Humor niezamierzony, zimnowojenny

M8lt Bearden, James Risen, KGB kontra CIA, Świat Książki 2008

Dla Platta Wasilenko stanowił intrygujące wyzwanie. Ten oficer CIA, zajmujący się wraz z kontrwywiadem FBI rekrutowaniem agentów, wkrótce zauważył, że Wasilenkę ta sytuacja bawi tak samo jak jego. Wydawało się, że Giennadij uważa, iż może prowadzić grę z Amerykanami, nie przekraczając cienkiej linii, która dzieliła go od zostania ich szpiegiem. Umiał obrócić w żart propozycje Platta czynione czasem mniej, a czasem bardziej wprost s namawiając go, aby to on zaczął pracować dla KGB.

– A cóż ty mi, u diabła, możesz zaoferować? – Platt odpowiadał Wasilence. – Wspaniałe nowe życie w proletariackjm raju?

Cała sprawa o mało się nie zakończyła, nim jeszcze Platt na dobre ją rozkręcił. We wrześniu 1979 roku Platt i agent FBI, który z nim współpracował, zaprosili Wasilenkę na drinka do jednej z ulubionych i często przez Platta odwiedzanych restauracji na nabrzeżu Potomacu Gangplank. W tym czasie Platt wypijał od czternastu do szesnastu piw dziennie i starał się zwerbować Rosjanina, uprzednio upiwszy go piwem. Tej nocy jego kolega z FBI również się upił, ale w przeciwieństwie do Platta nie funkcjonował najlepiej w stanie upojenia alkoholowego. Siedzieli obaj w towarzystwie Wasilenki w Gangplank, gdy nagle agent FBI rozgadał się i na cały glos zaczął opowiadać pozostałym gościom, co ich trójka tak naprawdę robi w tej knajpie.

– Hej, wiecie, co tu robimy? – bełkotał z trudem agent FBI. – Ja jestem z FBI, on jest z CIA i staramy się namówić Ruskiego do współpracy.

Na jego nieszczęście goście pijący przy sąsiednim stoliku byli analitykami wywiadu i następnego ranka złożyli doniesienie o tym incydencie do biura bezpieczeństwa CIA.

Przewrotne „Epitafium” dla Boba Dylana…

Przewrotne „Epitafium” dla Boba Dylana, autorstwa Jacka Kaczmarskiego, czyli o upadku idoli młodości.


https://youtu.be/213yT3uE2Qo

Cytat

Andrzej Chciuk „Atlantyda”

„Ano, to przynieś mi herbaty zakończył rozmowę i poszedł do swego pokoju.

Kiedy mu przyniosłem herbaty, na biurku już stała butelka spirytusu i pusty kieliszek.

– Napijesz się ze mną? – spytał. – Już jesteś dojrzały.

– Nie, dziękuję, jestem harcerzem, nie piję.

– Bardzo rozsądnie, bardzo rozsądnie, tylko tak dalej.

Stałem przez chwilę i patrzyłem z dezaprobatą, jak upijał herbaty i jak z miejsca dopełnił szklankę spirytusem.

– Dam ci jedną radę – powiedział, otarłszy usta – która może ci się przyda, jak już zaczniesz kiedyś pić. Nie leć nigdy na durniczkę, kiedy nie możesz sam wódki postawić, kiedy nie możesz się zrewanżować. Lepiej nie pij wtedy, żeby tam nie wiem co. I jeśli czujesz, że następny kieliszek może ci zaszkodzić, przestań natychmiast. Nie pij też w towarzystwie ludzi fałszywych albo podłych, bo się zaraz upijesz, wódka musi być pita w miłym gronie, po to jest, wtedy możnajej wypić morze. I jeżeli dojdziesz do wniosku, że zalewasz się na ponuro, że po pijanemu wyłażą z ciebie jakieś zadawnione pretensje i żale, to przestań pić. Natomiast jeśli kiedyś tak ci się zdarzy, że będziesz musiał pić czysty spirytus i nie będzie już czasu na zagrychę, na podkład, to westchnąwszy głęboko, od razu wlewaj go w gardło, a ci nie zaszkodzi.