Grunwaldzka rocznica na muzycznie.

Przepiękne wykonanie staropolskiej pieśni żołnierskiej „Idzie żołnierz” – zespół Łysa góra

Jacek Kowalski i „Duma człowieka rycerskiego”

Na grunwaldzkim polu, pieśń z pocz. XVI wieku.

w wykonaniu Chóru Prawosławnego Ordynariatu Polowego

Reklamy

[Polecam] Interaktywna mapa historyczna – Martyrologia wsi polskich.

 

http://martyrologiawsipolskich.pl/

 

Odkrycie filologiczne :-)

https://histmag.org/Filologiczna-sensacja-odkryto-nieznane-wydanie-Rozmowy-Mistrza-Polikarpa-ze-Smiercia-17075

Prof. Wiesław Wydra z Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu odkrył nieznany dotąd druk „Rozmowy Mistrza Polikarpa ze Śmiercią” – w tym przypadku dzieło zachowało się w całości!

O odkryciu poinformował IFP UAM poprzez swój profilu na Facebooku. Według podawanych informacji prof. Wiesław Wydra odkrył druk w jednej z europejskich bibliotek. To wydanie z 1542 r. powstałe w Krakowie, w drukarni Maciej Szarfenberga. To, co w nim niezwykłe, to fakt, że zachowało się w całości – do tej pory zakończenie utworu znano jedynie z odtworzeń.

Znany motyw, ale po białorusku

 

Hip-hopowo-folkowa piosenka w języku białoruskim, o żołnierzach Białoruskiej Republiki Ludowej walczących ręka w rękę z Polakami przeciw bolszewikom.

Polecam – Rzeczpospolita Zakopiańska i Żeromski

W Zakopanem powstał pierwszy, porozbiorowy zalążek polskiej państwowości, czyli Rzeczypospolita Zakopiańska, która istniała od 13 października do 16 listopada 1918 r. na terenie Zakopanego i jego okolic. Przewodniczącym jej organu kierowniczego był nie kto inny, niż Stefan Żeromski – pisze prof. Maria Jolanta Olszewska w „Teologii Politycznej Co Tydzień”: „Tatry. Narkotyk inteligenta”.

https://www.teologiapolityczna.pl/stefan-zeromski-wladca-zakopanego

Żeromski tak wspominał swe zakopiańskie rządy: Powierzono mi niemal dyktaturę nad Zakopanem i przyległymi dolinkami. Sprawowałem ten niezapomniany, śmieszny i wzniosły urząd przez jedenaście dni, gdy się mama Austria waliła w gruzy. Zaprzysiągłem uroczyście wojsko, policję, szpiclów, gminę, pocztę i telegraf na wierność nowemu Państwu, a nawet prowadziłem wojnę o odzyskanie wsi Głodówki i Sucha Góra od inwazji czeskiej. Mile wspominam te moje przewagi wojenne i dyktatorskie, gdyż zawierają morze wesela.

 

[Z brytyjskich kronik filmowych] Wojsko Polskie 1939 i 1943

[Brzydkie skojarzenia historyczne] Praca „u bauera”

Znalezione na Twitterze:
roboty.jpg

Skojarzenia:

Sąd nad Goyą!

OBRAZ Francisco Goi Rozstrzelanie powstańców madryckich zna chyba prawie każdy, niewielu wie, że właśnie minęło 210 lat od wydarzenia, które zainspirowało artyystę, czyli powstania madryckiego 1808 r. (w Hiszpanii znane jest pod nazwą Dos de Mayo – czyli „2 maja”).

Ten obraz oraz seria grafik „Okrucieństwa wojny” zainspirowały Jacka Kaczmarskiego do napisania tego utworu:

Korsykanin zmywa z tronów. Zabobonów ciemną ciecz – Grzebie w trzewiach wyzwolonych. Lepki od wolności miecz. Słońce się nad sierrą toczy. I osusza czaszki z łez, W nieme niebo wznosi oczy. Zakopany w piachu pies. Głuchy zdechł i balwierz poszedł. Duchy trupa wezmą stąd. I na sabat go poniosą,

[Zestaw linków] 125 lat marki Ursus

(kilka linków dotyczących historii marki Ursus oraz historii zakładów Ursus)

1.

2.

https://www.ursus.com/pl/historia-firmy

Wszystko zaczęło się w Warszawie, w  1893r. Wtedy to trzej inżynierowie: Ludwik Rossman, Kazimierz Matecki, Emil Schönfeld, wraz z czterema przedsiębiorcami: Stanisławem Rostkowskim, Aleksandrem Radzikowskim, Karolem Strassburgerem i Ludwikiem Fijałkowskim z oszczędności posagowych swoich siedmiu córek założyli przedsiębiorstwo o nazwie Towarzystwo Udziałowe Specyalnej Fabryki Armatur z siedziba przy ul. Siennej 15. Przedsiębiorstwo, którego pierwszym dyrektorem został Ludwik Rossman, biło na swoich wyrobach znak „P7P”, który należało czytać jako „Posag 7 Panien”.

3.

Czerwiec 1976. Dokumenty (Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa) – format .djvu

4.

https://polona.pl/item/regulamin-pracy-obowiazujacy-robotnikow-zatrudnionych-w-fabryce-metalurgicznej format pdf.

00270

5.

http://bcpw.bg.pw.edu.pl/dlibra/doccontent?id=5360 (w linku w książka w formacie pdf)

Pokaż treść!

Wróżba

Jacak Kaczmarski

Wróżba

Kary nie będzie dla przeciętnych drani,
A lud ofiary złoży nadaremnie.
Morderców będą grzebać z honorami,
Na bruku ulic nędza się wylęgnie.

Pomimo wszystko świat trwać będzie nadal –
W Słońce i Kłamstwo wierzą ludzie prości.
Niedostrzegalna szerzy się zagłada,
A wszystkie ręce lśnią aż od czystości.

Handel, jakich nie było, z chciwością się zmaga,
Na gorycz popytu, na zdradę ceny nie ma.
Uczynków złych i dobrych kołysze się waga
Z pełnymi krwi szalami obiema.

Nieistniejące w milczeniu narasta,
Aż prezydenci i gwiazd korce bledną.
Coś się na pewno wydarzy – to jasne,
Ale nam wtedy będzie wszystko jedno.

Jacek Kaczmarski
28.2.1982

Apel z 1942 r.

[Polecam artykuł] „Hańba Stauffenberga”

Historia puczu z 20 lipca 1944 r. ewidentnie wymaga nowego podejścia. Chodzi o uczciwy opis zbrodni popełnionych przez kluczowych graczy, ale również o trzeźwą rozprawę z mentalnością, zachowaniem i planami niemieckiej opozycji. Sprawca zamachu na Hitlera i jego bliscy współpracownicy mieli wcześniej na sumieniu tak odrażające czyny, że z pewnością zaprowadziłyby ich one przed trybunał norymberski.

http://www.teologiapolityczna.pl/maciej-olex-szczytowski-hanba-stauffenberga

[Polecam] Artykuł o religijnym wymiarze pamięci o Shoah.

https://wszystkoconajwazniejsze.pl/ks-henryk-zielinski-izrael-i-czerwona-jalowka-szoah-dotyczyl-wylacznie-zydow-to-fundament-ich-tozsamosci/

fragment:

Idąc tym tropem, jeśli Izrael jest owym mesjaszem i „Sługą Pana”, to nie krew Jezusa, ale ofiara milionów Żydów pomordowanych podczas Szoah i ich popioły z niemieckich krematoriów miałyby być tym, co oczyszcza naród Izraela i czyni go nieskalanym przed Bogiem. Każdego, kto operuje żydowskim kodem kulturowym, pomnik czerwonej jałówki wprowadza w takie właśnie spojrzenie na bohaterów i ofiary Szoah. Ofiara ta, choć bolesna, jawi się w tej optyce nie tylko jedyna i w jakiś sposób konieczna – podobnie jak dla nas jedyna i konieczna do zbawienia była ofiara Chrystusa – przez nią bowiem Bóg cofnął swoje zagniewanie na Izraela.

Pomnik czerwonej jałowicy mówi, że bez Szoah nie byłoby dzisiejszego państwa Izrael. Temu ostatniemu zdaniu nie sposób zresztą zaprzeczyć. Ale stąd bierze się też biblijna „zazdrość”, z jaką Żydzi strzegą jedyności Szoah, nie chcąc dopuścić do swojej świadomości, że obok nich byli także przedstawiciele innych narodów, którzy ginęli w niemieckich obozach zagłady i innych miejscach egzekucji.

Odpowiednią dać rzeczy barwę…

Ofiary drugiej kategorii – Do Rzeczy

https://dorzeczy.pl/6464/Ofiary-drugiej-kategorii.html

Richard Lukas, autor książki „Zapomniany Holocaust”:

Gdy zabierałem się do pisania książki (jej pierwsze wydanie pojawiło się w 1986 r.), postanowiłem sprawdzić, co amerykańscy historycy napisali już do tej pory o cierpieniach Polaków podczas II wojny światowej. Okazało się, że… nic. Książek o Holokauście w okupowanej Polsce było zaś tysiące. Tymczasem straty wojenne wśród Polaków katolików były mniej więcej takie same jak wśród Polaków żydów. Nie ma więc powodu, dla którego nie można nazwać tego, co spotkało Polaków, Holokaustem.

Wreszcie!

Art. 55a. 1. Kto publicznie i wbrew faktom przypisuje Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie określone w art. 6 Karty Międzynarodowego Trybunału Wojskowego załączonej do Porozumienia międzynarodowego w przedmiocie ścigania i karania głównych przestępców wojennycl Osi Europejskiej, podpisanego w Londynie dnia 8 sierpnia 1945 r. (Dz. U. z 1947 1 poz. 367) lub za inne przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkośc lub zbrodnie wojenne lub w inny sposób rażąco pomniejsza odpowiedzialnoś rzeczywistych sprawców tych zbrodni, podlega karze grzywny lub karze pozbawieni wolności do lat 3. Wyrok jest podawany do publicznej wiadomości.

Ustawa chroniąca dobre imię Polski uchwalona

www.ms.gov.pl
2018-01-26
Ministerstwo Sprawiedliwości

Dzisiaj Sejm (26 stycznia 2018 r.) uchwalił ustawę chroniącą dobre imię Polski, która została przygotowana przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Zmiany przyjęte przez Sejm mają przeciwdziałać nieuzasadnionemu i błędnemu obarczaniu Polski i Polaków odpowiedzialnością za zbrodnie dokonane w trakcie II wojny światowej przez III Rzeszę Niemiecką.

Używanie kłamliwych określeń takich jak „polskie obozy koncentracyjne”, „polskie obozy zagłady” czy „polskie obozy śmierci” ma być przestępstwem, zagrożonym karą do trzech lat pozbawienia wolności. Istotne novum systemowe mają stanowić przepisy określające zasady dochodzenia roszczeń powstałych wskutek naruszenia dobrego imienia Rzeczypospolitej Polskiej i Narodu Polskiego.

– Nie możemy ograniczać się tylko i wyłącznie do protestów werbalnych. Polski rząd ma do zakomunikowania i Polsce, i światu to, że z całą powagą będziemy traktować znieważanie i pomawianie dobrego imienia Polski, ale i tych pokoleń Polaków, których szczególnie dotknęła tragedia i cierpienie spowodowane przez napaść Niemiec nazistowskich – mówi Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

– Nie możemy się zgodzić, żeby to właśnie tych, którzy byli ofiarami, którzy cierpieli, jeszcze pomawiano, by byli przedstawiani w roli sprawców czy współsprawców Holocaustu i masowych obozów zagłady i śmierci, unicestwiania ludzi, tego, co przeczy ludzkiej godności i co jest blizną czy raną, cały czas niegojącą się raną na sumieniu świata – dodaje.

– Ustawa proponuje kompleksowy zestaw narzędzi i instrumentów o charakterze prawno-karnym i cywilno-prawnym, który pozwoli polskiemu państwu skutecznie walczyć – mówił dziś w Sejmie Sekretarz Stanu Patryk Jaki. Zaznaczył też, że wprowadzany jest zapis karny mówiący o tym, że ktoś, kto przypisuje winę polskiemu narodowi za niemieckie nazistowskie zbrodnie, będzie podlegał karze pozbawienia wolności do trzech lat. Jednocześnie wpisujemy katalog instrumentów i narzędzi do walki na drodze cywilno-prawnej m.in. w takich sytuacjach, kiedy za granicą w jakichś czasopismach pojawiałyby się tego typu sformułowania – kontynuował wiceminister.

Zauważając potrzebę stworzenia skutecznych narzędzi prawnych pozwalających prowadzić wytrwałą i konsekwentną politykę historyczną polskich władz w zakresie przeciwdziałania fałszowaniu polskiej historii i ochrony dobrego imienia Rzeczypospolitej Polskiej i Narodu Polskiego, do ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej wprowadzono nowy typ przestępstwa polegający na przypisywaniu Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu publicznie i wbrew faktom odpowiedzialności lub współodpowiedzialności za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie. Sprawcy pomówień mają podlegać karze grzywny lub pozbawienia wolności do lat trzech, a ci, którzy dokonali takiego czynu nieumyślnie – karze grzywny lub ograniczenia wolności. Dodatkowo wyroki mają być podawane do publicznej wiadomości.

Drugim, równie ważnym filarem proponowanych zmian jest wprowadzenie ochrony dobrego imienia Rzeczypospolitej Polskiej i Narodu Polskiego na drodze cywilnej. W aktualnym stanie prawnym podstawami prawnymi roszczeń cywilnoprawnych kierowanych wobec podmiotów używających w przestrzeni publicznej sformułowania „polskie obozy koncentracyjne” mogły być przepisy przewidujące roszczenia odszkodowawcze, roszczenia z tytułu ochrony dóbr osobistych, w tym roszczenia o zadośćuczynienie oraz roszczenia wynikające z prawa prasowego. Jednakże roszczenia te mogły być dochodzone jedynie przez indywidualne podmioty. Po wejściu w życie ustawy, powództwa w takich sprawach będą mogły być wytaczane przez Instytut Pamięci Narodowej oraz organizacje pozarządowe, w zakresie ich zadań statutowych.

W przypadku podmiotów naruszających dobre imię Rzeczypospolitej Polskiej i Narodu Polskiego za granicą, zastosowanie będą miały instrumenty pomocy prawnej w sprawach cywilnych i karnych, których Polska jest stroną. Na obszarze Unii Europejskiej jurysdykcja w tego rodzaju sprawach będzie określana zgodnie z przepisami unijnego rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady nr 1215/2012 z dnia 12 grudnia 2012 r. w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania w sprawach cywilnych i handlowych. Zastosowanie będzie mogła znaleźć również decyzja ramowa 2005/241/WSiSW z 24 lutego 2005 r. w sprawie stosowania zasady wzajemnego uznawania do kar o charakterze pieniężnym. Instrumenty te z pewnością pozwolą na efektywną realizację przepisów przewidujących ochronę dóbr osobistych Rzeczypospolitej Polskiej i Narodu Polskiego w przypadku czynów popełnionych za granicą.

Wyrażamy głębokie przekonanie, że wyżej wymienione zmiany doprowadzą do wyeliminowania z dyskursu publicznego wypowiedzi sugerujących udział, organizację lub odpowiedzialność Narodu Polskiego i Państwa Polskiego za popełnienie zbrodni III Rzeszy Niemieckiej.

Wydział Komunikacji Społecznej i Promocji
Ministerstwo Sprawiedliwości

„Pan Tadeusz” wyśpiewany. Niezupełnie na żarty…

… a nawet trochę politycznie i okrągłostołowo.

KSIĘGA VI: Zaścianek wersja III
W Zaścianku dziś wybory, więc głosuje wiara:
Ten chce Napoleona, a ów obstawia cara.
Wreszcie podsumowano wszystkie elementy:
Napoleon – dziewięćdziesiąt, car ma dwa procenty.
A więc car, co jest jasne nawet niemowlęciu,
Ma większość: sześćdziesiąt pięc do trzydziestu pięciu.
Kto tego nie zrozumiał, ten jest kawał ścierwa,
Oj, będzie z tego draka – przedtem krótka przerwa.

Waligórski  feat. Zwierzchowska&Grotowski

Ogłoszenia drobne i reklamy w gazecie sprzed 160 lat.

Kurjer Warszawski z 3 stycznia 1858 roku

kwar1858.3

Link: Polona – Biblioteka cyfrowa

Bonus dla militarystów, szczególowy, propagandowy opis kampanii na kaukazie jesienią i zimą 1857 r. ana stronie pierwszej dziennika:

Kurjer Warszawskie No3 z 1858 r. Niedziela 3 stycznia

WIADOMOŚCI Z CZECZNI. Ludność rozbójnicza i wojownicza Czarnych gór, stanowiących granicę równiny Małej Czeczni, oddaną była stale grabieżom i rozbojom. Od niejakiego czasu ludność ta poczęła zwiększać się przybyszami, pochodzącymi po większej części z Wielkiej Czeczni, gdzie wzrastający coraz wpływ nasz, skłania dobrze myślącą ludność tameczną do przesiedlenia się do nas, podczas gdy powodzenia naszego oręża zmuszają ludzi nawykłych do rozboju, szukać schronienia w górach. Zgromadzenie się w górach Czarnych Małej Czeczni ludności rozbójniczej wymagało stanowczych z naszej strony działań, dla zniesienia tego przytułku rabusiów. W tym celu JeaerałLejtnant Jewdokimow skoncentrował oddziały w nocy na 19go Października w stanicy Archan-Jurtowskiej, w Groźnej, w posterunku Berdykel i w aule Wielki Cseczeń. Rozlokowanie tych oddziałów na rzekach Surżi i Arguni, oraz wieści umyślnie puszczone, wprowadziły nieprzyjaciela w błąd i utwierdziły go w przekonaniu, że Jenerał Jewdokimow zamierza posunąć się ku Wielkiej Czeczni.
Czytaj resztę wpisu »

1 stycznia 1858 r. Premiera „Halki” Stanisława Moniuszki.

1 stycznia 1858 roku góral Jontek po raz pierwszy zaśpiewał publicznie, że jodły szumią na gór szczycie.

Premierowa obsada:
Halka – Paulina Rivoli
Jontek – Julian Dobrski
Stolnik – Wilhelm Troschel
Janusz – Adam Ziółkowski
Zofia – Kornelia Quattrini
Dziemba – Jan Stysiński
Dudarz – Napoleon Lucas
Góral – Aleksander Mystkowski

Ponieważ wydarzenie to miało miejsce w Grodzie Syreny informacji o tym spektaklu nie mogło zabraknąć w Kurjerze Warszawskim z dnia 2 stycznia 1858 roku (Nr 2):

Wczoraj Teatr Wielki rozpoczął rok nowy, dawno oczekiwaną Operą Stanisława Moniuszki, p.n. Halka. Znakomity nasz Kompozytor, dał nam poznać w tem dziele wszystkie piękności harmonji, w jakie bogaty jest jego niepospolity talent. Począwszy od uwertury, aż do ostatniego numeru Opery, zadowolenie Publiczności objawiało się przez ciągłe oklaski, i słusznie, bo ileż to tam jest tonów przemawiających do serca i jak były wykonane! Orkiestra pod kierunkiem Dyrektora Opery Quattrini, Artyści i Chóry, także przyłożyli się, aby godnie oddać wszystkie myśli kompozytora. Pan Dobrski rolę Jontka, oddał z całą potęgą swojego olbrzymiego talentu; Panna Rivoli artystycznie przedstawiła Halkę; nieszczęścia i rozpacz biednej dziewczyny, cudnie się wydały w ślicznym śpiewie i wybornej grze naszej Artystki; również PP. Troschel i Ziółkowski, doskonale wywiązali się z swoich zadań. Charakterystyczne i pełne życia tańce, układu Pana Turczynowicza, Dyrektora Baletu, bardzo się podobały. Z zadowoleniem także widziano staranny układ sceniczny Pana Matuszyńskiego, Reżysera Opery. Zadziwiającego effektu są nowe dekoracje pędzla P. Sacchettego, mianowicie w akcie 4-tym okolica wiejska nad Wisłą, z widokiem na Karpaty, oświetlona promieniami wschodzącego xiężyca. Wreszcie piękne a stosowne do epoki ubiory męskie z pracowni P. Guth, Kostiumera Teatrów; damskie P. Ewy Gwozdeckiej, przyczyniły się do świetności wystawy. Libretto do tej Opery zawdzięczać winniśmy Panu Włodzimierzowi Wolskiemu, chlubnie znanemu Autorowi w naszej literaturze.

Prawie 20 lat temu kabaret Potem tak skomentował to dzieło:


Na gorąco wypowiedział się o nowej operze także fachowy tygodnik Ruch Muzyczny w pierwszym numerze z roku 1858 (z datą 6 stycznia).
Najpierw nieco zjadliwie skomentował fabułę sztuki:

H A L K A,

Opera w aktach. Słowa Wł. Wolskiego, muzyka St. Moniuszki, pierwsze przedstawienie dnia 1 stycznia r.b.

Autor tekstu p. Włodz. Wolski nie nałamał sobie główy nad intrygą. Panicz Janusz (p. Ziółkowski) kochał kiedyś prostą góralkę, lub udawał że kocha; Halka góralka (panna Rivoli) istotnie kochała panicza. Opuścił ją dla innej, według zwyczaju dość powszechnego na świecie; boć trzeba by Dziemba (p. Stysiński) mógł o nich powiedzieć:

„a oboje równi stanem, jak urodą tak i wianem!” a ty serce sobie pękaj:

Głupie serce góralki nie zrozumiało, że gdyby się panicze z podobnemi jej żenili, to chyba górale pobraliby córki panów i siostry paniczów. Nonsens towarzyski. Ale co to gadać Halce: Ona na wpół obłąkana, z żalu kochanki a może i rozpaczy matki, goni za swym sokołem Jaśkiem; on nie zważa na to, i choć mu czasem sumienie dokucza, mówi sobie: stało się. i ślub bierze z Zofią (pani Quattrini), córką stolnika (p. Troschel). Halka się topi z rozpaczy i treść niezmiernie pospolita, i rzekłbyś nie polska, gdyby się godziło na innych tylko winy i ułomności składać.

W dalszej części dokonał jednak pochlebnej oceny strony muzycznej całej sztuki, oraz chwalił wykonawców. A Stanisławowi Moniuszce życzono, by widzom co prędzej nową operę wystawił.

Kolędowo po staropolsku

Pochwalmyż wszytcy społem Pana Boga z tego,
że na świat zesłać raczył Syna jedynego;
Tegoż Panna Marya w Betleem porodziła, Jezusa miłego,
i w pieluchy powiła, a do żłobu włożyła Króla niebieskiego.

Bylić w onej krainie pastyrze pasący;
i stanął Anioł przy nich, tako k’nim mówiący:
Wesele wam objawiam, narodził się Krystus Pan;
to znamię weźmiecie: że w Dawidowym mieście
w żłobie leżące dziecię powite najdziecie.

Nagleć z onem Aniołem i niebieskie rzesze
z niewymownem weselem wzespół zebrawszy się
Pana Boga chwalili, a tak głosem mówili:
„Bądźże wieczna chwała Bogu na wysokości;
ludziom w ziemskiej niskości pokój, dobra wola!”

Mędrcy, iż na wschód słońca gwiazdę
Jego widali, przyszli do Jeruzalem, o nim się pytali;
potym do Betleem szli, tam dzieciątko naleźli, modlili się Jemu;
Dalić Mu też i pocztę: złoto, kadzidło, mirrę, Królowi wiecznemu.

http://spiewnik.katolicy.net/index.php?topic=446.0

 

Wacław z Szamotuł (Szamotulczyk), poeta i kompozytor, monogramista S. W., V. S. Urodził się ok. 1526 w Szamotułach (Wielkopolska), zmarł ok. 1560.

Wykształcenie muzyczne otrzymał najprawdopodobniej w Krakowie. Być może studiował także prawo, matematykę i filozofię. 6 maja 1547 został przyjęty do kapeli królewskiej Zygmunta Augusta jako śpiewak i nadworny kompozytor.

http://culture.pl/pl/tworca/waclaw-z-szamotul

Finlandia a Polska

Od początku moich zainteresowań historią Finowie budzili sympatię. Podziwiałem zwłaszcza ich desperacką walkę z sowiecką Rosją, gdy kosztem ogromnych strat obronili suwerenność. Finlandia obecnie obchodzi stulecie swojej niepodległości i z tego powodu warto wspomnieć, że choć wydaje się się krajem zupełnie odległym, wręcz nieistniejącym, baśniowym, to historia naszych krajów ma również wspólne punkty.

Warto wspomnieć tutaj o Gustavie Mannerheimie, pierwszym przywódcy niepodległej Finlandii.

Rząd Finlandii proklamował niepodległość 6 grudnia 1917 roku. Był to jednak moment, gdy trzeba było podjąć walkę o niepodległość. W kraju nadal stacjonowało pięćdziesiąt tysięcy żołnierzy armii carskiej, którzy w znacznej części przeszli na stronę bolszewików. Finlandii groziło rychłe wchłonięcie w granice Rosji Sowieckiej. W tej sytuacji Mannerheim ze swym wybitnym doświadczeniem wojskowym stał się mężem opatrznościowym narodu fińskiego. Do dziś Mannerheim uważany jest powszechnie za największego bohatera narodowego w historii Finlandii.

http://warszawa-stolica.pl/sladami-marszalka-mannerheima-1889-1919/

Wiele osób byłoby zdziwionych, że Mannerheim, jeszcze w czasach istnienia Imperium rosyjskiego stacjonował jako carski oficer na terenach Królestwa Polskiego:

W latach 1889-1890 Mannerheim służył w Kaliszu w szeregach Aleksandrowskiego Pułku Dragonów. W pamiętniku jedynie wspomina o tym przydziale. Nic dziwnego – to miasto liczyło wówczas zaledwie kilkanaście tysięcy mieszkańców, a Mannerheim jeszcze w szkole mikołajowskiej postanowił, że nie będzie już nigdy pić ponad miarę…

Raz jeszcze pomogła rodzina, ułatwiając przeniesienie do prestiżowego petersburskiego Kawaler-gwardyjskiego Pułku Jej Wysokości Marii Fiodorownej, cesarzowej-wdowy po Aleksandrze III.

(…)
Służbę w kawalergardach i w administracji cesarskich stajni przerwał ochotniczy udział w wojnie z Japonią w Niżyńskim Pułku Ułanów. Kolejne lata to podróż przez Azję Środkową i Mongolię do Chin – zadanie bardziej wywiadowczo-dyplomatyczne niż globtroterskie.
W styczniu roku 1909, po prawie dwudziestu latach, Mannerheim powrócił do Priwislinskiego Kraju. Objął dowództwo 13. Włodzimierskiego Pułku Ułanów w Mińsku Mazowieckim, zwanym wówczas Nowomińskiem, dwa lata później – Lejb-Gwardyjskiego Pułku Ułanów Jego Wysokości, stacjonującego przy warszawskich Łazienkach, a po kolejnych dwóch latach – Samodzielnej Brygady Kawalerii Gwardii.

http://muzhp.pl/pl/c/1107/marszalek-mannerheim-w-polsce-historia-nieopowiedziana

Napisał we „Wspomnieniach” (Minnen, t. I, s. 22, tłum. AvF):
„Nic nie miałem przeciwko temu, że zostałem stacjonowany w Polsce, którą później z radością ponownie zobaczyłem. Im bardziej poznawałem Polaków, tym lepiej ich rozumiałem i świetnie się czułem między nimi.”

https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Carl_Gustaf_Mannerheim

Łączyły go przyjazne relacje z wybitnymi przedstawicielami polskiej arystokracji – rodzinami Lubomirskich, Potockich, Tyszkiewiczów, Wielopolskich.

https://www.lazienki-krolewskie.pl/pl/wydarzenia/carl-gustaf-emil-mannerheim-ojciec-i-obronca-niepodleglosci

[Prasówka] Najstarsza odnaleziona nieodkorkowana butelka wina :-)

http://www.openculture.com/2017/07/the-oldest-unopened-bottle-of-wine-in-the-world-circa-350-ad.html

The Römerwein, or Speyer wine bottle—so called after the German region where it was discovered in the excavation of a 4th century AD Roman nobleman’s tomb—dates “back to between 325 and 359 AD,” writes Abandoned Spaces, and has the distinction of being “the oldest known wine bottle which remains unopened.

[Prasówka] Hiszpańska grupa rekonstrukcyjna odznaczona przez ambasadora Polski

http://www.outono.net/elentir/2017/11/12/poland-awards-members-of-the-spanish-reenactment-group-poland-first-to-fight/

Polish Ambassador to Spain, Marzenna Adamczyk, presented the award “Bene merito” to Alberto Gómez Trujillo, president of the Historical-Cultural Association Poland First To Fight, an entity founded in 2008 and whose purpose is to give to know the history of the fight of Poland in defense of freedom, mainly with historical reenactments, but also with conferences and exhibitions. The “Bene merito” award is an honorary distinction that the Polish Ministry of Foreign Affairs gives to the citizens of the Republic of Poland and to foreign citizens “in recognition of their merits in promoting Poland abroad”. Alberto has spent years conjugating his love for Spain with his love for Poland, helping to bring both countries closer through an intense informative work. I have the honor of having him among my friends, so this decoration makes me especially proud of him.

Nieznana relacja opisująca Sonderaktion Krakau – Wiadomości (że strony www.polskieradio.pl)

https://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/473484,Nieznana-relacja-opisujaca-Sonderaktion-Krakau

6  1939 r. podczas Sonderaktion Krakau Niemcy aresztowali 183 profesorów i asystentów z UJ, Akademii Górniczej, Akademii Handlowej oraz kilka osób spoza grona nauczającego. Profesorów wywieziono do obozów koncentracyjnych w Sachsenhausen i Dachau. Kilkunastu uczonych zmarło w Sachsenhausen, kilku po powrocie do Krakowa.

Nowości z kanału „Academy of Historical Fencing”

 

 

„Pruska Kultura” (Les Martyrs de la Pologne) najstarszy film polski z 1907 r.

http://akademiapolskiegofilmu.pl/pl/historia-polskiego-filmu/filmy/pruska-kultura/74

U schyłku 1907 lub na początku 1908 roku Mojżesz Towbin, właściciel warszawskiego iluzjonu przy ulicy Marszałkowskiej 118, zdecydował się na – prawdopodobnie pierwszą na ziemiach polskich pod trzema zaborami – produkcję filmu fabularnego o tematyce aktualnej.

(…)

Fabuła filmu osnuta została na kanwie autentycznych wydarzeń, które rozegrały się w Wielkopolsce. Pierwszym z nich z nich był strajk dzieci wrzesińskich, drugim – protest wielkopolskiego chłopa Michała Drzymały, który nie otrzymawszy od władz pruskich zgody na budowę domu na własnej ziemi, zamieszkał w wozie cyrkowym.
(…)

Kopia z jednym dłuższym napisem międzyujęciowym w języku francuskim została odnaleziona w 2000 roku w archiwum w Bois d’Arcy pod Paryżem przez Małgorzatę i Marka Hendrykowskich.

[Prasówka] Archiwa Radia Lwów dla Polskiego Radia

​http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/1885425,Polskie-Radio-pozyska-niezwykle-lwowskie-archiwa  

Dyrektor Archiwum Polskiego Radia Katarzyna Francikowska wyjaśnia, że w zbiorach lwowskiego muzeum znajdują się 82 jednostki archiwalne, wśród nich nieznana do tej pory w Polsce dokumentacja programowa. Wśród dokumentów są też archiwalia z 1929 roku ukazujące przygotowania do rozpoczęcia emisji programów Polskiego Radia Lwów.

O Radiu Lwów wspomnieliśmy tutaj:

https://bestiariusz.wordpress.com/2015/12/29/polecam-film-szczepcio-i-toncio-oraz-wesola-lwowska-fala/

[Link] Moda i polityka: Albrycht Stanisław Radziwiłł

http://www.wilanow-palac.pl/moda_i_polityka_albrycht_stanislaw_radziwill.html

W 1642 r. kanclerz zmienił orientację polityczną na proburbońską, nie wyrzekł się jednak swych pacyfistycznych poglądów, które to znajdywały odzwierciedlenie w wyraźnej awersji do mody turecko-tatarsko-mołdawsko-węgiersko-polskiej. Tak o jego stroju  pisał w 1646 r. Jean Le Laboureur, francuski dyplomata, który przybył w orszaku Ludwiki Marii Gonzagi: „Jest także kilku szlachciców noszących ubiór francuski, który król zawsze zakładał; między innymi Książę Stanisław Albrecht Radziwiłł, Wielki Kanclerz Litewski. Wielu młodych szlachciców znających język francuski przywdziało go na nasze przybycie; być może ta moda utrwali się z czasem”.

15 siepnia 1920. Victoria.

Z okazji kolejnej rocznicy bitwy warszawskiej dzisiaj nietypowo:

Pociąg pancerny „Śmiały”. Na pierwszym planie wagon artyleryjski.

Źródło: https://audiovis.nac.gov.pl/obraz/75069/82939c8fc454e773a5a0568b535ba432/

Czołga się, a więc jest to smok.

Czołgi FT-17 Renault pod Dźwińskiem (Dyneburgiem). Źródło: Wikipedia

„W sztabie Armii gen. Hallera i wśród oficerów Polaków przydzielonych do pułku zastanawiano się, jaka nazwę należy nadać pierwszej polskiej jednostce pancernej najnowocześniejszej wówczas i zwycięskiej broni I wojny światowej” napisał w 1969 roku w Londynie mjr Bogdan Jeżewski, ówczesny podchorąży tego Pułku. „Nazwa francuska chars blindés albo chars d’assaut, przetłumaczalna na język polski jako pułk rydwanów lub wozów pancernych czy szturmowych nie była przyjęta. Ówczesna nazwa angielska tank miała już w języku polskim inne znaczenie. Ten wóz pancerny dzięki gąsienicom mogący się poruszać po bezdrożach, pokonujący naturalne i sztuczne przeszkody podobny był do czołgającego się smoka. Nic więc dziwnego, że gdy z projektem nazwy czołg wystąpił por. Władysław Kohutnicki […] została ona przyjęta i zatwierdzona, a smok ponadto stał się godłem pułku przez cały czas jego istnienia. Obok więc nazwy francuskiej (która przetrwała do 15 października 1919 roku, to jest do przejścia pułku pod dowództwo polskie), pojawiła się nazwa polska: 1 pułk czołgów, początkowo z dodatkiem – polskich”?

cytat: Polska zbrojna. Historia nr 1/2, 2017

 

[Polecam] O liberum veto, rokoszach i tolerancji w I RP

http://omp.org.pl/artykul.php?artykul=415

Ta instytucja okazała się zabójcza dla ustroju, jednak należy przyjrzeć się pewnym czynnikom, które doprowadziły do pojawienia się jej w polskiej praktyce ustrojowej. Poseł, który korzystał z prawa liberum veto, nie reprezentował w sejmie wyłącznie siebie, lecz był reprezentantem ziemi, która go wybrała. Był to zatem głos posła powiatu takiego to a takiego – tj. wszystkich, którzy wybrali akurat tego szlachcica. Zgłaszane veto na sejmie było w tej koncepcji sprzeciwem części kraju wobec takiej czy innej rozważanej kwestii. Widać tu paralelę do aktualnego ustroju Unii Europejskiej. Przecież gdy dany kraj wetuje pewne decyzje, to nie czyni tego z perspektywy tylko członka danej organizacji, lecz stoi za tym cała rzesza obywateli którzy w domyśle wspólnie sprzeciwiają się danej decyzji. Jednomyślność jest zatem przy pewnych kwestiach wymagana, gdyż inaczej nie zyskałyby one akceptacji w jakimś kraju Unii, a próba narzucenia pewnych rozwiązań głosami większości mogłaby spotkać się z oporem danej lokalnej społeczności, którego przełamanie siłą pozostaje niewyobrażalne. Forsowanie pewnych rozwiązań w oparciu o zdanie większości mogłoby osłabiać UE i wzmacniać tendencje separatystyczne typu Brexit.

Chciał popatrzeć, a zarobił kulę… jako jeden z pierwszych w historii.

U Andrzeja Nowaka w Tomie III „Dziejów Polski” obejmującym lata 1340-1468 znalazłem taki fragment:

W odżywającej na nowo wojnie domowej w Wielkopolsce użyta zostala po raz pierwszy na polskiej ziemi broń palna. Janek z Czarnkowa, niedaleki od tego wydarzenia, musiał widać być przejęty groźną nowinką techniczną, gdyż opisał dokładnie jej zastosowanie i podał ścisłą jego datę. Było to 18 stycznia 1383 r., dzień przed świętem Pryski dziewicy. Bartosz oblegał od czterech dni ważny gród Wielkopolski Pyzdry. Pomagali mu Mazowszanie (od Siemowita), a także „ziemianie” z Wielkopolski, z wojewodą Wincentym z Kępy na czele (…) koalicja była dość silna, by zmusić Pyzdry, (…) do kapitulacji. Janko pisze tak:

„Zdarzyło się, przedtem nim miasto zostało oddane ziemianom, że pewien rzemieślnik Bartosza wyrzucił z powietrznej piszczeli (de aereo pixide) kamień do bramy miejskiej, który, przebiwszy dwa jej zamknięcia, uderzył przyglądającego się temu, a stojącego na ulicy miasta po drugiej stronie bramy, plebana z Biechowa, Mikołaja, z tak wielką siłą, iż od tego uderzenia padł on i natychmiast wyzionął ducha”.

Znamy więc nie tylko datę pierwszego użycia broni palnej, ale i jej pierwszą w Polsce ofiarę, a raczej ofiarę własnej ciekawości, nieszczęsnego plebana Mikołaja.

(…) piszczel to pierwowzór ręcznej broni palnej. Kaliber wylotu jego lufy nie przekraczał zapewne 20 mm, a strzelano z niej kamiennymi, ołowianymi lub nawet szklanymi kulami. Pod obleganym także przez wielkopolskich buntowników Kaliszem archeolodzy znaleźli najstarszy w Polsce egzemplarz broni czarnoprochowej, datowany właśnie na lata 1380-te. Jest długi na 5,7 cm, z lufą na niecałe 3 cm – czy kula z niego wyrzucona mogła przebić bramę i zabić człowieka? Niektórzy badacze domyślają się, że Janek nazwał broń użytą pod Pyzdrami niedokładnie i że chodzić tu już mogło raczej o prymitywną armatkę, bombardę, jakiej liczniejsze przykłady znamy już z okresu wojny z Zakonem krzyżackim z początku XV w. (na przykład odlany z brązu egzemplarz z Kurzętnik, o długości pół metra i wadze 42 kilo).

Kupiec Karaś zobowiązuje się do dostarczania wina (1890) 

W jednej z kawiarni warszawskich (ale o krakowsko-galicyjskim klimacie!) w gablotce, koło starych czajników, młynków, starych zdjęć oraz dyplomów i zaświadczeń o egzaminach mistrzowskich, znalazłem i taki uroczy dokument:

Poświadczenie

Konsystorz Książęco-Biskupi Dyecezyi Krakowskiej poświadcza niniejszem, że p. Michał Karaś, kupiec w Krakowie zobowiązał się przysięgą dnia 6. listopada b.r. dostarczać na żądanie Wielebnego Duchowieństwa naturalnego i czystego wina do odprawiania Mszy świętej.
W Krakowie dnia 18. listopada 1890

18 maja 1944 r.


 

Historia lotnictwa – skany starych czasopism angielskich.

https://www.flightglobal.com/pdfarchive

np. TOURING EUROPE BY AIR (October 6, 1921)

https://www.flightglobal.com/pdfarchive/view/1921/1921%20-%200661.html?search=Warsaw

September 7.— Berlin-Warsaw, 350 miles. Time, 3 hrs. 40 mins.

The Aerodrome at Warsaw is good and close to the town, but as no sort of accommodation was procurable, the party had to spend the night in the Turkish Baths! Here a delay occurred in the resumption of the flight owing to the Aerodrome Commandant being en fête, and until his return on the next morning the machine was not allowed to proceed, being guarded meanwhile by a cordon of Polish troops.

podkreślenie – Bestiariusz:-)

[Link] Legia Cudzoziemska (i Polacy) pod Dien Bien Phu

http://www.legia-cudzoziemska.pl/historia/vietnam1.pdf

Kubiak kontra Kubiak

22 kwietnia sierżant Kubiak z III Batalionu 13 DBLE obchodził swoje 25 urodziny na pozycjach obronnych H3. W tym samym czasie byl jeszcze inny Kubiak w Dien Bien Phu – Stefan Kubiak, komunista po stroni wietnamskiej. Byl on majorem wojsk VM o dość pokręconym życiorysie. Urodził się w Łodzi w 1923 r. w biednej rodzinie, tuż po wojnie wstąpił do komunistycznego wojska, z którego zdezerterował i uciekł do Niemiec Zachodnich, a następnie zaciągnął się do Legii Cudzoziemskiej. W 1947 r. trafił do Indochin, gdzie w tym samym roku zdezerterował w Nam Dinh w delcie Rzeki Czerwonej. Przeszedł na stronę komunistów, którym wielce się zasłużył. W 1951 zasłynął z odwagi podczas bitwy pod Hoa-Binh, i do tego stopnia zdobył zaufanie komunistów, iż sam Ho Chi Minh go „adoptował” i nadał mu wietnamskie nazwisko Ho Chi Thuan. Awansował także na stopień kapitana, a następnie majora. Komunista Kubiak walczył po wietnamskiej stronie pod Dien Bien Phu w szeregach 312 Dywizji VM. Brał udział w ataku na „Beatrice” bronioną przez legionistów 13 DBLE, w tym sierżanta Kubiaka. Walczył także w bitwie o Pięć Wzgórz, także przeciwko dawnym kolegom z Legii, (swoje wspomnienia Stefan Kubiak opisał w wydanej w PRLu książce „Zbieg z fortu Nam Dinh”, zmarł w Wietnamie w 1963, jako tamtejszy bohater. Jego wietnamska żona jako Teresa Kubiak, wraz z dwoma synami przybyła do Polski w 1965 r.) Sierżant Kubiak był świadkiem klęski garnizonu Dien Bien Phu. Opowiadał później, iż to co widział to była wielka masakra na pozycjach H1 i H2. Kontratakując pozycje H1 zasłużył się w krwawych walkach 2 BEP tracąc około 150 ludzi. 25 kwietnia zdziesiątkowane dwa bataliony spadochronowe Legii połączono w nowa jednostke nazwana Mieszanym batalionem Spadochronowym Legii Cudzoziemskiej (Bataillon de Marche BEP), której dowództwo objął major Guiraud.

Order Orła Białego dla Jana Krzysztofa Kelusa!

  • w uznaniu znamienitych zasług w ubogacaniu dziedzictwa kulturowego Rzeczypospolitej Polskiej, za niezłomną i bohaterską postawę w obronie godności i praw człowieka w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej:

Jan Krzysztof KELUS 

poeta, kompozytor, działacz i pieśniarz opozycji demokratycznej w PRL, autor i wykonawca piosenek tzw. drugiego obiegu

http://www.prezydent.pl/aktualnosci/ordery-i-odznaczenia/art,161,prezydent-wreczyl-ordery-orla-bialego.html

A to mój ulubiony utwór J.K.K.:

A ja sobie jeżdżę
na motorowerze
i nocą na szosach
łapię w worek jeże
Może jestem wariat
lecz nie jestem głupi
tak szybko nie jeżdżę
by jeża utrupić

Czasem ktoś się spyta
gdy zajrzy do wora
czy to jest na zupę
czy to na doktorat
Wariackie papiery
i dyplom doktora
który nie pomoże
kiedy będziesz chora

Pytają znajomi
co ja robię wreszcie
i gdzie się podziewam
gdy mnie nie ma w mieście
Mówię im oględnie
że z moją kobitą
hodujemy pszczoły
pod ruską granicą

Pod ruską granicą?
To bardzo ciekawe
gliny w tym węszyły
polityczną sprawę
PIOSENKA PIOSENKA
JAK TA PROSTYTUTKA
UDAJĘ WESOŁĄ
A NAPRAWDĘ SMUTNA

Jeż jest pod ochroną
lecz to biedne zwierzę
gdy zobaczy szosę
zaraz się nabierze
Woli głupie bydle
od trawy i chaszczy
szosę – i samochód
zaraz go rozpłaszczy

Gdy pędzicie nocą
w waszych samochodach
coś wam mignie w światłach
nawet wam nie szkoda
Pomyślicie sobie
że to gówna kupka
popędzicie dalej
nie widzicie trupka

Co innego pieszy
– człowiek nie jest drewno –
wałęsa się szosą
i widzi niejedno
WAŁĘSA WAŁĘSA
– z przeproszeniem Lecha –
człowiek się szosami
a życie ucieka…

Mój przyjaciel Jacek
co bym nie wymyślił
mówi, że się muszę
ustrzec nienawiści
patrzy dobrotliwie
spod przymkniętych powiek
mówi – „nawet ubek
też jest brat i człowiek”

Święty człowiek Jacek
albo nawiedzony
bo mu przecież tyle
dokuczał czerwony
WARIACKIE PAPIERY
i obsesja czysta
miało być o jeżach
nie o komunistach

Ja od nienawiści
oraz od hałasu
zamiast uciec w buddyzm
chowam się do lasu
Pierwszą stronę gazet
oglądnę pod brzozą
a w gazetach zdjęcia
z albumu Lombrozo

Wejrzę w siebie – sprawdzę
– nie ma nienawiści
użyję gazety
kiedy mnie przeczyści
Trzeba wreszcie skończyć
z tą obsesją czystą
siędę se pod dębem
otworzę tranzystor

A tu zagłuszaczki
ten kurewski poryk
i sam się w kieszeni
otwiera scyzoryk
REWOLWER! DYNAMIT!
i obsesja czysta
miało być o jeżach
nie o terrorystach

Lecz póki co jeżdżę
na motorowerze
nocą na szosach
łapię w worek jeże
Gdy worek napełnię
za rzekę zanosze

Gdy pędzicie nocą
w waszych samochodach
coś wam mignie w światłach
nawet wam nie szkoda
Pomyślicie sobie
że to gówna kupka
popędzicie dalej
nie widzicie trupka

Co innego pieszy
– człowiek nie jest drewno –
wałęsa się szosą
i widzi niejedno
WAŁĘSA WAŁĘSA
– z przeproszeniem Lecha –
człowiek się szosami
a życie ucieka…

Mój przyjaciel Jacek
co bym nie wymyślił
mówi, że się muszę
ustrzec nienawiści
patrzy dobrotliwie
spod przymkniętych powiek
mówi – „nawet ubek
też jest brat i człowiek”

Święty człowiek Jacek
albo nawiedzony
bo mu przecież tyle
dokuczał czerwony
WARIACKIE PAPIERY
i obsesja czysta
miało być o jeżach
nie o komunistach

Ja od nienawiści
oraz od hałasu
zamiast uciec w buddyzm
chowam się do lasu
Pierwszą stronę gazet
oglądnę pod brzozą
a w gazetach zdjęcia
z albumu Lombrozo

Wejrzę w siebie – sprawdzę
– nie ma nienawiści
użyję gazety
kiedy mnie przeczyści
Trzeba wreszcie skończyć
z tą obsesją czystą
siędę se pod dębem
otworzę tranzystor

A tu zagłuszaczki
ten kurewski poryk
i sam się w kieszeni
otwiera scyzoryk
REWOLWER! DYNAMIT!
i obsesja czysta
miało być o jeżach
nie o terrorystach

Lecz póki co jeżdżę
na motorowerze
nocą na szosach
łapię w worek jeże
Gdy worek napełnię
za rzekę zanosze
jeże powypuszczam
daleko od szosy
Jeże z worka chyłkiem
chowają się w krzakach
a ja myślę o tych
które szlag potrafiał

Każdy taki bydlak
pomylił się srogo
sądząc ze bezpiecznie
iść wygodną drogą
Tutaj warto zrobić
historyczny przytyk
że co drugi folksdojcz
by real-polityk

WARIACKIE PAPIERY
i obsesja czysta
miało być o jeżach
nie o komunistach…
Z KARIERĄ Z KARIERĄ
tak jak z prostytutką
zaczynasz wesoło
a po wszystkim smutno

tekst poezja-spiewana.pl

[Z głębin Sieci] Artykuł: Bułgarskie okręty podwodne

http://www.ops.mil.pl/wspolczesne-op/635-bulgarskie-okrety-podwodne

Pierwszym okrętem podwodnym który służył w marynarce Bułgarii był UB 18, dawny U 8 zbudowany w Niemczech. Budowę jego rozpoczęto w 1914 r. Podczas I wojny światowej operował na Adriatyku z baz austriackich, będąc fikcyjnie przyjęty do służby w marynarce austro-węgierskiej, pod numerem UB 8. Powodem był fakt, że Niemcy w początkowym okresie nie były oficjalnie w stanie wojny z Włochami. Na Adriatyk został wysłany w częściach, koleją jako pierwszy z niemieckich okrętów. Był ponownie zmontowany w porcie Pola gdzie 25.03.1915 r. rozpoczął służbę w tamtejszej Flotylli pod dowództwem kapitana lejtnanta Ernesta von Voigta. Następnie został przebazowany do Konstantynopola, który osiągnął po 16-dniowym rejsie.

1940 — …w ziemi śniegiem usłanej/ w ziemi mocno ubitej,

 

http://muzeumliteratury.pl/skazany-na-noc-o-wystawie-wladyslaw-sebyla-nokturn-1940/

W boczną, jakby ukrytą przestrzeń, wprowadza mroczny wiersz Pogrzebny, napisany przez Władysława Sebyłę w roku 1933, antycypujący – co częste u tego poety – przyszłe wydarzenia:

W nieznanym zatonięty,
przez ciemność pochłonięty,
uniesiony wysoko
broczysz nocną posoką,
płyniesz w nieznane strony,
gdzieś będziesz pogrzebiony,
gdzieś będziesz pochowany,
w ziemi śniegiem usłanej
w ziemi mocno ubitej,
w nocy niebem przykrytej,
odczłowieczony.

Sabina, żona Władysława, była dla niego prawdziwą partnerką intelektualną i emocjonalną podporą, a po jego odejściu z ogromną determinacją i pieczołowitością dbała o spuściznę. Syn, Witold, nazywany przez rodziców Maciusiem, obdarzany przez nich wielką miłością, widział „oczami duszy” tragiczną śmierć swojego ojca. Ten wstrząsający fragment zapisków Sabiny Sebyłowej umieszczamy na ścianie nad gablotami:

4 listopada 1943
Urodziny Macieja. Jaką mój syn ma tę chłopięcą młodość. Przyszedł do mnie, oparł palce rąk o moje ramiona i powiedział, nawet spokojnie: Wiesz mamo, że ja wciąż widzę ojca, któremu strzelają w kark.

Obok, kolejna notatka:

9 września 1943
Piętnasta rocznica naszego ślubu [….]. Z intelektualnego chłodu „Źródła Aretuzy”, miniatury na skrzypce i fortepian Karola Szymanowskiego, uporczywie wraca dzisiaj, w samotną rocznicę, ulubiony mój i Władysława fragment. Potworny czas nie zatrze, nie oddali muzycznego wspomnienia i oczekiwania na tryl, gdy Władysław grał na skrzypcach „Źródło”.

Ludgarda / Teatr / Książe duński

1.

Rok 1296

Na publicznym teatrze, wystawiono sztukę dramatyczną w obec[ności] Przemysława, o śmierci żony jego Luidgardy, i śpiewano mu na hańbę, jakim ją sposobem zamordował.

Wójcicki, Kazimierz Władysław (1807-1879), Teatr starożytny w Polsce, T. 1. 1841 Warszawa

2.

0039.TIF
Kielisiński, Kajetan Wincenty (1808-1849), Ilustracja do tragedii „Ludgarda” L. Kropińskiego, 1842
3.
HAMLET
Idźcie z nim, moi przyjaciele; dacie nam jutro jakie przedstawienie. Słuchaj no, stary, możecie grać Zabójstwo Gonzagi?

PIERWSZY AKTOR
Możemy, panie.

HAMLET
To grajcie je jutro. Nie mógłżebyś w potrzebie nauczyć się dwunastu do piętnastu wierszy, które bym napisał i wtrącił do twojej roli?

PIERWSZY AKTOR
Czemu nie, łaskawy panie.

(…)

HAMLET
Truje go w jego własnym ogrodzie dla zagrabienia jego państwa. Nazwisko tamtego jest Gonzago; rzecz autentyczna i we włoskim tekście wybornie opisana. Teraz zobaczymy, jakim sposobem morderca pozyskuje miłość żony Gonzagi.

 William Shakespeare, Hamlet. Królewicz duński, tłum. Józef Paszkowski

[Biblioteki cyfrowe] XV-wieczny manuskrypt „De bello gallico” Juliusza Cezara

[Genialne] Internetowa przeglądarka dawnych map

Duża ilosć map, także po wpisaniu nazw polskich (szukałem po hasłach: Warszawa, Kraków)

http://www.oldmapsonline.org/

W aplikacji po wybraniu mapy możemy zobaczyć ramkę, jaki obszar obejmuje stara mapa.

Potem możemy wybrać, czy chcemy zobaczyć mapę jako obraz czy (czasami) jako wastwę nałożoną na współczesną mapę (View as overlay).

 

Vini rarissimus vsus; nec vineae cultura cognita – czyli typograficzna uczta z Atlasu Orteliusza.

To karty z wydanego w 1570 roku atlasu Theatrum Orbis Terrarum

10000096.jpg

Czyli piękny układ graficzny strony i starannie sporządzone mapy:

POLS.JPG

pol2.JPG

[EDIT] Dopiero po opublikowaniu posta zauważyłem, że Wisła na odcinku między Czerskiem a Warszawą opisana jest jako: Drwencza[/EDIT]

Zdaniem twórców (o ile dobrze zrozumiałem 🙂 ) Polska:

– nazwę swą bierze od ziemi, którą tam nazywają „pole”
– ziemia jest żyzna
– wino jest rzadko używane, a uprawa wniorośli nie jest znana
– ma zasoby soli, wydobywanej spod ziemi
– a w walce prym wiedzie jazda

POLONIAE REGNVM.
POLONIA, quae a planitie terra, (quam ipsi vernacule etiamnum Pole vocant) nomen habet, vasta Regio est, quae Schlesiae ad Occidentem proximat. Hungaris, Lithuanis, ac Prutenis contermina. Diuiditur in Maiorem & Minorem. Maiordicitur, quae Septentrionem aspicit, habetque Guesnam, Posnauiamque, insigniora loca. Minorem vocant, quae ad Meridiem vergit, habetque nobilem Vrbem Cracouiam, ad caput Vistulae, quae Regionem diuidit, sitam; reliquae Civitates parum nitidae. Ex maceria domos ferme omnes componunt, plerasque luto linunt. Plaga Regionis palustris est, & nemorosa. Potus genti cereuisia. Vini rarissimus vsus; nec vineae cultura cognita. Equitatu in bello maxime praestat. Ager ceteris ferax; multa genti armenta; multa ferarum venatio. Melle abundat. Habet & Salis maximam copiam, quod ex terra eruitur. Habet & aeris fodinas in montium iugis, Tatri, ab incolis dictis: nec non sulfuris. Sub Regno Poloniae continetur Lithuania, Samogitia, Masouia, Volhinia, Podolia, & Russia, quae Meridionalis cognominatur, & Ruthenia quoque a nonnullis dicitur.

(…)

A to jeszcze jedna karta z atlasu — opis Wielkiego Księstwa Moskiewskiego:

Theatrumorbis terrarum 10000100.jpg

Całośc dzieła do obejrzenia na stronie:

Pączki, kucharz doskonały, Mickiewicz oraz muzyczny lukier autorstwa Jacka Kowalskiego

Wojciech Wincenty Wielądka, żyjący w latach 1744–1822, umieścił w ksiażce zatytułowanej: Kucharz doskonały: pożyteczny dla zatrudniaiących się gospodarstwem następujące przepisy.

  • 1. Paczki śmietankowe.

Na przystawkę.

Garsć mąki zmieszay z trzema całemi iaiami, sześcią żółtkami, przyday cztery makaroniki scukszone, kwiatu pomarańczowego smażonego, trochę cytryny smażoney siekaney, pół kwaterek śmietany, poł kwaterek mleka i spory kawał cukru. Gotuy to wszystko nad małym ogniem przez kwadrans, aż śmietana zgęstnie, wystudź na pułmisku mąką posypanym rozłożywszy na grubość palca: przestudzone pokray na małe kawałki, które uwałkuy okrągło w ręku z mąką, usmaż pączki w tłustości gorącey: pocukruy, day na stół.

  • 2. Paczki nice, albo z iaiec i sera.

Na przystawkę.

Włóź w rondel masla w wielkości iaia, trochę cytryny zielonęy tartey, wody z kwiatu pomarańczowego łyżkę od kawy, ćwierć funta cukru, odrobinę soli, półkwaterek wody, zagotuy razem moment, wsyp mąki ile potrzeba na ciasto gęste, mięszay czesto łyżką drewnianą aż się przyrumieni, w ten czas przełóż w inny rondel, wbiy dwa iaia na raz, wymięszay łyżką, i tak po dwa iaia tyle wbiiesz, żeby ciasto zwolniało, rozciągniy potym na półmisku nożem na grubość palca, przygrzey tłustość, ażeby nie była zbyt gorąca, umocz łyżkę w tłustości, bierz nią ciasto wielkości orzecha, spuszczay w tygiel, smaź przy małym ogniu mięszaiąc często, usmaźone i narosłe pięknie wyday ciepło, cukrem posypawszy.   Ażeby pączki dobrze były zrobione, powinny być lekkie i w śrzodku pulchne. Możesz także inaczey kłaść do smażenia, układay małe kupki ciasta, wielkości orzecha na arkuszu papieru białego, włóż razem w ciepłą tłustość, usmaż iako wyżey. Podobnież sporządzaią się pączki z sera i iaiec, tylko więcej masła kłaść trzeba, w piecu upieczesz.

Publikację tę można określić jako „kultową” ponieważ trafiła nawet na karty Pana Tadeusza:

[Wojski]
Drugą ręką przetarte okulary włożył,
Dobył z zanadrza księgę, odwinął, otworzył.
Księga ta miała tytuł: Kucharz doskonały.
W niej spisane dokładnie wszystkie specyjały
Stołów polskich;

Jak wiemy jest to jeden z wielu fragmentów kulinarnych w dziele Adama Mickiewicza. Nic dziwnego, że Jacek Kowalski w swojej piosence udowadnia „że Pan Mickiewicz, wielki był to kucharz” 🙂

 

Współczesne wydanie Kucharza doskonałego przygotowało Muzeum w Wilanowie, w ramach serii Monumenta Poloniae Culinaria.
Korzystając jednak z cyfrowej biblioteki Polona można zapoznać się także z wydaniem orginalnym dzięki starannym skanom znajdującym się pod adresem: https://polona.pl/item/3533173/161/

Jako bonus dodaję przepis z Kucharza, tomu II,  wydanego w roku 1808:

O pączkach rozmaicie robionych.

Pączki, ciasto iest delikatne, i ciepło używane naylepsze, do tego powinny bydź lekkie, i w śrzodku pulchne. Ordynaryinie robią pączki domowe, rozczyniaiąc mąkę drożdżami, które ciasto gdy rozrośnie, leią do tego trochę mleka, wbiie się kilka iaiów, podług proporcyi mąki, trochę soli wsypać należy, zrobiwszy wolna ciasto, przydaią do tego lub konfitury smażone czyli też dobre powidła, rozpuścić należy w tyglu, dosyć masla, lub świeżey tłustości, i na to łyżką ciasto biorąc puszczać, ażeby się w samey tłustości smażyły, usmażone kładź na półmisek dasz ciepło na stoł.

 

Na wszelki wypadek ostrzegam, że przepisów nie wypróbowałem. 🙂

[Link – Ośr. Studiów Wsch] Ludobójstwo w Namibii. Niemiecki rozrachunek z kolonialną przeszłością

Pamięta się o zbrodniach Belgów w Kongo, i Brytyjczyków w trakcie wojny z Burami. Zapomina się jednak, że także Kaiserowskie Niemcy były państwem kolonialnym.

Wiecej w Biuletynie Instytutu Zachodniego:

http://www.iz.poznan.pl/plik,pobierz,1794,72c983a1fca0a5bafbbe43da6fcdb8ef/291.pdf

Na początku tego roku Vekuii Rukoro, przedstawiciel organizacji zrzeszających członków namibijskiego plemienia Herero, oraz David Frederick, reprezentujący lud Nama, złożyli w sądzie w Nowym Jorku skargę zbiorową przeciwko Republice Federalnej Niemiec . Zażądali oni od rządu w Berlinie wypłaty odszkodowań za zbrodnie popełnione przeciwko obu plemionom ponad 100 lat temu przez niemieckie władze kolonialne.

(…)

W sierpniu 1904 r. w bitwie pod Waterbergiem rozgromiły one powstańców . Był t o jednak zaledwie wstęp do późniejszych wydarzeń. 2 pażdziernika 1904 r. gen. von Throta wygłosił tzw. proklamację z Osombo zoWindimbe, która przeszła do historii jako rozkaz eksterminacyjny (Vernichtungsbefehl) . Generał zapowiedział w niej nie tylko dalszą pacyfikację powstańców, ale wydał swoim żołnierzom rozkaz strzelania do każdego Herero lub Nama, niezależnie od płci i wieku, który znajdzie się na terytorium będącym pod niemiecką kontrolą. Poza tym plan wojskowy zakładał zepchnięcie zbuntowanych plemion na pustynię Kalaharii, co doprowadziło w krótkim czasie do śmierci w wyniku głodu i pragnienia dziesiątek tysięcy ludzi.

(…)

W sumie, według wyliczeń historyków, ludobójcza polityka Niemców kosztowała w latach 1904–1908 życie od 60 do 100 tys. ludzi, z czego straty wśród plemienia Herero sięgnęły nawet do 80% ich populacji. Liczba Nama zmniejszyła się o połowę w porównaniu ze stanem sprzed 1904 r.

[LINK] Warszawa lat 50-tych w obiektywie Zbigniewa Siemaszki

Szachy – według dawnych iluminatorów i według Jana Kochanowskiego.

1.

http://www.bl.uk/manuscripts/FullDisplay.aspx?ref=Harley_MS_4903&index=2

emperor-cassidorus-and-the-empress-playing-chess

2.

Kto grze rozumie, może śmiele sadzić,
A kto nie świadom, lepiej się poradzić.
Tablica naprzód malowana będzie,
Tę pól sześćdziesiąt i cztery zasiędzie.
Pola się czarne z białymi mieszają,
Te się owymi wzajem przesadzają.
W tym placu wojska położą się obie,
A po dwu rzędu wezmą przeciw sobie.
Czterykroć czterzej z każdej strony siędą,
A tym sposobem szykować się będą:
Rochowie z brzegów, więc Rycerze po nich,
A potym Popi przysiędą się do nich.
Król z Panią bierze w pojśrzodku dwie poli;
On różną barwę, a ta swoję woli.
Piechota przed nie wyciąga na czoło,
A między wojski pół tablice goło.

fragment: Jan Kochanowski, Szachy (1562/1566)

Warto dodać, że heroikomiczny poemat Jana Kochanowskiego, w którym dwóch graczy walczy o rękę królewny, przełożono w 1912 roku na zapis szachowy:

http://www.purand.pl/pur1/partiajk.htm
Iż tedy przodek przypadł Borzujowi,
Kazał wnet w pole wyciągnąć Pieszkowi,
Który natenczas Paniej posługował

co w tej szlachetnej grze oznacza ruch — d2-d4 —

3.

http://www.bl.uk/manuscripts/Viewer.aspx?ref=royal_ms_20_d_i_fs001r

Achilles grający w szachy.

achilles-grajacy-w-szachy

4.

http://www.bl.uk/manuscripts/FullDisplay.aspx?ref=Add_MS_10293&index=0

f. 170r: Keu (Kay) grający w szachy z małżonką, podczas gdy giermek mówi, że Lancelot zniknął.

01

f. 302r: Lancelot gra w szachy na zaczarowanej szachownicy w Logres.

02

5.

https://www.hs-augsburg.de/~harsch/Chronologia/Lspost13/CarminaBurana/bur_cpo2.html

Carmina Burana, ok. 1230

Roch, pedites, regina, senex, eques, insuper et rex,

Conflictus vocat edictus vos Martis ad ictus!

Vox sonat in Rama: «Trahe tost, capra, concine, clama!»

Victus ab hoste gemat, qui dum fit «Schach roch» et hie mat

bur_scha

6. Suplement – szachy w czasach Jana Kochanowskiego

http://sztukawkawalkach.pl/sylwetki-tworcow/niezwykla-dama-wloskiego-renesansu/

sofonisba-anguissola-gra-w-szachy

„Biblia Porta” – suplement z gęsią i Kapitolem

unnamed

Wspomniana na Bestiariuszu Biblia Porta, to nie tylko liczne sceny biblijne ilustrujące tekst, ale również ciekawe ozdobniki, takie jak na przykład inicjał „R” umieszczony na początku listu św. Pawła do Rzymian. Inicjał ten zawiera… gęś.

Widzimy tutaj oczywiście sympatyczne nawiązanie do ważnego dla Miasta ptaka, który uratował je w trakcie oblężenia Rzymu przez Galów pod wodzą Brennusa:

Tymczasem Brennus, popierał daley oblężenie, w nadziei, że głodem do poddania się przymusi: ale Rzymianie poznawszy iego zamysł lubo istotnie niedostatek cierpieli; rzucili do nieprzyiacielskiego obozu, pewną ilość chleba: w dowód, że się na oczekiwaniu zawodził. Omylony w swych widokach, powziął pewnieyszą skąd inąd nadzieję. Niektorzy z jego żołnierzy, odkryli ścieszkę w skale, przez ktorą Kapitol mógł bydź wzięty. Posyła więc nocą, oddział wybornego żołnierza Brennus. Po tysiącznych przeszkodach i trudach, wdzieraią się na wały Kapilolu, niezmordowani w pracy Gallowie, straż rzymską uśpioną, psy milczące, wszystko w głębokiem ucieszeniu, znayduią:

gdy iednym razem, gęsi w kościele Iunony chowane, wrzaskiem swoim, garnizon przebudzaią. Przerażeni obecnością nieprzyjaciół, Rzymianie; rwą się co tchu do broni: Manliius pierwszy, iednym zamachem, dwóch Gallów z wału, w przepaść rzuca. Przybywaią inni na pomoc. Kapitol ocalony.

(za: Historya Rzymska, Wilno i Warszawa 1813, tom I)

 

 

 

[Prasówka] Zimnowojenna norweska baza pod… skocznią narciarską.

http://forsal.pl/artykuly/1005801,najwieksza-tajemnica-wojskowa-norwegii-oto-sekrety-skoczni-holmenkollen.html

Podczas zimowych igrzysk olimpijskich w 1952 roku i narciarskich mistrzostw świata w latach 1966 i 1981 roku na zewnątrz odbywały się zawody z dziesiątkami tysięcy publiczności, a pod ziemia trwała tajna praca operacyjna przez 24 godziny na dobę. Obsługa wchodziła i wychodziła nocami przez zamaskowane, wykute w skale drzwi, z których część jest dzisiaj zaspawana. Dla kamuflażu pracownicy przebierali się, podobnie jak ochrona, za narciarzy.

(…)

„Pracowało tutaj bez przerwy około stu osób, bez względu na porę dnia, czy też na to, co się odbywało na górze, na arenach sportowych. W hali operacyjnej na wielkiej tablicy nanoszone były pozycje wszystkich obiektów znajdujących się w norweskiej przestrzeni powietrznej według danych z radarów całego kraju. Teren wokół skoczni był dyskretnie strzeżony przez komandosów i agentów służb specjalnych”.

O cenzurze, tyle że „za cara”.

Ferdynand Hoesick, Ze wspomnień o cenzurze rosyjskiej w Warszawie (rok wyd. 1929):

  • na przełomie 1904/1905:

(…) rzekł mu Olchowicz, skarżąc się wogóle na cenzurę warszawską, która zdaje się zapominać o tem, ze sytuacja się zmieniła zasadniczo, ze przecież jesteśmy w przededniu Konstytucji…

Na ten wyraz „Konstytucja” Jaczewski zamyślił się trochę, poczem, ważąc każde słowo, rzekł spokojnie:

– Mnie się zdaje, ze licząc tak bardzo na Konstytucję w Rosji, nie orjentują się panowie dostatecznie w sytuacji. Mojem zdaniem, możecie na takiej Konstytucji bardzo się zawieść. Proszę nie zapominać, ze póki Polacy w Królestwie mają do czynienia z rządem absolutnym, to zawsze mogą liczyć na zmianę kierunku w tym rządzie. Może być rząd raz taki raz inny, może być rząd rusyfikatorski, ale może być i rząd liberalny, na co się właśnie w tej ciężkiej dla Rosji chwili zanosi. Co innego, gdy będziecie mieli do czynienia z Rosją konstytucyjną, z parlamentem rosyjskim, wyłonionym z woli ludu. Wtedy już nie będzie o waszych sprawach decydował rząd, ale naród rosyjski, a polityka narodu rosyjskiego będzie nacjonalistyczna. Po nacjonalizmie zaś rosyjskim nie możecie się spodziewać niczego innego, tylko polityki rusyfikacyjnej, dążącej do „abrusienja” kresów.

Po co katu białe rękawiczki od Ministra Sprawiedliwości – Express Niedzielny Ilustrowany z 1927 r.

EXPRESS NIEDZIELNY ILUSTROWANY

Lódź, niedziela, 29 maja 1927 r.

 

Kat Maciejowski

zwrócił się do ministerstwa sprawiedliwości o wyznaczenie mu specjalnej sumy

na kupno białych rękawiczek.

Z Warszawy otrzymujemy sensacyjną wiadomość w sprawie białych rękawiczek, jakich kat używa przy egzekucji. Zwyczaj wkładania przez kata białych rękawiczek sięga tradycji wiedeńskich i w tamtejszem ministerstwie sprawiedliwości opracowany został ceremonjał zrzucania przez kata białych rękawiczek pod stopy powieszonego na znak że twardemu obowiązkowi sprawiedliwości kat uczynił zadość.

Teraz wiedeński zwyczaj przyjęło polskie ministerstwo sprawiedliwości przy egzekucjach, wykonywanych u nas w kraju, kat p. Maciejcwski dotychczas używał zawsze białych skórzanych rękawiczek.

Ponieważ jednak skórkowe rękawiczki są zbyt kosztownym wydatkiem dla p. Maciejowskiego, który od jednej egzekucji pobiera 100 złotych — więc p. Maciejowski zwrócił się do ministerstwa sprawiedliwości o wyznaczenie mu specjalnej sumy na kupno rękawiczek.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Wydanie gazety dostępne na stronie Bibklioteki Cyfrowej: http://bc.wimbp.lodz.pl

Sto lat temu w Wa-wie – Legiony na taśmie celuloidowej, Straszny dwór i podatek.

Film z kroniki – defilada Legionów w Warszawie – rok 1916

oraz o pierwszych – od czasu premiery – nieocenzurowanych przedstawieniach „Strasznego dworu” Stanisława Moniuszki:

Kurjer Warszawski nr 307 (r. 1916)

Dyrekcja Opery zapowiada w najibliższych dniach wznowienie „Strasznego dworu” Moniuszki, Reżyser Kawalski poczynił ku temu wszechstronno przygotowania. Przedewszystkiem dokonał redakcji tekstu, przywrócił dawne brzmienie poszczególnych ustępów, które w szeregu lat dowolnie pozmieniano i zepsuto.

(…)

Dzięki tym zarządzeniom nowej reżyserji, wznowienie „Strasznego dworu” wypadnie ze wszech miar dostojnie i wzorowo — i baśń szlachecka, z naiwną swą intryga miłosną, z obyczajami życia wiejskiego, strachami w zegarze, ze swadą i zwadą w słowach, z pieśnią płynną i rytmem porywającym, będzie widowiskiem, pociągającem całą naszą publiczność. Zwłaszcza, że muzyka w „Strasznym dworze” jest cudna, na wskroś polska, a rozbrzmiewająca istotnie, jakby wśród „ciszy dokoła nocy jasnej i czystego nieba.

(…)

Wznowiona obecnie opera (…) będzie w poniedziałek, d. 13-go b. m. na dochód ochrony im. Promyka (…) Niewątpliwie Warszawa pośpieszy tłumnie na to przedstawienie. Każdy grosz, który w ten sposób wpłynie do kasy ochrony (…) to „promyk” światła i radości dla przygarniętej dziatwy.

Natomiast Kurjer Warszawski nr 313 w wydaniu wieczornym poinformował czytelników:

Z radością powitaliśmy wczoraj wznowienie „Strasznego dworu”. Jest to najdojrzalsze dzieło Moniuszki i dotychczas może najlepsza opera polska, a w każdym razie najbardziej polska opera. Wznowienie — przewyborne pod względem reżyserskim — szwankowało jeszcze cokolwiek pod względem muzycznym, jakby mu brakowało próby jeneralnej. Śpiewacy, zwłaszcza w zespołach, niezawsze byli w ścisłej zgodzie z pałeczką kapelmistrza (p. Śledzińskiego), a więc z orkiestrą, co wytwarzało rytm synkopowy bardzo niepożądany. Te nierówności znikną zapewne na następnych przedstawieniach. Mniejszą natomiast mam wiarę w poprawę baletu, który od lat juz wielu stale tańczy mazura za prędko: żeby jednak nie wiem jak szybkie tempo brał kapelmistrz, tancerze zawsze go wyprzedzają, a tupanie ich i hołubce, w ciągłej niezgodzie z muzyką, sprawiają nieznośne wrażenie. Nic pojmuję, dla czego tak się dzieje, dla czego właśnie w mazurze, tym najpiękniejszym ze wszystkich tańców na świecie, tancerze nasi tańczą tak, jakby wcale nie słyszeli orkiestry? Gdzież ma być dobrze tańczony mazur, jeżeli go źle tańczą na pierwszej scenie polskiej? Trzeba temu koniecznie zaradzić! Jeżeli tancerze nie dosyć słyszą orkiestrę, te kapelmistrz musi się do nich stosować; tak, jak dotychczas, trwać nadal nie powinno. Obsada ról jest wyborna, nie mogę pisać o każdym z artystów z osobna; wspomnę tylko o tych, którzy, o ile mi wiadomo, pierwszy raz wystąpili w swoich rolach. P. Mechówna była tedy świetną Hanną o olśniawającej koloraturze, a p. Gołkowska doskonalą Jadwigą. Ze wszech miar udatny był debiut p. Janowskiego w roli Damazego; niktby się nic domyślił, że jest to nowicjusz — śpiewał bez najmniejszej tremy i bardzo pewnie pod względem muzykalnym, grał wybornie i z całą swobodą, słowem, okazał dużo talentu, (…) P. Dobosz, bardzo sympatyczny, jako Stefan, musiał powtórzyć zakończenie arji z kurantem. Miecznik powinien być ucharakteryzowany na trochę starszego; mógłby też przywdziać w ostatnim akcie kontusz z okazji Nowego Roku i przyjazdu gości.

Szczególnie ironicznie musiała — w połączeniu z krytycznymi uwagami o orkiestrze — zabrzmieć notka znajdujaca się na tej samej stronie Kurjera:

Zarządowi miejskiemu złożono projekt opodatkowania na rzecz miasta właścicieli instrumentów muzycznych w domach prywatnych, sklepach’ i zakładach publicznych.

T

„Telekomunikacja” Anno Domini MXMLXV

ca5d30_59e8bbb378ce43f5b4b03501b77b473b

Centralna stacja telegraficzna w Paryżu; Źródło: http://www.telecom-milestones.com/telegraph-historyblank

Kurjer Warszawski z 1865 r., Nr 229

USTAWA

dla prywatnej korrespondencji za pośrednictwem Telegrafu Policyjnego w Warszawie.

1) Przyjmowanie depesz na 12stu stacjach Telegrafu Policyjnego, rozpoczyna się z dniem 1  Października 1865 r. i służy dla wszystkich w ogólności mieszkańców, w każdej porze dnia i nocy, nie wyłączając dni niedzielnych, uroczystych i galowych, za opłatą podług ustanowionej taryfy.

2) Telegraficzne stacje znajdują się: Główna, przy Zarządzie Warszawskiego Ober-Policmajstra w Pałacu Prymasowskim przy ulicy Staro-Senatorskiej; reszta jedenaście stacji, w Urzędach Cyrkułowych Policyjnych, jako to: w Cyrkule i przy ulicy Podwal, w Cyrkule 2 przy ulicy Zakroczymskiej, w Cyrkule 3 przy ulicy Długiej, w Cyrkule 4 przy ulicy Nalewki, w Cyrkule 5/6 przy ulicy Nowej, w Cyrkule 7 przy ulicy Chłodnej, w Cyrkule 8 przy ulicy Twardej, w Cyrkule 9 przy ulicy Mokotowskiej, w Cyrkule 10 przy ulicy Nowy-Świat, w Cyrkule 11 przy ulicy Nowo-Senatorskiej, w Cyrkule 12 na Pradze.

3) Depesze przyjmują się tak w ruskim jak i polskim języku; adresowane być mogą do wszystkich Cyrkułów w celu rozmaitych sprawdzeń, do Wydziału Adresowego, do Banhofów Dróg Żelaznych Warszawsko-Wiedeńskiej i Warszawsko-Petersburgskiej, do Władz Wojennych, do wszystkich Koszar w obrębie miasta i w ogóle podług życzenia podających depesze, na wszystkie punkta miasta.

4) Kwity z uiszczonej opłaty za depesze wydawane będą ze stacji w której były podane.

5) Przynoszone depesze expedjowane będą z kolei.

6) Jeśliby przynoszący depeszę życzył, iżby takowa podaną była w czasie oznaczonym, to na depeszy wypisać należy: „Zatelegrafować nie później jak o godzinie 7 wieczorem lub rano.”

7) Każda depesza winna obejmować wyraźny adres, to jest ulicę, numer domu i nazwisko osoby, do której adresowana, i napisana czytelnie; napisana niewyraźnie i bez podpisu przyjętą nie będzie.

8) W razach nagłych, podający depesze mogą takowe na stacji napisać.

9) Wysyłający depeszę mocen jest żądać objaśnienia, czyli depesza podana doszła przeznaczenia.

10) Otrzymujący depeszę może żądać sprawdzenia takowej, przez odwrotne telegrafowanie do stacji, z której podana została, lecz nie inaczej, jak za uiszczeniem opłaty wedle taryfy.

11) Przy podaniu depeszy można żądać i odpowiedzi, za uiszczeniem opłaty nie tylko za depeszę ale i za odpowiedź, dopisując w depeszy posyłanej: „Odpowiedź za wyrazów tyle to opłacono.”

12) Roznosicielom depesz, za doręczenie takowych żadna opłata nie należy się.

13) Wszelkie zajść mogące nieporozumienia pomiędzy publicznością i służbą przy telegrafach, tudzież sprawdzenie co do oddanych depeszy, rozpoznawane będą każdodziennie i w każdej porze, w Głównej Stacji w Pałacu Prymasowskim.

Warszawa, dnia 24 Września (6 Października) 1865 roku.

Filmowa odtrutka na „osiem do czterech” — relacja z meczu ze Szkocją 1965

Dodam: wygranego.

http://www.britishpathe.tv/

Głębia ostrości, lalka i generał na „tradycyjnym” obrazie.

1.

Odwiedzając Muzeum Narodowe w Warszawie pewnego razu – nietypowo – wybra­łem się do Galerii Sztuki Współczesnej. Nie będę ukrywał, że jest to mój „naj­nie­ulu­bień­szy” dział i  oprócz serii obrazów „Rozstrzelanie” Wróblewskiego nie oczekiwałem niczego co by mnie mogło tam zaciekawić. Jednak ostatecznie moją uwagę przykuł obraz olejny zatytułowany „13 grudnia 1981 rano” spod pędzla Łukasza Korolkiewicza (z roku 1982).

Już 150 lat temu po pojawieniu się wynalazku fotografii stwierdzono, że malarstwo czeka rychły zgon. Bowiem zdjęcie lepiej odda rysy człowieka niż najlepszy obraz, a ważne wydarzenia zostaną szybciej uwiecznione i rozkolportowane na cały świat (jako przeciwieństwo można podać słynny obraz Velazqueza z 1625 „Poddanie Bredy” stworzony dziesięć lat po tym wydarzeniu – Link do Wiki).

Łukasz Korolkiewicz jak można przypuszczać nie boi się jednak porównań do foto­grafii. Jego obraz wygląda nawet na pierwszy rzut oka jak zdjęcie (zwłaszcza w inter­netowych reprodukcjach): na pierwszym planie mamy ciemne wnętrze, a widok za oknem jest rozświetlony i rozmazany. Paradoksem jest, że obraz – malowany za­pew­nie przez dłuższy czas – rekonstruuje fotografię, która mogłaby zostać zrobiona w kilka sekund i na przykład opublikowana w zagranicznym czasopiśmie jako ilustracja z wprowadzenia stanu wojennego.

Właśnie dramatyczne wydarzenie uwiecznione na obrazie spowodowało, że obraz ten mnie zaciekawił. Oto mamy tutaj wszystkie najważniejsze elementy kojarzące się z „13 grudnia” telewizor z obłudnym przemówieniem generała Wojciecha Jaruzelskiego, smętne zasłonki czy brodaty mężczyzna (czyli „ikoniczny” opozycjonista) wyglądający ostrożnie przez okno i skrywający się za framugą: zapewne przeczuwający swoje internowanie.

2.

Kolejny „fotograficzny” obraz artysty zatytułowany jest „Demony”:

Pierwsze, na co zwraca się uwagę to uważny lub przerażony wzrok dziewczynki. Gdyby była to fotografia powiedzielibyśmy, że ostrość ustawiona została właśnie w tym miejscu. Natomiast później zauważamy rzuconą na stół lalkę i ciemny kąt ze słynną fotografią ks. Jerzego Popiełuszki.

Zobaczmy, że wnętrze rozświetlone jest przez promienie padające od okna, czyli dziewczynka siedząca tyłem do framugi powinna mieć twarz w cieniu. Twarz jednak jest  oświetlona. Ponadto dziecko wydaje się wręcz zahipnotyzowane czymś poza kadrem. Możemy z dużym prawdopodobieństwem (graniczącym z pewnością) za­ło­żyć, że ogląda ona telewizję, a twarz oświetlona jest światłem z kineskopu.

Wydarzenia na ekranie muszą być angażujące, bowiem lalka została położona niestarannie na stole, a dziecko jest „zahipnotyzowane” obrazem. Wspomniana wcześniej fotografia księdza Popiełuszki prawie na pewno umiejscawia te scenę w okresie dramatycznych wydarzeń po 19 października 1984 lub w trakcie „procesu toruńskiego”.

Obydwa te obrazy – to komplement dla Korolkiewicza – kierują moje skojarzenia w kierunku obrazów Jacka Malczewskiego, choć oczywiście dzieła J.M. były bogatsze w symbole (a nawet nimi przeładowane). Z tym, że PRLowskimi odpowiednikami rusałek czyhających na wędrowców, demonów, czy wody z zatrutej studni są: generał, porywacze ks. Jerzego czy telewizor emitujący propagandę.

3.

Natomiast pobieżna „kwerenda internetowa” zwróciła moją uwagę na artykuł o Łu­ka­szu Korolkiewiczu ((LINK)) oraz jeszcze jeden fotograficzny obraz Korolkiewicza: „Kontemplacja” (z  1979):

Malarz zastosował tutaj dużą głębię ostrości, kierując swój „obiektyw” na postać w tle i rozmazując pierwszy plan. Co ciekawe i w tym obrazie można się doszukiwać aluzji do ówczesnej sytuacji politycznej: mężczyzna siedzący w skarpetkach na materacu położonym na ziemi, leniwie palony (a nawet kontemplowany!) papieros oraz kartki (ulotki!) to przecież eksponaty kojarzące się ze strajkami i głodówkami przeciw ówczesnej władzy. Niestety reprodukcja nie pozwala dokładnie przyjrzeć się temu obrazowi.

4.

Wieloznaczny stosunek artysty do malarstwa i fotografii najlepiej chyba jest oddany na zdjęciu wykonanym przez Krzysztofa Serafina. Korolkiewicz ukrywa się za tandetną reprodukcją – wydrukiem obrazu Veermeera – i siedzi przy odwróconych obrazach. Znajdujące się na stole: czaszka i szklanka pełna herbacianych fusów wieszczą – być może już ostateczną – śmierć malarstwa.

5.

A ponieważ artysta tworzy, a jego obrazy ciągle „krążą” po rynku sztuki, kilka z nich można obejrzeć na stronie: Galerii aTAK.

Rozbrajanie Niemców – XI 1918

[znalezione w sieci] The last day of hot metal press before computers come in at The New York Times

Zaduszki 01 – Stanisław Tęczyński – portret

Uważne spojrzenie, wspaniały staropolski strój i postawa godna arystokraty – to Stanisław Tęczyński. Gdy Tomasz Dolabella uwieczniał młodzieńca na obrazie, Stanisław nie mógł wiedzieć, że niedługo umrze. Będzie miał wtedy zaledwie 23 lata.

Moim zdaniem najciekawszy portret, który pozostał nam po I Rzeczypospolitej.

http://www.ratujtenczyn.org.pl/files/Portret_Stanis_awa_T_czy_skiego.pdf

Stanisław, hrabia na Tenczynie (1611-1634), herbu Topór, najmłodszy z trzech synów Jana Magnusa Tęczyńskiego, wojewody krakowskiego, i Doroty z Mińskicgh (…) Umarł w Kamieńcu Podolskim w czasie przygotowywanej wojny z Turcją (podobno na skutek ran zadanych mu przez dzika na polowaniu), zamykając linię męską rodu (mowę w czasie wyprowadzenia zwłok z obozu wojskowego wygłosił 10 listopada Jakub Sobieski). Młodzieniec ukazany we wnętrzu mieszkalnym, stojący obok stolika nakrytego wschodnim dywanem; prawa dłoń wsparta na biodrze, obok rękojeści karabeli, lewa na książce na stoliku. Ubrany w biały żupan, takiegoż koloru delię podbitą brunatnym futrem, zapiętą szeregiem guzów oraz w ciemne spodnie; buty żółte, na głowie ciemnoczerwony kołpak z pękiem czaplich piór, ozdobiony klejnotem. Tło płaskie, ciemne, w prawym górnym rogu ożywione otworem okiennym z widokiem na niebo z obłokami. W lewym górnym narożniku napis: STANISLAYS COMESIN TEN. / CZYN. IOANNIS PALATINI CRAC[OVIENSIS] VLTIMI VIRORVM DE TENCZYN FILIVS.
(…)
Autor zdradza dobrą znajomość realiów polskiej kultury szlacheckiej, dostrzegalną głównie w wiernym odtworzeniu akcesoriów stroju i otoczenia. Kobierzec tzw. polski na stoliku, import z Kaszanu, ma bliski odpowiednik w prywatnej kolekcji w Kuwejcie, co ujawniła Christine Klose (1993) stwierdzając zarazem, iż portret wawelski jest jednym z dwóch znanych w świecie wizerunków z przedstawieniem kobierców z Kaszanu (obok Portretu Senatora Leandra Bassana w Ashmolean Museum w Oxfordzie). Sugestywność ujęcia postaci, szczegółów pozy i wyrazu twarzy przemawiają za powstaniem dzieła jeszcze za życia Stanisława, w krótkim czasie po jego powrocie z Włoch w r. 1633, a przed wyjazdem do Kamieńca, zapewne w następnym roku. Stanisław był więc wtedy w wieku 22-23 lat, czemu nie przeczy jego malarska podobizna. Łacińską inskrypcję uznać wypada za późniejszą, umieszczoną już po śmierci Stanisława, kiedy wiadomo było, że to jego ojciec, który go przeżył, jest „ultimus yirorum de Tenczyn”.

[Polecam] Polityka niemiecka wobec Warszawy – Centrum Badań nad Totalitaryzmami

https://obnt.pl/pl/aktualnosci/polityka-niemiecka-wobec-warszawy/

Na dwa miesiące przed wojną, w lipcu 1939 r. na Międzynarodowym Kongresie Urbanistycznym w Sztokholmie polscy delegaci uzyskali poufne informacje o nominacji niejakiego Pabsta na naczelnego architekta Warszawy z dniem 1 października.

Faktem jest, że bombardowanie stolicy we wrześniu 1939 r. dokonywane było według przygotowanego zawczasu planu. Zostało to dowodnie wykazane w memoriale zredagowanym przez znakomitego historyka sztuki i znawcę Warszawy Alfreda Lauterbacha na krótko przed jego zamordowaniem 19 listopada 1943 r.

Kradzież państwa AD. 1066

Gdy w 1066 roku król Edward Wyznawca zmarł, możnowładca Harold za zgodą wiecu został królem Haroldem II.

H. musiał w jednym roku stawić czoła aż dwóm inwazjom pretendentów do korony angielskiej (norweskiej i normańskiej).

Co prawda 25 września 1066 roku pod Stamford Bridge skutecznie obronił koronę Anglii przed królem Norwegii Haraldem III Surowym, jednak 14 października 1066 roku musiał ulec na polach pod Hastings księciowi normańskiemu Wilhelmowi – ginąc od strzały (lub według innych źródeł: rozsiekany przez normańskich rycerzy).

Czytaj resztę wpisu »

Cenzura carska w powieści Gyorgy Spiro

Fragment powieśći Gyorgy Spiro, Iksowie, której akcja toczy się w Królestwie Polskim po roku 1815:

W tych uroczystych dniach i tygodniach Bogusławski nie przejmował się, że już nie on stoi na czele teatru, niech teraz Osińskiego boli o to głowa. Trzy dni trwały próby nad Jadwigą, do której Kurpiński napisał muzykę, a Niem­cewicz tekst, potem próby trzeba było zawiesić, gdyż ktoś wpadł na to, iż w sztuce jest mowa o unii polsko-litewskiej, a teraz nie był to temat zbytnio na czasie. Jednocześnie po kilku próbach zawieszono prace nad OtellemMak­betem: w jednej sztuce doszło do uduszenia, a w drugiej do królobójstwa.

Dlaczego cenzura carska tak stanowczo zareagowała? Otella i Makbeta odebrano bowiem jako aluzję do okoliczności śmierci Pawła I, ojca panującego wówczas Alekksandra I:

Czytaj resztę wpisu »

[Polecam] Najnowszy numer Teologii Politycznej Co Tydzień / Inteligenzaktion

Już-stara reklama… z 1995 roku

reklama

Muzyczne tornado w Warszawie – 28 września 1865

moniuszko20fotografia20cbn_4905342

Stanisław Moniuszko, fotografia. Źródło: Biblioteka Cyfrowa Polona

O muzyce Szopena Robert Schumann napisał, że to armaty ukryte w kwiatach. Trzymając się tego rodzaju porównań można powiedzieć, że w Warszawie 28 września 1865 roku eksplodowała muzyczna bomba atomowa. W samym środku spacyfikowanego Królestwa Polskiego, ledwo rok po egzekucji przywódców powstania styczniowego widzowie zobaczyli na scenie Opery obóz zwycięskich polskich żołnierzy sprzed półtora wieku, bohaterowie aluzjami śpiewali o matce-ojczyźnie i wspominali dawne bohaterskie czasy. Taką siłę rażenia miał Straszny dwór Stanisława Moniuszki i Jana Chęcińskiego.


Przed premierą Kurjer Warszawski 28 września 1865 r. (nr 220) informował jedynie:

Dziś nowa opera Moniuszki Straszny dwór. W liczbie pięknych sytuacji tej opery, najwięcej zdaje się posiada takowych akt 3ci pomienionego dzieła, jest w nim bowiem kilka scen żywych a dowcipnych, prawdziwie zainteresować mogących słuchaczy. Obok tego są różne zajmujące szczegóły, jak zegar starożytny grający, prześlicznym odzywający się kurantem, tajemnicze szafy; i maszynerja przyszła tu w pomoc Oświecenie Xiężycem twarzy młodziana (P. Dobrski) podczas gdy tenże zadumany oparty stoi w oknie, niezwykły wywołuje efekt. Całe nareszcie dzieło pełne, jest zalet muzycznych, a jako utwór dramatyczny odznacza się dobrem librettem stopniowo pobudzającem ciekawość. — Libretto do nowej opery P. Moniuszki Straszny Dwór, napisane przez P. Chęcińskiego, jest do nabycia we wszystkich Kięgarniach, oraz przy wejściu do Teatru.

Czytaj resztę wpisu »

[link – Retronaut] Znane i mniej znane zdjęcia polskich pilotów z drugiej wojny światowej.

Ekipa portalu Retronaut zawsze znajdzie ciekawe zdjęcia z przeszłości – a to z lat 30-tych, a to majace już wartość historyczną zdjęcia z lat 70-tych i 80-tych. Jednak aktualny wpis to miód na moje serce: zdjęcia polskich żołnierzy RAF 🙂 Zapraszam do odwiedzania tej zacnej inicjatywy.

http://mashable.com/2016/07/02/polish-airmen/#JLPgfvXn4mqh

[Link] Wood That Went To War – rzecz o konstrukcji angielskich żaglowców.

Coś dla miłośników żaglowców z okresu wojny o niepodległóść Ameryki oraz wojen napoleońskich i namiętnych czytelników prozy Forestera i O’Briena:

http://www.thedearsurprise.com/wood-that-went-to-war/

p_war_wood2_5

 

 

 

[Cytat] O współpracy bolszewicko-niemieckiej w 1920 r.

Źródło: Dwa bratanki. Dokumenty i materiały do stosunków polsko-węgierskich 1918–1920, Wybór i opracowanie Endre László Varga, Naczelna Dyrekcja Archiwów Państwowych
https://www.archiwa.gov.pl/files/dwa_bratanki.pdf

— — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — —

4 czerwca 1920 r. – a więc niespełna tydzień po domniemanym podpisaniu tego uk­ładu – w referacie Oddziału II Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego, prze­sła­nym do Adiutantury Generalnej Naczelnego Wodza znalazło się sformułowanie: „Niemcy pozostają w ścisłym kontakcie z Moskwą. […] Istnieje tajny układ pomiędzy rządem sowieckim a rządem niemieckim. Pertraktacje prowadził [Karol] Radek w Berlinie, który przywiózł od Lenina zobowiązanie utworzenia rządu koalicyjnego, co umoż­li­wi­ło­by użycie armii Guczkowa (syna), która za zgodą rządu niemieckiego organizuje się w Niemczech. […] W Królewcu istnieje biuro zaciągowe do armii bolszewickiej. Żoł­nie­rze zaciągnięci otrzymują na rękę 1000 rubli i zobowiązują się do służby 10-mie­sięcz­nej. […] 2 maja przeleciało nad Warszawą 8 zeppelinów w kierunku na Moskwę. Według poprzedniej umowy między przedstawicielami firmy niemieckiej »Michler & Co« w Ber­li­nie i przedstawicielem sowieckiego komisariatu handlu zagranicznego, firma »Michler« zobowiązała się dostarczyć Rosji w najbliższym okresie 6 zeppelinów o pojemności 100 ton każdy. Pierwszy transport miał wyruszyć między 15 a 20 maja z Hamburga i miał być ładowany aparatami telegraficznymi”.

Wiele jest faktów potwierdzających wolę wypełniania przez Niemcy i bolszewicką Rosję postanowień owego układu. Świadczyły o tym liczne dowody współdziałania rosyjsko-niemieckiego na pograniczu Prus Wschodnich w sierpniu 1920 r. Niedwu­znacznie wskazują one, że nie były to odosobnione wypadki wymuszone przez oko­licz­ności wojenne, ale realizacja wcześniejszych postanowień zawartych w tym układzie.

Druga część układu, tajna, miała – według odpisu przejętego przez wywiad węgierski – zawierać postanowienia na wskroś polityczne, w tym deklaracje sowieckie nieuzna­wania powojennych traktatów pokojowych, w zamian za co zobowiązywała Niemcy do zachowania neutralności w konfliktach zbrojnych toczonych przez bolszewicką Rosję, co sprowadzało się do nieprzepuszczania pomocy wojskowej do Polski. Z drugiej stro­ny, Niemcy wyrażały zgodę na służbę kontraktową w Armii Czerwonej ponad 250 wyż­szych oficerów wojskowych i specjalistów, dostarczanie surowców i materiałów wo­jen­nych po ustanowieniu wspólnej granicy. Sowieci deklarowali również respektowanie niemieckich granic sprzed sierpnia 1914 r. – czyli faktycznie planowali ponowny roz­biór Polski. Oba kra­je gwa­ran­to­wa­ły nietolerowanie na swym terenie propagandy przeciwko sobie. Dlatego w innym raporcie wywiadowczym Oddziału II NDWP z 28 lipca 1920 r. jest mowa o tym, że:
„1. Gurtych wręczył 22 lipca [1920] Koppowi papiery upełnomocniające Koppa do zawarcia sojuszu wojenno-politycznego pomiędzy sowietami a Niemcami.
2. 20 lipca wyjechała z Berlina do Moskwy misja niemiecka wojenno-dyplomatyczna z gen. von Koschem na czele.
3. 23 lipca wyjechała z Moskwy via Rewel do Berlina komisja wojskowa [sowiecka] z gen. Parskim z poleceniami charakteru operacyjno-dyplomatycznego”.

Obie cytowane informacje korespondują z treścią dokumentu opublikowanego w ni­niej­szym tomie, którego pierwsza część wynegocjowana zapewne w kwietniu i maju 1920 r. miała głów­nie charakter gospodarczy, natomiast druga część, datowana na początek lipca 1920 r., stanowiła rozwinięcie pierwszego i zawierała klauzule charak­te­rys­tyczne dla układu polityczno-wojskowego.

Informacje o obu przytoczonych traktatach (układach), zawierające nawet stresz­czenie ich głównych postanowień, nie pozostawały nieznane współczesnym polity­kom. Profesor Janusz Cisek opublikował w 2010 r. raport chargé d’affaires Sta­nów Zjed­no­czonych w Budapeszcie – Ulyssesa Grant-Smitha, z 7 września 1920 r., w którym szczegółowo omówiono oba traktaty sowiecko-niemieckie. Swą wiedzę Amerykanin czerpał zapewne z tego samego węgierskiego źródła, dzięki któremu odpis posta­no­wień wymienionej umowy znany był wywiadowi węgierskiemu.

Natomiast w dotychczasowych opracowaniach nie był dotąd publikowany dokument zawierający samą treść traktatu, czy to w oryginale, czy w formie odpisu bądź obszer­nego streszczenia. Dlatego dokument odnaleziony i opublikowany przez Endre László Vargę jest pierwszym – najpełniejszym jak dotąd – dowodem jeśli nie zawarcia, to prawdopodobnie negocjowania traktatu sowiecko-niemieckiego w 1920 r. Poszu­ki­wa­nie oryginału owej umowy w niemieckim archiwum w Koblencji nie dały dotąd pozy­tyw­nego rezultatu, przez co nie można potwierdzić prawdziwości jego zapisów, co nie podważa ani wiarygodności dokumentu, ani nie neguje samego zawarcia traktatu, ani tym bardziej prowadzonych negocjacji.

Zdekompletowanie i rozproszenie (w wyniku II wojny światowej) polskich archiwaliów dyplomatycznych i wojskowych z 1920 r. nie pozwala niestety na stwierdzenie – czy i kiedy – informacja ta (ze źródła węgierskiego) została przekazana stronie polskiej. Z jednej strony wiemy, że węgierski wywiad wojskowy przekazywał stronie polskiej istotne informacje o bolszewickim zagrożeniu i w wielu dziedzinach wspierał polskie działania wywiadowcze, z drugiej brak jest potwierdzenia uzyskania z Węgier infor­macji o treści traktatu sowiecko-niemieckiego.

W tym czasie prasa niemiecka przygotowywała społeczeństwo do swoistego odwró­cenia sojuszy (czy raczej nawiązania do układu w Brześciu) i ukazywała Armię Czer­woną jako „olbrzyma” gromiącego Wojsko Polskie, „olbrzyma” wyzwalającego „Ger­ma­nię” spętaną wersalskimi łańcuchami. Generał Hans von Seekt, dowódca Reichs­wehry, zaś w dokumen­cie „Najbliższe polityczne zadania Niemiec”, przed­sta­wia­jąc 26 lipca 1920 r. aktu­alną sytuację polityczną, stwierdził: „[…] pełne zwycięstwo Rosji nad Polską nie może już być podawane w wątpliwość”.

Wiemy również, że na spotkanie Armii Czerwonej została wysłana z Berlina do Prus specjalna delegacja rządowa. Potwierdzeniem niemieckiej woli nawiązania „robo­czych” kon­tak­tów z Armią Czerwoną jest przejęty przez polski radiowywiad i poddany dekryptażowi szyfrogram dowódcy 12. Dywizji Strzeleckiej z 3 sierpnia 1920 r., infor­mu­jący, że: „Do sztabu 34. Brygady Strzeleckiej w Kolnie przybyła niemiecka dele­ga­cja rządowa z Berlina […]”.

A wydawana w Moskwie „Prawda” 14 sierpnia 1920 r. deklarowała, iż po zwycięstwie nad Polską wszystkie niemieckie tereny „oderwane” od nich po 1918 r. zostaną zwró­cone Niemcom.

Wszystkie cytowane doku­menty polskiego wywiadu, a także stwierdzone w sierpniu 1920 r. liczne przykłady współdziałania sowiecko-niemieckiego na pograniczu Prus Wschod­nich, zdają się niedwuznacznie wskazywać na istnienie porozumienia, jeśli nie sojuszu Nie­miec i bolszewickiej Rosji. Niemniej odnalezienie wspomnianego doku­mentu, nawet jeśli był on tylko podpisanym (ale nie ratyfikowanym) i nie wpro­wa­dzo­nym w pełni w życie doku­men­tem, stawia go logicznie w szeregu umów sowiecko-niemiec­kich, począwszy od traktatu brzeskiego, przez ten właśnie (nazwijmy go) „pakt berliński”, układ z Rapallo (z 1922 r.), układ berliński z kwietnia 1926 r., aż po układ Ribbentrop–Mołotow z sierpnia 1939 r.; należałoby więc się zgodzić z konkluzją za­wartą w cytowanym wcześniej raporcie polskiego wywiadu wojskowego: „[…] gdyby nie załamanie się ofensywy bolszewickiej [po Bitwie War­szaw­skiej], ujawnione współ­dzia­ła­nie Niemców z bolszewikami rychło przekształciłoby się w ścisły sojusz, skutki którego dałyby się groźnie we znaki nie tylko, państwu polskiemu, lecz i całej Europie”.

Staszic raz jeszcze, czyli Stanisław S. na Krywaniu (2494 m)

Z poprzedniego wpisu wiemy, że Stanisław Staszic nie chciał – zresztą zupełnie zgod­nie z prawem – przyznać wdowie emerytury po jej zmarłym 14 lat wcześniej mężu. Nie wszyscy natomiast wiedzą, że był on także podróżnikiem i przyrodnikiem. W trak­cie jednej ze swoich wypraw dotarł na jeden z najpiękniejszych, moim zdaniem, szczytów Tatr. 🙂 Z tej ekskursji pozostawił relację, którą znalazłem w publikacji: Dzien­nik podróży Stanisława Staszica, 1789-1805, z rękopisów wydał Czesław Leśniewski, w Krakowie nakładem Polskiej Akademii Umiejętności, 1931, s. 419

Dnia 8 sierpnia 1805 wyjachałem z rana z Ważca nad wszczątkiem rzeki Wach w góry na Krywan. Mila od podgórza. W górę szedłem drogą robioną do bań [czyli kopalń] srebra. Na górze stanąłem 12:11. Na dole pogoda, wierzch góry w chmurach. Barometre spadł do 21 calów i 1 linia i 4/12 linii [upraszczając: około 535 mm słupka rtęci; czyli 714 hektopaskali], thermometre spadł 9 calów wiedeński, a paryski 10 calów.

Komentarze w nawiasach „kwadratowych” pochodzą od Bestiariusza

Stanisław Staszic informuje wdowę, że pensyi emerytalnej nie będzie!

Kommisya
Ustanowiona do rozpoznania prośb o pensye emerytalne.

Na proźbę Pani Anny Trzcińskiey Wdowy po pułkowniku dawnych Woysk polskich do Zięcia Namiestnika Królewskiego w d. 18 Lipca r.b. podaną, a Sobie do załatwienia nadesłanej; oświadcza podaiącej iż gdy według własnego Jey zeznania od lat 14. męża postradała, przeto stosownie do przepisów Dekretu Nayiaśnieyszego Pana o pensyach emerytalnych w d. 4/16 Lipca 1817 zapadłego, niekwalifikuie się do pensyi emerytalney.

w Warszawie na posiedzeniu dnia 9. Października 1819.
w zastępstwie Ministra Prezydiuącego
Radca Stanu

03_0001

Źródło: Zielonogórska Biblioteka Cyfrowa – link

Takiej treści decyzję, podpisaną przez znanego nam z zupełnie innej działalności Stanisława Staszica, otrzymała Anna Trzcińska, wówczas wdowa po jakimś pułkowniku Trzcińskim.

Z treści wynika, że kluczowe było (co sama wdowa przyznała), że w momencie wystąpienia o świadczenie upłynęło 14 lat od śmierci jej małżonka. Zaciekawiło mnie wobec tego jakie warunki trzeba było spełnić, aby można było się ubiegać o pensye emerytalną. Pismo jest lakoniczne, więc postanowiłem dotrzeć do przepisów, które urzędnik powołał w tym piśmie, czyli dekretu o pensyach emerytalnych.

Nie będę udawał, że wymagało to wielkiego wysiłku, ponieważ po pobieżnym przejrzeniu kolejnych tomów Dziennika Praw Królestwa Polskiego, w Dz. Urz. K. P. t. 3 na stronie 389 znalazłem dekret opisany w spisie treści jako Temczasowe postanowienie względem pensyi emerytalnych i szczególnych nagród. w Petersburgu dnia 4/16 lipca 1817 r. Jest to prawdopodobnie jedyny akt prawny o takiej tematyce, który opublikowano w tym okresie.

Dekret ten ustala jak ma być organizowany fundusz wypłat rent, jakie środki budżetowe są na niego przeznaczone oraz jak ma przebiegać badanie wniosków o pensye. Z aktu tego wynika, że pensye emerytalne mogły być przyznane za co najmniej dwudziestoletnią służbę publiczną (i wojskową):

Dwadzieścia lat nieprzerwaney słuyżby publiczney nadaje Urzędnikowi lub Officyaliście prawo do uzyskania pensyi emerytalnej (art. 11).

W kolejnych artykułach zawarto wyjątki, które stosowały się do sytuacji, gdy przerwa w służbie nastąpiła bez żadney własney winy (art. 12) lub gdy urzędnik stracił zdrowie czy podpadł prawdziwemu kalectwu przed upływem 20 lat (art. 17).

Przepis wskazywał, że służba:

w iakieykolwiek bądź epoce pełniona, ma bydź uważana iako daiąca prawo do zasłużenia na emeryturę, skoro Urzędnik lub Officyalista sprawował obowiązki swoie w obrębie kraiów dzisieysze Królestwo Polskie składaiących, i dotąd one sprawuje. (art. 13)

W przypadku naszej wdowy powyższe przepisy należy odczytywać w zwiażku z artykułem 18, który stanowił, że:

Jeżeli pobieraiący emerytalną pensyą, albo maiący do niey prawo Urzędnik lub Officyalista, zostawi po zgonie swoim wdowę (…) naonczas wdowa brać będzie połowę tey emerytalney pensyi iaka iemu udzielona została.

Ponadto art. 19 wskazuje kiedy ta połowa ma być dzielona między wdowę, i małoletnie dzieci.

Dekret wskazywał także w jakich okolicznościach nie można było takiej emerytury przyznać:

Nie maią żądnego do udziału pensyi emerytalney prawa, wdowy pozostaiące po emerytach, którzy ożenili się w roku 60. weku swego. Niemaią go również i te które weszły w związki małżeńskie z emerytami wtedy kiedy ci już uzyskali pensyą emerytalną. Traci zaś rzeczone prawa każda wdowa, skoro w nowe śluby małżeńskie weydzie. (art. 22)

Konkluzje:

1.

Dekret wszedł w życie w 1817 r. i oczywistym jest, że zmarły nie mógł w momencie śmierci pobierać nieustanowionej jeszcze emerytury, ani nie posiadał uprawnień do wystąpienia o nią. W momencie wejścia w życie prawa nie sprawował funkcji, która uprawniała do emerytury. Umarł 14 lat wcześniej i Pani Trzcińska owdowiawszy nie mogła nabyć takiego prawa.

2.

Każdy zauważy, że wymogi które należało spełnić by uzyskać pensyą emerytalną były bardzo rygorystyczne. Nawet gdyby pułkownik Trzciński umarł już po wejściu w życie dekretu należałoby zbadać, czy przepracował on bez żadnych przerw dwadzieścia lat w służbie publicznej lub czy w trakcie tej służby – a przed upływem dwudziestu lat – nie zachorował. Zauważmy, że na pewno nie przyznano by emerytury, gdyby część/całość dwudziestu lat służby miała miejsce poza granicami Królestwa Polskiego w jego granicach obowiązujących po 1815 r. (na przykład na innych obszarach I Rzeczypospolitej, czy gdyby nasz Trzciński służył jako żołnierz w okresie wojen napoleońskich gdzieś na obszarze Europy lub poza nią: np. na Santo Domingo). Natomiast nie była przeszkodą służba w iakieykolwiek bądź epoce pełniona, o ile oczywiście miała miejsce na obszarze Królestwa kongresowego. Jak widać nie stawiało to w gorszej sytuacji tych, którzy zdążyli się „załapać” na służbę np. urzędach Księstwa Warszawskiego.

3.

Trzcińscy bardzo mnie zaciekawili, ale niestety nie wiemy ani skąd wdowa pochodziła oraz gdzie zmarł jej małżonek. Fizycznie niemożliwe było odnalezienie tych osób, a spisy szlachty zawierały wielu Trzcińskich pieczętujących się różnymi herbami.

A newe mape of Poland (1626)

https://polona.pl/item/5505221/0/

neuv5.jpg

nev2.jpg

neuv3

neuv4

neuve map

 

 

 

 

 

 

 

[Link] Zapisy Terroru

„Zapisy Terroru” to jeden z największych zbiorów świadectw ludności cywilnej okupowanej Europy. Publikujemy tu protokoły przesłuchań świadków – obywateli polskich, którzy po II wojnie światowej składali zeznania przed Główną Komisją Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce.

http://www.zapisyterroru.pl/dlibra

[LINK] Jerzy Kukuczka – zdigitalizowane archiwum rodzinne.

21.10.1987

List Jerzego Kukuczki do papieża Jana Pawła II po zdobyciu Korony Himalajów. 28.10.1987

 

Taternik, alpinista, himalaista. Drugi na świecie człowiek, który zdobył Koronę Himalajów i Karakorum. Urodzony 24 marca 1948 w Katowicach. Nie trudno domyśleć się, że chodzi o Jerzego Kukuczkę. Zapraszamy do obszernego archiwum poświęconego legendzie światowego formatu. Zdjęcia, notatki, telegramy, pisma, to wszystko można znaleźć w prywatnej kolekcji poświęconej panu Jerzemu.

Archiwum rodzinne – fotografie

Archiwum rodzinne – dokumenty

Wśród tych dokumentów ciekawym świadectwem rodzenia się górskiej pasji: kopia książeczki Górskiej Odznaki Turystycznej PTTK należąca do szesnastoletniego Jerzego Kukuczki http://www.sbc.org.pl/dlibra/publication?id=148032&tab=3

[Dawne mapy] A plan of the city of Warsaw, rok 1771

bez tytułu

bez tytułu2

Źródło: Google Earth

Dzisiaj Warszawa z XVIII wieku.

Mapa, jak widać po porównaniu jej fragmentów ze współczesnymi planami Warszawy (nałożyłem ją w tym celu jako warstwę w programie Google Earth), była starannie przygotowana – zachowane są odległości między charakterystycznymi budynkami Stolicy, przebieg ulic czy charakterystyczne elementy topograficzne – w okolicach Pałacu Kazimierzowskiego w znakomity sposób „wykreskowano” skarpę.

https://polona.pl/item/7983603/0/

 

PS. Zapraszam do zapoznania sie również z innymi wpisami (mniej lub bardziej zwiazanymi z Warszawą): https://bestiariusz.wordpress.com/tag/warszawa/

MCMLXXXIX

Zawsze gdy słyszę kogoś mówiącego z niezachwianą pewnością, że 4 czerwca ’89 odzyskaliśmy wolność, a PRL-owskie służby skapitulowały, przypominam sobie tych trzech kapłanów. Zostali zamordowani w 1989 r., już po rozmowach w Magdalence. 21 stycznia – ks. Suchowolec, 30 stycznia – ks. Niedzielak, a ks. Zych – 11 lipca, czyli już po rzekomo wolnych wyborach.

Za swojego życia byli dla „władzy” obrazą: ks. Niedzielak pielęgnował pamięć o Katyniu; ks. Suchowolec był kapelanem „Solidarności” w Białymstoku oraz opiekował się rodziną ks. Popiełuszki, a ks. Zych był duszpasterzem młodzieży. Można się tylko zastanawiać, jak wyglądałaby Polska, gdyby ją kształtowali ludzie im podobni.

+
Requiem aeternam…

18 maja 1944 i Aleksander Żabczyński – aktor, amant i artylerzysta.

1.

Aleksander Żabczyński grał w filmach z prawie wszystkimi sławami przedwojennego kina: Jadwigą Smosarską, Mieczysławą Ćwiklińską, Iną Benitą, Mirą Zimińską, Norą Ney, Lodą Halamą, Józef Orwidem, Antonim Fertnerem, Adolfem Dymszą, Ludwikiem Sempolińskim czy Stanisławem Sielańskim.

Niewielu wie, że ten aktor był również żołnierzem artylerii i wziął udział w bitwie po Monte Cassino. W odróznieniu od wielu swoich kolegów (i koleżanek) aktorów nie zaznał gorzkiego losu okupacji sowieckiej i niemieckiej (por. „Zaduszki filmowe, czyli Ja tu rządzę (1939 r.), ponieważ – zmobilizowany we wrześniu 1939 roku – przeszedł dłu­gą drogę polskiego żołnierza: od wrześniowych bezdroży, przez obozy dla inter­no­wa­nych na Węgrzech, Francję, Anglię, Bliski Wschód oraz Italię. Po wojnie postanowił wrócić do „ludowej” Polski. Z tym powrotem do kraju wiąże się wzruszajaca historia, która dotyczy również obchodzonej dzisiaj rocznicy zakończenia bitwy pod Monte Cassino:

«Jesienią 1956 roku nastała w Polsce polityczna odwilż i stalinowskiego pre­zy­denta Bieruta zastąpił sekretarz Gomułka. W Gdańsku pełnym głosem mógł śpiewać studencki Bim Bom, a w Warszawie STS, w księgarniach po­ja­wił się „Zły” Leopolda Tyrmanda. W Sali Kongresowej przygotowano wielką muzyczną galę: „Serce w plecaku”. O niezwykłości wydarzenia świadczył repertuar. Znalazły się tam pieśni powstańcze i piosenki partyzanckie, utwory historyczne i współczesne. Pierwszą część koncertu miały zakończyć słynne „Czerwone maki na Monte Cassino” w wykonaniu ukochanego przez widzów Aleksandra Żabczyńskiego.

Ryszard Wolański w monografii Aleksander Żabczyński. Jak cudne są wspom­nie­nia relacjonuje to tak: „Żabczyński podchodzi wolnym krokiem do mikro­fonu. Z opuszczoną głową wsłuchuje się w ostatnie takty wstępu. Gdy orkiestra cichnie, Rachoń przez ramię spogląda na niego i daje mu znak, aby zaczynał. Ten milczy i dalej stoi z pochyloną głową. Przez chwilę wyglądało to, jakby wymienili spojrzenie, więc znowu orkiestra zaczyna grać wstęp. Gdy Rachoń dał znak na wejście, wtedy Żabczyński podniósł głowę i po­wie­dział:
Przepraszam. Nie zaśpiewam tego. Nie mogę. Mam ich wciąż przed oczami.
I wyszedł za kulisy speszony, wzruszony”.

Dalszy ciag tekstu na stronie http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/207171,druk.html, a w nim, między innymi, o życiu Żabczyńskiego w „nowej Polsce” do której wrócił po wojnie.

Film dokumentalny Już mnie nie zapomnisz:

2.
Jak ślepcy nie najkrótszą z dróg
Błądzimy przez kontynent
Niejeden z nas zapomnieć mógł

Ojczyznę jak dziewczynę

Czytaj więcej na: [link] Leszek Czajkowski – Monte Cassino (1996)

 

[polecam] Artykuł o przelocie kapitana Skarżyńskiego nad Atlantykiem

http://www.polska-zbrojna.pl/home/articleshow/19330?t=83-lata-temu-kpt-Skarzynski-przelecial-nad-Atlantykiem-

Bez łodzi ratunkowej, spadochronu i radia, za to w odświętnej marynarce – w 1933 roku kapitan Stanisław Skarżyński jako pierwszy Polak przeleciał nad Atlantykiem.

W polskim samolocie RWD-5bis pokonał 3852 kilometry z Saint Louis w Afryce Zachodniej do Maceió w Brazylii. Ważący niespełna 450 kilogramów RWD-5bis jest najmniejszym samolotem, jaki do tej pory pokonał Atlantyk.

oraz http://ilot.edu.pl/skarzynski

Wrto pamiętać, że kpt Skarżyński:

W sierpniu 1939 został skierowany do Rumunii jako zastępca attaché lotniczego, gdzie organizował przerzuty polskich lotników do Francji. Następnie w 1940 sam się tam przedostał i brał udział w organizacji lotnictwa polskiego. Po upadku Francji kierował ewakuacją polskich pilotów z St Jean de Luz do Wielkiej Brytanii, gdzie został mianowany komendantem Polskich Szkół Pilotów w Hucknall i nastêpnie w Newton. Na jego prośbę, skierowano go do odbycia tury lotów bojowych jako Dowodca Bazy Lotniczej RAF Lindholme i pilota w polskim 305 Dywizjonie Bombowym.

 

[Polecam] This is Sparta… This is Poland!

TVP zaprezentowała nowy spot, stworzony z okazji Dnia Flagi (2 maja). To naprawdę mocny spot. Świetna realizacja i – to nie zarzut – mam wrażenie, że twórcy inspirowali się filmem „300” Franka Millera.

Chwyta za serce:

[Polecam] Jacek Kowalski o pieśni konfederatów barskich i konstytucji z 3maja 1791 r.

http://korabita.salon24.pl/708447,dlaczego-piesn-konfederatow-zabrzmi-3-v-o-19-30-na-starym-rynku-w-poznaniu

 

(…)

Bo konfederację w sercach się nosi, zaś nieprawdą jest – bo obelgą jest – jakoby grono konfederatów barskich złożyło się na późniejsze grono targowiczan likwidujących (niechcący, ale to nie znaczy: niewinnie) Pierwszą RP oraz (chcący) Konstytucję 3 maja z przyległościami.

Otóż nie.

Obrady Sejmu Czteroletniego otwierał sam inicjator konfederacji barskiej, bp Adam Krasiński (i otwierał właśnie dlatego, że uosabiał walkę o niezawisłość!), zaś jednym z filarów tzw. stronnictwa patriotycznego podczas obrad tegoż sejmu był Józef Wybicki, dawny konfederat barski (że poza tym mason, i nie on jeden, cóż poradzić), sam zaś taki Stanisław Staszic sławił konfederatów barskich.

(…)

23 IV 1996

Andrzej Gelberg:

Gdy wojska rosyjskie pacyfikowały Grozny i rozpoczynała się krwawa wojna o niepodległość Czeczenii ? opublikowaliśmy na naszych łamach list Herberta do prezydenta Dżohara Dudajewa, pod którym potem podpisało się bardzo wiele osób.
http://www.wdq.home.pl/herbert/herbert17.htm

Zbigniew Herbert
LIST DO DUDAJEWA

Panie Prezydencie!
W dramatycznych dniach, jakie przeżywa Niepodległa Republika Czeczenii, przesyłamy na Pana ręce, Panie Prezydencie, wyrazy solidarności oraz naszego pełnego moralnego poparcia.
List ten piszą do Pana osoby młode i stare, emeryci i studenci, przedstawiciele różnych warstw społecznych i zawodów – pisarze, artyści, lekarze, duchowni, prawnicy, robotnicy i dziennikarze.
Są wśród nas tacy, którzy wierzą w Boga, i tacy, którzy wierzą w ludzką sprawiedliwość – ale wszystkich nas łączy głębokie przekonanie, że rozstrzyganie sporów międzynarodowych za pomocą siły jest przejawem barbarzyństwa, a triumfy gwałtu, bezprawia, zniewolenia są krótkotrwałe, złudne i nikczemne.
Polacy doświadczyli w historii wielu klęsk i upokorzeń. My także toczyliśmy przez długie dziesięciolecia samotną walkę o elementarne prawo do wolności, prawo do życia w godności, sprawiedliwości i bezpieczeństwie.
Walczyliśmy podobnie jak Wy w przeraźliwej pustce otaczającego nas świata, a rządy bogatych, demokratycznych i potężnych państw zarzucały nam, że burzymy ustalony porządek, dopuszczamy się bandytyzmu, anarchizujemy ustaloną równowagę sił. W oczach ludzi obojętnych i sytych oprawcy grali rolę ofiar.
Nie jesteście sami. Nasz podziw i szacunek budzą ci wszyscy odważni i mądrzy Rosjanie, którzy protestują głośno na ulicach i placach rosyjskich miast przeciw swemu rządowi, który zaryzykował, oślepiony jeszcze mitem imperium, agresję w Czeczenii. Zarówno my, jak i oni wiemy dobrze, że ten, który narzuca niewolę bliźniemu, sam staje się niewolnikiem.
Wierzymy w Wasze męstwo, bezprzykładną ofiarność i słuszność Waszej sprawy. Wolna Czeczenia jest tylko sprawą czasu.
Niechaj Wszechmocny da Wam siłę i wytrwałość. Ludzie dobrej woli są po Waszej stronie.

Cytat za: swit.mobile.salon24.pl/230262,herbert-do-dudajewa

19 IV 1943 – „Pomścimy zbrodnie Oświęcimia, Treblinki, Bełżca, Majdanka!”

http://www.fzp.net.pl/shoa/68-rocznica-powstania-w-getcie-warszawskim

Przez blisko miesiąc warszawskie getto prowadziło bój z wojskami niemiec­kimi. (…) Drugiego lub trzeciego dnia powstania nad get­tem na Placu Muranowskim zawisły dwie flagi: biało-czerwona i biało-niebieska.

(…)

W trakcie walk w getcie ŻOB skierowała do Polaków apel, kolportowany po aryjskiej stronie, w którym pisano m.in.: „Polacy, Obywatele, Żołnierze Wol­ności. () Wśród dymu pożarów i kurzu krwi mordowanego getta Warszawy – my więźniowie getta, ślemy wam bratnie serdeczne pozdrowienia. Wiemy, że w serdecznym bólu i łzach współczucia, że z podziwem i trwogą o wynik tej walki przyglądacie się wojnie, jaką od wielu dni toczymy z okrutnym okupantem. Lecz wiedzcie, że każdy próg getta, jak dotychczas, tak i nadal będzie twierdzą, że możemy wszyscy zginąć w tej walce, lecz nie poddamy się, że dyszymy, jak i wy, żądzą odwetu i kary za wszystkie zbrodnie wspólnego wroga. Toczy się walka o naszą i waszą Wolność. O wasz i nasz – ludzki, społeczny, narodowy – honor i godność. Pomścimy zbrodnie Oświę­cimia, Treblinki, Bełżca, Majdanka! Niech żyje braterstwo broni i krwi walczącej Polski!”.

Umieszczony na samej górze strony izraelski znaczek z roku 2013 nawiązuje własnie do wspomnianego w cytacie epizodu powstania w getcie warszawskim, czyli umiesz­cze­nia żydowskiej i polskiej flagi na budynku przy Muranowskiej 7–9. Flagi wywiesili żołnierze zapomnianej przez wiele lat organizacji — Żydowskiego Zwiazku Wojsko­wego. Zapomnianej, bowiem nie była, w odróżnieniu od ŻOB-u w smak nowym władzom, zainstalowanym po 22 lipca 1944 r.

W artykule ZAPOMNIANI ŻOŁNIERZE (aut. Maciej Kledzik, Rzeczpospolita z 12 czerwca 2004 r.) http://polish-jewish-heritage.org/Pol/june_04_wojskowy.htm napisano:

Przez pół wieku fałszowano w Polsce Ludowej historię żydowskiego ruchu oporu o korzeniach niekomunistycznych w okresie okupacji niemieckiej.
Ze szczątkowych informacji i zapisków pozostawionych przez kilka osób, które przeżyły powstanie w getcie warszawskim, doczekały oswobodzenia w obozach koncentracyjnych lub ocalały w oddziałach partyzanckich, wyłania się obraz konspiracyjnej organizacji Żydowskiego Związku Wojskowego.
Trzy zachowane relacje potwierdzają, że miejscem pierwszego spotkania Żydów, którzy zdecydowali się utworzyć tajny związek w dwa miesiące po kapitulacji Warszawy, był szpital zakaźny św. Stanisława przy ulicy Wolskiej 37.

Oficerowie polskiej armii

Dawid Wdowiński w książce „And we are not saved” (New York 1963), kreśląc rodowód konspiracyjnej organizacji żydowskiej, cytuje relację kapitana WP Henryka Iwańskiego: „Pewnego dnia w listopadzie 1939 r. czterech młodych Żydów chciało zobaczyć się ze mną w szpitalu św. Stanisława przy ul. Wolskiej. Wszyscy byli oficerami polskiej armii: Dawid Moryc Apfelbaum w stopniu porucznika; Henryk Lifszyc, podporucznik; Białoskór, mgr prawa, i Kałmen Mendelson, wówczas podchorąży WP. Znałem Apfelbauma, służył wraz ze mną w jednym pułku podczas obrony Warszawy, wykazał się od­wagą i brawurą. Nie poszli do oficerskiego obozu jenieckiego. (…) Chcieli zorganizować młodzież żydowską. (…) W 1940 r. Mendelson zorganizował grupę 12 mężczyzn uzbrojonych w 4 pistolety. Przechowywali broń w piw­nicach domu Karmelicka 5”.
Kałmen Mendelson (Madanowski), jedyny z wymienionych oficerów żydow­skich, który ciężko ranny przeżył powstanie w getcie, przekazał po wojnie, że w grudniu 1939 r. z intendentem szpitala Janem Skoczkiem, „Wąsik”, spot­kali się oficerowie rezerwy WP – Mieczysław Apfelbaum, Leon Rodal, Henryk Lipczyc-Lipiński i dr Józef Celmajster. Mendelson napisał, że dobrze znany im Skoczek, który przed wojną pracował w żydowskim szpitalu na Czystem, „przyjął ich do konspiracji”, polecając zorganizowanie kół wojskowych w pół­nocnych dzielnicach miasta zamieszkanych przez ludność żydowską.

Należy też wspomnieć, że nawet w  środowiskach żydow­skich ŻZW było zapomniane przez wiele lat, a jako główny (jedyny) ruch oporu w getcie wymieniano ŻOB. W tym samym artykule Maciej Kledzik napisał:

W połowie kwietnia nastąpił rozłam między obiema organizacjami. Należy przypuszczać, że powodem była zbrodnia katyńska, silnie nagłośniona przez Niemców. Dowództwo ŻOB odmówiło wojskowego podporządkowania się ŻZW. Po wojnie ocaleli ŻOB-owcy ogłosili swoją historię powstania w getcie, bez udziału ŻZW.

Obecnie wiedza o ŻZW przebiła się „głównego nurtu”. Co ciekawe, w bardzo popularnym serialu Czas Honoru, Romek więzień getta (postać grana przez Piotra Żurawskiego), angażuje się w działalność podziemną właśnie w szeregach ŻZW.

Anno Domini DCCCCLXVI – Mysco dux baptizatur.

Przykład Polski ku przestrodze Norwegów (1940 r.)

Rok 1940.
Niemcy szantażują Norwegów przykładem Polski:

Dwa tygodnie przed zawarciem rozejmu fińsko-sowieckiego Hitler przygoto­wy­wał już inwazję na Norwegię i Danię. A kilka tygodni później, 5 kwietnia 1940, flota niemiecka z dziesięcioma tysiącami żołnierzy wypłynęła z północ­nych portów, aby podbić sąsiada Finlandii.
Tego samego dnia urzędnicy norweskiego Ministerstwa Spraw Zagra­nicz­nych otrzymali ozdobne zaproszenie z niemieckiego poselstwa na pokaz „po­ko­jo­wego filmu”. W zaproszeniu dopisano: „Obowiązuje strój wieczo­rowy”. Wielu szefów biur Ministerstwa przybyło w białych krawatach, za­cie­ka­wio­nych, co też Niemcy mogą im pokazać. Jednak zamiast filmu o pokoju zaprezentowano przerażający dokument z bombardowania Warszawy. Am­ba­sador Niemiec w mało subtelny sposób oznajmił, że film ten ukazuje, co grozi państwom opierającym się wysiłkom nazistów „broniących Niemcy przed Anglią”.

Z książki J. Michaela Cleverleya „Urodzony żołnierz” przedstawiającej życiorys Lauriego Allana Törni vel Larry’ego Thorne’a, fińskiego i amerykańskiego żołnierza w okresie II wojny światowej i wojny w Wietnamie.

Kaczmarski – Somosierra – Smoleńsk

Jak dziwnie plączą się losy, łączą się daty.

W Wigilię Wielkiej Nocy, 10 kwietnia 2004 r. po powrocie z kościoła włączyłem radio. Podano informację, że zmarł Jacek Kaczmarski. Artysta niewątpliwie kontrowersyjny, obrazoburczy, niezrozumiany, ale który – nie mogę zaprzeczyć – uczył mnie patriotyzmu.

W wielu momentach mojego życia, jego teksty przychodziły mi na myśl.

Sześć lat później, 10 kwietnia 2010 r. rano, stojąc obok dworca Gdańsk Główny, dowiedziałem o katastrofie Tu-154…

 

Mogę się domyślać, po której ze „stron” w Polsce po 2010 r. opowiedziałby się Jacek Kaczmarski. Nie jest to dla mnie istotne. Ale to właśnie on śpiewał, że walka o pamięć i o prawdę trwa zawsze.

Nie ten umiera co właśnie umiera
Lecz ten co żyjąc w martwej kroczy chwale
Więc ci co polegli – poszli w bohatery
Ci co przeżyli – muszą walczyć dalej

Ojciec Maksymilian i pogrzeb japońskiego posła (1933 r.)

W roku 1933 w Warszawie miał miejsce bardzo zaskakujący pogrzeb. Zmar­ły, Hiroyuki Kawai, był japońskim dyplomatą, którego śmierć spotkała w trakcie odbywania poselstwa w Rzeczypospolitej Polskiej.

HK - 1933 b

HK - 1933 c

HK - 1933

Mimo, że większość Japończyków nie była (i nie jest nadal) chrześcijanami, obrzęd miał charakter katolicki, bowiem pan Kawai przed śmiercią przyjął chrzest (jego małżonka była już wcześniej chrześcijanką). W wydarzeniu tym miał swój udział ojciec Maksymilian Maria Kolbe, który co prawda nie udzielał posłowi sakramentu chrztu, ale przeprowadził z nim kilka rozmów, które może przy­czy­niły się do tego wyboru. Nie było to dziwne, wszak w latach 1931—1935 zakon­nik przebywął w Japonii, w Nagasaki, co na pewno ułatwiło mu wczucie sie w men­tal­ność posła Kawai.

Z opisem tych wydarzenia oraz roli ojca Maksymiliana spotkałem się w dwóch źród­łach.

1. W książce Anny Nasiłowskiej, Wolny agent Umeda i druga Japonia, jej bohater Yoshiho Umeda (zm. w 2012 r.) wspomina pobyt swojego ojca Ryochu Umedy (1899—1961) w międzywojennej Polsce i opisuje to wydarzenie, w którym jego ojciec brał udział:

Pytano Umedę, kim jest ten mnich i co się właściwie stało. Mógł udzielić w miarę szczegółowych wyjaśnień: mnich był z zakonu świętego Franciszka w Nagasaki. Główny teolog, człowiek o ogromnej czystości i sile woli. Mówi o sobie: Rycerz Zakonu Maryi. Przyszedł pierwszego sierpnia do poselstwa, przynosząc figurę Matki Boskiej dla pani Kawai. Nie zastał jej, ale prezent został przekazany. To chyba był pretekst, żeby się spotkać z posłem, mógł mieć jakieś prośby. Pani Kawai była katoliczką. Zaprosiła go do rezydencji, do Skalimowa. Od niej dowiedział się o cięż­kiej chorobie jej męża. Wiadomo, że udali się do niego do sanatorium w Otwocku autem poselstwa, wraz z dwiemi córeczkami. Zostawił medalik Matki Boskiej Nieustającej Pomocy.

Chciano wiedzieć, czy Maksymilian Kolbe udzielił chrztu.

– Nie, poseł tak zdecydował sam, później.

Co się właściwie stało w ostatnich chwilach posła, wiedziała jedy­­nie naj­bliż­sza rodzina. Kilka dni po wizycie ojca Kolbe pan Kawai po­pro­sił o chrzest. Udzielił go wezwany naprędce miejscowy ksiądz razem z ostat­nim namaszczeniem. Wkrótce potem pan Kawai umarł.

W sierpniu 1933 roku odbył się w Warszawie bardzo ceremonial­ny pogrzeb. Pod poselstwo Japonii zajechał ogromny, wystrojony kitami karawan, któremu towarzyszyło kilku księży (…).
Po umieszczeniu trumny w karawanie sformowano pochód żałobny, który podążył do kościoła św. Krzyża. Towarzyszyła mu wojskowa eskor­ta, korpus dyplomatyczny, przedstawiciele polskich władz z premierem. I oczywiście wieńce, wspaniałe, z szarfami, a na czele żona pani Kawai i niewielkie córeczki, dziesięcioletnia i sześcioletnia, wszystkie zakryte czarnymi welonami, prawie sięgającymi stóp.

Dzień był piękny.

Umeda był świadkiem tej ceremonii, odprawianej przez biskupa i kilku księży. Stał wraz z delegacją Instytutu Wschodniego na mszy tuż obok filara, w który wmurowana jest urna z sercem Chopina.

(…)

Ojciec Kolbe stał obok w skupieniu,milczał.

 

2.Co ciekawe, dokładny opis tych wydarzeń zostawił nam również ojciec Maksymilian, który pisał:

[Mugenzai no Sono, przed grudniem 1933]

Po opuszczeniu Nagasaki w kwietniu br. przez jakiś czas przebywałem w Polsce. Z posłem Kawai zapoznałem się za pośrednictwem jego żony, która jest katoliczką.

Pewnego dnia, mówiąc dokładnie – pierwszego sierpnia, udałem się do poselstwa cesarstwa Japonii. Słyszałem, że żona posła jest katoliczką, sądziłem więc, że będzie sobie życzyła spotkania. Zatem, jako podarunek dla pani posłowej, przygotowałem figurkę Niepokalanej. Po załatwieniu sprawy w poselstwie miałem szczęście spotkać ją, bo była obecna w domu. Pani posłowa nie tylko chętnie przyjęła podarunek, ale bardzo się nim ucieszyła i zaprosiła, by ją odwiedzić po kilku dniach.

W tym czasie była ona na wakacjach z dziećmi w willi w Skolimowie poza Warszawą. Tam mię zaproszono z odwiedzinami. Jako goście byliśmy tam tylko ojciec gwardian i ja – razem towarzystwo tylko wierzących. W poko­ju, gdzie nas zaprowadzono, była ustawiona w „tokonoma” figurka Niepokalanej, którą kilka dni temu ofiarowałem.

Tego dnia po raz pierwszy dowiedziałem się o chorobie pana posła. Chory był na płuca i leczył się w sanatorium w Otwocku.

(…)

W rzeczywistości stan pana posła był poważny. Gdy przyprowadzono mnie do separatki, zobaczyłem wychudzoną postać, zwłaszcza twarz i ręce były jakby drewniane, jakby człowieka już nieżyjącego. Ale czuł się on bardzo dobrze tego dnia, więc bardzo chętnie ze mną rozmawiał. Po różnych tematach zeszliśmy na religię. Opowiadał mi, że gdy odwiedził Francję i Lourdes, słyszał tam, że cuda od czasu objawienia Matki Bożej nie ustają. Sam też, wmieszany w różnorodny tłum pielgrzymów, w rzeczywistości stąpał po ziemi Lourdes, wiedział i słyszał o cudach, odczuł silnie religijną atmosferę tego miejsca – lecz nie odczuł pragnienia życia z wiary. Nadto otrzymał i czytał we Francji książkę pod tytułem „Jezus Chrystus”, a także poznał głębiej naukę, że prawdziwa religia chrześcijańska to katolicyzm, ale nie odczuł przy tym wyraźnego pragnienia zmiany religii. Tak więc rozmawialiśmy i pan poseł wyjawiał swe poglądy na różne systemy religijne i przyznał chętnie, gdym mu wytłumaczył, że prawda jest jedna. A także ten inteligentny chory chętnie przyznał – gdym mu tłumaczył prawdy teologiczne, że religia musi być jedna, aby uchwycić prawdziwe dogmaty, i Bóg musi być jeden. Nauka o Trójcy inna jest w Chinach niż w chrześcijaństwie, ale po wytłumaczeniu tej tajemnicy przyjął ją ze zrozumieniem. Przed wejściem w te zawikłane i głębokie problemy pan poseł wyraził się, że różne są religie i każda z nich ma coś prawdy – a ja mu nie zaprzeczyłem. Pod koniec tego dnia dałem choremu za pośrednictwem żony Cudowny Medalik i poleciłem go miłosierdziu Maryi – modląc się o zdrowie dla ciała i łaskę wiary dla chorego – pożegnałem się z nim. Rzeczywiście przez ten Medalik poboż­nie noszony na piersiach, Niepokalana udziela specjalnej opieki wielu ludziom i wiem z doświadczenia, że łaska Ducha Św. wielu z nich oświeca i prowadzi do wiary, stąd, sądząc że to najlepszy podarunek, dałem go panu posłowi.

Potem, 14 sierpnia, stan chorego posła znacznie się pogorszył. Rodzina zebrała się w sanatorium. Gdy się o tym dowiedziałem, udałem się do chorego (…) Teraz nie ma ani chwili do stracenia! Telefonem zawia­do­mi­łem o wszystkim zaufanego przyjaciela pana posła, obecnego w Warsza­wie nuncjusza – dziekana korpusu dyplomatycznego – arcybiskupa i pro­si­łem o natychmiastowe przybycie. Pośpiesznie wyruszył samochodem nuncjusz i za godzinę był już u chorego. Już przedtem miałem ułożony plan, by ostatniego przygotowania choremu udzielił sam nuncjusz.

(…)

Nuncjusz znał dobrze zacny charakter chorego, jego inteligencję z co­dzien­nego z nim obcowania – i cenił je wysoko. Jako przyjaciel – on najlepiej przemówił do przyjaciela. Z głębokim przekonaniem wyjaśnił on choremu naukę z Zbawicielu, życiu przyszłym i warunkach przyjęcia św. wiary.

(…)

Wnet po przemówieniu eminencji nuncjusza chory poprosił o chrzest. Poseł pragnął przyjąć imię Franciszka. Z rąk nuncjusza spłynęła święta woda na głowę i słowa: Franciszku, ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego…

Po chrzcie św. pan poseł doznał wielkiej radości serca, widocznej nawet na twarzy. Tej głębokiej radości i pokoju nie dozna ten, kto nie wszedł na drogę prawdy. Czyż ten spokój i głęboka radość nie są znakiem łaski Bożej i skutkiem przyjęcia prawdziwej religii?

Pan poseł przez pozostałe godziny ziemskiego życia cieszył się tą ra­do­ścią i pokojem. Kilka razy powtórzył nam obecnym przy sobie: dlaczego nie przyjąłem wcześniej tej religii i nie zaznałem wcześniej tego szczę­ścia? I wieczorem tego dnia, to jest w wigilię Wniebowzięcia Matki Bożej, ta uspokojona i oczyszczona dusza – uniesiona rękami Niepokalanej, prze­nie­sio­na została z tego świata.

Dwa dni potem, 16 sierpnia, na placu przed poselstwem u stóp krzyża złożona została trumna ze zwłokami. Ojciec gwardian i ja modliliśmy się klęcząc przy trumnie. Dusza pana posła była już w niebie – nie trzeba było modlić się za niego. Modliliśmy się o przyczynę zmarłego posła w intencji Japończyków i Polaków i za tych, co łaskawie pomogli do jego nawrócenia. Tak samo mówił ks. nuncjusz – zmarły poseł Kawai jest już w niebie i modlił się o jego wstawiennictwo.

Źródło: „Mugenzai no Seibo no Kishi” 4 (1933) 354-363.
(z oryg. japońskiego tłumaczył o. Janusz M. Koza OFMConv.) http://www.niepokalanow.pl/pisma,tom-7,1081b-kwiatki-matki-bozej-chrzest-pana-hiroyuki-kawai-posla-cesarstwa-japonii-w-polsce,1212

 

3. Na koniec, o książce Anny Nasiłowskiej. Jest to ksiażka bardzo nierówna, co może wynika z tego, że zmarły w 2012 r. Yoshiho Umeda pracował do swojej śmierci z autorką, a ksiażkę już po śmierci bohatera Nasiłowska kończyła samo­dzielnie, na podstawie dokumentów, które jej pozostawił.

Książka ta wydaje się dzielić na dwie części, pierwsza dopracowana, wyważona, dotycząca czasów międzywojennych i wojennych oraz druga, przedstawiająca losy Yoshiho Umedy od momentu, gdy znalazł się w PRL, pod opieką przyjaciół swojego nieżyjacego już ojca oraz zaangażowanie w opozycję, napisana już mniej ciekawym stylem. Poza tym tę „drugą część” należy czytać jednak z dużym dystansem, bowiem przedstawia (zwłaszcza w opisie lat 80-tych) bardzo jedno­stronnie środowiska solidarnościowe, a nawet – mam wrażenie – opisy niektórych wydarzeń miały na celu prymitywne przedstawianie osób czynnych po 1989 roku w poli­tyce w negatywnym świetle (choćby tak bzdurne sugestie, że ktoś był zawie­dzio­ny, że nie został 13 grudnia 1981 internowany — sic!).

Sztuka prowadzenia samochodu… poradnik z 1911 r.

Z zasobów Biblioteki Cyfrowej Politechniki Warszawskiej [LINK]

Sztuka prowadzenia samochodu, autorstwa Lorda Montagu, nakładem Stanisłąwa Grodzkiego, wydana w roku 1911. Z dopiskiem: Przekład z angielskiego z upoważnienia autora.

msps055_0001msps009_0001

 

 

[Pamiętajmy!] 24 marca 1944 r. – Zbrodnia w Markowej

rodzina2

FOR MORE INFORMATION please visit the homepage of „Ulma Family Museum of Poles Saving Jews in World War II in Markowa” http://muzeumulmow.pl/en/museum/history-of-the-ulma-family/

Józef and Wiktoria Ulma lived in the village of Markowa in what before the war was the Lwów Voivodeship, and now is the Podkarpackie Voivodeship. The village had four and a half thousand residents.

During the German occupation, most probably in late 1942, despite poverty and risk, the Ulmas gave shelter to eight Jews: Saul Goldman and his four sons whose names are unknown (in Łańcut, they were referred to as the Szalls), and two daughters and a grand-daughter of Chaim Goldman from Markowa – Lea (Layka) Didner with her daughter (name unknown) and Genia (Golda) Grünfeld. Józef and the men he was hiding were tanners. The Ulmas were probably denounced to the Germans for harbouring Jews by Włodzimierz Leś, a navy-blue policeman from Łańcut. On March 24, 1944, in the morning, five German gendarmes and several navy-blue policemen arrived in front of the house of the Ulmas. They were commanded by Lt. Eilert Dieken. They first shot the Jews, and next Józef and Wiktoria (who was in the seventh month of pregnancy). Then, Dieken decided to kill the children. Within a few minutes, seventeen people lost their lives (including the baby whom Wiktoria started giving birth to at the moment of the execution).
About twenty other Jews were sheltered by Poles in Markowa and survived.

In 1995, Wiktoria and Józef Ulma were posthumously awarded the “Righteous Among the Nations” title. In 2010, they were honoured with the Commander’s Cross of the Order of Polonia Restituta by the President of the Republic of Poland, Lech Kaczyński. In 2003, the Ulmas’ beatification process was initiated in the Diocese of Przemyśl, and is currently under way at the Vatican.
http://muzeumulmow.pl/en/museum/history-of-the-ulma-family/

 

[Kącik sarmacko-sportowy] Nowy numer Teologii Politycznej oraz Jan Chryzostom P. i anglosaska walka szablą polską!

„My, Rzymianie” – to tytuł najnowszego numeru Teologii Politycznej!

Tym razem w centrum uwagi staje zagadnienie tożsamości polskiej kul­tury i polityki. Jesteśmy przekonani, że dla zrozumienia tego czym była i jest Rzeczpospolita należy odnieść się do konsytutywnej dla Europy osi: północ-południe. Nie lekceważąc oświeceniowego podziału na wschód i zachód sądzimy, że polskość wyróżnia przede wszystkim fakt, iż jesteś­my narodem, zaszczepionym na pniu rzymskim, narodem, który kulty­wuje wartości  i duchowe tradycje Południa.

http://www.teologiapolityczna.pl/my-rzymianie-czyli-najnowszy-8-numer-teologii-politycznej-juz-dostepny

W numerze znajdują się między innymi takie artykuły:

  • Ta karczma Rzym się nazywa — Dariusz Karłowicz
  • Rzymskie korzenie polskości — Arkady Rzegocki
  • Recepcja rzymskich idei politycznych w Rzeczypospolitej XVI i XVII wieku — Dorota Pietrzyk-Reeves
  • Rzecz-pospolita – to jest Rzym! — Krzysztof Koehler
  • Nawrócony na Rzym? Problematyka religijna w późnych pismach Stanisława
    Brzozowskiego — Tomasz Herbich
  • Forma rzymska — Krzysztof Tyszka-Drozdowski

Polecam!

Jednak co ciekawe polska kultura i zwyczaje, to tematy interesujące nie tylko nas, Polaków. Zapewne wspominałem kiedyś o hiszpańskiej grupie rekonstrukcyjnej odtwarzającej Wojsko Polskie z okresu II wojny światowej (!). A jak widać z za­lin­ko­wanego niżej filmu, dla ludzi z anglosaskiego obszaru kulturowego także może być interesująca polska historia. W tym wypadku walka polską szabla.

Z opisu pod filmem wynika, że walka odbyła się w szkole historycznych sztuk walki („Blood&Iron”) w New Westminster w Kanadzie.

Walczący:

  • Richard Marsden – współzałożyciel i główny instruktor Stowarzyszenia Szermierki Historycznej w Phoenix
  • Lee Smith – współzałożyciel i główny instruktor w „Blood&Iron”

Proponuję nadać walczącym honorowy tytuł Sarmaty 😉 lub jakiś medal imienia Jana Chrzostoma Paska, wszak u niego znalazłem jeden z najciekawszych opisów pojedynku „na ostre” szable i to od bezpośredniego uczestnika:

Dopiwszy tedy mocno, począł mi Nuczyński wielkie dawać okazyje. Ja lubom tak był pijany, jak i oni, rzekę do Jasińskiego: „Panie Marcyjanie, nie miałeś mię tu Wszeć po co prosić, kiedy przyczyny [okazje do zwady] dają i miodem oblewają”. I wyszedłem z szałasu, chcąc uść licha, to tylko wymówiwszy: „Kto ma do mnie pretensyją jaką, wolno mi powiedzieć jutro, a nie po pijanu”. Jużem tedy w pół drogi, dogonił mię Nuczyński: „Bij się ze mną!” Odpowiedziałem: „Panie bracie, nie bardzo byści Wszeć leniwego uznał, ale dwa są impedymenta [przyczyny] jeden, że tu obóz [artykuły wojskowe zakazywały pojedynków w obozie], druga, że tu szable nie mam, bom poszedł do towarzysza swego na posiedzenie, nie na żadną wojnę. Ale tak, jeżeliby to nie mogło być inaczej, jutro rano, a za obozem, nie w obozie”. Idę tedy do swego szałasu, onego zaś jego wyrostek hamuje, przytrzymał. Dawszy on wyrostkowi pięścią w gębę, wydarł mu się, przyszedł za mną.

Musiałem wyniść, szablę wziąwszy. Co na mnie przytnie, to mówi: „Zginiesz”. A zaś mówię: „Pan Bóg tym rządzi”. Za drugim czy za trzecim ścięciem dosiągłem mu palców i mówię: „Widzisz, żeś znalazł, czegoś szukał”. Rozumiałem, że się tym będzie kontentował. On, czy tego nie czuł, jako pijany, czyli też chciał się zemścić, skoczy znowu do mnie, machnie raz i drugi, a już mu krew na gębę pluska. Jak go tnę przez puls, wywrócił się. A wtem dano znać do pijanych, którzy rozumieli, że na przechód wyszedł.

Leci młodszy brat, pocznie gęsto i często przycinać. Pan Bóg zaś patrzał na niewinność. Zetrzemy się z sobą: i ręka, i szabla upadła.

Kompania też powypadali już po harapie [po sprawie]. Przyjdzie potem Jasiński, gospodarz tej ochoty, rzecze mi: „A zdrajca! pokąsałeś mi braci! Pocieno [pójdź jeno] ze mną!” Rzekę: „Czego szukali, znaleźli”. Począł wołać szable, bo nie miał jej przy sobie, a za rękę mnie prowadzi. Kompania perswadują: „Tyś gospodarz; powinien byś był te rzeczy medyjować. Nie czyń tego”. Żadnym sposobem perswadować sobie nie da, prowadzi mię. A tymczasem szablę mu chłopiec przyniósł. Po prostu bałem się go, bo w oczach całej chorągwie przed kilką niedziel Pawła Kossowskiego, naszego towarzysza, posiekł. Wyszarpnę mu tedy rękę, stanę osobno i mówię: „Com ci winien? Zaniechaj mię!” Towarzystwo go trzymają. Jak pchnie Drozdowskiego, puścili go: „Id[ź]że, aż cię zabiją”.

Była tedy rzeczka wąska, przez którą trzeba było przechodzić, i kładki przez nię wąskie położone. „Tam jeno, tam przejdziewa sobie, aż pod on las; kto kogo położy, żeby się już nie wracał do obozu”. Popchnie mię na owe kładki: „Id[ź]że ty wprzód!” Tylko wstąpię na owę ławkę, tnie mnie z tyłu w łeb, tylko że aksamit wenecki przedni był, P. Bóg zachował, że nie przeciąn, tylko trochę w jednym miejscu aksamit puścił, a dalej pręga tylko, jak biczem ciąn. Zamroczył mię jednak, żem spadł z owej ławki w wodę. Umknę się tedy z owego miejsca, bojąc się, żeby mi nie poprawił, i na tamtę stronę dobywam się, mówiąc: „Boże, widzisz moję niewinność”. Jeno co wynidę z wody, a on też już ławki przeszedł. I mówię: „A, milczkiem to kąsasz, pogański synu! Idzie do mnie: „ Wnet cię tu lepiej będę kąsał”. A tu z obozu powychodzili, patrzą, bo wszystkie chorągwie do owej rzeczki stały.

Przytnie na mnie potężnie, aż mi zadrżała szabla w garzci; wytrzymałem zakład. Ścięniśmy się z dziesięć razy; nic ani temu ani temu. Mówię: „Dosyć tego, panie Marcyjanie”. On rzecze: „O taki synu, nie uczyniłeś mi nic, a mówisz dosyć”. Tak P. Bóg dał, że po owym wymówieniu, samym końcem szable dosiągłem go przez jagodę [policzek] i odskoczyłem się od niego. Tymże bardziej dopiero na mnie natrze; jak też urwę go w łeb, jakby nie był na nogach. Dopiero go płazem pocznę walić na ziemi, wziąwszy w obie ręce szablę. A tu dopiero kompania leci spod naszych i spod inszych chorągwi, mówiąc: „Stój, nie zabijaj”! Dałem mu z pieńdziesiąt razy płazą, niżeli przybiegli, za owęż zdradę, co mię z tyłu rąbnął w głowę.

Była to w ten dzień kryzys tak zła, że z piętnaście pojedynków odprawowało się pod różnymi chorągwiami. Mnie zaś P. Bóg w ten dzień w oczywistej swojej miał protekcyjej, kiedy mię zachował od szwanku, z trzema mężami pojedynkując. A nie z żadnego to stało się męstwa, ale tylko z tego, że Bóg na niewinność moję respektował.

Wiele takich pamiętam przykładów, że „zawsze ten przegraje, kto przyczynę daje”. Kto będzie po mnie sukcesorem tej książki mojej, przestrzegam i napominam, żeby się tym moim i wielu inszych temu podobnych przykładów budował, żeby nigdy i najlichszego lekce nie poważał, żeby, choćby był mężem najdoświadczońszym, ufając siłom i męstwu swemu, nigdy okazyjej nie dawał i z pysznym sercem nie chodził na pojedynek: bo niech wie o tym, że go się lada kto nabije. A gdy zaś z pokorą swojej upominać się będzie krzywdy i honoru, wzywając na pomoc Boga, zawsze wygra. Na wielu inszych i sam na sobie doświadczyłem się tego. Ile razy dałem okazyją, zawsze mię wybito; ile razy mnie kto, zawsze zwyciężyłem.

Źródło: https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/pamietniki.html

 

[Manuskrypt] Psałterz św. Hieronima, czyli modlitewnik króla Zygmunta I Starego

a2

Ta piękna karta ze św. Hieronimem oraz jego symbolami: lwem, księ­gami, pió­rem i pulpitem pochodzi z księgi zawierającej zbiór modlitw, nazwany „Modli­tew­nikiem Zygmunta I Polskiego”. Orzeł Biały, na tarczy trzymanej przez putta, nie znalazł się więc tutaj przypadkiem.

Czytaj resztę wpisu »

[stare ilustracje] „Multimedialny” manuskrypt astronomiczny.

W zasobach cyfrowych (zdigitalizowane manuskrypty) British Library pod sygna­turą: Harley MS 3719 (link: BL – Harley_MS_3719) można znaleźć kolekcję tekstów z lat 1275-1540 dotyczących: astronomii, kalendarza, medycyny oraz filozofii.

Wśród nich na kartach 155verso, 156recto można znaleźć tablice astrologiczne czy raczej astronomiczne (wszak w wówczas były to kwestie ze sobą ścisle związane), które zawierają ruchome (!) tarcze, przymocowane nicią do kart manuskryptu, a całość przypomina astrolabium:

Harley MS 3719, 155v

Czytaj resztę wpisu »

Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”

List Prezydenta RP

(…)

Po pierwszej śmierci czekała ich śmierć druga: wieczne zapomnienie. Mieli zniknąć na zawsze, pozbawieni własnego grobu, bez nekrologu w gazecie i wzmianki w podręcznikach historii.

(…)

Żołnierze Wyklęci-Niezłomni, którzy zapisaliście piękne karty w księdze chwały oręża polskiego! Niechaj Wasza postawa będzie przykładem dla nas, dzisiejszych Polaków, i naszych potomnych. Niech Wasze imiona, nazwiska, pseudonimy będą chlubą Waszych rodzinnych miast i wsi. Niech zdobią sztandary wojskowe, patronują ulicom i szkołom. Bo to z Waszej ofiary odrodziła się niepodległa Polska. Cześć i chwała bohaterom!

Z wyrazami szacunku i sympatii,

 Andrzej Duda

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej

(…) przy Tobie, Najjaśniejszy Panie! stoimy i stać chcemy.

Primo.

(…) i z ufnością w stanowczość zmian, które Twoje Monarsze słowo jako niezmienny zamiar wyrzekło, z głębi serc naszych oświadczamy, że przy Tobie, Najjaśniejszy Panie! stoimy i stać chcemy.

Adresu Sejmu Galicyjskiego z 10 grudnia 1866 r.

Czytaj resztę wpisu »

[!] Ośrodek Badań nad Totalitaryzmami im. Witolda Pileckiego

Dokumentowanie i badanie mechanizmów totalitarnych w okupowanej Europie to zadanie powołanego dziś Ośrodka Badań nad Totalitaryzmami. Ma już pierwsze zadanie: spopularyzować relacje polskich świadków zbrodni nazistowskich i komunistycznych podczas II wojny światowej. Pierwsze dokumenty pojawią się w Internecie pod koniec roku. Będą dotyczyły rzezi na Woli w czasie Powstania Warszawskiego.

(…)

Dzięki powstałemu dzisiaj ośrodkowi świadectwa te będą publikowane na specjalnej platformie internetowej. – Najbardziej uniwersalnym sposobem poznawania przeszłości jest dotknięcie jej poprzez relacje naocznych świadków – podkreślił dr Kamiński, który przekazał już ośrodkowi pierwsze skany dokumentów z zasobów IPN.

Niektóre świadectwa zostaną przetłumaczone na język angielski. – Umożliwiamy skorzystanie z nich badaczom zagranicznym, którzy do tej pory wiedzę na temat wojny i okupacji czerpali głównie ze źródeł niemieckich

http://polska-zbrojna.pl/home/articleshow/18467?t=Powstal-Osrodek-Badan-nad-Totalitaryzmami

 

[Historia prasy] Ogniwo Przyjaźni

ogniwo

Ogłoszenia w numerze z 31 stycznia 1942 r., rok 2 nr 5

Poszukuje się nauczyciela do prywatnej nauki
JĘZYKA POLSKIEGO
w miejscowości LEEDS lub YORK. Lekcje byłyby możliwe
w godzinach wieczornych Iub w sobot i niedziele o dowolnej porze.

Zgłoszenia: Miss Barton.
Queen Anne School, Bootham, York.

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

McLAREN
Mundury wojskowe
wykonuje w przepisowym kroju polskim
McLAREN
& Son (GLASGOW) Limited
42-50 GORDON STREET, GLASGOW

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

Wojskowe Mundury i Wszelkie Dodatki.
Specjalność: Mundury dla Oficerów Armji
Polskiej. Polskie Guziki, Gwiazki Oraz
Orzelki do Czapek.
SINCLAIR & THOMSON LTD.
19 WEST NILE STREET, GLASGOW, C 1
(naprzeciw Royal Restaurant).

 

http://www.abebooks.co.uk/Ogniwo-Przyjazni-Dwujezyczny-tygodnik-poswiecony-sprawom/4853608324/bd

Ogniwo Przyjazni. Dwujęzyczny tygodnik poświęcony sprawom ugruntowania przyjaźni polsko-szkockiej.
Ilustrowany dwutygodnik angielski wydawany przez Jadwigę Harasowską w Glasgow od 11.01.1941 do 14.03.1942, potem wydawany pt.: The Voice of Poland.

Prawie wszystkie numery tego pisma są dostępne w zasobach Wielkopolskiej Biblioteki Cyfrowej:
http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/docmetadata?id=230772&dirds=1&tab=3

„Także też przeciwko tem i przeciwko temu powstaniemy…”

http://palus-sarmatica.pl/index.php/lista/272-konfederacja-dokument

Także też przeciwko tem i przeciwko temu powstaniemy, któryby bez wiadomości senatu koronnego i tych, którem to podług tego prawa i zwyczajów starodawnych należy, za pieniądze od kogo inszego niż od rzeczypospolitej wzięte, żołnierze pisać albo osobne jakie z postronnemi pany porozumienie mieć, poselstwa i listy od nich osobnie słać, abo posłane przyjmować chciał, abo z postronnych państw ludzie do korony u wielkiego księstwa litewskiego i ziem jej należących wwodzić, abo osoby jakie towarzystwa, bunty, praktyki, związki z kimkolwiek tak w postronnych ziemiach, jako w Koronie Polskiej i Wielkim Księstwie litewskim przeciwko pokojowi i bezpieczeństwu pospolitemu czynić ważeł się. Tak też przeciwko tem wszystkiem i każdemu z osobna, któryby króla porządnie i wolnie obranego i electiej po zamknieniu jej sprzeciwił się. Obiecując królowi temu to tak obranemu wszelaką wiarę, uczciwość posłuszeństwo i służby przystojne i uczciwe zawżdy oddawać, (…)

[Link] Ważny głos w dyskusji, czy Powstanie Styczniowe musiało wybuchnąć:

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

– Zgoda na brankę oznaczała nie tylko zgodę na drenaż narodu, ale na traktowanie ziem polskich jako peryferii obcego, nieprzychylnego Polakom imperium (…)

(…) główną przyczyną wybuchu Powstania Styczniowego była branka, czyli pobór do wojska, ogłoszony przez margrabiego Wielopolskiego pod koniec 1862 roku.

– Chodziło nawet nie o samą brankę, ale o sposób jej przeprowadzania. Rekrutów, którzy mieli trafić do armii carskiej w głąb imperium, nie losowano, jak dotąd, ale wybrała ich administracja. To był cios precyzyjnie wymierzony w konspirację. (…) Trafiły mi w ręce dane z powiatu piotrkowskiego. Stamtąd w latach 1833–1856 do wojska w głębi Rosji wzięto 11 tys. osób. Wróciło 498 osób: zniszczonych, schorowanych, okaleczonych. To pokazywało, jak funkcjonuje społeczeństwo, które się nie buntuje

http://www.fronda.pl/a/prof-nowak-powstanie-styczniowe-nie-moglo-nie-wybuchnac,25526.html

 

 

„odbudować, co zniszczone, podtrzymywać, co odbudowane, pomścić, co niesprawiedliwe, umocnić, co właściwie rządzone…”

695 lat temu, 20 stycznia 1320 roku Władysław Łokietek został koronowany na króla Polski. Do maszych czasów nie przetrwała korona, której użyto w. Trakcie tej uroczystości, bowiem została zrabowana i przetopiona przez Prusaków po trzecim rozbiorze Polski.
Na szczęście do naszych przetrwał miecz koronacyjny, Szczerbiec, o którym ciekawie pisze Andrzej Nowak w drugim tomie swoich „Dziejów Polski”:

Na Wawelu jedynym oryginalnym świadkiem koronacji Wladyslawa Łokietka pozostaje Szczerbiec. Miecz koronacyjny królów polskich pojawia się dopiero wtedy, w roku 1320, choć Kronika wielkopolska nadaje Szczerbcowi wcześniejszą metrykę, za Anonimem zwanym Gallem odnawiając legendę o wyszczerbieniu miecza przez Bolesława Chrobrego o kijowska Złotą Bramę – w roku 1018. Nie bylo, jak już pisaliśmy, Złotej Bramy w Kijowie w roku 1018, powstala póżniej, a nasz Szczerbiec, przechowywany w skarbcu Państwowych Zbiorów Sztuki na Wawelu, nie jest na pewno mieczem bojowym, a wyłącznie ceremonialnym. Żaden z władców nie stosowal go w walce. Znaczenie tego miecza, który zabłysnął po raz pierwszy 20 stycznia 1320 roku w naszej historii, nie jest jednak wcale przez to mniejsze. Wiemy, jaką funkcję spełniał podczas późniejszych koronacji. Wręczany był przez arcybiskupa-koronatora królowi wraz z formułą prośby, by za pomocą tego miecza „odbudować, co zniszczone, podtrzymywać, co odbudowane, pomścić, co niesprawiedliwe, umocnić, co właściwie rządzone…”. Miecznik koronny i arcybiskup przypasywali miecz królowi, ten wyciągał go z pochwy, trzykrotnie tnąc nim w powietrzu znak krzyża. To symbol królewskiego zobowiązania wobec wspólnoty, na czele której stawał – zobowiązania do odwagi, sprawiedliwości i roztropności

.

image

whatnext.pl/szczerbiec-byl-mieczem-koronacyjnym-krolow-polski/

Możemy go dziś podziwiać i zastanawiać nad jego osobliwą historią. Ten prosty dwuręczny miecz waży dziś 1260 gramów, ma 984 milimetry długości, z czego ostrze długie jest na 82 centymetry, maksymalna szerokość ostrza nie przekracza 5 centymetrów, grubość – 3 milimetrów. Nieduży ten miecz, pasuje do imienia – Łokietek. Ale jego siła leży gdzie indziej, poza materialnymi wymiarami. Wyrazić ją miały zdobiące Szczerbiec znaki. Przede wszystkim wstawiona w szczerbę pod rękojeścią tarcza z piastowskim białym, ukoronowanym orłem, na czerwonym tle: najważniejszy, najświętszy symbol polskości. Towarzyszy temu symbolowi cały zestaw innych, nie mniej fascynujących. Na awersie okrągłej głowicy Szczerbca umieszczony został w centrum symbol „T” – Tau, symbol ofiary Chrystusa, ustawiony pomiędzy literami „A”
i „Ω” Bóg jako początek i koniec. Litera „C” – pod „T” – oznacza może Chrystusa, a może nie umiemy rozszyfrować jej sensu. Dokoła biegnie napis: REC. FI- GVRA. TALET. AD AMOREM. REGUM. ET. PRINCIPVM. IRAS IVDICV. M – co przetłumaczyć można tak: „ten znak umacnia miłość królów, a gniew sędziów”, a co podkreśla znaczenie miecza jako symbolu sprawiedliwości władcy. Uchwyt Szczerbca ozdobiony jest na awersie lwem świętego Marka, wołem świętego Łukasza, zaś rewers – orłem świętego Iana i aniołem świętego Mateusza, czyli symbolami czterech ewangelistów, z którymi po obu stronach miecza jest baranek – symbol Zbawiciela. Na krawędzi uchwytu znajdowały się, dziś niezachowane, zatarte, ale dokładnie opisane i odrysowane W 1764 i 1792 roku napisy, mówiące o pochodzeniu Szczerbca. „To jest miecz czci godnego księcia Bolesława…” – tak w tłumaczeniu na polski można by oddać sens jednego. Drugi odczytać można jako: „z którym [przy pomocy którego] Pan Bóg, Zbawca Wszystkiego, niechaj pomoże mu [to jest właścicielowi miecza] przeciw wrogom. Amen”. Najbardziej tajemnicze wydają się napisy na jelcu, czyli poprzecznej listwie, chroniącej rękę dzierżącą miecz. Na awersie napis głosi, iż „ktokolwiek te imiona Boga ze sobą nosić będzie, temu żadne niebezpieczeństwo wogóle nie zaszkodzi”, na odwrocie zaś oddane są po łacinie hebrajskie słowa CON. CITOMON. EEVE SEDALAI. EBREbEL. Tłumaczyć można trzy ostatnie slowa jako imiona Boga: pierwsze tworzą samogłoski z niewypowiadanego imienia Jahwe, drugie – „Wszechmogący Najwyższy”, trzecie – „Ojciec Wszechwiedzący Bóg”. Wpro- wadzające „Con Citomon” znaczy być może: „pobudzą gorliwą wiarę”, lub (jeśli to po prostu Zniekształcona łacina – „Conor citare nomina”, a nie próba transliteracji hebrajskiego) — „ośmielę się wymienić imiona”. lleż znaczeń. Ileż, wolno chyba tak powiedzieć, najuroczystszych zaklęć, towarzyszy tej koronacji – i wszystkim następnym, których dotyka Szczerbiec. Podsumowujący badania nad tymi znaczeniami i samym mieczem trzej znakomici znawcy, Marcin Biborski, janusz Stępiński, Grzegorz Żabiński w studium z 2011 roku dochodzą do następujących wniosków. Szczerbiec, który spoczywa w skarbcu wawelskim, jest oryginalnym mieczem koronacyjnym królów polskich, od Łokietka poczynając. Szczerba jest prawdopodobnie skutkiem korozji metalu. Głowica, uchwyt i jelec wykonane są z pozłacanego srebra, wszystkie wyszły spod ręki jednego mistrza, Miecz powstał zapewne około roku 1250 – autorzy studium stawiają hipotezę, że być może w iberyjskim kręgu kulturowym, dostrzegają bowiem podobieństwa Szczerbca z XIII-wiecznymi mieczami świętej Kasyldy oraz Sancho IV, króla Kastylii i Leonu. Należał pierwotnie najpewniej do Bolesława Pobożnego, teścia Władysława Łokietka, a nie – jak przypuszcza część innych badaczy — do Bolesława Mazowieckiego. Miecz od księcia Wielkopolski mógł podkreślić prawa króla Władysława do tej, najstarszej polskiej dzielnicy. Profesor Zdzisław Zygulski junior postawił, na podstawie analizy symboliki głowicy, fascynującą hipotezę, że Szczerbiec dotarł do rąk Bolesława Pobożnego od rycerzy zakonu templariuszy.

[Link] Broniewski i zabawa szmacianką w Szczypiornie

Z okazji trwających właśnie Mistrzostw Europy w piłce ręcznej można przypomnieć że w słynnym obozie jenieckim w Szczypiornie przebywał po „kryzysie przysięgowym” także Władysław Broniewski:

http://szczypiornocup.pl/historia-szczypiorniaka/

Władysław Broniewski w swych pamiętnikach pisał — „pobyt w obozie jenieckim w Szczypiornie zawsze kojarzyć mi się będzie z zupą z brukwi, suchym chlebem, czarną kawą i zabawą Szmacianką…”

 

[Link] Broszura z okresu II w.ś. „Słowa i czyny Adolfa H.”

http://krzysztofruchniewicz.eu/mein-kampf-po-polsku/

Na swojej stronie Krzysztof Ruchniewicz pisze:

Reakcje po niemieckiej premierze wydania w Niemczech książki A. Hitlera „Mein Kampf“ nie cichną. W mediach ukazały się kolejne artykuły. Wczoraj miałem okazję wysłuchać audycji w polskim radio. Poproszony o komentarz historyk – nie mając egzemplarza publikacji w ręku – powtarzał jedynie doniesienia niemieckiej prasy. Temat polskiego przekładu został pominięty.

Zbierając materiały do wcześniejszego wpisu na temat książki A. Hitlera natrafiłem na dwie broszury wydane w podziemiu podczas wojny. Do jednej z nich, „Słowa i czyny Adolfa Hitlera“ udało mi się dotrzeć. Jedyny znany egzemplarz, który przetrwał wojnę znajduje się w Warszawie w Bibliotece Narodowej.

[Stare ilustracje] Medycyna, ogrody i osiemnastowieczne kolorowe miedzioryty.

Żyjący w drugiej połowie XVIII wieku Józef Jakub von Plenck, austriacki medyk i autor książek o medycynie, znany jest ze swojego opus magnum: Icones plantarum medicinalium secundum systema Linnæi digestarum, cum enumeratione virium et usus medici, chirurgici atque diætetici. https://hagstromerlibrary.ki.se/books/17244 

W dziele tym opisał medyczne zastosowanie wielu roślin. Ciekawostką jest naomiast, że siedem tomów, w których rośliny uszeregowane zostały zgodnie z klasyfikacją Linneusza, zawiera ponad 700 barwnych miedziorytów przecudnej urody. W mroźny zimowy, chociaż bezśnieżny, dzień przypominają o jesieni, resztach ciepłego słońca oraz bogactwie owoców w sadach i ogrodach.

1a2345

 

[Polecam film] Szczepcio i Tońcio oraz Wesoła lwowska fala

Sylwester zbliża się wielkimi krokami. W końcu jak ma być szampańska zabawa to tylko we Lwowi.

Ciekawy film dokumentalny o najpopularniejszej kabaretowej audycji radiowej II Rzeczypospolitej:

To świat który skończył się z wybuchem wojny w 1939 r. Ale ciągle możemy oglądać filmy ze Szczepciem i Tońciem. Do czego oczywiście zachęcam.

Chcę także polecić bardziej refleksyjna opowieść o Lwowie, radiu i emigracji samego mistrza Tońcia, czyli Henryka Vogelfängera. Radiowca, satyryka, aktora i … doktora praw (!).

 

« Older entries