[Konfrontacje muzyczne] O wojnie gada ten, co nie wie o niej nic

Wersja w jezyku oryginalnym:

Tłumaczenie/parafraza Jacka Kowalskiego

Powstańcie Pikardczycy i Burgundczycy też
Kto możesz tęgą lagę do garści zaraz bierz
Bo już wiosenny nów o sobie daje znać
Będziemy mogli znów na wojnie bić i prać

O wojnie gada ten co nie wie o niej nic
Przysięgam wam że wojna to niezbyt śmieszny wic
Niejeden mężny chwat niejeden zacny druh
Na wojnie stracił życie kapelusz albo but

Gdzie książę austriackie? śród niderlandzkich gmin
Pośrodku równin Flandrii a Pikardczycy z nim
Niezmiennie dzień i noc wciąż nalegają nań
By wiódł ich do Burgundii by ją zdobyli dlań

Żegnajcie nam Salę Salę i Bezansą
I piękne miasto Bone gdzie zacne wina są
Wypili Pikardczycy po cztery grosze litr
Zapłacą Flamandowie a nie to wezmą w pysk

 

Czytaj resztę wpisu »

Przewrotne „Epitafium” dla Boba Dylana…

Przewrotne „Epitafium” dla Boba Dylana, autorstwa Jacka Kaczmarskiego, czyli o upadku idoli młodości.


https://youtu.be/213yT3uE2Qo

Papier twój wróg! Amman, Waszyngton… i Olsztyn.

Nowa moda?! Wszystkie zdarzenia miały miejsce w ostatnim tygodniu.

Czyżby wszyscy pozazdrościli Banksy’emu?

[Prasówka] Niemiec może zarobić, a na Niemcach nie można zarabiać…

https://www.money.pl/gospodarka/niemiecki-dziennik-pisze-o-polsce-i-myli-kaczynskich-polacy-na-nas-poluja-6476028940347009a.html

Przejęcie niemieckich linii Condor przez Polaków to część wielkiego planu, a może i nawet wojny gospodarczej – uważają dziennikarze „Stuttgarter Zeitung”.

(…)

Jak jednak zaznacza, nie można wejść na ten szczyt bez konfrontacji z dotychczasowymi ekonomicznymi liderami kontynentu – a więc przede wszystkim z Niemcami. Krökel przypomina słowa polityków PiS, którzy zapowiadają „dogonienie” Niemiec do 2040 roku.

– „Dogonić” znaczy po polsku „skrócić dystans”. Ale warto też pamiętać, że ten czasownik niegdyś oznaczał też coś innego. „Polowanie”

(…)

„To prawdziwa ofensywa. Polacy szykują się do naprawdę wysokich lotów” – uważa dziennikarka, zastanawiając się jednak, czy te ambicje nie są jednak trochę na wyrost. „To jest naprawdę wypowiedzenie nam wojny?” – pyta retorycznie dziennikarka.

Kajetan Morawski wspomina prof. Szymona Askenazego

Kolejny cytat ze wspomnień Kajetana Morawskiego:

Najbardziej uderzającą syntezą żydostwa i polskości był jednak profesor Szymon Askenazy. Żydom, którzy wstydzili się swego pochodzenia, wymyślał od parchów. Polakami, którzy pomniejszali przeszłość swojego narodu, pogardzał. Na ścianie w jego gabinecie podobizny księcia Józefa Poniatowskiego i księcia Adama Czartoryskiego sąsiadowały z podobiznami dwóch przodków, wielkiego siedemnastowiecznego rabina lwowskiego Chachama Cwi i Salomona, wpierw lekarza nadwornego Zygmunta Augusta, a następnie przedstawiciela Wysokiej Porty w szeregu rokowań międzynarodowych i tym samym pierwszego w rodzinie Askenazych dyplomaty. Profesor szczycił się swoimi żydowskimi antenatami. Równocześnie podkreślając swą polskość, zauważył kiedyś, że mimo krytyk Dmowskiego od wielu poglądów obozu narodowego dzieli go właściwie tylko szerokość jednego naskórka! Każdy, kto znał go bliżej, poświadczy, że w swej skomplikowanej, hardej i namiętnej duszy obie te tradycje chciałoby się prawie powiedzieć, oba te nacjonalizmy łączył głęboko i szczerze. Któregoś dnia zaszedł do mnie do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, by ze zwykłą gwałtownością i dialektycznym talentem oburzać się na rzekomo zbyt daleko idące ustępstwa, zawarte w przygotowywanym przez rząd projekcie układu polsko-litewskiego. Wysłuchawszy moich kontrargumentów, wykrzyknął uniesiony zapałem:

– W każdym razie przyzna pan, że nie tak bronili przodkowie nasi Wilna!

W tym miejscu zatrzymał się nagle i dodał:

– Pańscy przodkowie! Bo moi robili wówczas co innego!

Rozróżnienie to stosował do przeszłości. W czasie teraźniejszym czuł się do obrony sprawy polskiej upoważniony i zobowiązany nie tylko na równi z innymi, ale ze względu na posiadaną wiedzę i talent może w stopniu jeszcze wyższvm.

Cytaty.

1.

– Dobrze mówi – potwierdził brat Odżwierny. – Mój gospodarz strasznie mnie uciska. Wali w drzwi i ciągle gada o czynszu, co to go podobno nie zapłaciłem. Ohydne kłamstwo… A sąsiedzi uciskają mnie co noc, chociaż im tłumaczę, że cały dzień pracuję, a człowiek musi znaleźć chwilę, żeby nauczyć się gry na trąbie. To jest ucisk, nie ma co. Jeśli nie jęczę pod butem tyrana, to już nie wiem, kto jęczy.
– Jeśli tak to ująć… – powiedział wolno brat Strażnica. – Myślę, że szwagier uciska mnie przez cały czas. Kupił sobie nowego konia i bryczkę. A ja nie mam bryczki. I gdzie tu sprawiedliwość? Założę się, że król by nie pozwolił na taki ucisk, i żeby żony uciskały ludzi pretensjami, dlaczego nie mamy nowego powozu jak nasz Rodney i w ogóle.
Najwyższy Wielki Mistrz słuchał tego z lekkim zawrotem głowy. Czuł się jak ktoś, kto wprawdzie słyszał, że istnieją lawiny, ale kiedy upuścił śnieżkę na szczycie góry, nawet nie pomyślał, że może doprowadzić do tak wstrząsających rezultatów. Przecież wcale nie musiał im podpowiadać
– Król na pewno miałby coś do powiedzenia o gospodarzach – westchnął brat Odźwierny.
– I wypędziłby ludzi z modnymi bryczkami – dodał brat Strażnica. – Zresztą pewnie kupionymi za kradzione pieniądze.
– Myślę – wtrącił Najwyższy Wielki Mistrz, popychając rozmowę w pożądanym kierunku – że mądry król zakazałby modnych bryczek jedynie tym, którzy nie zasługują na nie.
W dyskusji nastąpiła przerwa: zebrani bracia w pamięci dzielili wszechświat na zasłużonych i nie zasłużonych, po czym ustawiali się po odpowiedniej stronie.
– Tak by było uczciwie – przyznał wreszcie brat Strażnica.

2.

Oceniając zasadność wątpliwości co do bezstronności sędziego, sąd bierze pod uwagę wszelkie okoliczności, które mogą mieć wpływ na jej zachowanie. Mogą one obejmować powiązanie sędziego ze stronami sporu, okoliczności świadczące o uzależnieniu sędziego od określonych podmiotów zewnętrznych, w tym innych organów państwa czy partii politycznych. Znaczenie może mieć przy tym sposób uzyskania określonych profitów lub awansów przez sędziego.
(…)
W celu osiągnięcia standardu niezawisłości sędziów konieczne jest także stworzenie pewnej atmosfery wokół działalności orzeczniczej, którą prowadzą. Wymaga ona zaniechania deprecjonowania sędziów in genere, jako przedstawicieli pewnego zawodu (służby publicznej), prezentowania w szczególności przez polityków lub media pod ich wpływem, oczekiwań co do rozstrzygnięć w konkretnych sprawach, wypowiadania się z aprobatą o tych, którzy współdziałają z określoną siłą polityczną obejmując oferowane przez nią funkcje w strukturach administracyjnym wymiaru sprawiedliwości, a z dezaprobatą i wręcz wrogo o tych, którzy wobec takich postaw są krytyczni, tak samo jak co do intencji władzy politycznej i deklarowanych przez nią celów prowadzonych reform.

Ilustracja znaleziona w internecie. Zupełnie nie związana z cytatami

Foreign Office czeka na przewrót majowy

We wspomnieniach Kajetana Morawskiego (1892-1973), dyplomaty i ministra w rządzie Witosa, zatytułowanych „Tamten brzeg. Wspomnienia i szkice” znalazłem taki ciekawy fragment dotyczący „wypadków majowych” w 1926 roku:

]eden z posłów naszych na Bliskim Wschodzie otrzymał od swego brytyjskiego kolegi, z którym łączyła go dawna osobista zażyłość, udzielane z daleko posuniętą otwartością informacje o polityce rządu Jego Królewskiej Mości. Z tego więc źródła doszedł mnie już po wypadkach majowych list wysłany kurierem dyplomatycznym, ale adresowany do mnie osobiście. W liście znalazłem odpis depeszy okólnej wystosowanej dwa tygodnie wcześniej przez Foreign Office. Depesza wyrażała się przychylnie o opozycji przeciw formującemu się gabinetowi Witosa, zapowiadała, iż gabinet ten zostanie siłą usunięty, i stwierdzała, że taki obrót rzeczy odpowiada interesom brytyjskim. Jako motyw podawała, że Witos, a zwłaszcza minister skarbu Zdziechowski, sprzeciwiają się zalecanej przez Wielką Brytanię kontroli Ligi Narodów nad polską polityką gospodarczą. Przywódcy opozycj i wykazują natomiast wiele więcej zrozumienia dla konieczności współpracy młodego państwa z instytucjami międzynarodowymi!

Przesłany mi odpis, jako dotyczący spraw publicznych, zwróciłem Ministerstwu Spraw Zagranicznych.

Te wspomnienia polecam na równi ze wspomnieniami Mieczysława Jałowieckiego (Wydane m.in pod tytuem: „Na skraju Imperium i inne wspomnienia„), o których kiedyś wspominałem. Stanowią bowiem ciekawe świadectwo trudnych początków polskiego państwa po latach zaborów.

Swój stosunek do zamachu majowego autor przedstawił następująco:

By wyplenić partyjniactwo, przerwał siłą zamach majowy postępującą stale, choć powolnie, ewolucję; Spadkobiercy zamachu, szukając nowych rozwiązań, zgubili po drodze wielonarodowość, a znaleźli monopartię. Czyż dziś, po erze Hitlera i stalinizmu, znajdzie się jeszcze Polak, który by był im za to wdzięczny?

Największą szkodę wyrządzili chyba sobie samym. Bo na barki obozu, który lubił sobie przypisywać wyłączną zasługę za wyzwolenie kraju w roku 1918, spadł po roku 1939, równie niesłusznie, ciężar wyłącznej odpowiedzialności za klęskę.