Rękopis spreparowny przez wydawcę.

Góry Sierra Morena. Można w nich przepaść bez wieści na wiele tygodni, z czego skorzystali zarówno: Cardenio, jak i szlachcic hiszpański Kichada, znany szerzej pod mianem don Kiszota. To także miejsce niebezpieczne i dzikie, czego doświadczył Alfons de Worden, który obudził się kilkukrotnie pod szubienicą braci Zoto.

Historię Błędnego Rycerza mogliśmy przypomnieć sobie w zeszłym roku z nowego tłumaczenia Wojciecha Charchalisa, natomiast historię de Wordena możemy poznać z zupełnie świeżego wydania Rękopisu znalezionego w Saragossie.

 potocki_rekopis_m

To najnowsze wydanie powieści Jana Potockiego jest niezwykłe, ponieważ ma być to pierwsze tłumaczenie powieści w formie, w jakiej zamierzył to autor. Jest bowiem oparte na oryginalnym francuskim wydaniu z roku 1810, a nie wersji Edmunda Chojeckiego z 1847 roku. Jak dowodzą bowiem badacze wersja Chojeckiego (pierwszego wydawcy polskiego tłumaczenia) jest kompilacją dwóch wariantów powieści (z 1804 i 1810 r.), do których tłumacz dopisał własne fragmenty tam, gdzie połączenie obu wersji było niepełne lub absurdalne. Okazuje się więc, że dotychczas wszyscy czytaliśmy powieść na motywach Potockiego, a nie powieść Potockiego.

http://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka/3572/Rekopis-znaleziony-w-Saragossie—Jan-Potocki

Dzięki Wydawnictwu Literackiemu, możemy po ponad 200 latach przeczytać wreszcie ostateczną i kompletną wersję Rękopisu znalezionego w Saragossie. Do czego zachęcam.

Książka została pięknie wydana i ozdobiona ciekawymi ilustracjami oraz opatrzona przypisami, które warto czytać – dotyczą nie tylko powieści Potockiego, ale stanowią także ciekawe źródło informacji o obszarze na którym toczyły się przygody don Kiszota, do których to przygód Potocki nawiązywał.

Niewątpliwie jest to jedna z najciekawszych powieści polskiego autora, choć nie napisana oryginalnie w języku polskim. Kolejne warstwy fabuły nakładające się na siebie stanowią niedościgniony wzór dla kolejnych pokoleń autorów, na równi z Dekameronem czy Narzeczonymi Manzoniego.

Literatura pozwala twórcy na więcej niż inne sztuki. Nie jest bowiem ograniczona dwuwymiarowym płótnem, kartką, taśmą filmową lub mocą obliczeniową komputerów na których przygotowuje się efekty specjalne. Ograniczeniami takimi zdawał się nie przejmować Christopher Nolan (reżyser, scenarzysta i producent), który w nakręcony przez siebie w 2010 roku filmie Incepcja, sięgnął w nowatorski sposób po koncepcję powieści szkatułkowej i w niemożliwy prawie sposób zagłębiał się w kolejne warstwy fabuły. Moim skromnym zdaniem, tym obrazem dołączył do wymienionych wyżej twórców.

Przypomnijmy też, że Rękopis… Potockiego był inspiracja nie tylko filmu ze Zbigniewem Cybulskim w roli głównej, ale i wystawionego w 2009 r. baletu przygotowanego przez zespół opery wrocławskiej:

https://cojestgrane.pl/polska/dolnoslaskie/wroclaw/wydarzenie/10fn/rekopis-znaleziony-w-saragossie-balet/bylo

mvv

mw3

Reklamy

„Czy warto tłumaczyć dzieła przetłumaczone…”

W tym miesiącu przeglądając zapowiedzi wydawnicze, dowiedziałem się, że 28 października 2014 r.  będzie miało premierę nowe polskie tłumaczenie „Don Kichota”.

Postanowiłem więc umieścić na Bestiariuszu transkrypcję rozmowy z 2009 r. zatytułowanej „Czy warto tłumaczyć dzieła przetłumaczone…”. W dyskusji tej wziął udział Wojciech Charchalis, tłumacz powieści Cervantesa

http://www.newsweek.pl/w-kolko-to-tlumacza-,48829,1,1.html (dostęp: 10.10.2014)

W kółko to tłumaczą!

Rozmawiał Filip Łobodziński

15-11-2009 , ostatnia aktualizacja 15-11-2009 16:30

Czy warto tłumaczyć arcydzieła wcześniej już przełożone? Po co nam nowy „Don Kichot” czy „Bracia Karamazow”? Wybitni tłumacze: Antoni Kroh, Wojciech Charchalis i Adam Pomorski tłumaczą się w rozmowie z Filipem Łobodzińskim (również tłumaczem).

Newsweek: „Pan feldkurat polecił mi was jako wielkiego głuptaka i zdaje się, że miał rację”. To zdanie maniacy „Szwejka” recytują zbudzeni w środku nocy. I oto uszczęśliwiono ich nowym tłumaczeniem powieści Jaroslava Haška, gdzie kwestia porucznika Lukáša brzmi: „Ksiądz kapelan nazwał was piramidalnym idiotą i myślę, że się nie mylił”. Dla szwejkologów to cios na miarę „sławetnego lania”, bo „Szwejk” w przedwojennym przekładzie Pawła Hulki-Laskowskiego wrósł w polszczyznę niczym „Trylogia”. Po co wywracać porządek do góry nogami? Sam mam na sumieniu nowy przekład autobiografii Milesa Davisa, ale to była opowieść jazzmana, a nie kanon literacki. Inni odwalili już robotę przy arcydziełach, po co więc robić to kolejny raz?

Antoni Kroh: A po co w ogóle nowe książki, obrazy, filmy, spektakle? Jest ich tyle, a wciąż powstają kolejne…

Wojciech Charchalis: W wypadku „Don Kichota” należało ożywić tę książkę. Przecież starsi jej nie czytają, bo to dla dzieci, a dzieci nie, bo przecież to opasłe tomisko i wielka literatura, więc pewnie nie zrozumieją. A warto ją ocalić, bo to naprawdę wspaniała książka, tylko trudno to dostrzec na podstawie funkcjonujących na rynku przekładów…

Adam Pomorski: Lepiej zamiast o arcydziełach mówić o przekładzie tekstów fundamentalnych. Z tym mierzy się każda epoka w dziejach kultury. Możliwość i umiejętność oddania w przekładzie poetyki takiego oryginału to sprawdzian stylistyki rodzimej. Zły przekład zubaża własną, a nie obcą kulturę. Nie umiejąc oddać we własnej mowie fundamentalnych tekstów kultury powszechnej, stawiamy się w położeniu barbarzyńców wobec cywilizacji: barbarzyńcy cywilizacji nie dostrzegają, nie potrafią sprecyzować jej cech i mechanizmów. Czytaj resztę wpisu »