[Cytat] Roger Scruton o sporcie.

Roger Scruton, Przewodnik po kulturze nowoczesnej dla inteligentnych, Wydawnictwo Thesaurus 2006
s. 55—56

A zatem jeśli mamy żyć w sposób właściwy — nie tylko używając świata, lecz kochając go i ceniąc — musimy kultywować sztukę znajdowania celów tam, gdzie moglibyśmy znaleźć tylko środki. Musimy uczyć się kiedy i jak odsu­nąć na bok nasze interesy, nie powodowani nudą czy niechęcią, lecz bez­interesowną namiętnością, kierującą się ku samej rzeczy.

Tak więc największe znaczenie w naszym życiu mają uroczyste okazje, kiedy łączymy się z innymi ludźmi, oddając się wraz z nimi jakimś bezcelowym czyn­nościom. Sport (a zwłaszcza sport traktowany jako widowisko) jest wy­mownym tego przykładem. Spójrzmy na pierwszy okres rozkwitu naszej cywilizacji w starożytnej Grecji, a już tam znajdziemy sport obecny w samym centrum życia społecznego, stanowiący ognisko więzi społecznej, przegląd militarnej sprawności i pobożny trybut składany bogom. Pindar pisał u­two­ry wysławiające zwycięzców igrzysk panhelleńskich, ale jego ody nie są re­la­cja­mi z ulotnych zwycięstw różnych zawodników. Opisują bogów i ich dzie­je, inwokacje, mające za cel przyzwanie boskiej obecności w tym akurat miejscu i czasie i wzniosłą celebracje tego, co oznaczało bycie Hellenem po­śród Hellenów, ludzi, których łączą wspólny język, historia, bóstwa i fatum. Ukazują nam one widza jako jednego z uczestników. Widzimy, że jego pełne podniecenia okrzyki dochodzą z samej głębi jego społecznej istoty jako wkład do toczącej się akcji i pewnego rodzaju rozrywka o charakterze re­li­gij­nym. Gdziekolwiek istnieje prawdziwa wspólna kultura, sport jest zawsze główną jej częścią, a radosna obfitość uczuć religijnych przenika całe to wydarzenie — a to dlatego, ponieważ na hipodromie obecni są także bo­go­wie, żywo dopingujący swych faworytów. Współczesny mecz piłki nożnej różni się pod wieloma względami od starożytnego wyścigu rydwanów, a najważniejszą różnicą jest tu brak intencji religijnej. Niemniej jednak ist­nie­ją też ważne analogie. Najłatwiej daje się to zaobserwować w przypadku Ameryki, z jej zwalistymi zawodnikami walczącymi ze sobą, niczym zakuci w zbroje rycerze, o każdy cal boiska, z jej ryczącymi tłumami, ogarniętymi świątecznym nastrojem, z jej cheerleaderkami podskakującymi i wy­ma­chu­ją­cymi rękoma, zgodnie z układem choreograficznym, któremu towarzyszą dziewczęce okrzyki, z jej jazzowymi zespołami i grupami maszerujących ludzi przyodzianych w uniformy, powiewających sztandarami i trzymanymi w rę­kach chorągiewkami. W takich wydarzeniach widzimy pewnego rodzaju zbio­ro­wą euforię, która jest uniesieniem, ogarniającym również społeczność fanów. Mamy tu niemal powrót do tego samego doświadczenia człon­ko­stwa, które opisałem w rozdziale drugim, a jeśli nawet bogowie nie biorą w nim udziału, to wyczuwa się ich obecność: zmartwychwstających z gro­bów i spoglądających z nieśmiałą fascynacją spoza kurtyny naszego zapomnienia.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: