wojna szła o Polskę. Niby to Francja, Anglia, Ameryka walczyły za Polskę. Ja byłem absolutnie wściekły. Jak był koncert po południu, musiałem zawsze podczas wojny grać na początku hymn amerykański. I grałem tym razem też, jak zwykle, ale nagle coś we mnie wezbrało. Moja żona stała tam za kulisami, wiedziała, co ja robię”.

Czytaj resztę wpisu »

Punk-folk a’la Międzywojnie.

Gdyby punk istniał jako gatunek muzyki już w latach dwudziestych i trzydziestych, brzmiałby tak:

Wykonawcy w obrębie tego gatunku zapewne siegaliby, tak jak i muzycy zespołu „Hańba”, po wiersze socjalistycznych (i antykomunistycznych) poetów, na przykład Władysława Broniewskiego czy takich mistrzów poezji jak Julian Tuwim i Jan Brzechwa.

Muzycy konsekwentnie kreują się na kapele z lat trzydziestych XX wieku i na jednym ze swoich mini-albumów napisali:

Teksty zawarte w niniejszym zbiorze wyśpiewane zostały na krótko­gra­ją­cej płycie zbuntowanej orkiestry podwórkowej „Hańba!” z Krakowa, którą wydano we wrześniu roku 1933 w rocznicę aresztowań brzeskich.
Dla wszystkich Państwa purystów historycznych i innej maści zwolen­ni­ków poprawności wszelakiej mamy łaskawe przypomnienie, iż członkowie kapeli „Hańba!”, jako postacie w całości wyimaginowane, maja ̨ absolutne artystyczne prawo poruszać się po swoim fikcyjnym świecie bez żadnych ograniczeń czasowych czy terytorialnych.

Można uznać, że muzycy sprawnie „zrekonstruowali” nieistnejący gatunek antysa­na­cyjnego punk-folku. Mnie ich twórczość przykuła do słuchawek na dłuższy czas. Na moich playlistach umieszczam Hańbę obok Kazika Staszewskiego/Kultu, „Prąd Stały/Prąd Zmienny” Lao Che, Zacieru i Schmaltza (o którym pewnie jeszcze napiszę).

7 marca 2016 r. muzycy nagrali płytę długogrającą (zapewne album zostanie antydatowany i muzyczny wehikuł czasu przeniesie słuchaczy w okolice 1936 roku).

Ale już teraz można zapoznać się z ich całą, dotychczasową twórczością udając się na stronę internetową http://www.karoryfer.com/hanba/wydawnictwa (znaj­dują sie tam zarówno utwory w formacie mp3, jak i pliki z okłądką i książeczką z tekstami, do samodzielnego wydrukowania.

David Bowie [+], „smutny Żoliborz” i sklep płytowy na Pl. Komuny Paryskiej.

Zmarły dzisiaj David Bowie (a właściwie David Jones) najbardziej znany był ze swojej kreacji mistrza glam-rocka, Ziggy’ego Stardusta. Warto dodać, że wystąpił również jako aktor w filmie fabularnym.

W jego twórczości pojawił się „motyw polski”. Fani Davida Bowie’ego i słuchacze radiowej „Trójki” na pewno wiedzą, że wykonywał utwór „Warszawa”. Jest on owocem wizyty w Warszawie w 1973 roku. Artysta, jadąc pociągiem Moskwa-Berlin Zachodni (według innych źródeł pociąg jechał do Paryża), który zatrzymywał sie na Dworcu Gdańskim, postanowił wykorzystać planowany postój.

Wybrał się na spacer, w kierunku północnym w stronę ówczesnego Placu Komuny Paryskiej, gdzie w sklepie płytowym zakupił kilka miejscowych albumów, w tym płytę polskiego zespołu ludowego „Śląsk”. Spacer po szarym Żoliborzu, ze śladami po pociskach i zakończonej 28 lat wcześniej wojnie, tak zapadł artyście w pamięci, że muzycznie uwiecznił Miasto nad Wisłą.

Na „Youtube”: David Bowie – Warszawa – koncert z 1978 (Japonia)

Całą historię można poznać z artykułu z marca 2011 r., umieszczonego na stronie fanów Davida Bowie’ego:
https://bowiesongs.wordpress.com/2011/03/15/warszawa/

Tradycja i nowoczesność – XVII Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny w internetowym cyfrowym Radio Chopin.

http://www.polskieradio.pl/13/3275/Artykul/1517251,POLSKIE-RADIO-URUCHAMIA-CYFROWE-RADIO-CHOPIN-NA-CZAS-TRWANIA-XVII-MIEDZYNARODOWEGO-KONKURSU-PIANISTYCZNEGO-IM-FRYDERYKA-CHOPINA

1 października w Warszawie rozpocznie się XVII Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina. Z tej okazji Polskie Radio uruchomiło cyfrowe Radio Chopin, którego można słuchać przez całą dobę już od 28 września.

(…)

Na platformie cyfrowej Polskiego Radia będzie można posłuchać wszystkich występów na każdym etapie Konkursu – od pierwszego dnia przesłuchań (3 października) po występy laureatów (21-23 października). Wszystko będzie opatrzone fachowym komentarzem dziennikarzy Programu 2 Polskiego Radia.

Poza samym Konkursem w nadającym przez całą dobę Radiu Chopin słuchacze znajdą szereg atrakcji związanych z postacią wybitnego polskiego kompozytora i jego twórczością. Radio Chopin prezentować będzie najciekawsze nagrania laureatów poprzednich edycji Konkursu, przyjrzy się twórczości i biografii tegorocznych jurorów, wraz z ekspertami wybierze najlepsze interpretacje Chopinowskich arcydzieł.

(…)

Radia można słuchać w Internecie  na stronie www.polskieradio.pl oraz poprzez cyfrowe radioodbiorniki DAB+

Dagerotyp F. Chopina z 1847 r. – zrobiony zaledwie 9 lat po pierwszych fotografiach Daguerre’a

[Zapowiedź] Lato filmowe w ogrodach sejmowych

Lato filmowe w ogrodach sejmowych – hity przedwojennego kina już od najbliższej soboty

http://www.sejm.gov.pl/Sejm7.nsf/komunikat.xsp?documentId=FF9E746FBE0ECD5AC1257E9F00450761

Zapowiedź wydawnicza: S. Frąckiewicz, Żeby było ładnie. Rozmowy o boomie i kryzysie street artu w Polsce”

Kwartalnik Fronda LUX i Rewizor zapraszają na benefis Krzysztofa Masłonia

Kwartalnik Fronda LUX i Rewizor mają zaszczyt zaprosić na benefis Krzysztofa Masłonia.
Jeden z najważniejszych krytyków literackich III RP. Wieloletni staż, umiejętność żywego opisu i szczegółowej analizy, ogromna erudycja i wyraziste oceny uczyniły go jedną z kluczowych postaci życia literackiego we współczesnej Polsce.
Pretekstem do uczczenia red. Krzysztofa Masłonia (DoRzeczy) jest jego ostatnia książka „Od glorii do infamii”. Zamiast tradycyjnego spotkania promocyjnego, uczcimy wieloletni dorobek naszego gościa. Porozmawiamy z nim o nim, o jego życiu, fascynacjach literackich, drodze pisarza i krytyka, przyjaciołach literatach. Nie będziemy się jednak z naszym gościem patyczkować – padną również trudne pytania i sami jesteśmy ciekawi, jak pan Krzysztof Masłoń z nich wybrnie.
Rozmawiać z red. Masłoniem będzie Mateusz Matyszkowicz – strona autorska , redaktor naczelny Frondy LUX
Zapraszamy do Cafe Niespodzianka (Marszałkowska 7 w Warszawie) 5. sierpnia. Start imprezy o godz. 18:00
Krzysztof Masłoń
(ur. 1953) – publicysta, dziennikarz, krytyk literacki. Przez lata związany z “Rzeczpospolitą” i “Magazynem Literackim Książki. Autor kilku książek, takich jak m.in.: “Lekcja historii najnowszej”, “Żydzi, Polacy i my”, “Bananowy song. Moje lata 70.”. Laureat branżowych nagród Ikara i PIKowego Lauru oraz Nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Juror Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus

https://m.facebook.com/events/101198290233168?acontext=%7B%22ref%22%3A3%2C%22action_history%22%3A%22null%22%7D&aref=3&refid=17&_ft_=top_level_post_id.1021270627891286&__tn__=H

[Polecam] Przedpremiera Teatru Telewizji pt. „Zaręczyny” Zamachowski, Karłowicz, Tomczyk, Nowak!