Ogłoszenia drobne i reklamy w gazecie sprzed 160 lat.

Kurjer Warszawski z 3 stycznia 1858 roku

kwar1858.3

Link: Polona – Biblioteka cyfrowa

Bonus dla militarystów, szczególowy, propagandowy opis kampanii na kaukazie jesienią i zimą 1857 r. ana stronie pierwszej dziennika:

Kurjer Warszawskie No3 z 1858 r. Niedziela 3 stycznia

WIADOMOŚCI Z CZECZNI. Ludność rozbójnicza i wojownicza Czarnych gór, stanowiących granicę równiny Małej Czeczni, oddaną była stale grabieżom i rozbojom. Od niejakiego czasu ludność ta poczęła zwiększać się przybyszami, pochodzącymi po większej części z Wielkiej Czeczni, gdzie wzrastający coraz wpływ nasz, skłania dobrze myślącą ludność tameczną do przesiedlenia się do nas, podczas gdy powodzenia naszego oręża zmuszają ludzi nawykłych do rozboju, szukać schronienia w górach. Zgromadzenie się w górach Czarnych Małej Czeczni ludności rozbójniczej wymagało stanowczych z naszej strony działań, dla zniesienia tego przytułku rabusiów. W tym celu JeaerałLejtnant Jewdokimow skoncentrował oddziały w nocy na 19go Października w stanicy Archan-Jurtowskiej, w Groźnej, w posterunku Berdykel i w aule Wielki Cseczeń. Rozlokowanie tych oddziałów na rzekach Surżi i Arguni, oraz wieści umyślnie puszczone, wprowadziły nieprzyjaciela w błąd i utwierdziły go w przekonaniu, że Jenerał Jewdokimow zamierza posunąć się ku Wielkiej Czeczni.
Czytaj resztę wpisu »

Reklamy

1 stycznia 1858 r. Premiera „Halki” Stanisława Moniuszki.

1 stycznia 1858 roku góral Jontek po raz pierwszy zaśpiewał publicznie, że jodły szumią na gór szczycie.

Premierowa obsada:
Halka – Paulina Rivoli
Jontek – Julian Dobrski
Stolnik – Wilhelm Troschel
Janusz – Adam Ziółkowski
Zofia – Kornelia Quattrini
Dziemba – Jan Stysiński
Dudarz – Napoleon Lucas
Góral – Aleksander Mystkowski

Ponieważ wydarzenie to miało miejsce w Grodzie Syreny informacji o tym spektaklu nie mogło zabraknąć w Kurjerze Warszawskim z dnia 2 stycznia 1858 roku (Nr 2):

Wczoraj Teatr Wielki rozpoczął rok nowy, dawno oczekiwaną Operą Stanisława Moniuszki, p.n. Halka. Znakomity nasz Kompozytor, dał nam poznać w tem dziele wszystkie piękności harmonji, w jakie bogaty jest jego niepospolity talent. Począwszy od uwertury, aż do ostatniego numeru Opery, zadowolenie Publiczności objawiało się przez ciągłe oklaski, i słusznie, bo ileż to tam jest tonów przemawiających do serca i jak były wykonane! Orkiestra pod kierunkiem Dyrektora Opery Quattrini, Artyści i Chóry, także przyłożyli się, aby godnie oddać wszystkie myśli kompozytora. Pan Dobrski rolę Jontka, oddał z całą potęgą swojego olbrzymiego talentu; Panna Rivoli artystycznie przedstawiła Halkę; nieszczęścia i rozpacz biednej dziewczyny, cudnie się wydały w ślicznym śpiewie i wybornej grze naszej Artystki; również PP. Troschel i Ziółkowski, doskonale wywiązali się z swoich zadań. Charakterystyczne i pełne życia tańce, układu Pana Turczynowicza, Dyrektora Baletu, bardzo się podobały. Z zadowoleniem także widziano staranny układ sceniczny Pana Matuszyńskiego, Reżysera Opery. Zadziwiającego effektu są nowe dekoracje pędzla P. Sacchettego, mianowicie w akcie 4-tym okolica wiejska nad Wisłą, z widokiem na Karpaty, oświetlona promieniami wschodzącego xiężyca. Wreszcie piękne a stosowne do epoki ubiory męskie z pracowni P. Guth, Kostiumera Teatrów; damskie P. Ewy Gwozdeckiej, przyczyniły się do świetności wystawy. Libretto do tej Opery zawdzięczać winniśmy Panu Włodzimierzowi Wolskiemu, chlubnie znanemu Autorowi w naszej literaturze.

Prawie 20 lat temu kabaret Potem tak skomentował to dzieło:


Na gorąco wypowiedział się o nowej operze także fachowy tygodnik Ruch Muzyczny w pierwszym numerze z roku 1858 (z datą 6 stycznia).
Najpierw nieco zjadliwie skomentował fabułę sztuki:

H A L K A,

Opera w aktach. Słowa Wł. Wolskiego, muzyka St. Moniuszki, pierwsze przedstawienie dnia 1 stycznia r.b.

Autor tekstu p. Włodz. Wolski nie nałamał sobie główy nad intrygą. Panicz Janusz (p. Ziółkowski) kochał kiedyś prostą góralkę, lub udawał że kocha; Halka góralka (panna Rivoli) istotnie kochała panicza. Opuścił ją dla innej, według zwyczaju dość powszechnego na świecie; boć trzeba by Dziemba (p. Stysiński) mógł o nich powiedzieć:

„a oboje równi stanem, jak urodą tak i wianem!” a ty serce sobie pękaj:

Głupie serce góralki nie zrozumiało, że gdyby się panicze z podobnemi jej żenili, to chyba górale pobraliby córki panów i siostry paniczów. Nonsens towarzyski. Ale co to gadać Halce: Ona na wpół obłąkana, z żalu kochanki a może i rozpaczy matki, goni za swym sokołem Jaśkiem; on nie zważa na to, i choć mu czasem sumienie dokucza, mówi sobie: stało się. i ślub bierze z Zofią (pani Quattrini), córką stolnika (p. Troschel). Halka się topi z rozpaczy i treść niezmiernie pospolita, i rzekłbyś nie polska, gdyby się godziło na innych tylko winy i ułomności składać.

W dalszej części dokonał jednak pochlebnej oceny strony muzycznej całej sztuki, oraz chwalił wykonawców. A Stanisławowi Moniuszce życzono, by widzom co prędzej nową operę wystawił.

[Prasówka] Najstarsza odnaleziona nieodkorkowana butelka wina :-)

http://www.openculture.com/2017/07/the-oldest-unopened-bottle-of-wine-in-the-world-circa-350-ad.html

The Römerwein, or Speyer wine bottle—so called after the German region where it was discovered in the excavation of a 4th century AD Roman nobleman’s tomb—dates “back to between 325 and 359 AD,” writes Abandoned Spaces, and has the distinction of being “the oldest known wine bottle which remains unopened.

Nieznana relacja opisująca Sonderaktion Krakau – Wiadomości (że strony www.polskieradio.pl)

https://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/473484,Nieznana-relacja-opisujaca-Sonderaktion-Krakau

6  1939 r. podczas Sonderaktion Krakau Niemcy aresztowali 183 profesorów i asystentów z UJ, Akademii Górniczej, Akademii Handlowej oraz kilka osób spoza grona nauczającego. Profesorów wywieziono do obozów koncentracyjnych w Sachsenhausen i Dachau. Kilkunastu uczonych zmarło w Sachsenhausen, kilku po powrocie do Krakowa.

Aleje Jerozolimskie, Trump, Barykada.

1. Co prawda deklaracje takie jak prezydenta Trumpa kosztują zagranicznych polityków niewiele, jeśli nie idą za nimi realne działania – na przykład wsparcie militarne, lecz zawsze można takie wydarzenia i tak wykorzystać do promocji naszej historii.

2. Doskonale przygotowana przemowa Trumpa zawierała też motyw barykady na głównej arterii Warszawy, czyli Alejach Jerozolimskich. Oto ona w dobie powstania:

 

Widok z barykady w kierunku Dworca Głównego

 

Dworzec Główny w Warszawie otworzony w 1939 roku, wysadzony przez Niemców w 1944.

 

Skrzyżowanie Al. Jerozolimskich z ul. Marszałkowską

 

Stary Dworzec Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej

 

Skrzyżowanie Al. Jerozolimskich z ul. Marszałkowską już po niemieckiej agresji – widać zniszczoną wieżę zegarową dawnego dworca kolei warszawsko-wiedeńskiej.

 

Na koniec Aleje już odbudowane. Miasto nieujarzmione Warszawa świecąca neonami (zdjęcie z lat 60-tych).

Śpiew murów Warszawy wg Tadeusza Gajcego.

​http://cdn5.mowimyjak.smcloud.net/t/photos/t/14720/kolorowy-film-o-powstaniu-warszawskim_326636.jpg

Nocą, gdy miasto odpłynie w sen trzeci,

a niebo czarną przewiąże się chmurą,

wstań bezszelestnie, jak czynią to dzieci,

i konchę ucha tak przyłóż do murów.
Zaledwie westchniesz, a już cię doleci

z samego dołu pięter klawiaturą

w szumach i szmerach skłębionej zamieci

minionych istnień bolesny głos chóru.
„Bluszczem głosów spod ruin i zgliszcz

pniemy się nocą na dachy i sen,

tobie, Warszawo, w snach naszych śnisz,

nucąc wrześniami żałobny nasz tren.”
– Biegłam rankiem po chleb do piekarni

(a chleba dotąd czekają tam w domu),

a ja leżę z koszykiem bezradnie,

tuż za rogiem, nie znana nikomu…
– Właśnie ręką chwytałem za granat,

żeby czołgi przywitać nim celnie,

ziemia była spękana, zorana –

nagle świat mi się zaćmił śmiertelnie…
– Myśmy obie wyniosły na noszach,

jeszcze kocem okryły mu nogi,

bo krzyczeli dokoła, że pożar…

Ja na świstku pisałam: „Mój drogi…”
„Bluszczem głosów spod ruin i zgliszcz

pniemy się nocą na dachy i sen,

tobie, Warszawo, w snach naszych śnisz,

nucąc wrześniami żałobny nasz tren.”
Słuchaj tych głosów żałosnych żarliwie,

nim brzask poranny uciszy je w niebie

i nowe miasto w napiętej cięciwie

dni tryumfalnych na nowo pogrzebie.
Słuchaj tych głosów, bo po to szczęśliwie

ocalon został w tragicznej potrzebie,

byś chleb powszedni łamał sprawiedliwiej

i żył za tamtych i za siebie lepiej.

*

Jak nie kochać strzaskanych tych murów,

tego miasta, co nocą odpływa,

kiedy obie z greckiego marmuru –

i umarła Warszawa, i żywa.

Chciał popatrzeć, a zarobił kulę… jako jeden z pierwszych w historii.

U Andrzeja Nowaka w Tomie III „Dziejów Polski” obejmującym lata 1340-1468 znalazłem taki fragment:

W odżywającej na nowo wojnie domowej w Wielkopolsce użyta zostala po raz pierwszy na polskiej ziemi broń palna. Janek z Czarnkowa, niedaleki od tego wydarzenia, musiał widać być przejęty groźną nowinką techniczną, gdyż opisał dokładnie jej zastosowanie i podał ścisłą jego datę. Było to 18 stycznia 1383 r., dzień przed świętem Pryski dziewicy. Bartosz oblegał od czterech dni ważny gród Wielkopolski Pyzdry. Pomagali mu Mazowszanie (od Siemowita), a także „ziemianie” z Wielkopolski, z wojewodą Wincentym z Kępy na czele (…) koalicja była dość silna, by zmusić Pyzdry, (…) do kapitulacji. Janko pisze tak:

„Zdarzyło się, przedtem nim miasto zostało oddane ziemianom, że pewien rzemieślnik Bartosza wyrzucił z powietrznej piszczeli (de aereo pixide) kamień do bramy miejskiej, który, przebiwszy dwa jej zamknięcia, uderzył przyglądającego się temu, a stojącego na ulicy miasta po drugiej stronie bramy, plebana z Biechowa, Mikołaja, z tak wielką siłą, iż od tego uderzenia padł on i natychmiast wyzionął ducha”.

Znamy więc nie tylko datę pierwszego użycia broni palnej, ale i jej pierwszą w Polsce ofiarę, a raczej ofiarę własnej ciekawości, nieszczęsnego plebana Mikołaja.

(…) piszczel to pierwowzór ręcznej broni palnej. Kaliber wylotu jego lufy nie przekraczał zapewne 20 mm, a strzelano z niej kamiennymi, ołowianymi lub nawet szklanymi kulami. Pod obleganym także przez wielkopolskich buntowników Kaliszem archeolodzy znaleźli najstarszy w Polsce egzemplarz broni czarnoprochowej, datowany właśnie na lata 1380-te. Jest długi na 5,7 cm, z lufą na niecałe 3 cm – czy kula z niego wyrzucona mogła przebić bramę i zabić człowieka? Niektórzy badacze domyślają się, że Janek nazwał broń użytą pod Pyzdrami niedokładnie i że chodzić tu już mogło raczej o prymitywną armatkę, bombardę, jakiej liczniejsze przykłady znamy już z okresu wojny z Zakonem krzyżackim z początku XV w. (na przykład odlany z brązu egzemplarz z Kurzętnik, o długości pół metra i wadze 42 kilo).

Ludgarda / Teatr / Książe duński

1.

Rok 1296

Na publicznym teatrze, wystawiono sztukę dramatyczną w obec[ności] Przemysława, o śmierci żony jego Luidgardy, i śpiewano mu na hańbę, jakim ją sposobem zamordował.

Wójcicki, Kazimierz Władysław (1807-1879), Teatr starożytny w Polsce, T. 1. 1841 Warszawa

2.

0039.TIF
Kielisiński, Kajetan Wincenty (1808-1849), Ilustracja do tragedii „Ludgarda” L. Kropińskiego, 1842
3.
HAMLET
Idźcie z nim, moi przyjaciele; dacie nam jutro jakie przedstawienie. Słuchaj no, stary, możecie grać Zabójstwo Gonzagi?

PIERWSZY AKTOR
Możemy, panie.

HAMLET
To grajcie je jutro. Nie mógłżebyś w potrzebie nauczyć się dwunastu do piętnastu wierszy, które bym napisał i wtrącił do twojej roli?

PIERWSZY AKTOR
Czemu nie, łaskawy panie.

(…)

HAMLET
Truje go w jego własnym ogrodzie dla zagrabienia jego państwa. Nazwisko tamtego jest Gonzago; rzecz autentyczna i we włoskim tekście wybornie opisana. Teraz zobaczymy, jakim sposobem morderca pozyskuje miłość żony Gonzagi.

 William Shakespeare, Hamlet. Królewicz duński, tłum. Józef Paszkowski

Pączki, kucharz doskonały, Mickiewicz oraz muzyczny lukier autorstwa Jacka Kowalskiego

Wojciech Wincenty Wielądka, żyjący w latach 1744–1822, umieścił w ksiażce zatytułowanej: Kucharz doskonały: pożyteczny dla zatrudniaiących się gospodarstwem następujące przepisy.

  • 1. Paczki śmietankowe.

Na przystawkę.

Garsć mąki zmieszay z trzema całemi iaiami, sześcią żółtkami, przyday cztery makaroniki scukszone, kwiatu pomarańczowego smażonego, trochę cytryny smażoney siekaney, pół kwaterek śmietany, poł kwaterek mleka i spory kawał cukru. Gotuy to wszystko nad małym ogniem przez kwadrans, aż śmietana zgęstnie, wystudź na pułmisku mąką posypanym rozłożywszy na grubość palca: przestudzone pokray na małe kawałki, które uwałkuy okrągło w ręku z mąką, usmaż pączki w tłustości gorącey: pocukruy, day na stół.

  • 2. Paczki nice, albo z iaiec i sera.

Na przystawkę.

Włóź w rondel masla w wielkości iaia, trochę cytryny zielonęy tartey, wody z kwiatu pomarańczowego łyżkę od kawy, ćwierć funta cukru, odrobinę soli, półkwaterek wody, zagotuy razem moment, wsyp mąki ile potrzeba na ciasto gęste, mięszay czesto łyżką drewnianą aż się przyrumieni, w ten czas przełóż w inny rondel, wbiy dwa iaia na raz, wymięszay łyżką, i tak po dwa iaia tyle wbiiesz, żeby ciasto zwolniało, rozciągniy potym na półmisku nożem na grubość palca, przygrzey tłustość, ażeby nie była zbyt gorąca, umocz łyżkę w tłustości, bierz nią ciasto wielkości orzecha, spuszczay w tygiel, smaź przy małym ogniu mięszaiąc często, usmaźone i narosłe pięknie wyday ciepło, cukrem posypawszy.   Ażeby pączki dobrze były zrobione, powinny być lekkie i w śrzodku pulchne. Możesz także inaczey kłaść do smażenia, układay małe kupki ciasta, wielkości orzecha na arkuszu papieru białego, włóż razem w ciepłą tłustość, usmaż iako wyżey. Podobnież sporządzaią się pączki z sera i iaiec, tylko więcej masła kłaść trzeba, w piecu upieczesz.

Publikację tę można określić jako „kultową” ponieważ trafiła nawet na karty Pana Tadeusza:

[Wojski]
Drugą ręką przetarte okulary włożył,
Dobył z zanadrza księgę, odwinął, otworzył.
Księga ta miała tytuł: Kucharz doskonały.
W niej spisane dokładnie wszystkie specyjały
Stołów polskich;

Jak wiemy jest to jeden z wielu fragmentów kulinarnych w dziele Adama Mickiewicza. Nic dziwnego, że Jacek Kowalski w swojej piosence udowadnia „że Pan Mickiewicz, wielki był to kucharz” 🙂

 

Współczesne wydanie Kucharza doskonałego przygotowało Muzeum w Wilanowie, w ramach serii Monumenta Poloniae Culinaria.
Korzystając jednak z cyfrowej biblioteki Polona można zapoznać się także z wydaniem orginalnym dzięki starannym skanom znajdującym się pod adresem: https://polona.pl/item/3533173/161/

Jako bonus dodaję przepis z Kucharza, tomu II,  wydanego w roku 1808:

O pączkach rozmaicie robionych.

Pączki, ciasto iest delikatne, i ciepło używane naylepsze, do tego powinny bydź lekkie, i w śrzodku pulchne. Ordynaryinie robią pączki domowe, rozczyniaiąc mąkę drożdżami, które ciasto gdy rozrośnie, leią do tego trochę mleka, wbiie się kilka iaiów, podług proporcyi mąki, trochę soli wsypać należy, zrobiwszy wolna ciasto, przydaią do tego lub konfitury smażone czyli też dobre powidła, rozpuścić należy w tyglu, dosyć masla, lub świeżey tłustości, i na to łyżką ciasto biorąc puszczać, ażeby się w samey tłustości smażyły, usmażone kładź na półmisek dasz ciepło na stoł.

 

Na wszelki wypadek ostrzegam, że przepisów nie wypróbowałem. 🙂

Po co katu białe rękawiczki od Ministra Sprawiedliwości – Express Niedzielny Ilustrowany z 1927 r.

EXPRESS NIEDZIELNY ILUSTROWANY

Lódź, niedziela, 29 maja 1927 r.

 

Kat Maciejowski

zwrócił się do ministerstwa sprawiedliwości o wyznaczenie mu specjalnej sumy

na kupno białych rękawiczek.

Z Warszawy otrzymujemy sensacyjną wiadomość w sprawie białych rękawiczek, jakich kat używa przy egzekucji. Zwyczaj wkładania przez kata białych rękawiczek sięga tradycji wiedeńskich i w tamtejszem ministerstwie sprawiedliwości opracowany został ceremonjał zrzucania przez kata białych rękawiczek pod stopy powieszonego na znak że twardemu obowiązkowi sprawiedliwości kat uczynił zadość.

Teraz wiedeński zwyczaj przyjęło polskie ministerstwo sprawiedliwości przy egzekucjach, wykonywanych u nas w kraju, kat p. Maciejcwski dotychczas używał zawsze białych skórzanych rękawiczek.

Ponieważ jednak skórkowe rękawiczki są zbyt kosztownym wydatkiem dla p. Maciejowskiego, który od jednej egzekucji pobiera 100 złotych — więc p. Maciejowski zwrócił się do ministerstwa sprawiedliwości o wyznaczenie mu specjalnej sumy na kupno rękawiczek.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Wydanie gazety dostępne na stronie Bibklioteki Cyfrowej: http://bc.wimbp.lodz.pl

„Telekomunikacja” Anno Domini MXMLXV

ca5d30_59e8bbb378ce43f5b4b03501b77b473b

Centralna stacja telegraficzna w Paryżu; Źródło: http://www.telecom-milestones.com/telegraph-historyblank

Kurjer Warszawski z 1865 r., Nr 229

USTAWA

dla prywatnej korrespondencji za pośrednictwem Telegrafu Policyjnego w Warszawie.

1) Przyjmowanie depesz na 12stu stacjach Telegrafu Policyjnego, rozpoczyna się z dniem 1  Października 1865 r. i służy dla wszystkich w ogólności mieszkańców, w każdej porze dnia i nocy, nie wyłączając dni niedzielnych, uroczystych i galowych, za opłatą podług ustanowionej taryfy.

2) Telegraficzne stacje znajdują się: Główna, przy Zarządzie Warszawskiego Ober-Policmajstra w Pałacu Prymasowskim przy ulicy Staro-Senatorskiej; reszta jedenaście stacji, w Urzędach Cyrkułowych Policyjnych, jako to: w Cyrkule i przy ulicy Podwal, w Cyrkule 2 przy ulicy Zakroczymskiej, w Cyrkule 3 przy ulicy Długiej, w Cyrkule 4 przy ulicy Nalewki, w Cyrkule 5/6 przy ulicy Nowej, w Cyrkule 7 przy ulicy Chłodnej, w Cyrkule 8 przy ulicy Twardej, w Cyrkule 9 przy ulicy Mokotowskiej, w Cyrkule 10 przy ulicy Nowy-Świat, w Cyrkule 11 przy ulicy Nowo-Senatorskiej, w Cyrkule 12 na Pradze.

3) Depesze przyjmują się tak w ruskim jak i polskim języku; adresowane być mogą do wszystkich Cyrkułów w celu rozmaitych sprawdzeń, do Wydziału Adresowego, do Banhofów Dróg Żelaznych Warszawsko-Wiedeńskiej i Warszawsko-Petersburgskiej, do Władz Wojennych, do wszystkich Koszar w obrębie miasta i w ogóle podług życzenia podających depesze, na wszystkie punkta miasta.

4) Kwity z uiszczonej opłaty za depesze wydawane będą ze stacji w której były podane.

5) Przynoszone depesze expedjowane będą z kolei.

6) Jeśliby przynoszący depeszę życzył, iżby takowa podaną była w czasie oznaczonym, to na depeszy wypisać należy: „Zatelegrafować nie później jak o godzinie 7 wieczorem lub rano.”

7) Każda depesza winna obejmować wyraźny adres, to jest ulicę, numer domu i nazwisko osoby, do której adresowana, i napisana czytelnie; napisana niewyraźnie i bez podpisu przyjętą nie będzie.

8) W razach nagłych, podający depesze mogą takowe na stacji napisać.

9) Wysyłający depeszę mocen jest żądać objaśnienia, czyli depesza podana doszła przeznaczenia.

10) Otrzymujący depeszę może żądać sprawdzenia takowej, przez odwrotne telegrafowanie do stacji, z której podana została, lecz nie inaczej, jak za uiszczeniem opłaty wedle taryfy.

11) Przy podaniu depeszy można żądać i odpowiedzi, za uiszczeniem opłaty nie tylko za depeszę ale i za odpowiedź, dopisując w depeszy posyłanej: „Odpowiedź za wyrazów tyle to opłacono.”

12) Roznosicielom depesz, za doręczenie takowych żadna opłata nie należy się.

13) Wszelkie zajść mogące nieporozumienia pomiędzy publicznością i służbą przy telegrafach, tudzież sprawdzenie co do oddanych depeszy, rozpoznawane będą każdodziennie i w każdej porze, w Głównej Stacji w Pałacu Prymasowskim.

Warszawa, dnia 24 Września (6 Października) 1865 roku.

[Polecam] Polityka niemiecka wobec Warszawy – Centrum Badań nad Totalitaryzmami

https://obnt.pl/pl/aktualnosci/polityka-niemiecka-wobec-warszawy/

Na dwa miesiące przed wojną, w lipcu 1939 r. na Międzynarodowym Kongresie Urbanistycznym w Sztokholmie polscy delegaci uzyskali poufne informacje o nominacji niejakiego Pabsta na naczelnego architekta Warszawy z dniem 1 października.

Faktem jest, że bombardowanie stolicy we wrześniu 1939 r. dokonywane było według przygotowanego zawczasu planu. Zostało to dowodnie wykazane w memoriale zredagowanym przez znakomitego historyka sztuki i znawcę Warszawy Alfreda Lauterbacha na krótko przed jego zamordowaniem 19 listopada 1943 r.

Kradzież państwa AD. 1066

Gdy w 1066 roku król Edward Wyznawca zmarł, możnowładca Harold za zgodą wiecu został królem Haroldem II.

H. musiał w jednym roku stawić czoła aż dwóm inwazjom pretendentów do korony angielskiej (norweskiej i normańskiej).

Co prawda 25 września 1066 roku pod Stamford Bridge skutecznie obronił koronę Anglii przed królem Norwegii Haraldem III Surowym, jednak 14 października 1066 roku musiał ulec na polach pod Hastings księciowi normańskiemu Wilhelmowi – ginąc od strzały (lub według innych źródeł: rozsiekany przez normańskich rycerzy).

Czytaj resztę wpisu »

Cenzura carska w powieści Gyorgy Spiro

Fragment powieśći Gyorgy Spiro, Iksowie, której akcja toczy się w Królestwie Polskim po roku 1815:

W tych uroczystych dniach i tygodniach Bogusławski nie przejmował się, że już nie on stoi na czele teatru, niech teraz Osińskiego boli o to głowa. Trzy dni trwały próby nad Jadwigą, do której Kurpiński napisał muzykę, a Niem­cewicz tekst, potem próby trzeba było zawiesić, gdyż ktoś wpadł na to, iż w sztuce jest mowa o unii polsko-litewskiej, a teraz nie był to temat zbytnio na czasie. Jednocześnie po kilku próbach zawieszono prace nad OtellemMak­betem: w jednej sztuce doszło do uduszenia, a w drugiej do królobójstwa.

Dlaczego cenzura carska tak stanowczo zareagowała? Otella i Makbeta odebrano bowiem jako aluzję do okoliczności śmierci Pawła I, ojca panującego wówczas Alekksandra I:

Czytaj resztę wpisu »

[Polecam] Najnowszy numer Teologii Politycznej Co Tydzień / Inteligenzaktion

Uczciwy znalazca – urok ogłoszeń w dawnych gazetach

Szukając materiałów do wpisu o prapremierze Strasznego dworu na łamach Kurjera Warszawskiego nr 231 z dnia 11 października 1865 r. znalazłem takie ogłoszenie:


Redakcja Kurjera Warszawskiego, otrzymała list następujący: „Za obowiązek poczytujemy sobie donieść Redakcji, że zegarek, o który zrobiliśmy podanie, znalazł się; odniósł go uczciwy mularz Florjan Schnejder, mieszkający przy ulicy Wilczej pod Nrem 1704, który sam wprawdzie czytać nie umie, ale prosił Majstra swego prenumerującego Kurjera Warszawskiego, ażeby jeżeli wyczyta ogłoszenie o zgubie zegarka, zawiadomił go o tem. Taka uczciwość, warta żeby o niej zrobić wzmiankę w Kurjerku”. Czyniąc zadosyć powyższemu życzeniu, chętnie zamieszczamy w naszem piśmie wiadomość o tym uczciwym postępku Florjana Schnejdera.


Już-stara reklama… z 1995 roku

reklama

Muzyczne tornado w Warszawie – 28 września 1865

moniuszko20fotografia20cbn_4905342

Stanisław Moniuszko, fotografia. Źródło: Biblioteka Cyfrowa Polona

O muzyce Szopena Robert Schumann napisał, że to armaty ukryte w kwiatach. Trzymając się tego rodzaju porównań można powiedzieć, że w Warszawie 28 września 1865 roku eksplodowała muzyczna bomba atomowa. W samym środku spacyfikowanego Królestwa Polskiego, ledwo rok po egzekucji przywódców powstania styczniowego widzowie zobaczyli na scenie Opery obóz zwycięskich polskich żołnierzy sprzed półtora wieku, bohaterowie aluzjami śpiewali o matce-ojczyźnie i wspominali dawne bohaterskie czasy. Taką siłę rażenia miał Straszny dwór Stanisława Moniuszki i Jana Chęcińskiego.


Przed premierą Kurjer Warszawski 28 września 1865 r. (nr 220) informował jedynie:

Dziś nowa opera Moniuszki Straszny dwór. W liczbie pięknych sytuacji tej opery, najwięcej zdaje się posiada takowych akt 3ci pomienionego dzieła, jest w nim bowiem kilka scen żywych a dowcipnych, prawdziwie zainteresować mogących słuchaczy. Obok tego są różne zajmujące szczegóły, jak zegar starożytny grający, prześlicznym odzywający się kurantem, tajemnicze szafy; i maszynerja przyszła tu w pomoc Oświecenie Xiężycem twarzy młodziana (P. Dobrski) podczas gdy tenże zadumany oparty stoi w oknie, niezwykły wywołuje efekt. Całe nareszcie dzieło pełne, jest zalet muzycznych, a jako utwór dramatyczny odznacza się dobrem librettem stopniowo pobudzającem ciekawość. — Libretto do nowej opery P. Moniuszki Straszny Dwór, napisane przez P. Chęcińskiego, jest do nabycia we wszystkich Kięgarniach, oraz przy wejściu do Teatru.

Czytaj resztę wpisu »

[Cytat] O współpracy bolszewicko-niemieckiej w 1920 r.

Źródło: Dwa bratanki. Dokumenty i materiały do stosunków polsko-węgierskich 1918–1920, Wybór i opracowanie Endre László Varga, Naczelna Dyrekcja Archiwów Państwowych
https://www.archiwa.gov.pl/files/dwa_bratanki.pdf

— — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — —

4 czerwca 1920 r. – a więc niespełna tydzień po domniemanym podpisaniu tego uk­ładu – w referacie Oddziału II Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego, prze­sła­nym do Adiutantury Generalnej Naczelnego Wodza znalazło się sformułowanie: „Niemcy pozostają w ścisłym kontakcie z Moskwą. […] Istnieje tajny układ pomiędzy rządem sowieckim a rządem niemieckim. Pertraktacje prowadził [Karol] Radek w Berlinie, który przywiózł od Lenina zobowiązanie utworzenia rządu koalicyjnego, co umoż­li­wi­ło­by użycie armii Guczkowa (syna), która za zgodą rządu niemieckiego organizuje się w Niemczech. […] W Królewcu istnieje biuro zaciągowe do armii bolszewickiej. Żoł­nie­rze zaciągnięci otrzymują na rękę 1000 rubli i zobowiązują się do służby 10-mie­sięcz­nej. […] 2 maja przeleciało nad Warszawą 8 zeppelinów w kierunku na Moskwę. Według poprzedniej umowy między przedstawicielami firmy niemieckiej »Michler & Co« w Ber­li­nie i przedstawicielem sowieckiego komisariatu handlu zagranicznego, firma »Michler« zobowiązała się dostarczyć Rosji w najbliższym okresie 6 zeppelinów o pojemności 100 ton każdy. Pierwszy transport miał wyruszyć między 15 a 20 maja z Hamburga i miał być ładowany aparatami telegraficznymi”.

Wiele jest faktów potwierdzających wolę wypełniania przez Niemcy i bolszewicką Rosję postanowień owego układu. Świadczyły o tym liczne dowody współdziałania rosyjsko-niemieckiego na pograniczu Prus Wschodnich w sierpniu 1920 r. Niedwu­znacznie wskazują one, że nie były to odosobnione wypadki wymuszone przez oko­licz­ności wojenne, ale realizacja wcześniejszych postanowień zawartych w tym układzie.

Druga część układu, tajna, miała – według odpisu przejętego przez wywiad węgierski – zawierać postanowienia na wskroś polityczne, w tym deklaracje sowieckie nieuzna­wania powojennych traktatów pokojowych, w zamian za co zobowiązywała Niemcy do zachowania neutralności w konfliktach zbrojnych toczonych przez bolszewicką Rosję, co sprowadzało się do nieprzepuszczania pomocy wojskowej do Polski. Z drugiej stro­ny, Niemcy wyrażały zgodę na służbę kontraktową w Armii Czerwonej ponad 250 wyż­szych oficerów wojskowych i specjalistów, dostarczanie surowców i materiałów wo­jen­nych po ustanowieniu wspólnej granicy. Sowieci deklarowali również respektowanie niemieckich granic sprzed sierpnia 1914 r. – czyli faktycznie planowali ponowny roz­biór Polski. Oba kra­je gwa­ran­to­wa­ły nietolerowanie na swym terenie propagandy przeciwko sobie. Dlatego w innym raporcie wywiadowczym Oddziału II NDWP z 28 lipca 1920 r. jest mowa o tym, że:
„1. Gurtych wręczył 22 lipca [1920] Koppowi papiery upełnomocniające Koppa do zawarcia sojuszu wojenno-politycznego pomiędzy sowietami a Niemcami.
2. 20 lipca wyjechała z Berlina do Moskwy misja niemiecka wojenno-dyplomatyczna z gen. von Koschem na czele.
3. 23 lipca wyjechała z Moskwy via Rewel do Berlina komisja wojskowa [sowiecka] z gen. Parskim z poleceniami charakteru operacyjno-dyplomatycznego”.

Obie cytowane informacje korespondują z treścią dokumentu opublikowanego w ni­niej­szym tomie, którego pierwsza część wynegocjowana zapewne w kwietniu i maju 1920 r. miała głów­nie charakter gospodarczy, natomiast druga część, datowana na początek lipca 1920 r., stanowiła rozwinięcie pierwszego i zawierała klauzule charak­te­rys­tyczne dla układu polityczno-wojskowego.

Informacje o obu przytoczonych traktatach (układach), zawierające nawet stresz­czenie ich głównych postanowień, nie pozostawały nieznane współczesnym polity­kom. Profesor Janusz Cisek opublikował w 2010 r. raport chargé d’affaires Sta­nów Zjed­no­czonych w Budapeszcie – Ulyssesa Grant-Smitha, z 7 września 1920 r., w którym szczegółowo omówiono oba traktaty sowiecko-niemieckie. Swą wiedzę Amerykanin czerpał zapewne z tego samego węgierskiego źródła, dzięki któremu odpis posta­no­wień wymienionej umowy znany był wywiadowi węgierskiemu.

Natomiast w dotychczasowych opracowaniach nie był dotąd publikowany dokument zawierający samą treść traktatu, czy to w oryginale, czy w formie odpisu bądź obszer­nego streszczenia. Dlatego dokument odnaleziony i opublikowany przez Endre László Vargę jest pierwszym – najpełniejszym jak dotąd – dowodem jeśli nie zawarcia, to prawdopodobnie negocjowania traktatu sowiecko-niemieckiego w 1920 r. Poszu­ki­wa­nie oryginału owej umowy w niemieckim archiwum w Koblencji nie dały dotąd pozy­tyw­nego rezultatu, przez co nie można potwierdzić prawdziwości jego zapisów, co nie podważa ani wiarygodności dokumentu, ani nie neguje samego zawarcia traktatu, ani tym bardziej prowadzonych negocjacji.

Zdekompletowanie i rozproszenie (w wyniku II wojny światowej) polskich archiwaliów dyplomatycznych i wojskowych z 1920 r. nie pozwala niestety na stwierdzenie – czy i kiedy – informacja ta (ze źródła węgierskiego) została przekazana stronie polskiej. Z jednej strony wiemy, że węgierski wywiad wojskowy przekazywał stronie polskiej istotne informacje o bolszewickim zagrożeniu i w wielu dziedzinach wspierał polskie działania wywiadowcze, z drugiej brak jest potwierdzenia uzyskania z Węgier infor­macji o treści traktatu sowiecko-niemieckiego.

W tym czasie prasa niemiecka przygotowywała społeczeństwo do swoistego odwró­cenia sojuszy (czy raczej nawiązania do układu w Brześciu) i ukazywała Armię Czer­woną jako „olbrzyma” gromiącego Wojsko Polskie, „olbrzyma” wyzwalającego „Ger­ma­nię” spętaną wersalskimi łańcuchami. Generał Hans von Seekt, dowódca Reichs­wehry, zaś w dokumen­cie „Najbliższe polityczne zadania Niemiec”, przed­sta­wia­jąc 26 lipca 1920 r. aktu­alną sytuację polityczną, stwierdził: „[…] pełne zwycięstwo Rosji nad Polską nie może już być podawane w wątpliwość”.

Wiemy również, że na spotkanie Armii Czerwonej została wysłana z Berlina do Prus specjalna delegacja rządowa. Potwierdzeniem niemieckiej woli nawiązania „robo­czych” kon­tak­tów z Armią Czerwoną jest przejęty przez polski radiowywiad i poddany dekryptażowi szyfrogram dowódcy 12. Dywizji Strzeleckiej z 3 sierpnia 1920 r., infor­mu­jący, że: „Do sztabu 34. Brygady Strzeleckiej w Kolnie przybyła niemiecka dele­ga­cja rządowa z Berlina […]”.

A wydawana w Moskwie „Prawda” 14 sierpnia 1920 r. deklarowała, iż po zwycięstwie nad Polską wszystkie niemieckie tereny „oderwane” od nich po 1918 r. zostaną zwró­cone Niemcom.

Wszystkie cytowane doku­menty polskiego wywiadu, a także stwierdzone w sierpniu 1920 r. liczne przykłady współdziałania sowiecko-niemieckiego na pograniczu Prus Wschod­nich, zdają się niedwuznacznie wskazywać na istnienie porozumienia, jeśli nie sojuszu Nie­miec i bolszewickiej Rosji. Niemniej odnalezienie wspomnianego doku­mentu, nawet jeśli był on tylko podpisanym (ale nie ratyfikowanym) i nie wpro­wa­dzo­nym w pełni w życie doku­men­tem, stawia go logicznie w szeregu umów sowiecko-niemiec­kich, począwszy od traktatu brzeskiego, przez ten właśnie (nazwijmy go) „pakt berliński”, układ z Rapallo (z 1922 r.), układ berliński z kwietnia 1926 r., aż po układ Ribbentrop–Mołotow z sierpnia 1939 r.; należałoby więc się zgodzić z konkluzją za­wartą w cytowanym wcześniej raporcie polskiego wywiadu wojskowego: „[…] gdyby nie załamanie się ofensywy bolszewickiej [po Bitwie War­szaw­skiej], ujawnione współ­dzia­ła­nie Niemców z bolszewikami rychło przekształciłoby się w ścisły sojusz, skutki którego dałyby się groźnie we znaki nie tylko, państwu polskiemu, lecz i całej Europie”.

Staszic raz jeszcze, czyli Stanisław S. na Krywaniu (2494 m)

Z poprzedniego wpisu wiemy, że Stanisław Staszic nie chciał – zresztą zupełnie zgod­nie z prawem – przyznać wdowie emerytury po jej zmarłym 14 lat wcześniej mężu. Nie wszyscy natomiast wiedzą, że był on także podróżnikiem i przyrodnikiem. W trak­cie jednej ze swoich wypraw dotarł na jeden z najpiękniejszych, moim zdaniem, szczytów Tatr. 🙂 Z tej ekskursji pozostawił relację, którą znalazłem w publikacji: Dzien­nik podróży Stanisława Staszica, 1789-1805, z rękopisów wydał Czesław Leśniewski, w Krakowie nakładem Polskiej Akademii Umiejętności, 1931, s. 419

Dnia 8 sierpnia 1805 wyjachałem z rana z Ważca nad wszczątkiem rzeki Wach w góry na Krywan. Mila od podgórza. W górę szedłem drogą robioną do bań [czyli kopalń] srebra. Na górze stanąłem 12:11. Na dole pogoda, wierzch góry w chmurach. Barometre spadł do 21 calów i 1 linia i 4/12 linii [upraszczając: około 535 mm słupka rtęci; czyli 714 hektopaskali], thermometre spadł 9 calów wiedeński, a paryski 10 calów.

Komentarze w nawiasach „kwadratowych” pochodzą od Bestiariusza

Stanisław Staszic informuje wdowę, że pensyi emerytalnej nie będzie!

Kommisya
Ustanowiona do rozpoznania prośb o pensye emerytalne.

Na proźbę Pani Anny Trzcińskiey Wdowy po pułkowniku dawnych Woysk polskich do Zięcia Namiestnika Królewskiego w d. 18 Lipca r.b. podaną, a Sobie do załatwienia nadesłanej; oświadcza podaiącej iż gdy według własnego Jey zeznania od lat 14. męża postradała, przeto stosownie do przepisów Dekretu Nayiaśnieyszego Pana o pensyach emerytalnych w d. 4/16 Lipca 1817 zapadłego, niekwalifikuie się do pensyi emerytalney.

w Warszawie na posiedzeniu dnia 9. Października 1819.
w zastępstwie Ministra Prezydiuącego
Radca Stanu

03_0001

Źródło: Zielonogórska Biblioteka Cyfrowa – link

Takiej treści decyzję, podpisaną przez znanego nam z zupełnie innej działalności Stanisława Staszica, otrzymała Anna Trzcińska, wówczas wdowa po jakimś pułkowniku Trzcińskim.

Z treści wynika, że kluczowe było (co sama wdowa przyznała), że w momencie wystąpienia o świadczenie upłynęło 14 lat od śmierci jej małżonka. Zaciekawiło mnie wobec tego jakie warunki trzeba było spełnić, aby można było się ubiegać o pensye emerytalną. Pismo jest lakoniczne, więc postanowiłem dotrzeć do przepisów, które urzędnik powołał w tym piśmie, czyli dekretu o pensyach emerytalnych.

Nie będę udawał, że wymagało to wielkiego wysiłku, ponieważ po pobieżnym przejrzeniu kolejnych tomów Dziennika Praw Królestwa Polskiego, w Dz. Urz. K. P. t. 3 na stronie 389 znalazłem dekret opisany w spisie treści jako Temczasowe postanowienie względem pensyi emerytalnych i szczególnych nagród. w Petersburgu dnia 4/16 lipca 1817 r. Jest to prawdopodobnie jedyny akt prawny o takiej tematyce, który opublikowano w tym okresie.

Dekret ten ustala jak ma być organizowany fundusz wypłat rent, jakie środki budżetowe są na niego przeznaczone oraz jak ma przebiegać badanie wniosków o pensye. Z aktu tego wynika, że pensye emerytalne mogły być przyznane za co najmniej dwudziestoletnią służbę publiczną (i wojskową):

Dwadzieścia lat nieprzerwaney słuyżby publiczney nadaje Urzędnikowi lub Officyaliście prawo do uzyskania pensyi emerytalnej (art. 11).

W kolejnych artykułach zawarto wyjątki, które stosowały się do sytuacji, gdy przerwa w służbie nastąpiła bez żadney własney winy (art. 12) lub gdy urzędnik stracił zdrowie czy podpadł prawdziwemu kalectwu przed upływem 20 lat (art. 17).

Przepis wskazywał, że służba:

w iakieykolwiek bądź epoce pełniona, ma bydź uważana iako daiąca prawo do zasłużenia na emeryturę, skoro Urzędnik lub Officyalista sprawował obowiązki swoie w obrębie kraiów dzisieysze Królestwo Polskie składaiących, i dotąd one sprawuje. (art. 13)

W przypadku naszej wdowy powyższe przepisy należy odczytywać w zwiażku z artykułem 18, który stanowił, że:

Jeżeli pobieraiący emerytalną pensyą, albo maiący do niey prawo Urzędnik lub Officyalista, zostawi po zgonie swoim wdowę (…) naonczas wdowa brać będzie połowę tey emerytalney pensyi iaka iemu udzielona została.

Ponadto art. 19 wskazuje kiedy ta połowa ma być dzielona między wdowę, i małoletnie dzieci.

Dekret wskazywał także w jakich okolicznościach nie można było takiej emerytury przyznać:

Nie maią żądnego do udziału pensyi emerytalney prawa, wdowy pozostaiące po emerytach, którzy ożenili się w roku 60. weku swego. Niemaią go również i te które weszły w związki małżeńskie z emerytami wtedy kiedy ci już uzyskali pensyą emerytalną. Traci zaś rzeczone prawa każda wdowa, skoro w nowe śluby małżeńskie weydzie. (art. 22)

Konkluzje:

1.

Dekret wszedł w życie w 1817 r. i oczywistym jest, że zmarły nie mógł w momencie śmierci pobierać nieustanowionej jeszcze emerytury, ani nie posiadał uprawnień do wystąpienia o nią. W momencie wejścia w życie prawa nie sprawował funkcji, która uprawniała do emerytury. Umarł 14 lat wcześniej i Pani Trzcińska owdowiawszy nie mogła nabyć takiego prawa.

2.

Każdy zauważy, że wymogi które należało spełnić by uzyskać pensyą emerytalną były bardzo rygorystyczne. Nawet gdyby pułkownik Trzciński umarł już po wejściu w życie dekretu należałoby zbadać, czy przepracował on bez żadnych przerw dwadzieścia lat w służbie publicznej lub czy w trakcie tej służby – a przed upływem dwudziestu lat – nie zachorował. Zauważmy, że na pewno nie przyznano by emerytury, gdyby część/całość dwudziestu lat służby miała miejsce poza granicami Królestwa Polskiego w jego granicach obowiązujących po 1815 r. (na przykład na innych obszarach I Rzeczypospolitej, czy gdyby nasz Trzciński służył jako żołnierz w okresie wojen napoleońskich gdzieś na obszarze Europy lub poza nią: np. na Santo Domingo). Natomiast nie była przeszkodą służba w iakieykolwiek bądź epoce pełniona, o ile oczywiście miała miejsce na obszarze Królestwa kongresowego. Jak widać nie stawiało to w gorszej sytuacji tych, którzy zdążyli się „załapać” na służbę np. urzędach Księstwa Warszawskiego.

3.

Trzcińscy bardzo mnie zaciekawili, ale niestety nie wiemy ani skąd wdowa pochodziła oraz gdzie zmarł jej małżonek. Fizycznie niemożliwe było odnalezienie tych osób, a spisy szlachty zawierały wielu Trzcińskich pieczętujących się różnymi herbami.

[Link] Zapisy Terroru

„Zapisy Terroru” to jeden z największych zbiorów świadectw ludności cywilnej okupowanej Europy. Publikujemy tu protokoły przesłuchań świadków – obywateli polskich, którzy po II wojnie światowej składali zeznania przed Główną Komisją Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce.

http://www.zapisyterroru.pl/dlibra

[LINK] Jerzy Kukuczka – zdigitalizowane archiwum rodzinne.

21.10.1987

List Jerzego Kukuczki do papieża Jana Pawła II po zdobyciu Korony Himalajów. 28.10.1987

 

Taternik, alpinista, himalaista. Drugi na świecie człowiek, który zdobył Koronę Himalajów i Karakorum. Urodzony 24 marca 1948 w Katowicach. Nie trudno domyśleć się, że chodzi o Jerzego Kukuczkę. Zapraszamy do obszernego archiwum poświęconego legendzie światowego formatu. Zdjęcia, notatki, telegramy, pisma, to wszystko można znaleźć w prywatnej kolekcji poświęconej panu Jerzemu.

Archiwum rodzinne – fotografie

Archiwum rodzinne – dokumenty

Wśród tych dokumentów ciekawym świadectwem rodzenia się górskiej pasji: kopia książeczki Górskiej Odznaki Turystycznej PTTK należąca do szesnastoletniego Jerzego Kukuczki http://www.sbc.org.pl/dlibra/publication?id=148032&tab=3

[Dawne mapy] A plan of the city of Warsaw, rok 1771

bez tytułu

bez tytułu2

Źródło: Google Earth

Dzisiaj Warszawa z XVIII wieku.

Mapa, jak widać po porównaniu jej fragmentów ze współczesnymi planami Warszawy (nałożyłem ją w tym celu jako warstwę w programie Google Earth), była starannie przygotowana – zachowane są odległości między charakterystycznymi budynkami Stolicy, przebieg ulic czy charakterystyczne elementy topograficzne – w okolicach Pałacu Kazimierzowskiego w znakomity sposób „wykreskowano” skarpę.

https://polona.pl/item/7983603/0/

 

PS. Zapraszam do zapoznania sie również z innymi wpisami (mniej lub bardziej zwiazanymi z Warszawą): https://bestiariusz.wordpress.com/tag/warszawa/

MCMLXXXIX

Zawsze gdy słyszę kogoś mówiącego z niezachwianą pewnością, że 4 czerwca ’89 odzyskaliśmy wolność, a PRL-owskie służby skapitulowały, przypominam sobie tych trzech kapłanów. Zostali zamordowani w 1989 r., już po rozmowach w Magdalence. 21 stycznia – ks. Suchowolec, 30 stycznia – ks. Niedzielak, a ks. Zych – 11 lipca, czyli już po rzekomo wolnych wyborach.

Za swojego życia byli dla „władzy” obrazą: ks. Niedzielak pielęgnował pamięć o Katyniu; ks. Suchowolec był kapelanem „Solidarności” w Białymstoku oraz opiekował się rodziną ks. Popiełuszki, a ks. Zych był duszpasterzem młodzieży. Można się tylko zastanawiać, jak wyglądałaby Polska, gdyby ją kształtowali ludzie im podobni.

+
Requiem aeternam…

18 maja 1944 i Aleksander Żabczyński – aktor, amant i artylerzysta.

1.

Aleksander Żabczyński grał w filmach z prawie wszystkimi sławami przedwojennego kina: Jadwigą Smosarską, Mieczysławą Ćwiklińską, Iną Benitą, Mirą Zimińską, Norą Ney, Lodą Halamą, Józef Orwidem, Antonim Fertnerem, Adolfem Dymszą, Ludwikiem Sempolińskim czy Stanisławem Sielańskim.

Niewielu wie, że ten aktor był również żołnierzem artylerii i wziął udział w bitwie po Monte Cassino. W odróznieniu od wielu swoich kolegów (i koleżanek) aktorów nie zaznał gorzkiego losu okupacji sowieckiej i niemieckiej (por. „Zaduszki filmowe, czyli Ja tu rządzę (1939 r.), ponieważ – zmobilizowany we wrześniu 1939 roku – przeszedł dłu­gą drogę polskiego żołnierza: od wrześniowych bezdroży, przez obozy dla inter­no­wa­nych na Węgrzech, Francję, Anglię, Bliski Wschód oraz Italię. Po wojnie postanowił wrócić do „ludowej” Polski. Z tym powrotem do kraju wiąże się wzruszajaca historia, która dotyczy również obchodzonej dzisiaj rocznicy zakończenia bitwy pod Monte Cassino:

«Jesienią 1956 roku nastała w Polsce polityczna odwilż i stalinowskiego pre­zy­denta Bieruta zastąpił sekretarz Gomułka. W Gdańsku pełnym głosem mógł śpiewać studencki Bim Bom, a w Warszawie STS, w księgarniach po­ja­wił się „Zły” Leopolda Tyrmanda. W Sali Kongresowej przygotowano wielką muzyczną galę: „Serce w plecaku”. O niezwykłości wydarzenia świadczył repertuar. Znalazły się tam pieśni powstańcze i piosenki partyzanckie, utwory historyczne i współczesne. Pierwszą część koncertu miały zakończyć słynne „Czerwone maki na Monte Cassino” w wykonaniu ukochanego przez widzów Aleksandra Żabczyńskiego.

Ryszard Wolański w monografii Aleksander Żabczyński. Jak cudne są wspom­nie­nia relacjonuje to tak: „Żabczyński podchodzi wolnym krokiem do mikro­fonu. Z opuszczoną głową wsłuchuje się w ostatnie takty wstępu. Gdy orkiestra cichnie, Rachoń przez ramię spogląda na niego i daje mu znak, aby zaczynał. Ten milczy i dalej stoi z pochyloną głową. Przez chwilę wyglądało to, jakby wymienili spojrzenie, więc znowu orkiestra zaczyna grać wstęp. Gdy Rachoń dał znak na wejście, wtedy Żabczyński podniósł głowę i po­wie­dział:
Przepraszam. Nie zaśpiewam tego. Nie mogę. Mam ich wciąż przed oczami.
I wyszedł za kulisy speszony, wzruszony”.

Dalszy ciag tekstu na stronie http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/207171,druk.html, a w nim, między innymi, o życiu Żabczyńskiego w „nowej Polsce” do której wrócił po wojnie.

Film dokumentalny Już mnie nie zapomnisz:

2.
Jak ślepcy nie najkrótszą z dróg
Błądzimy przez kontynent
Niejeden z nas zapomnieć mógł

Ojczyznę jak dziewczynę

Czytaj więcej na: [link] Leszek Czajkowski – Monte Cassino (1996)

 

[Polecam] This is Sparta… This is Poland!

TVP zaprezentowała nowy spot, stworzony z okazji Dnia Flagi (2 maja). To naprawdę mocny spot. Świetna realizacja i – to nie zarzut – mam wrażenie, że twórcy inspirowali się filmem „300” Franka Millera.

Chwyta za serce:

[Polecam] Jacek Kowalski o pieśni konfederatów barskich i konstytucji z 3maja 1791 r.

http://korabita.salon24.pl/708447,dlaczego-piesn-konfederatow-zabrzmi-3-v-o-19-30-na-starym-rynku-w-poznaniu

 

(…)

Bo konfederację w sercach się nosi, zaś nieprawdą jest – bo obelgą jest – jakoby grono konfederatów barskich złożyło się na późniejsze grono targowiczan likwidujących (niechcący, ale to nie znaczy: niewinnie) Pierwszą RP oraz (chcący) Konstytucję 3 maja z przyległościami.

Otóż nie.

Obrady Sejmu Czteroletniego otwierał sam inicjator konfederacji barskiej, bp Adam Krasiński (i otwierał właśnie dlatego, że uosabiał walkę o niezawisłość!), zaś jednym z filarów tzw. stronnictwa patriotycznego podczas obrad tegoż sejmu był Józef Wybicki, dawny konfederat barski (że poza tym mason, i nie on jeden, cóż poradzić), sam zaś taki Stanisław Staszic sławił konfederatów barskich.

(…)

19 IV 1943 – „Pomścimy zbrodnie Oświęcimia, Treblinki, Bełżca, Majdanka!”

http://www.fzp.net.pl/shoa/68-rocznica-powstania-w-getcie-warszawskim

Przez blisko miesiąc warszawskie getto prowadziło bój z wojskami niemiec­kimi. (…) Drugiego lub trzeciego dnia powstania nad get­tem na Placu Muranowskim zawisły dwie flagi: biało-czerwona i biało-niebieska.

(…)

W trakcie walk w getcie ŻOB skierowała do Polaków apel, kolportowany po aryjskiej stronie, w którym pisano m.in.: „Polacy, Obywatele, Żołnierze Wol­ności. () Wśród dymu pożarów i kurzu krwi mordowanego getta Warszawy – my więźniowie getta, ślemy wam bratnie serdeczne pozdrowienia. Wiemy, że w serdecznym bólu i łzach współczucia, że z podziwem i trwogą o wynik tej walki przyglądacie się wojnie, jaką od wielu dni toczymy z okrutnym okupantem. Lecz wiedzcie, że każdy próg getta, jak dotychczas, tak i nadal będzie twierdzą, że możemy wszyscy zginąć w tej walce, lecz nie poddamy się, że dyszymy, jak i wy, żądzą odwetu i kary za wszystkie zbrodnie wspólnego wroga. Toczy się walka o naszą i waszą Wolność. O wasz i nasz – ludzki, społeczny, narodowy – honor i godność. Pomścimy zbrodnie Oświę­cimia, Treblinki, Bełżca, Majdanka! Niech żyje braterstwo broni i krwi walczącej Polski!”.

Umieszczony na samej górze strony izraelski znaczek z roku 2013 nawiązuje własnie do wspomnianego w cytacie epizodu powstania w getcie warszawskim, czyli umiesz­cze­nia żydowskiej i polskiej flagi na budynku przy Muranowskiej 7–9. Flagi wywiesili żołnierze zapomnianej przez wiele lat organizacji — Żydowskiego Zwiazku Wojsko­wego. Zapomnianej, bowiem nie była, w odróżnieniu od ŻOB-u w smak nowym władzom, zainstalowanym po 22 lipca 1944 r.

W artykule ZAPOMNIANI ŻOŁNIERZE (aut. Maciej Kledzik, Rzeczpospolita z 12 czerwca 2004 r.) http://polish-jewish-heritage.org/Pol/june_04_wojskowy.htm napisano:

Przez pół wieku fałszowano w Polsce Ludowej historię żydowskiego ruchu oporu o korzeniach niekomunistycznych w okresie okupacji niemieckiej.
Ze szczątkowych informacji i zapisków pozostawionych przez kilka osób, które przeżyły powstanie w getcie warszawskim, doczekały oswobodzenia w obozach koncentracyjnych lub ocalały w oddziałach partyzanckich, wyłania się obraz konspiracyjnej organizacji Żydowskiego Związku Wojskowego.
Trzy zachowane relacje potwierdzają, że miejscem pierwszego spotkania Żydów, którzy zdecydowali się utworzyć tajny związek w dwa miesiące po kapitulacji Warszawy, był szpital zakaźny św. Stanisława przy ulicy Wolskiej 37.

Oficerowie polskiej armii

Dawid Wdowiński w książce „And we are not saved” (New York 1963), kreśląc rodowód konspiracyjnej organizacji żydowskiej, cytuje relację kapitana WP Henryka Iwańskiego: „Pewnego dnia w listopadzie 1939 r. czterech młodych Żydów chciało zobaczyć się ze mną w szpitalu św. Stanisława przy ul. Wolskiej. Wszyscy byli oficerami polskiej armii: Dawid Moryc Apfelbaum w stopniu porucznika; Henryk Lifszyc, podporucznik; Białoskór, mgr prawa, i Kałmen Mendelson, wówczas podchorąży WP. Znałem Apfelbauma, służył wraz ze mną w jednym pułku podczas obrony Warszawy, wykazał się od­wagą i brawurą. Nie poszli do oficerskiego obozu jenieckiego. (…) Chcieli zorganizować młodzież żydowską. (…) W 1940 r. Mendelson zorganizował grupę 12 mężczyzn uzbrojonych w 4 pistolety. Przechowywali broń w piw­nicach domu Karmelicka 5”.
Kałmen Mendelson (Madanowski), jedyny z wymienionych oficerów żydow­skich, który ciężko ranny przeżył powstanie w getcie, przekazał po wojnie, że w grudniu 1939 r. z intendentem szpitala Janem Skoczkiem, „Wąsik”, spot­kali się oficerowie rezerwy WP – Mieczysław Apfelbaum, Leon Rodal, Henryk Lipczyc-Lipiński i dr Józef Celmajster. Mendelson napisał, że dobrze znany im Skoczek, który przed wojną pracował w żydowskim szpitalu na Czystem, „przyjął ich do konspiracji”, polecając zorganizowanie kół wojskowych w pół­nocnych dzielnicach miasta zamieszkanych przez ludność żydowską.

Należy też wspomnieć, że nawet w  środowiskach żydow­skich ŻZW było zapomniane przez wiele lat, a jako główny (jedyny) ruch oporu w getcie wymieniano ŻOB. W tym samym artykule Maciej Kledzik napisał:

W połowie kwietnia nastąpił rozłam między obiema organizacjami. Należy przypuszczać, że powodem była zbrodnia katyńska, silnie nagłośniona przez Niemców. Dowództwo ŻOB odmówiło wojskowego podporządkowania się ŻZW. Po wojnie ocaleli ŻOB-owcy ogłosili swoją historię powstania w getcie, bez udziału ŻZW.

Obecnie wiedza o ŻZW przebiła się „głównego nurtu”. Co ciekawe, w bardzo popularnym serialu Czas Honoru, Romek więzień getta (postać grana przez Piotra Żurawskiego), angażuje się w działalność podziemną właśnie w szeregach ŻZW.

Anno Domini DCCCCLXVI – Mysco dux baptizatur.

Przykład Polski ku przestrodze Norwegów (1940 r.)

Rok 1940.
Niemcy szantażują Norwegów przykładem Polski:

Dwa tygodnie przed zawarciem rozejmu fińsko-sowieckiego Hitler przygoto­wy­wał już inwazję na Norwegię i Danię. A kilka tygodni później, 5 kwietnia 1940, flota niemiecka z dziesięcioma tysiącami żołnierzy wypłynęła z północ­nych portów, aby podbić sąsiada Finlandii.
Tego samego dnia urzędnicy norweskiego Ministerstwa Spraw Zagra­nicz­nych otrzymali ozdobne zaproszenie z niemieckiego poselstwa na pokaz „po­ko­jo­wego filmu”. W zaproszeniu dopisano: „Obowiązuje strój wieczo­rowy”. Wielu szefów biur Ministerstwa przybyło w białych krawatach, za­cie­ka­wio­nych, co też Niemcy mogą im pokazać. Jednak zamiast filmu o pokoju zaprezentowano przerażający dokument z bombardowania Warszawy. Am­ba­sador Niemiec w mało subtelny sposób oznajmił, że film ten ukazuje, co grozi państwom opierającym się wysiłkom nazistów „broniących Niemcy przed Anglią”.

Z książki J. Michaela Cleverleya „Urodzony żołnierz” przedstawiającej życiorys Lauriego Allana Törni vel Larry’ego Thorne’a, fińskiego i amerykańskiego żołnierza w okresie II wojny światowej i wojny w Wietnamie.

Ojciec Maksymilian i pogrzeb japońskiego posła (1933 r.)

W roku 1933 w Warszawie miał miejsce bardzo zaskakujący pogrzeb. Zmar­ły, Hiroyuki Kawai, był japońskim dyplomatą, którego śmierć spotkała w trakcie odbywania poselstwa w Rzeczypospolitej Polskiej.

HK - 1933 b

HK - 1933 c

HK - 1933

Mimo, że większość Japończyków nie była (i nie jest nadal) chrześcijanami, obrzęd miał charakter katolicki, bowiem pan Kawai przed śmiercią przyjął chrzest (jego małżonka była już wcześniej chrześcijanką). W wydarzeniu tym miał swój udział ojciec Maksymilian Maria Kolbe, który co prawda nie udzielał posłowi sakramentu chrztu, ale przeprowadził z nim kilka rozmów, które może przy­czy­niły się do tego wyboru. Nie było to dziwne, wszak w latach 1931—1935 zakon­nik przebywął w Japonii, w Nagasaki, co na pewno ułatwiło mu wczucie sie w men­tal­ność posła Kawai.

Z opisem tych wydarzenia oraz roli ojca Maksymiliana spotkałem się w dwóch źród­łach.

1. W książce Anny Nasiłowskiej, Wolny agent Umeda i druga Japonia, jej bohater Yoshiho Umeda (zm. w 2012 r.) wspomina pobyt swojego ojca Ryochu Umedy (1899—1961) w międzywojennej Polsce i opisuje to wydarzenie, w którym jego ojciec brał udział:

Pytano Umedę, kim jest ten mnich i co się właściwie stało. Mógł udzielić w miarę szczegółowych wyjaśnień: mnich był z zakonu świętego Franciszka w Nagasaki. Główny teolog, człowiek o ogromnej czystości i sile woli. Mówi o sobie: Rycerz Zakonu Maryi. Przyszedł pierwszego sierpnia do poselstwa, przynosząc figurę Matki Boskiej dla pani Kawai. Nie zastał jej, ale prezent został przekazany. To chyba był pretekst, żeby się spotkać z posłem, mógł mieć jakieś prośby. Pani Kawai była katoliczką. Zaprosiła go do rezydencji, do Skalimowa. Od niej dowiedział się o cięż­kiej chorobie jej męża. Wiadomo, że udali się do niego do sanatorium w Otwocku autem poselstwa, wraz z dwiemi córeczkami. Zostawił medalik Matki Boskiej Nieustającej Pomocy.

Chciano wiedzieć, czy Maksymilian Kolbe udzielił chrztu.

– Nie, poseł tak zdecydował sam, później.

Co się właściwie stało w ostatnich chwilach posła, wiedziała jedy­­nie naj­bliż­sza rodzina. Kilka dni po wizycie ojca Kolbe pan Kawai po­pro­sił o chrzest. Udzielił go wezwany naprędce miejscowy ksiądz razem z ostat­nim namaszczeniem. Wkrótce potem pan Kawai umarł.

W sierpniu 1933 roku odbył się w Warszawie bardzo ceremonial­ny pogrzeb. Pod poselstwo Japonii zajechał ogromny, wystrojony kitami karawan, któremu towarzyszyło kilku księży (…).
Po umieszczeniu trumny w karawanie sformowano pochód żałobny, który podążył do kościoła św. Krzyża. Towarzyszyła mu wojskowa eskor­ta, korpus dyplomatyczny, przedstawiciele polskich władz z premierem. I oczywiście wieńce, wspaniałe, z szarfami, a na czele żona pani Kawai i niewielkie córeczki, dziesięcioletnia i sześcioletnia, wszystkie zakryte czarnymi welonami, prawie sięgającymi stóp.

Dzień był piękny.

Umeda był świadkiem tej ceremonii, odprawianej przez biskupa i kilku księży. Stał wraz z delegacją Instytutu Wschodniego na mszy tuż obok filara, w który wmurowana jest urna z sercem Chopina.

(…)

Ojciec Kolbe stał obok w skupieniu,milczał.

 

2.Co ciekawe, dokładny opis tych wydarzeń zostawił nam również ojciec Maksymilian, który pisał:

[Mugenzai no Sono, przed grudniem 1933]

Po opuszczeniu Nagasaki w kwietniu br. przez jakiś czas przebywałem w Polsce. Z posłem Kawai zapoznałem się za pośrednictwem jego żony, która jest katoliczką.

Pewnego dnia, mówiąc dokładnie – pierwszego sierpnia, udałem się do poselstwa cesarstwa Japonii. Słyszałem, że żona posła jest katoliczką, sądziłem więc, że będzie sobie życzyła spotkania. Zatem, jako podarunek dla pani posłowej, przygotowałem figurkę Niepokalanej. Po załatwieniu sprawy w poselstwie miałem szczęście spotkać ją, bo była obecna w domu. Pani posłowa nie tylko chętnie przyjęła podarunek, ale bardzo się nim ucieszyła i zaprosiła, by ją odwiedzić po kilku dniach.

W tym czasie była ona na wakacjach z dziećmi w willi w Skolimowie poza Warszawą. Tam mię zaproszono z odwiedzinami. Jako goście byliśmy tam tylko ojciec gwardian i ja – razem towarzystwo tylko wierzących. W poko­ju, gdzie nas zaprowadzono, była ustawiona w „tokonoma” figurka Niepokalanej, którą kilka dni temu ofiarowałem.

Tego dnia po raz pierwszy dowiedziałem się o chorobie pana posła. Chory był na płuca i leczył się w sanatorium w Otwocku.

(…)

W rzeczywistości stan pana posła był poważny. Gdy przyprowadzono mnie do separatki, zobaczyłem wychudzoną postać, zwłaszcza twarz i ręce były jakby drewniane, jakby człowieka już nieżyjącego. Ale czuł się on bardzo dobrze tego dnia, więc bardzo chętnie ze mną rozmawiał. Po różnych tematach zeszliśmy na religię. Opowiadał mi, że gdy odwiedził Francję i Lourdes, słyszał tam, że cuda od czasu objawienia Matki Bożej nie ustają. Sam też, wmieszany w różnorodny tłum pielgrzymów, w rzeczywistości stąpał po ziemi Lourdes, wiedział i słyszał o cudach, odczuł silnie religijną atmosferę tego miejsca – lecz nie odczuł pragnienia życia z wiary. Nadto otrzymał i czytał we Francji książkę pod tytułem „Jezus Chrystus”, a także poznał głębiej naukę, że prawdziwa religia chrześcijańska to katolicyzm, ale nie odczuł przy tym wyraźnego pragnienia zmiany religii. Tak więc rozmawialiśmy i pan poseł wyjawiał swe poglądy na różne systemy religijne i przyznał chętnie, gdym mu wytłumaczył, że prawda jest jedna. A także ten inteligentny chory chętnie przyznał – gdym mu tłumaczył prawdy teologiczne, że religia musi być jedna, aby uchwycić prawdziwe dogmaty, i Bóg musi być jeden. Nauka o Trójcy inna jest w Chinach niż w chrześcijaństwie, ale po wytłumaczeniu tej tajemnicy przyjął ją ze zrozumieniem. Przed wejściem w te zawikłane i głębokie problemy pan poseł wyraził się, że różne są religie i każda z nich ma coś prawdy – a ja mu nie zaprzeczyłem. Pod koniec tego dnia dałem choremu za pośrednictwem żony Cudowny Medalik i poleciłem go miłosierdziu Maryi – modląc się o zdrowie dla ciała i łaskę wiary dla chorego – pożegnałem się z nim. Rzeczywiście przez ten Medalik poboż­nie noszony na piersiach, Niepokalana udziela specjalnej opieki wielu ludziom i wiem z doświadczenia, że łaska Ducha Św. wielu z nich oświeca i prowadzi do wiary, stąd, sądząc że to najlepszy podarunek, dałem go panu posłowi.

Potem, 14 sierpnia, stan chorego posła znacznie się pogorszył. Rodzina zebrała się w sanatorium. Gdy się o tym dowiedziałem, udałem się do chorego (…) Teraz nie ma ani chwili do stracenia! Telefonem zawia­do­mi­łem o wszystkim zaufanego przyjaciela pana posła, obecnego w Warsza­wie nuncjusza – dziekana korpusu dyplomatycznego – arcybiskupa i pro­si­łem o natychmiastowe przybycie. Pośpiesznie wyruszył samochodem nuncjusz i za godzinę był już u chorego. Już przedtem miałem ułożony plan, by ostatniego przygotowania choremu udzielił sam nuncjusz.

(…)

Nuncjusz znał dobrze zacny charakter chorego, jego inteligencję z co­dzien­nego z nim obcowania – i cenił je wysoko. Jako przyjaciel – on najlepiej przemówił do przyjaciela. Z głębokim przekonaniem wyjaśnił on choremu naukę z Zbawicielu, życiu przyszłym i warunkach przyjęcia św. wiary.

(…)

Wnet po przemówieniu eminencji nuncjusza chory poprosił o chrzest. Poseł pragnął przyjąć imię Franciszka. Z rąk nuncjusza spłynęła święta woda na głowę i słowa: Franciszku, ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego…

Po chrzcie św. pan poseł doznał wielkiej radości serca, widocznej nawet na twarzy. Tej głębokiej radości i pokoju nie dozna ten, kto nie wszedł na drogę prawdy. Czyż ten spokój i głęboka radość nie są znakiem łaski Bożej i skutkiem przyjęcia prawdziwej religii?

Pan poseł przez pozostałe godziny ziemskiego życia cieszył się tą ra­do­ścią i pokojem. Kilka razy powtórzył nam obecnym przy sobie: dlaczego nie przyjąłem wcześniej tej religii i nie zaznałem wcześniej tego szczę­ścia? I wieczorem tego dnia, to jest w wigilię Wniebowzięcia Matki Bożej, ta uspokojona i oczyszczona dusza – uniesiona rękami Niepokalanej, prze­nie­sio­na została z tego świata.

Dwa dni potem, 16 sierpnia, na placu przed poselstwem u stóp krzyża złożona została trumna ze zwłokami. Ojciec gwardian i ja modliliśmy się klęcząc przy trumnie. Dusza pana posła była już w niebie – nie trzeba było modlić się za niego. Modliliśmy się o przyczynę zmarłego posła w intencji Japończyków i Polaków i za tych, co łaskawie pomogli do jego nawrócenia. Tak samo mówił ks. nuncjusz – zmarły poseł Kawai jest już w niebie i modlił się o jego wstawiennictwo.

Źródło: „Mugenzai no Seibo no Kishi” 4 (1933) 354-363.
(z oryg. japońskiego tłumaczył o. Janusz M. Koza OFMConv.) http://www.niepokalanow.pl/pisma,tom-7,1081b-kwiatki-matki-bozej-chrzest-pana-hiroyuki-kawai-posla-cesarstwa-japonii-w-polsce,1212

 

3. Na koniec, o książce Anny Nasiłowskiej. Jest to ksiażka bardzo nierówna, co może wynika z tego, że zmarły w 2012 r. Yoshiho Umeda pracował do swojej śmierci z autorką, a ksiażkę już po śmierci bohatera Nasiłowska kończyła samo­dzielnie, na podstawie dokumentów, które jej pozostawił.

Książka ta wydaje się dzielić na dwie części, pierwsza dopracowana, wyważona, dotycząca czasów międzywojennych i wojennych oraz druga, przedstawiająca losy Yoshiho Umedy od momentu, gdy znalazł się w PRL, pod opieką przyjaciół swojego nieżyjacego już ojca oraz zaangażowanie w opozycję, napisana już mniej ciekawym stylem. Poza tym tę „drugą część” należy czytać jednak z dużym dystansem, bowiem przedstawia (zwłaszcza w opisie lat 80-tych) bardzo jedno­stronnie środowiska solidarnościowe, a nawet – mam wrażenie – opisy niektórych wydarzeń miały na celu prymitywne przedstawianie osób czynnych po 1989 roku w poli­tyce w negatywnym świetle (choćby tak bzdurne sugestie, że ktoś był zawie­dzio­ny, że nie został 13 grudnia 1981 internowany — sic!).

Sztuka prowadzenia samochodu… poradnik z 1911 r.

Z zasobów Biblioteki Cyfrowej Politechniki Warszawskiej [LINK]

Sztuka prowadzenia samochodu, autorstwa Lorda Montagu, nakładem Stanisłąwa Grodzkiego, wydana w roku 1911. Z dopiskiem: Przekład z angielskiego z upoważnienia autora.

msps055_0001msps009_0001

 

 

[Pamiętajmy!] 24 marca 1944 r. – Zbrodnia w Markowej

rodzina2

FOR MORE INFORMATION please visit the homepage of „Ulma Family Museum of Poles Saving Jews in World War II in Markowa” http://muzeumulmow.pl/en/museum/history-of-the-ulma-family/

Józef and Wiktoria Ulma lived in the village of Markowa in what before the war was the Lwów Voivodeship, and now is the Podkarpackie Voivodeship. The village had four and a half thousand residents.

During the German occupation, most probably in late 1942, despite poverty and risk, the Ulmas gave shelter to eight Jews: Saul Goldman and his four sons whose names are unknown (in Łańcut, they were referred to as the Szalls), and two daughters and a grand-daughter of Chaim Goldman from Markowa – Lea (Layka) Didner with her daughter (name unknown) and Genia (Golda) Grünfeld. Józef and the men he was hiding were tanners. The Ulmas were probably denounced to the Germans for harbouring Jews by Włodzimierz Leś, a navy-blue policeman from Łańcut. On March 24, 1944, in the morning, five German gendarmes and several navy-blue policemen arrived in front of the house of the Ulmas. They were commanded by Lt. Eilert Dieken. They first shot the Jews, and next Józef and Wiktoria (who was in the seventh month of pregnancy). Then, Dieken decided to kill the children. Within a few minutes, seventeen people lost their lives (including the baby whom Wiktoria started giving birth to at the moment of the execution).
About twenty other Jews were sheltered by Poles in Markowa and survived.

In 1995, Wiktoria and Józef Ulma were posthumously awarded the “Righteous Among the Nations” title. In 2010, they were honoured with the Commander’s Cross of the Order of Polonia Restituta by the President of the Republic of Poland, Lech Kaczyński. In 2003, the Ulmas’ beatification process was initiated in the Diocese of Przemyśl, and is currently under way at the Vatican.
http://muzeumulmow.pl/en/museum/history-of-the-ulma-family/

 

[Kącik sarmacko-sportowy] Nowy numer Teologii Politycznej oraz Jan Chryzostom P. i anglosaska walka szablą polską!

„My, Rzymianie” – to tytuł najnowszego numeru Teologii Politycznej!

Tym razem w centrum uwagi staje zagadnienie tożsamości polskiej kul­tury i polityki. Jesteśmy przekonani, że dla zrozumienia tego czym była i jest Rzeczpospolita należy odnieść się do konsytutywnej dla Europy osi: północ-południe. Nie lekceważąc oświeceniowego podziału na wschód i zachód sądzimy, że polskość wyróżnia przede wszystkim fakt, iż jesteś­my narodem, zaszczepionym na pniu rzymskim, narodem, który kulty­wuje wartości  i duchowe tradycje Południa.

http://www.teologiapolityczna.pl/my-rzymianie-czyli-najnowszy-8-numer-teologii-politycznej-juz-dostepny

W numerze znajdują się między innymi takie artykuły:

  • Ta karczma Rzym się nazywa — Dariusz Karłowicz
  • Rzymskie korzenie polskości — Arkady Rzegocki
  • Recepcja rzymskich idei politycznych w Rzeczypospolitej XVI i XVII wieku — Dorota Pietrzyk-Reeves
  • Rzecz-pospolita – to jest Rzym! — Krzysztof Koehler
  • Nawrócony na Rzym? Problematyka religijna w późnych pismach Stanisława
    Brzozowskiego — Tomasz Herbich
  • Forma rzymska — Krzysztof Tyszka-Drozdowski

Polecam!

Jednak co ciekawe polska kultura i zwyczaje, to tematy interesujące nie tylko nas, Polaków. Zapewne wspominałem kiedyś o hiszpańskiej grupie rekonstrukcyjnej odtwarzającej Wojsko Polskie z okresu II wojny światowej (!). A jak widać z za­lin­ko­wanego niżej filmu, dla ludzi z anglosaskiego obszaru kulturowego także może być interesująca polska historia. W tym wypadku walka polską szabla.

Z opisu pod filmem wynika, że walka odbyła się w szkole historycznych sztuk walki („Blood&Iron”) w New Westminster w Kanadzie.

Walczący:

  • Richard Marsden – współzałożyciel i główny instruktor Stowarzyszenia Szermierki Historycznej w Phoenix
  • Lee Smith – współzałożyciel i główny instruktor w „Blood&Iron”

Proponuję nadać walczącym honorowy tytuł Sarmaty 😉 lub jakiś medal imienia Jana Chrzostoma Paska, wszak u niego znalazłem jeden z najciekawszych opisów pojedynku „na ostre” szable i to od bezpośredniego uczestnika:

Dopiwszy tedy mocno, począł mi Nuczyński wielkie dawać okazyje. Ja lubom tak był pijany, jak i oni, rzekę do Jasińskiego: „Panie Marcyjanie, nie miałeś mię tu Wszeć po co prosić, kiedy przyczyny [okazje do zwady] dają i miodem oblewają”. I wyszedłem z szałasu, chcąc uść licha, to tylko wymówiwszy: „Kto ma do mnie pretensyją jaką, wolno mi powiedzieć jutro, a nie po pijanu”. Jużem tedy w pół drogi, dogonił mię Nuczyński: „Bij się ze mną!” Odpowiedziałem: „Panie bracie, nie bardzo byści Wszeć leniwego uznał, ale dwa są impedymenta [przyczyny] jeden, że tu obóz [artykuły wojskowe zakazywały pojedynków w obozie], druga, że tu szable nie mam, bom poszedł do towarzysza swego na posiedzenie, nie na żadną wojnę. Ale tak, jeżeliby to nie mogło być inaczej, jutro rano, a za obozem, nie w obozie”. Idę tedy do swego szałasu, onego zaś jego wyrostek hamuje, przytrzymał. Dawszy on wyrostkowi pięścią w gębę, wydarł mu się, przyszedł za mną.

Musiałem wyniść, szablę wziąwszy. Co na mnie przytnie, to mówi: „Zginiesz”. A zaś mówię: „Pan Bóg tym rządzi”. Za drugim czy za trzecim ścięciem dosiągłem mu palców i mówię: „Widzisz, żeś znalazł, czegoś szukał”. Rozumiałem, że się tym będzie kontentował. On, czy tego nie czuł, jako pijany, czyli też chciał się zemścić, skoczy znowu do mnie, machnie raz i drugi, a już mu krew na gębę pluska. Jak go tnę przez puls, wywrócił się. A wtem dano znać do pijanych, którzy rozumieli, że na przechód wyszedł.

Leci młodszy brat, pocznie gęsto i często przycinać. Pan Bóg zaś patrzał na niewinność. Zetrzemy się z sobą: i ręka, i szabla upadła.

Kompania też powypadali już po harapie [po sprawie]. Przyjdzie potem Jasiński, gospodarz tej ochoty, rzecze mi: „A zdrajca! pokąsałeś mi braci! Pocieno [pójdź jeno] ze mną!” Rzekę: „Czego szukali, znaleźli”. Począł wołać szable, bo nie miał jej przy sobie, a za rękę mnie prowadzi. Kompania perswadują: „Tyś gospodarz; powinien byś był te rzeczy medyjować. Nie czyń tego”. Żadnym sposobem perswadować sobie nie da, prowadzi mię. A tymczasem szablę mu chłopiec przyniósł. Po prostu bałem się go, bo w oczach całej chorągwie przed kilką niedziel Pawła Kossowskiego, naszego towarzysza, posiekł. Wyszarpnę mu tedy rękę, stanę osobno i mówię: „Com ci winien? Zaniechaj mię!” Towarzystwo go trzymają. Jak pchnie Drozdowskiego, puścili go: „Id[ź]że, aż cię zabiją”.

Była tedy rzeczka wąska, przez którą trzeba było przechodzić, i kładki przez nię wąskie położone. „Tam jeno, tam przejdziewa sobie, aż pod on las; kto kogo położy, żeby się już nie wracał do obozu”. Popchnie mię na owe kładki: „Id[ź]że ty wprzód!” Tylko wstąpię na owę ławkę, tnie mnie z tyłu w łeb, tylko że aksamit wenecki przedni był, P. Bóg zachował, że nie przeciąn, tylko trochę w jednym miejscu aksamit puścił, a dalej pręga tylko, jak biczem ciąn. Zamroczył mię jednak, żem spadł z owej ławki w wodę. Umknę się tedy z owego miejsca, bojąc się, żeby mi nie poprawił, i na tamtę stronę dobywam się, mówiąc: „Boże, widzisz moję niewinność”. Jeno co wynidę z wody, a on też już ławki przeszedł. I mówię: „A, milczkiem to kąsasz, pogański synu! Idzie do mnie: „ Wnet cię tu lepiej będę kąsał”. A tu z obozu powychodzili, patrzą, bo wszystkie chorągwie do owej rzeczki stały.

Przytnie na mnie potężnie, aż mi zadrżała szabla w garzci; wytrzymałem zakład. Ścięniśmy się z dziesięć razy; nic ani temu ani temu. Mówię: „Dosyć tego, panie Marcyjanie”. On rzecze: „O taki synu, nie uczyniłeś mi nic, a mówisz dosyć”. Tak P. Bóg dał, że po owym wymówieniu, samym końcem szable dosiągłem go przez jagodę [policzek] i odskoczyłem się od niego. Tymże bardziej dopiero na mnie natrze; jak też urwę go w łeb, jakby nie był na nogach. Dopiero go płazem pocznę walić na ziemi, wziąwszy w obie ręce szablę. A tu dopiero kompania leci spod naszych i spod inszych chorągwi, mówiąc: „Stój, nie zabijaj”! Dałem mu z pieńdziesiąt razy płazą, niżeli przybiegli, za owęż zdradę, co mię z tyłu rąbnął w głowę.

Była to w ten dzień kryzys tak zła, że z piętnaście pojedynków odprawowało się pod różnymi chorągwiami. Mnie zaś P. Bóg w ten dzień w oczywistej swojej miał protekcyjej, kiedy mię zachował od szwanku, z trzema mężami pojedynkując. A nie z żadnego to stało się męstwa, ale tylko z tego, że Bóg na niewinność moję respektował.

Wiele takich pamiętam przykładów, że „zawsze ten przegraje, kto przyczynę daje”. Kto będzie po mnie sukcesorem tej książki mojej, przestrzegam i napominam, żeby się tym moim i wielu inszych temu podobnych przykładów budował, żeby nigdy i najlichszego lekce nie poważał, żeby, choćby był mężem najdoświadczońszym, ufając siłom i męstwu swemu, nigdy okazyjej nie dawał i z pysznym sercem nie chodził na pojedynek: bo niech wie o tym, że go się lada kto nabije. A gdy zaś z pokorą swojej upominać się będzie krzywdy i honoru, wzywając na pomoc Boga, zawsze wygra. Na wielu inszych i sam na sobie doświadczyłem się tego. Ile razy dałem okazyją, zawsze mię wybito; ile razy mnie kto, zawsze zwyciężyłem.

Źródło: https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/pamietniki.html

 

[Manuskrypt] Psałterz św. Hieronima, czyli modlitewnik króla Zygmunta I Starego

a2

Ta piękna karta ze św. Hieronimem oraz jego symbolami: lwem, księ­gami, pió­rem i pulpitem pochodzi z księgi zawierającej zbiór modlitw, nazwany „Modli­tew­nikiem Zygmunta I Polskiego”. Orzeł Biały, na tarczy trzymanej przez putta, nie znalazł się więc tutaj przypadkiem.

Czytaj resztę wpisu »

[stare ilustracje] „Multimedialny” manuskrypt astronomiczny.

W zasobach cyfrowych (zdigitalizowane manuskrypty) British Library pod sygna­turą: Harley MS 3719 (link: BL – Harley_MS_3719) można znaleźć kolekcję tekstów z lat 1275-1540 dotyczących: astronomii, kalendarza, medycyny oraz filozofii.

Wśród nich na kartach 155verso, 156recto można znaleźć tablice astrologiczne czy raczej astronomiczne (wszak w wówczas były to kwestie ze sobą ścisle związane), które zawierają ruchome (!) tarcze, przymocowane nicią do kart manuskryptu, a całość przypomina astrolabium:

Harley MS 3719, 155v

Czytaj resztę wpisu »

Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”

List Prezydenta RP

(…)

Po pierwszej śmierci czekała ich śmierć druga: wieczne zapomnienie. Mieli zniknąć na zawsze, pozbawieni własnego grobu, bez nekrologu w gazecie i wzmianki w podręcznikach historii.

(…)

Żołnierze Wyklęci-Niezłomni, którzy zapisaliście piękne karty w księdze chwały oręża polskiego! Niechaj Wasza postawa będzie przykładem dla nas, dzisiejszych Polaków, i naszych potomnych. Niech Wasze imiona, nazwiska, pseudonimy będą chlubą Waszych rodzinnych miast i wsi. Niech zdobią sztandary wojskowe, patronują ulicom i szkołom. Bo to z Waszej ofiary odrodziła się niepodległa Polska. Cześć i chwała bohaterom!

Z wyrazami szacunku i sympatii,

 Andrzej Duda

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej

(…) przy Tobie, Najjaśniejszy Panie! stoimy i stać chcemy.

Primo.

(…) i z ufnością w stanowczość zmian, które Twoje Monarsze słowo jako niezmienny zamiar wyrzekło, z głębi serc naszych oświadczamy, że przy Tobie, Najjaśniejszy Panie! stoimy i stać chcemy.

Adresu Sejmu Galicyjskiego z 10 grudnia 1866 r.

Czytaj resztę wpisu »

[Historia prasy] Ogniwo Przyjaźni

ogniwo

Ogłoszenia w numerze z 31 stycznia 1942 r., rok 2 nr 5

Poszukuje się nauczyciela do prywatnej nauki
JĘZYKA POLSKIEGO
w miejscowości LEEDS lub YORK. Lekcje byłyby możliwe
w godzinach wieczornych Iub w sobot i niedziele o dowolnej porze.

Zgłoszenia: Miss Barton.
Queen Anne School, Bootham, York.

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

McLAREN
Mundury wojskowe
wykonuje w przepisowym kroju polskim
McLAREN
& Son (GLASGOW) Limited
42-50 GORDON STREET, GLASGOW

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

Wojskowe Mundury i Wszelkie Dodatki.
Specjalność: Mundury dla Oficerów Armji
Polskiej. Polskie Guziki, Gwiazki Oraz
Orzelki do Czapek.
SINCLAIR & THOMSON LTD.
19 WEST NILE STREET, GLASGOW, C 1
(naprzeciw Royal Restaurant).

 

http://www.abebooks.co.uk/Ogniwo-Przyjazni-Dwujezyczny-tygodnik-poswiecony-sprawom/4853608324/bd

Ogniwo Przyjazni. Dwujęzyczny tygodnik poświęcony sprawom ugruntowania przyjaźni polsko-szkockiej.
Ilustrowany dwutygodnik angielski wydawany przez Jadwigę Harasowską w Glasgow od 11.01.1941 do 14.03.1942, potem wydawany pt.: The Voice of Poland.

Prawie wszystkie numery tego pisma są dostępne w zasobach Wielkopolskiej Biblioteki Cyfrowej:
http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/docmetadata?id=230772&dirds=1&tab=3

[Link] Ważny głos w dyskusji, czy Powstanie Styczniowe musiało wybuchnąć:

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

– Zgoda na brankę oznaczała nie tylko zgodę na drenaż narodu, ale na traktowanie ziem polskich jako peryferii obcego, nieprzychylnego Polakom imperium (…)

(…) główną przyczyną wybuchu Powstania Styczniowego była branka, czyli pobór do wojska, ogłoszony przez margrabiego Wielopolskiego pod koniec 1862 roku.

– Chodziło nawet nie o samą brankę, ale o sposób jej przeprowadzania. Rekrutów, którzy mieli trafić do armii carskiej w głąb imperium, nie losowano, jak dotąd, ale wybrała ich administracja. To był cios precyzyjnie wymierzony w konspirację. (…) Trafiły mi w ręce dane z powiatu piotrkowskiego. Stamtąd w latach 1833–1856 do wojska w głębi Rosji wzięto 11 tys. osób. Wróciło 498 osób: zniszczonych, schorowanych, okaleczonych. To pokazywało, jak funkcjonuje społeczeństwo, które się nie buntuje

http://www.fronda.pl/a/prof-nowak-powstanie-styczniowe-nie-moglo-nie-wybuchnac,25526.html

 

 

„odbudować, co zniszczone, podtrzymywać, co odbudowane, pomścić, co niesprawiedliwe, umocnić, co właściwie rządzone…”

695 lat temu, 20 stycznia 1320 roku Władysław Łokietek został koronowany na króla Polski. Do maszych czasów nie przetrwała korona, której użyto w. Trakcie tej uroczystości, bowiem została zrabowana i przetopiona przez Prusaków po trzecim rozbiorze Polski.
Na szczęście do naszych przetrwał miecz koronacyjny, Szczerbiec, o którym ciekawie pisze Andrzej Nowak w drugim tomie swoich „Dziejów Polski”:

Na Wawelu jedynym oryginalnym świadkiem koronacji Wladyslawa Łokietka pozostaje Szczerbiec. Miecz koronacyjny królów polskich pojawia się dopiero wtedy, w roku 1320, choć Kronika wielkopolska nadaje Szczerbcowi wcześniejszą metrykę, za Anonimem zwanym Gallem odnawiając legendę o wyszczerbieniu miecza przez Bolesława Chrobrego o kijowska Złotą Bramę – w roku 1018. Nie bylo, jak już pisaliśmy, Złotej Bramy w Kijowie w roku 1018, powstala póżniej, a nasz Szczerbiec, przechowywany w skarbcu Państwowych Zbiorów Sztuki na Wawelu, nie jest na pewno mieczem bojowym, a wyłącznie ceremonialnym. Żaden z władców nie stosowal go w walce. Znaczenie tego miecza, który zabłysnął po raz pierwszy 20 stycznia 1320 roku w naszej historii, nie jest jednak wcale przez to mniejsze. Wiemy, jaką funkcję spełniał podczas późniejszych koronacji. Wręczany był przez arcybiskupa-koronatora królowi wraz z formułą prośby, by za pomocą tego miecza „odbudować, co zniszczone, podtrzymywać, co odbudowane, pomścić, co niesprawiedliwe, umocnić, co właściwie rządzone…”. Miecznik koronny i arcybiskup przypasywali miecz królowi, ten wyciągał go z pochwy, trzykrotnie tnąc nim w powietrzu znak krzyża. To symbol królewskiego zobowiązania wobec wspólnoty, na czele której stawał – zobowiązania do odwagi, sprawiedliwości i roztropności

.

image

whatnext.pl/szczerbiec-byl-mieczem-koronacyjnym-krolow-polski/

Możemy go dziś podziwiać i zastanawiać nad jego osobliwą historią. Ten prosty dwuręczny miecz waży dziś 1260 gramów, ma 984 milimetry długości, z czego ostrze długie jest na 82 centymetry, maksymalna szerokość ostrza nie przekracza 5 centymetrów, grubość – 3 milimetrów. Nieduży ten miecz, pasuje do imienia – Łokietek. Ale jego siła leży gdzie indziej, poza materialnymi wymiarami. Wyrazić ją miały zdobiące Szczerbiec znaki. Przede wszystkim wstawiona w szczerbę pod rękojeścią tarcza z piastowskim białym, ukoronowanym orłem, na czerwonym tle: najważniejszy, najświętszy symbol polskości. Towarzyszy temu symbolowi cały zestaw innych, nie mniej fascynujących. Na awersie okrągłej głowicy Szczerbca umieszczony został w centrum symbol „T” – Tau, symbol ofiary Chrystusa, ustawiony pomiędzy literami „A”
i „Ω” Bóg jako początek i koniec. Litera „C” – pod „T” – oznacza może Chrystusa, a może nie umiemy rozszyfrować jej sensu. Dokoła biegnie napis: REC. FI- GVRA. TALET. AD AMOREM. REGUM. ET. PRINCIPVM. IRAS IVDICV. M – co przetłumaczyć można tak: „ten znak umacnia miłość królów, a gniew sędziów”, a co podkreśla znaczenie miecza jako symbolu sprawiedliwości władcy. Uchwyt Szczerbca ozdobiony jest na awersie lwem świętego Marka, wołem świętego Łukasza, zaś rewers – orłem świętego Iana i aniołem świętego Mateusza, czyli symbolami czterech ewangelistów, z którymi po obu stronach miecza jest baranek – symbol Zbawiciela. Na krawędzi uchwytu znajdowały się, dziś niezachowane, zatarte, ale dokładnie opisane i odrysowane W 1764 i 1792 roku napisy, mówiące o pochodzeniu Szczerbca. „To jest miecz czci godnego księcia Bolesława…” – tak w tłumaczeniu na polski można by oddać sens jednego. Drugi odczytać można jako: „z którym [przy pomocy którego] Pan Bóg, Zbawca Wszystkiego, niechaj pomoże mu [to jest właścicielowi miecza] przeciw wrogom. Amen”. Najbardziej tajemnicze wydają się napisy na jelcu, czyli poprzecznej listwie, chroniącej rękę dzierżącą miecz. Na awersie napis głosi, iż „ktokolwiek te imiona Boga ze sobą nosić będzie, temu żadne niebezpieczeństwo wogóle nie zaszkodzi”, na odwrocie zaś oddane są po łacinie hebrajskie słowa CON. CITOMON. EEVE SEDALAI. EBREbEL. Tłumaczyć można trzy ostatnie slowa jako imiona Boga: pierwsze tworzą samogłoski z niewypowiadanego imienia Jahwe, drugie – „Wszechmogący Najwyższy”, trzecie – „Ojciec Wszechwiedzący Bóg”. Wpro- wadzające „Con Citomon” znaczy być może: „pobudzą gorliwą wiarę”, lub (jeśli to po prostu Zniekształcona łacina – „Conor citare nomina”, a nie próba transliteracji hebrajskiego) — „ośmielę się wymienić imiona”. lleż znaczeń. Ileż, wolno chyba tak powiedzieć, najuroczystszych zaklęć, towarzyszy tej koronacji – i wszystkim następnym, których dotyka Szczerbiec. Podsumowujący badania nad tymi znaczeniami i samym mieczem trzej znakomici znawcy, Marcin Biborski, janusz Stępiński, Grzegorz Żabiński w studium z 2011 roku dochodzą do następujących wniosków. Szczerbiec, który spoczywa w skarbcu wawelskim, jest oryginalnym mieczem koronacyjnym królów polskich, od Łokietka poczynając. Szczerba jest prawdopodobnie skutkiem korozji metalu. Głowica, uchwyt i jelec wykonane są z pozłacanego srebra, wszystkie wyszły spod ręki jednego mistrza, Miecz powstał zapewne około roku 1250 – autorzy studium stawiają hipotezę, że być może w iberyjskim kręgu kulturowym, dostrzegają bowiem podobieństwa Szczerbca z XIII-wiecznymi mieczami świętej Kasyldy oraz Sancho IV, króla Kastylii i Leonu. Należał pierwotnie najpewniej do Bolesława Pobożnego, teścia Władysława Łokietka, a nie – jak przypuszcza część innych badaczy — do Bolesława Mazowieckiego. Miecz od księcia Wielkopolski mógł podkreślić prawa króla Władysława do tej, najstarszej polskiej dzielnicy. Profesor Zdzisław Zygulski junior postawił, na podstawie analizy symboliki głowicy, fascynującą hipotezę, że Szczerbiec dotarł do rąk Bolesława Pobożnego od rycerzy zakonu templariuszy.

[Link] Broniewski i zabawa szmacianką w Szczypiornie

Z okazji trwających właśnie Mistrzostw Europy w piłce ręcznej można przypomnieć że w słynnym obozie jenieckim w Szczypiornie przebywał po „kryzysie przysięgowym” także Władysław Broniewski:

http://szczypiornocup.pl/historia-szczypiorniaka/

Władysław Broniewski w swych pamiętnikach pisał — „pobyt w obozie jenieckim w Szczypiornie zawsze kojarzyć mi się będzie z zupą z brukwi, suchym chlebem, czarną kawą i zabawą Szmacianką…”

 

[Cytat bez związku] Roger Scruton, Pożytki z pesymizmu…

Roger Scruton, Pożytki z pesymizmu i niebezpieczeństwa fałszywej nadziei:

Za żarliwą retoryką Manifestu komunistycznego, za pseudonaukową teorią wartości jako nakładu pracy i za klasową analizą historii ludzkości kryje się jedno źródło emocjonalne – niechęć do tych, którzy czują się dobrze. W zwykłym świecie kompromisów, świecie „my”, które stoi na drodze transcendentnego „ja” rewolucji. Aby zniszczyć tych ludzi, trzeba zbudować zmilitaryzowany trzon państwa – partię, komitet czy po prostu armię, która nie zadaje sobie trudu ukrywania swojej wojskowej funkcji. Ten trzon będzie miał władzę absolutną i będzie działał poza prawem. Prawo zostanie zastąpione wersją potiomkinowską przywoływaną w sytuacjach koniecz­ności przypomnienia ludziom o najwyższym celu, który rządzi ich ist­nie­niem. Prawo potiomkinowskie nie będzie wycofane i nieśmiałe jak prawo cywilizowanych społeczeństw, które istnieje właśnie po to, aby jak naj­rza­dziej musiało być przywoływane. Prawo to będzie wydatnym i wszech­obecnym elementem społeczeństwa, nieustannie przypominanym i pod­su­wa­nym pod oczy, aby nadać wszystkim poczynaniom partii rządzącej aurę niepodważalnej prawomocności. „Awangarda rewolucji” wyprodukuje więcej urzędowych formularzy i pieczęci niż obalony przez nią reżim, a miliony ludzi wysłanych na śmierć otrzymają opatrzony sankcją państwa dokument potwierdzający, że postanowienie o zakończeniu ich życia było słuszne i oficjalnie wydane.

W ten sposób nowy porządek będzie zarazem cał­ko­wi­cie bezprawny i cał­ko­wi­cie ukryty za fasadą prawa”. Awangarda zaczyna od wyznaczenia grupy, klasy lub rasy winowajców. Grupie tej zostaną odebrane owoce jej sukcesu i będą albo zniszczone, albo rozdane między zwycięzców. Członków tej grupy podda się upokorzeniu, a nawet sprowadzi do stanu bliskiego zwie­rzę­ce­mu, aby pokazać, jak daleko sięgała ich wcześniejsza arogancja. Gułag i obóz śmierci w sposób naturalny wyrastają zatem z przejęcia władzy. Obozy robią z więźniów ludzkie śmieci; a tym samym pokazują im, że byli niegodni swoich dawnych przywilejow. Utopijny impuls nie poprzestaje na po­zba­wie­niu swoich ofiar materialnymi… Dąży do pokazania im, że nigdy nie zasługiwali na najmniejszy choćby udział w ziemskich dobrach i że ich śmierć budzi nie większy żal niż każdego innego typu robactwa. Wzorcowe było pod tym względem upokorzenie królowej Francji Marii Antoniny, którą oskarżono o wszelkie możliwe zbrodnie, łącznie z kazirodztwem, aby przed­stawić ją jako niegodną miana człowieka. Upokarzanie ofiar również jako dowód na transcendentną wartość nadziei, których urzeczywistnienie unie­możli­wili ci ludzie. Wskazuje to na bardziej religijny polityczny sposób myślenia: ofiarna śmierć oczyszcza wizerunek utopii i oczyszczenie należy bez końca powtarzać.

[Link] Broszura z okresu II w.ś. „Słowa i czyny Adolfa H.”

http://krzysztofruchniewicz.eu/mein-kampf-po-polsku/

Na swojej stronie Krzysztof Ruchniewicz pisze:

Reakcje po niemieckiej premierze wydania w Niemczech książki A. Hitlera „Mein Kampf“ nie cichną. W mediach ukazały się kolejne artykuły. Wczoraj miałem okazję wysłuchać audycji w polskim radio. Poproszony o komentarz historyk – nie mając egzemplarza publikacji w ręku – powtarzał jedynie doniesienia niemieckiej prasy. Temat polskiego przekładu został pominięty.

Zbierając materiały do wcześniejszego wpisu na temat książki A. Hitlera natrafiłem na dwie broszury wydane w podziemiu podczas wojny. Do jednej z nich, „Słowa i czyny Adolfa Hitlera“ udało mi się dotrzeć. Jedyny znany egzemplarz, który przetrwał wojnę znajduje się w Warszawie w Bibliotece Narodowej.

„Stocznie zostały zlikwidowane, a nie rozliczono oprawców”.

[ ✝ ] Polskie grudnie –17 XII 1970 r. i 16 XII 1981 r.

Grudzień 1981 r.

plan 111

Grudzień 1970 r.

26-2758

13 grudnia 1981

Kto mnie mówił? ja mam matki ucho.

Ja ślepa; teraz w uchu cała moja dusza,

Dusza matki. — Wiedli go wczora do ratusza;

Słyszałam —

 

[Kalendarium] 11 grudnia 1942 r. rozpoczął działalność niemiecki obóz dla dzieci w Łodzi

http://nowahistoria.interia.pl/polska-walczaca/news-maly-oswiecim-oboz-dla-polskich-dzieci-w-lodzi,nId,1566897

Obóz nazywany „małym Oświęcimiem” przeznaczono dla osób od 8. do 16. roku życia, ale więźniami były także młodsze dzieci, nawet dwulatki.

http://trybunalscy.pl/node/7305

Wedle różnych źródeł w obozie „na Przemysłowej”, z powodu brutalnych pobić, przepracowania i nieleczenia chorób, zginęło ponad 12 tysięcy polskich dzieci. Po wyzwoleniu miasta (styczeń 1945) znaleziono w nim jeszcze około 900 ciężko chorych, przerażonych małych ludzi, z licznymi ranami i odmrożeniami. Do lat 70. XX wieku dotrwało ich przy życiu nieco ponad 30.

Pierwszy transport dzieci przybył „na Przemysłową” przed Bożym Narodzeniem, dnia 11 grudnia roku 1942.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Ob%C3%B3z_przy_ul._Przemys%C5%82owej_w_%C5%81odzi

Do obozu w Łodzi na podstawie wyroków niemieckich sądów kierowano młodocianych więźniów obojga płci głównie ze Śląska, Zagłębia Dąbrowskiego, Wielkopolski, Pomorza, Mazowsza, a także z Łodzi i terenów rejencji łódzkiej. Trafiały tu bezdomne dzieci zatrzymane na ulicach, drogach i dworcach kolejowych, osierocone w wyniku zabicia bądź wywozu rodziców na roboty do Niemiec lub do obozów koncentracyjnych czy więzień. Osobną grupę stanowiły dzieci członków ruchu oporu i więźniów politycznych skazanych przez nazistowskie sądy, które Niemcy uważali za „dzieci terrorystów polskich”. Były to np. dzieci z Mosiny i Poznania należące do aresztowanych za działalność antyfaszystowską osób skupionych wokół dr. Franciszka Witaszka. W obozie znajdowały się również dzieci Świadków Jehowy z Wisły. Do obozu kierowano również dzieci Polaków wysiedlonych z różnych regionów Polski m.in. z terenów Zamojszczyzny tzw. „dzieci Zamojszczyzny”.

Po ukończeniu 16 lat dzieci wywożono do obozów koncentracyjnych dla dorosłych.

 

[link] Gra planszowa o gen. Sosabowskim.

http://polska-zbrojna.pl/home/articleshow/17945?t=Gra-planszowa-o-losach-gen-Sosabowskiego

Gra powstała dzięki grantowi z programu Muzeum Historii Polski „Patriotyzm Jutra”, którego celem jest upowszechnianie wiedzy o historii naszego kraju. – Taka gra to ciekawa forma popularyzacji naszych dziejów – uważa dr Henryk Łatkowski, wicedyrektor Muzeum Wojska Polskiego.

(…)

To gra typu „print and play”. Dostępna jest na stronie gry.fundacjachylinskiej.pl/pobierz-gre w wersji polskiej i angielskiej. Można ją pobrać z internetu za darmo i wydrukować. Zadaniem zawodników jest zbieranie kart opowiadających o ważnych momentach z dziejów gen. Sosabowskiego i 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej. Mówią one między innymi o powstaniu brygady w Szkocji, jej udziale w operacji „Market Garden” i przywracaniu pamięci o bohaterstwie polskich żołnierzy. Grę ubarwiają archiwalne ilustracje i mapa okolic Driel, gdzie lądowali Polacy.

Dziennik (niemego) sprzeciwu

Wydany przez Ośrodek Karta „Dziennik sprzeciwu”, to książka niezwykła. Jest bowiem świadectwem, że ogół obywateli Trzeciej Rzeszy wiedział o Zagładzie Żydów, o zbrodniach w okupowanej Polsce oraz okrucieństwach na obszarze Ukrainy i Białorusi. Na dodatek jest świadectwem napisanym przez Niemca, który swoje spostrzeżenia przelewał na papier na bieżąco.

Autor, Friedrich Kelner, niepozorny niemiecki urzędnik sądowy w latach trzydziestych i czterdziestych XX wieku prowadził w kratkowanych zeszytach dziennik. Nie mówił nikomu o prowadzonych zapiskach, bo ocierały się o zdradę III Rzeszy. Poza tym i tak był „na cenzurowanym”, od czasu gdy jego syn, uciekając przed służbą wojskową, wyemigrował do Ameryki.

Kelner w swoich zapiskach szydzi z partyjnych bonzów o „twarach ziemniaczanych”, ironizuje na temat „dzielnych” urzędników wyruszających na okupowane na wschodzie tereny. Oczekuje zemsty okupowanych i mordowanych przez Niemców narodów, wiedząc że wymaga tego sprawiedliwość. Odmawia udzialu w nazistowskich misteriach i nie zapisuje sie do partii.

Wie, że nie jest bohaterem, bo bunt polegający na pisaniu dziennika, i tak nie zaszkodzi władzy, która została wybrana przez jego współobywateli w 1933 roku. Ale zostawił nam ciekawe świadectwo.

„Leżą przede mną dwa dziełka z dawniejszych czasów: Deutschland in seiner tiefsten Erniedrigung (Niemcy w swoim największym poniżeniu) (…) o epoce napoleońskiej.

To osobliwe, jak subtelny był naród niemiecki, wówczas kiedy sam cierpiał. Od 1939 roku entuzjazmuje się gnębieniem innych, obcych narodów i nie ma ani odrobiny współczucia dla nieskończonych cierpień ludności w okupowanych krajach. To, czegośmy domagali się wtedy, przed stu trzydziestu laty – wyzwolenia od obcej tyranii – dzisiaj może być przedmiotem najzupełniej słusznych roszczeń całej Europy wobec nas. Całe nasze postępowanie świadczy tylko o brutalnym, bezwzględnym egoizmie. I za to będzie nam wystawiony rachunek.

Uzupełnienie:

Timothy Snyder, Czarna ziemia

[rozdział: PARADOKS AUSCHWITZ, s. 274, 275]

(…) Możliwe jest, że część Niemców nie zdawała sobie dokładnie sprawy, co działo się w Auschwitz. Natomiast niemożliwe jest, aby wielu nie było świadomych masowego mordowania Żydów. O tej kampanii mordu wiedziano i rozmawiano w Niemczech – przynajmniej w kręgach rodzinnych (…) – na długo zanim Auschwitz stało się miejscem zagłady. Na wschodzie, gdzie dziesiątki tysięcy Niemców przez trzy lata nad setkami dołów śmierci rozstrzeliwały miliony Żydów, większość ludzi miała świadomość, co się dzieje. Na froncie wschodnim setki tysięcy Niemców było świadkami morderstw, wiedziały o nich zaś miliony Niemców. W czasie wojny żony, a nawet dzieci oglądały miejsca mordu, a żołnierze, policjanci i inni opisywali szczegoły w listach do rodzin, czasem załączając zdjęcia. W milionach przypadków niemieckie domy wzbogaciły się o przedmioty skradzione zamordowąnym Żydom, przesłane pocztą lub przywiezione przez zołnierzy  i policjantów przebywających na wschodzie.

Abdykacja Stanisława Augusta 25.11.1795

Jeden z moich ulubionych artystów – czyli Jacek Kaczmarski – w utworze „Krajobraz po uczcie” tak literacko wyobraził sobie akt abdykacji S.A.P.:

Imperatorowa i państwa ościenne
Przywrócą spokojność obywatelom naszym
Przeto z wolnej woli dziś rezygnujemy
Z pretensji do tronu i polskiej korony
Nieszczęśliwie zdarzona w kraju insurekcja
Pogrążyła go w chaos oraz stan zniszczenia
Pieczołowitość nasza na nic się nie przyda
Świadczymy z całą rzetelnością Naszego Imienia

„Ilustracja muzyczna” piosenka w wersji nagranej prawdopodobnie w 1981 dla telewizji. Nie została wyemitowana.

„Ilustracja graficzna” portret króla Stanisława Augusta z klepsydrą i burzą za oknem, autorstawa malarza Baciarellego.

portret_poniatowskiego_z_klepsydra

Tyle sztuka. Zbiory tekstów źródłowych przekazują nam natomiast dokument o następujacej treści:

My, Stanisław August, z Bożej Łaski Król Polski, Wielki Książe Litewski et c., et c., et c. Nie szukając w ciągu królowania naszego innych korzyści lub zamiarów, jak stać się użytecznym ojczyźnie Naszej, byliśmy także tego zdania, iż opuścić należy tron w okolicznościach, w których rozumieliśmy, że oddalenie Nasze przyłoży się do powiększenia szczęścia współziomków Naszych lub też przynajmniej umniejsza ich nieszczęścia; przekonani teraz, że pieczołowitość Nasza na nic się ojczyźnie Naszej nie przyda, kiedy nieszczęśliwa zdarzona w niej insurekcja pogrążyła ją w teraźniejszy stan zniszczenia, i rozważywszy, że środki względem przyszłego losu Polski koniecznie potrzebne z powodu naglących okoliczności, a od Najjaśniejszej Imperatorowej Wszech Rosji i innych sąsiednich mocarstw przedsięwzięte, jedynymi są do przywrócenia pokoju i spokojności współobywatelom Naszym, których dobro zawsze było najmilszym przedmiotem starań Naszych — postanowiliśmy przeto z przywiązania do spokojności publicznej oświadczyć, tak jako też niniejszym aktem najuroczyściej ogłaszamy, że wolnie i z własnej woli wyrzekamy się bez ekscepcji wszelkich praw Naszych do Korony Polskiej, do Wielkiego Księstwa Litewskiego i innych należących do nich krajów, jako też znajdujących się w nich posesji i przynależytości ; akt ten uroczysty abdykacji korony i rządu Polski w ręce Najjaśniejszej Imperatorowej Wszech Rosji składamy dobrowolnie i z tą rzetelnością, która postępowaniem Naszym w całym życiu kierowała. Zstępując z tronu, dopełniamy ostatniego obowiązku królewskiej godności, zaklinając Najjaśniejszą Imperatorową, ażeby macierzyńską swą dobroczynność na tych rozciągnęła, których królem byliśmy, i to wielkości Jej duszy działanie wielkim swym sprzymierzeńcom udzieliła.

Akt niniejszy dla większego waloru podpisaliśmy i pieczęć nań Nasza wycisnąć rozkazaliśmy.

Działo się to w Grodnie dnia 25 listopada, a roku 32 panowania Naszego Stanisław August, król.

http://pl.wikisource.org/wiki/Akt_abdykacji_Stanis%%C5%%82awa_Augusta_Poniatowskiego

PS. Na jednym z forów, które regularnie czytam, zapytano, czy możemy powiedzieć na przykład, że Polska znajduje się obecnie w fazie analogicznej do okresu Sejmu Wielkiego. Stanowiło to nawiązanie do toczącej się przez ostatnie kilka lat na łamach kilku kwartalników dyskusji na temat tego, czy  III RP, a zwłaszcza ostatnie osiem lat nie przypominało rozpasanych „czasów saskich”

Takie analogie wydaja mi się jałowe. Zastanowiełem się jednak nad taką kwestią i doszedłem do wniosku,  że to raczej Ukraina jest obecnie pod taką presją, jakiej doświadczyła dwieście lat temu Polska.

Ten Prusom gardłuje, ten Wiednia partyzant
Ów ruskiej się chwyta sukienki,
A troską każdego szczęśliwa ojczyzna –
Stąd modły, przekleństwa i jęki.
Polityką zwie się ów spór Panów Braci
W rozmowach elekta z elektem;
Schlebiają szarakom złociści magnaci
Wśród jęków, modlitw i przekleństw.

A czy „Majdan” nie  przypominał konfederacji/rokoszu:

Skłócony naród, król niepewny, szlachta dzika
Sympatie zmienia wraz z nastrojem raz po raz.
Rozgrywka z nimi to nie żadna polityka,
To wychowanie dzieci, biorąc rzecz en masse.

Dlatego radzę: nim ochłoną ze zdumienia
Tą drogą dalej iść, nie grozi niczym to;
Wygrać, co da się wygrać! Rzecz nie bez znaczenia,
Zanim nastąpi europejskie qui pro quo!

Fragment wykładu ratyzbońskiego.

bn_ms_fr_2628_folio134_comnenus

Wilhelm z Tyru, Historia Français 2628 , Fol. 134v Wikimedia Commons.

W siódmej rozmowie (διάλεξις — kontrowersja) opracowanej przez prof. Khoury’ego, cesarz dotyka tematu dżihadu (świętej wojny). Cesarz musiał wiedzieć, że w surze 2,256 napisano: „Nie ma przymusu w religii”. Jest to jedna z sur wczesnego okresu, gdy Mahomet był jeszcze słaby i zagrożony. Ale oczywiście cesarz znał także przepisy, utworzone później i spisane w Koranie, dotyczące świętej wojny. Nie wchodząc w szczegóły, takie jak różnica traktowania przyznana tym, którzy mają „Księgę” oraz „niewiernym”, zwraca się do swego rozmówcy dość szorstko, zadając kluczowe pytanie na temat ogólnej relacji między religią a przemocą, w następujących słowach: „Pokaż mi, co przyniósł Mahomet, co byłoby nowe, a odkryjesz tylko rzeczy złe i nieludzkie, takie jak jego nakaz zaprowadzania mieczem wiary, którą głosił”. Cesarz kontynuuje, tłumacząc szczegółowo powody, dla których rozpowszechnianie wiary przemocą jest czymś nierozumnym. Przemoc jest niezgodna z naturą Boga i naturą duszy. „Bóg nie cieszy się z krwi, a nierozumne postępowanie (συν λόγω) jest sprzeczne z Bożą naturą. Wiara rodzi się z duszy, nie z ciała. Ktokolwiek miałby doprowadzić drugiego do wiary, potrzebuje zdolności dobrego przemawiania i właściwego rozumowania, bez przemocy i gróźb… Aby przekonać rozumną duszę, nie potrzeba silnego ramienia ani żadnej broni, ani żadnych innych sposobów grożenia danej osobie śmiercią…”

Decydującym stwierdzeniem w tej argumentacji przeciwko nawracaniu przemocą jest to, że niedziałanie zgodnie z rozumem jest czymś sprzecznym z naturą Bożą. Redaktor, Theodore Khoury, zauważa: „dla cesarza, bizantyńczyka ukształtowanego przez filozofię grecką, to stwierdzenie jest oczywiste samo w sobie. Ale dla nauczania muzułmańskiego, Bóg jest całkowicie transcendentny. Jego wola nie jest związana żadnymi naszymi kategoriami, nawet kategorią racjonalności. Tu Khoury cytuje dzieło znanego francuskiego islamisty R. Arnaldeza, który wskazuje, że Ibn Hazn posunął się do twierdzenia, że Bóg nie jest związany nawet swoim własnym słowem i że nic nie mogłoby go zmusić, aby objawił nam prawdę. Gdyby taka była wola Boża, to możliwe, że musielibyśmy nawet praktykować bałwochwalstwo.

Jeśli chodzi o rozumienie Boga, a więc i o konkretne praktyki religijne, stajemy przed dylematem, który dziś staje się dla nas bezpośrednim wyzwaniem. Czy przekonanie, że działanie nierozumne sprzeciwia się Bożej naturze jest tylko grecką koncepcją, czy też jest ono zawsze i z natury prawdziwe? Sądzę, że możemy dojrzeć tu głęboką zgodność pomiędzy tym, co greckie – w najlepszym znaczeniu tego słowa – i bliblijnym rozumieniem wiary w Boga. Modyfikując pierwszy wers księgi Rodzaju, Jan rozpoczął prolog Ewangelii tymi słowami: „Na początku było λόγoς”. Jest to to samo słowo, którego użył cesarz: Bóg działa logosem. Logos oznacza zarówno rozum, jak i słowo — rozum, który jest twórczy i zdolny do samo-komunikowania, właśnie jako rozum. Jan w ten sposób wypowiedział ostateczne słowo na temat biblijnej koncepcji Boga, a w słowie tym wszelkie — często mozolne i kręte ścieżki wiary biblijnej znajdują swą kulminację i syntezę. Na początku było logos, a logos jest Bogiem, mówi Ewangelista. Spotkanie pomiędzy przesłaniem biblijnym a myślą grecką nie nastąpiło przypadkowo. Wizja św. Pawła, który zobaczył zamknięte drogi do Azji i ujrzał we śnie Macedończyka, błagającego go: „Przyjdź do Macedonii i pomóż nam (por. Dz 16,6-10). — ta wizja może być zinterpretowana jako „kwintesencja” wewnętrznej konieczności zbliżenia pomiędzy wiarą biblijną a dociekaniami greckimi.

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/benedykt_xvi/podroze/ben16-ratyzbona_12092006.html

Zaduszki filmowe, czyli „Ja tu rządzę” (1939 r.)

Film „Ja tu rządzę” to znana, bardzo zabawna komedia o próżniaczym hrabim Lulewiczu, muzykalnym mistrzu szewskim oraz Majstrowej, pięknej córce szewca.

Pierwsze ujęcia tego, nakręconego w 1939 roku filmu: grupa birbantów zatacza się wzdłuż wschodniej strony Rynku Starego Miasta w Warszawie, rozbijając szyby sklepów, a następnie lekką ręką płacąc oburzonym właścicielom odszkodowania.

Kadr z filmu „Ja tu rządzę”

To film, którego nie potrafię, nie chcę oglądać spokojnie. Ogarnia mnie przy nim zaduma, nie pasująca do takiego lekkiego gatunku, jakim jest komedia. Wzruszam się, bo początkowe sceny pokazują Warszawę, która tak mocno w ciągu następnych sześciu lat zostanie doświadczona. Wschodnia strona Rynku Starego Miasta, w tym i kamienica pod numerem 6, w której mieścił się warsztat szewca (tak jak i wiele innych miejsc Stolicy) nie przetrwała nienaruszona okresu niemieckiej okupacji i Powstania. Ta właśnie ta część Starego Miasta została zburzona w największym stopniu, a w 1945 roku z kamienic pozostały resztki murów jedynie do wysokości parapetów witryn sklepowych (!). Napis (Vinum laetificat cor et acuit ingeniumWino rozwesela serce i zaostrza dowcip), który widać nad drzwiami warsztatu na kadrach filmu powstał w XVII wieku i przez wiele lat był ukryty pod tynkiem, skąd wydobyto go w Dwudziestoleciu w trakcie remontu. Po odbudowie Starego Miasta już niestety nie wrócił na swoje miejsce.

Kamienica pod numerem 6

Kamienica pod numerem 6

Jednak nie tylko plenery użyte do nakręcenia tej historii nie miały szczęścia. Sam film nie zdążył wejść do dystrybucji przed wybuchem wojny, a władze niemiec­kie dopiero w trakcie okupacji dopuściły do jego wyświetlania w kinach (w grudniu 1941 roku). W odróżnieniu jednak od wielu innych filmów z „przedwojnia”, ten przetrwał. Szczęścia takiego nie miały: „Pan Tadeusz” z 1928 roku oraz na przykład „Jaśnie Pan szofer”. Z tego pierwszego zachowało się jedynie około 120 minut z pierwotnej wersji o długości 300 minut, a ten drugi film pozbawiony jest około 50 minut akcji.

Oczywiście największy żal ogarnia mnie-widza, gdy uświadamiam sobie, że tak, jak nie przetrwała okupacji kamienica pod numerem szóstym, tak i w ciągu kolejnych sześciu lat zdziesiątkowani zostali twórcy i aktorzy zaangażowani w powsta­nie tego filmu.

Nie przeżył Powstania Warszawskiego Józef Orwid, grający mistrza szewskiego, który czeladników zatrudniał na podstawie umiejętności wokalnych. Znalazł się bowiem na ulicy Kilińskiego feralnego dnia 13 sierpnia 1944 roku. W miejscu gdzie nastąpił wybuch czołgu – wydarzenie, które stanowiło punkt wyjścia dla Jarosława Marka Rymkiewicza do snucia opowieści o okupacyjnej Warszawie.

W powstaniu zginął również Zbigniew Rakowiecki, amant przedwojennego kina i filmowy hrabia Lulewicz. W pierwszych dniach sierpnia walczył na warszaw­skiej Ochocie. Został zamordowany przy ul. Radomskiej 14 przez rosyjskich żołnierzy Brygady SS-RONA. Spoczął na Cmentarzu Powstańców Warszawy przy ulicy Wolskiej w grobie na którego płycie wymienione jest jego nazwisko.

Nie ma natomiast swojego grobu Ina Benita – filmowa majstrowa. Jej losy w czasie wojny były szczególnie dramatyczne. W trakcie okupacji związała się z austriackim oficerem. Romans zakończył się podobno skazaniem Austriaka za „pohańbienie rasy”, a Ina Benita trafiła na Pawiak, skąd została zwolniona w lipcu 1944 roku. W więzieniu urodziła dziecko, z którym widziana była we wrześniu 1944 roku, gdy kanałami przedarła się ze Starówki do Śródmieścia. Oboje mieli zginąć w trakcie jednego z bombardowań.

We wrześniu 1944 roku, zginął również reżyser filmu – Mieczysław Krawicz. W trakcie powstania swoją walkę z okupantem prowadził przy pomocy kamery. Był bowiem szefem operatorów przygotowujących materiały dokumentujące ten zryw. Być może to dzięki niemu mogliśmy ostatnio oglądać film „Powstanie warszawskie”, który składał się ze współcześnie pokolorowanych obrazów z dogranych dialogów.

Ten apel poległych można uzupełnić o Jacka Rotmila, scenografa, pochodzącego z Niemiec. Z powodu swojego żydowskiego pochodzenia, po przejęciu władzy przez NSDAP, zamieszkał w Polsce. Niestety i tutaj nie dane muy było zaznać spokoju, ponieważ okupacja niemiecka zmusiła go do ukrywania się. Niestety został w lipcu 1944 roku rozstrzelany na terenie zburzonego warszawskiego getta.

Można dodać, że nie mamy natomiast żadnych informacji o śmierci Emanuela Szlechtera (scenarzysty), o którym wiadomo jedynie, że zginął w getcie lwowskim w 1942 lub 1943 roku.

Nazwiska te oczywiście nie zamykają listy wojennych strat polskiej kultury. Lista ta przeraża, gdy uświadomimy sobie, że cały czas poruszamy się w obrębie twórców jednego filmu. A takich historii były tysiące: długo można byłoby się rozwodzić nad losami Hanki Ordonówny (aresztowanej w wyniku działalności renegata Igo Syma), Aleksandra Żabczyńskiego (artylerzysty, który brał udział w kampanii wrześniowej, a następnie w bitwie o Monte Cassino), Eugeniusza Bodo (śmierć w łagrach sowieckich) czy tułaczki twórców Wesołej Lwowskiej Fali (słynnych: Szczepcia i Tońcia).

Zródła:

http://www.warszawska.info/stare-miasto/rynek-barssa.html

– http://nie-wierzcie-zegarom.blogspot.com/2012/01/ina-benita.html

– http://www.1944.pl/historia/powstancze-biogramy/Zbigniew_Rakowiecki

– http://www.ipsb.nina.gov.pl/index.php/a/jozef-orwid

– http://www.akademiapolskiegofilmu.pl/pl/historia-polskiego-filmu/rezyserzy/mieczyslaw-krawicz/60

https://pl.wikipedia.org/wiki/Jacek_Rotmil

http://www.info-pc.home.pl/whatfor/baza/aktorzy_w_powstaniu.htm

Podobno dzisiaj Dzień…

… Jedności Narodowej. Święto narodowe w Federacji Rosyjskiej, ustanowione z okazji wypędzenia Polaków i Litwinów z Kremla (4 listopada 1612 r.)

A jeszcze rok wcześniej, czyli 29 października 1611 r.:

Stanisław Żółkiewski przedstawia królowi Zygmuntowi III i królewiczowi Władysławowi na sejmie 1611 r. pojmanych carów Szujskich, kopia według Tomasza Dolabelli z kolekcji w zamku w Podhorcach

19 października 1984 r.

3-witraz-popieluszko-inverness

Od wieków trwa nieprzerwanie walka z prawdą. Prawda jest jednak nieśmiertelna, a kłamstwo ginie szybką śmiercią. Stąd też, jak powiedział zmarły Prymas Kardynał Wyszyński, ludzi mówiących o prawdzie nie trzeba wielu. Chrystus wybrał niewielu do głoszenia prawdy, tylko słów kłamstwa musi być dużo, bo kłamstwo jest detaliczne i sklepikarskie, zmienia się jak towar na półkach. Musi być ciągle nowe, musi mieć wiele sług, którzy wedle programu nuczą się go na dziś, na jutro, na miesiąc. Potem znowu będzie szkolenie na gwałt w innym kłamstwie. By opanować całą technikę zaprogramowanego kłamstwa, trzeba wielu ludzi. Tak wielu ludzi nie trzeba, by głosić prawdę. Ludzie znajdują, ludzie przyjdą z daleka, by słów prawdy szukać, bo w ludziach jest naturalna tęsknota za prawdę.

a01253be6ea05e1e8a72b1a2a0636467_L

Oryginalne nagranie z 19 października 1984 r.: http://www.radiomaryja.pl/multimedia/ostatnia-homilia-ks-jerzego-popieluszki-wygloszona-19-pazdziernika-1984-w-kosciele-polskich-braci-meczennikow-w-bydgoszczy/

Rafał Lemkin wspomniany w przemówieniu Prezydenta RP

Bardzo ucieszyło mnie, że Prezydent RP, przemawiając przed delegatami 70. Sesji ONZ wspomniał o jednym z najbardziej wpływowch prawników zajmujących się prawem międzynarodowym, Rafale Lemkinie. Przypomnę, że niecały miesiac temu wspomniałem o nim na łamach Bestiariusza (krótka notatka biograficzna znajduje się tutaj: http://wp.me/p1YXbv-nV ).

Fragment wystąpienia Prezydent RP:

W 1945 roku utworzono także międzynarodowe trybunały: norymberski i tokijski. Wreszcie lata 40. XX wieku to również przyjęcie Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i Konwencji o zapobieganiu i karaniu zbrodni ludobójstwa, której koncepcja w znacznym stopniu została opracowana przez Rafała Lemkina, wielkiego Polaka pochodzenia żydowskiego, nominowanego do Pokojowej Nagrody Nobla. Znał biegle 9 języków, ale najlepiej władał językiem prawa. To właśnie Lemkin wymyślił i użył terminu genocide – ludobójstwo. Polski prawnik poznał je zresztą w osobisty i tragiczny sposób – cała jego rodzina została zamordowana w niemieckich obozach zagłady.

Nie będę ukrywał, że za słuszne uważam podkreślanie na arenie międzynarodowej, że obozy zagłady lub obozy koncentracyjne były niemieckie. Mam nadzieję, że polskie władze będą to często podkreślały oraz protestowały, gdy ktokolwiek powie kiedyś o „polskich obozach”.

„Po pierwszym września, siedemnasty…” Palmiry i Katyń

„17 września 1939 r.” był oczywistą konsekwencja podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow. Podział Europy (w tym Polski) między Rosję Sowiecką i Niemcy hitlerowskie rozpoczął się.Poland_September_1939-_German-Soviet_meeting

Nastąpił prawie dwuletni okres współpracy, która ujawniała się na wiele sposobów: od kurtuazyjnej wspólnej defilady niemiecko-rosyjskiej w Brześciu (w obecności generałów Guderiana i Kriwoszeina), poprzez konferencje Gestapo-NKWD odbyte w latach 1939–1941 w willi „Pan Tadeusz” w Zakopanem, aż po zbrodniczą kooperację w zwalczaniu wszelkich przejawów polskości.

Katyn_-_decision_of_massacre_p1

Działania naszych wrogów wręcz uzupełniały się: zarówno podjęta przez Niemców Akcja A-B uderzająca w środowisko naukowe jak i mordy na polskich jeńcach (zwane w skrócie Zbrodnią katyńską) miały na celu przetrącenie kręgosłupa polskiego społeczeństwa.

Symbolem tych, działań jest dla mnie rodzina Dowborów-Muśnickich. Obydwie córki gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego (Agnieszka i Janina) zginęły z rąk zaborców. Agnieszka Dowbor-Muśnicka w trakcie okupacji włączyła się w działalność Organizacji Wojskowej „Wilki”. Została uwięziona na Pawiaku a następnie pod koniec czerwca 1940 r. rozstrzelana w Palmirach. Z kolei Janina Antonina Lewandowska, podporucznik Wojska Polskiego (pilot) została zamordowana 22 kwietnia 1940 r. w Katyniu.

[Dawne gazety] Relacja z wielkich manewrów w Wielkiej Brytanii

WARSZAWSKI DZIENNIK NARODOWY z 11 sierpnia 1939 r. donosił:

„Atak” na Anglią odparty

Baterie przeciwlotnicze spełniły zadanie mimo złych warunków atmosferycznych

LONDYN, (PAT.) Wielkie ćwiczenia angielskiej floty powietrznej rozpoczęły się pozorowanym atakiem 500 samolotów na wschodzie wybrzeża Anglii. Założenie pierwszego dnia ćwiczeń, jak /głosił komunikat ministerstwa lotnictwa, było następujące: Pomiędzy Anglią a fikcyjnym państwem „Eastland” położon. na wschód od wysp brytyjskich na morzu północnym, w godzinach wieczornych zapanował stan silnego napięcia stosunków, który o godzinie 20-ej doprowadził do wybuchu działań wojennych.

Wypowiedzenie wojny między obu państwami zaznaczyło się natychmiastowym rajdem lotnictwa kraju wschodniego na wybrzeża Anglii, przy czym gros sił powietrznych nieprzyjaciela skierowanych zostało na ujście Tamizy. W ciągu pierwszych 40 minut po wypowiedzeniu wojny lotnictwo wsch. dokonało 11 kolejnych nalotów na terytorium angielskie. Pomimo tak ożywionej działalności lotnictwa nieprzyjacielskiego oraz panującej na wschodnich wybrzeżach złej widzialności, zarówno czynna, jak i bierna obrona przeciwlotnicza na wybrzeżach angielskich, wykazała sprawne funkcjonowanie. Wszystkie nieprzyjacielskie samoloty, w liczbie 500 zostały wyśledzone zarówno przez aparaty podsłuchowe, jak i baterie reflektorów. Z lotnisk angielskich wystartowały natychmiast eskadry bombardowe oraz myśliwskie. Pierwsze skierowały się na terytorium nieprzyjacielskiego państwa, celem przeprowadzenia bombardowania, drugie zaś zaatakowały nieprzyjacielskie eskadry nad Anglią. Na południową dzielnicę Londynu lotnictwo wschodnie dokonało 2-ch nalotów, odpartych przez baterie przeciwlotnicze.

KOMUNIKAT MINISTERSTWA LOTNICTWA

LONDYN, (PAT.) Ministerstwo lotnictwa ogłosiło komunikat o przebiegu nocnych ćwiczeń. Lotnictwo „nieprzyjacielskie” dokonało około 60 nalotów. Naloty od stmny wschodniej trwały do godziny 1-ej po północy. „Nieprzyjaciel” koncentrował swe natarcia na obiekty i miejscowości położone u ujścia Tamizy. Atakowano również hrabstwa południowe — Kent, Surrey i Sussex. Obrona miała zadanie bardzo utrudnione niskimi chmurami i gęstym deszczem, który padał w ciągu całej nocy. Artyleria przeciwlotnicza zmusiła eskadry „wschodnie” do wycofania się i zaniechania nalotów.

[Cytat] R. Lemkin pisze proroczo w 1943 r. na temat przyszłych niemieckich profitów

Rafał Lemkin, polski prawnik zajmujący się prawem międzynarodowym, w wydanej w Stanach Zjednoczonych (rok 1944) pracy zatytułowanej: Rządy państw Osi w okupowanej Europie, napisał  o przyszłych niemieckich profitach z trwającej jeszcze wojny:

(…) wyłaniający się obraz stosowanych przez Niemców w sposób skoordynowany okupacyjnych technik musi prowadzić do konkluzji, iż niemiecki okupant wdraża projekt gigantycznej, długotrwałej i korzystnej dla swego kraju zmiany stosunku sił biologicznych między sobą a podbitą Europą. Celem tego planu jest zniszczyć lub tak mocno okaleczyć w rozwoju podbite ludy, by nawet w razie porażki militarnej Niemcy mogły układać swoje stosunki z nacjami europejskimi z pozycji uprzywilejowanej, dzięki przewadze liczebnej fizycznej oraz ekonomicznej. Mimo bombardowań Niemiec ta ich wyższość stanie się w pełni widoczna po ustaniu walk i w miarę upływu wielu kolejnych lat (…)

Sama zaś książka Rządy państw Osi…, stanowi drobiazgową analizę zbrodniczego niemieckiego ustawodawstwa i praktyki – zarówno na obszarze III Rzeszy – jak i terytoriach okupowanych. Ogrom pracy wykonanej przez Lemkina budzi szczególny podziw, bowiem pracę tę pisał jeszcze w trakcie działań wojennych.

Ten, znany na całym świecie, przedwojenny profesor Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, musiał w 1939 r. uciekać na Litwę, skąd później przedostał się do neutralnej Szwecji. Następnie trafił do Stanów Zjednoczonych. Należy przypomnieć, że Rafał Lemkin jest autorem koncepcji zbrodni ludobójstwa, którą to konstrukcję prawną skutecznie przeforsował po wojnie na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych. Niestety, tak jak i twórca Czerwonego Krzyża – Henri Dunant, tak bardzo zaangażował sie w swoją działalność, że popadł w nędzę. Był kilkukrotnie w gronie kandydatów do pokojowej nagrody Nobla, choć ostatecznie jej nie otrzymał.

„… bo tu są ludzie którzy jeszcze / budzą się z krzykiem w środku nocy…”

W sierpniu 1981 r. w Hali Olivii w Gdańsku w pierwszą rocznicę „porozumień sierpniowych” odbył się Festiwal Piosenki Prawdziwej. Jednym z wykonawców zaproszonych do udziału w tym wydarzeniu był Andrzej Garczarek (znany m.in. z piosenki o Raskolnikowie). Garczarek w trakcie swojej prezentacji wykonał znakomitą piosenkę, w której nawiązywał do reakcji socjalistycznej prasy z „demoludów” na strajki Sierpnia ’80. Nie poprzestał na tym, lecz przywołał również wydarzenia odleglejsze, jak „praska wiosna” oraz „bratnia pomoc” czy niemiecka okupacja z okresu II wojny światowej. Tak na marginesie dodam, że jakiś czas temu Piotr Semka w jednym ze swoich artykułów powołał się na tę piosenkę, pisząc o tym jak gloryfikowano w „późnym NRD” pamięć o pruskiej (a właściwe szerzej: imperialistycznej) przeszłości Niemiec, a czemu dał wyraz autor piosenki pisząc o„pucowaniu pomników”.

Sierpień i wrzesień to miesiące, gdy różne wydarzenia z polskiej historii skłaniają wręcz do szukania analogii. Nic dziwnego, że i Andrzej Garczarek uległ tej sile skojarzeń, tworząc tę znakomitą piosenkę.

przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał
wrogów poszukam sobie sam
dlaczego kurwa mać bez przerwy
poucza ktoś w co wierzyć mam …?

niech się gazeta „Neues Deutschland”
wstrzyma z wstępniakiem o pomocy
bo tu są ludzie którzy jeszcze
budzą się z krzykiem w środku nocy

zaiste wielki to przyjaciel
znowu pucuje śniedź pomników
na wieczną chwałę i pamiątkę
pruskich kaprali Fryderyków

przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał
wrogów poszukam sobie sam
dlaczego kurwa mać bez przerwy
poucza ktoś w co wierzyć mam …?

jakim wy prawem o wolności
głosicie bracia w „Rudym Prawie”
wszak to od waszej nie ostatni
zwariował pisarz Ota Pavel

przebacz mi smutna Bratysławo
Hradcu Kralowy Zlata Praho
za śmierć jaskółki tamtej wiosny
i polskie tanki nad Wełtawą

przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał
wrogów poszukam sobie sam
dlaczego kurwa mać bez przerwy
poucza ktoś w co wierzyć mam …?

Tekst pożyczony ze strony: http://www.bspn.pl/archiwum/news/40  gdzie jest sporo informacjo o tej oraz o innych znakomitych piosenkach barda.

Żeby jednak nie pozostawić bez odpowiedniego komentarza naszego drugiego adwersarza w polityce międzynardowej należy przypomnieć inny występ z tego samego Festiwalu. Otóż Jacek Zwoźniak – jak sam zapowiedział, dość przewrotnie – zaprezentował piosenkę której tekst nawiazywał do wiersza „Bagnet na broń”, a muzyka do piosenki „Przyjdę do Ciebie niebieskooka…”. Sama piosenka nie była bynajmniej w tonie martylogicznym, lecz gorzko-przesmiewczym.

Kiedy przyjdą podpalić dom,
Jeśli ci zechcą go zapaskudzić,
To nie czekaj, aż zbudzi cię dzwon,
Bo się z ręką w nocniku obudzisz.

Czas odnowy, dla brudu pogardy,
Gdy dom sprząta się, myje i wietrzy,
Wciąż próbują nam naszczać do farby,
Jak takiego w łeb pałą nie zdzielić…?

Będą słali ulotki, instrukcje,
Opowiadać rzeczy i takie,
Że widzieli tu kontrrewolucję
Pełzającą pospołu z kułakiem.

Trza nam wytrwać w działaniu i trosce
I uważać, bo sprawa to drańska,
Lecz za dłonią wyciągniętą ku Polsce
W mordę lać, choćby była słowiańska!

Są w ojczyźnie rachunki krzywd,
Nadszedł czas, że pospłacać je trzeba,
Bo już w twarz nam nie będzie pluł nikt,
Choć publicznie by potem ubolewał.

I nie trzeba obstawiać się wojskiem,
Bo bez sensu dziś taka robota,
Lecz w tę dupę wypiętą na Polskę
Kopa dać, choćby była ze złota!

Od początku znów zacząć nam przyszło
I choć nieraz ku temu był sprzeciw,
Przyjdą czasy, że w kraju nad Wisłą
Będą mieszkać polscy poeci.

I nie spadnie nam z głowy korona,
Gdy tej zgrai, co Polski by chciała,
Nie będziemy cytować Cambronne’a,
Lecz powiemy: „Uo, takiego wała!”

http://www.tekstowo.pl/piosenka,jacek_zwo_niak,na_wszelki_wypadek.html

1 września 2009 r. – fragment przemówienia z uroczystości na Westerplatte

W dniu kolejnej rocznicy wybuchu II wojny swiatowej chciałbym przypomnieć fragment przemówienia wygłoszonego przez Prezydenta RP w dniu 1 września 2009 r. w trakcie uroczystości na Westerplatte:

Z Monachium trzeba wyciągnąć wnioski, które sięgają czasu współ­czesnego, imperializmowi nie wolno ustępować. Nie wolno ustępować imperia­liz­mowi, ani nawet skłonnościom neoimperialnym. Nie zawsze, tak jak w przy­padku Monachium, daje to tak szybkie i tragiczne rezultaty. Ale z czasem takie rezultaty przychodzą zawsze. To wielka nauka dla całej współczesnej Europy, dla całego świata. Rok po Monachium wybuchła wojna, poprzedził ją pakt z 23 sierpnia 1939 roku zwany paktem Ribbentrop-Mołotow. To nie był tylko pakt o nieagresji, to był także pakt o podziale wpływów w dużej części Europy.

(…)

My Polacy mamy prawo do dostępu do prawdy, dostępu do prawdy o spra­wach dla naszego narodu tragicznych i z tego nigdy zrezygnować nie mo­żemy. Głęboko wierzę, że Europa, cała Europa idzie właśnie w tym kierunku, w kierunku pluralizmu, wolności i demokracji, i prawdy nawet wtedy, gdy jest bardzo twarda. Bo my do swoich grzechów, o czym mówiłem przed chwilą, przyznać się potrafimy. Trzeba też potrafić przyznać się do grzechów i nie stawiać w jednej płaszczyźnie decyzji o zamordowaniu 30 tys. ludzi i epi­demii tyfusu lub innych chorób. To nie jest droga do pojednania. Droga do pojednania, która jest potrzebna nie tylko mojemu krajowi, ale i całej Europie.

całość: www.teologiapolityczna.pl

[Konferencja] Zbrodnie popełnione przez hitlerowskie Niemcy na ludności cywilnej w czasie akcji zwalczania ruchu oporu.

https://twitter.com/ZdzKrasnodebski/status/634640457256058880

Konferencja w Warszawie:

„Zbrodnie popełnione przez hitlerowskie Niemcy na ludności cywilnej w czasie akcji zwalczania ruchu oporu”.

1 września 2015 r. (wtorek) – Muzeum Powstania Warszawskiego, ul. Grzybowska 79

16:00 – 18:00 Otwarcie konferencji:

  • prof. Zdzisław Krasnodębski
  • dyr. Jan Ołdakowski
  • red. Piotr Gursztyn

2 września 2015 r. (środa) – Teatr Kamienica, Al. Solidarności 93

09:00 – 11:00 Pomijane ofiary. Zbrodnie popełnione przez hitlerowskie Niemcy na ludności cywilnej w czasie akcji zwalczania ruchu oporu.

Panel dyskusyjny:

  • Prof. Isabella lnsolvibile. Uniwersytet Neapotitański im. Fryderyka II
  • Prof. Eugeniusz Mironowicz. Uniwersytet w Białymstoku
  • Prof. Bogdan Musiał. Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego
  • Prof. Krystyna Daszkiewicz, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (do potwierdzenia)
  • Lidia Ujazdowska, autorka książki pt. „Zagłada Ochoty”.   Radna Powiatu Warszawskiego Zachodniego
  • Maciej Świrski, Reduta Dobrego imienia

11:00 – 11:30 przerwa kawowa

11:30 – 13:30  Mit „przezwyciężonej przeszłości” i jego polityczne skutki dla Europy

Panel dyskusyjny:

  • Prof- Zdzisław Krasnodę Poseł do Parlamentu Europejskiego
  • Ryszard Czarnecki. Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego
  • Prof. Notis Marias. Poseł do Parlamentu Europejskiego
  • Andrew Lewer. Poseł do Parlamentu Europejskiego

Nauka pisania w pierwszej połowie XIX wieku.

Czernecki, Józef (1874-1929), Najdawniejsze wzory pisma polskiego i polskie podręczniki do nauki kaligrafii : przyczynek do dziejów pedagogii, dydaktyki i metodyki w szkołach i domach polskich, Lwów : Towarzystwo Pedagogiczne, 1902, s. 57n

Pisano najpierw na papierze, a to na ćwiartkach liniowanych, potem do­piero na seksternach, przez nauczyciela sformowanych, a nawet po­słu­giwano się papierem woskowanym, którego użycie i cel jeszcze wyraźniej określa Miłkowski w podanym wyżej numerze „Tygodnika Illustrowanego”.

„Pisać uczyłem się, powiada, na papierze woskowanym atramentem białym. Pan Targoński (nauczyciel domowy) sam papier woskował, sam atrament z kredy proszko­wanej preparował i sam, rzecz prosta, pióra temperował. Lekcye odbywały się regularnie rano w sali jadalnej i polegały wyłącznie na pisaniu. Po pałkach, esach i kółkach nastąpiły litery, a potem wyrazy i sentencye (…) „Wzór najpierwszy, przez nauczyciela nakreślony, który kopiowałem, był to podpis mój, ze wszystkimi tytułami moirtuti militaria mia­nowicie: „herbu Slepowron, sędzic, syn porucznika wojsk pol­skich, kawalera orderu”. Przepisywałem to razy ze sto. Dalej kopiowałem: „Bóg stworzył świat z niczego” — „Bóg jest jeden w trzech osobach: Bóg Ojciec, Bóg Syn i Bóg Duch Święty”. Wreszcie nauczyciel atrament biały na czarny mi zamienił i na seksternie pisać kazał. Pisałem pod okiem jego, ale nie długo. Nauka z nim zajęła czasu nie więcej, niż miesięcy trzy. Nastąpiła po niej przerwa…, wywołana przez ruch niezwykły, jaki w domu na­szym nastał”… (z powodu wypadków r. 1831.).

 

(…) Duży arkusz papieru w jednej połowie nauczyciel sam nad żarem woskował; na drugim półarkuszu pisał czarnym atra­mentem pałki (1), półzera (C), zera (O), esy, które się na pół­arkuszu nawoskowanym, gdy nim przykryte zostały, jasno widzieć dawały, jak się to na przyłączonej przy niniejszem po­kazuje próbie. Do pisania na papierze woskowanym przyrzą­dzał się atrament ze zwyczajnej białej kredy, sproszkowanej i wodą rozprowadzonej. Atrament ów raz pierwszy z trudnością niejaką czepiał się woskowanego papieru; zwykle sam nauczy­ciel pierwszą czynił próbę, pozostawiał pisanie, ażeby wyschło, ścierał i następnie uczeń najmniejszej w pisaniu nie miał tru­dności. Trudność to usuwało, że się kreda w wodzie nie rozpuszczała, lecz się z wodą mieszała i, wzięta na pióro, spły­wała na wosk w postaci osadu, który pozostawał, wysychał i ścierać się z łatwością dawał.

Jeden, w ten sposób prepa­rowany arkusz, służył na długo; dziecko, wprawiwszy się na nim do kreślenia naprzód figur alfabetycznych, na­stępnie alfabetu i sentencyi, dalej już nie odbijało na pa­pierze przezroczystym, ale naśladowało, wedle wzoru przed nim położonego, na seksternie, atramentem czarnym, fabrykowanym po wsiach z galasu. W sposób ten, lat temu siedmdziesiąt, w okolicy, w której lata dziecinne mi upły­nęły (na Pobereżu), dzieci pisać się uczyły. Sposób ów nie był, o ile przypominam sobie, w użyciu po szkołach, w klasach przygotowawczych, zwanych „lankastrami”.

 

[Słucham dzisiaj nałogowo] Polski taniec renesansowy…

[Zapowiedź] Lato filmowe w ogrodach sejmowych

Lato filmowe w ogrodach sejmowych – hity przedwojennego kina już od najbliższej soboty

http://www.sejm.gov.pl/Sejm7.nsf/komunikat.xsp?documentId=FF9E746FBE0ECD5AC1257E9F00450761

Polskie sierpnie… „Tata przy was dzisiaj być nie może…”

Sierpień nastraja do refleksji nad polską historią.

I te łąki majem rozkwiecone,
Łany zboża wyzłocone słońcem,
By w zachwycie i modlitwie cichej,
Poczuć bliskość ze Stworzenia Ojcem.

Prezydenci – cytat okolicznościowy.

„Każdy naród ma bowiem inny charakter i inne kształtowały go i kształtują okoliczności. Działając zgodnie z jego naturą, przyczynisz się do uzdrowienia Ojczyzny, działając zaś wbrew jego naturze, niechybnie ją osłabisz”.

http://www.pch24.pl/abp-gadecki-na-mszy-swietej-za-prezydenta–trzeba-rzadzic-tak–by-zapewnic-sobie-miejsce-w-niebie,37405,i.html#ixzz3i1xSe7kX

A jako bonus zdjęcia z zasobów Narodowego Archiwum Cyfrowego;

Członkowie Zgromadzenia Narodowego po uroczystości zaprzysiężenia prezydenta RP Ignacego Mościckiego. Widoczni poseł Tadeusz Żebracki, poseł Andrzej Lubomirski, poseł Jan Choińsk-Dzieduszycki w strojach historycznych.

Przegląd kompanii honorowej przez marszałka Józefa Piłsudskiego. 1926-06-04

Księga Konstytucji przygotowana do zaprzysiężenia prezydenta RP Ignacego Mościckiego.

Odczytanie przez premiera Kazimierza Bartla aktu przejęcia władzy przez Ignacego Mościckiego. Widoczni także m.in.: marszałek sejmu Maciej Rataj (stoi przy stole) i adiutant prezydenta RP ppłk Juliusz Ulrych

Po marszu pamięci w hołdzie ofiarom niemieckiej masakry na Woli.

W trakcie marszu mającego upamiętnić masakrę mieszkańców Woli, oprócz świecy otrzymałem od organizatorów kartkę z biogramem:

EMILIAN SMOCHOWSKI, syn Michaliny i Władysława, urodził się 1 września 1882 r. w Kaliszu.

Był buchalterem. Mieszkał na Powiślu przy Al. 3 Maja 2.

Po Powstaniu trafił do obozu w Pruszkowie. Żona Celina Smochowska straciła z nim kontakt już w sierpniu 1944 r.

Odtąd ślad po nim zaginął.

Na tablicach z nazwiskami ofiar niemieckiego terroru, które właśnie postawiono koło cmentarza na Woli znajduje się ponad 50 tysięcy nazwisk. Każda z nich ma biografię, którą dałoby się zamknąć na takiej kartce wielkości pocztówki. Zwykłe życie. Tragiczna śmierć. Nierozliczona zbrodnia.

Cześć ich pamieci!

[15 sierpnia 1920] Okolicznościowe cytaty z epoki – wspólne interesy bolszewicko-niemieckie

Bogdan Musiał, Na zachód po trupie Polski, s. 40

(…) bolszewicy liczyli przy tym nie tylko na życzliwość ze strony Niemiec, ale wręcz na pomoc w wojnie z Polską. I nie bez przyczyny, jako że w Niemczech istniał silny ruch komunistyczny, a ponadto panowały gorące nastroje antypolskie. Wynikały one przede wszystkim z faktu, iż odrodzona Polska powstała częściowo na obszarach, które w XVIII wieku na skutek rozbiorów zostały wcielone do Niemiec (w szczególności korytarz gdański i ziemie wokół Poznania), ale chodziło także 0 Górny Śląsk, nienależący do Polski przedrozbiorowej. Do tego dochodziły tradycyjne antypolskie uprzedzenia, głównie we wschodnich Niemczech. Antypolskie nastroje były w Niemczech tak silne, że również niemieccy narodowi konserwatyści widzieli w Rosji Sowieckiej najważniejszego sojusznika w konfrontacji z pogardzana Polską. Wiosną 1920 roku generał von Seeckt, szef Sztabu Generalnego, opracował memorandum Deutschland und Russland [Niemcy i Rosja], W którym stwierdzał między innymi: „Tylko w ścisłym związku z Wielką Rosją Niemcy mają szansę na odzyskanie swej mocarstwowej pozycji […] i nie ma teraz żadnego znaczenia, czy obecna Rosja z jej wewnętrznym ustrojem podoba nam się, czy nie. […] Właśnie tego [Wielkiej Rosji] potrzebujemy – przyjaznego, silnego państwa, graniczącego z nami na sporym obszarze”. Tymczasem Polska była śmiertelnym wrogiem, który wyrwał dla siebie staropruskie wsie i miasta, pisał von Seeckt.

Niemieckie ministerstwo obrony uważało wówczas, że likwidacja Polski i odtworzenie wspólnej granicy niemiecko-radzieckiej jest warunkiem odzyskania dawnego statusu mocarstwa. I bolszewicy uwzględniali to w swoich planach. Latem 1920 roku Lenin stwierdził, że „w gruncie rzeczy niemiecka burżuazja jest za nami”. Na początku sierpnia Trocki wysłał telegram do Cziczerina: „Musimy wydrukować dużą ilość proklamacji w języku niemieckim do ludności Prus Wschodnich i Niemiec, wyjaśniających nasze żądania wobec polskiego rządu i wzywających niemieckich robotników, aby w żadnym wypadku nie przepuszczać do Polski wojsk ani zaopatrzenia. Taka odezwa mogłaby wychodzić od Kominternu”.

W rzeczywistości nie tylko Niemcy, ale także Czechosłowacja blokowałyby dostawy broni do Polski i bez zachęty ze strony bolszewików. Natomiast w głębi kraju komuniści organizowali akcje sabotażowe. Na Górnym Sląsku, w Gliwicach i Katowicach po 16 sierpnia doszło nawet do antypolskich wystąpień z udziałem niemieckich mieszkańców”.

Errata

Źródło:

Szybiński, Dominik Gabriel (1730-1799), Sztuka pisania w trzech rozdziałach wyięta z encyklopedyi i pożytecznemi przydatkami pomnożona, Warszawa 1781

errata

Jeden-dziewięć-cztery-cztery

Jak tu być i o czym śnić, Hycle nam nie dają żyć.

Wszak kultura nie zabrania robić takie polowania.

Ponieważ 14 lipca był niedawno…

Marcinkowski pod Trafalgarem

Wszyscy znamy historię polskich szwoleżerów pod Somosierrą, Poniatowskiego w kampanii rosyjskiej i Lipskiem. Również po stronie koalicji antynapoleońskiej walczyli Polacy. I to nie tylko w wojskach zaborców.

Cytat z książki Adama Zamoyskiego „Święte szaleństwo. Romantycy, patrioci, rewolucjoniści 1776-1871”

W styczniu 1806 roku z nowojorskiego portu wypłynęła fregata „Leander” z dwustu orędownikami wolności na pokładzie. Gdy tylko znalazla się na pełnym morzu, na jej maszcie załopotal czerwono-niebiesko-żółty sztandar, który miał być flagą „Kolumbii”. Na pokładzie rufowym stał w mundurze francuskiego generała Miranda, otoczony swymi oficerami. W ich gronie było wielu Francuzów, sporo Irlandczyków i kilku Polaków. Jeden nich, dwudziestojednoletni Filip Maurycy Marcinkowski, który dosłużył się rangi porucznika w Royal Navy (walczył na okręcie Nelsona „Victory” pod Trafalgarem), mial odegrać ważną rolę w walce o niepodległość.

Ów Marcinkowski miał urodzić się w 1785 roku w Warszawie. W walkach o niepodległość państw Ameryki Południowej w wojskach Bolivara, dosłużył się stopnia generała. A był tam znany jako „Felipe Mauricio Martin”.  Zmarł w 1854 roku.

Anty-prorocy cz. 1

fragment książki Adama Zamoyskiego „Święte Szaleństwo. Romantycy, patrioci, rewolucjoniści 1776-1871”:

Fichte [1762-1814] dopatrywał się przyczyn wyjątkowości Niemiec w ich duchowości. Twierdził, że nigdy nie upadną one tak nisko, by podbijać inne narody, że podczas gdy Francuzi, Anglicy czy Hiszpanie walczą o bogactwo i dominację, rola Niemiców polega na pielęgnowaniu najwyższych wartości ludzkości. W podobny sposób postrzegali moralną misję Niemiec Herder, Hölderlin, Schlegel i inni. Goethe, który nie wierzył w to, że Niemcy mogą kiedykolwiek przeobrazić się w naród, uważał, iż powinni oni skupić swe wysiłki na próbach stania się wolnymi istotami ludzkimi. Kiedy uchodził spod Valmy kuchennym furgonem swego księcia, głównym tematem jego rozmyślań była nie zraniona duma narodowa, lecz wynikające nieudolności marnotrawstwo narodowego potencjału. Uważał, że siła Niemiec leży w sferze kultury i duchowości i że właśnie w tych obszarach powinny one przewodzić światu. Winny zabiegać o to, żeby stać się dla Francji tym, czym Grecja była dla Rzymu.

Zamek Królewski płonie po niemieckim nalocie 17 września 1939 r.

Niemieckie obwieszczenie policji kryminalnej w Bilgoraju Kripo- September 1941 Niemieckie obwieszczenie policji w Biłgoraju wrzesień 1941

Darmowe koncerty – czyli król August III promuje operę.

Źródło: Pamiętniki do panowania Augusta III Stanisława Augusta ; z rękopismu Andrzeja Kitowicza wydane przez A.Woykowskiego; Poznań ; W. Decker i Spółka; rok 1840

Kochał się także ten król wielce w orkiestrze czyli w kapeli, do której dobierano wirtuozów, śpiewaków i śpiewaczek w całej Europie najsławniejszych. Ta orkiestra grała często królowi na jego pokojach w dni galowe, po kościołach, w których się król na nabożeństwie znajdował, i na operach, dobierając do siebie na wspomnione opery kapelów różnych panów, mianowicie Wielhorskiego, kuchmistrza litewskiego, i książęcia Czartoryskiego, kanclerza w. lit., tak iż liczba muzykantów, grających operę, przenosiła sto osób. Te opery wielkie odprawiały się dwa razy w tydzień, we wtorek i piątek. A lubo dla wielkiego kosztu w odmianie, jednę operę grano przez pół roku, po staremu król bywał na każdej punktualnie, nietęsknięc sobie w widoku, jednej półrocznej reprezentacyi, siedział w loży nieporuszenie, przez trzy godziny, a czasem i dłużej trwającej opery, i gdy widział operhauzu nienapełnionego spektatorem, dziwował się niegustowi polskiemu, iż się nieubiega do widzenia rzeczy, tak wielce delektującej oko i ucho, darmo, to jest bezpłatnie, której widzenie w innych krajach lud najpospolitszy opłacać nieżałuje. Trzeba bowiem wiedzieć, że te opery zawsze darmo dawane były; podczas sejmu lub innych zjazdów za biletami dla dystyngowańszych osób, prócz sejmów i zjazdów bez biletów, dla wszystkich, jakiegokolwiek gatunku ludzi.

O samym budynku operalni w Ogrodzie Saskim można poczytać tutaj: http://www.theatre-architecture.eu/pl/budynek-operalni.html

[LINK] Warszawa – Autobusy jeżdżą od 95 lat :-)

Ruthenia quasi est alter orbis…

Andrzej Nowak, w swojej wspaniałej książce „Dzieje Polski (Tom I)” przypomina postać biskupa Mateusza, który jest autorem (współautorem) listu do Bernarda z Clairvaux. Zacytowane przez Nowaka fragmenty, tak mnie zaciekawiły, że postanowiłem dotrzeć do pełnej treści tego listu.

[Ta iluminowana karta z Sakramentarza tynieckiego [LINK] jest jedną z ilustracji w książce Nowaka. Tak bardzo mi się spodobała, że postanowiłem ją „zareklamować” przy tej okazji. Najbardziej ujęło mnie, że Chrystusa wraz z krzyżem jzastępuje w tekście literą „T” z wyrażenia „Te igitur”.]

List ten znalazłem w zbiorze zaytułowanym: „ZŁOTA PRZĘDZA POETÓW I PROZAIKÓW POLSKICH. TOM: IV.” Wydanym w Warszawie w 1887 r.:

Mateusza krakowskiego biskupa list do św. Bernarda opata klarewaleńskiego: O podjęciu apostolstwa wśród Rusinow.

Do Bernarda z Bożej łaski opata klarewaleńskiego, męża czcigodnego i wielebnego, wszelkiej pochwały godnego, i zasług świętości odznaczającego się, Mateusz z tejże łaski biskup krakowski i komes Piotr, których praca niech uczyni owocodajną.

Dzięki Bogu naszemu składamy, dzięki nawet nieskończone, który Ciebie, o opatów ozdobo i chwało, w naszym czasie do życia powołał, bo Ciebie nigdy i nigdzie nie opuści troska o wszystkie kościoły, Ciebie, naczynie wybrane, Ciebie, którego niemoc innych przyprawia również o niemoc. Dla Twych zasług Bóg światu świadczy wszelkie dobrodziejstwa bez jego zasługi; Twoją prośbą łagodzi się sędzia rozjątrzony, wyrok odwołuje, i, by zaraz grzeszników nie uderzył, gniew zawiesza dla oszczędzenia.

Ukochany wasz syn, mistrz A., pytał się nas z waszej strony, czyby kto nie mógł i bezbożnych Rusinów obrządków i zwyczajów wytępić? Mógłby, o panie, mógłby, lecz ten tylko człowiek mógłby, w którym wielka byłaby łaska. Ufamy jednak w Pana Jezusa, że gdyby opat klarewaleński tu był, owo dobrodziejstwo mogłoby być dokonanem. Naród ów rusiński mnogością niezliczoną jakby gwiazdom się równał, prawdziwej wiary zasad i istotnej religii ustaw nie zachowuje, niepomny, że poza kościołem katolickim niema prawdziwego nabożeństwa. Nietylko w ofierze Ciała Pańskiego, lecz w rozwodach i powtórnem chrzczeniu i innych sakramentach kościoła szpetnie błądzą. Tak to błędami różnemi, co większa nawet niegodziwością kacerską napojeni są od samych zaczątków nawrócenia swego. Chrystusa tylko w samem nazwisku wyznają, lecz czynami zupełnie się wyrzekają. Ani bowiem z łacińskim, ani z greckim nie chce się zgadzać, lecz od obu równo odłączony, ten naród trzeciego rodzaju udział bierze we wspólności sakramentów. Toby wszystko, panie, twoje kaznodziejstwo, lepiej wnikające niż miecz dwusieczny, wykorzeniło, gdyby Duch św. natchnął Cię, byś ten naród odwiedził. Nietylko na Rusi, która jest jakby nowym światem, ale także w Polsce i Czechach, lub w ogólnie zwanej Słowiańszczyźnie, która wiele krain mieści, tyle i takiego owocu i tak Bogu miłego naszczepić, że potem od Niego usłyszałbyś: Rad z ciebie jestem, sługo dobry i wierny! Nawet z pewnością, wszyscy, jak spodziewamy się, jeszcze słuchając uszyma, ulegliby.

Racz tedy, pobożny ojcze, racz nasze pomroki rozjaśnić, gdy inne rozpędzasz. Racz nieustatkowanych Słowian w życia zasadach ustalić. Racz nawiedzić swoją obecnością lodowatą strefę, aby za przybyciem naszego opata mróz straszliwy północy przez południa wdzięki i ognia płomień złagodniał, aby dzicz niesforna przez wasze nauki wykształciła się, by ludzie przez ludzką waszę erudycyę złagodnieli, pod jarzmem boskiem ugłaskali się. Jeżeli zaś i tracki Orfeusz i tebaflski Amfion rozgłośną sławą zapisali się w niebo i między gwiazdy, słyną przez dowcip poetów i po śmierci żyją w pieśniach, za to, że obaj lasy i kamienie, to jest leśnych i kamiennych (górskich?) ludzi, liry głosem oswoili, prawu ulegać zmusili;—tembardziej spodziewamy się, że ludy dzikie i potworne święty opat z Chrystusem pojedna, gdyż jest heroldem ewangelii i kagańcem w bożym domu, i boskiej woli tłumaczem, oraz lepszy nad Orfeja, bo głośny z wyższej nauki i niebiańskiem obdarzony przeniknięciem i darem oraz łaską prawie wszystkich błogosławieństw odznaczony.

Z jakiem usposobieniem, z jakiem gorącem pragnieniem ja i komes Piotr, mąż w każdym razie bardzo dbały o chwałę bożą, o kościół i o wiarę, wyglądamy Twego przybycia, Ten tylko jest świadkiem, który widzi tajnie serca. Ale nie my sami pragniemy opata klarewaleńskiego jedno w drugie, bogacz i biedak, szlachta i prości, młodzieńcy i dziewice, starcy z młodszymi jednakowo pragną. Opata wszelki stan i wiek, opata wszelka płeć i wszelkie stanowisko, opata wszyscy Polacy i wszystkich marzenia roją.

 w tej samej książce znajduje sie także krótka notatka na temat biskupa:

MATEUSZ (t. z. CHOLEWA).

Zaliczony przez Paprockiego do herbu Cholewa, pierwotnie znany z imienia tylko, był scholastykiem t. j. dozorcą jeżeli nie nauczycielem szkolnym w Stobnicy. Za pożyczkę pieniędzy, Władysław II, po śmierci Roberta. naznaczył go na biskupa krakowskiego. Wyświęcony w Rzymie 1144 czy 1143, urząd swój sprawował lat 21 (23), umarł 18 października 1165 r. Tradycja z końca XIIl. (…) Był zaprzyjaźniony ze sławnym Piotrem Włostowiczem Duninem (…) i z nim do współki wzywał Bernarda z Clairveaux listem, który świadczy o zdolnościach literackich biskupa.

Numer 1 „Gazety Rządowey” z dnia 1 lipca 1794

74442-gazeta_rzadowa_1794

Zgodnie z zapowiedzią zawartą we wpisie https://bestiariusz.wordpress.com/2015/04/25/nowy-produkt-na-rynku-czyli-zapowiedz-wydawania-nowej-gazety-z-1794-r/ poniżej umieszczam trzy artykuł zamieszczone w Numerze 1:

N-ro 1.

GAZETA RZĄDOWA

DZIEŃ 1. LIPCA ROKU 1794

Z Warszawy dnia 27. Czerwca.

Jak daleko lud dobry uwiedzionym być może w tym wszystkim, co gorliwości patryotyczney ma zamiar, lub pozór tylko, okazał to w Warszawie dzień 28 Czerwca. Tchnąc on zawsze sprawiedliwą nienawiścią przeciwko Zdraycom Oyczyzny, uwiadomiony z doniesień urzędowych o zdradzie dopełnioney przez Wieniawskiego, który Miasto Kraków, gniazdo Narodowego powstania, w ręce Nieprzyiaciół podał , zapalił się zemstą chciwą nayprędszego ukarania tych, którzy posądzeni, lub obwinieni o występki przeciwko Narodowi, pod strażą publiczną w więzieniach trzymani byli. Dnia 27 zgromadzone 3. Cyrkuły Miasta do okopów z bronią, dla usposobienia się do obrony Stolicy w czasie potrzeby, przez wspólne umowy i wystawienie im uczynione szkodliwego kraiowi, a uciążliwego mieszkańcom strzeżenia winowayców, podburzone zostały do żądania niezwłoczney ich kary. Tam złorzecząc Wieniawskiemu, dali sobie wszyscy zaręczenie, iż wolą raczey zginąć, niżeli się poddać; ale iż nayprzód im Zdrayców wytępić potrzeba. W tym przedsięwzięciu, powracaiąc od okopów, zebrała się znaczna część ludu na Krakowskim Przedmieściu, z żądaniem usilnym, aby osadzeni w więzieniach. a przekonani o zdradę Kraiu, iak nayrychley zasłużoną karę odnieśli. Obywatel Kochanowski, Prezes Wydziału Beśpieczeństwa, zapewniał lud, iż Sąd Kryminalny, lubo się z obowiązku swego naypilniey przyśpieszeniem sprawiedliwości zatrudnia, iednak komplikacya osób, śledzenie przekonywaiących dowodów, znaczna liczba powołanych świadków wysłuchanemi być powinnych, mnostwo pism do przeyrzenia zostaiących, i potrzebne zachowanie zwykłych formalności , wstrzymywać i spóźniać musi postępowanie Sądowe. Przyrzekaiąc zaś użyć wszelkiego starania, aby ci więźniowie, przeciwko którym iuż Deputacya Indagacyina przysposobiła przekonywaiące dowody, w czasie iak nayprędszym odsądzeni zostali, do spokoyności iak naymocniey zachęcał. Lud zawsze dobry i powolny, gdy czucia tylko własnego słucha, począł uśmierzać swoy zapał, i przyrzekł cierpliwie oczekiwać Sądowych wyroków. Lecz zapewne przez zwodnicze podszepty poduszczanym być nie przestał, gdy dnia następuiącego rano dały się widzieć szubienice na kilku ulicach w nocy postawione. Widok haniebnego narzędzia śmierci przeznaczoney dla zdrayców, sprowadził na ulice znaczną liczbę Obywatelów, oczekuiących exekucyi. Z tych wielu zeszło się do Obyw: Zakrzewskiego P. M. W. domagaiąc się przyśpieszenia exekucyi, który przekładał zgromadzonemu ludowi niemożność dopełnienia kary bez poprzedniego Sądowego wyroku, że uchybienie formalności, byłoby bezprawiem szkodliwym dla Kraiu w swych skutkach, a szczególniey co do opinii względem nas obcych Narodów; zaręczał oraz, iż Rząd użyie mocnych a przyzwoitych śrzodków, aby odsądzenie obwinionych o zdradę Oyczyzny, iak nayrychley przyśpieszone zostało. Przełożenie to. nie było bez skutku; Obywatele obecni przyięli ie z tą powolnością, iaka rozsądnie myślącym przystoi. Wydał zatym Prezydent rozkaz, zniesienia przygotowanych szubienic, a uskutecznienie mego, Obyw: Węgierskiemu Tysiącznikowi polecił. Jakoż iuż w wielu mieyscach podcięte zostały, gdy część ludu nie ostrzeżona podobno, iż to z woli Zwierzchności Policyiney się działo, dała uczuć silny odpór pełniącemu swą powinność Urzędnikowi; któremu miley zapewne było cierpieć prześladowania srogiego despoty, niżeli wystawiać się na nieukontentowanie współobywatelów czynność iego biorących za obrazę sobie wyrządzoną. Tymczasem Rada Nay: Narodowa zebrała się na Sessyą nadzwyczayną; w celu uspokoienia poburzonego ludu, wydała do Obywatelów mieszkańców Warszawy Proklamacyą, i ogłosić ią po rogach ulic rozkazała, sam zaś Ob: Jgnacy Potocki czytał ią zgromadzonym na mieyscu Sessyi Radnych, użył mocy swey wymowy i zaufania publicznego do przekonania ludu , iż domaganie się niezwłocznego ukarania obwinionych, wziąść skutku swego natychmiast niemoże. Oświadczył zaś, iż Rada dogadzaiąc woli ludu w tym, czego sprawiedliwie po niey żądać może, zaleciła Sądowi Kryminalnemu. aby sprawy więźniów Kraiowych, a szczególniey podeyrzanych o brane pensye Zagraniczne ciągle i niebawnie odsądzał. Takowe zalecenie, zaraz ludowi obwieszczone zostało. Zdawała się powracać umysłom spokoyność; dla iey zabezpieczenia publicznego, Ob: Zakrzewski Prez: i Kommendant Milicyi Mieyskiey, wydał rozkazy Kommendantom Cyrkułowym, aby wszyscy Obywatele przy słupach swoich stawali. To gdy się dzieie w Radzie, cześć ludu nieprzytomnego, niewiadomego o zaszłych urządzeniach, a przytym podburzanego do niespokoyności rozsianą wieścią, iakoby zwłoką exekucyi chciano uchylić obwinionych od zasłużoney kary, podniosłszy obalone szubience, rzuciła się na różne więzienia, i z nich wyprowadziła osoby, które winnieyszemi być mniemała, iako to: Boskampa Lasopolskiego o kilkukrotną zdradę Kraiu oskarżonego, Roguskiego Instygatorem przeciwko powstaniu Narodowemu od Igielstroma postanowionego, Piątkę i Grabowskiego o szpiegostwo obwinionych, Wulfersa podeyrzanego i wyłączonego z Rady Zastępczey, Massalskiego Biskupa Wileń: i Czetwertyńskiego Kasztel: Przemys: iako tych, co na szkodę Kraiu pensye zagraniczne brali. Zamiar zapewne ludu w wzięciu tych osób był nie inny, jak tylko dostawienie ich do Sądu, końcem otrzymania wyroku przeciwko tym, których iuż mieli za potępionych opinią publiczną. Ale intryga obca użyła zapału zbyt uniesionego, i podwiodła go przez namowy Osób przekupionych (iak z wszelkich pozorów sądzić niewątpliwie można) do dopełnienia na nich kary bez decyzyi Sądowey. Do nasrożenia zemsty ludu, dosyć im było wystawić, że to są zdraycy Oyczyzny, i że ich Rząd sądzić i karać niechce. Tak się stało, a wyprowadzeni więźniowie, powieszeni zostali. Maiewski Instygator zeszłey Juryzdykcyi Marszałkowskiey, gdy się chce opierać ludowi, gdy mu wzbrania się wydać papiery, które płonnie podeyrzanemi bydź rozumiano, poduszczonego a obrażonego zapału stał się ofiarą. Co tylko doszła wiadomość o porwaniu osob z więzienia do Obyw: Zakrzewskiego Prezydenta. udał się natychmiast tam, gdzie naywiększe było zburzenie. Jego usilne starania w przywroceniu spokoyności, ieżeli nie mogły uratować iuż zgubionych, przynaymniey ocaliły pozostałych, których zapał na tenże rodzay śmierci przeznaczył. Przybywszy do więzienia w Pałacu Rzptey, Brylowski zwanym, ledwie się ludowi pokazał, natychmiast ten uciszony, otoczył go na około, podniósł go na swych rękach, aby lepiey od wszystkich był słyszany. Głos iego sprawił pożądany skutek. Zasłużona miłość ludu, i zaufanie publiczne, miały moc nad zapalonemi umysłami. Ta to moc wstrzymała ie od dalszych gwałtownych zapędów, i spokóyność przywróciła. Nietylko więc lud Moszyńskiego ciągnionego do exekucyi odstąpił, i przestał na zaręczonym przyśpieszeniu sprawiedliwości, ale chcącego Prezydenta do domu powracać, częścią na własnych niósł barkach, częścią w powozie, aż do mieszkania był od Obywatelów ciągnionym, w posrzód okrzyków i innych okazów publicznego szacunku. Stamtąd się lud rozchodząc, sam niezaięte trupami szubienice powywracał. Możnaż wątpić, aby lud tak dobry w przywiązaniu, tak powolny w uspokoieniu się, w zbytnim swym zapale nie był obcym powodowany natchnieniem?aby lud, który w czasie oswobodzenia Warszawy od Nieprzyiaciół, tyle skromności i ludzkości okazał, niebył przywiedzionym do wyzucia się prawie z właściwych sobie przymiotów przez zręczne podeyście chytrey intrygi? Trzebaż iawnieyszego dowodu, nad smutek powszechny, który na zaiutrz wyryty na twarzach ludu, każdy postrzegał? Po ominionym zapale, który poduszczenie wznieciło, czuł każdy zwiedzieny wstyd, żal i chęć zemsty, nie iuż przeciwko obwinionym, dla których wymierzać kary zasłużone należy tylko do Sądu od Władzy Rządowey na to postanowionego, ale zemsty przeciwko Nieprzyiaciołom Narodu, którzy niemogąc nas iawną siłą pokonać, udawaią się do nayniegodziwszey intrygi sposobow, ale dla sprawienia zguby naszey pewnieyszych; to iest: aby przez podburzenie ludu zamięszać spokoyność wewnętrzną, aby zaszczepić nieufność wzglę dem Rządu i władz wykonawczych, aby nas ochydzić u obcych Narodów, aby zapal gorliwości ku obronie pospolitey, zwrócic przeciwko nam samym. Takowa intryga służyła zawsze skutecznie Nieprzyiaciołom naszym ku zgubie naszey. Ale teraz nieuda się im zapewnie; Uwiedzedzeni Obywatele znaleźli w własnym błędzie naukę i postrzeżenie swoie. Nazaiutrz Warszawa w zupełney była spokoyności. Trupy przyzwoicie na Cmentarzach pochowane zostały. Rząd przedsięwzięciem skutecznych śrzodkow do zapobieżenia nadal podobnym wydarzeniem zatrudnił się.¶

SESSYA RADY NAYWYZSZEY NARODOWEY.
Extraordynaryina ranna, pod prezydencyą Tadeusza Dembowskiego Radzcy dnia 28. Czerwca.

W przytomności Obywatelów Radzców wszystkich.
Zwołana została nadzwyczayna Sessya przez Obywatela Dembowskiego Prezyduiącego z powodu wszczętego w Mieście Allarmu, i żądania ludu licznie zgromadzonego, domagaiącego się niezwłoczney kary z osób aresztowanych i obwinionych o występki przeciwko Narodowi. Rada N. Narodowa, wydała Proklamacyą do ludu, którą naprzod Obywatelom licznie pod swe okna zgromadzonym obwieścić, a potym i po rogach ulic rozgłosić kazała.
Obwieściła temuż ludowi zalecenie, iakie Sądowi Kryminalnemu do ulatwienia i przyśpieszenia spraw, wydała. Zaleciła Wydziałowi Beśpieczeństwa, ażeby rekwirował Deputacyą Jndagacyiną, iźby ta wszystkich, którzy pensye zagraniczne brali, natychmiast Sądowi Kryminalnemu do sądzenia podała. Nakazała także Sądowi Kryminalnemu, iżby takowe Sprawy ciągle i niebawnie sądził. Poleciła Obyw: Zakrzewskiemu Radzcy, iako Prezyduiącemu i Kommendantowi Milicyi Mieyskiey, iżby ten wydał dyspozycye do Kommendantow Cyrkułowych, aby Obywatele przy swych słupach niebawnie stanęli.

Odezwa Naywyższego Naczelnika z okoliczności na dniu 28. Czerwca zaszłey.

TADEUSZ KOSCIUSZKO
Naywyższy Naczelnik Siły Zbroyn: Nar:do Ludu Warszawskiego

Kiedy wszystkie trudy i starania moie natężone są ku odparciu Nieprzyiaciela, wieść mnie dochodzi, iż strasznieyszy nad obce Woysko Nieprzyiaciel grozi nam, i wnętrzności nasze rozdziera. To, co się stało na dniu wczorayszym w Warszawie, napeiniło serce moie goryczą, i smutkiem. Chęć ukarania winowayców była dobrą, ale czemuż ukarani bez wyroku sądu? czemu zgwałcona Praw powaga i świętość? czemu ten. co imieniem ich był do was wysłany skrzywdzony i pokryty ranami? czemu Urzędnik publiczny niewinny, wraz z obwinionemi haniebnie z życia wyzuty? Y toż to iest czynem ludu, który podnosił oręż i zwyciężył obcych Naiezdników, ażeby sobie wolność porządną, panowanie Prawa, i szczęście spokoyne z nich tylko wypływać mogące, przywrócił. Obywatele! zastanówcie się; skryte i złośliwe duchy w zmowie z nieprzyiaciołami naszemi obłąkały was, wzburzyły umysły, bo im tego potrzeba, ażeby Rządu nie było, ażeby gorącość wasza wynosiła się nad Sąd, nad Prawo, i nad wszelki porządek społeczeństwa. Bo wtedy łatwiey im przyidzie pokonać siłę i dzielność waszą, kiedy wśrzód nieporządku i zamieszania, każdy zycia swego nie pewny, niemógłby myśleć, ani o rzeczy publiczney, ani o zbawieniu waszym: wtedy, lecz po czasie, poznalibyście, iż was oszukano, poznalibyście chytrość i obłudę tych mniemanych i zwodniczych podchlebców waszych, którzy przekupieni od nieprzyiaciela umawiaią w was, iż Rządu nie masz, na to, ażeby w samey rzeczy go nie było, kiedy przez ręce wasze obalonym zostanie. Skoro obroty Woienne dozwolą mi oddalić się na moment od powierzoney mi powinności, stanę wśrzód was, może widok żołnierza, który życie swoie codziennie dla was naraża, będzie wam miły, ale chcę, ażeby żaden smutek na twarzy moiey wyryty, nieskaził tey chwili, chcę, ażeby radość zupełna była w tenczas dla was i dla mnie, chce, ażeby widok móy przypomniał wam, że obrona wolności i Oyczyzny powinna nas iedynie zaprzątać i łączyć, że iednością tylko możemy bydź silni, że sprawiedliwością nie gwałtami bespieczni u siebie i szanowni u świata będziemy Obywatele zaklinam was na Oyczyznę, i was samych zatrzyicie moment obłąkania iednością, odwagą przeciw wspólnym Nieprzyiaciołom, i ciągłym odtąd uszanowaniem Praw, i tych, którzy Imieniem Prawa rozkazuią. Wiedźcie, że kto Prawom posłusznym bydź niechce, ten niewart wolności. Dla tego więc, ażeby żal podobny nigdy iuż serca mego nienapełniał, ganiąc opoźnienie sprawiedliwości dla więźniów Kraiowych, zalecam Radzie Naywyższey, by ta nieodwłocznie przyspieszyła czynności Magistratur, pod Zwierzchnością iey będące, równie iak zaleciła Sądowi Kryminalnemu, zatrudniać się nieustannie sądzeniem więzionych, karaniem winnych, i uwolnieniem niewinnych. A tak dopełniaiąc tego, czego sprawiedliwość publiczna wyciąga, zakazuię iak naysurowiey Ludowi dla dobra i zbawienia iego, wszelkich odtąd nieporządnych rozruchów, gwałcenia więzień, imania osób, i karania ich śmiercią. Jeżeli macie iakie żądanie do przełożenia Rzadowi, nie przekładaycie go tłumnie, z hałasem nieprzystoynym, z bronią w reku, którey tylko przeciw Nieprzyiaciołom i naiezdnikom Kraiu używać powinniście, ale spokoynie, poważnie, przez swoich Cyrkułowych Zwierzchników, lub przez Delegowane godne ufności osoby: bo taki tylko sposób ludziom Wolnym i poczciwym przystoi. Wiecie, że Rząd iest dla was, że o was myśli, dla was pracuie. Kto więc nieidzie do Rządu drogą należytą, iest buntownikieni, burzycielem spokoyności publiczney, i iako taki karany bydź powinien. Woyska Rpltey i ia, poświęciliśmy się za wolność, całość, i niepodległość naszą, za nie tylko iedną, za tych, którzy hasłu temu szczerze wiernemi są, walczyć i zginąć pragniemy. Wy, których gorąca odwaga chce bydź czynna dla Oyczyzny, użyicie iey przeciw obcym Nieprzyiaciołom, przybywyacie ile was iest wolnych od obowiązków Rządowych, lub gospodarskich do Obozu mego, tu was po braterski przyimiemy, tu zwami chętnie zasługi nasze dzielić będziemy. Spuśćcie się na władzę Rządową, co do porządku Miasta, a zdraycy nie uydą; tak i wy sławę zyskacie, i oni karę odbiorą.
Dan w Obozie pod Gołkowem dnia 29. Miesiąca Czerwca 1794. Roku.

><><><><><><><><><><><><

PS. Skany gazety można obejrzeć na stronach Wielkopolskiej Biblioteki Cyfrowej: http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/docmetadata?id=39232&from=publication

„Nowy produkt na rynku”, czyli zapowiedź wydawania nowej gazety… z 1794 r.

PROSPEKT
GAZETY RZĄDOWEJ

W każdym czasie wiele na tym zależy, aby Publiczność przez fałszywe wiadomości zwodzoną niebyła; lecz naybardziey w czasie Woyny i Narodowego Powstania. W tedy bowiem złośliwi staraią się rozsiewać baśnie, aby przez nie trwogę i wstręt od obrony pospolitey zaszczepili w umysłach. W tedy mniey bacznie gorliwi, uniesieni chęcią słyszeć tylko o ciągłych sprawy naszey pomyślnościach, tworzą podchlebne wieści, a przez nie złudzonych w zbytnie szczęściu swemu zaufanie wprawuią. Łatwo-wierni powtarzaią obostronne fałsze, : albo z uroionych klęsk rospacz po Kraiu roznoszą, albo zawczesne ogłaszaią tryumfy. Tak dalece, iż uważna nawet rostropność, co iest odgłosem prawdy, a co płonną wieścią, niełatwo zgadnąć potrafi. Niemniey i na tym bardzo wiele zależy, aby wszelkie czynności i Ustanowienia Rządowe, iak nayrzetelniey i nayrychley Povszechney wiadomości dochodziły. O iednych ma sądzić Publiczność, drugie wykonywać powinna.

W tym celu Rada Naywyższa Narodowa, zaręczyła w naypierwszey swoiey do Narodu Odezwie:
„ iż donosić będzie regularnie Publiczności i spra-
„ wach i Uchwałach swoich, iako też o obrotach Siły Zbroy-
„ ney, których iey Naywyższy Naczelnik udzielać będzie, bo
,, będąc odpowiada1ną Narodowi, chce go mieć Świadkiem i Sę-
„ dzią, co dla uskutecznienia celów powstania wewnątrz i ze-
,, wnątrz przedsięweźmie.,,
A iż w Urządzeniu Rady Naywyższey, przepisanym od Naywyższego Naczelnika, stosownie do Dzieła Powstania Narodowego, obowiązek rozszerzania ducha Insurrekcyi Wydziałowi Instrukcyi w teyże Radzie powierzonym został ; przeto Wydział tenże osądził, iż naydogodniey i zamiarowi swemu, i oczekiwaniu Publiczności, przez wydawanie Gazety Rządowey, zadosyć uczyni. Tym końcem do pracy takowey, pod swym dozorem, zdolne osoby powołał, i onymże za naypierwszy obowiązek, rzetelność i dokładność przepisał.

Gazeta Rządowa zawierać będzie.

Nayprzod: Odezwy Naywyższego Naczelnika Siły Zbroyney do Narodu, lub Jego częsci.

Powtore. Zalecenia tegoż Naczelnika do Rady Naywyższey, i Rezolucye od Niego prosto wychodzące na zapytania, proźby, lub zdarzone przypadki.

Potrzecie: Odezwy, lub Obwieszczenia wszelkie od Rady  Naywyższey Narodowey.

Poczwarte. Czynności, Ucheały i Rezolucye autentyczne  teyże Rady.

Popiąte.Wiadomości o obrotach Woysk Narodowych i Nieprzyiacielskich.

Poszoste. Rapporta od Deputacyi Centralney Litewskiey, od Wydziałow Rady, Kommisyi Porządkowych i Sądow Kryminalnych.

Posiodme. Doniesienia o chwalebnych przykładach męztwa i cnoty Obywatelskiey; o ofiarach, i tam daley.

Poosme. Wyroki Sądow Kryminalnych, tak o ukaraniu winnych, iak o uwolnienia nieprzekonanych.

Ponieważ zaś szczupłe dochody Skarbu, zaledwie wystarczaiące gwałtownieyszym potrzebom, niedozwalaią Rządowi łożyć kosztu, ku wykonaniu tego przedsięwzięcia; przeto Redaktorowie Gazety Rządowey zwykłym sposobem na prenumeratę ią podaią: oświadczaiąc, iż ieśli pokaże się iaki zysk z tey Gazety, po opłaceniu druku, papieru, i innych wydatkow, chętnie go na rzecz publiczną ofiarować będą.

Na półrocznią prenumeratę płacić się ma Złł: 36. z Pocztą zaś kosztuie Złł: 48. Częściami kupuiący, za każde pół Arkusza gr: 6. zapłacą.

Prenumerata odbieraną będzie w Kantorze teyże Gazety, w Szkołach Po-Jezuickich na pierwszym Piętrze na Ulicy Jezuickiey. U X. Matcińskiego Rządcy Drukarni Wydziału Instrukcyi w Kollegium Poiezuickim. U Obywatela Arciszewskiego na Poczcie w Expedycyi Gazet.

Że zaś ta Gazeta codzień wychodzić będzie, ( wyiąwszy Niedziele) przeto mieszkaiący w Warszawie część Gazety wyszłey z druku, codzień odbíerać mogą, to iest od godziny 10. do 12. z rana. Od 4. do 6. po południu.
Pierwszy Numer wyidzíe dnia 1. Lipca 1794. Roku.

Co warte odnotowania, data wydania pierwszego numeru gazety nie była przypadkowa, ponieważ wypadła zaledwie trzy dni po słynnym „wieszaniu zdrajców” (chodzi o tzw. drugie wieszanie, będące w rzeczywistości samosądem, a nie o „pierwsze”, które miało miejsce 9 maja 1794 r. kiedy to wykonano egzekucje skazanych przez sąd kryminalny Targowiczan – skazanymi byli: Zabiełło, Ankwicz, ożarowski oraz bp Kossakowski).

Oznacza, to zapewne, że warszawskie władze chciały przedstawić w gazecie swoją wersję wydarzeń, aby być może zdjąć z siebie odpowiedzialność, za te wydarzenia.

Sama treść gazety z 1 lipca zostanie opublikowana w jednym z kolejnych wpisów na Bestiariuszu,

PS.

Transkrypcja dokonana została jako praca społeczna przy pomocy oprogramowania znajdującego się na stronie internetowej „Wirtualnego Laboratorium Transkrypcji”.

Konfrontacja poetycka nr 3… Herbert vs Gajcy

Tadeusz Gajcy (ur. 1922) debiutował w okresie okupacji niemieckiej w 1942 r., Zbigniew Herbert (ur. 1924) dużo później.  Byli rówieśnikami, a choć o tym zapominamy, należeli do tego samego pokolenia.

pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys

jak ty – podniesiesz na mnie kamień
lub rzucisz z wzgardą ziemi grudę.

Ilustracja graficzna:

PIC_24-380a

Opis obrazu: Nierozpoznani żołnierze podczas pogrzebu.
Data wydarzenia: 1941 – 1942
Miejsce: Buzułuk

Hasła przedmiotowe: duchowieństwo, wojsko, wojna światowa II, pogrzeby,

Inne nazwy własne: Polskie Siły Zbrojne w ZSRR,

Zespół: Archiwum Fotograficzne Tadeusza Szumańskiego

Sygnatura: 24-380a

Staropolszczyzna w nowym wydaniu… Adam Strug śpiewa pieśń Władysława z Gielniowa

Polecam, fenomenalne wykonaniu pieśńi Władysława z Gielniowa. Śpiewa Adam Strug a towarzyszy mu z lirą korbową Mateusz Kowalski.

Jezusa Judasz przedał za pieniądze nędzne,
Bog Ociec Syna zesłał na zbawienie duszne;
Jezus kiedy wieczerzał, swe ciało rozdawał,
Apostoły swe smutne swoją krwią napawał.

Znalezione na blogu: http://blog.polona.pl/2015/04/adam-strug-piesn/

[Władysław z Gielniowa] Pieśń o Bożym umęczeniu nabożna i barzo piękna, wszelkiemu krześcijaninowi potrzebna, W Krakowie : Mattheusz Siebeneycher, 1558.

„Abraham Stern – pierwszy polski konstruktor maszyn liczących” – artykuł z 1986

Źródło: pl.wikipedia.com

Źródło: pl.wikipedia.com

Miesięcznik „Informatyka”, Luty Marzec 1986

Źródłó: http://www.sk-kari.put.poznan.pl/Stoklosa/KopieArtykulow/A2.pdf

JANUSZ STOKŁOSA, Politechnika Poznańska
Abraham Stern – pierwszy polski konstruktor maszyn liczących
Schickard, Pascal, Leibniz i Babbage znani są jako pierwsi wynalazcy maszyn do liczenia [1, 2]. Mniej znani są polscy prekursorzy informatyki; za pierwszego jest uważany Abraham Stern.

Abraham Stern urodził się w Hrubieszowie w roku 1769. Oddany na naukę do zegarmistrza, zwrócił na siebie uwagę Stanisława Staszica, w którym zyskał protektora. Z jego inspiracji, jako samouk zgłębiał matematykę. W latach 1808—1826 Staszic pełnił funkcję prezesa Towarzystwa Królewskiego Warszawskiego Przyjaciół Nauk, które w warunkach rozbiorów zapoczątkowało realizację idei Polskiej Akademii Nauk. Jego członkowie pochodzili z całego obszaru dawnej Rzeczypospolitej i choć główną działalność rozwijano w Warszawie, utrzymywano również kontakty ze znanymi ośrodkami naukowymi w Wilnie i Krzemieńcu.

W grudniu 1812 roku Stern zwrócił się do Towarzystwa z prośbą o ocenę jego czterodziałaniowej „machiny arytmetycznej”. W styczniu 1813 roku recenzenci przedstawili opinię, w której czytamy [3]: „Machina ta na rozmaite zagadnienia deputacyi, co do dodawania, odciągania, mnożenia i dzielenia, odpowiedziała z wszelką dokładnością, tak, że i ułamki, jakie pozostają z niepodzielnej liczby w dzieleniu, wskazała (…). Po rozebraniu tej machiny przekonała się deputacya, o niezawodności onej, a tak i do rzeczy, jako i mechanizmu samego wynalazca onej na wielkie pochwały zasługuje„. Dalej następuje opis arytmometru: „Machina ta ma kształt skrzyneczki, czyli równoległościanu. Znajdują się w niej na wierzchu trzy rzędy z cyferblatami złożone. Każdy cyferblat podzielony jest na dziesięć części, dla umieszczenia naokoło brzegu onego wszystkich jedności i zera. Pierwszy cyferblat po prawej ręce stanowi jedności, drugi dziesiątki, trzeci — sta itd. Każdy cyferblat będąc poziemnie osadzony, obraca się naokoło swej osi. Cyferblaty te pokryte są blaszkami z okienkami, w pewnych odstępach nad cyferblatami, na które to okienka żądane cyfry nakręcają się, we wszystkich innych zera zostawując. Dwa rzędy takich cyferblatów stanowią zagadnienie, a trzeci — wypadek wskazuje. Średni rząd cyferblatów, na którym najwięcej zależy i przy którym korba do obracania jest umieszczona, w półokręgu tylko ma jedności umieszczone, pod którymi sztyfty ruchome, na dół i do góry iść mogące, danemi są. Te sztyfty początkiem są całej sztuki, albowiem tyle onych wypadnie na dół, jaką cyfrę pod okienko podsunie się (…)„. W konkluzji, recenzenci zalecają uproszczenie maszyny.

Stern kontynuuje prace. Uzyskuje zasiłek Towarzystwa i pensję rządową, którą mu Towarzystwo wyjednało. W roku 1817 ma już udoskonaloną wersję maszyny, która oprócz dodawania, odejmowania, mnożenia i dzielenia wykonywała także pierwiastkowanie i umożliwiała sprawdzanie wyników. Na posiedzeniu Towarzystwa 30 kwietnia tegoż roku przedstawia „Rozprawę o machinie arytmetyczney połączonej z machiną do wyciągania pierwiastków z ułomkami” mówiąc [5]: „(…) ułożyłem sobie, powtórną Machinę z Metalu sposobem mocnym i trwałym, z wszelką dokładnością zrobić. A chociaż takowe przedsięwzięcie, osobliwie w pierwiastkowym swym stanie, czasu i znacznego funduszu naopędzenie kosztów wymagało, czego ieszcze ówczesne krytyczne woienne położenie kraju polskiego, którego iestem rodakiem, trudniejszym dla mnie uczyniło, przecież nie oszczędzając z mey strony usiłowań, to moie oświadczenie uskuteczniłem (…)„.

Był już wtedy (od 9 lutego 1817 roku) członkiem korespondentem Towarzystwa. Pracował nad innymi wynalazkami. W listopadzie 1818 roku przedkłada rozprawę o trzech nowych maszynach: młockarni, tartaku i żniwiarce [6], a w maju 1820 roku, wespół z J. K. Skrodzkim, opinię o projekcie anonimowego autora, w której zamieszczono wyniki eksperymentów z żelaznym łańcuchem. Łańcuchy takie miały być stosowane przy budowie projektowanego mostu na Wiśle.

Potem, w 1821 roku przedstawił Towarzystwu model nowego urządzenia, które nazwał „wózkiem topograficznym”. Maszyna była przeznaczona „do mierzenia gruntów i razem rysowania ich figur” [4]. Testy wykonywano na podwórku uniwersyteckim. W tymże roku, 4 lutego został członkiem przybranym Towarzystwa [9]. W roku następnym zaprezentował „narzędzie swego wynalazku służące do dochodzenia odległości punktów niedostępnych i zdejmowania planów na ziemi z jednego punktu bez rachunku trygonometrycznego” [4], a w roku 1827 mówił o udoskonalonej przez siebie maszynie do żęcia.

W dniu 3 stycznia 1830 roku Abraham Stern awansował na członka czynnego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. „Oświadcz wdzięczność moją Towarzystwu, naszemu za ten wymiar sprawiedliwości (…)” — pisał generał, a jednocześnie dramatopisarz i chemik, Aleksander hr. Chodkiewicz, do ks. Edwarda Czarneckiego [3]. Po styczniowych wyborach Towarzystwo liczyło 57 członków czynnych, 35 przybranych, 48 honorowych i 88 korespondentów. Wskutek represji po powstaniu listopadowym, w roku 1832 zostało ono rozwiązane dzieląc los działającego od 1816 roku Uniwersytetu Warszawskiego. Stern nie zaprzestał jednak działalności konstruktorskiej. W roku 1836 wynalazł jeszcze „pełen prostoty mechanizm, ochraniający w rozbieganiu się koni tak sam powóz, jakoteż i osoby w nim siedzące” [9].

Oprócz rozpraw naukowych, pisanych w języku polskim, Stern uprawiał również działalność literacką, w tym również poetycką w języku hebrajskim.

Był również pierwszym rektorem (w latach 1826—1835) Warszawskiej Szkoły Rabinów, jedynej żydowskiej szkoły średniej w Królestwie Polskim (1826—1863). Przedmioty ogólne (wśród nich matematyka, historia, geografia) były w niej wykładane w języku polskim. Stern pełnił jednak tę funkcję wyłącznie nominalnie, nie chcąc odrywać się od swojej pracy naukowej i literackiej [7]. Zmarł w Warszawie 2 lutego 1842 roku.

Wynalazki Sterna, wśród nich maszyna arytmetyczna, nie znalazły praktycznego zastosowania. Nie znalazł się nikt, kto by podjął się ich produkcji.

Kontynuatorem myśli konstruktorskiej Sterna był tylko jego zięć Chaim Zelig Słonimski (1810—1904), który za pracę naukową dotyczącą ulepszonej wersji maszyny arytmetycznej Sterna, uzyskał w roku 1844 nagrodę Akademii Nauk w Petersburgu. Wynalazł także „sposób przekazywania 4 telegramów na jednym przewodzie” [10].
Na zakończenie warto przytoczyć prorocze fragmenty przemówienia, jakie Stern wygłosił w 1818 r. na posiedzeniu Towarzystwa [6]:

Słabość sił fizycznych człowieka dowodzi, że przyrodzenie rozkazało mu siłami umysłu więcej niż siłami ciała pracować. Dążyć on więc powinien do rozszerzenia granic mechaniki: za nią w krok postępują bogactwa i potęga państw, w których ona jest uprawiana. (…) Człowiek powinien tworzyć machiny i nimi kierować, a one wyręczać go w uciążliwej pracy. Narody, które wydoskonaliły przemysł, panują nad światem, te zaś, które go zaniedbały, popadły w słabość, ciemnotę, ubóstwo i niewolę„.

LITERATURA
[1] Czyżo E., Matusek T.: Prekursorzy współczesnej inofrmatyki. Informatyka, nr 11, 1984, str. 1-4
[2] Kaufmann H.: Dzieje komputerów. PWN, Warszawa, 1980
[3] Kraushar A.: Towarzystwo Warszawskie przyjaciół Nauk, ks. II, 1807-1815. Gebethner, Kraków, 1902
[4] Michalski J.: Z dziejów Towarzystwa Przyjaciół Nauk. TNW, Warszawa, 1953
[5] Stern A.: Rozprawa o machinie arytmetyezney. Roczniki Towarzystwa Królewskiego Warszawskeigo Przyjaciół Nauk, t. 12, Warszawa, 1818, str. 106—127
|6] Stern A.: Rozprawa o trzech nowych machinach: to iest młockarni, tartaku i do żęcia zboża. Roczniki Towarzystwa Królewskiego Warszawskiego Przyjaciół Nauk, t. 13, Warszawa, 1820, str. 42-55
|7] Strzemski M., Warszawska Szkoła Rabinów (1826—1863) najdziwniejsza w świecie. Znak, nr 339—340, 1983, str. 361-364
[8] Swiderska E., Tendencje społeczno-kulturowe wśród Żydów polskich w XIX wieku. Znak, nr 339—340, 1983, str. 344-358
[9] Wójcicki K. W., Abraham Stern. Tygodnik Ilustrowany, nr 248, Warszawa, 25 czerwca 1864, str. 233-234
[10] Żydzi polscy. Dzieje i kultura. Interpress, Warszawa, 1582.
rcomputers-visual-overview.html

 

A jako bonus wklejam dodatkowo dwa obrazki z bliższej już nam epoki czyli połowy XX wieku.

Christus resurrexit. Χριστός ἀνέστη!

Źródło: www.wga.hu

Źródło: http://www.wga.hu ANDREA DA FIRENZE (1366-67); Resurrection (north vault cell); Cappellone degli Spagnoli, Santa Maria Novella, Florence

Trzy Maryje poszły,

Drogie maści niesły,

Chciały Krysta pomazać,

Jemu cześć i chwałę dać.

Alleluja.

Gdy na drodze były,

Wespołek mowiły:

Kto nam kamień odłoży,

Za ktorym jest grob boży?

Alleluja.

A patrząc uźrzały,

Gdy u grobu stały,

On kamień odwalony,

Tak wielmi niepodobny.

Alleluja.

Gdy do grobu weszły,

Anioła sie lękły

U grobu siedzącego,

Jasnością odzianego.

Alleluja.

Gdy z daleka stały,

Rzekł im anjoł biały:

Nie bojcie sie, siestrzyce,

Powiem wam tajemnice.

Alleluja.

Jezusa szukacie,

O nim sie pytacie?

Wstałci z martwych, tu go nie,

Oto mieśce, odzienie.

Alleluja.

Powiedzcie zwolenikom,

Jego miłośnikom:

Do Galilee idźcie,

Tam go wszytcy uźrzycie.

Alleluja.

Źródło: http://www.staropolska.pl/sredniowiecze/poezja_religijna/Trzy_Maryje.html

PS. Po kliknięciu na obrazie powinna się pojawić jego wersja w pełnej rozdzielczości. Polecam.

Maszyna do generowania sądów

Jeszcze jeden cytat ze wspomnianej już na „łamach” Bestiariusza książki „Granice interpretacji” http://wp.me/p1YXbv-ez autorstwa Bartosza Brożka – opatrzony ilustracjami ze strony http://history-computer.com/Dreamers/Llull.html  – z rozdziału: „W poszukiwaniu języka doskonałego”:

„Mit języka doskonałego był żywy nie tylko w cza­sach biblijnych, ale i w późniejszych dziejach kultury europejskiej. (…) Rajmund Lullus, jedna z najciekawszych postaci przełomu XIII i XIV wieku, znany jako Doctor Illuminatus, urodził się w rodzinie bogatego obywatela Barcelony. Przez wiele lat prowadził niezależne życie trubadura i rycerza, (…) [potem] przeżył wizję Chrystusa na krzyżu, pod wpływem której się nawrócił. Nauczył się języka arabskiego, by głosić prawdę Bożą wśród muzułmanów, rozdał swój majątek biednym i odbył wiele pielgrzymek oraz po­dróży, zarówno naukowych (na Uniwersytet Pary­ski w roku 1288), jak i misyjnych (do Tunisu w latach 1293, 1307 i 1314). W 1274 roku miał na Monte Randa widzenie, w którym Bóg objawił mu zasady ars magna – wielkiej sztuki, które wyłożył w dziele Ars generalis ultima z 1308 roku.

Celem Ars magna było takie przedstawienie zasad wiary chrześcijańskiej, żydowskiej i muzułmańskiej, by można było łatwo rozstrzygnąć , które z nich są praw­dziwe. Lullus zaprojektował w tym celu „maszynę” do generowania sądów. Maszyna bazowała na języku, któ­rego alfabet zbudowany był z dziewięciu liter; każda z liter miała sześć znaczeń (atrybut Boga, nazwa rela­cji, partykuła pytajna , nazwa obiektu, nazwa cnoty mo­ralnej, nazwa wady moralnej):

B – oznacza: dobroć (bonitatem), różnicę (differen­ tiam), czy? (utrum), Boga (Deum ), sprawiedliwość (iustitiam), łakomstwo (avaritiam);

C – oznacza : wielkość lub potęgę (magnitudinem), zgodność (concordantiam), co? (quid), anioła (ange­ lum), roztropność (prudentiam), obżarstwo (gu/am);

D – oznacza: wieczność lub trwanie (aeternitatem siv edurationem), przeciwieństwo (contrarietatem), skąd? (de quo), niebo (caelum), męstwo (jortitudi­ nem), rozpustę (luxuriam);

E – oznacza: moc (potestem), początek lub zasadę (principium), przez co? (quare), człowieka (animam rationa/em sive hominem), umiarkowanie (temperan­ tiam), pychę (superbiam);

F – oznacza: mądrość (sapientiam), środek (medium), jak wielki? (quantum), wyobrażenie (imaginativam), wiarę <fidem), smutek (accidiam);

G – oznacza: wolę (voluntatem ), koniec lub cel <finem), jakiego rodzaju? (quale), zmysły (sensitivam), na­ dzieję (spem), zazdrość (invidiam) ;

H – oznacza: cnotę (virtutem), większość (maiorita­ tem), kiedy? (quando), życie organiczne (vegetati­ vam), miłość (caritatem), gniew (iram) ;

I – oznacza: prawdę (veritatem), równość (aequalita­ tem), gdzie? (ubi), pierwiastki (elementativam), cier­ pliwość (patientiam), kłamstwo (mendacium);

K – oznacza: chwałę (gloriam), mniejszość (minorita­ tem), w jaki sposób i z kim? (quo modo et cum quo), narzędzia (instrumentativam ), pobożność (pietatem), nietrwałość (inconstantiam ).

Alfabet ten służył Lullusowi do budowy złożonych wyrażeń, a zasady ich konstruowania przedstawiały cztery figury. Pierwsza figura:

pozwalała na konstrukcję takich sądów, jak choćby bonitas est ma­gna (dobro jest wielkie) czy magnitudo est bona (wielkość jest dobra).

Z kolei figura druga –

wykorzystująca dodatkowe pojęcia: różnica, zgodność, sprzeczność, mniejszość, większość, równość, początek, środek i ko­niec – była figurą pomocniczą, pozwalającą na usta­lanie relacji pomiędzy pojęciami oznaczanymi za po­mocą podstawowych dziewięciu liter alfabetu.

Figura trzecia umożliwiała – przy uwzględnieniu figur pierw­szej i drugiej – na budowanie rozmaitych zdań w formie podmiotowo-orzecznikowej, jak na przykład „Dobroć jest wielka”, ale i „Dobroć jest zgodna”.

Natomiast figura czwarta wspomagała konstrukcję „sylogizmów”, takich choćby jak „To, co dobre, jest wielkie”; „To, co wielkie, jest wieczne”; zatem „To, co dobre, jest wieczne”.

Już z tej pobieżnej prezentacji widać, że Lullusowa Ars Magna nie pozwalała w sposób czysto mechaniczny generować zdań prawdziwych; było to raczej narzędzie, które – ukazując możliwe relacje między pojęciami – mo­gło pomóc w rozumowaniu, ale rozumowania i sądu nie zastępowało. Ostatecznie to filozof – choćby i posiłkując się Lullusowymi figurami – musiał ocenić, które sądy za akceptować, a które odrzucić. W Ars magna odnajdujemy jednak coś ważnego – ogólny kierunek, w którym zmierzać miały późniejsze poszukiwania języka doskonałego. Kie­runek ten wyznacza forma wypowiedzi, a może mó­wiąc precyzyjniej – relacje między pojęciami. Ta formalna donkiszoteria Lullusa nie jest jeszcze przesadna – Lullus nie marzy, by forma wypowiedzi decydowała o jej treści, by syntaktyka generowała semantykę; jego „logika” pozo­staje raczej logiką treści, nie jest więc logiką par excellance. Ale Lullus przeczuwa już, że poszukiwać języka doskona­łego, takiego, który ma ludzi łączyć, a nie dzielić, można tylko tam, gdzie istnieje coś intersubiektywnie sprawdzalnego i kontrolowalnego to forma wypowiedzi jest obiektywna, treść zaś pozostaje w cieniu subiektywności”.

Jadwiga Jełowicka „W cieniu siedmiu wojen” – jest ebook!

Kilkukrotnie pisałem już na blogu o książce p. Jadwigi Jełowickiej „W cieniu siedmiu wojen”.

Dotychczas wspominałem o wersji drukowanej. Tym razem chciałbym poinformować, że pojawiła się jej wersja elektroniczna. Za jedyne 9.10 zł można ją kupić na stronie: http://virtualo.pl/cieniu_siedmiu_wojen/cursor_media_sp_o_o/p381i131613/?q=cursor (wersje .epub lub .mobi)

Pani Jadwiga Jełowicka, pochodzi z rodziny o dużych tradycjach patriotycznych, którą los rzucił na Kresy. Autorka dzieciństwo spędziła między innymi w Żytomierzu, a część wojny na Wołyniu. Następnie w przed sierpniem 1944 r. znalazła się w Warszawie, gdzie wzięła udział w Powstaniu.

Żytomierz Źródło: www.wikipedia.com

Żytomierz
Źródło: http://www.wikipedia.com

Namówiona przez znajomych i rodzinę spisała swoje wspomnienia. Obecne – drugie uzupełnione wydanie książki – zawiera oprócz wspomnień autorki także wspomnienia osób, które wspólnie z rodziną Jełowickich przeżyły trudne czasy pierwszej połowy XX w.

Książka „W cieniu siedmiu wojen”. To hołd złożony polskiemu kresowemu ziemiaństwu za jego postawę i ofiarność, zwłaszcza w latach 1917-1945. To swiadectwo trudnych czasów rewolucji bolszewickiej, odbudowy Polski po rozbiorach, tragedii 1939 r. i podwójnej okupacji, a także losów osób deportowanych na tereny Związku Radzieckiego, losów osób pozbawionych ich „ukochanych Kresów„. Ta książka pokazuje jak wielkie wydarzenia historyczne, wpływają przede wszystkim na losy pojedyńczych osób, rodzin.

148658

Autorka od razu, na początku książki wyjaśnia, skąd się wziął tytuł:

Siedem wojen!
1914 – I wojna światowa
1917 – Rewolucja bolszewicka
1920 – Inwazja bolszewicka
1939 – II wojna światowa i wtargnięcie Armii Czerwonej
1941 – Wojna niemiecko-sowiecka
1944 – Powstanie Warszawskie
1945 – Tak zwane wyzwolenie – gorsze niż wojna

Wszystkie te dramatyczne wydarzenia oraz trudne, lecz skromne życie w krótkim okresie pokoju między wojnami światowymi są opisane z dużą swadą, a dramatyczne wydarzenia przeplatają się z ciepłymi i pełnymi humoru wspomnieniami rodzinnego domu na Kresach.

Zawsze gdy piszę o tej książce staram się wkleić jakiś jej ciekawy fragment. Dziś „na tapetę trafi” wspomnienie z czasów „za pierwszego Sowieta” (czyli 1940 r.) :

Mydło gotowało się z łoju zwierzęcego. Do tego była potrzebna soda kaustyczna, kalafonia, a jak nie było kalafonii, to żywica. Pierwsze wyroby były mało udane, ale sprzedać je trzeba było, dlatego że ten materiał został zużyty, a nie byłoby za co kupić następnego. W każdym
razie tym praliśmy, tym się myliśmy, więc się nadawało do użytku. Teraz okazały się talenty handlowe Szczepka, który chodził po ludziach i mówił, że mamy mydło do sprzedania. I tak mówił: „Ono właściwie nie bardzo się pieni, ale bardzo dobrze brud zbiera”. Podziwialiśmy go za taką zdolność reklamy.

Był jeszcze drugi sposób zarabiania. Tatuś i Olo kupowali słoninę i jakieś mięso, potem Olo wiózł je do Lwowa. Było to bardzo niebezpieczne, bo handel mięsem był surowo karany. Modliliśmy się bardzo, żeby szczęśliwie dojechał i szczęśliwie wrócił. W ten sposób zaopatrywał
ciocię Marynię, ciocię Andzię, pewnie ciocię Micię, różnych znajomych i krewnych we Lwowie. Sprzedaż szła z ręki do ręki, w sposób względnie bezpieczny. To wszystko było bardzo uciążliwe. Raz Olo podpadł, a ponieważ był nieletni, wezwali Tatusia na NKWD. Myśmy truchleli: Boże, co z tego będzie. Po kilku godzinach Tatuś wrócił, troszkę się uśmiechał, byliśmy szczęśliwi, że wrócił. I pytamy: „Co było?”. A Tatuś mówi: „Zapytali mnie: Czy obywatel wie, że obywatela syn uprawia paskarstwo, handluje mięsem?”. „Nie, nie wiem”. „No to ja panu mówię, niech pan to załatwi, bo będzie źle”. „Dobrze, jak go zobaczę, to mu tak w skórę wleję, że popamięta”. I w ten sposób po prostu obronił Ola i siebie. Młodość i „głupota”, a także ojca „pomogło, że Tatuś dobrze mówił po rosyjsku i miał „praktykę” z czasów rewolucji.

Wszystkich zainteresowanych zapraszam do kupienia książki, a innych proszę o polubienie jej „profilu interentowego” na znanym portalu społecznościowym: https://www.facebook.com/siedem.wojen

Na koniec przypomnę fragment przedmowy Tadeusza Epszteina:

Rodzina Jełowickich spędziła dwudziestolecie we wschodniej części dawnej Galicji, która we wrześniu 1939 r. została wchłonięta przez Sowietów.

(…)

Autorka nie pomijają w swoich relacjach nawet bardzo trudnych tematów – cierpienia i śmierci swoich najbliższych. Jednocześnie sporo miejsca poświęciły zwykłym opisom dnia codziennego, ilustrując czytelnikowi najdrobniejsze sprawy: warunki mieszkaniowe, edukację, pracę zawodową, stosunki rodzinne, życie towarzyskie, odpoczynek i zabawy, sposób odżywiania, zmagania ze zdrowiem i higieną itd. Uderza w całej narracji, szczególnie Jadwigi Jełowickiej, pewien spokój i optymizm. Nawet w tych fragmentach, w których Autorka opisuje tragiczne wydarzenia wojny i okupacji, nie znajdziemy zaciekłości czy nienawiści do wroga, postaw zupełnie zrozumiałych w takich sytuacjach. Z pewnością upływający czas ułatwia spojrzenie na przeszłość z większym dystansem, ale tu dodatkowym sojusznikiem jest wiara Autorki, która pozwala jej widzieć głęboki sens nawet w najpoważniejszych doświadczeniach życiowych.

Jeżowe post scriptum – wypis z książki z 1783 roku oraz współczesny film

Historya Naturalna Krolestwa Polskiego, Czyli Zbior krotki […] Zwierząt, Roślin y Minerałow […]
rok wydania 1783

dostępny: http://www.dbc.wroc.pl/dlibra/docmetadata?id=24057&dirds=1&tab=2

JEŻ zwierzę od głowy do ogona, y po bokach jest ostremi kolcami okryty, znajduje się pospolicie w gęstych i wilgotnych lasach. Samica w wypróchniałym drzewie usławszy gniazdo, rodzi czworo młodych. Żyją myszami, chrząszczami, i owocami, po które łażą na drzewa; w jesieni gdy wiele jabłek znajdują pod drzewem, taczają się po nich i utkwione na kolcach znoszą do jamy. W dzień się kryją, a w nocy wyłażą ku pożywieniu, na zimę zasypiają jak Borsuki. W niebezpieczeństwie zwijają się w kulę, i tym się bronią, ale wrzucone w wodę rozwijają się. Tłustość z nich zażywa się do lekarstw, dekokt jest doświadczonym lekarstwem na puchlinę węwnętrzną.

oraz film o życiu jeży, oczywiście z komentarzem Krystyny Czubówny

Jeszcze staropolszczyzny: polskie tłumaczenie Kanonu Rzymskiego…

Ponieważ wpis dotyczący szesnastowiecznego listu żaka do rodziców w sprawie pieniędzy na studia http://wp.me/p1YXbv-8M spotkał się z dużym odzewem (rekordowa liczba wejść na bloga, dyskusje na forum http://www.rebelya.pl/forum).

Tym polecam razem uwadze tłumaczenie (a właściwie piętnastowiecznę glosę) tekstu Kanonu Mszy św. całość znajduje się na stronie http://staropolska.pl/sredniowiecze/modlitwy/kanon.html

Inicjał z początkowymi słowami Kanonu: „Te igitur…(Ciebie więc….)” Źródło: http://digitalcollections.nypl.org/

Tekst glosy


Wersja współczesna (1956 r.)


Ciebie tegodla (albo przeto) namiłościwszy Oćcze, przez Jezu Krysta, Syna twego, Pana naszego, nabożni  modlimy sie i prosimy, aby przyjem<ne> jimiał i przeżegnał  ty dary, ty <daniny> i ta święta obiatowania nieporuszona.

(…)

Nad jeż miłościwym i też lubieźliwym, jasnym obliczym weźrzeć raczy i przyjęte (albo przyjemne) jimieć, jako przyjęte jimieć raczył jeż obiatę, dary, ofiary dziecięcia twego sprawiedliwego Abel i obiatę pirzwego oćca naszego Abrama, i to, cso tobie ofierował nawięcsy kapłan twoj Melchizedech, święci ofiarę, niepokalaną obiatę.

Nabożni, pokorni ciebie prosimy, wszechmocny Boże, każy ty donieści przez ręce świętego anjoła twego na wysokości ołtarza twego przed obliczym bożej mocy twej i racz dać, aby jile kole jich z tej ołtarzowej uczęstności naświętszego Syna twego ciało i krew przyjęlibychom, wszym pożegnanim niebieskim i miłością Ducha Świętego napełnieni bychom byli.

Ciebie więc, najmiłościwszy Ojcze, przez Jezusa Chrystusa Syna Twojego, Pana naszego, pokornie błagamy i prosimy: przyjmij te (+) dary, te (+) daniny, te (+) święte, nieskalane ofiary.

(…)

Racz na nie wejrzeć przejednanym i łaskawym obliczem i przyjąć je tak mile, jak mile przyjąć raczyłeś dary sprawiedliwego sługi Twego Abla i ofiarę Patryjarchy naszego Abrahama i tę, którą Ci złożył najwyższy Twój Kapłan Melchizedek, ofiarę świętą, hostię niepokalaną.

Pokornie Cię błagamy, wszechmogący Boże, rozkaz, by ręce świętego Anioła Twego zaniosły tę Ofiarę na niebiański Twój ołtarz, przed oblicze Boskiego Majestatu Twego, abyśmy wszyscy, tego ołtarza uczestnicy, pożywając przenajświętsze + Ciało i Krew + Syna Twego, otrzymali z niebios pełnię błogosławieństwa i łaski.

[Dwudziestolecie] „Biblioteka latająca” we wspomnieniach Jadwigi Jełowickiej

W cieniu siedmiu wojen - okladka ksiazkiPani Jadwiga Jełowicka, w swoich wspomnieniach zatytułowanych „W cieniu siedmiu wojen” http://lubimyczytac.pl/ksiazka/231864/w-cieniu-siedmiu-wojen wspomina:

Było jedno piękne dzieło, tak zwana „Biblioteka latająca” pani Tyszkiewiczowej (późniejszej siostry Henryki w Laskach), przy ul. Belgijskiej w Warszawie. „Biblioteka latająca” działała na takiej zasadzie: płaciło się kaucję, a potem przychodziła paczka z dziesięcioma książkami. Przez tydzień czy dwa wszyscy w domu kolejno czytali, nieraz bardzo musieli się spieszyć. Mama, Tatuś i Babunia prędko czytali, a w określonym czasie wysyłali paczkę pod wskazany adres. W tym czasie nadchodziła następna, także na dwa tygodnie. Dostawali książki wartościowe. Nie wiem, czy się je zamawiało, czy też pani Tyszkiewiczowa sama wybierała co ma ciekawego i aktualnego, w każdym razie wiem, że były to książki dobre i ciekawe.

Pamiętam ten „szał” czytania, jeszcze w Żukocinie, kiedy rodzice dostali trzytomowe dzieło pt. „Bolszewicy, mienszewicy, czerezwyczajka”, o rewolucji w Rosji. Tę książkę znalazłam później już po okupacji. Oczywiście tak samo zachłannie przeczytałam, bo też dostałam na krótko, ale chciałam wiedzieć, co oni wtedy czytali. Dowiedziałam się, jak straszną krzywdę wyrządziła rewolucja narodowi rosyjskiemu. Mordowanie inteligencji i niszczenie kultury.

To czytanie w domu było niesamowite, niemal rozdzierali książki na kawałki, bo wszyscy naraz czytają. Wieczorem, ledwo poukładali dzieci spać, rzucali się na te książki.

Na Środę Popielcową.

Bazylika św. Sabiny na Awentynie – kościół stacyjny (Środa popielcowa)

http://obc.opole.pl/dlibra/doccontent?id=768

LEKCJE I EWANGELIE

NA NIEDZIELE CAŁEGO ROKU, WIELKI POST I ŚWIĘTA PRZEDNIEJSZE.

PODŁUG
PRZEKŁADU J. WUJKA
stosownie
do
MSZAŁU RZYMSKIEGO I WROCŁAWSKIECO ZEBRANE.

Wydanie nowe, zupełnie przerobione.

za dozwoleniem zwierzchności duchowny.

W OPOLU,
nakładem I. F. W. Weishaeuera.
1841

str. 38-39

Na Środę Popielcową.

LEKCYA;

Joel. II, 12-20.
To mówi Pan: Nawróćcie się do mnie z wszystkiego serca waszego w poście i w płaczu i w żalu.  Rozdzierajcie serca wasze, a nie szaty wasze, a nawróćcie się do Pan Boga waszego: bo jest dobrotliwy i miłosierny, cierpliwy i mnogiego miłosierdzia, i odpuszcza złość. Kto wie, jeźli się nie nawróci i odpuści i zostawi po sobie błogosławieństwo na śniedną i mokrą ofiarę dla Pana, Boga waszego. Zatrąbcie w trąbę na Syonie, poświęćcie post, zwołajcie zgromadzenie. Zgromadźcie lud, poświęćcie kościół, zbierzcie staruszków, przynieście dzieci i ssące niemowlątka. Niech wyjdzie oblubieniec z komory swej: a oblubienica z pokoiku swego. Między przysionkiem i ołtarzem niech płaczą kapłani, słudzy Pańscy, i mówią: Przepuść, Panie, przepuść ludowi twemu, a niedaj dziedzictwa twego na pohańbienie, żeby nad nim poganie panowali. Czemuż mają mówić narody; Gdzież jest Bóg ich? I żalem zdjęty będzie Pan nad ziemią swoją, a przepuści ludowi swemu, I odpowie Pan i rzecze ludowi swemu: Oto ja wam poślę pszenicę i wino i oliwę, i nasycicie się niemi: a niedam was więcej wv pośmiewisko między narody: mówi Pan wszechmogący.
EWANIELIA: Mat. VI, 16—22
W ów czas rzekł Jezus uczniom swoim: Gdy pościcie, nie bądźcie smutnymi, jako  obłudnicy: którzy twarze swoje szpecą, aby się ludziom zdawali poszczącymi. Zaprawdę powiadam wam, iż już wzięli zapłatę swoję. Ale ty, kiedy pościsz, namaż głowę twoję, i umyj oblicze twoje: abyś się, że pościsz, nie okazał ludziom, ale Ojcu twemu, który jest w skrytości: a Ojciec twój, który widzi w skrytości, odda tobie. Nie skarbcie sobie skarbów na ziemi: gdzie rdza i mól psuje, a gdzie złodzieje wykopują i kradną. Ale skarbcie sobie skarby w niebie: gdzie ani rdza ani mól nie psuje, a gdzie złodzieje nie wykopują ani kradną. Albowiem gdzie jest skarb twój, tam jest i serce twoje.

          Modlitwa kościelna.
Daj Panie wiernym twoim, aby postu chwalebną uroczystość i z przystoj nem uszanowaniem przyjęli i spokojnem nabożeństwem przebiegli. Przez. Pana naszego.

21 stycznia 1815 r. gazety pisały…

Dwieście lat temu, 21 stycznia 1815 r. była sobota.

gaz

Dzięki bibliotekom cyfrowym możemy sie zapoznać z gazetami, które wyszły tego dnia, na przykład Gazetę Poznańska nr 6 z 1815 r. http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/docmetadata?id=256393&from=publication lub Gazetę Warszawską nr 6 z 1815 r. http://ebuw.uw.edu.pl/dlibra/docmetadata?id=62677&from=publication

Ta pierwsza, wśród wielu informacji dotyczących między innymi trwajacego w Wiedniu Kongresu, zamieściła ogłoszenie dotyczące fałszowania pieniędzy o następującej treści:

F A Ł S Z Y W E    P I E N I Ą D Z E.

Prefekt Departamentu Poznańskiego.

Ostrzegam Publiczność, iż okazały się w Departamencie tuteyszym w cyrkulacji fałszywe 10ciogroszówki Polskie pod rokiem 1813 z mosiędzu bite, które od prawdziwych następujące znaki różnią:

1) iż są nieco większe, niezgrabnie wybite, białość ich bardziey do cyny, iak do srebra, podobna, a za naymnieyszem potarciem, żołtość mosiędzu widzieć się w nich daie; szczególniey zaś po tem rozróżnić ie można:

2) że na 10ciogroszówkach prawdziwych, obwód poobydwóch stronach składa się z 40 punktów; na fałszywych zaś jest z iedney strony punktów 34, a z drugiey, gdzie się herb znayduie, 52.  z których iedne są większe, drugie mnieysze i w nierówney od siebie odległości;

3) u liczby 10. cyfra 1. iest zupełnie gładka bez ogonka u góry;

4) słowo g r o s z y iest cokolwiek mnieyszemi literami wyrażone, i litera o niewybitna;

5) rok 1813. iest niezgrabny i ściśniony, co naywięcey z cyfr 1 i 3, rozpoznać można;

6) litery J. B. pod rokiem 1813 będące, są daleko mnieysze i ściśnione.

Z drugiey strony 10ciogroszówki fałszywey:

7) Krzyż na koronie iest większy,

8) obwód herbu bardziey owalny i wyższy,

9) głowa orła skrzywiona, skrzydło prawe większe od lewego, nogi zaś bez szponów i z ogonem pospołu zlane;

10) w herbie Saskim balki są daleko szersze, korona mało znaczna, a laur wokoło herbu całkiem niezgrabny;

11) prócz tego są o 6 assów lekszemi od prawdziwych.

Wzywa się Publiczność, aby fałszerze dopusczaiący się bicia, lub pusczaiący w cyrkulacyą takowe 10ciogroszówki, dochodzeni, przytrzymani, i Władzom Policyinym byli oddani.

Poznań dnia 11. Stycznia 1815.

podpisano: J. PONINSKI,

Za Sekretarza Generalnego, J. Lekszycki.

Natomiast Gazeta z Warszawy informowała:

Doniesienia.

Ur: Maryanna Wiśniewska, niegdyś Ur: Karola Wiśniewskiego Adwokata Warszawskiego pozostała Wdowa, wzywa JOO, JW W, WW. i innego stanu interessowane osoby, którzy używać mogli ś.p. moiego męża do iakich spraw, aby w przeciąg trzech miesięcy od daty dzisieyszey raczyli zgłosić się do mieszkaiącey przy Ulicy Szpitalney pod Nrem 1351 po odebranie za rewersem swych papierów, gdyż w przypadku wypaść mogącey szkody sami sobie przypisać ią będą musieli. O czem po trzykroć toż samo się w Gazecie Warszawskiey i Korrespondencie gazety ponowić oświadcza.

W Warszawie d. 19 Stycznia 1815 r.

Maryanna z Kociszewskich Wiśniewska Wdowa.

a ponadto:

Ostrzeżenie Publiczności potrzebuiącey Ogrodnika lub Pisarza,

Dnia 9 m. i r. b. na pomroku uszedł ze służby czterotygodniowey nazwany Józef Cwiertnieski Ogrodnik przyięty na zaświadczenie W. Ostrowskiey z Łagiewnik z pod Wielunia. Ten zabrał dwie suknie czarne zwierzchnie, kamizelkę czarną, chustkę czarną, drugą perkalową w cętki żółte, zegarek srebrny a napisem na tarczy Breguet a Paris, łyszki 4 srebrne, flintę piękną, pas lakierowany z klamrą, atłasu łokci kilka, nożyk poszestny; przytem zabrał wyzwolenie w Szląsku Kaspra Siekierki Ogrodnika na pargaminie w ięzyku Niemieckim a herbem Biskupim, kontrakt i zaświadczenie od W. Suchoskiego. Maiący papiery Kaspra wspomnionego zapewne przybierz tegoż imie, aby śmieley szkodaił Publiczności, źleże iuż iak się odkryło przy zmyślonym sobie napisanym świadectwie kilka dworów skradł znacznie pod pozorem służby, którą naypilniey zaczyna wszędzie pełnić. Do papierów, które są przy nim użył mey pieczątki małey z literami J.J. lub też kościelney. Uchodzi on za Ogrodnika lub Pisarza, umie po Polsku czytać, pisać, mówi po Niemiecku, z czego się nie wydaie. Wzrost iego mierny, lat 36, pleczysty, twarzy okrągłey, nosa krótkiego, czoła wysokiego, troszyńkę łysy, włosów rudawych, kaszkiet na głowie, surdut granatowy piękny, bóty cielęce, tołub siwawy. – Przestrzegłszy Publiczność upraszam , aby tego złodzieia wszędzie aresztowano, i mnie uwiadomiono, gdzieby się znaydował, za co przyrzekam nagrodę.

Dano w Goszczanowie pod Wartą dnia 11 r. i m. b .

X. J. J. Ilski, P. G.

Pendolino? Kiedys to było Pendolino!

Krótko. Uważam, ze zakup pociągów Pendolino w polskich warunkach był zupełnie niepotrzebny, i miał na celu jedynie doraźne polityczne korzyści. Zamiast tego należało zainwestować w poprawę infrastruktury kolejowej oraz dofinansowania do lokalnych linii kolejowych.

A poza tym doszedłem do wniosku że obecne modele pociągu na literkę P. są po prostu okropne.

No sami popatrzcie: 25 lat Pendolino w obrazach.

[Prasówka] Szekspir

http://naszdziennik.pl/swiat/116403,odkryto-pierwodruk-dramatow-szekspira.html

W Saint-Omer, w północnej Francji odkryto nieznany dotąd egzemplarz pierwszego wydania dramatów Szekspira, tak zwanego pierwszego Folio, wydanego w 1623 r. w nakładzie 800 egzemplarzy.

Jak podaje Radio Watykańskie, odkrycie to rzuca kolejne światło na związki angielskiego pisarza z Kościołem katolickim. Odnaleziony w ubiegłym miesiącu starodruk należał bowiem do zbiorów katolickiego kolegium, które w tym niewielkim miasteczku nieopodal Calais kształciło synów katolickich uciekinierów z Anglii. Co więcej, naniesione ręką poprawki i komentarze dowodzą, że dramaty te były wystawiane w tym kolegium.

O przynależności Szekspira do katakumbowego Kościoła katolickiego w Anglii dyskutuje się od dawna. Odkrycie w Saint-Omer pokazuje, że kilka lat po śmierci był on dobrze znany i ceniony w środowisku katolickich uchodźców.

Średniowiecznych animacji c.d – Kobierzec z Bayeux

Jeżeli Szanownym Czytelnikom nie jest jeszcze dosyć podziwiania „mroków”* średniowiecza, to zapraszam do obejrzenia kolejnej znakomitej animacji na podstawie średniowiecznej ikonografii.

Tym razem na tapetę została wzięta historia uwieczniona na długim kawałku płótna, na którym zręczni rzemieślnicy wyszyli „komiks” z setkami postaci. To dzieło sztuki przedstawia historię zdobycia korony Anglii przez Wilhelma i śmierć jego przeciwnika, Harolda.

The Animated Bayeux Tapestry

Twórcy:

animacja: David Newton;

muzyka i dźwięki: Marc Sylvan

http://potionpictures.co.uk/video/character+animation/15598167

 

Animacja oparta jest na fragmentach oryginalnego Kobierca z Bayeux:

Źródło: Wikipedia

widok muzeum Kobierca z Bayeux Czytaj resztę wpisu »

Komandosi Anno Domini 1792

Choć na przełomie XVIII i XIX wieku piechota walczyła głównie w formacjach takich jak linie i kolumny to stopniowo wprowadzano pewne unowocześnienia do taktyki. W tym okresie pojawiły się bowiem oddziały walczące w rozproszeniu, których żołnierze nie prowadzili ognia salwami, lecz zostali wyposażeni w precyzyjne gwintowane karabiny. Dodatkowo żołnierze takich jednostek zostali ubrani w maskujące mundury (np. w kolorze zieleni, czerni). Najbardziej znanymi z takich doborowych jednostek byli brytyjscy strzelcy z 95. Pułku „Zielonych kurtek”, a słynni stali się dzięki książkom Bernarda Cornwella o poruczniku (kapitanie/majorze) Sharpie. Jednak polskie wojsko mimo trudności organizacyjnych także próbowąło wprowadzić takie oddziały do armii Rzeczpospolitej. Jednym z inicjatorów, był prawdopodobnie Tadeusz Kościuszko, który korzystał ze swoich doświadczeń z walk w trakcie wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Konstanty Górski w swojej książce Historya piechoty polskiej (rok wydania 1893) pisze o strzelcach tak:

s. 164 i nn. Jako dowód dobrych chęci Sejmu Czteroletniego może służyć erekcya kompanii strzeleckich. Prawo o tych strzelcach zapadło jeszcze 4 lipca, ale wymagało uprzedniego uzupełnienia regimentów i dopiero po uskutecznieniu onego nakazywało zaprowadzenie przy każdej kompanii regimentu po 15 strzelców z 1 unteroficerem, czyli po 120 strzelców i 8 unteroficerów, a wszystkiegu 128 głów na regiment. Z powodu powolnego kompletowania regimentów, wcielało się to prawo w życie bardzo powolnie. Najpierw dało się ono zastosować do regimentów Wodzickiego i Czapskiegio, tem więcej, że dla tego ostatniego regimentu, ofiarował się wystawić swoim kosztem strzelców Marszałek sejmowy Małachowski. Na zaprowadzenie strzelców przy innych regimentach trzeba było zaczekać. Dnia 20 kwietnia 1791 roku Komisya wojskowa, przypominając prawo sejmowe o strzelcach, przepisała sformowanie ich przy gotowych już regimentach fizylierów i imienia Potockich, pozwalając wybrać na strzelców starych kołnierzy już wymusztrowanych i odznaczajacych się dobrem strzelaniem a zarazem zdrowych, wzrostu sredniego, lekkich, żywych i obrotnych, miejsce zaś ich zastapić kantonistami. Uzbrojenie ich miało się składać się ze sztućców, we fabrykach krajowych wyrobionych, a mundur zielony z kołnierzem, klapami podług formy regimentu i guziki z regimentowym numerem. Przepisy dla ćwiczenia strzelców obiecała Komisya wojskowa zawrzeć w osobnym dla nich regulaminie; tymczasowo zać wydała następującą instrukcyą: „Jako cała użyteczność strzelców zawisła od wprawy onych do celnego strzelania, tak powinnością będzie sztabsoficerów starać się usilnie, iżby przez pilne tych strzelców ćwiczenie w strzelaniu do celu wszystkich do najdoskonalszej zręczności, przez rozsądne wzbudzenie emulacyi, doprowadzili; ażeby strzelec, strzelbę swoje w zdolnym stanie utrzymać, w miarę jak potrzeba nabijać, odległości, skąd wystrzelić mają, sądzić i podług osądzonej odległości strzelanie swoje bądź idąc, bądź stojąc, klęcząc, lub czołgając się, bądź nareszcie leżąc z szybkością i dokładnością wymiarkować umieli; potem uczyć i wkładać ich będą do pływania, jako też: jak w marszu prędkość z porządkiem połączyć, ciągiem kroków kilkaset ubiedz, rozprószyć i prędko do porządku w szyku wracać się, przez chrósty i gęstwiny przedrzeć się, pomniejsze rowy i fosy zręcznie przeskakiwać, skały lub góry przykre przebywać, na wał czyli okop w biegu wdzierać się, jak w lesie i zaroślach, albo i innych miejscach przeszkodnych patrole czynić, za drzewem, płotem, fosą, pagórkiem ukrywać się, z miejsc tychże, do zasłony sobie obranych, skrycie do innych przesunąć się, nietylko siebie, ale i kolegów swoich bronić i odstrzeliwać. 2-do. Ile razy sie batalion w marszu znajduje, strzelcy baczne patrole przy batalionie czynić, nocą zaś maszerując, strzedz go od niespodziewanego ataku, jako też od dezercyi powinien. 3-tio. Przy czynieniu bocznych patrolów, powinność jest strzelca postarać się opanować te wszystkie miejsca niebezpieczne, któremi batalion ma przechodzić, albo któremi nieprzyjaciel mógłby podejść. 4-to. Jeżeli batalion, z przyczyny bliskości nieprzyjaciela pod bronią noc przebyć musi, oni w koło jak łańcuchem opasać batalion powinni. 5-to. Gdyby batalion przed wsią, żołnierzem nie osadzoną, stał obozem na noc, strzelcami takowa wieś ubezpieczoną być powinna; podobnie, jeśli w tyle gaju, lub zarośli stać i obozować przypadnie, tam strzelce na noc posyłać sie powinni. 6-to. U przedniej straży strzelcy, mianowicie w okolicach przerżniętych, czyli przeszkodnych, na czele znajdować się i przejście niebezpieczne opanować  i  osadzić powinni. 7-mo. Kiedy batalion do ataku idzie, lub w nacieraniu maszeruje, strzelcy przed frontom podzielić się, nacieranie batalionu poprzedzić i strzelaniem swem razić przeciwnika; skoro zać batalion będzie miał z ręcznej strzelby ognia dawać, strzelcy natychmiast z przed frontu ku skrzydłom batalionu, połowa na prawo, a połowa na lewo zabiedź i tam za batalionem stanąwszy, flanki tegoż okrywać i bronić powinni. 8-vo. Kiedy batalion w miejscu stanowiska swego bronić jest przymuszony, strzelcy także na sto mniej lub więcej kroków wysłać się przed front powinni, ażeby w miejscach upatrzonych stanąwszy, ogniem swym nieprzyjaciela nacierającego utrzymywali i mocno porazili, wprzód nim ten do formalnego ataku przyjść zdoła, albo stale, gdyby tak można, szyki onego pomieszali i do odstąpienia od zamiaru swego przymusili. Jeśliby zaś sami cofnąć się musieli, zawsze ku skrzydłom batalionu uchodzili i tam w tyle zebrawszy się, w szyku, jako wyżej stawać powinni. 9-o. Zamaszerowanic, rozwijanie, uchodzenie przez most lub inną ciaśninę, odmiana czoła i uformowanie czworogranu pod zasłoną strzelców dziać się powinno; kiedy zaś czworogran jest uformowany, strzelcy po rogach czworogranu zewnątrz stają. 10-mo. Przy szykowaniu kompanii, strzelcy przed środkiem za unteroficerami stawają; po uszykowaniu zaś kompanii komenderuje kapitan: „IMci oficerowie, unteroncerowie i strzelcy na swe miejsca”. Zaczym strzelcy z unteroficerami w jednym szeregu za frontem stawają. 11-mo. Strzelby cayli Sztućce strzelcy na lewym ramieniu trzymają, kiedy są w szyku porządnym, przy innych zaś czynnościach, wyżej przytoczonych, wolno każdemu strzelbę nosić, podług wygody i upodobania, to jednak mając na pilnej uwadze, aby przypadkowem wypaleniem żaden ze swoich nie mógł być postrzelony. 12-mo. Po wartach strzelby na kołki składać nie mają, lecz w kordygardzie w miejscu anchem i bezpiecznem zawiesić”. Instrukcyą tę mógł chyba ułożyć Kościuszko; są tu bowiem wyraźne zaczątki szyku rozprószonego, z którym ten generał zapoznał się w Ameryce, a który w Europie zaczął wchodzic w użycie dopiero świeżo podczas wojen rewolucyi francuskiej.

Źródło: http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/doccontent?id=93031

Na stronie internetowej Muzeum Wojska Polskiego znajdują się informacje na temat broni jaką mieli się posługiwać strzelcy, w tym opis jedynego zachowanego egzemplarz „sztućca” (czyli sztucera): http://www.muzeumwp.pl/emwpaedia/sztucer-kozienicki.php Warto dodać, że początkowo strzelcy posługiwali się gwintowaną bronią sprowadzaną z zagranicy (być może z saskich manufaktur).

Ponadto szukając odpowiedniej ilustracji do dzisiejszego wpisu trafiłem m.in. na artykuł uzupełniający informacje zawarte w ksiażce K. Górskiego: http://www.legiony1807.eu/index.php?s=c&p=c21

Kochane pieniążki przyślijcie rodzice… List żaka do domu – Roku Pańskiego 1538

„Pokłonienie y pozdrowienie y wssego dobrego żądam wam miły pánie oytze /

rátzćie wiedzieć mnie iesstze złáski miłego bogá zdrowim y swieżym być zmoim pánem gospodarzem y zmoią pánią gospodynią y sewssystką domową tzeládzią to bych też rad od was y od moiei miłey mátki slychał day pánie boże na długye tzásy /

Oznámuię wam miły pánie oytze przez ten moy ninieyssy list iż mi sie wmoiey gospodzie gdzie ydę k stołu dobrze wodzi /

pan y páni sprzyiáią mi bárzo y bárzo mię miłuią ia też wssyćko tzynię wdomu co mi każą iestem poslussen nietylko pánu albo pániey ále wssytkiey tzeládżi /

co sie tytze dáley szkoły niezámięszkam swey godziny nigdy / iestem pilen náuk swoych ábowiem wyscie mnie tuta dáli dla nauk á dla żadny inssy rzetzy / gdy mi pan Bog da potrwáć puł tzwarta liata nádziewam sie iż będzie vtzony tzłowiek semnie / niechcę młodosć moię proznie stráwić bych potym tego náwieki nieżałował a semnie serdetzną rádosć y serdetzne poćiessenie będżiećie mieć /

ratzćie daliey wiedzieć iż pieniędzy niedano mi iákosćie mi pisali w wassym lisćie ále iestem tey nádziey iż mi ie iesstze dádzą wssak wam potym odpissę ty pieniądze są mi potrzebne ná kxięgi y na insse rzetzy.

Syn wász

wsystkich bogu miłemu ná długie tzasy polecam pokłońćie sie tám wssystkim odemnie którzy pomnie pytáć będą.

Dano y pisano kiedy ná was wiernie spomináno.

Liátá bożego. 1538.

Źródło: Hieronim Wietor, POLSKIE KSIĄŻECZKI WIELMI POTRZEBNE KU UCZENIU SIĘ POLSKIEGO, PRZY TYM I PO NIEMIECKU WYŁOŻONE [w: Chrestomatia staropolska: teksty do roku 1543 / [wybór i oprac.] Wiesław Wydra, Wojciech Ryszard Rzepka ; [red. nauk. Władysław Kuraszkiewicz], Wrocław, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 2004].   Autorzy „Chrestomatii..” piszą o „Polskich książeczkach…”:

Podręcznik do nauki i doskonalenia języka polskiego przeznaczony przede wszystkim dla Niemców – zwłaszcza niemieckich mieszczan we Wrocławiu i na Śląsku. Stanowi kompilację różnych tekstów, niektórych wcześniej drukowanych. Książka zawiera m.in. rozmówki polsko-niemieckie, wzory odmian czasowników, słowniczek polsko-niemiecki, wyjątki z Marchołta Jana z Koszyczek, przysłowia z Marchołta, wzory listów, modlitwy i pieśni religijne. Większość tekstów dostarczył Wietorowi do wydania wrocławski nauczyciel Mikołaj Szelner.

Contra archeologiam

Bestiariusz jako dziecię młode bardzo fascynował się odkryciami archeo. Czytał o piramidach Cheopsa, Dolinie królów, Siedmiu cudach świata, pochówkach gockich wojowników itp. Kwestie takie dalej go interesują, ale pojawia mu się czasami pewien dyskomfort.
Co się robi ze zwłokami znalezionymi w takich starych grobach. Ot choćby takie mumie. Leżała sobie w spokoju w komorze grobowej, a tu przyleźli, wyciągnęli i postawili w szklanej gablocie we muzeum. Barbarzyństwo.
W sumie rozumiem, że się rozkopuje, ewidencjonuje fotografuje… ale dlaczego nie pochowa się takiego mumia z powrotem lub złoży w jakiejś krypcie?
Toż nawet żołnierzy wrogów z ostatniej wojny ekshumujemy i robimy im zaciszne zakątki, czyniąc zadość „Zmarłych pochować”. A tak zwłoki mają pecha, bo są starozytne.

Nie, wbrew tytułowi wpisu nie jestem przeciwnikiem archeo, ale myślę, że należałoby przemyśleć nasz stosunek do znajdowanych szczątków ludzkich.

PS. Zresztą tak samo mnie irytuje gdy po raz kolejny w jakimś muzeum znajduję relikwiarze, których miejsce jest w kościele, kaplicy lub podziemnej krypcie.

Kret – wykopalisko z roku 1897

 

Kret pojawił się już raz na łamach Bestiariusza (https://bestiariusz.wordpress.com/2012/05/28/bestye-2/), lecz dzisiaj chciałbym przedstawić urokliwy tekst zamieszczony w czasopiśmie „Światło (Pismo z Obrazkami dla Katolickich Rodzin Polskich)” w numerze 11 z roku 1897.

 

Kret czy jest szkodliwym i jakie jest o nim podanie ludowe.

Któż z was Czytelnicy nie widział czarnego ryjkowatego zwierzątka, co przebywa pod ziemią, co jest grube, krótkie a wałkowate, co zdaje się być bez uszów i oczów, a oprócz tego ma kusy ogonek i w porównaniu ze swą marną wielkością ogromne do kopania łapy?… Osobliwsze to zwierzątko można poznać od pierwszego wejrzenia.

Nazywa się ono kret.

Rolnikom zwierzątko to uparcie się narzuca i dla tego jest im znane — nie zaszkodzi przecież, gdy mu się bliźej przyjrzemy i zbadamy, jak żyje, jak mieszka, czem się żywi i co robi?

Kret ma minę wielkiego eleganta. Posiada porządne futro o gęstym, krótkawym i miękkim włosie, które błyszczy niby aksamit, a błyszczą mu też wąsy i jakby podstrzyżona cienka nad oczami i jakby podstrzyżona cienka nad oczami szczecina. Łapy, podeszwy łap, koniec ryja i ogon ma gołe, lecz to nie psuje buńczucznej jego miny i bardzo mu z tem do twarzy, zwłaszcza iż członki te są ładnego cielistego koloru.

Wskutek braku u niego wierzchnich uszów i niewidocznych prawie oczów, ludzie dawniejsi myśleli, że jest zupełnie głuchy i ślepy. Ale to nieprawda. Choć on nie ma takich uszów, żeby mu jak u innych zwierząt z .wierzchu sterczały, ma jednak uszy głębiej wewnątrz, i na- wet bardzo dobrym odznacza się słuchem. Nie jest pozbawiony także i oczów; leżą one między końcem ryjka i uszami, ale że całkowicie zakryte są włosami głowy, a że tak są maleńkie jak ziarnka maku, więc nic dziwnego, że ludzie nie prędko mogli je dojrzeć. Kret zatem ma oczy i nie jest ślepy, tylko że wzrok ten jest nader słaby i ponieważ światło sprawia kretowi przykrość, bardzo też rzadko wychodzi on dobrowolnie na wierzch ziemi.

Co do rąk czyli przednich łap jego, to są one tak krótkie, że nie mogą jak należy podtrzymać brzucha, brzuch na nich wsparty, włóczy się prawie po ziemi. Łapy te przeznaczone do kopania ziemi, opatrzone są w palce uzbrojone szerokimi pazurami i są odwrócone na zewnątrz czyli na nice. Budowa tych łap wyglądających niby łopaty lub szpadle tak jest osobliwa, że od pierwszego spojrzenia na kreta — bije w oczy. Oprócz tego że kret omawianych łap używa do rycia ziemi, podaje sobie także niemi pokarm do gęby, a w razie potrzeby przepłynięcia na drugą stronę jeziorka lub rzeki, używa ich jako wioseł. Za to o ile przednie łapy są silne i szerokie, o tyle znów tylne nogi są wątłe, palce w nich rozdzielone, a pazury ostre i cienkie. W ogóle biorąc kret ma taki skład ciała, że trudno mu przebywać na po­wierzchni ziemi; nie może bowiem ani skakać, łazić, ani nawet swobodnie chodzić.

To też szuka on miejsc podziem­nych. Najchętniej kopie się pod łąka­mi, polami, lasami i dąbrowami, a mniej lubi okolice górzyste i piaski. Będąc zaś niedołężny na wierzchu ziemi, nad­spodziewanie biega chyżo w podziem­nych swych korytarzach. Szybkość, z jaką ryje ciemne swe lochy, jest za­dziwiająca. Dopiero był tu, jeszcześ się nie obejrzał, a on het!… o kilkanaście już od ciebie łokci!… biegnie pod zie­mią tak prędko, jak po dobrej drodze człowiek na koniu… Kret kopie ziemie przedniemi łapami, tylnemi zaś odrzuca ją po za siebie, a kiedy w korytarzu uzbiera się jej kupa, to dobywa się wtedy na powierzchnię i tam kupę oną wyrzuca. Po owych to właśnie kupach wyrzucanej ziemi (kopcach), oraz po tem gdzie są rośliny uschłe i ziemia zapadnięta poznać można, gdzie się krecie korytarze ciągną — a ciągną się one długo, bo od 100 do 150 łokci.

Ponieważ kret przeznaczony jest do życia podziemnego i słońce go nie obchodzi, więc też jego dzień i noc inne są aniżeli innych zwierząt i ludzi. Pracuje on »jak woła przez 3 godziny i to jest jego dzień. Po trzech godzinach pracy śpi także 3 godziny, i to jest jego noc. Obudziwszy się, zaraz idzie do roboty i kopie dołki, dopóki znów jego noc nie przyjdzie, i tak ciągle. Pracuje w ten sposób nietylko w lecie, ale 1 w zimie; w zimie też często daje się widzieć, jak wyrzuca kupę ziemi 7, pod świeżego śniegu lub z pod zamarzłego gruntu. W pracy zaś tej podziemnej naprzemian zakopuje się bardzo głęboko, to podnosi się aż do samego wierzchu ziemi. Jak odpoczywa, to leży pod korzeniami drzewa albo w innem niedostępnem miejscu i legowisko jego łatwo poznać po znacznej wielkości nasypie. Próżnoby się jednak kusił, ktoby go chciał w legowisku przydybać; mając bowiem słuch doskonały, najmniejszy szmer odróżnia, i niebawem ucieka…

Obok swej pracowitości i przezorności kret jest posępny, okropnie swarliwy i drapieżny. Żywi się tylko pokarmem mięsnym, a rośliny za nic ma sobie i ani na nie spojrzy. Na pożywienie jego składają się różne podziemne owady, glisty, robaki (które za pomocą ostrego węchu wybornie wyszukiwać potrafi), oraz majowe chrabąszcze, liszki, ptaki, myszy, raki, żaby; jeżeli zaś podsunie mu się pod łapy drugi kret, to i tu bez ceremonii rzuca się na niego i z przyjemnością pożera brata!…

Jest on więc szkaradnie dziki, a i nienasycony; potrzebuje na nasz dzień tyle pokarmu, ile waży własne jego ciało, bez jedzenia nie może dłużej wytrzymać niż 12 godzin i po 12 godzinach głodu umiera. — Po korytarzach, które kret ryje, chodzą i inne zwierzęta: myszy, żaby, lecz wiedząc o tem, że z niemi nie żartuje, okropnie boją się z nim spotkać. Jakoż istotnie kret się z nim spotkać. Jakoż istotnie kret nietylko w korytarzu nie przepuści tym stworzeniom, ale poluje nawet na nie przy otworach korytarza. Przycupnąwszy tam, siedzi cichutko i podpatruje żaby, czy która nie idzie, a jak ją podpatrzy, rzuca się i za tylne nogi wciąga ja pod ziemie… Żaba krzyczy wtedy głośno i żałośnie, bo wie, co ją czeka, ale żadne jej prośby ani lamenta nie pomogą, kret chrup! chrup! chrup!!… i żaby już niema. A jak z żabami, tak samo postępuje ten rozbójnik z rakami i z jaszczurkami.

Bądź co bądź straszna ta żarłoczność czyni właśnie kreta p o ż y t e c z n y m tępicielem wrogich dla gospodarza owadów.

I dla tego, że kret jest dla nas pożytecznym, przebaczamy mu, że dokucza nam swem ryciem.

Osobliwie na polach i w liściastych lasach jest on pożądanym gościem, gdyż je starannie oczyszcza od robactwa, gąsienic oraz szkodliwych owadów. Wzruszając zaś swem ryciem orną ziemię, nawet ją czyni pulchniejszą, przez co i woda deszczowa łatwiej w nią wsiąka.

A tak stworzenie to niosąc lam pomoc rolnikowi, jest prawdziwie dobrze zasłużonym jego współpracownikiem.

Inaczej rzecz się ma co do pobytu kreta w ogrodach i na łąkach. Tu jest nieprzyjacielem. W ogrodach rozrywa ziemię, w której korzonki drogich roślin czerpią pożywienie, a na łąkach, sadząc kopce czyli kretowiska, przeszkadza kosić trawę nisko i przyprawia gospodarzów o znaczne w sianie straty.

Ponieważ kret w ogrodach i na łąkach przynosi szkodę, więc tam trzeba się od niego bronić.

Dla ochronienia tych miejsc od napaści kretów jest taka rada. Należy utłuc skorup i szkła i zakopać takowe na półtorej lub dwie stopy głębokości w okół przestrzeni, którą się chce od nich zabezpieczyć, taki ostry podziemny pierścień z pewnością wstrzyma owe zwierzęta, bo skoro zaczną się przezeń podkopywać, ukłują się w ryj i z odebranych ran wkrótce pozdychają.

W celu wystraszenia kreta z jego chodników, można tam wlać także troszkę smoły zwyczajnej: albo wetknąć chodników, można tam wlać także troszkę smoły zwyczajnej; albo wetknąć tam kawałek kamfory, czosnku, cuchnące raki, stęchłe żaby lub zepsute śledziowe główki. Kret obdarzony czułym węchem, nie znosi żadnego odoru. Więc gdy w chodniku zaleci go niemiły zapach od owych przedmiotów, ucieka ztamtąd jak najdalej i nie wróci tam, dopóki ów odór będzie w jego korytarzu.

Niektórzy ogrodnicy dla pozbycia się kretów, zasypują również ich kory tarze świeżem niegaszonem wapnem. Takiego wapna jak się tylko kret ryjkiem dotknie, natychmiast zdycha.

Że zaś kret robi więcej pożytku, jak szkody, dla tego tępić go bardzo nie należy.

A teraz posłuchajcie, jakie jest o krecie podanie ludowe. Po wsiach niektórych tak sobie gadają:

Było raz dwóch braci: każdy po ojcu odziedziczył pole. Młodszemu rola zarodziła śliczne zboże, starszemu wydała nędzne i mizerne.

Co tu robić? — myśli starszy — wmówię w brata, źe tam, gdzie piękne jest zboże, jest moje pole. Udał się do mieszkania brata i zaprosił go, aby razem poszli oglądać urodzaje. Gdy młodszy brat wyraził swoją radość, że tak piękne ma tego roku plony, na to odzywa się starszy: »Jakże ty możesz mówić, że to twoje pole i twoje zboże? wszakże ja tu siałem i orałem. Jeśli masz jakąbądź wątpliwość o prawdziwości słów moich, poczekaj, ja cię przekonam, pole samo odpowie, że do mnie należy «.

Wspomnieć trzeba, że przebiegły brat starszy wykopał przedtem jamę w zbożu, ukrył tam syna swego, którego nauczył, ażeby na pytanie, czyje to pole, odpowiedział: »twoje«.

Zboże było wysokie, jama głęboka i zasłonięta tak, że ukrytego w niej chłopca zupełnie nie można było zobaczyć. Otóż stanęli obaj bracia tuż przy zbożu, a starszy donośnym głosem się pyta: »Słuchaj, czyje to pole? « »Twoje« odpowiedział na to głos z ziemi.

Wobec takiego cudu i — odpowiedział skromny brat młodszy — »niechże to pole będzie twoją własnością, a ja zatrzymam tamto liche i mizerne«.

Obaj bracia wrócili, każdy do swojej chatki. Chciwiec był niezmiernie ucieszony, że mu się udało podejść i oszukać brata młodszego. Zadziwiło go jednak, że godzinę całą był już w domu, a syn dotąd nie wracał z pola. Czekał jeszcze godzinę, drugą również nadaremnie. Wraca znowu w pole, przychodzi na miejsce, gdzie syna ukrył, a tam z głównej jamy prowadzą nory i chodnik! na wszystkie strony. Syna też zobaczył, ale go poznać nie mógł i wierzyć nie chciał, żeby to był syn jego, bo oto, by ukarać chciwego ojca, Pan Bóg chłopca jego zamienił w kreta.

Odtąd — opowiada lud — istnieje kret i ryje w ziemi i łapki przednie ma nieco podobne do rąk ludzkich.

 

cały numer czasopisma z którego zaczerpnąłem artykuł można znaleźć tutaj: http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/doccontent?id=177197&from=FBC.

Ku pamięci… – przed 22.06.1941 r.

plakata 1940 - wspolpraca niem0-sow

Przeglądając różne zasoby cyfrowe przypomniałem sobie o takim, ciekawym plakacie z okresu Bitwy o Anglię. Jak się tak zastanowić, to zmiany sojuszy w latach 1933-1945 zdarzały się równie często jak w okresie kolejnych koalicji anty-napoleoskich.

Przy okazji polecam znakomity film „Defilada zwycięzców” o wspólnej defiladzie w Brześciu (1939 r.) http://www.filmweb.pl/film/Defilada+zwyci%C4%99zc%C3%B3w-2007-486189

 

Kombryg Kriwoszein i generał Guderian.

Obaj wojnę przeżyli i wydali nawet pamiętniki – miło w nich wspominając tę haniebną defiladę.

Wydra Jana Chryzostoma Paska…

„Pamiętniki” Jana Ch. Paska czytali pewnie wszyscy, choć większość wyłącznie w szkole, a i to we fragmentach. Dlatego większości mógł umknąć znakomity fragment tego dzieła, w którym Pasek opisuje nietypowe zwierzątko, które hasało po jego majątku. Była to oswojona wydra.

Oddajmy głos autorowi – cytat za witryną http://www.staropolska.pl http://staropolska.pl/barok/JCH_Pasek/pam1680_01.html

Przysłał do mnie król JMość pana Straszewskiego, sługę swego, z listami prosząc solenniter [usilnie] o darowanie wydry, którą chowaną miałem, tak rozkoszną, że wolałbym był partem [część] substancyjej mojej dać niżeli onę, com ją tak kochał. A najpierwej dowiedział się tam od kogoś o tej wydrze, że jest cum his et his qualitatibus [z takimi a takimi przymiotami] wydra u jednego szlachcica w województwie krakowskim, ale nie wiedziano, jako mię zowią, i nie wiedziano, do kogo owe prośby ordynować. Najpierwej tedy pan koniuszy koronny pisał do pana Bełchackiego, co potym został wicesregentem krakowskiem, żeby się dowiedział, u kogo się taka znajduje wydra i jako zowią. Więc że to była wydra sławna na całe województwo krakowskie, a potym i na całą Polskę, dowiedział się pan Bełchacki i dał wiadomość, że u mnie jest. Dopieroż tedy król ucieszył się nadzieją mówiąc, że „mnie pan Pasek dawno znajomy; wiem, że mi jej nie odmówi” – i przysyła pana Straszewskiego z listem. Pisze oraz pan koniuszy koronny, pisze pan Piekarski Adryjan, krewny mój, dworzanin królewski, prosząc, żebym tego podarunku królowi nie odmawiał, gdyż się to nagrodzi wszelką łaską i respektem króla JMości. Przeczytawszy listy, zacudowałem się: kto to tam o tym zwiastował, i pytam: Dla Boga! cóż to królowi JMości po tym? – Powiedział poseł, że bardzo król JMość żąda i prosi. Ja dopiero, że nie masz tej rzeczy u mnie, co by miała być odmowna królowi JMości. Ale mi było tak miło, jakoby mię ostrym grzebłem po gołej skórze drapał. Posłałem tedy do browarnego arendarza, Żyda, żeby rękawa wydrzanego przysłał mi, który jak przyniesiono, kładę mu na stół i mówię: „A toż Waść masz prędką ekspedycyją”. Ow patrzy: „A, żywa to tu ma być, pieszczona, o którą król JMość uprasza”. Ja tedy, pożartowawszy, jużem ją musiał prezentować, a że jej nie było w domu i tam się gdzieś włóczyła po stawach, napiwszy się wódki wyszliśmy na łąki. Począłem ją wołać jej przezwiskiem, bo się Robakiem nazywała; wyszła mokra z trzciny, poczęła się koło mnie łasić, a potym i poszła za nami do izby. Zdumiał się Straszewski i mówi: „A dla Boga! jakże to król tego nie ma kochać, kiedy to tak łaskawe!” – Odpowiem ja: „To Waść same tylko łaskawość widzisz i chwalisz; ale dopiero bardziej chwalić będziesz, kiedy obaczysz cnoty”. Poszliśmy nad staw; stanąwszy na grobli i mówię: „Robak! trzeba mi ryb dla gości, hul w wodę!” Wydra poszła, wyniosła najpierwej płocicę; drugi raz kazałem: wyniosła szczupaka małego; trzeci raz wyniosła półmiskowego szczupaka, trochę tylko na karku obraziwszy. Straszewski się za głowę porwał: „Dla Boga! co to ja widzę!” – Mówię tedy: „Każesz Waść więcej nosić? Bo ona poto będzie nosiła, poko mi nie będzie zadosyć; i trzeba ryb cebra, nanosi ona, bo ją sieć nic nie kosztuje”. – Straszewski rzecze: „Już wierzę, kiej widzę; gdyby mi kto powiedał, nie wierzyłbym”. Chwycił się bardzo Straszewski tego et consensit [i przystał na to] widząc, że to z mniejszym jego nierówno będzie kłopotem, nihilominus [niemniej] żeby królowi umiał opowiedzieć jej qualitates [przymioty]. Poko nie odjechał, pokazałem mu wszystkie jej umiejętności, które były takie:
Najpierwej, ze mną sypiała w pościeli, a była tak ochędożna, że nie tylko w pościeli źle nie uczyniła, ale pod łóżkiem nic, ale poszła do jednego miejsca, gdzie jej stawiano skorupkę; to tam dopiero odprawiła swój wczas. Druga, stróż taki w nocy, Panie zachowaj, do łóżka przystąpić; chłopcu ledwie pozwoliła z butów zzuć, a potym już nie ukazuj się, bo narobiła wrzasku takiego, że się musiał obudzić, choćby najtężej spał. A kiedym był pijany, to ona po piersiach deptała wrzeszcząc tak długo, że obudziła, gdy się kto koło łóżka przechodził. A w dzień spała tak, rozwaliwszy się gdziekolwiek, że choć ją na ręce wziął, to oczów nie rozdziewiła; tak bestyja konfidowała człowiekowi! Surowej ryby, surowego mięsa nie chciała jeść; nawet kiedy w piątek albo w post uwarzono jej kurczę lub gołębie, a nie włożono pietruszki i nie dano tak, jako należy, to nie chciała jeść. Rozumiała też tak jak owo i pies: „Nie daj ruszać!” Kiedy mię kto poszarpnął za suknią a rzekłem: „Rusza” – to skoczyła z krzykiem przeraźliwym, szarpała za suknią, za nogi, równo ze psem, którego też jednego tylko kochała – zwał się Kapreol, niemiecki, kosmaty – i u niego się wszystkiego nauczyła i inszych sztuk. Z tym psem tylko swoję miała komitywę, że to był izbedny i w drodze bywał z nią wespół. Inszych psów nie lubiła i jak do izby przyszedł, zaraz go wycięła, choćby był najroślejszy chart. Przyjechał do mnie pan Ożarowski Stanisław, ba, po prostu wespół ze mną jadąc wstąpił do mnie. Byłem mu rad; wydra też, że mię trzy dni nie widziała, przyszła do mnie, nie mogła się nacieszyć, naigrać. Miał z sobą gość charcicę piękną i rzecze do syna: „Samuelu, trzymaj tę charcicę, żeby tej wydry nie zajadła”. – Ja mówię: „Nie turbuj się Waść: nie da sobie to zwierzątko krzywdy uczynić, choć małe”. – Aż on rzecze: „Co Waść żartujesz? Ta charcica wilka się chwyta, liszka jej tylko raz ziewnie”. – Poradowawszy się mnie, wydra obaczyła psa niedomowego; przyjdzie do owej charcice i patrzy jej w oczy, i charcica też na nię; obeszła ją dokoła i powąchała jej w nogę zadnią. Odstąpiła się od niej i poszła. Ja myślę: „To to już nic nie będzie czyniła”. Jeno cośmy o czymsi poczęli mówić, aż wydra znowu wstała, co mi się układła była pod nogami, i idzie cicho po podławiu, zaszła jej znowu z tyłu; kiedy ją wytnie przez łydkę; charcica skoczy do drzwi, wydra za nią: charcica za piec, wydra za nią. Kiedy widzi, że nie ma gdzie uciec, skoczy na stół, chce w okno uderzyć, aż ją Ożarowski uchwycił za nogi. Dwa kieliszki jednak szlufowane z winem stłukła, a potym jak ją wypuszczono, nie pokazała się do pana, choć nie pojechał, aż nazajutrz po obiedzie. To się jej tak wszędzie psi bali. Ale i w drodze jeno jej pies powąchał, a ona skrzeknęła przeraźliwie, to pies zaraz uciekł. W drodze wielka była z nią wygoda, kiedy w post. Bo jak to u nas, osobliwie w tym kraju, przyjedziesz do miasteczka, spytasz: „Dostanie tu ryb kupić?” To się jeszcze dziwuje: „A skądci by się tu wzięły! I nie znamy ich”. To jadąc gdziekolwiek mimo rzekę, staw, a wydra była, sieci nie trzeba. Zsiadszy trochę z woza: „Robak, hul! hul!” – to Robak poszedł, wyniósł, jakie ryby ta woda miała, jedne po drugiej, aż było dosyć. Jużem tam nie przebierał jako w domowym stawie; ale co przyniosła, to bierz, oprócz jednej żaby, bo i te często nosiła, gdyż – jakom już napisał – że ona tam nie brakowała osobami, ale co napadła, to wzięła. To i ja, i czeladź mieli się dobrze, a czasem i gość pożywił się, jak się to trafia w jednej stanąć gospodzie i kilkom gości. To się dziwowali: „A jam kazał ryb szukać w tym a w tym mieście, a nie możono nic dostać; WMMPan gdzie dostał ryb zacnych?” – Tom ja powiedział, że w wodzie. Nawet i w mięsny dzień czasem, to czeladź: „Ej, Dobrodzieju, rzucają się tu ryby w tym stawie; niech wydra idzie”. – Tom poszedł z nią – bo ona za nikiem oprócz mnie nie chciała iść – to wniosła; jeżeli dobra ryba, jako to szczupak, okoń rosły, tom ja sam jadł, nie tylko czeladź, bo ja najlepszej mięsnej potrawy gotów odstąpić dla dobrej ryby. W tym z nią w drodze było uprzykrzenie, że gdzieś jechał, to się dziwowano, ludzie kupami schadzali się właśnie, jakby to co z Indyjej przywiezionego; asystencyjej było nieskąpo, osobliwie też w Krakowie, to już kiedy jechałem przez ulicę, różnych ludzi wyprowadziło mię z Krakowa kupa. Jednego czasu byłem u wujecznego mego, pana Szczęsnego Chociwskiego; był też u niego ksiądz Trzebieński i usiadł podle mnie za stołem, a wydra leżała podle mnie na ławie; objadła się i spała, wznak rozwaliwszy się, bo to jej był najmilszy zwyczaj wznak leżeć. Ksiądz posiedziawszy, obaczył wydrę i rozumiejąc, że to rękaw, porwie wydrę chcąc obejrzeć; wydra przebudzona zaskrzeczy okrutnie, uchwyciła go za rękę i ukąsiła; ksiądz z bólu i z przestrachu zemdlał, ledwie się go dotrzeźwiono.
Kiedy już Straszewski widział owej wydry ąualitates [przymioty] obaczył też i insze myślistwo moje, jako to: zwierzyniec ptaszy, który miałem zbudowany, kratami drutowymi nakryty, a w nim ptastwo omnis generis [wszelakiego rodzaju], które tylko mogły się znajdować w Polszcze, gniazdka robiło i lęgło się na drzewkach, tam posadzonych, a nie tylko to ptastwo, co może być w Połszcze, ale i insze, cudzoziemskie, cokolwiek mogłem przybrać i skądkolwiek zaciągnąć. Straszewski był też natenczas, kiedy ptaszki na gniazdkach i kiedy jest ich generatio [wyląg], widział wszystko, że mię ptastwo słucha; widział, że się na gniaździe da pogłaskać; widział kuropatwy, tam wylężone i stadami swoje potomstwo wodzące, na zawołanie tak jako kurczęta do sypania ziarn idące. Pojechał do króla i wszystko to, co widział, powiedział. Ledwie co Straszewski przyjechał i uczynił relacyja, wzięła króla taka chęć: „Nie może być, tylko jedź znowu, a przywoź już jakiemkolwiek sposobem, bylem wydrę miał”. – Listy znowu do mnie popisano pytając, co sobie za nie każę dać. Pan koniuszy koronny, pan Piekarski pisali prosząc: Dla Boga! jużże się nie wymawiaj; wolisz dać i zbyć kłopotu, bo pokoju nie będziesz miał, gdyż król i jedząc, i chodząc, i śpiąc, tylko o tej wydrze myśli, która żeby nie miała żadnego impedymentu, darował swego kochanego rysia panu wojewodzie malborskiemu, kazwaryjusza zaś, ptaka, odesłał do Jaworowa, żeby już z samą wydrą cieszył się. Przyjechał znowu na odwrót Straszewski, listy oddał, powieda, jako król wdzięczen obietnicy wydry, bez której tęskni, i prosi mówiąc: Qui cito dat, bis dat [kto prędko daje, dwakroć daje]. W listach piszą obietnice srogie; Straszewski mi powieda, że chciał król posłać piniądzmi ukontentowanie, ale pan Piekarski powiedział: Miłościwy Królu, darmo tam piniędzy posyłać, bo ich nie wezmą; u tamtego szlachcica fantazyja dobra, pewnie tego nie uczyni; ale tak by co posłać, co by to politius [przyzwoiciej] wziąć. Posłał tedy król do Jaworowa po dwóch koni tureckich, żeby ich mi przyprowadzono; konie tam bardzo piękne, a kazał je oddać i z wsiadaniem bogatym. Ja powiedział, że nie tylko piniędzy, ale i koni nie wezmę, bobym się tego wstydził za tak nikczemny podarunek takie odbierać honoraria [wynagrodzenia].
Wyprawiłem ją tedy na nową służbę; niewdzięcznie bardzo akceptowała tę wyprawę na nową służbę, piszcząc, wrzeszcząc w klatce, kiedy przez wieś jechali, ażem poszedł do izby nie chcąc słuchać tego, co mi jej żal było. W drodze, jadąc, gdzie upatrzyli wodę in plano [na równinie], żeby się nie skryła, wypuszczali ją przecie kilka razy do wody dla ochłodzenia i ucieszenia swojej natury; po staremu i to nie pomogło: było pisku, wrzasku podostatku. Stęskniło się to, znikczemniało; przywiedli królowi tak jako sowę odętą. Niezmiernie rad król, widząc, mówi: „Stęskniło się to, ale się to obaczy. Komu ją każą pogłaskać, to go wydra za rękę. Król rzecze: „Marysieńku, odważę się ja pogłaskać ją”. – Królowa perswaduje, żeby niechać, aby nie ukąsiła; on przecie usiadszy pole niej, jak ją znowu na łóżku posadzono, do niej z ręką powolej: „To sobie będę miał za dobry znak, jeżeli mię nie ukąsi; jeżeli też ukąsi, o to mniejsza, pisać tego nie będą po gazetach”. Pogłaskał ją tedy; przychyliła mu się. Jeszcze bardziej się król udelektował, że i więcej począł ją głaskać, potym jej jeść kazał przynieść; tak ci dawał jej po kawałku, a ona jadła nie jedząc na owym złotogłowie. Już tam chodziła po pokojach, gdzie chciała, coraz swobodniej; byłaż tedy dwa dni. Postawiono jej wody w naczyniach wielkich, napuszczano tam rybek, raków; to się cieszyła, wynosiła. Król rzecze do królowej: „Marysieńku, nie będę jutro jadł ryby, tylko, co mi ta wydra ułowi; pojedziemy jutro, da Pan Bóg, do Wilanowa i tam ją będziemy próbować, jeżeli się tam pozna z rybami”.
Napisałem tedy informacyjej arkusz, jako z nią mają postępować; i to też napisałem, żeby jej nigdy nie wiązać za obrączkę, ale podle obrączki za szyję dlatego, że u wydry grubsza jest szyja niżeli głowa, to choćby najciaśniejsza obrączka, to się zaraz przez głową zdejmie. Tak się stało. Uwiązali ją za obrączkę: wydra zdarła z siebie obrączkę i z dzwonkami, wyszła. Łaziło to po wschodach przez noc, że wyszło jakoś i na dwór, jako to w tęskności. Nauczyło się u mnie chodzić, gdzie chciało, bobrować sobie po stawach, po rzekach, poko się jej podobało, według swojej natury, i przyjść według zwyczaju do domu. Ścieżkami tam gdzieś, wyszedszy, błąkało się nie wiedząc, gdzie się obrócić. Skoro rano, potkał ją dragan; nie wiedząc, co to, czy chowane, czy dzikie, uderzył berdyszem, zabił. Wstaną – wydry nie masz; wołają, szukają… kweres srogi. Rozesłano po mieście i z prośbą, i z groźbą, kto by się ważył, znalazszy, nie oddać. Aż idzie Żyd podróżny, pińczowski, a dragan za nim już to po zapłatę za skórkę. „Co to masz, Żydzie?” spyta go śwajcar. A Żyd w kieszeni trzyma rękę. Zajrzy mu pod suknią: aż skóra słomą napchana. Wzięto zaraz i Żyda, i dragana i przyprowadzono przed króla. Spojrzy król na skórkę, zatka oczy jedną ręką, drugą ręką się porwie za czuprynę, pocznie wołać: „Zabij, kto cnotliwy! Zabij, kto w Boga wierzy!” – Wrzucono obudwu do wieży; conclusum [uchwalono], żeby dragana rozstrzelać; dysponować mu się kazano. Przyszliż jednak do króla księża spowiednicy, biskupi; perswadowali, prosili, że nie zasłużył śmierci, ignorancyją zgrzeszył. Ledwoć effecerunt [wymogli], że nie kazano rozstrzelać, ale na praszczęta przez Gałeckiego regiment. Stanął tedy regiment dwiema szeregami według zwyczaju; dekret taki, żeby piętnaście razy biegał, odpoczywając nihilominus [jednakże] na skrzydłach. Przebieżał dwa razy – ludzi w regimencie półtora tysiąca, kożdy po razu zatnie – trzeci raz padł w pół szeregu; nad prawo sieczono i leżącego. Tak ci wzięto go w prześcieradło, aleć zaś powiedano, że się nie mógł wysmarować. I tak one srogie pociechy obróciły się w wielki smutek, bo król przez cały dzień i nie jadł, i nie gadał z nikim, wszystek dwór jak powarzony. Tak ci i mnie zbawili tak kochanego zwierzęcia, i sami się nie nacieszyli, jeszcze sobie turbacyjej przyczynili.

« Older entries