[Link do artykułu] Twoje dane sprzedawane za 0,0005 dol., w mniej niż 100 milisekund

Wśród wielu odwiedzanych przeze mnie regularnie stron internetowych wysokie miejsce (powiedzmy w TOP-20) zajmuje http://wszystkoconajwazniejsze.pl

Czasami pojawiają sie tam teksty, które czytam z wielkim zainteresowaniem, tak jak to miało miejsce z artykułami Magdaleny Słabej o J. R. R. Tolkienie: http://wszystkoconajwazniejsze.pl/?s=tolkien

Dzisiaj na przykład moją uwagę przykuł taki artykuł Łukasza Olejnika: http://wszystkoconajwazniejsze.pl/lukasz-olejnik-ile-jestes-warty-real-time-bidding-czyli-twoje-dane-sprzedawane-za-00005-dol-w-mniej-niz-100-milisekund/

Dlaczego czasem twoje dane kosztują 0,0005 dol., a innym razem 0,001 dol.? I jak to jest możliwe, że wycena, oferta i zapłata zachodzi dynamicznie, w czasie rzeczywistym?

Stojąca za tym technologia nazywa się Real-Time Bidding (RTB). Umożliwia ona sprzedawanie przestrzeni reklamowej na stronach internetowych, w aplikacjach mobilnych i sieciach społecznościowych. Technologia ta jest coraz popularniejsza i środki przeznaczane na przekaz za jej pomocą stale rosną. W 2013 r. było to ponad 3,3 mld dol., w 2014 r. uważa się, że suma ta przekroczy 4,4 mld dol. Przewiduje się, że w 2015 r. będzie to już ponad 6,1 mld dol., natomiast w 2017 r. nawet 9 mld dol., co będzie osiągnięciem pułapu 30% udziału w całkowitych wydatkach na reklamę w sieci (ang. digital ad spending). W 2020 r. mowa już o 50% udziale. Dane te dotyczą samych Stanów Zjednoczonych.

Natomiast w nieodległej przeszłości umieszczono tam serię artykułów na temat prywatności oraz tego jak państwa i wielkie koncerny sięgają po nasze dane:

http://wszystkoconajwazniejsze.pl/eryk-mistewicz-trzecia-dekada-orwella-1984-2014/

Lista adresów e-mail podobnie jak lista naszych kontaktów telefonicznych to dla firm nowych mediów żyła złota.

Po pierwsze, tworzy mapę relacji każdego z nas. Pozwala oszacować naszą pozycję społeczną, wartość na schemacie społeczeństwa. Wskazać, jak blisko nam do liderów opinii, czy mamy na nich wpływ, a jeśli tak – to jak duży.

Po drugie, wraz z analizą i informacjami o liczbie kontaktów między poszczególnymi elementami sieci, ich intensywności, kierunkach (kto do kogo dzwoni, pisze SMSy, pisze maile, z jakim doborem słów) w stosunkowo prosty sposób tworzy mapę społeczeństwa.

Po trzecie, uzyskanie dostępu do tej listy przez system przypomina położenie karnetu z adresami – dokumentu uznawanego dotychczas za stricte prywatny, na kserokopiarce i rozesłanie go w świat. Przecież nie przekażemy tych danych nikomu.

Swoja drogą cieszy, że nawet Eryk Mistewicz (wręcz honorowy konsul Tweetera) zauważaniebezpieczeństwa zwiazane z utratą prywatności oraz niebezpieczeństwami zwiazanymi z powszechna informatyzacją.

PS. Myślę że w najbliższaym czasie temat wpływu komputerów/informatyzacji na nasze życie będzie się pojawiał częściej na Bestiariuszu .

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: