Mistrzowie

Zbigniew Herbert

Przypowieść o Królu Midasie

(…)

potem kazał przywołać człowieka

który na czerwonych wazach

maluje piórem czarnej przepiórki

wesela pochody i gonitwy

a zapytany przez Midasa odpowiada:

– ponieważ szyja galopującego konia

jest piękna

a suknie dziewcząt grających w piłkę

są jak strumienie żywe i niepowtarzalne

 

pozwól mi usiąść przy tobie

prosi malarz waz będziemy

mówili o ludziach

którzy swoją śmiertelną powagą

oddają ziemi jedno ziarno

a zabierają dziesięć

którzy naprawiają sandał i rzeczpospolitą

obliczają gwiazdy i obole

piszą poematy i pochylają się

aby z piasku podjąć zgubioną koniczynę

 

będziemy trochę pili

i trochę filozofowali

i może obaj

którzy jesteśmy z krwi i złudy

wyzwolimy się w końcu

od gniotącej lekkości pozoru

 

 

 

 

Federalna Służba Bezpieczeństwa w zwierciadle rosyjskiego dowcipu sieciowego

OSW znane jest ze świetnych analiz dotyczących miedzy innymi obronności i energetyki na obszarze Europy Środkowej i Wschodniej. Czasami trafiają się jednak analizy dotyczące zazwyczaj pomijanych zjawisk społecznych…

Jolanta Darczewska, Federalna Służba Bezpieczeństwa w zwierciadle rosyjskiego dowcipu sieciowego

http://www.osw.waw.pl/sites/default/files/pw_43.pdf

Komandosi Anno Domini 1792

Choć na przełomie XVIII i XIX wieku piechota walczyła głównie w formacjach takich jak linie i kolumny to stopniowo wprowadzano pewne unowocześnienia do taktyki. W tym okresie pojawiły się bowiem oddziały walczące w rozproszeniu, których żołnierze nie prowadzili ognia salwami, lecz zostali wyposażeni w precyzyjne gwintowane karabiny. Dodatkowo żołnierze takich jednostek zostali ubrani w maskujące mundury (np. w kolorze zieleni, czerni). Najbardziej znanymi z takich doborowych jednostek byli brytyjscy strzelcy z 95. Pułku „Zielonych kurtek”, a słynni stali się dzięki książkom Bernarda Cornwella o poruczniku (kapitanie/majorze) Sharpie. Jednak polskie wojsko mimo trudności organizacyjnych także próbowąło wprowadzić takie oddziały do armii Rzeczpospolitej. Jednym z inicjatorów, był prawdopodobnie Tadeusz Kościuszko, który korzystał ze swoich doświadczeń z walk w trakcie wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Konstanty Górski w swojej książce Historya piechoty polskiej (rok wydania 1893) pisze o strzelcach tak:

s. 164 i nn. Jako dowód dobrych chęci Sejmu Czteroletniego może służyć erekcya kompanii strzeleckich. Prawo o tych strzelcach zapadło jeszcze 4 lipca, ale wymagało uprzedniego uzupełnienia regimentów i dopiero po uskutecznieniu onego nakazywało zaprowadzenie przy każdej kompanii regimentu po 15 strzelców z 1 unteroficerem, czyli po 120 strzelców i 8 unteroficerów, a wszystkiegu 128 głów na regiment. Z powodu powolnego kompletowania regimentów, wcielało się to prawo w życie bardzo powolnie. Najpierw dało się ono zastosować do regimentów Wodzickiego i Czapskiegio, tem więcej, że dla tego ostatniego regimentu, ofiarował się wystawić swoim kosztem strzelców Marszałek sejmowy Małachowski. Na zaprowadzenie strzelców przy innych regimentach trzeba było zaczekać. Dnia 20 kwietnia 1791 roku Komisya wojskowa, przypominając prawo sejmowe o strzelcach, przepisała sformowanie ich przy gotowych już regimentach fizylierów i imienia Potockich, pozwalając wybrać na strzelców starych kołnierzy już wymusztrowanych i odznaczajacych się dobrem strzelaniem a zarazem zdrowych, wzrostu sredniego, lekkich, żywych i obrotnych, miejsce zaś ich zastapić kantonistami. Uzbrojenie ich miało się składać się ze sztućców, we fabrykach krajowych wyrobionych, a mundur zielony z kołnierzem, klapami podług formy regimentu i guziki z regimentowym numerem. Przepisy dla ćwiczenia strzelców obiecała Komisya wojskowa zawrzeć w osobnym dla nich regulaminie; tymczasowo zać wydała następującą instrukcyą: „Jako cała użyteczność strzelców zawisła od wprawy onych do celnego strzelania, tak powinnością będzie sztabsoficerów starać się usilnie, iżby przez pilne tych strzelców ćwiczenie w strzelaniu do celu wszystkich do najdoskonalszej zręczności, przez rozsądne wzbudzenie emulacyi, doprowadzili; ażeby strzelec, strzelbę swoje w zdolnym stanie utrzymać, w miarę jak potrzeba nabijać, odległości, skąd wystrzelić mają, sądzić i podług osądzonej odległości strzelanie swoje bądź idąc, bądź stojąc, klęcząc, lub czołgając się, bądź nareszcie leżąc z szybkością i dokładnością wymiarkować umieli; potem uczyć i wkładać ich będą do pływania, jako też: jak w marszu prędkość z porządkiem połączyć, ciągiem kroków kilkaset ubiedz, rozprószyć i prędko do porządku w szyku wracać się, przez chrósty i gęstwiny przedrzeć się, pomniejsze rowy i fosy zręcznie przeskakiwać, skały lub góry przykre przebywać, na wał czyli okop w biegu wdzierać się, jak w lesie i zaroślach, albo i innych miejscach przeszkodnych patrole czynić, za drzewem, płotem, fosą, pagórkiem ukrywać się, z miejsc tychże, do zasłony sobie obranych, skrycie do innych przesunąć się, nietylko siebie, ale i kolegów swoich bronić i odstrzeliwać. 2-do. Ile razy sie batalion w marszu znajduje, strzelcy baczne patrole przy batalionie czynić, nocą zaś maszerując, strzedz go od niespodziewanego ataku, jako też od dezercyi powinien. 3-tio. Przy czynieniu bocznych patrolów, powinność jest strzelca postarać się opanować te wszystkie miejsca niebezpieczne, któremi batalion ma przechodzić, albo któremi nieprzyjaciel mógłby podejść. 4-to. Jeżeli batalion, z przyczyny bliskości nieprzyjaciela pod bronią noc przebyć musi, oni w koło jak łańcuchem opasać batalion powinni. 5-to. Gdyby batalion przed wsią, żołnierzem nie osadzoną, stał obozem na noc, strzelcami takowa wieś ubezpieczoną być powinna; podobnie, jeśli w tyle gaju, lub zarośli stać i obozować przypadnie, tam strzelce na noc posyłać sie powinni. 6-to. U przedniej straży strzelcy, mianowicie w okolicach przerżniętych, czyli przeszkodnych, na czele znajdować się i przejście niebezpieczne opanować  i  osadzić powinni. 7-mo. Kiedy batalion do ataku idzie, lub w nacieraniu maszeruje, strzelcy przed frontom podzielić się, nacieranie batalionu poprzedzić i strzelaniem swem razić przeciwnika; skoro zać batalion będzie miał z ręcznej strzelby ognia dawać, strzelcy natychmiast z przed frontu ku skrzydłom batalionu, połowa na prawo, a połowa na lewo zabiedź i tam za batalionem stanąwszy, flanki tegoż okrywać i bronić powinni. 8-vo. Kiedy batalion w miejscu stanowiska swego bronić jest przymuszony, strzelcy także na sto mniej lub więcej kroków wysłać się przed front powinni, ażeby w miejscach upatrzonych stanąwszy, ogniem swym nieprzyjaciela nacierającego utrzymywali i mocno porazili, wprzód nim ten do formalnego ataku przyjść zdoła, albo stale, gdyby tak można, szyki onego pomieszali i do odstąpienia od zamiaru swego przymusili. Jeśliby zaś sami cofnąć się musieli, zawsze ku skrzydłom batalionu uchodzili i tam w tyle zebrawszy się, w szyku, jako wyżej stawać powinni. 9-o. Zamaszerowanic, rozwijanie, uchodzenie przez most lub inną ciaśninę, odmiana czoła i uformowanie czworogranu pod zasłoną strzelców dziać się powinno; kiedy zaś czworogran jest uformowany, strzelcy po rogach czworogranu zewnątrz stają. 10-mo. Przy szykowaniu kompanii, strzelcy przed środkiem za unteroficerami stawają; po uszykowaniu zaś kompanii komenderuje kapitan: „IMci oficerowie, unteroncerowie i strzelcy na swe miejsca”. Zaczym strzelcy z unteroficerami w jednym szeregu za frontem stawają. 11-mo. Strzelby cayli Sztućce strzelcy na lewym ramieniu trzymają, kiedy są w szyku porządnym, przy innych zaś czynnościach, wyżej przytoczonych, wolno każdemu strzelbę nosić, podług wygody i upodobania, to jednak mając na pilnej uwadze, aby przypadkowem wypaleniem żaden ze swoich nie mógł być postrzelony. 12-mo. Po wartach strzelby na kołki składać nie mają, lecz w kordygardzie w miejscu anchem i bezpiecznem zawiesić”. Instrukcyą tę mógł chyba ułożyć Kościuszko; są tu bowiem wyraźne zaczątki szyku rozprószonego, z którym ten generał zapoznał się w Ameryce, a który w Europie zaczął wchodzic w użycie dopiero świeżo podczas wojen rewolucyi francuskiej.

Źródło: http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/doccontent?id=93031

Na stronie internetowej Muzeum Wojska Polskiego znajdują się informacje na temat broni jaką mieli się posługiwać strzelcy, w tym opis jedynego zachowanego egzemplarz „sztućca” (czyli sztucera): http://www.muzeumwp.pl/emwpaedia/sztucer-kozienicki.php Warto dodać, że początkowo strzelcy posługiwali się gwintowaną bronią sprowadzaną z zagranicy (być może z saskich manufaktur).

Ponadto szukając odpowiedniej ilustracji do dzisiejszego wpisu trafiłem m.in. na artykuł uzupełniający informacje zawarte w ksiażce K. Górskiego: http://www.legiony1807.eu/index.php?s=c&p=c21

Czy można być nadubranym?

Co pewien czas wklejam ciekawe wpisy na temat savoir vivre’u z bloga p. Stanisława Krajskiego. Tym razem: „Czy można być nadubranym?”

savoir vivre i nowa klasa średnia

Ten problem wywołała Pani: Vivianne: Proszę wybaczyć moją ciekawość, ale interesuje mnie też, jak Pan się odnalazł w tamtej rzeczywistości jako ekspert of SV. Na przykład, czy miał Pan na sobie garnitur? I czy w ogóle wypada mieć garnitur gdy pozostali goście ubrani są „na luzie”?

Pierwsza zasada ubraniowa savoir vivre mówi, że nie można być ani nadebranym ani niedoubranym w stosunku do innych obecnych w danym miejscu osób. Typ ubrania zależy jednak również od miejsca i okoliczności. Jeżeli jestem np. w pięciogwiazdkowym, eleganckim hotelu na śniadaniu i ubrany jestem w garnitur, krawat itp., a pozostali goście są w krótkich spodenkach nie zakładam krótkich spodenek na następne śniadanie. Uznaję, że to ci pozostali goście są niedobrani (ze względu na miejsce i okoliczności).

W Złotej Dolinie miałem niewiele ubrań z przyczyn technicznych (przejechaliśmy 1800 km czterma pociągami, a miejsce w walizce zajmowały głównie prezenty). Miałem kilka par spodni białych, jedne bardziej…

View original post 54 słowa więcej

Kochane pieniążki przyślijcie rodzice… List żaka do domu – Roku Pańskiego 1538

„Pokłonienie y pozdrowienie y wssego dobrego żądam wam miły pánie oytze /

rátzćie wiedzieć mnie iesstze złáski miłego bogá zdrowim y swieżym być zmoim pánem gospodarzem y zmoią pánią gospodynią y sewssystką domową tzeládzią to bych też rad od was y od moiei miłey mátki slychał day pánie boże na długye tzásy /

Oznámuię wam miły pánie oytze przez ten moy ninieyssy list iż mi sie wmoiey gospodzie gdzie ydę k stołu dobrze wodzi /

pan y páni sprzyiáią mi bárzo y bárzo mię miłuią ia też wssyćko tzynię wdomu co mi każą iestem poslussen nietylko pánu albo pániey ále wssytkiey tzeládżi /

co sie tytze dáley szkoły niezámięszkam swey godziny nigdy / iestem pilen náuk swoych ábowiem wyscie mnie tuta dáli dla nauk á dla żadny inssy rzetzy / gdy mi pan Bog da potrwáć puł tzwarta liata nádziewam sie iż będzie vtzony tzłowiek semnie / niechcę młodosć moię proznie stráwić bych potym tego náwieki nieżałował a semnie serdetzną rádosć y serdetzne poćiessenie będżiećie mieć /

ratzćie daliey wiedzieć iż pieniędzy niedano mi iákosćie mi pisali w wassym lisćie ále iestem tey nádziey iż mi ie iesstze dádzą wssak wam potym odpissę ty pieniądze są mi potrzebne ná kxięgi y na insse rzetzy.

Syn wász

wsystkich bogu miłemu ná długie tzasy polecam pokłońćie sie tám wssystkim odemnie którzy pomnie pytáć będą.

Dano y pisano kiedy ná was wiernie spomináno.

Liátá bożego. 1538.

Źródło: Hieronim Wietor, POLSKIE KSIĄŻECZKI WIELMI POTRZEBNE KU UCZENIU SIĘ POLSKIEGO, PRZY TYM I PO NIEMIECKU WYŁOŻONE [w: Chrestomatia staropolska: teksty do roku 1543 / [wybór i oprac.] Wiesław Wydra, Wojciech Ryszard Rzepka ; [red. nauk. Władysław Kuraszkiewicz], Wrocław, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 2004].   Autorzy „Chrestomatii..” piszą o „Polskich książeczkach…”:

Podręcznik do nauki i doskonalenia języka polskiego przeznaczony przede wszystkim dla Niemców – zwłaszcza niemieckich mieszczan we Wrocławiu i na Śląsku. Stanowi kompilację różnych tekstów, niektórych wcześniej drukowanych. Książka zawiera m.in. rozmówki polsko-niemieckie, wzory odmian czasowników, słowniczek polsko-niemiecki, wyjątki z Marchołta Jana z Koszyczek, przysłowia z Marchołta, wzory listów, modlitwy i pieśni religijne. Większość tekstów dostarczył Wietorowi do wydania wrocławski nauczyciel Mikołaj Szelner.

O odwadze w epoce atomowej

Szczęśliwy święty Jerzy z rycerskiego siodła mógł dokładnie ocenić siłę i ruchy smoka pierwsza zasada strategii trafna ocena wroga Pan Cogito jest w gorszym położeniu siedzi w niskim siodle doliny zasnutej gęstą mgłą przez mgłę nie sposób dostrzec oczu pałających łakomych pazurów paszczy (…)

Ten fragment wiersza Zbigniewa Herberta wydaje mi szczególnie trafny, gdy zastanawiam się nad tym jak postęp techniczny wpłynął na oblicze współczesnej wojny. W dużym uproszczeniu wygląda to następująco: Dawniej, każdy kto brał udział w wojnie w równym stopniu ryzykował swoim zdrowiem i życiem. Stojac na polu bitwy w zasięgu wzroku widział przeciwnika. Wokół niego stali towarzysze broni. Gdy walczący zbliżali się do siebie każdy mógł być ofiarą, ale – pomijając różnice uzbrojenia – obydwie strony posługiwały sie znanym sobie arsenałem: ostrza, groty, a później proch strzelniczy. Wiele zależało od zręczności i wyszkolenia, a nawet władca, jak Ryszard zwany Lwie Serce mógł zostać śmiertelnie postrzelony z łuku (czy też kuszy).

A dziś, oczywiscie walka w bliskim kontakcie z przeciwnikiem dalej ma miejsce, co pokazują miogawki na przykład z Syrii. Ale zaryzykowałbym tezę, że nawet bez całego okrucieństwa wojny totalnej w dzisiejszych czasach do walki potrzeba dużo więcej odwagi niż kiedyś. I to bynajmniej nie dlatego, że ludzie są bardziej bojaźliwi, ale dlatego że środki walki skutecznie pozbawiły odwagi niegdysiejszych wojowników. Wydaje, że wszystko zmieniło się wraz z pojawieniem się karabinów maszynowych. Co prawda różnica jest nieznaczna, bo i dziś i dawniej chodziło o utratę życia, ale pewne bronie przerażają bardziej niż inne. Bardziej przeraża napalm, pocisk podkalibrowy i grzyby atomowe niż ostrza mieczy. Trudniej przedzierać sie przez góry, gdy wie się, że siedzący wygodnie wiele mil dalej operator przy komputerze może obserwować Ciebie przez kamery zamontowane na dronach.

Koty & łacina

Wśród różnych osobliwości „internetów” można znaleźć i takie:

Strona z łacińskimi przysłowiami, paremiami i dewizami w formie „demotywatorowej”, ilustrowane zdjęciami kotów.

http://goproverbs.blogspot.com/

 

Więcej: http://goproverbs.blogspot.com/2013/07/latin-lolcat-books.html

 

Więcej: http://goproverbs.blogspot.com/2013/06/latin-lolcat-house-without-books.html

 

„Kiedy nie ma kota, myszy harcują”

 

i dużo, dużo innych… 🙂

Contra archeologiam

Bestiariusz jako dziecię młode bardzo fascynował się odkryciami archeo. Czytał o piramidach Cheopsa, Dolinie królów, Siedmiu cudach świata, pochówkach gockich wojowników itp. Kwestie takie dalej go interesują, ale pojawia mu się czasami pewien dyskomfort.
Co się robi ze zwłokami znalezionymi w takich starych grobach. Ot choćby takie mumie. Leżała sobie w spokoju w komorze grobowej, a tu przyleźli, wyciągnęli i postawili w szklanej gablocie we muzeum. Barbarzyństwo.
W sumie rozumiem, że się rozkopuje, ewidencjonuje fotografuje… ale dlaczego nie pochowa się takiego mumia z powrotem lub złoży w jakiejś krypcie?
Toż nawet żołnierzy wrogów z ostatniej wojny ekshumujemy i robimy im zaciszne zakątki, czyniąc zadość „Zmarłych pochować”. A tak zwłoki mają pecha bo bo są starozytne.

NIe, wbrew tytułowi wpisu nie jestem przeciwnikiem archeo, ale myślę, że należałoby przemyśleć nasz stosunek do znajdowanych szczątków ludzkich.

PS. Zresztą tak samo mnie irytuje gdy po raz kolejny w jakimś muzeum znajduję relikwiarze, których miejsce jest w kościele, kaplicy lub podziemiach kościoł.