[Prasówka] Wzorzec kilograma… się zepsuł.

http://www.tvp.info/32976879/wzorzec-kilograma-z-svres-sie-zepsul-naukowcy-zrobia-nowy

Idealna kula krzemu-28 o średnicy 93,75 mm ma ważyć równo kilogram

uid_a2965823a17aa31585aea089a67aedbb1498481304448_width_633_play_0_pos_0_gs_0_height_355

Niewielki walec ze stopu platyny z irydem, który od lat leży w Sèvres pod Paryżem, służy za wzorzec kilograma. Niestety, jest niedokładny – z czasem zyskuje i traci na masie. Naukowcy szykują nowy. Będzie to idealna kula z najczystszego kawałka krzemu kiedykolwiek uzyskanego przez człowieka.

 

[Link] Cyfrowe Repozytorium „HINT – Historia Nauka Technika”

W katalogu HINT (Historia Nauka Technika) rejestrowane są materiały źródłowe do historii polskiej nauki i techniki odszukane w Sieci, w ogólnie dostępnych bibliotekach i archiwach cyfrowych. Uwzględniane są także publikacje, które ułatwiają dotarcie do źródeł i ich odczytanie – bibliografie, słowniki, encyklopedie itp.
Odnotowujemy rozprawy inżynierskie i badawcze, fachowe i popularne, wydane osobno lub drukowane w czasopismach, napisane oryginalnie po polsku lub będące tłumaczeniem dzieł z innych języków.
Nie poprzestajemy na oficjalnych katalogach bibliotek cyfrowych, ale staramy się odszukać publikacje w nich nieuwzględnione, np. artykuły z czasopism.
Poza informacją bibliograficzną i adresem sieciowym ( URL ) staramy się dołączać do not katalogowych spisy treści i charakterystyczne cytaty zaczerpnięte z adnotowanej publikacji, wskazać recenzje i powiązania z innymi pracami.
Monitorujemy proces digitalizacji naukowo-technicznego piśmiennictwa. Odnotowujemy nowości, jakie pojawią się w bibliotekach cyfrowych. Prowadzimy „listę nieobecności”, polecając uwadze bibliotekarzy cyfrowych te prace, które – naszym zdaniem – powinny zostać udostępnione w Sieci. Cieszy nas, że wiele naszych postulatów zostało już zrealizowanych.
Katalog został uruchomiany we wrześniu 2009 roku pod nazwą „HINT”, która, z jednej strony, jest skrótem od słów Historia, Nauka, Technika, a z drugiej, czytana po angielsku, oznacza wskazówkę, podpowiedź, co oddaje zasadniczy zamysł tego przedsięwzięcia.
Jesteśmy wdzięczni za uwagi dotyczące katalogu, jego zawartości i użyteczności, za wskazanie błędów i propozycje udoskonaleń. Autorstwo wszystkich materiałów wykorzystanych w katalogu jest skrupulatnie oznaczane ( sygnowane są wszystkie uzupełnienia nie pochodzące od redakcji ).

Nauka pisania w pierwszej połowie XIX wieku.

Czernecki, Józef (1874-1929), Najdawniejsze wzory pisma polskiego i polskie podręczniki do nauki kaligrafii : przyczynek do dziejów pedagogii, dydaktyki i metodyki w szkołach i domach polskich, Lwów : Towarzystwo Pedagogiczne, 1902, s. 57n

Pisano najpierw na papierze, a to na ćwiartkach liniowanych, potem do­piero na seksternach, przez nauczyciela sformowanych, a nawet po­słu­giwano się papierem woskowanym, którego użycie i cel jeszcze wyraźniej określa Miłkowski w podanym wyżej numerze „Tygodnika Illustrowanego”.

„Pisać uczyłem się, powiada, na papierze woskowanym atramentem białym. Pan Targoński (nauczyciel domowy) sam papier woskował, sam atrament z kredy proszko­wanej preparował i sam, rzecz prosta, pióra temperował. Lekcye odbywały się regularnie rano w sali jadalnej i polegały wyłącznie na pisaniu. Po pałkach, esach i kółkach nastąpiły litery, a potem wyrazy i sentencye (…) „Wzór najpierwszy, przez nauczyciela nakreślony, który kopiowałem, był to podpis mój, ze wszystkimi tytułami moirtuti militaria mia­nowicie: „herbu Slepowron, sędzic, syn porucznika wojsk pol­skich, kawalera orderu”. Przepisywałem to razy ze sto. Dalej kopiowałem: „Bóg stworzył świat z niczego” — „Bóg jest jeden w trzech osobach: Bóg Ojciec, Bóg Syn i Bóg Duch Święty”. Wreszcie nauczyciel atrament biały na czarny mi zamienił i na seksternie pisać kazał. Pisałem pod okiem jego, ale nie długo. Nauka z nim zajęła czasu nie więcej, niż miesięcy trzy. Nastąpiła po niej przerwa…, wywołana przez ruch niezwykły, jaki w domu na­szym nastał”… (z powodu wypadków r. 1831.).

 

(…) Duży arkusz papieru w jednej połowie nauczyciel sam nad żarem woskował; na drugim półarkuszu pisał czarnym atra­mentem pałki (1), półzera (C), zera (O), esy, które się na pół­arkuszu nawoskowanym, gdy nim przykryte zostały, jasno widzieć dawały, jak się to na przyłączonej przy niniejszem po­kazuje próbie. Do pisania na papierze woskowanym przyrzą­dzał się atrament ze zwyczajnej białej kredy, sproszkowanej i wodą rozprowadzonej. Atrament ów raz pierwszy z trudnością niejaką czepiał się woskowanego papieru; zwykle sam nauczy­ciel pierwszą czynił próbę, pozostawiał pisanie, ażeby wyschło, ścierał i następnie uczeń najmniejszej w pisaniu nie miał tru­dności. Trudność to usuwało, że się kreda w wodzie nie rozpuszczała, lecz się z wodą mieszała i, wzięta na pióro, spły­wała na wosk w postaci osadu, który pozostawał, wysychał i ścierać się z łatwością dawał.

Jeden, w ten sposób prepa­rowany arkusz, służył na długo; dziecko, wprawiwszy się na nim do kreślenia naprzód figur alfabetycznych, na­stępnie alfabetu i sentencyi, dalej już nie odbijało na pa­pierze przezroczystym, ale naśladowało, wedle wzoru przed nim położonego, na seksternie, atramentem czarnym, fabrykowanym po wsiach z galasu. W sposób ten, lat temu siedmdziesiąt, w okolicy, w której lata dziecinne mi upły­nęły (na Pobereżu), dzieci pisać się uczyły. Sposób ów nie był, o ile przypominam sobie, w użyciu po szkołach, w klasach przygotowawczych, zwanych „lankastrami”.

 

Refleksja. O pewnej zagadce oraz praktycznym zastosowaniu matematyki

Dzisiejsze „internety” obiegła informacja o zagadce logicznej, którą zadano singapurskim uczniom. Zagadka, jak wynika z kilku artykułów, miała na celu wyselekcjonowanie spośród grupy singapurskich uczniów 40% najzdolniejszych (zob.: http://beta.rp.pl/artykul/1193815-Zagadka-matematyczna-z-Singapuru-podbija-swiat.html ; http://www.theguardian.com/science/alexs-adventures-in-numberland/2015/apr/13/can-you-solve-the-singapore-primary-maths-question-that-went-viral.

Bez względu na to, czy zagadka naprawdę została zadana uczniom w Singapurze, czy też jest „prawdą internetu” to może być zawsze jakąś motywacją u uczniów na całym świecie do nauki matematyki.

Mówię o zachecaniu do matematyki przy pomocy internetowych zagadek, bo obawiam się, że polska szkoła do matematyki zaczyna coraz bardziej zniechęcać. A wskazują na to nowe podręczniki. Dzisiejsza „Rzeczpospolita” zamieściła na przykład krytykę nowego podręcznika do matematyki dla szkół http://www4.rp.pl/artykul/1194022-Elementarz-szkodliwy-dla-uczniow.html. W artykule czytamy:

Jakich błędów w „Elementarzu” dopatrzyła się ekspertka? Po pierwsze, przez ponad pół roku ogranicza on uczniom zakres liczenia. Dopiero po dziesięciu tygodniach nauki dzieci poznają cyfrę 3 i zaczynają rachować w tym zakresie. Liczba 10 pojawia się po przeszło czterech miesiącach nauki.

„Przez pół roku nauki dzieci uczą się tego co już potrafią. Konsekwencją jest nuda, rozleniwienie i brak zainteresowania działalnością matematyczną” – pisze profesor.

Takie traktowanie matematyki wydaje mi się zupełnie idiotyczne. Dobre i pasjonujace kształcenie matematyczne w szkole to podstawa wykształcenia przyszłych inżynierów, informatyków, itd.

Nie można traktować matematyki jako zła koniecznego i czegoś zupełnie nieprzydatnego. Przypomnijmy, że złamania szyfru „Enigmy” dokonali właśnie pogardzani, uważani za niepraktycznych matematycy. Do tego dorzućmy znakomitą reklamę przedwojennej nauki polskiej, w zakresie nauk matematycznych dzięki na Lwowskiej szkole matematycznej (uwaga, ważne nazwiska(!): Banach, Ulam, Steinhaus, Mazur i wielu, wielu innych).

Enigma

Zainteresowanie matematyką przekładało się na wiele praktycznych zastosowań. Warto przypomnieć, że na przykład Ulam brał udział w amerykańskiich programach zbrojeniowych (stworzenie bomby atomowej i wodorowej).

Nawiązując natomiast do Lwowskiej szkoły matematycznej nie moge nie zachęcić do przeczytania książki autorstwa Mariusza Urbanka, którą wpadła mi ostatnio w ręce, zatytułowanej: Genialni. Lwoska szkoła matematyczna.

Autor, opierając sie na wspomnieniach wielu osób nakreślił barwny obraz lwowskiego środowiska naukowego (wymienieni wcześniej: Banach, Ulam, Steinhaus, Mazur i inni). Opisał ich prace i ich losy w trakcie I wojny światowej i okresie międzywojennym oraz ciemne czasy niemieckiej i sowieckiej okupacji.

By zachęcić do przeczytania książki, warto zdradzić, że opisuje, znane niektórym, epizody takie jak rozwiązanie zagadki z tajemniczej „Księgi Szkockiej” za co nagrodą była żywa gęś oraz nietypowa obrona pracy w wykonaniu Banacha (został on bowiem podstępem zwabiony przed komisję egzaminacyjną).

Matematyka