Dziki Zachód bez retuszu –

Nasze wyobrażenia o tzw. „Dzikim Zachodzie” niewątpliwie ukształtowane zostały przez gatunek filmowy zwany westernem, tak jak na naszą wizję Dzikich Pól ma niewątpliwie wpływ „Trylogia” Sienkiewicza.

Oczywistym jest, że codzienne życie wyglądało zupełnie inaczej (czytaj: spokojniej).  Nawet słynna strzelanina w Tombstone (O.K. Corral) ponoć trwała jedynie kilkadziesiąt sekund i odbiegała od tego co przedstawiono w kilkunastu filmach na jej temat. Prawdziwe oblicze zachodnich terytoriów Stanów Zjednoczonych można natomiast podziwiać na fotografiach sprzed blisko 150 lat. Niektóre z nich można znaleźć na przykład pod tym adresem interntowym:

http://www.dailymail.co.uk/news/article-2149899/The-American-West-youve-seen-Amazing-19th-century-pictures-landscape-chartered-time.html

Warto w tym miejscu

Bogatym źródłem fotografii z XIX wieku jest portal http://www.shorpy.com/ – bogate źródło, zwłaszcza dla osób zainteresowanych wojną secesyjną

Reklamy

Weźmiy Materyą miesną jaką chcesz…

…osobliwie jednak Kapłona albo Kurę, Sarnę albo zaięcy udziec, ocięgni, odbierz, wleź w garnek, nakray słoniny…

To początek jednego z przepisów zawartych w najstarszej polskiej książce kucharskiej autorstwa Stanisława Czernickiego.

Livre du roi Modus et de la reine,
Bibliothèque nationale, Département des manuscrits, Français 22545 fol. 72.
Źródło: Wikipedia

Wśród ksiażek historycznych, jakie w ostatnim czasie pojawiły sie na rynku, zwróciły moją szczególną uwagę nowe wydania właśnie takich zabytków sztuki kulinarnej.

W publikacji takich perełek przoduje Muzeum-Pałac w Wilanowie, które wspólnie z Uniwersytetem Mikołaja Kopernika w Toruniu i Fundacją Książąt Lubomirskich przygotowało serię „Monumenta Poloniae Culinaria„, a wśród nich:

oraz

wszystkie te książki są do nabycia w  sklepie internetowym muzeum w Wilanowie: http://e-sklep.wilanow-palac.pl/

Tym zaś, którzy chcieliby jedynie zapoznać się z przepisami zamieszczonymi w Compendium Ferculorum i samodzielnie pobawić się odcyfowywanie przepisów polecam wizytę na stronach Wielkopolskiej Biblioteki Cyfrowej:

http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/docmetadata?id=66766&dirds=1&tab=2 gdzie znajduje się skan oryginalnego wydania książki Czernickiego z 1682 r. (!)

Nie można też pominąć egzotycznej publikacji wydanej przez Towarzystwo Wydawnicze „Historia Iagellonica”, czyli „Libre de Sent Sovi” najstarszej znanej katalońskiej księgi kucharskiej: http://www.matras.pl/poradniki/kulinaria/llibre-de-sent-sovi-katalonska-sredniowieczna-ksiega-kucharska.html?utm_source=nokaut.pl&utm;_medium=cpc&utm;_campaign=2012-07&utm;_content=145764#nclid=ed2f656c998d21f56d5e57a697fadf26

 

przy okazji przypominamy o zeszłorocznym żarcie primaaaprilisowy w wykonaniu British Library, czyli książce kucharskiej  z przepisami na potrawy z jednorożca:

https://bestiariusz.wordpress.com/2012/07/05/a-yednorozca-piecz-na-roznie-godzin-dwie/

Sowa króla Zygmunta Wazy

Kazimierz Konarski w cytowanej już wcześniej książce „Warszawa w pierwszym jej okresie stołeczności” podaje:

„Razu jednego, głosi opowieść czy legenda, gdy mu arcybiskup i kanclerz o wojnie coś donosili, notował sobie coś w pularesie. Sądzili, że niespokojny był o los wojny, a król, który był dobrym malarzem, złotnikiem i tokarzem, pokazał im narysowaną małą sowę”. *

Jednak jak przekazuje Konarski, król Zygmunt potrafił stworzyć dzieła bardziej skomplikowane niż owa mała sowa. Albowiem wykonał król gotycką monstrancję, która znajdował się skarbcu katedry warszawskiej, zegar ścienny podarowany w 1597 legatowi Gaetano oraz obraz znajdujący się w galerii augsburskiej – przedstawiający św. Łucję. O ile obraz świętej  wprost jest przypisany królowi, to warto wspomnieć, że w tej galerii znajduje się także inne dzieło (oficjalnie o nieustalonym autorstwie) które niektórzy przypisują Zygmuntowi III, a inni… Rubensowi lub Tinorettowi.

Takie królewskie hobby było jednak nie w smak opinii szlacheckiej. Choć i tak łatwiejsze do zaakceptowania niż  gra w piłkę i kręgle (te rozrywki gromił np. Wacław Potocki).

Zygmunt III Waza (1861. Akwarela na papierze)
Autor: Jan Matejko
Źródło: http://www.pinakoteka.zascianek.pl

* – cytowany przez K. Konarskiego fragment pochodzi prawdopodobnie z książki: „Mecenat Zygmunta III i życie umysłowe na jego dworze” autorstwa Czesława Lechickiego.

Warszawskie bileciki dwustrefowe… w XVIII wieku.

Pod koniec ubiegłego i na początku obecnego roku mieszkańcy podwarszawskich miejscowości żywo dyskutowali na temat zmian cen biletów dwustrefowych, które umożliwiały korzystanie z komunikacji miejskiej zarówno na terenie Warszawy, jak i sąsiednich miejscowości (np. Otwocka, Karczewa). To tyle tytułem wstępu.

Czytelnik zapewne zapyta co ma to wspólnego z XVIII wiekiem. Ma i to sporo.

(Źródło: Wikipedia)

Sam pomysł ze zorganizowaniem komunikacji dwustrefowej nie jest wcale tak nowy. Otóż Kazimierz Konarski, w książce „Warszawa w pierwszym jej stołecznym okresie” (Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1970 r .) zamieścił taką informację:

Dla fiakrów warszawskich, kiedy ich pod koniec lat siedemdziesiątych XVIII wieku zorganizowała specjalna kompania, wydano szereg przepisów porządkowych i taksę obowiązującą w granicach miasta. „Fiakry kursować mieli – pisze Żebrowski(*) – od godz. 6 rano w lecie, a w zimie od 7 do północy. Jako stacje wyznaczone były miejsca pod statuą Zygmunta, przed pałacem Radziwiłłowskim na Krakowskim Przedmieściu (…) i koło kościoła ks. ks. Pijarów przy ul. Długiej; prócz tych stacji głównych dodano parę mniejszych przystanków. Poza tymi punktami nigdzie, zwłaszcza zaś w pobliżu szynków, fiakrom nie wolno było się zatrzymywać. Wszelka jazda w obrębie obszaru zamkniętego między Wisła a ul. Bagno, Pl. Grzybowskim, ul. Zimną i Rymarską z jednej, a Muranowem i ul. Świętokrzyską z drugiej strony uchodziła za kurs normalny, od którego się należał 1 zł. Na granicach tego obszaru jurysdykcja wystawiła tablice z napisem: <<Tu kursu koniec>>. Jazda dalsza aż do okopów miejskich, a także jazda nocna nocna była opłacana podwójnie. Można też było najmować fiakry na godziny, płacąc za każdą po dwa  złote. Opłacać należało zawsze z góry do rąk pisarka kompanii dyżurującego na stacji.”

(*) – Przypis wyjaśnia, iż chodzi o artykuł T. Żebrowskiego „Policja ruchu ulicznego w Warszawie za Stanisława Augusta” (opublikowany w czasopiśmie „Kronika Warszawy” Nr 5 z 1929 r.)

„Czołgi” przeciw wojskom Rzeczypospolitej, czyli hulajgrody na saniach pod Moskwą

W  publikacji zatytułowanej Moskwa w rękach Polaków. Pamiętniki dowódców i ofi­ce­rów garnizonu polskiego w Moskwie w latach 1610—1612 (Wydawnictwo Platan 1995 r.) znalazłem interesujący fragment Diariusza Samuela Maskiewicza…, który zacytuję:

„Die 4 aprila, Poniedziałek Wielkanocny, dano znać, że Proszewicki idzie w 15.000 wojska. Pan Struś ze swoim się pułkiem wymknął, aby szedł przeciwko niemu, a nie miał, jeno 500 koni w pułku. I tak przydawszy mu koni 200 pan Gąsiewski wyprawił go w imię Pańskie nań.

Potkał pan Struś Proszewickiego w mil 4 od stolicy, który z hulaj­grodami szedł, to jest na saniach wielkich wrota na kołowrocie stały mając dziur kilka w sobie dla strzelania z samopałów. Do tych sań każdych po 10 strzelców przystawiono, ci i sanie przed sobą pchną, i strzelają stanąwszy jak z zamurza. A takich sań tak wiele, jako tabor jego potrzebował, że wszędzie tak na zadzie, bokach jako i na przedzie taboru wkoło podle siebie były prowadzone.

Nie mając nigdzież dziury od taboru, nie lza było naszemu kopijnikowi, jeno spieszyć się z koni a rozerwać tabor; i tak uczynili. Wpadłszy za tym 700 człowieka, za pomocą Najwyższego pobili i pogromili nieprzyjaciela znacznie…”

Zwróćmy uwagę na fakt, że sanie wspomniane w powyższym fragmencie nazwane zostały „hulajgrodami”, a więc rodzajem machiny oblężniczej. Po drugie intere­su­jące jest, iż „wrota”, a więc tarcza, która osłaniała strzelców i posiadała odpo­wied­nie otwory strzelnicze została umieszczona na „kołowrocie” — który jak rozumiem pozwalał obracać tarczę w różne strony — w zależności skąd następował atak. Można wręcz powiedzieć, że pełniły funkcję czołgów lub transporterów opance­rzo­nych i to dostosowanych do działania w warunkach zimowych.

Co prawda walka w taborze nie jest niczym wyjątkowym w historii — tak walczyli husyci i tak też walczono na południowo-wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej. Jednak z użyciem przez wojska moskiewskie sań i to odpowiednio przygoto­wanych do walki, spotkałem się po raz pierwszy.

Jako bonus dorzucam niepoprawny politycznie obraz Matejki: Carowie Szujscy na sejmie warszawskim 29 października 1611 (źródło: Wikipedia).

PS. Z kalendarium zamieszczonego na końcowych stronach Moskwy w rękach Polaków wynika, że starcie mogło mieć miejsce 31 marca 1611 r.

03.05.2012 – „łikendowy” zestaw linków…

Nowojorskie archiwum miejskie udostępniło zdjęcia pokazujące jak NY wyglądał jeszcze 60 lub 100 lat temu. Ciekawostka dla miłośników starych zdjęć…


http://www.theatlantic.com/infocus/2012/04/historic-photos-from-the-nyc-municipal-archives/100286/

 

Równie interesujące zdjęcia można znaleźć w cyfrowym repozytorium Biblioteki Kongresu.  W kolekcji ponad stu pocztówek z XIX w. przedstawiających zakątki cesarstwa rosyjskiego, znajduje się także kilkanaście zdjęć Warszawy.

 http://www.loc.gov/pictures/search/?q=LOT%2013419,%20warsaw&st=gallery

 

Ponadto ciekawostka dla osób, które uważają, że zwykły lańcuch przy drzwiach to mało, żeby zapewnić bezpieczeństwo…


http://blog.makezine.com/2008/04/01/labrynth-lock-thinkgeek/

Człowiek ze Stratfordu…

Dzisiaj w ramach Bestiariusza polecam kolejny artykuł T. Gabisia, w którym autor przedstawia  rewizjonistyczne teorie na temat autorstwa sztuk  przypisywanych niejakiemu Szekspirowi:

http://www.tomaszgabis.pl/?p=663 

http://rebelya.pl/post/446/gabis-od-delii-bacon-do-filmu-anonimus 

Mit Chińskiego Muru…

Tym razem link do artykułu znakomitego publicysty, Tomasz Gabisia. Autor zazwyczaj pisze na tematy „niemieckie”. Tym razem zajął się Chińskim Murem.

Pełny tekst jest dostępny pod adresem: http://www.tomaszgabis.pl/?p=658

A to fragment na zaostrzenie apetytu:

Pod koniec dziewiętnastego wieku Francuz ksiądz Larrieu opublikował książkę zatytułowaną: Chiński Wielki Mur: dowód, że ten mur, takim jak się go powszechnie opisuje, nie tylko nie istnieje ale nigdy nie istniał (Paryż 1887). Ksiądz Larrieu uważał, że rzeczywiście w głowie jednego z chińskich cesarzy powstała idea czegoś w rodzaju Wielkiego Muru, ale nigdy nie została zrealizowana, choć można domniemywać, że pewne kroki w tym kierunku poczyniono. Według Larrieu`go świadczyć mogą o tym niskie, kwadratowe wieże usypane z ziemi lub podobne ziemne wieże dodatkowo pokryte kamieniami. Ale wieże te znajdują się w dużej odległości od siebie i nigdy nie były połączone ze sobą żadnym murem. I to jest, stwierdził Larrieu, chyba dokładne wyobrażenie tego, czym był Wielki Mur, to jest rzekomy Wielki Mur zredukowany do swoich rzeczywistych wymiarów.

Newer entries »