Profesor Gąbka i cenzura w Krainie Deszczowców

Prawdopodobnie każdy kto urodził się przed 1989 rokiem oglądął jako dziecko filmy animowane o Smoku Wawelskim, kucharzu Bartolinim Bartłomieju herbu Zielona Pietruszka, profesorze Baltazarze Gąbce oraz tajemniczym Don Pedro – Szpiegu z Kra­iny Deszczowców (Porwanie Baltazara Gąbki; Wyprawa Baltazara Gąbki).

Oglądając kilka tygodni temu po po raz pierwszy po prawie 25 latach pamiętany przeze mnie serial zaskoczyłem się jak niewiele się zestarzał, mimo, że został nakręcony w przaśnym „okresie schyłkowym Władysława Gomułki” (1969—1970). Dlatego z zainteresowaniem przeczytałem na stronie internetowej „Gościa Nie­dziel­nego” artykuł Piotra Legutko Pisarz z Krainy Deszczowców o twórcy, który postaci z tych filmów wymyślił i umieścił w swoich książkach.

Tak, książkach. Niewielu pamięta, że filmy te zostały (luźno) oparte na powieściach Stanisława Pagaczewskiego (1916-1984), który napisał również kolejne tomy o przy­godach smoka, kucharza i profesora.

Informacje biograficzne na temat autora pewnie każdy będzie umiał znaleźć, jednak to co najciekawsze w tym artykule to problem cenzury, która co warto przypomnieć, dotykała nawet literaturę dla dzieci.

Źródło: http://gosc.pl/doc/3149614.Pisarz-z-Krainy-Deszczowcow

Książki Pagaczewskiego czytano w PRL, traktując je jak pamflet na ówczesne porządki. Aluzji politycznych tam nie brakowało, zwłaszcza w opisach Krainy Deszczowców (w tamtejszej encyklopedii „wolność” określana jest jako „słowo przestarzałe, nie mające żadnego znaczenia”). Tyle że autor nie miał ponoć wcale dysydenckich ambicji. Po prostu wstawiał rekwizyty „małej stabilizacji”, a później „propagandy sukcesu” w baśniową scenografię, i to wystarczyło, by budzić niepokój cenzury.

Tomasz Pagaczewski prezentuje stare wydania książek z adnotacjami ojca, który długopisem zaznaczał miejsca, gdzie wkraczał Urząd Kontroli Prasy Publikacji i Widowisk. Dziś same te ingerencje są zabawne. Oto w zdaniu: „Nasz bohater nie mógł długo utrzymać się na świeczniku” (dosłownie, nie metaforycznie) cenzor skreśla dwa ostatnie słowa, zamieniając je na zwrot „w tej pozycji”. Tak na wszelki wypadek, by czytelnicy nie doszukiwali się w „świeczniku” politycznych aluzji.

Charakterystyczne zmiany pojawiły się także w filmowej wersji „Porwania Baltazara Gąbki”. Gdy słyszymy Bartolini Bartłomiej, od razu dodajemy w myślach – herbu Zielona Pietruszka (mamma mia). Tymczasem w książce ten sam kucharz szczycił się herbem „Dwa Widelce i Udziec Barani”. Widać w dobie przejściowych trudności na rynku mięsnym i tu niezbędna okazała się wegetariańska korekta.

Ale momentami było „i śmieszno, i straszno”. Jeszcze przed premierą pierw­szego tomu wezwano Pagaczewskiego do siedziby cenzury, podejrzewając grubą prowokację. Oto jeden z wpływowych mieszkańców Krainy Desz­czow­ców został nazwany Moczarkiem. A był to rok, w którym gen. Mie­czy­sław Moczar objął szefostwo MSW. Awantura była ponoć całkiem serio. Czytelnicy i miłośnicy kultowego serialu nie mieli nigdy się dowiedzieć, że pan Mżawka pierwotnie zwał się Moczarkiem.

Wiele z interwencji cenzury ma dzisiaj wydźwięk humorystyczny, ale nie zapominajmy, że między wydaniem książki a powstaniem filmu miały miejsce takie wydarzenia jak aresztowanie i skazanie Janusza Szpotańskiego za utwór satyryczny Cisi i gęgacze czy zdjęcie z afisza teatralnego Dziadów w reżyserii Kazimierza Dejmka. Tak wiec z cenzurą żarów nie było.

pobalga3

A film? Dziś już niestety nie powstają takie urocze arcydzieła. ¡Caramba!

Reklamy

Cenzura wojskowa…

Jedną z pierwszych scen „Paragrafu 22” Hellera, jest cenzurowanie przez Yossariana listów wysyłanych przez żołnierzy. Bohater doprowadza tę czynność do absurdu. Jednak prawdziwa cenzura wojenna z pozycji zwykłego cywila wygląda równie absurdalnie.

Ot choćby taki blankiecik:

Brytyjczycy w trakcie I wojny swiatowej wymyślili bowiem niezawodny, prosty i „idiotoodporny” formularz, w formie kartki pocztowej. Dzięki niemu żołnierze nie mieli żadnej możliwości umieścić w swoich listach jakichkolwiek informacji, które mogłyby by ujawnić wrogowi lub szpiegom tajemnice wojskowe (położenie jednostek, straty czy morale). Żołnierzowi nie pozstrało nic innego do zrobieni niż „niepotrzebne skreślić” i wpisać odpowiednie daty.

Niepokornym „korespondentom”, którzy nie będą chcieli podporządkować się takim ograniczeniom grożoni zniszczeniem karty pocztowej.