Ojciec Maksymilian i pogrzeb japońskiego posła (1933 r.)

W roku 1933 w Warszawie miał miejsce bardzo zaskakujący pogrzeb. Zmar­ły, Hiroyuki Kawai, był japońskim dyplomatą, którego śmierć spotkała w trakcie odbywania poselstwa w Rzeczypospolitej Polskiej.

HK - 1933 b

HK - 1933 c

HK - 1933

Mimo, że większość Japończyków nie była (i nie jest nadal) chrześcijanami, obrzęd miał charakter katolicki, bowiem pan Kawai przed śmiercią przyjął chrzest (jego małżonka była już wcześniej chrześcijanką). W wydarzeniu tym miał swój udział ojciec Maksymilian Maria Kolbe, który co prawda nie udzielał posłowi sakramentu chrztu, ale przeprowadził z nim kilka rozmów, które może przy­czy­niły się do tego wyboru. Nie było to dziwne, wszak w latach 1931—1935 zakon­nik przebywął w Japonii, w Nagasaki, co na pewno ułatwiło mu wczucie sie w men­tal­ność posła Kawai.

Z opisem tych wydarzenia oraz roli ojca Maksymiliana spotkałem się w dwóch źród­łach.

1. W książce Anny Nasiłowskiej, Wolny agent Umeda i druga Japonia, jej bohater Yoshiho Umeda (zm. w 2012 r.) wspomina pobyt swojego ojca Ryochu Umedy (1899—1961) w międzywojennej Polsce i opisuje to wydarzenie, w którym jego ojciec brał udział:

Pytano Umedę, kim jest ten mnich i co się właściwie stało. Mógł udzielić w miarę szczegółowych wyjaśnień: mnich był z zakonu świętego Franciszka w Nagasaki. Główny teolog, człowiek o ogromnej czystości i sile woli. Mówi o sobie: Rycerz Zakonu Maryi. Przyszedł pierwszego sierpnia do poselstwa, przynosząc figurę Matki Boskiej dla pani Kawai. Nie zastał jej, ale prezent został przekazany. To chyba był pretekst, żeby się spotkać z posłem, mógł mieć jakieś prośby. Pani Kawai była katoliczką. Zaprosiła go do rezydencji, do Skalimowa. Od niej dowiedział się o cięż­kiej chorobie jej męża. Wiadomo, że udali się do niego do sanatorium w Otwocku autem poselstwa, wraz z dwiemi córeczkami. Zostawił medalik Matki Boskiej Nieustającej Pomocy.

Chciano wiedzieć, czy Maksymilian Kolbe udzielił chrztu.

– Nie, poseł tak zdecydował sam, później.

Co się właściwie stało w ostatnich chwilach posła, wiedziała jedy­­nie naj­bliż­sza rodzina. Kilka dni po wizycie ojca Kolbe pan Kawai po­pro­sił o chrzest. Udzielił go wezwany naprędce miejscowy ksiądz razem z ostat­nim namaszczeniem. Wkrótce potem pan Kawai umarł.

W sierpniu 1933 roku odbył się w Warszawie bardzo ceremonial­ny pogrzeb. Pod poselstwo Japonii zajechał ogromny, wystrojony kitami karawan, któremu towarzyszyło kilku księży (…).
Po umieszczeniu trumny w karawanie sformowano pochód żałobny, który podążył do kościoła św. Krzyża. Towarzyszyła mu wojskowa eskor­ta, korpus dyplomatyczny, przedstawiciele polskich władz z premierem. I oczywiście wieńce, wspaniałe, z szarfami, a na czele żona pani Kawai i niewielkie córeczki, dziesięcioletnia i sześcioletnia, wszystkie zakryte czarnymi welonami, prawie sięgającymi stóp.

Dzień był piękny.

Umeda był świadkiem tej ceremonii, odprawianej przez biskupa i kilku księży. Stał wraz z delegacją Instytutu Wschodniego na mszy tuż obok filara, w który wmurowana jest urna z sercem Chopina.

(…)

Ojciec Kolbe stał obok w skupieniu,milczał.

 

2.Co ciekawe, dokładny opis tych wydarzeń zostawił nam również ojciec Maksymilian, który pisał:

[Mugenzai no Sono, przed grudniem 1933]

Po opuszczeniu Nagasaki w kwietniu br. przez jakiś czas przebywałem w Polsce. Z posłem Kawai zapoznałem się za pośrednictwem jego żony, która jest katoliczką.

Pewnego dnia, mówiąc dokładnie – pierwszego sierpnia, udałem się do poselstwa cesarstwa Japonii. Słyszałem, że żona posła jest katoliczką, sądziłem więc, że będzie sobie życzyła spotkania. Zatem, jako podarunek dla pani posłowej, przygotowałem figurkę Niepokalanej. Po załatwieniu sprawy w poselstwie miałem szczęście spotkać ją, bo była obecna w domu. Pani posłowa nie tylko chętnie przyjęła podarunek, ale bardzo się nim ucieszyła i zaprosiła, by ją odwiedzić po kilku dniach.

W tym czasie była ona na wakacjach z dziećmi w willi w Skolimowie poza Warszawą. Tam mię zaproszono z odwiedzinami. Jako goście byliśmy tam tylko ojciec gwardian i ja – razem towarzystwo tylko wierzących. W poko­ju, gdzie nas zaprowadzono, była ustawiona w „tokonoma” figurka Niepokalanej, którą kilka dni temu ofiarowałem.

Tego dnia po raz pierwszy dowiedziałem się o chorobie pana posła. Chory był na płuca i leczył się w sanatorium w Otwocku.

(…)

W rzeczywistości stan pana posła był poważny. Gdy przyprowadzono mnie do separatki, zobaczyłem wychudzoną postać, zwłaszcza twarz i ręce były jakby drewniane, jakby człowieka już nieżyjącego. Ale czuł się on bardzo dobrze tego dnia, więc bardzo chętnie ze mną rozmawiał. Po różnych tematach zeszliśmy na religię. Opowiadał mi, że gdy odwiedził Francję i Lourdes, słyszał tam, że cuda od czasu objawienia Matki Bożej nie ustają. Sam też, wmieszany w różnorodny tłum pielgrzymów, w rzeczywistości stąpał po ziemi Lourdes, wiedział i słyszał o cudach, odczuł silnie religijną atmosferę tego miejsca – lecz nie odczuł pragnienia życia z wiary. Nadto otrzymał i czytał we Francji książkę pod tytułem „Jezus Chrystus”, a także poznał głębiej naukę, że prawdziwa religia chrześcijańska to katolicyzm, ale nie odczuł przy tym wyraźnego pragnienia zmiany religii. Tak więc rozmawialiśmy i pan poseł wyjawiał swe poglądy na różne systemy religijne i przyznał chętnie, gdym mu wytłumaczył, że prawda jest jedna. A także ten inteligentny chory chętnie przyznał – gdym mu tłumaczył prawdy teologiczne, że religia musi być jedna, aby uchwycić prawdziwe dogmaty, i Bóg musi być jeden. Nauka o Trójcy inna jest w Chinach niż w chrześcijaństwie, ale po wytłumaczeniu tej tajemnicy przyjął ją ze zrozumieniem. Przed wejściem w te zawikłane i głębokie problemy pan poseł wyraził się, że różne są religie i każda z nich ma coś prawdy – a ja mu nie zaprzeczyłem. Pod koniec tego dnia dałem choremu za pośrednictwem żony Cudowny Medalik i poleciłem go miłosierdziu Maryi – modląc się o zdrowie dla ciała i łaskę wiary dla chorego – pożegnałem się z nim. Rzeczywiście przez ten Medalik poboż­nie noszony na piersiach, Niepokalana udziela specjalnej opieki wielu ludziom i wiem z doświadczenia, że łaska Ducha Św. wielu z nich oświeca i prowadzi do wiary, stąd, sądząc że to najlepszy podarunek, dałem go panu posłowi.

Potem, 14 sierpnia, stan chorego posła znacznie się pogorszył. Rodzina zebrała się w sanatorium. Gdy się o tym dowiedziałem, udałem się do chorego (…) Teraz nie ma ani chwili do stracenia! Telefonem zawia­do­mi­łem o wszystkim zaufanego przyjaciela pana posła, obecnego w Warsza­wie nuncjusza – dziekana korpusu dyplomatycznego – arcybiskupa i pro­si­łem o natychmiastowe przybycie. Pośpiesznie wyruszył samochodem nuncjusz i za godzinę był już u chorego. Już przedtem miałem ułożony plan, by ostatniego przygotowania choremu udzielił sam nuncjusz.

(…)

Nuncjusz znał dobrze zacny charakter chorego, jego inteligencję z co­dzien­nego z nim obcowania – i cenił je wysoko. Jako przyjaciel – on najlepiej przemówił do przyjaciela. Z głębokim przekonaniem wyjaśnił on choremu naukę z Zbawicielu, życiu przyszłym i warunkach przyjęcia św. wiary.

(…)

Wnet po przemówieniu eminencji nuncjusza chory poprosił o chrzest. Poseł pragnął przyjąć imię Franciszka. Z rąk nuncjusza spłynęła święta woda na głowę i słowa: Franciszku, ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego…

Po chrzcie św. pan poseł doznał wielkiej radości serca, widocznej nawet na twarzy. Tej głębokiej radości i pokoju nie dozna ten, kto nie wszedł na drogę prawdy. Czyż ten spokój i głęboka radość nie są znakiem łaski Bożej i skutkiem przyjęcia prawdziwej religii?

Pan poseł przez pozostałe godziny ziemskiego życia cieszył się tą ra­do­ścią i pokojem. Kilka razy powtórzył nam obecnym przy sobie: dlaczego nie przyjąłem wcześniej tej religii i nie zaznałem wcześniej tego szczę­ścia? I wieczorem tego dnia, to jest w wigilię Wniebowzięcia Matki Bożej, ta uspokojona i oczyszczona dusza – uniesiona rękami Niepokalanej, prze­nie­sio­na została z tego świata.

Dwa dni potem, 16 sierpnia, na placu przed poselstwem u stóp krzyża złożona została trumna ze zwłokami. Ojciec gwardian i ja modliliśmy się klęcząc przy trumnie. Dusza pana posła była już w niebie – nie trzeba było modlić się za niego. Modliliśmy się o przyczynę zmarłego posła w intencji Japończyków i Polaków i za tych, co łaskawie pomogli do jego nawrócenia. Tak samo mówił ks. nuncjusz – zmarły poseł Kawai jest już w niebie i modlił się o jego wstawiennictwo.

Źródło: „Mugenzai no Seibo no Kishi” 4 (1933) 354-363.
(z oryg. japońskiego tłumaczył o. Janusz M. Koza OFMConv.) http://www.niepokalanow.pl/pisma,tom-7,1081b-kwiatki-matki-bozej-chrzest-pana-hiroyuki-kawai-posla-cesarstwa-japonii-w-polsce,1212

 

3. Na koniec, o książce Anny Nasiłowskiej. Jest to ksiażka bardzo nierówna, co może wynika z tego, że zmarły w 2012 r. Yoshiho Umeda pracował do swojej śmierci z autorką, a ksiażkę już po śmierci bohatera Nasiłowska kończyła samo­dzielnie, na podstawie dokumentów, które jej pozostawił.

Książka ta wydaje się dzielić na dwie części, pierwsza dopracowana, wyważona, dotycząca czasów międzywojennych i wojennych oraz druga, przedstawiająca losy Yoshiho Umedy od momentu, gdy znalazł się w PRL, pod opieką przyjaciół swojego nieżyjacego już ojca oraz zaangażowanie w opozycję, napisana już mniej ciekawym stylem. Poza tym tę „drugą część” należy czytać jednak z dużym dystansem, bowiem przedstawia (zwłaszcza w opisie lat 80-tych) bardzo jedno­stronnie środowiska solidarnościowe, a nawet – mam wrażenie – opisy niektórych wydarzeń miały na celu prymitywne przedstawianie osób czynnych po 1989 roku w poli­tyce w negatywnym świetle (choćby tak bzdurne sugestie, że ktoś był zawie­dzio­ny, że nie został 13 grudnia 1981 internowany — sic!).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: