Wróżba…

http://www.kaczmarski.art.pl/tworczosc/wiersze/wrozba/

Jacek Kaczmarski

Wróżba

Kary nie będzie dla przeciętnych drani,

A lud ofiary złoży nadaremnie.

Morderców będą grzebać z honorami,

Na bruku ulic nędza się wylęgnie.

Pomimo wszystko świat trwać będzie nadal –

W Słońce i Kłamstwo wierzą ludzie prości.

Niedostrzegalna szerzy się zagłada,

A wszystkie ręce lśnią aż od czystości.

Handel, jakich nie było, z chciwością się zmaga,

Na gorycz popytu, na zdradę ceny nie ma.

Uczynków złych i dobrych kołysze się waga

Z pełnymi krwi szalami obiema.

Nieistniejące w milczeniu narasta,

Aż prezydenci i gwiazd korce bledną.

Coś się na pewno wydarzy – to jasne,

Ale nam wtedy będzie wszystko jedno.

Jacek Kaczmarski

28.2.1982

Azyl dla opozycyjnych dziennikarzy. Pismo, które dało zarobić zwolnionym publicystom – TVP Tygodnik – Magazyn widzów i czytelników

https://tygodnik.tvp.pl/45759673/azyl-dla-opozycyjnych-dziennikarzy-pismo-ktore-dalo-zarobic-zwolnionym-publicystom

Po wprowadzeniu stanu wojennego „Niewidomy Spółdzielca” dla wielu znanych dziennikarzy sympatyzujących z Solidarnością stał się enklawą, oazą wolności. Wielu z nich po 13 grudnia 1981 nie przeszło tzw. akcji weryfikacyjnej. (…) Na ratunek przyszły niszowe redakcje, jak właśnie „Niewidomy Spółdzielca”, które spełniły swoją rolę – dzięki nim dziennikarze opozycyjni mieli pracę i nie stracili kontaktu z prasą oficjalną (oprócz tego pisali w prasie podziemnej).

– „Niewidomy Spółdzielca” to najbardziej znane czasopismo tego typu. Warto też wymienić „Wiadomości wędkarskie”, w których swój felieton miała Hanna Krall; w stanie wojennym pisała aluzyjnie, że „kiedy chcemy uciec przed smutną rzeczywistością, to jedziemy na ryby”. Poza tym były różne fuchy dziennikarskie; organizowała je Agencja Omnipress, spółdzielnia pracy założona m.in. przez Macieja Łukasiewicza (późniejszego redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”) – mówi Olaszek.

13 grudnia

1. „Czołgi na ulicach”

Artykuł z nagraniami zarejestrowanymi w Gdańsku przez „Solidarność”. A w nich słyszymy między innymi o użyciu broni przez wojsko.
https://przystanekhistoria.pl/pa2/teksty/60423,Czolgi-na-ulicach-Gdanska.html

2. Komentarz muzyczny

1861-1970-1981

1. 1861 – 27 lutego

z: Manifestacye Warszawskie, (wyd. 1916) http://dlibra.umcs.lublin.pl/dlibra/doccontent?id=18910

Powstała straszna wrzawa na sali, wszyscy poruszyli się z miejsc i pędzili na Krakowskie Przedmieście, ku Placowi Zamkowemu, gdzie już tysiące ludzi gromadziło się przed zamkiem. Rozpędzanie tłumów nahajkami kozackiemi nie osiągało skutku.

Tłum potężniał coraz więcej, wrzawa rosła, a wśród niej odzywały się tu i owdzie pieśni pobożne i patryotyczne, nadające dziwny jakiś nastrój religijnomistyczny całemu ruchowi. Tłoczyliśmy się trotuarem koło byłego domu Malcza (dziś już nie istniejącego), gdy nagle usłyszeliśmy szczęk broni maszerującego wojska i komendę, nakazującą strzelanie.

Wpadliśmy z Bolesiem Kłokockim do wąziuchnej sionki jednego ze starych domów na tej zwężającej się podówczas ulicy, gdy nagle padły strzały. W śród grobowej ciszy, jaka w tej chwili zaległa zbitą masę ludu, zaczęły się przedzierać jęki kilku osób rannych; równocześnie, gdy wojsko maszerować zaczynało dalej ku Zamkowi, podniesiono z ziemi: Zdzisława Rutkowskiego, Marcelego Karczewskiego (obywateli ziemskich), inżyniera Wittego, rzemieślnika, Karola Brendla i ucznia, Michała Arcichiewicza, owych pięciu poległych, których nazwiska krwawo zapisały ów dzień w kronikach 1861 r.

Na noszach z lasek i parasoli dźwigała młodzież owe pięć ofiar, a za niemi kobiety, mężczyźni i masa młodzieży biegła, wołając o pomstę za niewinnych i maczając chusty w ich krwi, za sprawę ojczyzny przelanej. W prawdzie były to ofiary, niestety, prostego wypadku tylko, bo mógł tak dobrze każdy zdobyć ową palmę męczeńską, ale manifestacya, krwią okupiona, wyzyskana była wspaniale przez tych, którzy ją dla pobudzenia ducha zorganizowali.

Zawrzało w calem mieście jedno hasło zemsty i nienawiści. Poległych złożono w salce Hotelu Europejskiego,

Artur Oppman, Pięciu poległych (fragm.)
Padały liście z cmentarnych gałązek,
Szeptała powieść o dawnych żałobach,
A jam raz pierwszy obaczył z
Powązek
Ojczyznę moją całą w grobach… w grobach…
Świst kul w ulicach… Ludu pieśń gromowa…
Na pięciu trumnach cierniowe korony…
Przesiąkłe łzami matki mojej słowa,
Polskiego dziecka chrzcie błogosławiony!

2. 1970 – 17 grudnia

http://www.solidarnosc.gda.pl/aktualnosci/17-grudnia-1970-wspomnienia-gdyskiego-portowca/

Idąc do domu zatrzymałem się przy Szpitalu Miejskim. Było jeszcze wcześnie, około godziny 7.15.  Na ulicy przed głównym wejściem do szpitala panowało niesamowite zamieszanie zarówno wśród personelu szpitala, jak i zebranej przed szpitalem grupy osób. Przybywało coraz więcej samochodów i robiło się coraz większe zbiegowisko. Z ogromnym lękiem obserwowałem, jak wnoszono do szpitala ciężko rannych młodych ludzi, przeważnie tak zwykle na rękach. Wszystko to wykonywano z dużym pośpiechem. Pielęgniarki i lekarze udzielali pierwszej pomocy rannym częściowo już na ulicy przed wejściem do budynku szpitalnego. Przebywający w pobliżu milicjanci i wojskowi nie włączyli się do pomocy, tylko z dystansu przyglądali się akcji niesienia pomocy.

Jedna taksówka przywiozła czterech, a może było to nawet pięciu rannych, którzy nawzajem pomagali sobie przy wysiadaniu i pieszo dowlekli się do szpitalnego wejścia. Taksówkarz był jak sparaliżowany, nie mógł ani wysiąść, ani pomóc rannym. Siedział w samochodzie z rękami na kierownicy i nie był w stanie wykonać żadnego ruchu. Podszedłem do niego i zagadnąłem go. Powiadał mi, że przywiózł tych rannych z przystanku Gdynia-Stocznia, gdzie obecnie jest mnóstwo rannych leżących na ulicy. Są także zabici.

26-2783

Ciało Zbyszka Goldewskiego niesione na drzwiach.  http://www.grudzien70.ipn.gov.pl/dokumenty/zalaczniki/26/26-2783.jpg

3. 1981 – 16 grudnia

http://www.dziennik.com/publicystyka/artykul/bylem-wtedy-w-kopalni-wujek

16 grudnia 1981 roku doszło do dramatu. Wkroczyły na teren kopalni czołgi, oddziały milicji, padły strzały, zginęli ludzie… Widział pan to?

Nie widziałem wszystkiego, ale widziałem wiele. O godzinie 9 rano pojawili się na terenie kopalni przedstawiciele najpierw urzędu wojewódzkiego, a potem milicji, którzy nawoływali nas, abyśmy opuścili kopalnię. Po dyskusjach podjęliśmy decyzję, że zostajemy i będziemy bronić kopalni do końca. Wtedy przez megafony milicja podała komunikat, żeby kobiety opuściły teren kopalni. To był sygnał, że może być naprawdę niebezpiecznie. Wiele kobiet pracowało na terenie kopalni: na stołówce, w biurach, na płuczce… Część z nich opuściła wówczas kopalnię. Wkrótce potem nastąpił atak.

Na tyle, na ile to było możliwe, byliśmy przygotowani: w wielu miejscach zbudowane zostały barykady z wszystkiego, co było pod ręką (wozy, ławki, stoły), aby nas milicja nie zaskoczyła. Bramy były powiązane łańcuchami. Nikt z nas nie myślał wtedy, że będą strzelać. Teren wokół kopalni został „oczyszczony”, nikt tam nie mógł przebywać. W pewnym momencie pojawiły się duże ilości samochodów z oddziałami ZOMO. Pojawiły się też czołgi, silniki słychać było z daleka. Napięcie wzrastało, bo robiło się coraz bardziej niebezpiecznie.

O 9:30 zaczął się szturm. Z początku wyglądało to nie tak groźnie: zomowcy rzucali w nas, a my w nich… czym się dało, co nawinęło się pod rękę: kamieniami, śrubami, kawałkami drewna… W pewnym momencie rozległ się potężny ryk silnika, czołg rozwalił bramę i stanął naprzeciwko nas. Rozpoczęła się regularna bitwa. Zomowcy zobaczyli, że górnicy tak łatwo nie ustąpią i wtedy sięgnęli po broń. Ktoś musiał wydać rozkaz. Zaczęli strzelać, padło kilku górników… Po pewnym czasie oni wycofali się.

Ranni górnicy zostali przeniesieni do punktu opatrunkowego, bo taki jest na każdej kopalni. Był lekarz i pielęgniarki, którzy pełnili dyżur. Ranni zostali ułożeni na podłodze… Tam dopiero okazało się, że kilku kolegów nie żyje. Ogarnął nas strach. Po pewnym czasie dyrektor kopalni wezwał przez megafony, abyśmy poszli do domu. Powoli zaczęliśmy się rozchodzić… Na ulicach stali uzbrojeni zomowcy i milicjanci, i patrzyli na nas. Z opuszczonymi głowami, załamani, opuszczaliśmy kopalnię. Wieczorem kopalnia opustoszała.

Dopiero na drugi dzień dowiedzieliśmy się kto zginął. Zginęło 6 kolegów, a trzech zmarło potem w szpitalu. Zginął jeden mój bliski kolega – Zbyszek Wilk, razem pracowaliśmy.

Lalka i generał – refleksja na temat obrazów Łukasza Korolkiewicza

1.

Odwiedzając Muzeum Narodowe w Warszawie pewnego razu – nietypowo – wybra­łem się do Galerii Sztuki Współczesnej. Nie będę ukrywał, że jest to mój „naj­nie­ulu­bień­szy” dział i oprócz serii obrazów „Rozstrzelanie” Wróblewskiego nie oczekiwałem niczego co by mnie mogło tam zaciekawić. Jednak ostatecznie moją uwagę przykuł obraz olejny zatytułowany „13 grudnia 1981 rano” spod pędzla Łukasza Korolkiewicza (z roku 1982).

Już 150 lat temu po pojawieniu się wynalazku fotografii stwierdzono, że malarstwo czeka rychły zgon. Bowiem zdjęcie lepiej odda rysy człowieka niż najlepszy obraz, a ważne wydarzenia zostaną szybciej uwiecznione i rozkolportowane na cały świat (jako przeciwieństwo można podać słynny obraz Velazqueza z 1625 „Poddanie Bredy” stworzony dziesięć lat po tym wydarzeniu – Link do Wiki).

Łukasz Korolkiewicz jak można przypuszczać nie boi się jednak porównań do foto­grafii. Jego obraz wygląda nawet na pierwszy rzut oka jak zdjęcie (zwłaszcza w inter­netowych reprodukcjach): na pierwszym planie mamy ciemne wnętrze, a widok za oknem jest rozświetlony i rozmazany. Paradoksem jest, że obraz – malowany za­pew­nie przez dłuższy czas – rekonstruuje fotografię, która mogłaby zostać zrobiona w kilka sekund i na przykład opublikowana w zagranicznym czasopiśmie jako ilustracja z wprowadzenia stanu wojennego.

Właśnie dramatyczne wydarzenie uwiecznione na obrazie spowodowało, że obraz ten mnie zaciekawił. Oto mamy tutaj wszystkie najważniejsze elementy kojarzące się z „13 grudnia” telewizor z obłudnym przemówieniem generała Wojciecha Jaruzelskiego, smętne zasłonki czy brodaty mężczyzna (czyli „ikoniczny” opozycjonista) wyglądający ostrożnie przez okno i skrywający się za framugą: zapewne przeczuwający swoje internowanie.

2.

Kolejny „fotograficzny” obraz artysty zatytułowany jest „Demony”:

Pierwsze, na co zwraca się uwagę to uważny lub przerażony wzrok dziewczynki. Gdyby była to fotografia powiedzielibyśmy, że ostrość ustawiona została właśnie w tym miejscu. Natomiast później zauważamy rzuconą na stół lalkę i ciemny kąt ze słynną fotografią ks. Jerzego Popiełuszki.

Zobaczmy, że wnętrze rozświetlone jest przez promienie padające od okna, czyli dziewczynka siedząca tyłem do framugi powinna mieć twarz w cieniu. Twarz jednak jest oświetlona. Ponadto dziecko wydaje się wręcz zahipnotyzowane czymś poza kadrem. Możemy z dużym prawdopodobieństwem (graniczącym z pewnością) za­ło­żyć, że ogląda ona telewizję, a twarz oświetlona jest światłem z kineskopu.

Wydarzenia na ekranie muszą być angażujące, bowiem lalka została położona niestarannie na stole, a dziecko jest „zahipnotyzowane” obrazem. Wspomniana wcześniej fotografia księdza Popiełuszki prawie na pewno umiejscawia te scenę w okresie dramatycznych wydarzeń po 19 października 1984 lub w trakcie „procesu toruńskiego”.

Obydwa te obrazy – to komplement dla Korolkiewicza – kierują moje skojarzenia w kierunku obrazów Jacka Malczewskiego, choć oczywiście dzieła J.M. były bogatsze w symbole (a nawet nimi przeładowane). Z tym, że PRLowskimi odpowiednikami rusałek czyhających na wędrowców, demonów, czy wody z zatrutej studni są: generał, porywacze ks. Jerzego czy telewizor emitujący propagandę.

3.

Natomiast pobieżna „kwerenda internetowa” zwróciła moją uwagę na artykuł o Łu­ka­szu Korolkiewiczu ((LINK)) oraz jeszcze jeden fotograficzny obraz Korolkiewicza: „Kontemplacja” (z 1979):

Malarz zastosował tutaj dużą głębię ostrości, kierując swój „obiektyw” na postać w tle i rozmazując pierwszy plan. Co ciekawe i w tym obrazie można się doszukiwać aluzji do ówczesnej sytuacji politycznej: mężczyzna siedzący w skarpetkach na materacu położonym na ziemi, leniwie palony (a nawet kontemplowany!) papieros oraz kartki (ulotki!) to przecież eksponaty kojarzące się ze strajkami i głodówkami przeciw ówczesnej władzy. Niestety reprodukcja nie pozwala dokładnie przyjrzeć się temu obrazowi.

4.

Wieloznaczny stosunek artysty do malarstwa i fotografii najlepiej chyba jest oddany na zdjęciu wykonanym przez Krzysztofa Serafina. Korolkiewicz ukrywa się za tandetną reprodukcją – wydrukiem obrazu Veermeera – i siedzi przy odwróconych obrazach. Znajdujące się na stole: czaszka i szklanka pełna herbacianych fusów wieszczą – być może już ostateczną – śmierć malarstwa.

5.

A ponieważ artysta tworzy, a jego obrazy ciągle „krążą” po rynku sztuki, kilka z nich można obejrzeć na stronie: Galerii aTAK.

[ ✝ ] Polskie grudnie –17 XII 1970 r. i 16 XII 1981 r.

Grudzień 1981 r.

plan 111

Grudzień 1970 r.

26-2758

[Link] Jarosław Jakubowski: „Gruba kreska” to karykatura miłosierdzia, ponieważ nie ma w niej prawdy

http://rebelya.pl/post/9335/jarosaw-jakubowski-dla-rebelyapl-gruba-kreska-t [Dostęp: 14.12.2015]

– Osądzanie win jest naturalną ludzką potrzebą i powinnością. Wielu ludzi w Polsce, także bohaterów pierwszej „Solidarności”, żyje w poczuciu głębokiej niesprawiedliwości, osamotnienia, bezsilności. Oczywiście można mi zarzucić, że wypowiadam się nie we własnym imieniu, bo gdy wprowadzano stan wojenny miałem 7 lat, a w 1989 roku – 15 lat. No i co z tego? Czy to odbiera mi prawo do wypowiadania się na temat historii mojego kraju? Staram się dostrzec w ideologii „grubej kreski” szlachetne intencje, takie jak chrześcijańskie miłosierdzie dla sprawców niegodziwości. Wyszła z tego jednak karykatura miłosierdzia, ponieważ zabrakło jednego – prawdy.

13 grudnia 1981

Kto mnie mówił? ja mam matki ucho.

Ja ślepa; teraz w uchu cała moja dusza,

Dusza matki. — Wiedli go wczora do ratusza;

Słyszałam —