Naukowa metoda prowadzenia polityki. Czyli rzekomy realizm czeskich władz w obliczu niemieckich żądań w 1938 r.

A przy okazji dwie ostre szpile wymierzona w kierunku tych miłośników geopolityki, którzy twierdzą że poznali absolutne prawa rządzące światową polityką.

https://nowakonfederacja.pl/przeciw-geopolityce/

Grzech pierworodny

Grzechem pierworodnym geopolityki – który powoduje wszystkie pozostałe grzechy – jest pewna postawa filozoficzna. Przekonanie, że za pomocą geopolityki można wyjaśnić świat i zachodzące w nim procesy. W języku geopolityków odzwierciedla się to w takich hasłach jak „odwieczne prawa geopolityki”, „żelazne prawa geopolityki”, czy „obiektywne prawa geopolityki”. Geopolitycy wierzą – bo to zaiste wyłącznie wiara jest – że dzięki znajomości reguł sformułowanych przez Mackindera i spółkę, a przedstawionych jako prawa naturalne geografii, mogą obiektywnie wyjaśnić procesy społeczne na świecie. Problem w tym, że właśnie nie mogą.

(…)

W geopolityce wszystko jest celowe. Państwa i ich przywódcy kierują się wymuszonymi przez uwarunkowania geopolityczne interesami i dlatego wygrywają, lub przegrywają, jeśli ich nie rozumieją. Ale zawsze jest powód ich decyzji. Do tego racjonalny. Tymczasem im dłużej patrzę na politykę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że głównymi przyczynami decyzji politycznych są: głupota, niekompetencja i przypadek. Lub ujmując to w bardziej metodologicznie uporządkowanym języku: „brzytwa Hanlona” (czyli: „nigdy nie doszukuj się złej intencji tam, gdzie chodzi o głupotę”), „prawo Petersa” („każdy w pracy dochodzi do stanowiska, będącego progiem jego niekompetencji: ergo przywódcy na szczycie robią błędy, bo zaszli tak wysoko”) oraz maksyma Wolfowitza („niespodzianki w stosunkach międzynarodowych zdarzają się tak często, że zaskakujące jest, iż wciąż nas zaskakują”). Plus może jeszcze szczęście. Wszak Napoleon jak awansował generałów, to odpowiadając na sugestie pytał: „Wiem, że jest dobry, ale czy ma szczęście?”

 

 

źródło: Piotr Gursztyn, Ribbentrop-Beck. Czy Pakt Polska-Niemcy był możliwy? [Uwaga, Autor uważa, że nie był możliwy — komentarz Bestiariusza]

Te przejawy szaleństwa należy odczytać jako wynik zadufania, które było stałą cechą przywódców Pierwszej Republiki. Przywódcy czechosłowaccy niezbyt skromnie swą aktywność międzynarodową nazywali „wielką polityką małej republiki”. Masaryk i Beneś byli przekonani i głosili to publicznie, iż wynaleźli naukową metodę prowadzenia polityki zagranicznej. Beneś mówił: „stworzyliśmy system polityczny oparty o założenia filozoficzne i naukowo udowodniony”. Na czym ta naukowość polegała? Na frazesie o demokracji, humanistycznym uniwersalizmie itp., itd. Hasła te, głoszone przez przywódców Pierwszej Republiki, były w spokojnych czasach dość życzliwie „kupowane” przez obie wielkie demokracje zachodnie, dużo gorzej zaś przez sąsiadów z Europy Środkowej. Metoda „naukowa” natomiast zawiodła całkowicie w czasie kryzysu sudeckiego.

Zanim nastąpiła ostateczna katastrofa, metoda „naukowa” przynosiła wielkie szkody relacjom międzypaństwowym w naszym regionie. Nie tylko polsko-czechosłowackim. W 1936 roku ambasador CSR w Bukareszcie Jan Seba wydał książkę Rusko a Mala Dohoda w polityce svetove [Rosja a Mała Ententa w polityce światowej]. Postulował w niej potrzebę ustanowienia wspólnej granicy czechosłowacko-sowieckiej, a to było możliwe tylko kosztem zaboru terytorium Polski. Seba żałował, że granicą polsko-sowiecką nie jest linia Curzona.

W lutym 1939 roku czeski generał Karel Kutlvaśr napisał rozpaczliwy elaborat, w którym domagał się, aby armia otrzymała cel, który przywróci jej godność: ,,Nie walcząc, armia straciła w oczach szeregowych żołnierzy swój cel i swe uzasadnienie. To główny i podstawowy kryzys, który nie zostanie przezwyciężony, dopóki armia nie dostanie nowego celu. Tym celem może być ponownie tylko walka za wolność ojczyzny, niech się dzieje, co chce””. Co do rzekomej mądrości Czechów, którzy jakoby swoją decyzją uratowali kraj przed zniszczeniem, to trzeba jasno stwierdzić byli nieobecni w Monachium, więc decyzje zostały podjęte za nich. Nie mieli na nic wpływu

Reklamy

Polski kandydat do Ig-Nobla! Czy to jest na zupę, czy to…

… na doktorat. No właśnie, doktorat o jeżach… https://repozytorium.amu.edu.pl/handle/10593/15099

Celem pracy było wyłonienie czynników mających wpływ na liczebność populacji jeża wschodniego, scharakteryzowanie jej struktury demograficznej oraz określenie zależności pomiędzy urbanizacją a jakością siedlisk odpowiednich dla tego gatunku. Dane zbierano metodą wielokrotnych złowień oznakowanych osobników (CMR). Liczebność populacji E. roumanicus osiągała najwyższe wartości na dwóch powierzchniach o średnim stopniu urbanizacji. Czynnikiem, który na to wpływał, prawdopodobnie była stała dostępność pokarmu antropogenicznego.

Cóż, nie mogłem w tym miejscu nie przypomnieć J.K. Kelusa.

„A ja sobie jeżdżę
na motorowerze
i nocą na szosie
łapię w worek jeże

Może jestem wariat
lecz nie jestem głupi
tak szybko nie jeżdżę
by jeża utrupić

Czasem ktoś się spyta
gdy zajrzy do wora
czy to jest na zupę
czy to na doktorat

Wariackie papiery
i dyplom doktora
który nie pomoże
kiedy będziesz chora”

[Niezamierzony humor popularnonaukowy] Naukowce odkryli, że wszechświat jest niemożliwy.

https://cosmosmagazine.com/physics/universe-shouldn-t-exist-cern-physicists-conclude

“All of our observations find a complete symmetry between matter and antimatter, which is why the universe should not actually exist,” says Christian Smorra, a physicist at CERN’s Baryon–Antibaryon Symmetry Experiment (BASE) collaboration. “An asymmetry must exist here somewhere but we simply do not understand where the difference is.”

Odpowiednią dać rzeczy barwę…

[Prasówka] Wzorzec kilograma… się zepsuł.

http://www.tvp.info/32976879/wzorzec-kilograma-z-svres-sie-zepsul-naukowcy-zrobia-nowy

Idealna kula krzemu-28 o średnicy 93,75 mm ma ważyć równo kilogram

uid_a2965823a17aa31585aea089a67aedbb1498481304448_width_633_play_0_pos_0_gs_0_height_355

Niewielki walec ze stopu platyny z irydem, który od lat leży w Sèvres pod Paryżem, służy za wzorzec kilograma. Niestety, jest niedokładny – z czasem zyskuje i traci na masie. Naukowcy szykują nowy. Będzie to idealna kula z najczystszego kawałka krzemu kiedykolwiek uzyskanego przez człowieka.

 

[Link] Cyfrowe Repozytorium „HINT – Historia Nauka Technika”

W katalogu HINT (Historia Nauka Technika) rejestrowane są materiały źródłowe do historii polskiej nauki i techniki odszukane w Sieci, w ogólnie dostępnych bibliotekach i archiwach cyfrowych. Uwzględniane są także publikacje, które ułatwiają dotarcie do źródeł i ich odczytanie – bibliografie, słowniki, encyklopedie itp.
Odnotowujemy rozprawy inżynierskie i badawcze, fachowe i popularne, wydane osobno lub drukowane w czasopismach, napisane oryginalnie po polsku lub będące tłumaczeniem dzieł z innych języków.
Nie poprzestajemy na oficjalnych katalogach bibliotek cyfrowych, ale staramy się odszukać publikacje w nich nieuwzględnione, np. artykuły z czasopism.
Poza informacją bibliograficzną i adresem sieciowym ( URL ) staramy się dołączać do not katalogowych spisy treści i charakterystyczne cytaty zaczerpnięte z adnotowanej publikacji, wskazać recenzje i powiązania z innymi pracami.
Monitorujemy proces digitalizacji naukowo-technicznego piśmiennictwa. Odnotowujemy nowości, jakie pojawią się w bibliotekach cyfrowych. Prowadzimy „listę nieobecności”, polecając uwadze bibliotekarzy cyfrowych te prace, które – naszym zdaniem – powinny zostać udostępnione w Sieci. Cieszy nas, że wiele naszych postulatów zostało już zrealizowanych.
Katalog został uruchomiany we wrześniu 2009 roku pod nazwą „HINT”, która, z jednej strony, jest skrótem od słów Historia, Nauka, Technika, a z drugiej, czytana po angielsku, oznacza wskazówkę, podpowiedź, co oddaje zasadniczy zamysł tego przedsięwzięcia.
Jesteśmy wdzięczni za uwagi dotyczące katalogu, jego zawartości i użyteczności, za wskazanie błędów i propozycje udoskonaleń. Autorstwo wszystkich materiałów wykorzystanych w katalogu jest skrupulatnie oznaczane ( sygnowane są wszystkie uzupełnienia nie pochodzące od redakcji ).

Nauka pisania w pierwszej połowie XIX wieku.

Czernecki, Józef (1874-1929), Najdawniejsze wzory pisma polskiego i polskie podręczniki do nauki kaligrafii : przyczynek do dziejów pedagogii, dydaktyki i metodyki w szkołach i domach polskich, Lwów : Towarzystwo Pedagogiczne, 1902, s. 57n

Pisano najpierw na papierze, a to na ćwiartkach liniowanych, potem do­piero na seksternach, przez nauczyciela sformowanych, a nawet po­słu­giwano się papierem woskowanym, którego użycie i cel jeszcze wyraźniej określa Miłkowski w podanym wyżej numerze „Tygodnika Illustrowanego”.

„Pisać uczyłem się, powiada, na papierze woskowanym atramentem białym. Pan Targoński (nauczyciel domowy) sam papier woskował, sam atrament z kredy proszko­wanej preparował i sam, rzecz prosta, pióra temperował. Lekcye odbywały się regularnie rano w sali jadalnej i polegały wyłącznie na pisaniu. Po pałkach, esach i kółkach nastąpiły litery, a potem wyrazy i sentencye (…) „Wzór najpierwszy, przez nauczyciela nakreślony, który kopiowałem, był to podpis mój, ze wszystkimi tytułami moirtuti militaria mia­nowicie: „herbu Slepowron, sędzic, syn porucznika wojsk pol­skich, kawalera orderu”. Przepisywałem to razy ze sto. Dalej kopiowałem: „Bóg stworzył świat z niczego” — „Bóg jest jeden w trzech osobach: Bóg Ojciec, Bóg Syn i Bóg Duch Święty”. Wreszcie nauczyciel atrament biały na czarny mi zamienił i na seksternie pisać kazał. Pisałem pod okiem jego, ale nie długo. Nauka z nim zajęła czasu nie więcej, niż miesięcy trzy. Nastąpiła po niej przerwa…, wywołana przez ruch niezwykły, jaki w domu na­szym nastał”… (z powodu wypadków r. 1831.).

 

(…) Duży arkusz papieru w jednej połowie nauczyciel sam nad żarem woskował; na drugim półarkuszu pisał czarnym atra­mentem pałki (1), półzera (C), zera (O), esy, które się na pół­arkuszu nawoskowanym, gdy nim przykryte zostały, jasno widzieć dawały, jak się to na przyłączonej przy niniejszem po­kazuje próbie. Do pisania na papierze woskowanym przyrzą­dzał się atrament ze zwyczajnej białej kredy, sproszkowanej i wodą rozprowadzonej. Atrament ów raz pierwszy z trudnością niejaką czepiał się woskowanego papieru; zwykle sam nauczy­ciel pierwszą czynił próbę, pozostawiał pisanie, ażeby wyschło, ścierał i następnie uczeń najmniejszej w pisaniu nie miał tru­dności. Trudność to usuwało, że się kreda w wodzie nie rozpuszczała, lecz się z wodą mieszała i, wzięta na pióro, spły­wała na wosk w postaci osadu, który pozostawał, wysychał i ścierać się z łatwością dawał.

Jeden, w ten sposób prepa­rowany arkusz, służył na długo; dziecko, wprawiwszy się na nim do kreślenia naprzód figur alfabetycznych, na­stępnie alfabetu i sentencyi, dalej już nie odbijało na pa­pierze przezroczystym, ale naśladowało, wedle wzoru przed nim położonego, na seksternie, atramentem czarnym, fabrykowanym po wsiach z galasu. W sposób ten, lat temu siedmdziesiąt, w okolicy, w której lata dziecinne mi upły­nęły (na Pobereżu), dzieci pisać się uczyły. Sposób ów nie był, o ile przypominam sobie, w użyciu po szkołach, w klasach przygotowawczych, zwanych „lankastrami”.

 

Kochane pieniążki przyślijcie rodzice… List żaka do domu – Roku Pańskiego 1538

„Pokłonienie y pozdrowienie y wssego dobrego żądam wam miły pánie oytze /

rátzćie wiedzieć mnie iesstze złáski miłego bogá zdrowim y swieżym być zmoim pánem gospodarzem y zmoią pánią gospodynią y sewssystką domową tzeládzią to bych też rad od was y od moiei miłey mátki slychał day pánie boże na długye tzásy /

Oznámuię wam miły pánie oytze przez ten moy ninieyssy list iż mi sie wmoiey gospodzie gdzie ydę k stołu dobrze wodzi /

pan y páni sprzyiáią mi bárzo y bárzo mię miłuią ia też wssyćko tzynię wdomu co mi każą iestem poslussen nietylko pánu albo pániey ále wssytkiey tzeládżi /

co sie tytze dáley szkoły niezámięszkam swey godziny nigdy / iestem pilen náuk swoych ábowiem wyscie mnie tuta dáli dla nauk á dla żadny inssy rzetzy / gdy mi pan Bog da potrwáć puł tzwarta liata nádziewam sie iż będzie vtzony tzłowiek semnie / niechcę młodosć moię proznie stráwić bych potym tego náwieki nieżałował a semnie serdetzną rádosć y serdetzne poćiessenie będżiećie mieć /

ratzćie daliey wiedzieć iż pieniędzy niedano mi iákosćie mi pisali w wassym lisćie ále iestem tey nádziey iż mi ie iesstze dádzą wssak wam potym odpissę ty pieniądze są mi potrzebne ná kxięgi y na insse rzetzy.

Syn wász

wsystkich bogu miłemu ná długie tzasy polecam pokłońćie sie tám wssystkim odemnie którzy pomnie pytáć będą.

Dano y pisano kiedy ná was wiernie spomináno.

Liátá bożego. 1538.

Źródło: Hieronim Wietor, POLSKIE KSIĄŻECZKI WIELMI POTRZEBNE KU UCZENIU SIĘ POLSKIEGO, PRZY TYM I PO NIEMIECKU WYŁOŻONE [w: Chrestomatia staropolska: teksty do roku 1543 / [wybór i oprac.] Wiesław Wydra, Wojciech Ryszard Rzepka ; [red. nauk. Władysław Kuraszkiewicz], Wrocław, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 2004].   Autorzy „Chrestomatii..” piszą o „Polskich książeczkach…”:

Podręcznik do nauki i doskonalenia języka polskiego przeznaczony przede wszystkim dla Niemców – zwłaszcza niemieckich mieszczan we Wrocławiu i na Śląsku. Stanowi kompilację różnych tekstów, niektórych wcześniej drukowanych. Książka zawiera m.in. rozmówki polsko-niemieckie, wzory odmian czasowników, słowniczek polsko-niemiecki, wyjątki z Marchołta Jana z Koszyczek, przysłowia z Marchołta, wzory listów, modlitwy i pieśni religijne. Większość tekstów dostarczył Wietorowi do wydania wrocławski nauczyciel Mikołaj Szelner.