Gadatliwość (sic!) realistów i bezradność poety.

Pękają kolejne kłódki, nadwątlone szafy ze sklejki, kupione na talony rozłażą się na łączeniach. Z nich wypadają papiery, niczym ze zdobytej carskiej ambasady (rok 1794) w trakcie insurekcji kościuszkowskiej. Tak oto na jaw wychodzą ciem­ne sprawki, tych, którzy swoja agenturalność próbują nazywać „realizmem poli­tycz­nym”, „gadatliwością” lub „dzieleniem się radością”.

Wiemy, że w ciagu dwudziestu pięciu lat III RP nie wszyscy unikali trudnych te­ma­tów niehlubnej przeszłości naszych (?!) elit politycznych. Oczywiście nasuwa się casus TW „Bolka”, ale nie tylko.

  • Taki obrazek:

20 lat temu, w styczniu 1996 r., ze stanowiska musiał ustąpić premier Józef Oleksy, oskarżony o współpracę z obcym wywiadem. http://archiwum.rp.pl/artykul/77560_Premier_Jozef_Oleksy_zlozyl_rezygnacje.html

http://niezalezna.pl/33399-agent-oleksy

Ostatecznie 22 grudnia 2004 r., po sześciu latach (!) wnikliwych dociekań, w ostatnim tygodniu urzędowania rzecznika Nizieńskiego sąd lustracyjny uznał, że Oleksy skłamał w oświadczeniu lustracyjnym, bo w latach 1971–1978 był agentem Zarządu II Sztabu Generalnego WP. Jako taki wielokrotnie spotykał się z oficerami wywiadu w kawiarniach i lokalach kontaktowych, dostarczał materiały wywiadowcze, uczestniczył w kombi­nacji operacyjnej wywiadu związanej z próbą nawiązania kontaktu z Janem Bobko, a także prowadził działalność typowniczo-werbunkową. Charakter kontaktów lustrowanego z AWO miał mieć niewiele wspólnego ze zwyk­łym przeszkoleniem wojskowym, o czym Oleksy – kilka lat spotykając się w warunkach konspiracji, dostarczając rozmaite materiały, przyjmując pieniądze i podpisując dokumenty, gdzie wyraźnie było napisane „wywiad wojskowy” – musiał wiedzieć wręcz doskonale. Nie było też wątpliwości, że AWO był jednym z oddziałów Zarządu II SG WP, a wszystkie historyjki o „wojskach rozpoznawczych” były wierutnymi nonsensami. W tym kon­tekście informacje, które miał rzekomo przekazać lustrowanemu Gło­wacki czy Dobrzański, zostały uznane za niezbyt istotne. Mówiąc krótko: Oleksy musiał wiedzieć, kim był i co robił.

12 stycznia 1996 roku w „Dzienniku Bałtyckim” Zbigniew Herbert w swoim wierszu Bezradność  sprawę Oleksego skomentował na swój uroczy, poetycki sposób:

Jeśli się okaże
że mój Premier
o dobrodusznej twarzy
opata dochodowego klasztoru
mnie naprawdę zdradził
powiedzcie co mam robić
co czynić wypada

Może Premier ma logoreę
to znaczy bez ustanku mówi
sam nie wiedząc do kogo
to bardzo przykra neuroza
nie wolno karać chorego

powierzył tajemnicę
najbliższemu przyjacielowi
ludzie prawi
widzą wokół siebie
tylko ludzi prawych
to może naiwne
ale sympatyczne

w przypadku jeśli działał
w złej wierze
mogę go wyzwać
na ubitą ziemię

ale tutaj nigdzie
nie ma ubitej ziemi

trudno wykonać
patetyczny gest
Eugeniusza Oniegina
zapadając się
po kolana
po szyję
w błoto

 

Polityk co prawda potem jeszcze kilkukrotnie wracał do aktywności w polityce, ale zabawne, że „wypominana” Józefowi O. „gadatliwość” naprawdę doprowadziła do jego upadku, gdy wypłynęły taśmy na których (pod wpływem alkoholu) wyjawiał wiele kompromitujacych plotek na temat osób ze swego środowiska.

O ironio!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: