Cytat

Andrzej Chciuk „Atlantyda”

„Ano, to przynieś mi herbaty zakończył rozmowę i poszedł do swego pokoju.

Kiedy mu przyniosłem herbaty, na biurku już stała butelka spirytusu i pusty kieliszek.

– Napijesz się ze mną? – spytał. – Już jesteś dojrzały.

– Nie, dziękuję, jestem harcerzem, nie piję.

– Bardzo rozsądnie, bardzo rozsądnie, tylko tak dalej.

Stałem przez chwilę i patrzyłem z dezaprobatą, jak upijał herbaty i jak z miejsca dopełnił szklankę spirytusem.

– Dam ci jedną radę – powiedział, otarłszy usta – która może ci się przyda, jak już zaczniesz kiedyś pić. Nie leć nigdy na durniczkę, kiedy nie możesz sam wódki postawić, kiedy nie możesz się zrewanżować. Lepiej nie pij wtedy, żeby tam nie wiem co. I jeśli czujesz, że następny kieliszek może ci zaszkodzić, przestań natychmiast. Nie pij też w towarzystwie ludzi fałszywych albo podłych, bo się zaraz upijesz, wódka musi być pita w miłym gronie, po to jest, wtedy możnajej wypić morze. I jeżeli dojdziesz do wniosku, że zalewasz się na ponuro, że po pijanemu wyłażą z ciebie jakieś zadawnione pretensje i żale, to przestań pić. Natomiast jeśli kiedyś tak ci się zdarzy, że będziesz musiał pić czysty spirytus i nie będzie już czasu na zagrychę, na podkład, to westchnąwszy głęboko, od razu wlewaj go w gardło, a ci nie zaszkodzi.

 

Cytat, bez okazji.

… westchnął tylko i rozłożył ręce. Nic tu nie mógł zrobić. Stosunki polityczne doznały takiego zajątrzenia, że nawet z krewnymi z tamtego obozu zerwał się wszelki kontakt.

– Nawet na gruncie towarzyskim!… Coś niesłychanego, a jednak to jest nasza rzeczywistość. Jesteśmy przedzieleni przepaścią pogłębiającą się z dnia na dzień. Naród w dwóch wrogich sobie obozach…

– A jakież wyjście z tej sytuacji? – zapytał Dowmunt.

Książę uśmiechnął się smutnie i rozłożył ręce. Wyszli przygnębieni.

– Tragedią naszego obozu – wycedził przez zęby Roman – jest to, że kierują nim ludzie starzy.

T. Dołęga-Mostowicz „Ostatnia brygada”

rok wyd. 1930

Władysław Sebyła – Sztab

SAMSUNG CAMERA PICTURES

[Zdjęcie własne]

Władysław Sebyła – utwór z tomu „Pieśń szczurołapa”

Na wielkiej mapie leżysz, na dokładnym planie.
I rzucasz w ogień swoje żelazne kompanje.

Tu są świecące szyny, a tu — bita szosa.
Tam ciurkiem ciekną ścieżki, tam są pola w kłosach.
Tu szumi las zielenią, a rzeka błękitem.
Tam są łąki, mokradła, błota nieprzebyte.
Tu grunt spękał w wąwozy, rowy i kanały,
A nad tobą jest niebo, chmurami podarte w kawały:
W mroźne, zimowe noce i letnie południa
Dysząca gwiazd oddechem, niezgłębiona studnia.

Już ci ożyła mapa. Jest jak kawał ziemi,
Wyrwany z globu groźnem kopnięciem trzęsienia.
Jak bóg, z niezmierzonego patrzysz na nią oddalenia.
I grzmotem ją tratujesz — i burzą płomieni.

Już się gotuje ziemia, już się ziemia pali.
Płyną zatrute chmury, siecze deszcz ze stali.
Za tym wzgórkiem pochyłym, za lasem wesołym
Haubice zaryją się w rolę jak woły.
I zaczną stękać ciężko, aż ziemia zadudni.
Żelazo rzygnie w niebo ze stalowych studni.

Na tych łąkach kwiecistych, po pas w lepkiem błocie,
Wypadnie beznadziejnie trwać szarej piechocie,
Wypadnie szarym ludziom łazić, gwarzyć, kurzyć,
Strzelać i konać w szumie oszalałej burzy.

W tym zagajniku młodym, w metalowym świście,
Jak kurz z drzew sypną batem kul zsieczone liście:
Tam się trawę zapali, ziemię się zapali,
Żywa dusza nie przejdzie. Kret się nie ocali.

A w te na ornem polu zasieki i druty
Rzuci się grad granatów zwykłych i zatrutych,
Aż czarnoziem czarnemi fontannami buchnie,
Żołnierz skołowacieje, oślepnie, ogłuchnie …
I przejdą po nim dymy, napojone gazem,
Zmiażdżą go gąsienice czołgów tonnami żelaza,
Skłują wściekłe kompanje nożem i bagnetem…
A potem doktór przyjdzie z płótnem i lancetem
Zszywać poprute ścięgna, pchać kiszki do brzucha,
I chwytać śmierć za włosy, czy życie tli, słuchać.

Nad zieloną równiną, w złotej mgle wieczoru,
Popłyną zgniłe chmury zielonego chloru.
Będą leżeć bez ruchu, umazani w glinie,
Ludzie o grubych ryjach, jak niewinne świnie.

Nad ogródki i kwiaty pocisk wyfrunie skrzydlaty
I głucho pękną w grządkach gazowe granaty.
A ponad miastem, w ciszy niedzielnej ukrytem,
Zaświszczą ciężkie bomby złowrogim skowytem,
Zatrzaskają motory w nieba oddaleniu…
…I nie zostanie z miasta kamień na kamieniu…

Po tych błyszczących szynach i po szos granicie,
Ukryte w gęstej nocy rozgwieżdżonem sicie,
Będą ciągnąć pośpiesznie w eszelonach długich
Pociągi pełne jadła — i ludzi na ubój.

Tylko tego nie widać, nie widać na planie,
Że we krwi, we krwi czerwonej brną kompanje!

Że gdzieś na mokrem polu, na trawiastej łące,
Telefonista wbity w sieci drutów, dzwonków,
Zasłucha się w źródlany śpiew szarych skowronków…
…I bluźnie, jak bluźnierstwem — krwią w niebo gorące!…Że młode, zdrowe chłopy, jak najgrubsze ziarno,
Będą sypać się w brózdy piaszczyste na marne,
Sypać się piachem, prochem… Nic z nich nie wyrośnie
…Tylko nikła trawka o wiośnie.

Tylko tego nie widać, nie widać na planie,
że tam są ludzie, ludzie — nie tylko kompanje,
I że krew jest czerwona, czerwona i dymi,
I że zalewa mapę jeziorem olbrzymiem.

Zaginiony blurb do Emmy Jane Austen :)

Okladka zaginęła dawno temu. Niejasno pamiętam, że przedstawiała kobiety w długich sukniach i czepkach, kolorowe rycinki (…). Na początku lat sześćdziesiątych XX wieku polskie wydawnictwa nie miały w zwyczaju zamieszczać blurbów. Dziś notatka wystukana ręką kogoś z działu promocji mogłaby brzmieć następująco:

Klasyka powieści. Miłosne perypetie w scenerii angielskiej prowincji. Bystra, urodziwa i bogata Emma Woodhouse wierzy w swój talent do kojarzenia małżeństw. Jednak serca jej najbliższych kryją wiele tajemnic, a i własne uczucia potrafią zaskoczyć. Poznajcie żywiołową pannę Woodhouse i grono jej przyjaciół: surowego pana Knightleya, skromną Harriet, powściągliwą Jane Fairfax i jedynych w swoim rodzaju państwa Elton.

„Emma” jest jak Kubuś Puchatek: grupa postaci, zasadniczo poczciwych, chociaż niepozbawionych wad, snuje się po rolniczej okolicy. Bohaterowie składają sobie wizyty i mówią. Gadają. Ględzą. Konwersują. Troski materialne nie odgrywają większej roli. Prosiaczek zawsze znajdzie żołędzie. Puchatek : trwogą opróżnil ostatnią baryłkę miodu, ale w następnym rozdziale spiżarnia jest pełna , więc wszyscy wędrują zagrć w misie-patysie.

Marcin Wicha, Rzeczy, których nie wyrzuciłem, s. 43-44

Zaduszki 02 – polska parafraza „Dies irae” – z manuskryptu Jerzego Elsnera (1847 r.)

dies ir02.jpg

Dzień ów gniewu dzień zniszczenia
I w proch świata obrócenia
Spełni proroctw ogłoszenia.

Jakiż strach, przejmie każdego
Gdy ujrzy Boga sędziego
Na osądzenie wszystkiego

Trąba groźna Archanioła
Groby świata wzruszyć zdoła,
Przed tron Pański nas powoła

Śmierć zadrży i przyrodzenie
Że wszelkie wstanie stworzenie,
Na wyroku usłyszenie

Z księgi będzie objawiony,
Szereg czynów dopełniony
Iz tego świat osądzony

A gdy Sędzia juz zasiędzie
Wszystko na jaw wydobędzie
Nic bez kary tam nie będzie

Lecz ja nędzny powiem, Panie
Kto obrońcą się mym stanie
Gdy każdy uzna karanie

Królu Tronu straszliwego
Który zbawić chcesz każdego
I mnie także zbaw grzesznego

Wspomnij Królu wybawienia
Jam powód Twego cierpienia
Nie gub mnie w dzień zatracenia

Szukałeś mię spracowany
Odkupiłeś krzyżowany
Niech nie zginą twoje rany

Sędzią Boże sprawiedliwy
Bądź mi teraz miłościwy
Nim przyjdzie ów dzień straszliwy

Wzdycham z serca obwiniony
Wstyd mnie za grzech popełniony
Bądź tu Boże uproszony

Magdalenie Tyś darował
I łotrowi gdy żałował
Dla mnie nadzieje zachował

Prośba ma niegodna tego
Lecz sam z miłosierdzia Twego
Zbaw, mnie od ognia wiecznego

Niech zdobremi połączony
Będę od złych odłączony
Na prawicy postawiony

A gdy skończysz z przeklętemi
W Ogień piekła skazanemi
Powołaj mnie z wybranemi

Pokorne wnoszę błagania
Z Sercem skruszonym wołanie
O mym losie miej staranie

Dzień to będzie opłakany
Dzień to będzie opłakany
Kiedy zgrobu powołany

Stanę jako obwiniony
Przebacz wszelki błąd spełniony
Przebacz wszelki błąd spełniony

Łaskawy Jezu i Panie
Daj im wieczne spoczywanie

 

Źródło cyfrowa biblioteka POLONA: https://polona.pl/item/1220539/

[Międzyepokowy slam poetycki] Dziady

W. Szekspir „H.”

Patrzcie! znów idzie. — Zastąpię mu drogę,
Choćbym miał zdrowiem przypłacić. — Stój, maro!
Możeszli wydać głos albo przynajmniej
Dźwięk jakikolwiek przystępny dla ucha:
To mów! Czytaj resztę wpisu »

[Link – Polona] Nieśmiertelne frazy Sienkiewicza w obcych przekładach.

http://blog.polona.pl/2016/09/sienkiewicz-w-przekladach/

Henryk Sienkiewicz już za życia był jednym z najczęściej przekładanych polskich autorów. W Polonie możecie znaleźć bardzo wiele obcojęzycznych wydań, które systematycznie gromadzimy w osobnej kolekcji. Są tam nie tylko przekłady na angielski, niemiecki, francuski czy rosyjski, ale także sporo wydań w jidysz, tłumaczenia na serbski, niderlandzki, duński czy islandzki. Poza oczywistymi tytułami natrafić można na mniej znane i często zaskakujące dzieła, jak choćby ozdobiony na okładce romantyczno-tragicznym kowbojem wydany w Mediolanie western Lilliana. Autor Lilliany, podpisany jako Enrico Sienkiewicz, pierwotnie publikował swoje dzieło w odcinkach w „Gazecie Polskiej” jako nowelę Przez stepy. Nad Sienkiewiczem pracowali też esperantyści, na warsztat biorąc przede wszystkim jego nowele.

Czytaj resztę wpisu »

Kasandra [Konfrontacja malarsko-poetycko-muzyczna]

k040880

http://www.bl.uk/catalogues/illuminatedmanuscripts/record.asp?MSID=8359 Iluistracja z anonimowego francuskiego tłumaczenia De claris mulieribus (Le livre de femmes nobles et renomées) Giovanniego Boccaccio; rok powstania około 1440

Ryszard Krynicki
Elegia niczyja

Nie krzycz. Nie wołaj. Zaśnij.
Nie módl się nadaremno.
Nie płacz. Nad twoim miastem,
nad miastem ciemność.

Kto ocaleje, kto zginie
wie może mgła poranna.
Kogo dościgną Erynie
– a kogo hańba.

Nie módl się, nie zaklinaj,
nie krzycz przez sen: Napadną.
Za późno. Bije godzina.
Już są, Kasandro.

Już weszli, Kasandro, nie płacz,
nie płacz nawet nade mną.
Nad miastem łuna i rozpacz,

nad nami ciemność.

 

Jacek Kaczmarski
Kasandra

Nic się nie kończy prostym tak lub nie
I nie na darmo giną wojownicy;
Dlatego mówię: To początek końca,
A lud pijany wspina się na mury,
Bo pustką zieją szańce barbarzyńców.

Strzeżcie się tryumfu – jest pułapką losu,
I nic nie znaczą wrogów naszych hołdy.
Jeden jest ogień, którym płoną stosy;
Miecz o dwóch ostrzach trzyma tępy żołdak…

Ja wam nie bronię radości,
Bo losu nie zmienią wam wróżby,
Ale pomyślcie o własnej słabości,
Zamiast o tryumfie nad ludźmi.

O straszne święto, co poprzedza zgon!
Szczęśliwe miasto pod rządami Priama –
Rynki, świątynie, freski, poematy
Zbezcześci zabłocony but Achaja;
Ślepota dzieci twych otwiera bramy.

Już mrówcza fala toczy się po polu,
Gdzie niewzruszenie tkwi Czerwony Koń.
Ach jakbym chciała być jak oni, być jak oni!
Ach jak mi ciąży to, co czuję, to co wiem…

Bawcie się, pijcie, dzieci,
Jak się bawić i pić potraficie –
Są ludy, co dojrzały do śmierci
Z rąk ludów niedojrzałych do życia…

 

PS. Link do jednej z poprzednich konfrontacji poetyckich opatrzonych kadrami z filmu „pojedynek” Ridleya Scotta: https://bestiariusz.wordpress.com/2015/04/06/slam-poetycki/

† 22 IV 1616 Miguel de Cervantes Saavedra

Żyjący w ciągłym niedostatku i zapomniany aż do śmierci, (…) . Całe jego życie było jednym pasmem zgryzot, borykań się z losem, zawodów i rozczarowań. Śmierć poety przebrzmiała niepostrzeżenie i nawet dziś nie wiadomo, gdzie się znajdują kości największego z pisarzy Hiszpanii. Potomność dopiero wynagrodziła sławą olbrzymią nieśmiertelnego twórcę Don Quijota, który to utwór w edycjach niezliczonych przeszedł do wszystkich literatur świata i jest ciągle przedmiotem sporów, krytycznych studiów i rozpraw.

ze wstępu do Don Kichota z La Manchy w tłumaczeniu Walentego Zakrzewskiego

W 400 lat po śmierci, wspomnijmy wielkiego pisarza. Niezrównanego mistrza literatury, nie tylko hiszpańskiej. I żołnierza spod Lepanto. Czyli Miguela de Cervantesa Saavedrę. Twórcę nie tylko Don Kichota i Sancho Pansy, ale i znakomitej noweli „Rozmowa psów” (zamieszczonej w „Nowelach przykładnych”).

Toast spełniam oczywiście cervezą.

[Koktajle literackie] Poleska delta Mekongu

FlotyllaPinsk

Źródło: www. wikipedia.com

Dzisiaj wstrząśnięty i zmieszany:

Koktajl literacki „Kanonierka” (Andrzej Stojowski)

Ingrediencje:

1/3 – „Karierowicz” Mackiewicza
1/3 – „Jądro ciemności” Conrada w wersji F.F. Copppoli (czyli „Czas Apokalipsy”)
1/6 – Wokulski wraz jego fatalnym zauroczeniem
1/6 – mroczny klimat pogranicza rodem z „Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy” Piaseckiego.

Polesie było „Dzikimi Polami” Drugiej Rzeczypospolitej. Obszar bagien, cieków wod­nych i wysp. Miejsce znakomite do organizowania dywersji bolszewickiej, przemytu towarów i ludzi (w tym szpiegów) oraz zsyłania przeciwników sanacji. Teren wyjęty spod prawa niczym delta Mekongu w okresie wojny wietnamskiej. Nadające się do patrolowania jedynie przy pomocy Floty Pińskiej i zwrotnych dobrze uzbrojonych monitorów oraz kanonierek. Takich, które odegrały swoją wielką rolę w wojnie polsko-bolszewickiej, a które były utrzymywane także w okresie późniejszym aż do 1939 roku.

61d71c8f00280ebb4beb25a2

Mapa WIG z roku 1925 r.

Sam skład koktajlu już wskazuje na intrygi jakie będą towarzyszyły bohaterom i jest poniekąd tzw. spojlerem.

Dlaczego polecam? Krótko: mamy w tym drinku naprawdę ciekawe wątki osobiste, i poli­tyczne (czasy zamachu majowego). Dodatkowe punkty autor powininien uzyskać za oryginalny opis zapomnianej części Wojska Polskiego, czyli Flotylli Rzecznej (więk­szość znanych mi powieści zostało napisanych „malowanych dzieciach” –  ułanach i lotnikach).

Gadatliwość (sic!) realistów i bezradność poety.

Pękają kolejne kłódki, nadwątlone szafy ze sklejki, kupione na talony rozłażą się na łączeniach. Z nich wypadają papiery, niczym ze zdobytej carskiej ambasady (rok 1794) w trakcie insurekcji kościuszkowskiej. Tak oto na jaw wychodzą ciem­ne sprawki, tych, którzy swoja agenturalność próbują nazywać „realizmem poli­tycz­nym”, „gadatliwością” lub „dzieleniem się radością”.

Czytaj resztę wpisu »

[Wydarzenie – 29.01, W-wa] Marta Kwaśnicka i jej najnowsza książka pt. Jadwiga

Zanim wkleję zaproszenie przygotowane przez wydawnictwo dodam „od siebie”, że bardzo polecam tę i poprzednią książkę Autorki, zatutułowaną Krew z mlekiem: http://www.teologiapolityczna.pl/marta-kwasnicka-krew-z-mlekiem/

12538resizedimage216297-krew-z-mlekiem-marta-kwasnicka

 

http://www.teologiapolityczna.pl/29-01-warszawa-spotkanie-autorskie-z-marta-kwasnicka-o-jadwidze

Teologia Polityczna zaprasza na spotkanie autorskie z Martą Kwaśnicką o jej najnowszej książce pt. Jadwiga

Z Martą Kwaśnicką będzie rozmawiała Barbara Schabowska

Kiedy? 29 stycznia
o Której?
18.00
Gdzie?
Państwo Miasto, Generała Władysława Andersa 29, Warszawa

O książce:

Jak mądrze odczytać miejsce kobiety sprzed 620 – 640 lat w XXI-wiecznej Polsce? Marta Kwaśnicka umie postawić świętej królowej Jadwidze takie pytania, które ożywiają naszą, moją w każdym razie wyobraźnię. Pomaga wejść w rozmowę z jednym z najwspanialszych duchów naszej historii. 
prof. Andrzej Nowak

Marta Kwaśnicka stworzyła piękny, plastyczny, daleki od zbędnego patosu i lakiernictwa portret wielokrotny Jadwigi Andegaweńskiej. Jej bohaterka to jednocześnie święta, królowa i pełna temperamentu kobieta, przeżywająca dylematy bliskie nam współczesnym. Ta znakomita, bardzo osobista książka potwierdza, że Kwaśnicka należy do najlepszych dzisiaj pisarek i błyskotliwie kontynuuje najlepsze tradycje polskiej szkoły eseju. 
prof. Maciej Urbanowski

Imponująca erudycja bez cienia pretensjonalności, wielowątkowość wolna od chaosu, szerokość spojrzenia bez mielizn rozumienia, fabuła myśli wartka i wciągająca, poczucie humoru delikatne, niekiedy ironiczne, zawsze jednako od gryzącego cynizmu dalekie i jeszcze do tego błyskotliwa spostrzegawczość zarówno w obrębie najwyższej kultury, jak i najzwyklejszej ulicy – wszystko to sprawiło, że jako czytelnik pochłonąłem esej Marty Kwaśnickiej z zachwytem, jako autor – z zazdrością.  

o. Janusz Pyda OP

 

O Autorce:

Marta Kwaśnicka (ur. 1981) – dziennikarka, jedna z najbardziej oryginalnych polskich blogerek. Autorka i współautorka  dwóch monografii o dziejach Towarzystwa Jezusowego. Od wielu lat współpracuje z portalem Polskiego Radia, teksty o kulturze publikowała m.in. w pismach „Czterdzieści i Cztery”, „fronda”, „Presje”. Dotychczas, nakładem Teologii politycznej, ukazała się jej debiutancka książka „Krew z mlekiem” uhonorowana nagrodą IDENTITAS 2015, Nagrodą Literacką Czterech Kolumn, wyróżniona FENIKSEM 2015 oraz nominowana do Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza.

Insula Barataria, czyli władztwo Sancho Pansy

I choć był to jedynie okrutny żart Księcia i Księżnej, Sancho Pansa otrzymał osta­tecz­nie obiecane przez Don Kichota władztwo nad wyspą. Błędny giermek wyruszał ze swoim błęd­nym panem na dwie wyprawy licząc na łupy (które naprawdę zdobył) i na zdobycie gubernatorstwa wyspy, którą „zwykle błędni rycerze nagradzali swoich giermków w romansach rycerskich”.

Nasz dzielny gubernator po krótkiej podróży przybył do małego miasteczka, liczącego około tysiąca mieszkańców, które było jedną z główniejszych posiadłości księcia. Oświadczono mu, że to jest wyspa Barataria. („Don Kichote” w tłumaczeniu W. Zakrzewskiego)

Miłośnicy Don Kiszota zidentyfikowali większość miejsc gdzie toczyła się powieść Cervantesa oraz sporządzili przy pomocy Google Earth prezentację, opierajac się na bardzo szczegółowej mapie Hiszpanii z 1798: http://trv-checkin.s3-eu-central-1.amazonaws.com/wp-content/uploads/sites/12/2015/04/Mapa.png

Wyspa Barataria została zaś zidentyfikowana jako miasteczko Alcala de Ebro. http://cultura.elpais.com/cultura/2015/08/22/actualidad/1440259627_292359.html

https://www.google.com/maps/search/41.814036,-1.194081+alkaba/@41.8180204,-1.1840198,3098m/data=!3m1!1e3

Jak nazwa wskazuje mieści sie przy rzece Ebro w północnej Hiszpanii. Rzeka ta w tym miejscu meandruje, tworząc półwyspy, które w trakcie powodzi zamieniają się w wyspy. Tereny te znał dobrze Cervantes i być może dlatego umieścił tutaj jeden z epizodów swojej genialnej książki.

El río Ebro desde la Insula de Barataria (Alcalá de Ebro). España.

Jak to wspomnieliśmy na początku, przyznanie gubernatorstwa wyspy Sanchowi, było jedynie spowodowane tym że w swoim szaleństwie Książe i Księżna chcieli szydzić z naszego Giermka, gdy będzie – przekonany o swojej ważności – sprawował rządy nad podłą mieściną.

I choć Sancho na żarcie się nie poznał, to rozumiał, że takie nagłe jego wyniesienie jest wbrew naturze. Zrezygnował mówiąc:

— Żegnam was, panowie, każcie otworzyć mi bramę i pozwólcie wrócić do dawnej swobody. Nie jestem stworzony na gubernatora, nie umiem bronić wyspy przeciw napastnikom. Moim rzemiosłem jest uprawa ziemi, a nie obrona królestw i praw dyktowanie. Świętemu Piotrowi dobrze w Rzymie, a mnie w chacie mojej w dymie. To ma znaczyć: niech każdy siedzi, gdzie mu należy i nigdzie dalej nie bieży; niech strzeże swego powołania i chroni się górę sięgania. Mnie bardziej przystał sierp do ręki, niż królewskie berło, wolę też co dzień najeść się barszczu ze szperką, niż dać się zamorzyć doktorowi, który nim znajdzie dla mnie potrawę, brzuch mi pozielenieje z głodu. Żegnam was, panowie, raz jeszcze, powiedzcie ode mnie księciu, że nagi przyszedłem na świat i nago zeń wychodzę, to ma znaczyć, że objąłem rządy bez grosza i tłumoczka i bez grosza i tłumoczka z nich wychodzę, zupełnie przeciwnie, niż wszyscy gubernatorowie. Dzień dobry i dobranoc wam, panowie! Puśćcie mnie; muszę kazać się obandażować, bo dzięki nie­przy­ja­cio­łom, którzy potratowali mnie i więcej niż sto razy prze­spa­ce­ro­wali się po mnie, mam prawie wszystkie żebra popękane.

Paul Cazin – chrześcijanin, żołnierz, humanista.

wwmonkeymountain019js.jpg

Głos powiedział do mnie: „Spełń swój obowiązek, lecz spełń go bez złudzeń. A dasz się omamić swojemu obowiązkowi, jeśli wyobrażasz sobie, że spełnienie go ma wielkie dla ciebie znaczenie i przynosi ci ogromną korzyść.

Tak pisał Paul Cazin (francuski polonista i tłumacz literatury polskiej żyjący w latach 1881–1963), gdy w roku  1915 roku znalazł się w okopach.  Nie uważał jak niektórzy, że bierze udział w „ostatniej z wojen”. Stałe zagrożenie życia i okropności wojny znosił pokornie, wykonując swoje żołnierskie obowiązki i dając przykład podwładnym w kompanii (jak pisał: 68 ludzi i 4 kaprali). Chwilami wytchnienia była dla niego lektura Biblii i Homera.

post-23884-1224498180

Swoje zapiski i refleksje umieścił w 1919 roku w zbiorze zatytułowanym „Humanista na wojnie”. Poprzedza je piękną inwokacją:

Wraz ze mną wyruszyłaś na wojnę, błogosławiona karmicielko moich młodych lat, Starożytności. W polowej torbie niosłem was z sobą Mistrzowie lutni boskiej i świeckiej, między chustkami i sucharami, zagubionych lub ukrytych w zakamarkach moich ładownie. Pomagaliście mi unikać pomyłek i z godnością przejść czas prób. Dzięki wam udało mi się zmóc nudę i lęk śmiertelnych godzin — gdyż umysł swój powierzyłem zawiłym filologicznym komentarzom, a serce podmuchowi poetyckich parafraz. Ale zawdzięczam wam przede wszystk im to, że pośród zgiełku alarmów pozostałem uczciwym człowiekiem. Wasze potężne wizje skryły przede mną pospolitość grozy, a śpiewy wasze nakazały zamilknąć pokusie. Gdy otoczyły mnie ciemności i ogarnął lęk przed śmiercią, wy podaliście mi „skrzydła gołębicy”.

 

Assaut

http://www.passioncompassion1418.com/citations/english_citations.html

Gdy o zmierzchu wchodzimy do okopów, gdy trzeba mówić cicho i rzucać na ziemię papierosy, gdy rakiety unoszą ciemne brzegi horyzontu, jakby noc odmykała swe powieki i spoglądała na nas swą wypłowiałą źrenicą — o czymże myśli ten gruby prostak, który ssie swój wygasły niedopałek?

— Daj swój karabin — mówi słabemu, który wlecze się obok niego.
— W porządku, nie jestem zmęczony. Nie odczuwam go wcale.
— Daj swój karabin, powiadam ci, doznasz ulgi.

I tak zobaczyłem jednego, który niósł cztery karabiny. „Pewien Cyrenejczyk przechodził tamtędy…”

25Sept1915

http://www.passioncompassion1418.com/citations/english_citations.html

PÓŁ DO PIERWSZEJ

Słońce upalne. Sunę na czworakach, by skontrolować najbardziej wysunięte pozycje, stanowiska podsłuchu. Moje łobuzy mają dziwny sposób podsłuchiwania. Znajduję ich śpiących na dnie leju po granacie, z rozłożonymi kolanami i z karabinami na brzuchu. Prawdziwy obraz apostołów z Ogrodu Oliwnego — gdyby nie ta broń! Diabeł na szczęście także śpi.

 

Po prostu: Polecam.

Rękopis spreparowny przez wydawcę.

Góry Sierra Morena. Można w nich przepaść bez wieści na wiele tygodni, z czego skorzystali zarówno: Cardenio, jak i szlachcic hiszpański Kichada, znany szerzej pod mianem don Kiszota. To także miejsce niebezpieczne i dzikie, czego doświadczył Alfons de Worden, który obudził się kilkukrotnie pod szubienicą braci Zoto.

Historię Błędnego Rycerza mogliśmy przypomnieć sobie w zeszłym roku z nowego tłumaczenia Wojciecha Charchalisa, natomiast historię de Wordena możemy poznać z zupełnie świeżego wydania Rękopisu znalezionego w Saragossie.

 potocki_rekopis_m

To najnowsze wydanie powieści Jana Potockiego jest niezwykłe, ponieważ ma być to pierwsze tłumaczenie powieści w formie, w jakiej zamierzył to autor. Jest bowiem oparte na oryginalnym francuskim wydaniu z roku 1810, a nie wersji Edmunda Chojeckiego z 1847 roku. Jak dowodzą bowiem badacze wersja Chojeckiego (pierwszego wydawcy polskiego tłumaczenia) jest kompilacją dwóch wariantów powieści (z 1804 i 1810 r.), do których tłumacz dopisał własne fragmenty tam, gdzie połączenie obu wersji było niepełne lub absurdalne. Okazuje się więc, że dotychczas wszyscy czytaliśmy powieść na motywach Potockiego, a nie powieść Potockiego.

http://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka/3572/Rekopis-znaleziony-w-Saragossie—Jan-Potocki

Dzięki Wydawnictwu Literackiemu, możemy po ponad 200 latach przeczytać wreszcie ostateczną i kompletną wersję Rękopisu znalezionego w Saragossie. Do czego zachęcam.

Książka została pięknie wydana i ozdobiona ciekawymi ilustracjami oraz opatrzona przypisami, które warto czytać – dotyczą nie tylko powieści Potockiego, ale stanowią także ciekawe źródło informacji o obszarze na którym toczyły się przygody don Kiszota, do których to przygód Potocki nawiązywał.

Niewątpliwie jest to jedna z najciekawszych powieści polskiego autora, choć nie napisana oryginalnie w języku polskim. Kolejne warstwy fabuły nakładające się na siebie stanowią niedościgniony wzór dla kolejnych pokoleń autorów, na równi z Dekameronem czy Narzeczonymi Manzoniego.

Literatura pozwala twórcy na więcej niż inne sztuki. Nie jest bowiem ograniczona dwuwymiarowym płótnem, kartką, taśmą filmową lub mocą obliczeniową komputerów na których przygotowuje się efekty specjalne. Ograniczeniami takimi zdawał się nie przejmować Christopher Nolan (reżyser, scenarzysta i producent), który w nakręcony przez siebie w 2010 roku filmie Incepcja, sięgnął w nowatorski sposób po koncepcję powieści szkatułkowej i w niemożliwy prawie sposób zagłębiał się w kolejne warstwy fabuły. Moim skromnym zdaniem, tym obrazem dołączył do wymienionych wyżej twórców.

Przypomnijmy też, że Rękopis… Potockiego był inspiracja nie tylko filmu ze Zbigniewem Cybulskim w roli głównej, ale i wystawionego w 2009 r. baletu przygotowanego przez zespół opery wrocławskiej:

https://cojestgrane.pl/polska/dolnoslaskie/wroclaw/wydarzenie/10fn/rekopis-znaleziony-w-saragossie-balet/bylo

mvv

mw3

[linki] Szkice Tolkiena stworzone podczas pisania.

[link] Przemysław Dakowicz o zbrodni w Piaśnicy

Kilka wpisów wcześniej pisałem o Wańkowiczu i jego reportażu z Prus Wschodnich, czyli książce „Na tropach Smętka”(„Wańkowicz u Smętka na przyszpiegach”). W tekście tym wspomniałem o niemieckich zbrodniach z okresu II wojny światowej, które miały miejsce w piaśnickich lasach.

Obszernie napisał o tej zbrodni Przemysława Dakowicza w blogowym cyklu opatrzonym tagiem „Afazja polska II”. Jak wiadomo afazja to schorzenie, polegajace na tym, że człowiek, który nie miał żadnych problemów z mówieniem – nabawia się takich trudności, nie rozumie mowy, zaczyna mieć problemy z pisaniem i czytaniem. Tak i ja mam ochotę milczeć o tych zbrodniach. Wyprzeć je z pamięci. Tak pewnie zamilkli ci, którzy dokonywali w 1946 r. ekshumacji ofiar niemieckich zbrodni.

Odwołuję się do Dakowicza, ponieważ nie dysponuję literackim talentem. Posługuję się jedynie cytatami, ale zastanawiam się, czy nawet posiadając talent pisarski byłbym w stanie pisać o tak okropnych wydarzeniach. Wydaje się, że każde zdanie o dwudziestowiecznych zbrodniach wojennych podtruwa, wpędza w depresję. Kilka godzin spędzonych na przeglądaniu informacji do tekstu o wojennych losach polskich aktorów z filmu „Ja tu rządzę” z 1939 r. (https://bestiariusz.wordpress.com/2015/11/13/zaduszki-filmowe-czyli-ja-tu-rzadze-1939-r/) sprawiło, że nie mogę bez wzruszenia oglądać nie tylko tej, a ale i wielu innych pięknych przedwojennych komedii.

A tymczasem Przemysław Dakowicz napisał takich tekstów kilka-kilkanaście. Umiem jedynie wyobrazić sobie jego wysiłek.

Dlatego czytam tych którzy potrafią, mają siłę odpowiednie dać rzeczy słowo i poświęcają swój spokój ducha, by napisać i krzyczeć głośno. Żebyśmy nie zapomnieli.

– – – – – – – – – – – – – – — – – – – – – –

Czytam o piaśnickim lesie i nie mogę pojąć ogromu tej zbrodni, mimo, że przecież były miejsca gdzie Niemcy mordowali nawet i więcej osób.

Poniżej krótkie fragmenty z dwóch najnowszych tekstów, a następnie linki do wszystkich artykułów:

W sierpniu 1944 roku, gdy było już oczywiste, że III Rzesza przegra wojnę, niemieckie władze okupacyjne skierowały do lasów w okolicach Wielkiej Piaśnicy grupę więźniów z obozu koncentracyjnego Stutthof. Trzydziestu kilku mężczyzn w obozowych pasiakach, z kajdanami na nogach, pracujących pod stałym nadzorem esesmanów, miało usunąć wszelkie ślady dokonanych tu przed kilku laty masowych ezgekucji. Ścięto odpowiednią liczbę drzew, przygotowano paleniska, rozkopano mogiły i spalono wydobyte z nich ludzkie szczątki. Ile ich było? Jeśli od szacunkowej liczby dwunastu-czternastu tysięcy ofiar ludobójstwa w lasach piaśnickich odejmiemy liczbę trzystu pięciu zwłok odnalezionych w październiku 1946 roku, otrzymamy wynik przerażający. Czy to do pomyślenia, by na leśnych paleniskach, obsługiwanych przez trzydziestu kilku więźniów, dało się spopielić tak wielką ilość ludzkich ciał?
(…)
Cel i sens ludobójstwa dokonanego w Piaśnicy oraz zacierania śladów tej zbrodni był doskonale zbieżny z celem i sensem planowej, rozpisanej na lata akcji pozbawiania Polaków ich tożsamości – jej zwieńczeniem miał się stać proces konsekwentnego dopalania Warszawy po upadku powstania. Ogień trawiący historyczną tkankę architektoniczną polskiej stolicy, którą Adolf Hitler kazał zrównać z ziemią, był tym samym ogniem, który kilka tygodni wcześniej płonął na piaśnickich paleniskach.
Całość:

http://dakowicz.blogspot.be/2015/11/piasnica-myny-historii-1.html

http://dakowicz.blogspot.com/2015/11/piasnica-myny-historii-2.html

http://dakowicz.blogspot.com/2015/10/piasnica-dziecko-i-las-1.html

http://dakowicz.blogspot.com/2015/10/piasnica-dziecko-i-las-2.html

http://dakowicz.blogspot.com/2015/10/piasnica-hieroglif-pustki-1.html

http://dakowicz.blogspot.com/2015/10/piasnica-hieroglif-pustki-2.html

http://dakowicz.blogspot.com/2015/09/piasnica-pod-mikroskopem-pamieci.html

Tadeusz Gajcy muzycznie potrójny

[Literatura] 10 miesięcy w niewoli ISIS z optymistycznym finałem.

Wsród wielu informacji o terrorze tzw. Państwa Islamskiego na Bliskim Wschodzie znalazłem i taką historię, która miała optymistyczny finał.

Zacznijmy od początku:

http://www.dailymail.co.uk/news/article-2451424/Nicolas-Henin-Pierre-Torres-French-journalists-taken-hostage-Syria.html

9 października 2013 r. w mediach pojawiła się informacja, że dwóch francuskich dziennikarzy znalazło się w niewoli ISIS. Podano, że są to: Nicholas Henin – przebywający w Syrii jako korespondent czasopisma „Le Point” oraz Peter Torres ze stacji telewizyjnej „Arte”. http://www.dailymail.co.uk/news/article-2451424/Nicolas-Henin-Pierre-Torres-French-journalists-taken-hostage-Syria.html#ixzz3gPjPOMsl

20 kwietnia 2014 r. zakładnicy znaleźli się na wolności. http://www.dw.com/pl/uwolnieni-zak%C5%82adnicy-na-temat-bojownik%C3%B3w-pa%C5%84stwa-islamskiego-ogl%C4%85daj%C4%85-te-same-filmy-co-my/a-18306571

Natomiast w marcu 2015 r. byli zakładnicy wydali książkę. Jednak, nie były to, jak się można spodziewać wspomnienia, lecz bajka dla dzieci. Bowiem Henin i Torres przebywając w niewoli dodawali sobie sił do przeżycia każdego kolejnego dnia w takich ekstremalnych warunkach, pisząc książkę, którą z braku papieru spisywali na resztkach opakowań papierowych po żywności. Henin pisał (z myślą o swojej pięcioletniej córce), a Torres wykorzystywał swoje talenty plastyczne.

Książeczka została zatytułowana Papa Hérisson rentrera-t-il à la maison? (Czy tata jeż wróci do domu?) bo jak wspomina Henin, jeż jako bohater opowieści przyszedł mu na myśl, gdy czasami miał ochotę „zwinąć sie w kulkę” i  odizolować się od okrutnego świata.

B_QjuF6UsAA3wKx.jpg large

Książeczka z pięknymi ilustracjami miała wspaniałą akcję promocyjną, bowiem tytułowy jeż występował na plakatach w różnych rolach: jako VIP udzielajacy wywiadów, jako pracownik drukarni, jako jeniec, protestujący przeciw śmierci zakładników którzy nie zostali uwolnieni, czy wreszcie szcześliwie spędzajacy czas ze swoją rodziną.

B_q7sN3WEAACQZE.jpg large

B_zW0FKW8AAeBEr.jpg large

B_v1KjGW8AA_kKs.jpg large

B_kCHr_W8AAdPwQ.jpg large

B_BPUlpXAAEXdOf.jpg large

B-XLu8NCYAA4ikc.jpg large

B98feuMCUAAyFMB.jpg large

 

 

B8-WHZcIgAAfJgg.jpg large

B9ddWFNIMAE4bge.jpg large

B8wfCaNIIAAl7dR.jpg large

B8lZ7IvCcAAHarf.jpg large

 

Inne źródła:

http://m.wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,117915,17545494,Dziennikarz_przez_prawie_rok_byl_jencem__Dzihadi_Johna__.html

http://radioem.pl/doc/2388703.Byly-wiezien-IS-mowi-o-dzihadystach

http://www.rp.pl/artykul/1185229.html?print=tak&p=0

Wojna… wiosny z zimą według Mackiewicza.

 

Cytat z powieści Józefa Mackiewicza „Karierowicz”:

 

Wojna na całym Bożym świecie. Długo, zazwyczaj bardzo długo walczy zima i wypiera wiosnę z raz już zdobytych przez nią pozycji. Teren przechodzi z rąk do rąk. Wiosna okupuje kraj, ustanawia swe porządki, obwieści obowiązujące prawa. Jej urzedowe rozporządzenia pisane są przez kwiaty na mchu, szum skrzydeł przelotnych ptaków, przez młode listki, puch wierzb, nocne wołania dzikich gesi. Śnieg kurczy się jak gąbka, zdycha, leży wreszcie trupem, brudno się rozkłada i przestaje istnieć. Tymczasem skowronki robią propagandę od świtu do zmierzchu i choć starzy ludzie, podobnie jak stare wrony i stare wróble na każdym dachu, ostrzegają przed nią, większość rzeczy ulega jej całkowicie. Na obłysiałe wzgórze wychodzi oracz, a za smugą pługu czarny szereg gawronów w poszukiwaniu pędraków. W południe jest ciepło, koń odpoczywa, człowiek skręca machorkę w kawałek zimowej gazety i siny dymek ciągnie do sinego nieba. Ale za puszczą na wschodzie leżą, hen, kraje, siódme rzeki i jeziora, wszystkie jeszcze pod lodem. To ostatnie rezerwy zimy. Gdy wiosna je ruszy, zima rzuca wiatr. Walka odbywa się zrazu w powietrzu. Ciężkie bombowce chmur, ładowane śniegiem i gradem, ciągną na spotkanie południa. Płyną i płyną, zasłaniają słońce, pędzą precz agitatorów wiosennych z nieba, opanowując sieć informacyjną, i wtedy druty na wszystkich szosach huczą i gwiżdżą jednostajna wieścią; huuuu… zima wraca! Zdarza się, że gęsty deszcz przechodzi raptownie w śnieg, pokrywa pierwiosnki, mnie głupią trawę, ugina swym ciężarem młode pędy, mści się na każdym, kto nieopatrznie dał wiarę propagandzie wiosny.

« Older entries