Brzmi znajomo? Spokojnie, to tylko literatura i to sprzed 180 lat…

Charles Dickens, Klub Pickwicka, rok pierwszego wydania: 1836-1837

cytat za polskim wydaniem z 2005 r. w tłumaczeniu Włodzimierza Górskiego

Szczerze wyznajemy, że aż do chwili, w której zagłębiliśmy się w ogromne stosy papierów Klubu Pickwicka, nigdyśmy nie slyszeli o Eatanswill. Przyznajemy się również z taką samą szczerością, że na próżno szukaliśmy dowodów rzeczywistego istnienia takiej miejscowości. Wiedząc, jak głęboką wiarę pokładać należy we wszystkich notatach pana Pickwicka i nie ważąc się przeciwstawiać naszych myśli twierdzeniom tego wielkiego człowieka, zasięgaliśmy co do tego przedmiotu zdania wszystkich autorytetów, do jakich tylko można było się odwołać. Zbadaliśmy wszystkie nazwy w wykazie miast mających prawo do wybierania do parlamentu, ale Eatanswill nie znaleźliśmy; najstaranniej przejrzeliśmy wszystkie mapy hrabstw, wydane przez znakomitych naszych wydawców, i rezultat naszych poszukiwań był ten sam.

Zniewoleni przeto jesteśmy do przypuszczenia, że w żywej trosce, by nie ubliżyć nikomu, i przez poczucie delikatności, którą byl obdarzony w wysokim stopniu, pan Pickwick z rozmysłem nadał fikcyjną nazwę zamiast rzeczywistej tej miejscowości, w której robił swoje spostrzeżenia.

Utwierdza nas w tym mniemaniu okoliczność mogąca sama w sobie wydawać się błahą i nic nie znaczącą, ale która, rozważana z naszego punktu widzenia, godna jest zanotowania… W notatkach pana Pickwicka zostało zapisane, że miejsce dla niego i dla jego uczniów zamówione było w dyliżansie udającym się do Norwich, ale wyraz ten został natychmiast wykreślony, prawdopodobnie, by nie dać wskazówki, w jakiej stronie znajduje się to miasto, o którym mowa. Nie odważymy się więc robić wniosków co do tego i będziemy nadal prowadzić naszą historię bez przerwy, ograniczając się do bogatych materiałów, ukazujących dowodnie charakter tych wydarzeń.

Zdaje się, że mieszkańcy Eatanswill, jak i wielu innych malych miejscowości, poczytywali siebie za niezmiernie ważnych dla państwa, a każde indywiduum, w uznaniu wagi przywiązywanej do dawanego przez siebie przykladu, czuło się zobowiązane do należenia duszą i ciałem do jednego z dwóch stronnictw dzielących gród, to jest do błękitnych lub żółtych. Otóż błękitni nie zaniedbywali żadnej sposobności, by przeciwstawić się żółtym; żółci zaś ze swej strony nie zaniedbywali żadnej sposobności, by przeciwstawić się błękitnym, tak że gdy żółci i błękitni stawali oko w oko na jakimkolwiek publicznym zgromadzeniu, w ratuszu, na rynku czy na targu, natychmiast powstawały kłótnie i wzajemne łajania. Zbyteczne jest dodawać, że w Eatanswillu wszystko stawało się sprawą stronnictw. Gdy żółci doradzali zaopatrzyć targ w nowe latarnie, błękitni zwoływali zgromadzenia publiczne, na których piętnowali ten szalony pomysł. Gdy błękitni proponowali zbudowanie nowej studni przy głównej ulicy, żółci powstawali jak jeden człowiek przeciwko takiej niegodziwej myśli. Były sklepy błękitne i sklepy żółte, oberże błękitne i oberże żółte, w samym kościele jedna strona była błękitna, druga żółta.

Każde z tych potężnych stronnictw, rzecz oczywista, mialo swój organ i dlatego dwa dzienniki wychodziły w mieście. Gazeta Eatanswillska i Eatanswillska Niepodległość. Pierwsza popierała zasady błękitne, druga stała na gruncie stanowczo żółtym. Obydwie gazety były znakomite. Co za piękne artykuły polityczne! Jaka dowcipna i śmiała polemika! – Gazeta, nasza nikczemna antagonistka… Niepodległość, ten dziennik niesmaczny i godny pogardy… Gazeta to pismo kłamliwe i brudne… Niepodległość, skandaliczna i potworna… Takiego rodzaju zajmujące rekryminacje tuzinami zapełnialy kolumny każdego numeru, budząc w miejscowych mieszkańcach najgorętsze uczucia zadowolenia lub oburzenia.

Reklamy

[Dawna prasa] Kurjer Warszawski sprzed 150 lat

Kurjer Warszawski nr 201 z 15 września 1868 r. — kilka wieści i ogłoszeń wynotowanych z tego wydania:

P. J. Brandt, kończy obecnie nowy obrazek przedstawiający „wnętrze stajni” Niezadługo też zapewne ujrzymy tę pracę na wystawie.

(Suplement) Nieufny wobec dziennikarzy, tak ówczesnych, jak i współczesnych postanowiłem sprawdzić, czy żurnaliści jak zwykle czegoś nie pomieszali, i poszukałem dzieła o takiej tematyce w wydanym przez Muzeum Narodowe albumie (2018) Józef Brandt 1841-1915. https://www.mnw.art.pl/dzialalnosc-naukowa/wydawnictwa/katalogi-wystaw/jozef-brandt-18411915,21.html

Eureka! Rzeczywiście jest taki obraz z 1868 r.

ciąg dalszy notatek z gazety:

ROZMAITOŚCI. WPŁYW WINA I KAWY NA ORGANIZM. Uczony francuzki Rambosson, postanowił zbadać wpływy rozmaitych pokarmów na system nerwowy. Doświadczenia odbywał on na sobie samym, w ciągu kilku miesięcy, z cierpliwością posuniętą do heroizmu. Wiadomo, że posiadamy dwojakiego rodzaju nerwy, to jest: nerwy ruchu i nerwy czucia. Pierwsze rodzą ruch za pośrednictwem mięśni, drugie dają nam tylko zdolność przyjmowania wrażeń. Odpowiednio do natury pokarmów, takowe oddziaływają już to na pierwsze nerwy, już znowu na drugie. Według doświadczeń Rambossona, pokarmy wywierające wpływ na nerwy ruchu, jednocześnie działają na intelligencję człowieka, działające zaś na nerwy czucia, wpływają zarazem na uczucia. Wreszcie, niektóre materje do pożywienia służące, oddziaływają tak na władze rozumowe, jako też i kamerton naszych uczuć. „Fakta przekonały mnie, powiada Rambosson o prawdziwości mych teoretycznych spostrzeżeń, muszę im wierzyć, bo na doświadczeniach licznych i ścisłych są oparte”. Uczony francuz skazywał się dobrowolnie na szczególną dyetę, żywił się naprzykład, przez kilka lub kilkanaście dni, wyłącznie chlebem i winem, albo chlebem i kawą, lub wreszcie chlebem i herbatą, nie przyjmując żadnego innego pożywienia, aby pokarmy poddane doświadczeniu, nie mogły być zobojętniane przeciwnemi wpływami. Rambosson, zwolna zaczynał pić mocną kawę, w coraz większych dozach, i powiada, że uczuwał po pewnym czasie dziwne zmiany w sobie. Uczucia słabły, lecz za to siła intelligencji nabierała niezwykłej działalności. „Stawałem się naraz,— powiada — zimnym, milczącym, pochmurnym, posępnym, ale, obok tego mózg mój pracował bez przerwy, rozwiązując trudne kwestje z dziwną łatwością”. Mniemamy, że uczony nie wyprowadzi ztąd wniosku, że ludzie zimni, posępni, są najwięcej intelligentnymi i odwrotnie. Teorja taka oburzyłaby wszystkich entuzjastyków, dowcipnisiów i śmieszków. „Pozostając dłużej w tym stanie”, ciągnie dalej Rambosson „obserwowałem, że umysł przestawał tworzyć, chociaż był w ciągłem zajęciu. Jeżeli chciałem zasnąć, wpadałem w rodzaj drzemki, nie tracąc i wiadomości o sobie. Pulsa biły mi słabo, ale myśl nieprzestawała być ruchliwą, bystrą. Biorąc wtedy trochę chleba z winem wytrawnem, doznawałem uspokojenia, jakby przez czary, ale za to czułość uczuć wzrastała. Przyjmując większe ilości wina, umysł słabł, myśli gasły, ale uczucia dochodziły do szczególnego stopnia drażliwości”.

Księgarnia i Skład Nut Muzycznych Michała Glucksberga w Warszawie przy ulicy Krakowskie-Przedmieście, w domu Grodzickiego Nr 9 (41l) otrzymała na skład główny nową zabawę dla dzieci z nauką połączoną p. t.:
LOTERYJKA ABECADŁOWA
czyli łatwy i praktyczny sposób poznawania i składania liter — Cena egzemplarza w pudełku tekturowem wraz z tabliczkami do gry kop. 60;—z przesyłką kop: 75. Sprzedaje się w powyższej księgarni jak również we wszystkich innych księgarniach w Warszawie.–Na prowincji u S. Arcta w Lublinie, H. Hurtiga i Mitwocha w Kaliszu, Kempnera w Płocku, Liebermana w Radomiu, Kohna w Częstochowie i Petrokowie, Możdżeńskiego i Goldhara w Kielcach Z prowincji nadsyłać można należytość markami pocztowemi.

Człowiek znający dobrze gospodarstwo wiejskie, Cukrownictwo, Rachunkowość, przytem władający dobrze językiem polskim i ruskim, życzy znaleźć odpowie- dnie zajęcie za najskromniejsze wynagrodzenie. Może także złożyć chlubne świadectwo o swych przeszłych zajęciach. Życzący raczą nadesłać swoje adressy do Redakcji „Kurjera Warszawskiego,” pod literami Z.K.

Ktoby sobie życzył nabyć Laboratorjum Chemiczne, składające się przeszło z 100 Preparatów, za przystępną cenę, może się zgłosić każdodziennie od 3ej do 5ej godziny, na ulicę Nowe-Miasto pod Nr 315, do P.Pawłowskiego.

W tej chwili widzieliśmy straż ogniową udającą się, jak nas powiadomiono, na ulicę Wilczą, gdzie i podobno wybuchł pożar. Bliższych szczegółów nie zaniedbamy w swoim czasie donieść.

Pewien przyzwoity Kawaler, który jest z największym szacunkiem dla Dam, pragnie mieć Żonę, wyznania Rzymsko-Katolickiego choćby i bez posagu, aby tylko piękną, religijną, cnotliwą i skromną, przytem posiadającą jakąkolwiek edukację. Która z Szanownych Kandydatek (Panien) te życzenia uzna za stosowne z swem zdaniem, to dla bliższego wzajemnego porozumienia się, raczy łaskawie bez żadnej obawy swój adres nadesłać na poste-restante, w Warszawie, pod adresem D. S. M.

Światowid – czasopismo ilustrowane z kwietnia 1939 r.

[Brzydkie skojarzenia historyczne 1] Praca „u bauera”

Znalezione na Twitterze:
roboty.jpg

Skojarzenia:

[Prasówka] Łukasz Warzecha o Tesli i Elonie Musku.

http://tygodnik.tvp.pl/36559225/samochody-tesli-to-zabawki-dla-znudzonych-kalifornijskich-bogaczy

Zdaniem niemal wszystkich realnie patrzących ekspertów, Tesla jest gigantycznie przeszacowana, a to oznacza, że jest swego rodzaju bańką giełdową. Pozostaje pytanie, w którym momencie i co spowoduje jej pęknięcie. Pytanie, czy to się stanie, można uznać za retoryczne.

(…)

Sprzedaż aut Tesli jest w dużej mierze warunkowana rządowymi subsydiami dla elektromobilności. Gdy te znikają, zmniejsza się zainteresowanie autami od Muska. Na przykład Dania ogłosiła wycofywanie przywilejów dla kupujących EV począwszy od 2016 roku. Skutek był taki, że przez cały 2016 r. sprzedano tam tyle aut Tesli, ile w samym grudniu 2015 r. – ok. 1300. Zatem powodzenie przedsięwzięcia Muska zależy od tego, czy moda na wydawanie publicznej kasy na elektromobilność nie minie równie szybko, jak się pojawiła.

(…)

Na pytanie: co sprzedaje Musk? – dość łatwo odpowiedzieć: sprzedaje marzenia o nasyconej technologią przyszłości. Marzenia na tyle atrakcyjne na pierwszy rzut oka, że mnóstwo osób daje się złapać na ich lep, nie zastanawiając się nad ich spójnością, wiarygodnością i ryzykiem, związanym z ich realizacją.

Ogłoszenia drobne i reklamy w gazecie sprzed 160 lat.

Kurjer Warszawski z 3 stycznia 1858 roku

kwar1858.3

Link: Polona – Biblioteka cyfrowa

Bonus dla militarystów, szczególowy, propagandowy opis kampanii na kaukazie jesienią i zimą 1857 r. ana stronie pierwszej dziennika:

Kurjer Warszawskie No3 z 1858 r. Niedziela 3 stycznia

WIADOMOŚCI Z CZECZNI. Ludność rozbójnicza i wojownicza Czarnych gór, stanowiących granicę równiny Małej Czeczni, oddaną była stale grabieżom i rozbojom. Od niejakiego czasu ludność ta poczęła zwiększać się przybyszami, pochodzącymi po większej części z Wielkiej Czeczni, gdzie wzrastający coraz wpływ nasz, skłania dobrze myślącą ludność tameczną do przesiedlenia się do nas, podczas gdy powodzenia naszego oręża zmuszają ludzi nawykłych do rozboju, szukać schronienia w górach. Zgromadzenie się w górach Czarnych Małej Czeczni ludności rozbójniczej wymagało stanowczych z naszej strony działań, dla zniesienia tego przytułku rabusiów. W tym celu JeaerałLejtnant Jewdokimow skoncentrował oddziały w nocy na 19go Października w stanicy Archan-Jurtowskiej, w Groźnej, w posterunku Berdykel i w aule Wielki Cseczeń. Rozlokowanie tych oddziałów na rzekach Surżi i Arguni, oraz wieści umyślnie puszczone, wprowadziły nieprzyjaciela w błąd i utwierdziły go w przekonaniu, że Jenerał Jewdokimow zamierza posunąć się ku Wielkiej Czeczni.
Czytaj resztę wpisu »

Brazylijskie sukcesy programów społecznych.

Ci, którzy mnie znają osobiście wiedzą, że nie jest mi po drodze z Krytyką Polityczną, ale i tam można znaleźć ciekawe wywiady (zwłaszcza gdy nie dotyczą Polski i redaktorzy nie pałają chęcią pognębienia tego co „konserwatywne”, „zaściankowe”, „nacjonalistyczne” lub „kościółkowe”).

Bolsa Familia to zależny od liczby uczących się dzieci w gospodarstwie domowym zasiłek dla rodzin, które osiągają dochody poniżej 100 reali miesięcznie. Objętych nim zostało w szczytowym okresie około 11 milionów rodzin. Program okazał się strzałem w dziesiątkę. Pomógł nie tylko bezpośrednim beneficjentom, dał także impuls do rozwoju drobnym przedsiębiorcom. Środki wydane w ramach Bolsa Familia wróciły od razu do gospodarki, ubodzy wydawali je na zaspokojenie podstawowych potrzeb, pozwalając zarabiać kupcom, przedsiębiorcom rolnym, brazylijskim producentom. Każdy ich zysk zwiększał bazę podatkową i dochody budżetu. To był system, który w dużej mierze sam się finansował. Jak wyliczono, każdy real wydany na Bolsa Familia generował wzrost gospodarczy wartości 1,4 reala.
Ale polityka społeczna Partii Pracujących to nie tylko Bolsa Familia. W sumie administracje Luli i Rousseff uruchomiły prawie 150 różnych takich programów. Równie ważny jak Bolsa Familia był program Luz para Todos, doprowadzający elektryczność do najbardziej odległych regionów Brazylii.

Wszystkie te rządowe działania miały innowacyjny charakter. Informacje o osobach potrzebujących zbierano przy pomocy organizacji pozarządowych albo przez sieć parafii. Dane konieczne do jak najdokładniejszego zaplanowania wydatków gromadzono przez dwa lata. Dzięki temu pomoc była w stanie dotrzeć do tych rodzin, które dotychczas pozostawały niewidoczne dla państwa. Do ludzi bez konta, bez dowodu osobistego, do osób nigdy niepracujących legalnie.

Między innymi właśnie dzięki prawdziwej powszechności polityka społeczna Partii Pracujących okazała się takim sukcesem. Ponad 36 milionów ludzi zostało wyciągniętych z ubóstwa. Stworzonych zostało 12 milionów nowych miejsc pracy. Liczba osób w wieku 18–20 lat z ukończoną edukacją średnią przekroczyła na początku tej dekady 40%. To najlepszy wynik w naszej historii. Długość życia wydłużyła się o 10 lat. Współczynnik Giniego, mierzący nierówności dochodowe, spadł z 58 do trochę ponad 50. Im współczynnik większy, tym większe nierówności.

(…)

Dzięki reformom rządów Partii Pracujących wiele wcześniej ubogich osób mogło po raz pierwszy w życiu wyjechać na wakacje. Jak pan myśli, jak dobre, białe brazylijskie rodziny reagowały na to, że w samolocie, którym lecą nad morze, nagle widzą czarną kobietę, która na co dzień sprząta u nich w domu? Co prawda kobieta leci w klasie ekonomicznej, nie biznesowej, ale i tak elity nagle poczuły, że biedota narusza ich przestrzeń życiową: w samolocie, na plaży itd.

Trzeba też pamiętać, że brazylijskie elity majątkowe zawsze miały kolonialny charakter. Nigdy nie czuły specjalnego związku z resztą brazylijskiej populacji, swoją pozycję ekonomiczną budowały na relacjach z zewnętrznymi siłami. Dlatego nawet jeśli polityka Partii Pracujących, wydobywająca z biedy miliony, była zgodna z interesami właścicieli kapitału, to na poziomie odruchów i emocji oni bardzo źle reagowali na jej społeczne efekty.

[Prasówka] Fałszywy alarm, realne kłopoty

http://www.tvp.info/32900281/doniesli-ze-student-z-wroclawia-konstruuje-bombe-atomowa-ruszyl-proces

Dwaj studenci zawiadomili Państwową Agencję Atomistyki, że ich kolega konstruuje bombę atomową. Fałszywa informacja, która miała być dowcipem, spowodowała akcję policji. W środę przed wrocławskim sądem ruszył proces, w którym oskarżonym grozi do 8 lat więzienia.

(…)

Kwalifikacja czynu
Prokuratura postawiła zarzuty oskarżonym z art. 224a Kodeksu karnego, który mówi: „Kto wiedząc, że zagrożenie nie istnieje, zawiadamia o zdarzeniu, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób lub mieniu w znacznych rozmiarach lub stwarza sytuację, mającą wywołać przekonanie o istnieniu takiego zagrożenia, czym wywołuje czynność instytucji użyteczności publicznej lub organu ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia mającą na celu uchylenie zagrożenia, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8”.
Obrona złożyła wniosek o zmianę kwalifikacji czynu na art. 66 pkt. 1 kodeksu wykroczeń: „Kto ze złośliwości lub swawoli, chcąc wywołać niepotrzebną czynność fałszywym alarmem, informacją lub innym sposobem, wprowadza w błąd instytucję użyteczności publicznej albo inny organ ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny do 1,5 tys. zł”. 

Bohater powieści Henryka Sienkiewcza o post-prawdzie lub „fake news”

Pisze Leon Płoszowski (bohater „Bez dogmatu” H. Sienkiewicza):

 

Nie lubię prasy i uważam ją za jedną z plag, trapiących ludzkość. Szybkość, z jaką zaznajamia ludzi z wypadkami, równoważy się pobieżnością informacyi, a nie wynagradza tego niesłychanego zbałamucenia opinii publicznej, jakie każdy, kto się nie uprzedza, musi dostrzedz. Dzięki gazetom, znikł ten zmysł, na mocy którego ludzie odróżniali prawdę od fałszu, zanikło poczucie słuszności, poczucie prawa i bezprawia, zło stało się bezczelnem, krzywda poczęła przemawiać językiem sprawiedliwości, słowem: ogólna dusza ludzka stała się niemoralna i oślepła.

Po co katu białe rękawiczki od Ministra Sprawiedliwości – Express Niedzielny Ilustrowany z 1927 r.

EXPRESS NIEDZIELNY ILUSTROWANY

Lódź, niedziela, 29 maja 1927 r.

 

Kat Maciejowski

zwrócił się do ministerstwa sprawiedliwości o wyznaczenie mu specjalnej sumy

na kupno białych rękawiczek.

Z Warszawy otrzymujemy sensacyjną wiadomość w sprawie białych rękawiczek, jakich kat używa przy egzekucji. Zwyczaj wkładania przez kata białych rękawiczek sięga tradycji wiedeńskich i w tamtejszem ministerstwie sprawiedliwości opracowany został ceremonjał zrzucania przez kata białych rękawiczek pod stopy powieszonego na znak że twardemu obowiązkowi sprawiedliwości kat uczynił zadość.

Teraz wiedeński zwyczaj przyjęło polskie ministerstwo sprawiedliwości przy egzekucjach, wykonywanych u nas w kraju, kat p. Maciejcwski dotychczas używał zawsze białych skórzanych rękawiczek.

Ponieważ jednak skórkowe rękawiczki są zbyt kosztownym wydatkiem dla p. Maciejowskiego, który od jednej egzekucji pobiera 100 złotych — więc p. Maciejowski zwrócił się do ministerstwa sprawiedliwości o wyznaczenie mu specjalnej sumy na kupno rękawiczek.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Wydanie gazety dostępne na stronie Bibklioteki Cyfrowej: http://bc.wimbp.lodz.pl

Sto lat temu w Wa-wie – Legiony na taśmie celuloidowej, Straszny dwór i podatek.

Film z kroniki – defilada Legionów w Warszawie – rok 1916

oraz o pierwszych – od czasu premiery – nieocenzurowanych przedstawieniach „Strasznego dworu” Stanisława Moniuszki:

Kurjer Warszawski nr 307 (r. 1916)

Dyrekcja Opery zapowiada w najibliższych dniach wznowienie „Strasznego dworu” Moniuszki, Reżyser Kawalski poczynił ku temu wszechstronno przygotowania. Przedewszystkiem dokonał redakcji tekstu, przywrócił dawne brzmienie poszczególnych ustępów, które w szeregu lat dowolnie pozmieniano i zepsuto.

(…)

Dzięki tym zarządzeniom nowej reżyserji, wznowienie „Strasznego dworu” wypadnie ze wszech miar dostojnie i wzorowo — i baśń szlachecka, z naiwną swą intryga miłosną, z obyczajami życia wiejskiego, strachami w zegarze, ze swadą i zwadą w słowach, z pieśnią płynną i rytmem porywającym, będzie widowiskiem, pociągającem całą naszą publiczność. Zwłaszcza, że muzyka w „Strasznym dworze” jest cudna, na wskroś polska, a rozbrzmiewająca istotnie, jakby wśród „ciszy dokoła nocy jasnej i czystego nieba.

(…)

Wznowiona obecnie opera (…) będzie w poniedziałek, d. 13-go b. m. na dochód ochrony im. Promyka (…) Niewątpliwie Warszawa pośpieszy tłumnie na to przedstawienie. Każdy grosz, który w ten sposób wpłynie do kasy ochrony (…) to „promyk” światła i radości dla przygarniętej dziatwy.

Natomiast Kurjer Warszawski nr 313 w wydaniu wieczornym poinformował czytelników:

Z radością powitaliśmy wczoraj wznowienie „Strasznego dworu”. Jest to najdojrzalsze dzieło Moniuszki i dotychczas może najlepsza opera polska, a w każdym razie najbardziej polska opera. Wznowienie — przewyborne pod względem reżyserskim — szwankowało jeszcze cokolwiek pod względem muzycznym, jakby mu brakowało próby jeneralnej. Śpiewacy, zwłaszcza w zespołach, niezawsze byli w ścisłej zgodzie z pałeczką kapelmistrza (p. Śledzińskiego), a więc z orkiestrą, co wytwarzało rytm synkopowy bardzo niepożądany. Te nierówności znikną zapewne na następnych przedstawieniach. Mniejszą natomiast mam wiarę w poprawę baletu, który od lat juz wielu stale tańczy mazura za prędko: żeby jednak nie wiem jak szybkie tempo brał kapelmistrz, tancerze zawsze go wyprzedzają, a tupanie ich i hołubce, w ciągłej niezgodzie z muzyką, sprawiają nieznośne wrażenie. Nic pojmuję, dla czego tak się dzieje, dla czego właśnie w mazurze, tym najpiękniejszym ze wszystkich tańców na świecie, tancerze nasi tańczą tak, jakby wcale nie słyszeli orkiestry? Gdzież ma być dobrze tańczony mazur, jeżeli go źle tańczą na pierwszej scenie polskiej? Trzeba temu koniecznie zaradzić! Jeżeli tancerze nie dosyć słyszą orkiestrę, te kapelmistrz musi się do nich stosować; tak, jak dotychczas, trwać nadal nie powinno. Obsada ról jest wyborna, nie mogę pisać o każdym z artystów z osobna; wspomnę tylko o tych, którzy, o ile mi wiadomo, pierwszy raz wystąpili w swoich rolach. P. Mechówna była tedy świetną Hanną o olśniawającej koloraturze, a p. Gołkowska doskonalą Jadwigą. Ze wszech miar udatny był debiut p. Janowskiego w roli Damazego; niktby się nic domyślił, że jest to nowicjusz — śpiewał bez najmniejszej tremy i bardzo pewnie pod względem muzykalnym, grał wybornie i z całą swobodą, słowem, okazał dużo talentu, (…) P. Dobosz, bardzo sympatyczny, jako Stefan, musiał powtórzyć zakończenie arji z kurantem. Miecznik powinien być ucharakteryzowany na trochę starszego; mógłby też przywdziać w ostatnim akcie kontusz z okazji Nowego Roku i przyjazdu gości.

Szczególnie ironicznie musiała — w połączeniu z krytycznymi uwagami o orkiestrze — zabrzmieć notka znajdujaca się na tej samej stronie Kurjera:

Zarządowi miejskiemu złożono projekt opodatkowania na rzecz miasta właścicieli instrumentów muzycznych w domach prywatnych, sklepach’ i zakładach publicznych.

T

[znalezione w sieci] The last day of hot metal press before computers come in at The New York Times

Prasówka, 17 lutego 2016 r.

searching

1. http://naszdziennik.pl/polska-kraj/152441,ipn-weryfikuje-akta.html

W dniu 16 lutego 2016 r. wdowa po Czesławie Kiszczaku zaoferowała IPN sprzedaż dokumentów przechowywanych przez jej męża. Przedstawiła zapisaną obustronnie odręcznie kartkę papieru zatytułowaną „Informacja opracowania ze słów T.W. +Bolek+ z odbytego spotkania w dniu 16 XI 74 r.” datowaną: Gdańsk, dn. 16.11.74, opatrzoną w lewym górnym rogu nagłówkiem „źrodł. T.W. +Bolek+, przyj. rez. +Madziar+, wpłyn. 16 XI 74 r., odeb. kpt. Z. Ratkiewicz”. Jednocześnie poinformowała, że posiada więcej dokumentów tego rodzaju.

2.http://fakty.interia.pl/polska/news-dokumenty-kiszczaka-lech-walesa-zabral-glos,nId,2146689

W 2000 r. Sąd Lustracyjny orzekł, że Wałęsa złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne, z którego wynikało, że nie był agentem służb PRL. Sąd uznał wówczas, że SB fałszowała akta dotyczące Wałęsy i nie ma – oprócz wypisu z rejestru SB – jakiegokolwiek dowodu, który potwierdzałby fakt współpracy Wałęsy jako TW „Bolek”.

3. http://autorzygazetypolskiej.mobile.salon24.pl/395922,bolkowatosc-iii-rp

(…)
Dlatego warto dziś, z dystansu prawie czterech lat, raz jeszcze spojrzeć na głośną książkę Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka „SB a Lech Wałęsa: Przyczynek do biografii”.
Z punktu widzenia historiografii powiemy, że autorzy przekonująco udokumentowali agenturalność i zarazem wieloletnie zakłamanie nietuzinkowego człowieka, przywódcy społecznego, noblisty, który nie potrafił i nadal nie potrafi spojrzeć w oczy pewnym ważnym okresom swojej przeszłości. Ale ta książka nie jest aktem oskarżenia młodego robotnika, który ongiś zdradził swoich kolegów i do dziś nie potrafi „stanąć w prawdzie”.
Ta książka to akt oskarżenia zakłamanych elit III RP, które zmontowały i ufortyfikowały cały system odmowy wiedzy.
(…)
Druga część tej książki zawiera niebanalny i nadal unikalny, naukowo uzasadniony wgląd w gry interesów tworzące postkomunistyczną naturę III RP. I sama książka, i reakcja na nią dały wgląd w mechanizmy kreacji i podtrzymywania tzw. autorytetów moralnych – jako nieformalnych, ale niekiedy skutecznych regulatorów zachowań zbiorowych. Wgląd w postawy niemałej części inteligencji, dziennikarzy, wreszcie sporej części świata akademickiego.
I dlatego właśnie jest to chyba pozycja w całym dorobku IPN najważniejsza. Waga tej książki polega na tym, iż pokazuje ona znaczenie nie tylko pamięci, ale i mechanizmów współczesnego patologicznego zarządzania nią. To dzieło dwóch autorów pokazuje, że Instytut nie zajmuje się przeszłością, która odeszła i może być uznana za niebyłą, bez większego znaczenia dla sporów o nowoczesność Polski.
(…)

[Historia prasy] Ogniwo Przyjaźni

ogniwo

Ogłoszenia w numerze z 31 stycznia 1942 r., rok 2 nr 5

Poszukuje się nauczyciela do prywatnej nauki
JĘZYKA POLSKIEGO
w miejscowości LEEDS lub YORK. Lekcje byłyby możliwe
w godzinach wieczornych Iub w sobot i niedziele o dowolnej porze.

Zgłoszenia: Miss Barton.
Queen Anne School, Bootham, York.

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

McLAREN
Mundury wojskowe
wykonuje w przepisowym kroju polskim
McLAREN
& Son (GLASGOW) Limited
42-50 GORDON STREET, GLASGOW

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

Wojskowe Mundury i Wszelkie Dodatki.
Specjalność: Mundury dla Oficerów Armji
Polskiej. Polskie Guziki, Gwiazki Oraz
Orzelki do Czapek.
SINCLAIR & THOMSON LTD.
19 WEST NILE STREET, GLASGOW, C 1
(naprzeciw Royal Restaurant).

 

http://www.abebooks.co.uk/Ogniwo-Przyjazni-Dwujezyczny-tygodnik-poswiecony-sprawom/4853608324/bd

Ogniwo Przyjazni. Dwujęzyczny tygodnik poświęcony sprawom ugruntowania przyjaźni polsko-szkockiej.
Ilustrowany dwutygodnik angielski wydawany przez Jadwigę Harasowską w Glasgow od 11.01.1941 do 14.03.1942, potem wydawany pt.: The Voice of Poland.

Prawie wszystkie numery tego pisma są dostępne w zasobach Wielkopolskiej Biblioteki Cyfrowej:
http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/docmetadata?id=230772&dirds=1&tab=3