Głębia ostrości, lalka i generał na „tradycyjnym” obrazie.

1.

Odwiedzając Muzeum Narodowe w Warszawie pewnego razu – nietypowo – wybra­łem się do Galerii Sztuki Współczesnej. Nie będę ukrywał, że jest to mój „naj­nie­ulu­bień­szy” dział i  oprócz serii obrazów „Rozstrzelanie” Wróblewskiego nie oczekiwałem niczego co by mnie mogło tam zaciekawić. Jednak ostatecznie moją uwagę przykuł obraz olejny zatytułowany „13 grudnia 1981 rano” spod pędzla Łukasza Korolkiewicza (z roku 1982).

Już 150 lat temu po pojawieniu się wynalazku fotografii stwierdzono, że malarstwo czeka rychły zgon. Bowiem zdjęcie lepiej odda rysy człowieka niż najlepszy obraz, a ważne wydarzenia zostaną szybciej uwiecznione i rozkolportowane na cały świat (jako przeciwieństwo można podać słynny obraz Velazqueza z 1625 „Poddanie Bredy” stworzony dziesięć lat po tym wydarzeniu – Link do Wiki).

Łukasz Korolkiewicz jak można przypuszczać nie boi się jednak porównań do foto­grafii. Jego obraz wygląda nawet na pierwszy rzut oka jak zdjęcie (zwłaszcza w inter­netowych reprodukcjach): na pierwszym planie mamy ciemne wnętrze, a widok za oknem jest rozświetlony i rozmazany. Paradoksem jest, że obraz – malowany za­pew­nie przez dłuższy czas – rekonstruuje fotografię, która mogłaby zostać zrobiona w kilka sekund i na przykład opublikowana w zagranicznym czasopiśmie jako ilustracja z wprowadzenia stanu wojennego.

Właśnie dramatyczne wydarzenie uwiecznione na obrazie spowodowało, że obraz ten mnie zaciekawił. Oto mamy tutaj wszystkie najważniejsze elementy kojarzące się z „13 grudnia” telewizor z obłudnym przemówieniem generała Wojciecha Jaruzelskiego, smętne zasłonki czy brodaty mężczyzna (czyli „ikoniczny” opozycjonista) wyglądający ostrożnie przez okno i skrywający się za framugą: zapewne przeczuwający swoje internowanie.

2.

Kolejny „fotograficzny” obraz artysty zatytułowany jest „Demony”:

Pierwsze, na co zwraca się uwagę to uważny lub przerażony wzrok dziewczynki. Gdyby była to fotografia powiedzielibyśmy, że ostrość ustawiona została właśnie w tym miejscu. Natomiast później zauważamy rzuconą na stół lalkę i ciemny kąt ze słynną fotografią ks. Jerzego Popiełuszki.

Zobaczmy, że wnętrze rozświetlone jest przez promienie padające od okna, czyli dziewczynka siedząca tyłem do framugi powinna mieć twarz w cieniu. Twarz jednak jest  oświetlona. Ponadto dziecko wydaje się wręcz zahipnotyzowane czymś poza kadrem. Możemy z dużym prawdopodobieństwem (graniczącym z pewnością) za­ło­żyć, że ogląda ona telewizję, a twarz oświetlona jest światłem z kineskopu.

Wydarzenia na ekranie muszą być angażujące, bowiem lalka została położona niestarannie na stole, a dziecko jest „zahipnotyzowane” obrazem. Wspomniana wcześniej fotografia księdza Popiełuszki prawie na pewno umiejscawia te scenę w okresie dramatycznych wydarzeń po 19 października 1984 lub w trakcie „procesu toruńskiego”.

Obydwa te obrazy – to komplement dla Korolkiewicza – kierują moje skojarzenia w kierunku obrazów Jacka Malczewskiego, choć oczywiście dzieła J.M. były bogatsze w symbole (a nawet nimi przeładowane). Z tym, że PRLowskimi odpowiednikami rusałek czyhających na wędrowców, demonów, czy wody z zatrutej studni są: generał, porywacze ks. Jerzego czy telewizor emitujący propagandę.

3.

Natomiast pobieżna „kwerenda internetowa” zwróciła moją uwagę na artykuł o Łu­ka­szu Korolkiewiczu ((LINK)) oraz jeszcze jeden fotograficzny obraz Korolkiewicza: „Kontemplacja” (z  1979):

Malarz zastosował tutaj dużą głębię ostrości, kierując swój „obiektyw” na postać w tle i rozmazując pierwszy plan. Co ciekawe i w tym obrazie można się doszukiwać aluzji do ówczesnej sytuacji politycznej: mężczyzna siedzący w skarpetkach na materacu położonym na ziemi, leniwie palony (a nawet kontemplowany!) papieros oraz kartki (ulotki!) to przecież eksponaty kojarzące się ze strajkami i głodówkami przeciw ówczesnej władzy. Niestety reprodukcja nie pozwala dokładnie przyjrzeć się temu obrazowi.

4.

Wieloznaczny stosunek artysty do malarstwa i fotografii najlepiej chyba jest oddany na zdjęciu wykonanym przez Krzysztofa Serafina. Korolkiewicz ukrywa się za tandetną reprodukcją – wydrukiem obrazu Veermeera – i siedzi przy odwróconych obrazach. Znajdujące się na stole: czaszka i szklanka pełna herbacianych fusów wieszczą – być może już ostateczną – śmierć malarstwa.

5.

A ponieważ artysta tworzy, a jego obrazy ciągle „krążą” po rynku sztuki, kilka z nich można obejrzeć na stronie: Galerii aTAK.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: