Czwartkowy zestaw linków: 28.01.2016

tumblr_nkuzrgvpqm1qgpvyjo1_12801

http://archimaps.tumblr.com/

  • zdjecia i przekroje zabytków, dzieł architektury oraz mapy

 

http://biqdata.wyborcza.pl/polacy-na-dawnych-kresach-wschodnich

  • interaktywna: Ile Polski zostało na dawnych Kresach Wschodnich? 

 

http://www.vox.com/2014/11/13/7148855/40-maps-that-explain-world-war-ii

  • ciekawy zbiór map dotyczących II wojny światowej

 

http://taat.pl/typografia/

  • Typografia internetowa — 500 lat tradycji

 

Reklamy

[Historia prasy] Ogniwo Przyjaźni

ogniwo

Ogłoszenia w numerze z 31 stycznia 1942 r., rok 2 nr 5

Poszukuje się nauczyciela do prywatnej nauki
JĘZYKA POLSKIEGO
w miejscowości LEEDS lub YORK. Lekcje byłyby możliwe
w godzinach wieczornych Iub w sobot i niedziele o dowolnej porze.

Zgłoszenia: Miss Barton.
Queen Anne School, Bootham, York.

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

McLAREN
Mundury wojskowe
wykonuje w przepisowym kroju polskim
McLAREN
& Son (GLASGOW) Limited
42-50 GORDON STREET, GLASGOW

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

Wojskowe Mundury i Wszelkie Dodatki.
Specjalność: Mundury dla Oficerów Armji
Polskiej. Polskie Guziki, Gwiazki Oraz
Orzelki do Czapek.
SINCLAIR & THOMSON LTD.
19 WEST NILE STREET, GLASGOW, C 1
(naprzeciw Royal Restaurant).

 

http://www.abebooks.co.uk/Ogniwo-Przyjazni-Dwujezyczny-tygodnik-poswiecony-sprawom/4853608324/bd

Ogniwo Przyjazni. Dwujęzyczny tygodnik poświęcony sprawom ugruntowania przyjaźni polsko-szkockiej.
Ilustrowany dwutygodnik angielski wydawany przez Jadwigę Harasowską w Glasgow od 11.01.1941 do 14.03.1942, potem wydawany pt.: The Voice of Poland.

Prawie wszystkie numery tego pisma są dostępne w zasobach Wielkopolskiej Biblioteki Cyfrowej:
http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/docmetadata?id=230772&dirds=1&tab=3

„Także też przeciwko tem i przeciwko temu powstaniemy…”

http://palus-sarmatica.pl/index.php/lista/272-konfederacja-dokument

Także też przeciwko tem i przeciwko temu powstaniemy, któryby bez wiadomości senatu koronnego i tych, którem to podług tego prawa i zwyczajów starodawnych należy, za pieniądze od kogo inszego niż od rzeczypospolitej wzięte, żołnierze pisać albo osobne jakie z postronnemi pany porozumienie mieć, poselstwa i listy od nich osobnie słać, abo posłane przyjmować chciał, abo z postronnych państw ludzie do korony u wielkiego księstwa litewskiego i ziem jej należących wwodzić, abo osoby jakie towarzystwa, bunty, praktyki, związki z kimkolwiek tak w postronnych ziemiach, jako w Koronie Polskiej i Wielkim Księstwie litewskim przeciwko pokojowi i bezpieczeństwu pospolitemu czynić ważeł się. Tak też przeciwko tem wszystkiem i każdemu z osobna, któryby króla porządnie i wolnie obranego i electiej po zamknieniu jej sprzeciwił się. Obiecując królowi temu to tak obranemu wszelaką wiarę, uczciwość posłuszeństwo i służby przystojne i uczciwe zawżdy oddawać, (…)

W … dni dookoła świata. Traktorem :-)

http://traktoriada.org/

https://www.facebook.com/TraktoriadaTeam/?fref=nf

Rozpoczęta w 2002 roku ekspedycja traktorem przez świat doczekała się kolejnych 6 etapów podczas których  nasza maszyna pokonała blisko 20 000 km dróg, łąk, pól i nieużytków Urugwaju, Argentyny, Boliwii, Chile i Peru.

Celem wyprawy realizowanej tak niekonwencjonalnym środkiem transportu była promocja Polski, polskiej kultury oraz myśli technicznej a także produktów, przedsiębiorstw i instytucji.

Przed nami otwiera się kolejny etap – Afryka stoi otworem dla naszego ciągnika i polskich produktów. Jedziecie z nami? Ruszamy już w styczniu 2017 r.

 

http://www.radiozet.pl/Radio/Programy/Uwazam-ZET/Polacy-traktorem-dookola-swiata-00017624

Pewni zapaleńcy z Poznania przejechali 20 tysięcy kilometrów w Ameryce Południowej. Ale nie byle jakim środkiem lokomocji.

Poznaniacy wybierają się w drogę 5-letnim traktorem Ursus C328. Trasa „Traktoriady” poprowadzi przez Turcję, Iran, Afrykę, Australię, obie Ameryki i Europę. Według podróżników pojazd ma na trudnym terenie dużą przewagę nad tradycyjnymi środkami lokomocji. Dociera w trudno dostępne miejsca, które są często niedostępne dla zwykłych turystów. Początek podróży zaplanowany jest na styczeń 2017 roku. Nie wiadomo jednak, ile potrwa, ponieważ traktor nie porusza się zbyt szybko – maksymalna prędkość to 29 kilometrów na godzinę. W tej chwili trwają przygotowania do wielkiej wyprawy.

[Wydarzenie – 29.01, W-wa] Marta Kwaśnicka i jej najnowsza książka pt. Jadwiga

Zanim wkleję zaproszenie przygotowane przez wydawnictwo dodam „od siebie”, że bardzo polecam tę i poprzednią książkę Autorki, zatutułowaną Krew z mlekiem: http://www.teologiapolityczna.pl/marta-kwasnicka-krew-z-mlekiem/

12538resizedimage216297-krew-z-mlekiem-marta-kwasnicka

 

http://www.teologiapolityczna.pl/29-01-warszawa-spotkanie-autorskie-z-marta-kwasnicka-o-jadwidze

Teologia Polityczna zaprasza na spotkanie autorskie z Martą Kwaśnicką o jej najnowszej książce pt. Jadwiga

Z Martą Kwaśnicką będzie rozmawiała Barbara Schabowska

Kiedy? 29 stycznia
o Której?
18.00
Gdzie?
Państwo Miasto, Generała Władysława Andersa 29, Warszawa

O książce:

Jak mądrze odczytać miejsce kobiety sprzed 620 – 640 lat w XXI-wiecznej Polsce? Marta Kwaśnicka umie postawić świętej królowej Jadwidze takie pytania, które ożywiają naszą, moją w każdym razie wyobraźnię. Pomaga wejść w rozmowę z jednym z najwspanialszych duchów naszej historii. 
prof. Andrzej Nowak

Marta Kwaśnicka stworzyła piękny, plastyczny, daleki od zbędnego patosu i lakiernictwa portret wielokrotny Jadwigi Andegaweńskiej. Jej bohaterka to jednocześnie święta, królowa i pełna temperamentu kobieta, przeżywająca dylematy bliskie nam współczesnym. Ta znakomita, bardzo osobista książka potwierdza, że Kwaśnicka należy do najlepszych dzisiaj pisarek i błyskotliwie kontynuuje najlepsze tradycje polskiej szkoły eseju. 
prof. Maciej Urbanowski

Imponująca erudycja bez cienia pretensjonalności, wielowątkowość wolna od chaosu, szerokość spojrzenia bez mielizn rozumienia, fabuła myśli wartka i wciągająca, poczucie humoru delikatne, niekiedy ironiczne, zawsze jednako od gryzącego cynizmu dalekie i jeszcze do tego błyskotliwa spostrzegawczość zarówno w obrębie najwyższej kultury, jak i najzwyklejszej ulicy – wszystko to sprawiło, że jako czytelnik pochłonąłem esej Marty Kwaśnickiej z zachwytem, jako autor – z zazdrością.  

o. Janusz Pyda OP

 

O Autorce:

Marta Kwaśnicka (ur. 1981) – dziennikarka, jedna z najbardziej oryginalnych polskich blogerek. Autorka i współautorka  dwóch monografii o dziejach Towarzystwa Jezusowego. Od wielu lat współpracuje z portalem Polskiego Radia, teksty o kulturze publikowała m.in. w pismach „Czterdzieści i Cztery”, „fronda”, „Presje”. Dotychczas, nakładem Teologii politycznej, ukazała się jej debiutancka książka „Krew z mlekiem” uhonorowana nagrodą IDENTITAS 2015, Nagrodą Literacką Czterech Kolumn, wyróżniona FENIKSEM 2015 oraz nominowana do Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza.

[Link] Ważny głos w dyskusji, czy Powstanie Styczniowe musiało wybuchnąć:

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

– Zgoda na brankę oznaczała nie tylko zgodę na drenaż narodu, ale na traktowanie ziem polskich jako peryferii obcego, nieprzychylnego Polakom imperium (…)

(…) główną przyczyną wybuchu Powstania Styczniowego była branka, czyli pobór do wojska, ogłoszony przez margrabiego Wielopolskiego pod koniec 1862 roku.

– Chodziło nawet nie o samą brankę, ale o sposób jej przeprowadzania. Rekrutów, którzy mieli trafić do armii carskiej w głąb imperium, nie losowano, jak dotąd, ale wybrała ich administracja. To był cios precyzyjnie wymierzony w konspirację. (…) Trafiły mi w ręce dane z powiatu piotrkowskiego. Stamtąd w latach 1833–1856 do wojska w głębi Rosji wzięto 11 tys. osób. Wróciło 498 osób: zniszczonych, schorowanych, okaleczonych. To pokazywało, jak funkcjonuje społeczeństwo, które się nie buntuje

http://www.fronda.pl/a/prof-nowak-powstanie-styczniowe-nie-moglo-nie-wybuchnac,25526.html

 

 

„odbudować, co zniszczone, podtrzymywać, co odbudowane, pomścić, co niesprawiedliwe, umocnić, co właściwie rządzone…”

695 lat temu, 20 stycznia 1320 roku Władysław Łokietek został koronowany na króla Polski. Do maszych czasów nie przetrwała korona, której użyto w. Trakcie tej uroczystości, bowiem została zrabowana i przetopiona przez Prusaków po trzecim rozbiorze Polski.
Na szczęście do naszych przetrwał miecz koronacyjny, Szczerbiec, o którym ciekawie pisze Andrzej Nowak w drugim tomie swoich „Dziejów Polski”:

Na Wawelu jedynym oryginalnym świadkiem koronacji Wladyslawa Łokietka pozostaje Szczerbiec. Miecz koronacyjny królów polskich pojawia się dopiero wtedy, w roku 1320, choć Kronika wielkopolska nadaje Szczerbcowi wcześniejszą metrykę, za Anonimem zwanym Gallem odnawiając legendę o wyszczerbieniu miecza przez Bolesława Chrobrego o kijowska Złotą Bramę – w roku 1018. Nie bylo, jak już pisaliśmy, Złotej Bramy w Kijowie w roku 1018, powstala póżniej, a nasz Szczerbiec, przechowywany w skarbcu Państwowych Zbiorów Sztuki na Wawelu, nie jest na pewno mieczem bojowym, a wyłącznie ceremonialnym. Żaden z władców nie stosowal go w walce. Znaczenie tego miecza, który zabłysnął po raz pierwszy 20 stycznia 1320 roku w naszej historii, nie jest jednak wcale przez to mniejsze. Wiemy, jaką funkcję spełniał podczas późniejszych koronacji. Wręczany był przez arcybiskupa-koronatora królowi wraz z formułą prośby, by za pomocą tego miecza „odbudować, co zniszczone, podtrzymywać, co odbudowane, pomścić, co niesprawiedliwe, umocnić, co właściwie rządzone…”. Miecznik koronny i arcybiskup przypasywali miecz królowi, ten wyciągał go z pochwy, trzykrotnie tnąc nim w powietrzu znak krzyża. To symbol królewskiego zobowiązania wobec wspólnoty, na czele której stawał – zobowiązania do odwagi, sprawiedliwości i roztropności

.

image

whatnext.pl/szczerbiec-byl-mieczem-koronacyjnym-krolow-polski/

Możemy go dziś podziwiać i zastanawiać nad jego osobliwą historią. Ten prosty dwuręczny miecz waży dziś 1260 gramów, ma 984 milimetry długości, z czego ostrze długie jest na 82 centymetry, maksymalna szerokość ostrza nie przekracza 5 centymetrów, grubość – 3 milimetrów. Nieduży ten miecz, pasuje do imienia – Łokietek. Ale jego siła leży gdzie indziej, poza materialnymi wymiarami. Wyrazić ją miały zdobiące Szczerbiec znaki. Przede wszystkim wstawiona w szczerbę pod rękojeścią tarcza z piastowskim białym, ukoronowanym orłem, na czerwonym tle: najważniejszy, najświętszy symbol polskości. Towarzyszy temu symbolowi cały zestaw innych, nie mniej fascynujących. Na awersie okrągłej głowicy Szczerbca umieszczony został w centrum symbol „T” – Tau, symbol ofiary Chrystusa, ustawiony pomiędzy literami „A”
i „Ω” Bóg jako początek i koniec. Litera „C” – pod „T” – oznacza może Chrystusa, a może nie umiemy rozszyfrować jej sensu. Dokoła biegnie napis: REC. FI- GVRA. TALET. AD AMOREM. REGUM. ET. PRINCIPVM. IRAS IVDICV. M – co przetłumaczyć można tak: „ten znak umacnia miłość królów, a gniew sędziów”, a co podkreśla znaczenie miecza jako symbolu sprawiedliwości władcy. Uchwyt Szczerbca ozdobiony jest na awersie lwem świętego Marka, wołem świętego Łukasza, zaś rewers – orłem świętego Iana i aniołem świętego Mateusza, czyli symbolami czterech ewangelistów, z którymi po obu stronach miecza jest baranek – symbol Zbawiciela. Na krawędzi uchwytu znajdowały się, dziś niezachowane, zatarte, ale dokładnie opisane i odrysowane W 1764 i 1792 roku napisy, mówiące o pochodzeniu Szczerbca. „To jest miecz czci godnego księcia Bolesława…” – tak w tłumaczeniu na polski można by oddać sens jednego. Drugi odczytać można jako: „z którym [przy pomocy którego] Pan Bóg, Zbawca Wszystkiego, niechaj pomoże mu [to jest właścicielowi miecza] przeciw wrogom. Amen”. Najbardziej tajemnicze wydają się napisy na jelcu, czyli poprzecznej listwie, chroniącej rękę dzierżącą miecz. Na awersie napis głosi, iż „ktokolwiek te imiona Boga ze sobą nosić będzie, temu żadne niebezpieczeństwo wogóle nie zaszkodzi”, na odwrocie zaś oddane są po łacinie hebrajskie słowa CON. CITOMON. EEVE SEDALAI. EBREbEL. Tłumaczyć można trzy ostatnie slowa jako imiona Boga: pierwsze tworzą samogłoski z niewypowiadanego imienia Jahwe, drugie – „Wszechmogący Najwyższy”, trzecie – „Ojciec Wszechwiedzący Bóg”. Wpro- wadzające „Con Citomon” znaczy być może: „pobudzą gorliwą wiarę”, lub (jeśli to po prostu Zniekształcona łacina – „Conor citare nomina”, a nie próba transliteracji hebrajskiego) — „ośmielę się wymienić imiona”. lleż znaczeń. Ileż, wolno chyba tak powiedzieć, najuroczystszych zaklęć, towarzyszy tej koronacji – i wszystkim następnym, których dotyka Szczerbiec. Podsumowujący badania nad tymi znaczeniami i samym mieczem trzej znakomici znawcy, Marcin Biborski, janusz Stępiński, Grzegorz Żabiński w studium z 2011 roku dochodzą do następujących wniosków. Szczerbiec, który spoczywa w skarbcu wawelskim, jest oryginalnym mieczem koronacyjnym królów polskich, od Łokietka poczynając. Szczerba jest prawdopodobnie skutkiem korozji metalu. Głowica, uchwyt i jelec wykonane są z pozłacanego srebra, wszystkie wyszły spod ręki jednego mistrza, Miecz powstał zapewne około roku 1250 – autorzy studium stawiają hipotezę, że być może w iberyjskim kręgu kulturowym, dostrzegają bowiem podobieństwa Szczerbca z XIII-wiecznymi mieczami świętej Kasyldy oraz Sancho IV, króla Kastylii i Leonu. Należał pierwotnie najpewniej do Bolesława Pobożnego, teścia Władysława Łokietka, a nie – jak przypuszcza część innych badaczy — do Bolesława Mazowieckiego. Miecz od księcia Wielkopolski mógł podkreślić prawa króla Władysława do tej, najstarszej polskiej dzielnicy. Profesor Zdzisław Zygulski junior postawił, na podstawie analizy symboliki głowicy, fascynującą hipotezę, że Szczerbiec dotarł do rąk Bolesława Pobożnego od rycerzy zakonu templariuszy.

Insula Barataria, czyli władztwo Sancho Pansy

I choć był to jedynie okrutny żart Księcia i Księżnej, Sancho Pansa otrzymał osta­tecz­nie obiecane przez Don Kichota władztwo nad wyspą. Błędny giermek wyruszał ze swoim błęd­nym panem na dwie wyprawy licząc na łupy (które naprawdę zdobył) i na zdobycie gubernatorstwa wyspy, którą „zwykle błędni rycerze nagradzali swoich giermków w romansach rycerskich”.

Nasz dzielny gubernator po krótkiej podróży przybył do małego miasteczka, liczącego około tysiąca mieszkańców, które było jedną z główniejszych posiadłości księcia. Oświadczono mu, że to jest wyspa Barataria. („Don Kichote” w tłumaczeniu W. Zakrzewskiego)

Miłośnicy Don Kiszota zidentyfikowali większość miejsc gdzie toczyła się powieść Cervantesa oraz sporządzili przy pomocy Google Earth prezentację, opierajac się na bardzo szczegółowej mapie Hiszpanii z 1798: http://trv-checkin.s3-eu-central-1.amazonaws.com/wp-content/uploads/sites/12/2015/04/Mapa.png

Wyspa Barataria została zaś zidentyfikowana jako miasteczko Alcala de Ebro. http://cultura.elpais.com/cultura/2015/08/22/actualidad/1440259627_292359.html

https://www.google.com/maps/search/41.814036,-1.194081+alkaba/@41.8180204,-1.1840198,3098m/data=!3m1!1e3

Jak nazwa wskazuje mieści sie przy rzece Ebro w północnej Hiszpanii. Rzeka ta w tym miejscu meandruje, tworząc półwyspy, które w trakcie powodzi zamieniają się w wyspy. Tereny te znał dobrze Cervantes i być może dlatego umieścił tutaj jeden z epizodów swojej genialnej książki.

El río Ebro desde la Insula de Barataria (Alcalá de Ebro). España.

Jak to wspomnieliśmy na początku, przyznanie gubernatorstwa wyspy Sanchowi, było jedynie spowodowane tym że w swoim szaleństwie Książe i Księżna chcieli szydzić z naszego Giermka, gdy będzie – przekonany o swojej ważności – sprawował rządy nad podłą mieściną.

I choć Sancho na żarcie się nie poznał, to rozumiał, że takie nagłe jego wyniesienie jest wbrew naturze. Zrezygnował mówiąc:

— Żegnam was, panowie, każcie otworzyć mi bramę i pozwólcie wrócić do dawnej swobody. Nie jestem stworzony na gubernatora, nie umiem bronić wyspy przeciw napastnikom. Moim rzemiosłem jest uprawa ziemi, a nie obrona królestw i praw dyktowanie. Świętemu Piotrowi dobrze w Rzymie, a mnie w chacie mojej w dymie. To ma znaczyć: niech każdy siedzi, gdzie mu należy i nigdzie dalej nie bieży; niech strzeże swego powołania i chroni się górę sięgania. Mnie bardziej przystał sierp do ręki, niż królewskie berło, wolę też co dzień najeść się barszczu ze szperką, niż dać się zamorzyć doktorowi, który nim znajdzie dla mnie potrawę, brzuch mi pozielenieje z głodu. Żegnam was, panowie, raz jeszcze, powiedzcie ode mnie księciu, że nagi przyszedłem na świat i nago zeń wychodzę, to ma znaczyć, że objąłem rządy bez grosza i tłumoczka i bez grosza i tłumoczka z nich wychodzę, zupełnie przeciwnie, niż wszyscy gubernatorowie. Dzień dobry i dobranoc wam, panowie! Puśćcie mnie; muszę kazać się obandażować, bo dzięki nie­przy­ja­cio­łom, którzy potratowali mnie i więcej niż sto razy prze­spa­ce­ro­wali się po mnie, mam prawie wszystkie żebra popękane.

[Warszawa, 23.01.2016 r., godz. 16:30] Uroczystości z okazji rocznicy wybuchu Powstania Styczniowego i recital Jacka Kowalskiego

unnamed

Paul Cazin – chrześcijanin, żołnierz, humanista.

wwmonkeymountain019js.jpg

Głos powiedział do mnie: „Spełń swój obowiązek, lecz spełń go bez złudzeń. A dasz się omamić swojemu obowiązkowi, jeśli wyobrażasz sobie, że spełnienie go ma wielkie dla ciebie znaczenie i przynosi ci ogromną korzyść.

Tak pisał Paul Cazin (francuski polonista i tłumacz literatury polskiej żyjący w latach 1881–1963), gdy w roku  1915 roku znalazł się w okopach.  Nie uważał jak niektórzy, że bierze udział w „ostatniej z wojen”. Stałe zagrożenie życia i okropności wojny znosił pokornie, wykonując swoje żołnierskie obowiązki i dając przykład podwładnym w kompanii (jak pisał: 68 ludzi i 4 kaprali). Chwilami wytchnienia była dla niego lektura Biblii i Homera.

post-23884-1224498180

Swoje zapiski i refleksje umieścił w 1919 roku w zbiorze zatytułowanym „Humanista na wojnie”. Poprzedza je piękną inwokacją:

Wraz ze mną wyruszyłaś na wojnę, błogosławiona karmicielko moich młodych lat, Starożytności. W polowej torbie niosłem was z sobą Mistrzowie lutni boskiej i świeckiej, między chustkami i sucharami, zagubionych lub ukrytych w zakamarkach moich ładownie. Pomagaliście mi unikać pomyłek i z godnością przejść czas prób. Dzięki wam udało mi się zmóc nudę i lęk śmiertelnych godzin — gdyż umysł swój powierzyłem zawiłym filologicznym komentarzom, a serce podmuchowi poetyckich parafraz. Ale zawdzięczam wam przede wszystk im to, że pośród zgiełku alarmów pozostałem uczciwym człowiekiem. Wasze potężne wizje skryły przede mną pospolitość grozy, a śpiewy wasze nakazały zamilknąć pokusie. Gdy otoczyły mnie ciemności i ogarnął lęk przed śmiercią, wy podaliście mi „skrzydła gołębicy”.

 

Assaut

http://www.passioncompassion1418.com/citations/english_citations.html

Gdy o zmierzchu wchodzimy do okopów, gdy trzeba mówić cicho i rzucać na ziemię papierosy, gdy rakiety unoszą ciemne brzegi horyzontu, jakby noc odmykała swe powieki i spoglądała na nas swą wypłowiałą źrenicą — o czymże myśli ten gruby prostak, który ssie swój wygasły niedopałek?

— Daj swój karabin — mówi słabemu, który wlecze się obok niego.
— W porządku, nie jestem zmęczony. Nie odczuwam go wcale.
— Daj swój karabin, powiadam ci, doznasz ulgi.

I tak zobaczyłem jednego, który niósł cztery karabiny. „Pewien Cyrenejczyk przechodził tamtędy…”

25Sept1915

http://www.passioncompassion1418.com/citations/english_citations.html

PÓŁ DO PIERWSZEJ

Słońce upalne. Sunę na czworakach, by skontrolować najbardziej wysunięte pozycje, stanowiska podsłuchu. Moje łobuzy mają dziwny sposób podsłuchiwania. Znajduję ich śpiących na dnie leju po granacie, z rozłożonymi kolanami i z karabinami na brzuchu. Prawdziwy obraz apostołów z Ogrodu Oliwnego — gdyby nie ta broń! Diabeł na szczęście także śpi.

 

Po prostu: Polecam.

Kaczyzm, wiewiórkizm i sarna.

Łazienki Królewskie w Warszawie.
Kaczki: krzyżówki i mandaryńskie. Wiewiórki zwykłe, rude oraz sarna, która podobno nazywana jest Rózią. I nie zapominajmy o dumnych pawiach!

[Po kliknięciu na zdjęcie pojawia się galeria po której można poruszać się strzałkami]

[Link] Broniewski i zabawa szmacianką w Szczypiornie

Z okazji trwających właśnie Mistrzostw Europy w piłce ręcznej można przypomnieć że w słynnym obozie jenieckim w Szczypiornie przebywał po „kryzysie przysięgowym” także Władysław Broniewski:

http://szczypiornocup.pl/historia-szczypiorniaka/

Władysław Broniewski w swych pamiętnikach pisał — „pobyt w obozie jenieckim w Szczypiornie zawsze kojarzyć mi się będzie z zupą z brukwi, suchym chlebem, czarną kawą i zabawą Szmacianką…”

 

[Cytat bez związku] Roger Scruton, Pożytki z pesymizmu…

Roger Scruton, Pożytki z pesymizmu i niebezpieczeństwa fałszywej nadziei:

Za żarliwą retoryką Manifestu komunistycznego, za pseudonaukową teorią wartości jako nakładu pracy i za klasową analizą historii ludzkości kryje się jedno źródło emocjonalne – niechęć do tych, którzy czują się dobrze. W zwykłym świecie kompromisów, świecie „my”, które stoi na drodze transcendentnego „ja” rewolucji. Aby zniszczyć tych ludzi, trzeba zbudować zmilitaryzowany trzon państwa – partię, komitet czy po prostu armię, która nie zadaje sobie trudu ukrywania swojej wojskowej funkcji. Ten trzon będzie miał władzę absolutną i będzie działał poza prawem. Prawo zostanie zastąpione wersją potiomkinowską przywoływaną w sytuacjach koniecz­ności przypomnienia ludziom o najwyższym celu, który rządzi ich ist­nie­niem. Prawo potiomkinowskie nie będzie wycofane i nieśmiałe jak prawo cywilizowanych społeczeństw, które istnieje właśnie po to, aby jak naj­rza­dziej musiało być przywoływane. Prawo to będzie wydatnym i wszech­obecnym elementem społeczeństwa, nieustannie przypominanym i pod­su­wa­nym pod oczy, aby nadać wszystkim poczynaniom partii rządzącej aurę niepodważalnej prawomocności. „Awangarda rewolucji” wyprodukuje więcej urzędowych formularzy i pieczęci niż obalony przez nią reżim, a miliony ludzi wysłanych na śmierć otrzymają opatrzony sankcją państwa dokument potwierdzający, że postanowienie o zakończeniu ich życia było słuszne i oficjalnie wydane.

W ten sposób nowy porządek będzie zarazem cał­ko­wi­cie bezprawny i cał­ko­wi­cie ukryty za fasadą prawa”. Awangarda zaczyna od wyznaczenia grupy, klasy lub rasy winowajców. Grupie tej zostaną odebrane owoce jej sukcesu i będą albo zniszczone, albo rozdane między zwycięzców. Członków tej grupy podda się upokorzeniu, a nawet sprowadzi do stanu bliskiego zwie­rzę­ce­mu, aby pokazać, jak daleko sięgała ich wcześniejsza arogancja. Gułag i obóz śmierci w sposób naturalny wyrastają zatem z przejęcia władzy. Obozy robią z więźniów ludzkie śmieci; a tym samym pokazują im, że byli niegodni swoich dawnych przywilejow. Utopijny impuls nie poprzestaje na po­zba­wie­niu swoich ofiar materialnymi… Dąży do pokazania im, że nigdy nie zasługiwali na najmniejszy choćby udział w ziemskich dobrach i że ich śmierć budzi nie większy żal niż każdego innego typu robactwa. Wzorcowe było pod tym względem upokorzenie królowej Francji Marii Antoniny, którą oskarżono o wszelkie możliwe zbrodnie, łącznie z kazirodztwem, aby przed­stawić ją jako niegodną miana człowieka. Upokarzanie ofiar również jako dowód na transcendentną wartość nadziei, których urzeczywistnienie unie­możli­wili ci ludzie. Wskazuje to na bardziej religijny polityczny sposób myślenia: ofiarna śmierć oczyszcza wizerunek utopii i oczyszczenie należy bez końca powtarzać.

A kuku!

[Link] Broszura z okresu II w.ś. „Słowa i czyny Adolfa H.”

http://krzysztofruchniewicz.eu/mein-kampf-po-polsku/

Na swojej stronie Krzysztof Ruchniewicz pisze:

Reakcje po niemieckiej premierze wydania w Niemczech książki A. Hitlera „Mein Kampf“ nie cichną. W mediach ukazały się kolejne artykuły. Wczoraj miałem okazję wysłuchać audycji w polskim radio. Poproszony o komentarz historyk – nie mając egzemplarza publikacji w ręku – powtarzał jedynie doniesienia niemieckiej prasy. Temat polskiego przekładu został pominięty.

Zbierając materiały do wcześniejszego wpisu na temat książki A. Hitlera natrafiłem na dwie broszury wydane w podziemiu podczas wojny. Do jednej z nich, „Słowa i czyny Adolfa Hitlera“ udało mi się dotrzeć. Jedyny znany egzemplarz, który przetrwał wojnę znajduje się w Warszawie w Bibliotece Narodowej.

David Bowie [+], „smutny Żoliborz” i sklep płytowy na Pl. Komuny Paryskiej.

 

Zmarły dzisiaj David Bowie (a właściwie David Jones) najbardziej znany był ze swojej kreacji mistrza glam-rocka, Ziggy’ego Stardusta. Warto dodać, że wystąpił również jako aktor w filmie fabularnym.

W jego twórczości pojawił się „motyw polski”. Fani Davida Bowie’ego i słuchacze radiowej „Trójki” na pewno wiedzą, że wykonywał utwór „Warszawa”. Jest on owocem wizyty w Warszawie w 1973 roku. Artysta, podrózował wtedy pociągiem Moskwa-Berlin Zachodni (według innych źródeł pociąg jechał do Paryża). Jedną ze stacji pośrednich był Dworzec Gdański, a muzyk postanowił wykorzystać planowany postój. Wybrał się na spacer, w kierunku północnym w stronę ówczesnego Placu Komuny Paryskiej (obecnie Plac Wilsona), gdzie w sklepie płytowym zakupił kilka miejscowych albumów, w tym płytę polskiego zespołu ludowego „Śląsk”. Spacer po szarym Żoliborzu, ze śladami po pociskach i zakończonej 28 lat wcześniej wojnie, tak zapadł artyście w pamięci, że muzycznie uwiecznił Miasto nad Wisłą.

Na „Youtube”: David Bowie – Warszawa – koncert z 1978 (Japonia)

Całą historię można poznać z artykułu z marca 2011 r., umieszczonego na stronie fanów Davida Bowie’ego:
https://bowiesongs.wordpress.com/2011/03/15/warszawa/https://bowiesongs.wordpress.com/2011/03/15/warszawa/

[link / Kabaret Starszych Panów] Słuchowisko o Jerzym Wasowskim

http://ninateka.pl/audio/inzynier-niepraktykujacy-roman-dziewonski

„Inżynier niepraktykujący” – tak zwykł nazywać sam siebie Jerzy Wasowski, kompozytor, reżyser dźwięku i dziennikarz radiowy, z wykształcenia – inżynier akustyk. Przed wojną pracował jako technik w dziale transmisji Polskiego Radia, tam też, w 1938 roku poznał Jeremiego Przyborę. Ich wieloletnia współpraca zaowocowała założeniem Teatrzyku Eterek, który potem przeobrazi się w słynny Kabaret Starszych Panów.

(…)

Rolę narratora opowieści pełni Roman Dziewoński, autor scenariusza i reżyser słuchowiska, syn jednego ze Starszych Panów – Edwarda Dziewońskiego (swoją drogą członka Kabaretu Dudek)

[Link do artykułu] Stásis (στάσις) w Polsce

http://www.teologiapolityczna.pl/tomasz-stefanek-piotr-szlagowski-st-sis-w-polsce

Najbardziej rozpowszechnione tłumaczenie słowa stásis na język polski to oczywiście „wojna domowa” – gorący konflikt polityczny między dwoma stronnictwami w ramach jednej wspólnoty obywatelskiej. Samo pojęcie ma jednak bogatą historię, której znajomość pozwala dopiero pojąć jego sens w odniesieniu do spraw politycznych.

Czytaj resztę wpisu »

Rękopis spreparowny przez wydawcę.

Góry Sierra Morena. Można w nich przepaść bez wieści na wiele tygodni, z czego skorzystali zarówno: Cardenio, jak i szlachcic hiszpański Kichada, znany szerzej pod mianem don Kiszota. To także miejsce niebezpieczne i dzikie, czego doświadczył Alfons de Worden, który obudził się kilkukrotnie pod szubienicą braci Zoto.

Historię Błędnego Rycerza mogliśmy przypomnieć sobie w zeszłym roku z nowego tłumaczenia Wojciecha Charchalisa, natomiast historię de Wordena możemy poznać z zupełnie świeżego wydania Rękopisu znalezionego w Saragossie.

 potocki_rekopis_m

To najnowsze wydanie powieści Jana Potockiego jest niezwykłe, ponieważ ma być to pierwsze tłumaczenie powieści w formie, w jakiej zamierzył to autor. Jest bowiem oparte na oryginalnym francuskim wydaniu z roku 1810, a nie wersji Edmunda Chojeckiego z 1847 roku. Jak dowodzą bowiem badacze wersja Chojeckiego (pierwszego wydawcy polskiego tłumaczenia) jest kompilacją dwóch wariantów powieści (z 1804 i 1810 r.), do których tłumacz dopisał własne fragmenty tam, gdzie połączenie obu wersji było niepełne lub absurdalne. Okazuje się więc, że dotychczas wszyscy czytaliśmy powieść na motywach Potockiego, a nie powieść Potockiego.

http://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka/3572/Rekopis-znaleziony-w-Saragossie—Jan-Potocki

Dzięki Wydawnictwu Literackiemu, możemy po ponad 200 latach przeczytać wreszcie ostateczną i kompletną wersję Rękopisu znalezionego w Saragossie. Do czego zachęcam.

Książka została pięknie wydana i ozdobiona ciekawymi ilustracjami oraz opatrzona przypisami, które warto czytać – dotyczą nie tylko powieści Potockiego, ale stanowią także ciekawe źródło informacji o obszarze na którym toczyły się przygody don Kiszota, do których to przygód Potocki nawiązywał.

Niewątpliwie jest to jedna z najciekawszych powieści polskiego autora, choć nie napisana oryginalnie w języku polskim. Kolejne warstwy fabuły nakładające się na siebie stanowią niedościgniony wzór dla kolejnych pokoleń autorów, na równi z Dekameronem czy Narzeczonymi Manzoniego.

Literatura pozwala twórcy na więcej niż inne sztuki. Nie jest bowiem ograniczona dwuwymiarowym płótnem, kartką, taśmą filmową lub mocą obliczeniową komputerów na których przygotowuje się efekty specjalne. Ograniczeniami takimi zdawał się nie przejmować Christopher Nolan (reżyser, scenarzysta i producent), który w nakręcony przez siebie w 2010 roku filmie Incepcja, sięgnął w nowatorski sposób po koncepcję powieści szkatułkowej i w niemożliwy prawie sposób zagłębiał się w kolejne warstwy fabuły. Moim skromnym zdaniem, tym obrazem dołączył do wymienionych wyżej twórców.

Przypomnijmy też, że Rękopis… Potockiego był inspiracja nie tylko filmu ze Zbigniewem Cybulskim w roli głównej, ale i wystawionego w 2009 r. baletu przygotowanego przez zespół opery wrocławskiej:

https://cojestgrane.pl/polska/dolnoslaskie/wroclaw/wydarzenie/10fn/rekopis-znaleziony-w-saragossie-balet/bylo

mvv

mw3

[Stare ilustracje] Medycyna, ogrody i osiemnastowieczne kolorowe miedzioryty.

Żyjący w drugiej połowie XVIII wieku Józef Jakub von Plenck, austriacki medyk i autor książek o medycynie, znany jest ze swojego opus magnum: Icones plantarum medicinalium secundum systema Linnæi digestarum, cum enumeratione virium et usus medici, chirurgici atque diætetici. https://hagstromerlibrary.ki.se/books/17244 

W dziele tym opisał medyczne zastosowanie wielu roślin. Ciekawostką jest naomiast, że siedem tomów, w których rośliny uszeregowane zostały zgodnie z klasyfikacją Linneusza, zawiera ponad 700 barwnych miedziorytów przecudnej urody. W mroźny zimowy, chociaż bezśnieżny, dzień przypominają o jesieni, resztach ciepłego słońca oraz bogactwie owoców w sadach i ogrodach.

1a2345