Azyl dla opozycyjnych dziennikarzy. Pismo, które dało zarobić zwolnionym publicystom – TVP Tygodnik – Magazyn widzów i czytelników

https://tygodnik.tvp.pl/45759673/azyl-dla-opozycyjnych-dziennikarzy-pismo-ktore-dalo-zarobic-zwolnionym-publicystom

Po wprowadzeniu stanu wojennego „Niewidomy Spółdzielca” dla wielu znanych dziennikarzy sympatyzujących z Solidarnością stał się enklawą, oazą wolności. Wielu z nich po 13 grudnia 1981 nie przeszło tzw. akcji weryfikacyjnej. (…) Na ratunek przyszły niszowe redakcje, jak właśnie „Niewidomy Spółdzielca”, które spełniły swoją rolę – dzięki nim dziennikarze opozycyjni mieli pracę i nie stracili kontaktu z prasą oficjalną (oprócz tego pisali w prasie podziemnej).

– „Niewidomy Spółdzielca” to najbardziej znane czasopismo tego typu. Warto też wymienić „Wiadomości wędkarskie”, w których swój felieton miała Hanna Krall; w stanie wojennym pisała aluzyjnie, że „kiedy chcemy uciec przed smutną rzeczywistością, to jedziemy na ryby”. Poza tym były różne fuchy dziennikarskie; organizowała je Agencja Omnipress, spółdzielnia pracy założona m.in. przez Macieja Łukasiewicza (późniejszego redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”) – mówi Olaszek.

Cytat. O wyborach, ale tak zupełnie ogólnie.

Agata Kaźmierska i Wojciech Brzeziński „Strefy cyberwojny”

To demokracja czasów Netflixa mówi prof. Dariusz Jemielniak, który od lat bada przemiany, jakie napędza internet. Tak jak Netflix wie lepiej niż my sami, co chcemy obejrzeć, potencjalnie tego rodzaju asystent mógłby podejmować za nas decyzje. Tylko jakiego rodzaju problem to rozwiązuje? Problem czasu na pewno nie jest najważniejszym problemem demokracji, bo jeśli ktoś twierdzi, że nie ma go, żeby iść i zagłosować, to jednocześnie pokazuje, że mu nie zależy. Taki system byłby też bardzo podatny na manipulacje. W ogóle pomysł głosowań przez internet to jest pomysł z piekła rodem. Jeśli mamy zwykle głosowanie z kartką, to mamy możliwość kontroli, także społecznej. A jeśli są wybory całkowicie elektroniczne, to nie mamy zielonego pojęcia, co ktoś w algorytmie napisał.

I tu dochodzimy do może najważniejszego problemu. Jesteśmy już całkowicie uzależnieni od cyfrowych narzędzi, bez których nasz świat polityka, gospodarka, edukacja, a nawet kultura i sztuka wzasadzie nie mogą funkcjonować. Tymczasem nie mamy możliwości przekonania się, jak one działają, na jakich regułach opierają swoje decyzje, dlaczego dokonują takich, a nie innych wyborów, od których zależy życie ludzi i funkcjonowanie całych społeczeństw.

Żyjemy w czasach, w których jedna literówka w kodzie napisanym przez przemęczonego programistę może mieć na nas taki wpływ, jak pędzący tirze z przysypiającym kierowcą za kółkiem. Różnica jest taka, że tira widzimy i możemy przed nim (czasem) uskoczyć. Błąd w algorytmie lub ktoś umyślnie manipulujący jego lukami może nas wziąć zupełnie z zaskoczenia.

Polecam.

[Wybory 2015] Telewizja „od kuchni”

 

Ciekawostka okołowyborcza: Blue-box w akcji 😀 [Źródło zdjęcia: http://www.gazetaprawna.pl]

Źródło: http://www.gazetaprawna.pl/

Refresh. Reload. Dopamina.

1.

Coraz częściej można spotkać się z głosami, że nowe cyfrowe technologie­ – mimo ich niezaprzeczalnych zalet – mają swoje negatywne konsekwencje: zmieniają nasz mózg, lub mówiąc dosadnie: formatują nasz umysł.

Dwa z tych głosów uznałem za szczególnie interesujące. Pierwszy z nich to krótki artykuł w którym Hugh McGurie (patrz: https://medium.com/@hughmcguire/why-can-t-we-read-anymore-503c38c131fe) zadaje pytanie, dlaczego nie potrafimy czytać już książki ze skupieniem. Drugi to znakomita książka „Płytki umysł” (autor: Nicholas Carr; wyd. Helion: http://helion.pl/ksiazki/plytki-umysl-jak-internet-wplywa-na-nasz-mozg-nicholas-carr,plytki.htm)

Warto zaznaczyć, że obaj autorzy nie są przeciwnikami nowych technologii i portali społecznościowych (mają konta na Twitterze i Facebooku, prowadzą blogi), ale zwracają uwagę na te konsekwencje cyfrowej rewolucji, które powodują że coraz bardziej uzależniamy się od technologii, nawet tam gdzie nie jest to dla nas użyteczne lub jest po prostu szkodliwe.

Książka „Płytki umysł” porusza tak wiele wątków, ze bezcelowe byłoby podejmowanie jakiejkolwiek próby jej streszczenia. Wypada mi tylko polecić ją Szanownym Czytelnikom Bestiariusza.

Natomiast w pierwszym ze wspomnianych przez mnie tekstów Hugh McGuire zwraca uwagę na fakt, że cyfrowe urządzenia oraz oprogramowanie faktycznie „przestroiły” nas tak, że poświęcamy im swoją uwagę bez względu na to, co w danym momencie powinniśmy robić. Badania przy pomocy fMRI (Funkcjonalnego magnetycznego rezonansu jądrowego) pokazały, że ośrodki przyjemności w mózgu aktywują się, gdy przychodzi nowy e-mail. Każdy otrzymany e-mail, powoduje więc wydzielanie dopaminy do mózgu jak kokainaKażdy dopływ dopaminy wzmacnia pamięć mózgu, że sprawdzanie czy nie przyszedł nowy e-mail daje dopływ dopaminy. Nasze mózgi są tak zaprogramowane by szukać rzeczy, które dadzą nam przypływ dopaminy.

Czytaj resztę wpisu »